asqe
24.02.09, 12:27
i milosci. co jest ze mna nie tak?
mialam calkiem sporo partnerow seksualnych, sporo jednonocnych
przygod, moze w jakis sposob wydawalo mi sie to bezpieczniejsze.
nie umiaalm tez byc wierna jednej osobie, nie widzialam zupelnie
takiej potrzeby u siebie i nie rozumialam jej u innych.
potem sie zakochalam i pierwszy raz w zyciu kochalam sie z kims, a
nie po prostu uprawialam seks albo pieprzylam(przepraszam za
dosadnosc). wiec do seksu doszedl caly ten "mistycyzm", poczucie
jednosci z kims, calosci, bycie jedna wielka kula energii,
skonczylam ze starymi przyzwyczajeniami, bo juz nie wyobrazalam
sobie, zeby ktos inny moglby mnie dotknac, ale nie do konca umialam
wyrazic siebie w tej "milosci". trwalo to 1,5 roku i skonczylo sie
jakies dwa miesiace temu. nadal go kocham i za nim tesknie, ale nie
to jest tutaj wazne. ostatnio przydarzyla mi sie jednonocna przygoda
i to uswiadomilo mi jak bardzo mi brakowalo po prostu seksu, bez
tych wszystkich uczuc, bez milosci i zaangazowania emocjonalnego,
pokazalo, ze aby byc w zwiazku z kims kogo kocham(?) odrzucilam
jakas czastke siebie, ktora byla wazna i ktora bardzo lubilam.
nie rozumiem tego, bo jeszcze do niedawna wydawalo mi sie, ze , ze
sama nie wiem co.
przepraszam, ze takie przydlugie i chaotyczne, ale wlasnie probuje
zrozumiec o co mi tak wlasciwie biega i licze, ze moze choc troszke
mi pomozecie. dzieki.