mężczyźni a otwieranie się przed przyjaciółkami

20.03.09, 15:14
zakletawmarmur w wątku kochanka, przyjaciółka czy kumpela? poruszyła dosyć ciekawy temat o tym w mężczyzna żeby się wewnętrznie otworzył potrzebuje relacji z kobietą. Myślę że jest on warty osobnego wątku.
Tego że (heteroseksualny) mężczyzna nie otworzy się na trzeźwo przed innym mężczyzną kobiety absolutnie nie rozumieją, mężczyźni zresztą też. Po pijaku zaś niewiele z takiego otwarcia się wynika. Męska przyjaźń to coś zupełnie innego. Ociera sie o podświadomą rywalizację, w relacja z dzieckiem wymaga zaś bycia autorytetem. Tu i tam nie ma miejsca na dzielenie się wątpliwościami, rozterkami dylematami bo to odczytywane jest jako niemęska słabość. Do otwarcia męskiej duszy potrzebna jest kobieta, przyjaciółka.
Na początku kiedy są dla siebie najważniejsi dla siebie najczęściej taką przyjaciółka jest żona, partnerka, ale z czasem ona buduje wiele podobnych relacji bliskości z dziećmi, przyjaciółkami i ta przyjacielska relacja słabnie, a facetowi przystoi zamknąć się w sobie, zalać robala. Dlatego takim objawieniem ale i ryzykiem jest dla niego jak trafi na przyjaźń w której "kobieta go rozumie".
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=92645907&a=92649599
    • urquhart Re: mężczyźni a otwieranie się przed przyjaciółka 20.03.09, 15:47
      o problemach męskich relacji z aktualnego Zwierciadła:

      Życie wewnętrzne - Czytając mężczyznę

      Mężczyźni wkładają wiele wysiłku, żeby zamknąć i ochronić swoje miękkie i wrażliwe miejsca. Przyjaźń potrzebuje uwagi, klimatu odprężenia, spokoju i bezpieczeństwa, ciekawości i chęci poznania, intymności w sensie emocjonalnym. Ale przede wszystkim wymaga ryzyka otwarcia. Wielu mężczyzn nie odważa się na takie ryzyko, ponieważ w dzieciństwie czy wczesnej młodości zostali odrzuceni lub wyśmiani przez rówieśników.
      Autorzy książek o mężczyznach zwracają uwagę, że świat chłopców to okrutne miejsce. Jeśli chcesz zrozumieć swojego mężczyznę – radzą – wyobraź sobie, że jako dziewczynka musisz bić się z każdą napotkaną inną dziewczynką.
      – Niemal każdy chłopiec ma doświadczenie zranienia, wykorzystania czy odrzucenia. To bardzo bolesne. Wytwarza się odruch zamknięcia, wycofania, żeby uniknąć bólu. W dorosłym życiu budzą się upiory przeszłości, odzywa się lęk przed zranieniem. Zmieniły się warunki, myśmy się zmienili, a jednak zachowujemy się tak, jakbyśmy nadal byli chłopcami i bili się na podwórku. Na poziomie racjonalnym wiemy i rozumiemy, że nie jesteśmy już dziećmi, ale w podświadomości tkwią ciągle dawne wzorce. Gdy więc na horyzoncie pojawia się inny mężczyzna, podnosi się most zwodzony, opadają kraty, a z otworów strzelniczych wyłaniają się armaty. Na wszelki wypadek.
      (...)
      Wielu mężczyzn mówi do swoich kobiet: „Jesteś jedynym przyjacielem, jakiego mam”. Możemy wtedy poczuć się ważne, niezastąpione. Nie sądzę jednak, abyśmy mogły do końca pojąć, z jakimi wyzwaniami mierzy się mężczyzna.
      – Przez jakiś czas związek może tak funkcjonować: jesteśmy dla siebie jedynymi przyjaciółmi, jesteśmy jak samotna wyspa na oceanie, oddzieleni od innych. Jeśli jednak przez dłuższy czas istniejemy w zamkniętym obiegu, nie wymieniamy z ludźmi emocji i inspiracji, szybko wyczerpujemy zasoby, a wtedy związkowi grozi wypalenie. Gdy kobieta ma przyjaźnie, czerpie z nich siłę i może zasilać tą energią mężczyznę. Z czasem jednak i taki układ może się emocjonalnie wyczerpać
      • loppe Re: mężczyźni a otwieranie się przed przyjaciółka 20.03.09, 15:49
        No pewnie że z kobietami fajniej się czas spędza niż z facetami, no
        chyba że ktoś chce pogadać o samochodach, polityce, pieniądzach:)
    • sagittka Re: mężczyźni a otwieranie się przed przyjaciółka 20.03.09, 16:25
      Wklejam fragment wypowiedzi psychologa (nie pamiętam nazwiska,
      przechowuję ten tekst od dłuższego czasu), na temat przyjaźni
      damsko-męskiej i jej pułapek.


      "Wygląda, jakby chodziło o to, żeby z hasła "koleżeństwo -przyjaźń"
      stworzyć sobie parasol ochronny przez pewien czas, a potem ocknąć
      się w stanie zaawansowanego uczucia, na które już nic nie można
      poradzić. Mówiąc zupełnie bez ogródek, wszystko to bardzo przypomina
      samooszukiwanie. Może to zbyt trudne - przyznać się, nawet przed
      samą sobą, że chodzi o coś więcej niż tylko o koleżeństwo, że
      kolega/koleżanka pociąga ją i budzi pragnienia bynajmniej nie
      koleżeńskie?
      Ważny jest brak możliwości oceny zagrożenia, jakim ta relacja jest
      dla małżeństwa, i trudność podjęcia racjonalnej decyzji. Nie pojawia
      się naglące pytanie: czy już jest to moment, kiedy przyjaźń
      nieoczekiwanie przerodzi się w coś innego? I co wtedy? Ja mam
      rodzinę, On ma rodzinę. Nikogo nie chcemy skrzywdzić. Właśnie
      dlatego tak bardzo potrzebny jest realizm i nazywanie rzeczy po
      imieniu, bo jeśli fascynację czy zakochanie nazwie się przyjaźnią,
      to nie zabrzmi żaden dzwonek alarmowy.

      To nie jest przyjaźń, jeśli:
      - uczucie spadło na ciebie nagle - przyjaźń potrzebuje czasu, żeby
      powstać, ona rośnie, dojrzewa;
      - czujesz się cały czas odświętnie - przyjaźń to relacja powszednia;
      - masz poczucie, że się spalasz, przeżywasz burze, jesteś na
      huśtawce - przyjaźń to uczucie względnie spokojne i stabilne;
      - widzieliście się niedawno, a potrzeba zobaczenia tej osoby zaczyna
      dominować nad innymi sprawami - przyjaźń nie jest tak nagląca i
      jeśli nic szczególnego się nie dzieje, potrafi czekać na spotkanie;
      - masz poczucie, że niesie cię jak na skrzydłach - przyjaźń chodzi
      po ziemi;
      - masz nieodpartą chęć, żeby wziąć go za rękę, pogłaskać po włosach,
      znaleźć się w jego ramionach - w przyjaźni kontakt fizyczny zdarza
      się tylko przy pewnych okazjach (np. o przyjaciela można oprzeć się
      podczas podróży,uściskać, kiedy stało się coś ważnego);
      - pragniesz wyłączności - przyjaźń akceptuje, że w życiu przyjaciela
      inne osoby też są ważne, może i ważniejsze.

      Kto zatem ma szanse na przyjaźń z osobą przeciwnej płci bez obawy o
      romans?
      Przede wszystkim osoba, która nie przeżywa głodu emocjonalnego,
      czuje się kochana i dowartościowana. Ale też ktoś, kto wie, gdzie
      przebiega granica przyjaźni, i podejmuje świadomą decyzję, że jej
      nie naruszy.
      • loppe Re: mężczyźni a otwieranie się przed przyjaciółka 20.03.09, 16:33
        To prawda. Albo wynudzisz się w męskim gronie, albo wylądujesz w
        łóżku z przyjaciółką.
      • urquhart Re: mężczyźni a otwieranie się przed przyjaciółka 20.03.09, 16:51
        sagittka napisała:

        > Wklejam fragment wypowiedzi psychologa (nie pamiętam nazwiska,
        > przechowuję ten tekst od dłuższego czasu)

        :)
        Autorka: Anna Dodziuk
        www.prometea.pl/index.php?kat=o_nas
        Cały tekst:
        Czy możliwa jest przyjaźń między kobietą i mężczyzną?
        kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,53664,2767771.html
        Koniec jest baardzo wymowny:

        "Kto zatem ma szanse na przyjaźń z osobą przeciwnej płci bez obawy o romans? Przede wszystkim osoba, która nie przeżywa głodu emocjonalnego, czuje się kochana i dowartościowana."

        • loppe Re: mężczyźni a otwieranie się przed przyjaciółka 20.03.09, 17:16
          Wypowiedź specjalistki zalśniłaby gdyby rzekła - gdy dwie osoby w
          pełni zaspokojone erotycznie zaprzyjaźniają się jest spora szansa...
    • toj.aa Re: mężczyźni a otwieranie się przed przyjaciółka 21.03.09, 00:35
      Ja ze swojej strony dołożyła bym jeszcze moje spostrzeżenia:
      przyjaźń, o której mowa, stanowi zagrożenie dla związku jeśli
      przyjaciel/ółka stają się ważniejsi od partnera. Gdy z nimi lepiej
      mu się rozmawia, ich zdanie bierze pod uwage w pierwszej
      kolejnosci...

      Ja zniszczyłam mężowi "ten" kontakt i on się bardzo buntował - widać
      było to dla niego ważne. Zaprotestowałam, że ze mną przestał
      rozmawiać,a z koleżankami jak nakręcony. Stwierdził, że co ja mam
      ciekawego do powiedzenia - widać stałam się dla niego mało
      interesująca. I nic złego nie było by w tym poszukiwaniu "świeżego
      oddechu" gdyby robił to dla ubogacenia naszego związku, nie swojej
      przyjemności.

      Spotkał na swojej drodze kobietę, która go rozumiała, akceptowała
      (akceptowała jego agresję), podziwiała, chwaliła, żartowała - żenada.
      Tylko głupiec może zachłysnąć się takimi uprzejmościami, miłymi
      gestami, kiedy nie trzeba ponosić żadnych zobowiazań. Jakże łatwo
      być miłym, gdy on/ona nie jest mi nic winien, gdy nie mam żadnych
      oczekiwań - moze jedynie poczuć się lepiej, nakarmić swoje ego.

      Mężczyzna jest jak zwierz, poluje, inny samiec jest zagrożeniem, nie
      zdradzi swych słabości. Tak reagują tylko ci "nieoswojeni", z małą
      świadomością własnego wnętrza, reakcji. I właśnie tacy szukają
      przyjaźni (czyt. flirtu, romansu, przygody) z inną kobietą, by
      zaspokoić swój zwierzęcy instynkt. Jeśli mężczyzna
      jest "ucywilizowany" i potrafi przyjaźnić się z kobietą, to potrafi
      też przyjaźnić się z mężczyzną, bo wszystkich traktuje jak ludzi. I
      wtedy również ma udany zwiazek, bo posiada system wartości (no
      chyba, że trafi na nimfomankę :).

      • gardenersdog Re: mężczyźni a otwieranie się przed przyjaciółka 21.03.09, 01:34
        Facet jest gburem, ostentacyjnie "rżnie głupa" (dla jednych to dobra strategia w
        urzędzie, dla innych też w życiu z partnerem), stosuje agresję jako zasłonę
        dymną, a ty uruchamiasz krucjatę, która ma go "oswoić", udomowić, ucywilizować,
        sprawić, by zobaczył w tobie człowieka - podmiot praw, szarpiesz się po prostu -
        klarując mu.
        Skoro masz już dużą świadomość własnego wnętrza, z zakusami na jego wnętrze, to
        może pora wyjść na zewnątrz i przyjrzeć się sytuacji?

        Pozdrawiam.
        • toj.aa Re: mężczyźni a otwieranie się przed przyjaciółka 21.03.09, 01:45
          Wiesz, ja już nic chyba nie chcę od niego. Jednak ciągle stoję i nie
          mogę pojąć, zrozumieć jego zachowania, tak jestem oszołomiona.
          Zakusy na jego wnętrze? - skręca mnie i wciąż mimo wszystko nie
          dociera do mnie kim on tak na prawdę jest. Aż się boję, bo odpycha
          mnie to wnętrze, boję się, że nic tam nie ma (przynajmniej dla mnie).

          > może pora wyjść na zewnątrz i przyjrzeć się sytuacji?

          No właśnie - jak ta sytuacja wygląda z zewnątrz? Bo ja wciąż mam
          problemy z trzeźwą oceną sytuacji.
          • songo3000 Re: mężczyźni a otwieranie się przed przyjaciółka 21.03.09, 09:46
            Z zewnątrz to wygląda tak, że jesteś zazdrosna i zaborcza o przejawy prywatności tego 'swojego' faceta. Relacje z innymi ludzimi należą do sfery naszej prywatności. Ich głównym celem nie jest wzbogacanie związku (a taki wymóg tu podkreśliłaś) tylko wzbogacanie nas samych.
            Miej świadomość, że Twoje działania to też jest zwierzęcy prymitywizm wynikający ze zwykłego strachu.

            Facet stwierdził, że nie ma o czym z Tobą rozmawiać, jesteś dla niego nudna. Piszesz to z wyrzutem w jego stronę - dlaczego? Możesz być naprawdę fascynującą osobą dla ludzi, którzy choć trochę dzielą Twoje zainteresowania. Dla całej reszty jesteś nudziarą, z którą nie ma o czym porozmawiać. W takiej sytuacji trudno od nich wymagać aby nie rozmawiali z innymi.

            Przeczytałem Twój poprzedni wątek i uczciwie wskazują gdzie IMO są problemy w waszym związku. Jeżeli ludowie nie za bardzo mają o czym ze sobą rozmawiać to pora pakować wazliki. Naprawdę, żadne zakazy czy nakazy i inne histeryczne ruchy z Twojej strony tu nie pomogą. Przemyśl to.
            • urquhart Re: mężczyźni a otwieranie się przed przyjaciółka 21.03.09, 10:13
              songo3000 napisał:
              > Facet stwierdził, że nie ma o czym z Tobą rozmawiać, jesteś dla niego nudna. Pi
              > szesz to z wyrzutem w jego stronę - dlaczego? Możesz być naprawdę fascynującą o
              > sobą dla ludzi, którzy choć trochę dzielą Twoje zainteresowania.

              Dlatego wyraźnie oddzielam rozmawianie od otwierania się. Rozmawiać to może facet z kumplami, otwierać się o swoich marzeniach, fantazjach, rozterkach oczekiwaniach jedynie z przyjaciółką. Jeżeli nie zostanie parokrotnie zrozumiany, odrzucony, to bolesne zranienie nie ma wspólnej płaszczyzny to pozostaje strategia obronna grania gbura i nie powtarzania tej przykrości. Oczywiście wspólne zainteresowania, oczekiwania to podstawa otwarcia, pokazywania swojego prawdziwego ja, a nie tego skrywanego pod maską. Po jakimś czasie w związku boleśnie okazuje się najczęściej że oczekiwania się ostro rozjeżdżają, ona oczekuje odpowiedzialnego zaangażowanego ojca, on tękskni za nimfomanką (lub rzadziej odwrotnie).
              Kobiety oczekują od stałych partnerów rozmowy mając zdefiniowane pod tym pojęciem codzienne dzielenie sie problemami wydarzeniami, wspacie emocjonalne codzienna paplanina uprawiana z przyjacółkami. To nie to samo o czym faceci rozmawiają z "prawdziwą przyjaciółką" :)
              • gardenersdog Re: mężczyźni a otwieranie się przed przyjaciółka 21.03.09, 11:18
                >> > Kobiety oczekują od stałych partnerów rozmowy mając zdefiniowane pod tym pojęci
                > em codzienne dzielenie sie problemami wydarzeniami, wspacie emocjonalne codzien
                > na paplanina uprawiana z przyjacółkami. To nie to samo o czym faceci rozmawiają
                > z "prawdziwą przyjaciółką" :)

                Czy wszystko już zadekretowałeś czy może został jeszcze milimetrowy margines
                ropiętości tematów rozmów męsko-damskich?
                • urquhart Re: mężczyźni a otwieranie się przed przyjaciółka 21.03.09, 11:28
                  gardenersdog napisała:
                  > Czy wszystko już zadekretowałeś czy może został jeszcze milimetrowy margines
                  > ropiętości tematów rozmów męsko-damskich?

                  Jeżeli w nawet ortografii są setki wyjątków od podstawowych reguł to tym
                  bardziej w o wiele bardziej skomplikowanych międzyludzkich relacjach.
              • toj.aa Re: mężczyźni a otwieranie się przed przyjaciółka 21.03.09, 22:57
                A o czym faceci rozmawiają z "prawdziwą" przyjaciółką i dlaczego
                żona nie może być prawdziwą przyjaciółka?
            • toj.aa Re: mężczyźni a otwieranie się przed przyjaciółka 21.03.09, 22:52
              A co to znaczy "zazdrosna i zaborcza"?

              Jeśli chodzi o wzbogacanie zwiazku - nie zgadzam sie z tobą. Mówi
              sie wszędzie o prywatności, o odrębnych swiatach w kontekscie tego
              by sie soba nawzajem nie zanudzić. I z tym zgoda. Lecz gdy partnerzy
              ida w te swoje odrębne światy i później nie dzielą sie nimi (np. nie
              opowiadają sobie) to już tylko równia pochyła do oddalenia,
              wyobcowania i obcosci.
              Zgadzam się, że przez relacje z innymi ludźmi wzbogacamy nas samych
              po to by wzbogacić zwiazek. Ja zawsze tak miałam, że lubiłam,
              pragnęłam podzielić sie z mężem tym co mnie spotkało, z kim sie
              spotkałam ... On nie. I to mi przeszkadzało, raniło Czy to nazwiesz
              zaborczościa i zazdrością?

              Facet stwierdził, że nie ma o czym ze mną rozmawiać, że jestem dla
              niego nudna.

              Tak stwierdził i mam do niego wielkie halo. Myślę, że uzasadnione.
              Dlaczego? Bo nie interesowały go rozmowy ze mną na temat: remontu
              dachu, wykonania drenażu, fachowosci ekipy robotników ...... mojej i
              jego pracy, kłopotów i sukcesów ... planowania urlopu, weekendu ...
              relacji w rodzinie ... nawet głupich zakupów zywności czy odzieży.
              Za to interesowały go rozmowy z koleżankami, one były dla niego
              ciekawe.
              Powiedz mi songo zatem, gdzie ten pierwotny instynkt męski choćby
              pchajacy mężczyznę do wybudowania domu, zadbania o rodzinę? powiedz
              mi, po co sie ze mną ozenił skoro nie interesowały go rozmowy
              zwiazane z funkcjonowaniem rodziny, skoro ja sama byłam dla niego
              nudna? Nie zmieniłam się po ślubie, o nie.

              Wiesz, ja nie mam najmniejszej ochoty histeryzować, czy zakazywać.
              Rozmowy z innymi - naturalna rzecz, ale kiedy mi mówi "nie rozmawiam
              z nikim", to mnie to po prostu irytuje i mam dość takiego
              traktowania i życia.
              Spakować walizki. Kto ma to zrobić? Ja? A niby dlaczego? To jemu sie
              nie podoba (np. że jestem nudna) więc on powinien spakować walizki.
              Ale on nie chce tego zrobić. Nie chce odejśc (kiedyś używał takiego
              argumentu żeby mnie szantażować - bym się go nie "czepiała") teraz
              już chce razem, ale nie chce rozwiązywać problemów. I tu mam problem
              ja.
              • songo3000 Re: mężczyźni a otwieranie się przed przyjaciółka 21.03.09, 23:39
                toj.aa napisała:

                > A co to znaczy "zazdrosna i zaborcza"?
                Nie wiesz co to znaczy czy nie chcesz wiedzieć?

                > ida w te swoje odrębne światy i później nie dzielą sie nimi (np. nie
                > opowiadają sobie) to już tylko równia pochyła do oddalenia,
                Chyba sobie żartujesz, zresztą to chyba jest właśnie Twój problem. Po to się ma 'swój' kawałek świta aby pozostał prywatny. Wymaganie 'opowiadania' o nim partnerowi jest .... chore.

                > wyobcowania i obcosci.
                Chyba zależy od proporcji? Jam muszę mieć swój świat, moja żona również i nie wchodzę do niej z buciorami co jak widzę Ty próbujesz robić. Poza tym (lub dzięki temu) mamy jeszcze duuużą przestrzeń wspólną.

                > Zgadzam się, że przez relacje z innymi ludźmi wzbogacamy nas samych po to by wzbogacić zwiazek.
                No to zrozum wreszcie, że wcale nie po to lub nie tylko po to.

                > Ja zawsze tak miałam, że lubiłam,
                > pragnęłam podzielić sie z mężem tym co mnie spotkało, z kim sie
                > spotkałam ... On nie. I to mi przeszkadzało, raniło Czy to
                To po cholerę za niego wychodziłaś? Jeśli potrzebujesz związku w pełni symbiotycznego to szukaj podobnego partnera.

                > nazwiesz
                > zaborczościa i zazdrością?
                Z punktu widzenia takiego partnera - oczywiście.

                > Facet stwierdził, że nie ma o czym ze mną rozmawiać, że jestem dla
                > niego nudna.
                > Tak stwierdził i mam do niego wielkie halo. Myślę, że uzasadnione.

                > Dlaczego? Bo nie interesowały go rozmowy ze mną na temat: remontu
                > dachu, wykonania drenażu, fachowosci ekipy robotników ...... mojej i
                > jego pracy, kłopotów i sukcesów ... planowania urlopu, weekendu ...
                > relacji w rodzinie ... nawet głupich zakupów zywności czy odzieży.
                To teraz uczciwie sprecyzuj, bo to ważne. Czy to były jedyne lub większość Twoich tematów poruszanych z mężem? Jeśli nie, to rozumiem Twoje rozgoryczanie. Jeśli tak, to rozumiem jego niechęć.

                > Za to interesowały go rozmowy z koleżankami, one były dla niego
                > ciekawe.
                Jak sama stwierdziłaś - były dla niego ciekawsze od rozmów z Tobą. Ciekawe dlaczego.

                > Powiedz mi songo zatem, gdzie ten pierwotny instynkt męski choćby
                > pchajacy mężczyznę do wybudowania domu, zadbania o rodzinę?
                :DDDDDDDD Sorry, tak to jest jak się ma wyobrażenie o świecie oparte na harlekinach, M jak miłość i innej pornografii.

                > powiedz
                > mi, po co sie ze mną ozenił skoro nie interesowały go rozmowy
                > zwiazane z funkcjonowaniem rodziny, skoro ja sama byłam dla niego
                > nudna? Nie zmieniłam się po ślubie, o nie.
                Dla 'darmowego', stałego dostępu do seksu. Zdziwiona? a nie powinnaś być. Tak jest od dziesiątków tysięcy lat.

                > Wiesz, ja nie mam najmniejszej ochoty histeryzować, czy zakazywać.
                > Rozmowy z innymi - naturalna rzecz, ale kiedy mi mówi "nie rozmawiam
                > z nikim", to mnie to po prostu irytuje i mam dość takiego
                > traktowania i życia.
                Ja naprawdę Cię rozumiem. Wskazuję tylko na Twoje podstawowe błędy w samych założeniach tego związku.


                > Spakować walizki. Kto ma to zrobić? Ja? A niby dlaczego? To jemu sie
                > nie podoba (np. że jestem nudna) więc on powinien spakować walizki.
                > Ale on nie chce tego zrobić. Nie chce odejśc (kiedyś używał takiego
                > argumentu żeby mnie szantażować - bym się go nie "czepiała") teraz
                > już chce razem, ale nie chce rozwiązywać problemów. I tu mam problem
                > ja.
                Konkretnie: Tobie się nie podoba, Ty masz problem. Ba, co więcej przecież to Ty próbujesz coś na to poradzić, chociażby na tym forum :)
                Powtarzam, jeśli w związku nie ma o czym rozmawiać to jest już po nim. Nieważne kto pierwszy spakuje walizki.
                • toj.aa Re: mężczyźni a otwieranie się przed przyjaciółka 22.03.09, 01:33
                  songo3000 napisał:

                  > > A co to znaczy "zazdrosna i zaborcza"?
                  > Nie wiesz co to znaczy czy nie chcesz wiedzieć?

                  Nie rozumiem tych pojęć, bo często ludzie zarzucają zazdrość i
                  zaborczość tylko dlatego by się bronić - np. przed swoją
                  nieuczciwością. No i rzeczywiście - jak napisałeś niżej - zależy od
                  punktu widzenia, od oczekiwań względem zwiazku.

                  > Chyba sobie żartujesz, zresztą to chyba jest właśnie Twój problem.
                  Po to się ma
                  > 'swój' kawałek świta aby pozostał prywatny.
                  Wymaganie 'opowiadania' o nim part
                  > nerowi jest .... chore.

                  Prywatność jest sporym problemem w moim związku. Jak napisałam -
                  zawsze pragnełam mężowi opowiadać / rozmawiać o wszystkim. I
                  sądziłam, że on ze swojej strony też będzie tak postępował.

                  Songo, a co to jest ta prywatność? Jakie sa granice prywatności?
                  Dla mnie problemem jest i była sfera "stosunku" męża do innych
                  kobiet. Jest to związane z zazdrością na pewno, ale zazdrość jest
                  cechą ludzką, byle nie chorobliwa.
                  U nas było tak, że on nie lubił na ten temat się wypowiadać, kreował
                  obraz siebie jako faceta, który w ogóle nie interesuje sie innymi,
                  nie rozmawia, nie zwraca uwagi ... aż tu okazało się, że nawiązywał
                  dość, może nawet bardzo bliskie relacje, a i fotki oglądał.
                  Problem dla mnie stanowi ta sprzeczność - pomiędzy jego długotrwałym
                  przekazem a rzeczywistością.
                  Czy jego relacje i stosunek do innych kobiet są jego prywatną sprawą?
                  Czy może się zafascynować inną kobietą a mnie nic do tego?

                  > chodzę do niej z buciorami co jak widzę Ty próbujesz robić. Poza

                  Uważasz, że próbuję z buciorami wejść w prywatny swiat męża? Jeśli
                  tak, to daj mi jakieś wskazówki, bo ja tego na prawde nie widzę.
                  Rozumiem pojęcie odpowiednich proporcji w relacjach z innymi ludźmi -
                  właśnie to jest kluczowe - jeśli ta żona, mąż zawsze są fajniejsi,
                  zawsze myśl, uczucie biegnie w ich stronę nie kogoś drugiego, to ok.
                  W kwestii prywtności również - choć ja nadal nie bardzo widzę co
                  stanowi tę prywatność w zwiazku.

                  > To po cholerę za niego wychodziłaś? Jeśli potrzebujesz związku w
                  pełni symbioty
                  > cznego to szukaj podobnego partnera.

                  Jak ja za niego wychodziłam, to do głowy mi nie przyszło, że mogą
                  wystąpić takie problemy. Nie pisz proszę, że sama jestem sobie
                  winna, bo nikt nie zna przyszłości.

                  > To teraz uczciwie sprecyzuj, bo to ważne. Czy to były jedyne lub
                  większość Twoi
                  > ch tematów poruszanych z mężem? Jeśli nie, to rozumiem Twoje
                  rozgoryczanie. Jeś
                  > li tak, to rozumiem jego niechęć.

                  Oprócz powyższych były próby rozmów na temat przeżyć, uczuć, co się
                  myśli, czego się chce od życia, od siebie, czego sie pragnie, co się
                  mysli na temat różnych sytuacji i osób, o tym co smuci, co wznieca
                  ogień, co martwi, o niepokoju i zachwycie ...
                  Piszę próby, bo szybko dochodziło między nami do spięć, które
                  potegowały napięcie i komunikacja stawała sie jeszcze bardziej
                  niemożliwa.
                  Napisałam wcześniej o niechęci męża do rozmów ze mną na tematy
                  przyziemne i zestawiłam z jego zapałem do rozmów z kolezankami, bo
                  to dla mnie jest niezrozumiałe. To było tak, jakby on żył w innym
                  świecie. Jakby go nie interesowały właśnie te przyziemne tematy, nie
                  angażował się rownież za bardzo w dbanie o nie. Nie dążył również do
                  jakiejś intymnej bliskości ze mną. Te relacje z innymi też wydają mi
                  się powierzchowne, choć twierdzę, że jakieś nazbyt bezpośrednie.
                  I teraz nie wiem, czy tylko czerpał z tych relacji przyjemność,
                  dowartościowywały go, bo był chwalony, głaskany, łechtany ...; czy
                  może zaangażował sie w jedną z tych koleżanek za bardzo(poczuł, że
                  są podobni - tak mi powiedział); czy też poszedł dalej (szamocząc
                  się powiedział niezrozumiałe dla mnie zdanie "nie miałem
                  doświadczenia z kobietami").

                  > Jak sama stwierdziłaś - były dla niego ciekawsze od rozmów z Tobą.
                  Ciekawe dlac
                  > zego.

                  Przede wszystkim dlatego, ze go chwaliły, nie czepiały się.
                  Problem zaś w tym, że mąż nie toleruje żadnej krytyki. Jak pisałam
                  wyżej nie przywiązywał wagi choćby do tego, czy robotnicy dobrze
                  wprawią parapety, a jak ja na to zwracałam uwagę, to się złościł,
                  bym sie zajęła sprawami kobiecymi.
                  I druga sprawa - kiedy dopominałam sie o te rozmowy bliskie sercu
                  jakoś zawsze dochodziło do kłótni. Czułam głód, pragnienie i coraz
                  wiekszy uraz - skutek - baaardzo mało go chwaliłam.

                  > :DDDDDDDD Sorry, tak to jest jak się ma wyobrażenie o świecie
                  oparte na harleki
                  > nach, M jak miłość i innej pornografii.

                  Specjalnie odwołalam sie do mitu o roli mężczyzny, bo dyskutanci
                  często uzywaja takiego argumentu - Ty również.
                  Ja zaś nie robiłam takiego podziału i zakasałam rękawy i pracowałam
                  dla naszej wspólnej przyszłości. I o dziwo - mąż, który nie
                  przywiazywał nadmiernej wagi do spraw przeziemnych zwykł mi mówic "a
                  kto ci kazał robić" to czy tamto, gdy ja skarzyłam się np. że jestem
                  przemęczona i mógłby mnie wyręczyć.

                  > Dla 'darmowego', stałego dostępu do seksu. Zdziwiona? a nie
                  powinnaś być. Tak j
                  > est od dziesiątków tysięcy lat.

                  Niestety, również doszłam do pesymistycznych wniosków - bo
                  byłam "dobrym materiałem na żonę".

                  > Ja naprawdę Cię rozumiem. Wskazuję tylko na Twoje podstawowe błędy
                  w samych zał
                  > ożeniach tego związku.

                  Ale mi mio, że ktoś mnie rozumie :)
                  A co do tych błędów, to napisz proszę, jak możesz, jeszcze raz, tak
                  wyraziście.

                  > Konkretnie: Tobie się nie podoba, Ty masz problem. Ba, co więcej
                  przecież to Ty
                  > próbujesz coś na to poradzić, chociażby na tym forum :)
                  > Powtarzam, jeśli w związku nie ma o czym rozmawiać to jest już po
                  nim. Nieważne
                  > kto pierwszy spakuje walizki.

                  Fakt - ja mam i widzę problem. I nie wiem jak go rozwiązać.
                  Czy nie mamy o czym rozmawiać? Nie jestem tego w tym momencie pewna.
                  Jest między nami jakas blokada - może niespełnienie, rozjechanie sie
                  oczekiwań z rzeczywistością, wzajemne oskarżenia, zawzietość ... To
                  wszystko uniemożliwia komunikację w tym momencie i kiedyś.
                  Chciałabym dotrzeć do miejsca, w którym będę mogła powiedzieć, czy
                  spakowanie tych walizek jest jedynym wyjściem.

                  Dzięki songo za pomoc w dokonaniu tej analizy.
                  • gardenersdog Re: mężczyźni a otwieranie się przed przyjaciółka 22.03.09, 01:58
                    >> Jak napisałam -
                    zawsze pragnełam mężowi opowiadać / rozmawiać o wszystkim. I
                    sądziłam, że on ze swojej strony też będzie tak postępował.

                    >> > Ja zaś nie robiłam takiego podziału i zakasałam rękawy i pracowałam
                    > dla naszej wspólnej przyszłości. I o dziwo - mąż, który nie
                    > przywiazywał nadmiernej wagi do spraw przeziemnych zwykł mi mówic "a
                    > kto ci kazał robić" to czy tamto, gdy ja skarzyłam się np. że jestem
                    > przemęczona i mógłby mnie wyręczyć

                    Projektujesz swoje WŁASNE cele i ambicje na to, co "wspólne", a potem dziwisz
                    się, że musisz uciekać się do wymówek i szantażu
                    • urquhart Re: mężczyźni a otwieranie się przed przyjaciółka 22.03.09, 10:26
                      gardenersdog napisała:

                      > Projektujesz swoje WŁASNE cele i ambicje na to, co "wspólne", a potem dziwisz
                      > się, że musisz uciekać się do wymówek i szantażu

                      To bardzo trafne ważne i trafne spostrzeżenie!
                      Kluczowe dla umiejętności budowania zwiazku partnerskiego...
                      • toj.aa Re: mężczyźni a otwieranie się przed przyjaciółka 22.03.09, 20:08
                        A co wg Was jest w związku "WSPÓLNE"?
                        • songo3000 Re: mężczyźni a otwieranie się przed przyjaciółka 22.03.09, 20:31
                          W moim przypadku wspólne jest KKK - kasa, kuchnia, kibel ;) No, może 'kilka' innych spraw by się znalazło.
              • gardenersdog Re: mężczyźni a otwieranie się przed przyjaciółka 21.03.09, 23:47
                Jesteś wzorcową ilustracją tezy, że kobieta myśli, że po ślubie facet się
                zmieni, a facet - że wszystko będzie, jak było.
                A po co Ty za niego wychodziłaś?
                Obydwoje lubicie to swoje bagienko, prawda?
                • toj.aa Re: mężczyźni a otwieranie się przed przyjaciółka 22.03.09, 01:39
                  gardenersdog napisała:

                  > Jesteś wzorcową ilustracją tezy, że kobieta myśli, że po ślubie
                  facet się
                  > zmieni, a facet - że wszystko będzie, jak było.
                  > A po co Ty za niego wychodziłaś?
                  > Obydwoje lubicie to swoje bagienko, prawda?

                  Nie miałam takich myśli. Nie było takiej potrzeby.
                  Wyszłam za niego żeby realizować wspólne cele.
                  Dziś myślę, że nie pasowaliśmy do siebie. Ale wiem to dopiero dziś.
                  Nie jestem pewna, czy mężowi to bagienko czasami nie odpowiada. Ja
                  chcę się z tego wyrwać.
    • yoric Re: mężczyźni a otwieranie się przed przyjaciółka 21.03.09, 15:48
      Nie jest lekko, bo przed kumplem się nie otworzysz (tak jak piszesz jest zawsze
      podświadoma płaszczyzna męskiej rywalizacji), przed dziećmi też nie, bo musisz
      grać rolę rodzica-autorytetu. Przed partnerką też nie można: oczywiście niby ona
      jest od tego, ale im bardziej będziesz okazywał słabość, tym bardziej będziesz
      spychał relację w sferę partnerstwa-opiekuńczości, zamiast romansu i seksu.
      Przyjaciółka to jedyny wentyl bezpieczeństwa :).
      • toj.aa Re: mężczyźni a otwieranie się przed przyjaciółka 21.03.09, 22:55
        To znaczy, że nie ma innej alternatywy jak tylko - żona i kochanka
        lub żona i smutna rzeczywistość?
        • songo3000 Re: mężczyźni a otwieranie się przed przyjaciółka 21.03.09, 23:45
          Żona i kochanka w jednym :) + przyjaciółki. Inaczej element 'ekscytująca kochanka' u żony zastępowany jest jakimś rodzajem mamuśki-kumpeli. Ja wiem, że w brazylijskich telenowelach to wygląda trochę inaczej a i Ania z Zielonego Wzgórza to była niezła koleżanka ale ... zostawmy SF dla „Gwiezdnych Wojen” i spółki.
          • toj.aa Re: mężczyźni a otwieranie się przed przyjaciółka 22.03.09, 00:16
            A mnie by się lepiej podobało takie zestawienie - żona jako kochanka
            i przyjaciółka.
            Dlaczego?
            Bo w małżeśnstwie (podobno) potrzebna jest przyjaźń - to wszystko co
            z tym związane - zrozumienie, akceptacja, szacunek, podziw, no i
            troska również. To ostatnie zachacza o relacje "mamusiowate",ale nie
            da się tego uniknąć.
            Zaś jeśli Twoje "+przyjaciółki" ma oznaczać takie właśnie "kumpele"
            to czemu nie. Jednak nie za plecami połowicy, o nie.
            Chyba, że chodzi o to, że żona ma mieć przyjaciółki - to wydaje się
            baardzo na tak - by miała się przed kim wygadać i nie zanudzała męża
            sprawami, które go niestety nie interesują. Ale facet też potrzebuje
            pogadać. Czy nie wystarczą mu rozmowy z innymi facetami? Teoria
            instynktu pierwotnego głosi, ze nie nawiąże więzi z facetem, bo ten
            jest dla niego zagrożeniem. Ale nawiązanie więzi z inną kobietą jest
            pewnym zaangażowaniem, wnosi element niejednoznaczności relacji.
            A przecież kobiety również postrzegają inne jak rywalki, a
            przyjaźnie te są pożądane dla zdrowia ogólnego.
            Tak więc kończę swoje rozważania stwierdzeniem, że jeśli mężczyzna
            szuka bliższych przyjacielskich kontaktów z inną (niż partnerka)
            kobietą i tłumaczy się, ze z facetem nie jest możliwe przyjaźnienie
            się, znaczy to, że tak na prawdę nie kocha partnerki lub ona nie
            kocha niego. w drugą strone tak samo.
            • gardenersdog Re: mężczyźni a otwieranie się przed przyjaciółka 22.03.09, 00:23
              Omg, masz strasznie wyśrubowane kryterium "prawdziwości"

              > Tak więc kończę swoje rozważania stwierdzeniem, że jeśli mężczyzna
              > szuka bliższych przyjacielskich kontaktów z inną (niż partnerka)
              > kobietą i tłumaczy się, ze z facetem nie jest możliwe przyjaźnienie
              > się, znaczy to, że tak na prawdę nie kocha partnerki lub ona nie
              > kocha niego. w drugą strone tak samo.
Pełna wersja