Ciekawy problem - help

23.03.09, 12:10
Witam wszystkich serdecznie,

Podczytując tutejsze fascynujące wątki o porno, niedawaniu, zrzędzeniu i innych sprawach mam wrażenie, że wiele z tego mogę odnieść całkiem bezpośrednio do mojego małżeństwa. Spróbuję opisać moją sytuację, może coś ciekawego poradzicie :)
Jestem z żoną od ponad 8 lat, była (i mam nadzieję, że jest) wielka miłość od pierwszego spotkania, motyle w brzuchu i takie tam. W łóżku spróbowaliśmy chyba większości rzeczy przeznaczonych dla dwojga :) ale nigdy nie było wielkiego „szału ciał”, po prostu raz lepiej raz gorzej. Zresztą ciężko mi to ocenić bo jesteśmy dla siebie pierwszymi partnerami, czuję, że może być o wiele lepiej, głębiej, namiętniej. Ale, cóż – jak ktoś tu już powiedział „widziały gały co brały” więc nie ma co smęcić.

Z mojego punktu widzenia problem jest inny. Żona kompletnie nie umie, jakby to najładniej określić „być kobieca”. Z tego co widziałem :) to nie ma zielonego pojęcia jak kokietować, flirtować, po prostu wykorzystywać swoje „kobiece” atrybuty. Wszelkie próby jej ‘zadziałania’ na tym polu wyglądają jak jakaś dziecinada w dosłownym znaczeniu, jakbym rozmawiał z dziesięciolatką (może jakby trafiło na miłośnika lolitek to by coś z tego było ;) No i po pewnym czasie pojawił a w zasadzie narastał kłopot. Żona stawała się coraz mniej pociągająca. Dopóki starczyło chemii, mojej dobrej woli czy tłumaczenia sobie, że „co ja tam wiem o kobietach” jakoś ten nasz seks się kręcił. Z roku na rok coraz mniej chciało mi się starać w łóżku. Samo „łóżko” sprowadziło się zresztą do JEDNEJ ulubionej pozycji żony oraz minetkowego orgazmu. Oczywiście po tym wszystkim mogę sobie ją „przelecieć” jak tylko chcę ale równie dobrze mogę przelatywać dmuchaną lalkę, brrr.

Od jakiegoś czasu nie mam najmniejszej ochoty na taki spektakl, naprawdę wolę „porno+Renia”. Niestety, moja żonka zbliża się do trzydziestki co jak na złość przekłada się na zwiększenie libido :) Zaczyna więc coraz natarczywsze umizgi i „jazdy” o seks. Z tym że te chęci absolutnie nie przekładają się na jakość, o nie. Standardowo wygląda to w ten sposób, że przed snem słyszę tekst „to co, będzie dzisiaj seks?”, i tyle. Jakby się na tym zakończyło to powiedziałbym – ok stary, życie to nie bajka a i tak jest całkiem klawe.
Niestety, żonuś to mojej odmowie coraz częściej zaczyna zatruwać mi życie pokazując swoje niezadowolenie. Jednym słowem robi cichsze i głośniejsze jazdy. Przez cały czas próbowałem pogadać, coś naprawić, coś wzbogacić, czegoś ją kurcze nauczyć. Sęk w tym, że małżonka nie przyjmuje żadnej krytyki, żadnego wskazania na problem, żadnych uwag, że coś jest nie tak W SFERZE EMOCJONALNEJ. Tutaj jest kompletną introwertyczką, nie potrafi i NIE CHCE porozmawiać o problemach dotyczących „wnętrza”. Po kilku latach wyciągania ręki stwierdziłem, że nie to nie.

Zabrzmi to banalnie ale nie chcę się z nią rozwodzić, jest naprawdę fajną, inteligentną osobą, o której codzinnie ciepło myślę. Potrafimy się głęboko wspierać, realizować różne zwariowane pomysły i po prostu żyć razem. Tylko, że jest po prostu beznadziejna w sferze seksualnej. Nie chce tego dostrzec, nie chce nic zmienić a mi się na tym polu też już nic nie chce.

Pytanie: co zrobić aby się z seksem, za przeproszeniem „odpieroliła”.

PS. Widzę, że strasznie spłaszczyłem ale pytam poważnie, nie robię sobie jaj, nie troluję. Po prostu mam coraz większy kłopot.
    • stary.kawaler Re: Ciekawy problem - help 23.03.09, 12:25
      Przepraszam, ale to, co piszesz jest sprzeczne. Zwykle wraz ze
      wzrostem libido zwiększa się skłonnośc do eksperymentowania,
      ciekawość i chęć do urozmaicania doznań. Tymczasem piszesz, że ona
      chce więcej, ale jest bierna i niezbyt pomysłowa w łóżku :-).
      Czyli...chodzi o coś innego :-).
      Dlatego pisałem, że seks w związku, to wyższa szkoła jazdy, bo jak
      nie ma motylków w brzuchu trzeba wiedzieć jak podtrzymywać ogień :D
      Akurat ta sytuacja jest dla Ciebie dość komfortowa, bo Ty
      kontrolujesz sytuację i korzystając z jej ochoty możesz wiele
      fajnych zabaw do seksu wprowadzić. Może ona ma naturę bierną i
      ulagłą w łóżku i nie wyobraża sobie, że "ona coś rozegra inaczej i
      przejmie inicjatywę", bo myśli, że to...nie wypada?
      Macie w domu jakiś poradnik o seksie? Najlepiej coś o masażu
      erotycznym, pieszczeniu stref erogennych, bogato ilustrowany? To
      świetny pomysł na prezent, choć niekoniecznie pod choinkę w gronie
      rodzinnym :-). Macie wibrator? ;-)
      Skoro ona nie umie kokietować, to Ty drocz się z nią, podgrzewaj
      atmosferę, przedłużaj grę, dopadnij ją czasem w pralni ;P...zresztą,
      co ja Ci będę gadał. Zadziałaj trochę jak...treser, skoro ona chce,
      to fajnie, tylko najpierw zaproponuj, że trochę zajmie sie Tobą w
      taki sposób, bo to lubisz....rozumiem, że tu Twoje oczekiwania nie
      są nawet częściowo spełnione?
      Pozdr. :-)
      • wielki_elektron Re: Ciekawy problem - help 23.03.09, 13:06
        stary.kawaler napisał:

        Na wstępie dziękuję za odzew :)

        > Przepraszam, ale to, co piszesz jest sprzeczne. Zwykle wraz ze
        > wzrostem libido zwiększa się skłonnośc do eksperymentowania,
        > ciekawość i chęć do urozmaicania doznań.
        Nie za bardzo. Obserwuję, że chęć doznań to jest ale wszystko ma być 'jak zwykle' podane na tacy.

        Tymczasem piszesz, że ona
        > chce więcej, ale jest bierna i niezbyt pomysłowa w łóżku :-).
        > Czyli...chodzi o coś innego :-).
        > Dlatego pisałem, że seks w związku, to wyższa szkoła jazdy, bo jak
        > nie ma motylków w brzuchu trzeba wiedzieć jak podtrzymywać ogień :D
        Podtrzymywałem ogień przez wiele lat. Zauważ, że 'problem' to się zaczął jak MI drewna zabrakło. Wtedy konkretnie okazało się, że tylko ja działałem.


        > Akurat ta sytuacja jest dla Ciebie dość komfortowa, bo Ty
        > kontrolujesz sytuację i korzystając z jej ochoty możesz wiele
        Powiedź szczerze, lalę z sexshopu tez możesz dmuchać kiedy chcesz i jak chcesz. Czy nazwiesz to dla siebie komfortową sytuacją???

        > fajnych zabaw do seksu wprowadzić. Może ona ma naturę bierną i
        > ulagłą w łóżku i nie wyobraża sobie, że "ona coś rozegra inaczej i
        > przejmie inicjatywę", bo myśli, że to...nie wypada?
        To nie jest tak, że nie umiemy porozmawiać o seksie czy nawet perwersjach. Wydaje mi się, że opcja "pruderyjna" odpada. Zresztą kilka razy wyraźnie stwierdziła, że jej się po prostu "ruszać w seksie nie chce", jest leniwa.

        > Macie w domu jakiś poradnik o seksie? Najlepiej coś o masażu
        > erotycznym, pieszczeniu stref erogennych, bogato ilustrowany? To
        Macie poradniki, albumy, "złote myśli" ... wszystko z okresu, gdy jeszcze próbowałem 'ewangelizować' ;) Tylko widzisz, masaż to owszem ale tylko dla NIEJ a nie w jej wykonaniu. Ile można.

        > świetny pomysł na prezent, choć niekoniecznie pod choinkę w gronie
        > rodzinnym :-). Macie wibrator? ;-)
        Macie i wibrator. O ile ja nim przy żonusi działam to jest OK. Ona nawet wibratorem się sama nie popieści bo wymagałoby to inicjatywy.

        > Skoro ona nie umie kokietować, to Ty drocz się z nią, podgrzewaj
        > atmosferę, przedłużaj grę, dopadnij ją czasem w pralni ;P...zresztą,
        Może niewyraźnie to napisałem ale tak to wyglądało przez większość naszej znajomości. Powtarzam: ile można? teraz mam to już gdzieś.

        > co ja Ci będę gadał. Zadziałaj trochę jak...treser, skoro ona chce,
        > to fajnie, tylko najpierw zaproponuj, że trochę zajmie sie Tobą w
        > taki sposób, bo to lubisz....rozumiem,
        Oczywiście, czy słyszałeś może o terminie "odrabianie pańszczyzny"? :D

        > że tu Twoje oczekiwania nie
        > są nawet częściowo spełnione?
        Moje oczekiwania były takie, żeby mieć "kobietę" w łóżku i poza nim. Po latach starań, perswazji, z pewnością i karygodnych błędów dałem sobie spokój. I spokoju właśnie na tym polu oczekuję :)

        Pozdrawiam
    • loppe Re: Ciekawy problem - help 23.03.09, 12:33
      Bardzo życiowy zniuansowany problem i Panie na pewno Ci świetnie coś
      doradzą.

      Ciekawi mnie czy Twoja Partnerka dobrze, z wdziękiem tańczy
      • wielki_elektron Re: Ciekawy problem - help 23.03.09, 13:11
        loppe napisał:

        > Bardzo życiowy zniuansowany problem i Panie na pewno Ci świetnie coś
        > doradzą.
        Naprawde liczę na nie :)

        > Ciekawi mnie czy Twoja Partnerka dobrze, z wdziękiem tańczy
        W moim odczuciu (poprzez porównanie z innymi 'żywymi obiektami') nie.
        Oczywiście, może to oznaczać dwie rzeczy: albo mam rację albo mam nierealne wymagania ;)
    • avide Re: Ciekawy problem - help 23.03.09, 13:07
      Jako że było to dla mnie zbyt osobiste, napisałem... ale na priva.
      Pozdrawiam.
      • stary.kawaler Re: Ciekawy problem - help 23.03.09, 13:41
        Z tego, co Ciebie czytałem, to Ty stawiasz tezę, że koledze sie
        wydaje, że robi wszystko i sam sie w tym utwierdza, tymczasem fakty
        obiektywne są inne? Tak?
        I trzeba przejść przez te fakty, ale bez fałszywej megalomanii. I na
        tym polega cała trudność?
        • wielki_elektron Re: Ciekawy problem - help 23.03.09, 13:57
          Chyba coś mi umknęło. Możesz rozwinąć bardziej "łopatologicznie"?
          • stary.kawaler Re: Ciekawy problem - help 23.03.09, 14:30
            Tak łopatologicznie, to często człowiek pisuje na forum, że mu źle i
            jest nieszczęśliwy, potem wypisuje, że wszystko robił i starał się
            najbardziej, jak mógł.....i tyle, że nie ma to wiele wspólnego z
            obiektywnym, realnym stanem faktycznym. Różne słowa się pisze w
            stanie rozczarowania, czy żalu. Dlatego warto zacząć od siebie.
            Z tym, że twoja zona moze być np. fizycznie średnio - sprawna (zero
            sportów, rekreacji, szybko się męczy...taki, trochę leniuszek :). A
            jednak seks, to w sumie - fizjologicznie, to trochę sport :D
            • wielki_elektron Re: Ciekawy problem - help 23.03.09, 17:53
              No tak. Ale ja nie piszę, że mi źle. Nie wylewam też gorzkich żali czy "jobów". Jest problem to i postawiłem pytanie.
              Na pewno nie zrobiłem "wszystkiego", zresztą to chyba nie możliwe? W moim odczuciu zrobiłem wszystko to, na co mnie stać. Reszta i tak jest poza moim zasięgiem.

              Żona jest leniem tylko w seksie (po lekturze forum dodam - ze mną :)
      • wielki_elektron Re: Ciekawy problem - help 23.03.09, 13:52
        Dziękuję - przeczytałem i odpisałem. Rzeczywiście lepiej na prv.
    • pol_zartem do starego.kawalera... 23.03.09, 13:44
      Madrze mowisz, nawet bardzo, ale... kolega nie ma problemu pt "jak urozmaicic
      sex malzenski" tylko co zrobic z zona , ktora zupelnie mnie nie kreci i wydaje
      mi sie smieszna, aseksualna i ogolnie w lozku jest do niczego...
      "Żona kompletnie nie umie, jakby to najładniej określić „być kobieca”. Z tego co
      widziałem :) to nie ma zielonego pojęcia jak kokietować, flirtować, po prostu
      wykorzystywać swoje „kobiece” atrybuty."
      • stary.kawaler Re: do starego.kawalera... 23.03.09, 14:27
        Ja tylko wychodzę z założenia, że pewne zachowania można wytrenować.
        Jeżeli ona przejawia chęć do seksu, czyli sprawia jej to
        przyjemność, a jemu czegoś w tym seksie brakuje, to jest możliwość
        zachęcenia jej do tego, czego mu brak - bo ona ogólnie ma motywację.
        Zresztą - działa to w obie strony, jeżeli ona zacznie się bawić
        seksem w sposób bardziej twórczy i spontaniczny, to zyska w jego
        oczach i przestanie być jak kukła.
        Z opisu wynika, że ona nie umie, albo ma blokadę przed bardziej
        aktywnym działaniem. On jest rozczarowany, ale na tym właśnie m.in
        polega wsparcie w związku, że inspiruje się partnera/kę z
        poszanowaniem jego/jej intymnosci, odrębności, poczucia
        smaku....itd., w każdym razie pomaga się partnerowi zmieniać.
        Podsumowując - on powiada, że ona jest do bani, a ja mówię spójrz
        na nią tak, jak patrzyłeś 8 lat temu i naucz jej tego, czego nie
        nauczyła się przez 8 lat.
        Ale trzeba też brac pod uwagę, że nie będzie im tak, jak mu się to
        marzy. Wtedy warto przemysleć swoje oczekiwania, czy nie są
        nierealistyczne? Ale wpierw pytanie do samego siebie - czy naprawdę
        zrobiłęm już wszystko? Nie , czy wszystkiego próbowałem, tylko czy
        zrobiłem wszytsko?
        Zresztą - było tu niedawno o falach w związkach, o przypływach i
        odpływach namiętności. Pewne sprawy trzeba czasem przeczekać, a nie
        walić głową w mur :-).
        Z tym, że on ją kręci - a to już wiele :D
        • wielki_elektron Re: do starego.kawalera... 23.03.09, 18:38
          stary.kawaler napisał:

          > Ja tylko wychodzę z założenia, że pewne zachowania można wytrenować.
          > Jeżeli ona przejawia chęć do seksu, czyli sprawia jej to
          > przyjemność, a jemu czegoś w tym seksie brakuje, to jest możliwość
          > zachęcenia jej do tego, czego mu brak - bo ona ogólnie ma motywację.
          Jeśli byś mówił o technice czy pozycjach to jasne. Ja po raz "n-ty" powtarzam, że chodzi o umiejętność flirtu, uwodzenia, kokietowania czy jak to tam nazwać.

          > Zresztą - działa to w obie strony, jeżeli ona zacznie się bawić
          > seksem w sposób bardziej twórczy i spontaniczny, to zyska w jego
          > oczach i przestanie być jak kukła.
          Ale jakoś mimo rozmów/proszeń/grożeń/poradników/publikacji/... palcem w tej sprawie nie ruszyła.

          > Z opisu wynika, że ona nie umie, albo ma blokadę przed bardziej
          > aktywnym działaniem. On jest rozczarowany, ale na tym właśnie m.in
          > polega wsparcie w związku, że inspiruje się partnera/kę z
          > poszanowaniem jego/jej intymnosci, odrębności, poczucia
          > smaku....itd., w każdym razie pomaga się partnerowi zmieniać.
          Każde wsparcie kiedyś sie kończy jeśli nie widać ŻADNYCH efektów czy działań. Oczekujesz, że "będę wyrozumiały" aż mi wszystkie zęby powypadają ze starości?

          > Podsumowując - on powiada, że ona jest do bani, a ja mówię spójrz
          > na nią tak, jak patrzyłeś 8 lat temu i naucz jej tego, czego nie
          > nauczyła się przez 8 lat
          8 lat temu wyglądała co prawda lepiej ale zachowywała (czy też nie zachowywała) się dokładnie tak samo, to raz.
          Bardzo Cię proszę - sprzedaj mi patent na nauczenie czegoś kogoś, kto uczyć się NIE CHCE. Zapłacę - słowo.

          > Ale trzeba też brac pod uwagę, że nie będzie im tak, jak mu się to
          > marzy. Wtedy warto przemysleć swoje oczekiwania, czy nie są
          > nierealistyczne? Ale wpierw pytanie do samego siebie - czy naprawdę
          Już doszedłem do tego wniosku, że wykrzesanie z mojej żony kobiecości jest nierealne. Ja z tym nie walczę. Ja się pytam jak sprawić aby ONA swoje NIEREALNE oczekiwania schowała do kieszeni.

          > zrobiłęm już wszystko? Nie , czy wszystkiego próbowałem, tylko czy
          > zrobiłem wszytsko?
          Już Ci odpowiedziałem w innym poście. Zrobiłem wszystko co było w moim zasięgu na tą chwilę. Nie jestem supermenem, hipnotyzerem czy neurochirurgiem. Zresztą nie mam już na to najmniejszej ochoty.

          > Zresztą - było tu niedawno o falach w związkach, o przypływach i
          > odpływach namiętności. Pewne sprawy trzeba czasem przeczekać, a nie
          > walić głową w mur :-).
          > Z tym, że on ją kręci - a to już wiele :D
          "Przeczekałem" 8 lat, wystarczy. I za przeproszeniem, w dupie mam, że "ją kręcę". Nie mam zamiaru być maszynką do jej orgazmów.

          Dobra, spokój....
          • krzysztof-lis Re: do starego.kawalera... 23.03.09, 18:47
            > ". Nie mam zamiaru być maszynką do jej orgazmów.

            No i myślę, że tak powinieneś jej odpowiadać przy każdym jej pytaniu "czy będzie
            seks".

            Odpowiadać, że "nie będzie seksu, bo nie mam znowu ochoty na odrabianie
            pańszczyzny".
            • wielki_elektron Re: do starego.kawalera... 23.03.09, 19:15
              No tak, tyle że to skutkuje "jazdami" i próbą grania na uczuciach - generalnie psucia atmosfery. A to mi przeszkadza i tego chcę uniknąć.
              • krzysztof-lis Re: do starego.kawalera... 23.03.09, 19:47
                > No tak, tyle że to skutkuje "jazdami" i próbą grania na uczuciach -
                > generalnie psucia atmosfery.

                No nie wiem, innej metody niż usilne powracanie dyskusji na Twój poziom uczciwej
                rozmowy na temat tego problemu nie widzę.

                Strasznie ciekawy jestem, co napisał Ci avide. :)

                • wielki_elektron Re: do starego.kawalera... 23.03.09, 19:49
                  krzysztof-lis napisał:

                  > Strasznie ciekawy jestem, co napisał Ci avide. :)
                  To zapytaj się Avide. Powiem tylko, że naprawde dało do myślenia a mój "prosty plan" w zasadzie legł w gruzach :)
          • gardenersdog Re: do starego.kawalera... 23.03.09, 18:59
            Czy ona w ogóle widzi problem, czy z jej perspektywy Pan mąż po prostu 'strzela
            focha' i robi się błędne koło?
            • wielki_elektron Re: do starego.kawalera... 23.03.09, 19:19
              Widzieć to widzi ale czy rozumie to nie wiem, nie jestem telepatą :) Generalnie "problem" to jest dla niej moja odmowa seksu bo musi się sama obsługiwać. Strzela focha to żona, zarówno w momencie mojej odmowy jak i moich prób porozmawiania o NASZYM problemie.
          • stary.kawaler Re: do starego.kawalera... 23.03.09, 19:33
            > Bardzo Cię proszę - sprzedaj mi patent na nauczenie czegoś kogoś,
            > kto uczyć się NIE CHCE. Zapłacę - słowo.

            Mój Drogi,
            ja tu się gratis produkuję, bo i gwarancji nie daję żadnej :D
            Myślę, że Twoja sprawa, to w pewnym sensie trochę jak z ...
            niepełnosprawnością partnera/ki. Twoja żona (z tego co piszesz),
            jest niepełnosprawna w tym zakresie o którym wspominasz, albo nie
            umie, albo ma blokadę, może nie ma aż takiej wyobraźni w tym
            kierunku. I - albo pomożesz jej tę ułomność pokonać, z duzym
            wysiłkiem z Twojej strony, ale z doskonałym dla Was razem skutkiem.
            Albo musisz zaakceptować ją taką, jaka jest i to, że akurat w tym
            jest trochę słabsza, ale np. robi świetne pierogi z kapustą.
            Aż osiagniecie taki wiek, że zrozumiesz, że pierogi zawsze były
            najważniejsze, bo reszta i tak przestanie mieć znaczenie :D
            • wielki_elektron Re: do starego.kawalera... 23.03.09, 19:45
              stary.kawaler napisał:

              > kierunku. I - albo pomożesz jej tę ułomność pokonać, z duzym
              > wysiłkiem z Twojej strony, ale z doskonałym dla Was razem skutkiem.
              Przepraszam ale to żadna rada :) Raczej coś w stylu:
              - "jak mam uciąć tą destkę?"
              - "noo, skutecznie"
              - "to znaczy jak?"
              - "powoli i fachowo"
              :D

              BTW. Nie mam doświadczenia w pracy z niepełnosprawnymi i naprawdę ciężko, wręcz obraźliwie mi mysleć w tych kategoriach o własnej żonie...

              > Albo musisz zaakceptować ją taką, jaka jest i to, że akurat w tym
              > jest trochę słabsza, ale np. robi świetne pierogi z kapustą.
              > Aż osiagniecie taki wiek, że zrozumiesz, że pierogi zawsze były
              > najważniejsze, bo reszta i tak przestanie mieć znaczenie :D
              Toz przecież właśnie ją taką zaakceptowałem. Problem w tym, że ona tej sytuacji nie zaakceptowała i tutaj rady szukam.
              • gardenersdog Re: do starego.kawalera... 23.03.09, 19:54
                >> BTW. Nie mam doświadczenia w pracy z niepełnosprawnymi i naprawdę ciężko,
                wręcz obraźliwie mi mysleć w tych kategoriach o własnej żonie...

                Nie obrażaj się, bo faktycznie nie masz doświadczenia lol!
                • wielki_elektron Re: do starego.kawalera... 23.03.09, 20:27
                  Ok, zaczyna brakować mi dystansu a to źle wspływa na rozmowę. Już luzuję.
          • poitevin Re: do starego.kawalera... 23.03.09, 20:33
            Ja jestem głupiutkim kobieciątkiem i nie za bardzo rozumiem, jak się
            ma to:

            > jest naprawdę fajną, inteligentną osobą, o której codzinnie ciepło
            myślę. Potrafimy się głęboko wspierać, realizować różne zwariowane
            pomysły i po prostu żyć razem.

            do tego:

            > 8 lat temu wyglądała co prawda lepiej ale zachowywała (czy też nie
            > zachowywała)
            > się dokładnie tak samo, to raz.

            tego:

            > Zrobiłem wszystko co było w moim zasięgu
            > na tą chwilę. Nie jestem supermenem, hipnotyzerem czy
            > neurochirurgiem. Zresztą
            > nie mam już na to najmniejszej ochoty.

            i tego:

            > Przeczekałem" 8 lat, wystarczy. I za przeproszeniem, w dupie mam,
            > że "ją kręcę
            > ". Nie mam zamiaru być maszynką do jej orgazmów.

            To wszystko twoje słowa. Powyższe cytaty nie świadczą o tym, że
            ciepło o niej myślisz. One pokazują jak bardzo jesteś w.urwiony.
            Jeżeli chodzi o sexappeal to albo się go ma, albo nie. Twoja żona go
            nie ma. Wiedziałeś o tym od początku.
            Ale zostawmy to.
            Pytasz, co zrobić aby się od ciebie odp.., sorki, odczepiła. Powiedz
            po prostu, że jej zachowanie cię nie kręci, że jest leniwa, że jej
            chęci cię drażnia i że ci się nie podoba. Gwarantuję, że po takich
            słowach cały zapał z niej zejdzie. No chyba, że jest nimfomanką;P

            Oczywiście, wiem, że kiedy jej wygarniesz, to będziesz miał w domu
            dym, a tego nie chcesz. Ale nie da się mieć ciastka i zjeść ciastka.
            Trzeba wybrać mniejsze zło.


            • wielki_elektron Re: do starego.kawalera... 23.03.09, 20:58
              poitevin napisała:

              > Ja jestem głupiutkim kobieciątkiem i nie za bardzo rozumiem, jak się ma to:
              Po prostu mieszasz płaszczyzny i czas.

              > > jest naprawdę fajną, inteligentną osobą, o której codzinnie ciepło
              > myślę. Potrafimy się głęboko wspierać, realizować różne zwariowane
              > pomysły i po prostu żyć razem.
              Tu chodzi z grubsza o sprawy pozaseksualne w całym okresie naszego związku.

              > do tego:
              >
              > > 8 lat temu wyglądała co prawda lepiej ale zachowywała (czy też nie
              > > zachowywała)
              > > się dokładnie tak samo, to raz.
              Tu chodzi o "łóżko" w naszym małżeństwie.

              > tego:
              >
              > > Zrobiłem wszystko co było w moim zasięgu
              > > na tą chwilę. Nie jestem supermenem, hipnotyzerem czy
              > > neurochirurgiem. Zresztą
              > > nie mam już na to najmniejszej ochoty.
              Tak samo chodzi o sferę seksu.


              > i tego:
              >
              > > Przeczekałem" 8 lat, wystarczy. I za przeproszeniem, w dupie mam,
              > > że "ją kręcę
              > > ". Nie mam zamiaru być maszynką do jej orgazmów.
              I znów chodzi tylko (aż) o seks.


              > To wszystko twoje słowa. Powyższe cytaty nie świadczą o tym, że
              > ciepło o niej myślisz. One pokazują jak bardzo jesteś w.urwiony.
              Potrafię oddzielić "wspólne życie" od (nieudanego) seksu. Potrafię skupić się na plusach tego związku i cieszyć się nimi. W.urwiony jestem gdy schodzimy do poziomu seksu.

              > Jeżeli chodzi o sexappeal to albo się go ma, albo nie. Twoja żona go
              > nie ma. Wiedziałeś o tym od początku
              Nie wiedziałem, miałem 19 lat, burzę hormonalną i zerowe doświadczenie co by mieć porównanie. Niemniej jednak to był mój wybór i jak widać konsekwencję brałem/biorę na siebie.
              .
              > Ale zostawmy to.
              > Pytasz, co zrobić aby się od ciebie odp.., sorki, odczepiła. Powiedz
              > po prostu, że jej zachowanie cię nie kręci, że jest leniwa, że jej
              > chęci cię drażnia i że ci się nie podoba. Gwarantuję, że po takich
              > słowach cały zapał z niej zejdzie. No chyba, że jest nimfomanką;P
              Zapał schodzi na tydzień (tydzień cichych dni) a później znowu jest "powtórka z rozrywka". Poza tym chyba nie do końca rozumiesz czym jest jej "cały zapał", gdzieś już o tym pisałem :)

              > Oczywiście, wiem, że kiedy jej wygarniesz, to będziesz miał w domu
              > dym, a tego nie chcesz. Ale nie da się mieć ciastka i zjeść ciastka.
              > Trzeba wybrać mniejsze zło.
              Kurde, a niby jaki tu widzisz wybór? Między czym a czym, bo nie rozumiem???
              • poitevin Re: do starego.kawalera... 23.03.09, 21:32
                > Po prostu mieszasz płaszczyzny i czas.
                > Potrafię oddzielić "wspólne życie" od (nieudanego) seksu. Potrafię
                skupić się n
                > a plusach tego związku i cieszyć się nimi. W.urwiony jestem gdy
                schodzimy do po
                > ziomu seksu.

                Nie umiem sobie wyobrazić, aby AŻ tak oddzielić seks od innych
                płaszczyzn wspólnego życia. Nie uwierzę, że negatywne emocje
                związane z waszym życiem łóżkowym nie mają wpływu na relacje ogólne
                między wami.

                > Zapał schodzi na tydzień (tydzień cichych dni) a później znowu
                jest "powtórka z
                > rozrywka".

                Za każdym razem na jej umizgi odpowiadaj tym samym. Z resztą już to
                chyba doradził Krzysiek. Miał rację.

                > Kurde, a niby jaki tu widzisz wybór? Między czym a czym, bo nie
                rozumiem???

                Między uleganiem żonce, a jazgotem czy cichymi dniami, czyli:
                a) będziesz ją bzykał - będziesz miał spokój w domu i moralniaka, że
                działasz wbrew sobie.
                b) będziesz powtarzał, ze masz ją w dupie - będziesz w zgodzie z
                własnymi odczuciami, ale z nieprzyjemną atmosferą domową.
                Rozumiesz już wybór?
                Trzecim wyjściem jest wymiksowanie się z tego bajzlu, ale to
                rozwiązanie odrzuciłeś już na początku.



                • wielki_elektron Re: do starego.kawalera... 23.03.09, 21:57
                  poitevin napisała:

                  > Nie umiem sobie wyobrazić, aby AŻ tak oddzielić seks od innych
                  > płaszczyzn wspólnego życia. Nie uwierzę, że negatywne emocje
                  A ja umiem, czy żona umie to dopiero zobaczymy.

                  > Za każdym razem na jej umizgi odpowiadaj tym samym. Z resztą już to
                  > chyba doradził Krzysiek. Miał rację.
                  Ok, też zobaczymy.

                  > Między uleganiem żonce, a jazgotem czy cichymi dniami, czyli:
                  > a) będziesz ją bzykał - będziesz miał spokój w domu i moralniaka, że działasz wbrew sobie.
                  Nie chodzi o "moralniaka"..... mi po prostu już przy niej nie staje...

                  > b) będziesz powtarzał, ze masz ją w dupie - będziesz w zgodzie z
                  > własnymi odczuciami, ale z nieprzyjemną atmosferą domową.
                  I tak jest teraz.

                  > Rozumiesz już wybór?
                  No to nie mam wyboru.
                  • poitevin Re: do starego.kawalera... 23.03.09, 22:12
                    > Nie chodzi o "moralniaka"..... mi po prostu już przy niej nie
                    staje...

                    O cholera, to mój post na samym końcu tego wątku jest bezzasadny:/

                    A na marginesie powiem, że dziwna ta twoja żonka. Jakby mojemu M nie
                    stawał, to najpierw do lekarza (ja próżna jestem, do głowy by mi nie
                    wpadło, ze już na niego nie działam;P), a po odkryciu, że już nie
                    jestem afrodyzjakiem, kopa na drogę, a nie umizgi jakieś.
      • misssaigon Re: do starego.kawalera... 23.03.09, 21:31
        odstawic zone, wziac kochanke...ale tylko przy poparciu forum :))
        • gardenersdog Re: do starego.kawalera... 23.03.09, 21:34
          Świetne! Autor zdaje się nam udowadniać, że obstawił już wszystkie wyjścia;) i
          pat (czytaj: "akceptacja":)
          • wielki_elektron Re: do starego.kawalera... 23.03.09, 22:00
            A co, w kolejce się ustawiacie? ;)

            Nie jestem zainteresowany kochanką. Do tego nie potrzebuję akceptacji anonimowych ludzi (kurczę, przecierz to byłoby idiotyczne).
        • avide miss 25.03.09, 19:28
          dawno Cię tu nie czytałem/widziałem, ale jak widzę formy i ciętego dowcipu
          bynajmniej nie straciłaś ani trochę ;-))).
    • songo3000 Re: Ciekawy problem - help 23.03.09, 14:02
      Ja się nie wypowiem, bo znów będzie że bezpodstawnie najeżdżam na wredne babska ;)
    • gomory Re: Ciekawy problem - help 23.03.09, 14:40
      > Pytanie: co zrobić aby się z seksem, za
      przeproszeniem „odpieroliła”

      Po wejsciu do domu przebieraj sie w dziurawe skarpety, rozciagniete
      majty, jakis kreszowy dres zaciagniety pod pachy i takie tam.
      • poitevin Re: Ciekawy problem - help 23.03.09, 15:25
        > Po wejsciu do domu przebieraj sie w dziurawe skarpety,
        rozciagniete
        > majty, jakis kreszowy dres zaciagniety pod pachy i takie tam.

        Druga opcja: możesz paradować na golasa ale w skarpetach. Nawet nie
        muszą być dziurawe:P
        • juzia214 Re: Ciekawy problem - help 23.03.09, 15:32
          poitevin napisała:
          >>Druga opcja: możesz paradować na golasa ale w skarpetach. Nawet nie
          muszą być dziurawe:P<<

          no nie wiem.jak ona taka napalona ,moze pomysleć ,ze to oznacza własnie jego
          gotowośc. ;)

          poza tym rozumiem,ze temat prznioslsie na na priv więc i nie ma co dalej dyskutowac.
          • wielki_elektron Re: Ciekawy problem - help 23.03.09, 17:57
            juzia214 napisała:

            > poza tym rozumiem,ze temat prznioslsie na na priv więc i nie ma co dalej dyskutowac.
            Nie, nie, post dałem na forum i tutaj jest dyskusja.

            Aha. Skarpetki nie działają - sprawdziłem.
        • glamourous ;-)) 23.03.09, 15:51

          poitevin napisała:

          > Druga opcja: możesz paradować na golasa ale w skarpetach. Nawet
          nie
          > muszą być dziurawe:P

          O, znowu odezwalo sie antyskarpetowe lobby ;-))
          Powiem szczerze, ze jesli chodzi o mnie to nagi mezczyzna w
          skarpetkach mnie akurat nie odstrecza, bo meska nagosc + skarpetki
          nie razi jakos strasznie mojego poczucia estetyki. Co innego
          straszny zestaw skarpety + sandaly, oooo, taki element stroju u
          ukochanego faceta odebralby mi ochote na seks z nim chyba juz na
          stale...
          • loppe Re: ;-)) 23.03.09, 16:43
            Pragnę - podzielając zdanie Glam - zauważyć, że:

            1/co to za facet który systematycznie zdąża zdjąć skarpetki przed...?
            2/w sytucji wysokiej namiętności (czyli gdy nie wchodzi w grę jakieś
            tam flegmatyczne udanie się do łaźni po zdjęciu skarpetek) osobiście
            uważałbym...uwaga... za uchybienie dotykanie dłońmi skarpetek
            bezpośrednio przed kontaktem z Jej ciałem, nawet starannie
            wypranych:))
            • glamourous Re: ;-)) 23.03.09, 17:18
              loppe napisał:

              osobiście
              > uważałbym...uwaga... za uchybienie dotykanie dłońmi skarpetek
              > bezpośrednio przed kontaktem z Jej ciałem, nawet starannie
              > wypranych:))


              Hehe, "w trosce o zdrowie intymne partnerki nie zdejme skarpetek
              przed stosunkiem" ;-))) piekne!

              No a tak poza tym to w koncu chyba kazdemu choc raz przydarzylo sie
              zjawisko ktore ja nazywam "seksem ze spodniami na kolanach" czyli
              taki poryw namietnosci, ze niedokladnie zdjete łachy powiewaly
              gdzies wokol rozszalalych cial ;-) W takim szale namietnosci calkiem
              powaznie mozna zapomniec o takim detalu jak skarpetki, wiec bez
              przesady. Mojemu lubemu zdarzylo sie to akurat na pierwszej randce,
              a ze pragnelam go bardzo i bylam szalenczo zakochana, to widok ten
              bardziej mnie (juz post factum ;-) rozczulil niz zniesmaczyl. IMO
              istnieja gorsze seksualne faux pas na swiecie niz nie zdjete
              skarpetki. Pod warunkiem oczywiscie ze nie mowimy tu o meskiej
              odmianie antygwaltow, czyli o brazowych elastikach w romby rodem z
              lat 70tych ubieglego wieku ;-))
              • loppe Re: ;-)) 23.03.09, 17:27
                Podsumowując - wyjście z łazienki do Partnerki w skarpetkach to
                błąd, a zdjęcie skarpetek bez wizyty w łazience to też błąd:)
                • glamourous Re: ;-)) 23.03.09, 17:56
                  Wynika z tego niezbicie ze to nie skarpetki a lazienka jest
                  wszystkiemu winna ;-) Przed seksem - zabiera wene. Po seksie - psuje
                  nastroj. Seks w lazience jest niebezpieczny - mozna sie poslizgnac,
                  walnac glowa o kant wanny czy umywalki i nieszczescie gotowe ;-) W
                  takiej sytuacji zachowanie skarpetek na nogach moze wrecz uratowac
                  kochankom zycie, wiec nie psioczmy i docenmy ich rubaszna
                  niewinnosc ;-)...
          • poitevin Re: ;-)) 23.03.09, 20:09
            > Co innego
            > straszny zestaw skarpety + sandaly, oooo, taki element stroju u
            > ukochanego faceta odebralby mi ochote na seks z nim chyba juz na
            > stale...

            Taki zestaw to nawet ochotę na powiedzenie grzecznego "dzień dobry"
            by mi odebrał;)

            A jeżeli chodzi o gorszy widok niż nagi facet w samych skarpetkach,
            to jest jeszcze nagi facet w skarpetkach i krawacie. Wiem to, bo
            widziałam i tego widoku do końca życia nie zapomnę, miewam nawet
            koszmary z tym motywem;D
    • glamourous Rzeczywiscie ciekawy punkt widzenia 23.03.09, 15:41
      Bardzo pouczajacy watek. Problem pt. 'facet unika seksu' widziany
      tym razem nie od strony utyskujacej kobiety, tylko wlasnie meza,
      ktory postuluje zeby "dac mu spokoj".

      Zwierzenia Wolnego Elektrona powinny dac do myslenia wszystkim
      kobietom, ktorym sie wydaje ze juz sam fakt, ze one maja ochote na
      seks powinien spinac mezow do ciaglej gotowosci. A ze po latach
      wspolnego zycia facet wcale niekoniecznie musi dyszec zadza tylko na
      samo ich haslo "mam ochote na seks" jakos niespecjalnie im
      przychodzi do glowy. Tymczasem okazuje sie, ze liczy sie przede
      wszystkim SPOSOB w jaki kobieta meza zacheca do seksu. Nie wszystkie
      przeciez panie sa z natury zmyslowe, nie wszystkie potrafia wzbudzac
      meskie pozadanie jednym spojrzeniem czy odgarnieciem wlosow. Moze
      wiec warto (zamiast produkowac romantyczne kolacje przy swiecach i
      wydawac fortune na bielizne) potrenowac troche ZMYSLOWOSC WLASNA?
      Mysle, ze niewiele pan zdaje sobie sprawe jak czesto "pies" meskiego
      lozkowego lenistwa jest pogrzebany wlasnie tutaj... ;-)
      • sagittka Re: Rzeczywiscie ciekawy punkt widzenia 23.03.09, 16:06
        > po latach wspolnego zycia facet wcale niekoniecznie musi dyszec
        zadza tylko na samo ich haslo "mam ochote na seks" jakos
        niespecjalnie im przychodzi do glowy. Tymczasem okazuje sie, ze
        liczy sie przede wszystkim SPOSOB w jaki kobieta meza zacheca do
        seksu.

        Glam, dokładnie o to chodzi!

        Po kilkunastu latach związku potwierdzę, że seks jest wynikiem
        starań obu stron. Ochota i potrzeby zmieniają się w czasie, zawsze
        któraś ze stron jest bardziej zainteresowana seksem w danym momencie
        i ta strona musi się bardziej postarać. Reakcja na bodźce partnera
        stopniowo słabnie, nie wystarczy już się pokazać nago albo
        zasygnalizować "mam dziś ochotę", trzeba motywować partnera do
        aktywności. Najprzyjemniej, gdy robi się to w temacie erotycznym, a
        nie oderwanym, czyli np. kusimy obietnicą wyrafinowanej pieszczoty,
        a nie trzydaniowym obiadem :)
        Tak naprawdę, to trzeba niezmiennie urozmaicać, pokazywać się w
        różnych odcieniach (tu moim zdaniem kobiety mają większe pole do
        popisu), doceniać starania partnera i dbać o wzajemną satysfakcję.
        • avide Re: Rzeczywiscie ciekawy punkt widzenia 25.03.09, 22:42
          To jest wg mnie sedno tematu. Szkoda że tak niewiele osób, zarówno mężczyzn jak i kobiet to rozumie.

          Jedynie nie zgodzę się Sagittko że kobiety maja większe pole do popisu.
          Mężczyźni mają swoją równie ważną działkę, z której powinni się wywiązać. Organizowanie wypadów, spontaniczność, nieprzewidywalność, chwile oddalenia po których następują gorące zbliżenia, raz szybkie numerki innym razem wykwintna kolacja, czasami delikatny czuły seks, inny razem ostre rżnięcie z ciąganiem za włosy, podduszaniem czy co tam kto lubi. No i tak dalej. To tak na szybko co mi przyszło do głowy.

          Prawda jest taka, że jak tylko jedna ze tron zaczyna odpuszczać temat szybko powstaje dysproporcja i zaczynają się kłopoty.
          Piekielnie trudno stworzyć taki harmonijny związek, zwłaszcza w dzisiejszych czasach kiedy wszystko musi być szybko, łatwo i przyjemnie. A tutaj sorry, na przyjemność trzeba sobie czasami zapracować.
      • juzia214 Re: Rzeczywiscie ciekawy punkt widzenia 23.03.09, 16:21
        ma rację Glamourous oj ma.
        chociaz dziala to w obie strony.
        a tutaj mam wrażenie,ze na mężu zemściło się nie mówienie co mu przeszkadza.
        jak dziewczynka miala się
        rozwinąc i stać się kobietą skoro on wszedł w rolę tatusia ?
        w łóżku było fajnie ,bo sie fajnie bawili,dziewczynka kaprysila on spełniał
        kaprysy a zapomnial rowniez o stawianiu wymagań.
        szkoda tylko ,ze sie człowiek poddał a na dodatek nie umie tego wyrazic jasno i
        wyraznie.
        idealnie byłoby gdyby się zebrał na odwagę i powiedział->>kochanie,bardzo cie
        kocham ale juz nie podniecasz.chcialbym ,zebys się zaczela zachowywac bardziej
        kobieco ale nie wiem czy to potrafisz ,więc zdecydowalem,ze z seksem koniec.
        jesli jest inteligentna to sie postara i przy odrobinie wyrozumiałości i
        cierpliwosci ze strony męza powinno zaskoczyć.
        tylko czy pan mąz umiałby porozmawiać w ten sposob?
        • juzia214 Re: Rzeczywiscie ciekawy punkt widzenia 23.03.09, 16:52

          loppe :
          >>Pragnę - podzielając zdanie Glam - zauważyć, że:

          1/co to za facet który systematycznie zdąża zdjąć skarpetki przed...?
          2/w sytucji wysokiej namiętności (czyli gdy nie wchodzi w grę jakieś
          tam flegmatyczne udanie się do łaźni po zdjęciu skarpetek) osobiście
          uważałbym...uwaga... za uchybienie dotykanie dłońmi skarpetek
          bezpośrednio przed kontaktem z Jej ciałem, nawet starannie
          wypranych:)) <<

          ano widzisz,tak to bywa jak się zna sprawe tylko z teorii.
          paraktyka nijak sie ma do teorii.może kiedyś i tobie bedzie dane to zrozumieć ...

        • wielki_elektron Re: Rzeczywiscie ciekawy punkt widzenia 23.03.09, 18:14
          Może napisze wyraźnie, żeby nikt sobie nie dorabiał "historyjki" wedle własnych spaczeń :)

          1. Nie było i nie ma żadnej "roli tatusia". Seksu uczyliśmy się razem, tyle że żona na już początku skręciła na pas dla "pojazdów specjalnej troski".

          2. Ja nigdy nie miałem problemów z wyrażaniem swoich potrzeb, problemów czy sympatii. Jednak w sytuacji odbijania się jakiejkolwiek rozmowy od ściany z naqpisem "atakujesz mnie i ranisz" tzw. poważne rozmowy są bez sensu.

          3. Ciekawe jak miałem "wymagać" od mojej żonusi aby była bardziej kobieca i nie odbijać się od punktu 2 ???

          4. Tak się składa, że nie musiałem "zbierać się na odwagę" i owszem oznajmiłem w bardzo podobnych słowach około 2 miesiące temu "kochanie, bardzo Cie kocham ale juz nie podniecasz. chcialbym ,zebys się zaczela zachowywac bardziej kobieco ale nie wiem czy to potrafisz, więc zdecydowalem, ze z seksem koniec". Od tej pory właśnie mam "jazdy", "ciche dni" i tyle w/g Twojej teorii o "panie mężu". Cóż, pewnie nie każda kabieta jest tak inteligentna jak Ty.

          • stary.kawaler Re: Rzeczywiscie ciekawy punkt widzenia 23.03.09, 19:17
            > 4. Tak się składa, że nie musiałem "zbierać się na odwagę" i
            owszem oznajmiłem
            > w bardzo podobnych słowach około 2 miesiące temu "kochanie, bardzo
            Cie kocham a
            > le juz nie podniecasz. chcialbym ,zebys się zaczela zachowywac
            bardziej kobieco
            > ale nie wiem czy to potrafisz, więc zdecydowalem, ze z seksem
            koniec". Od tej
            > pory właśnie mam "jazdy", "ciche dni" i tyle w/g Twojej teorii
            o "panie mężu".
            > Cóż, pewnie nie każda kabieta jest tak inteligentna jak Ty.

            Dajesz jej do zrozumienia, że nie spełnia Twoich oczekiwań (słowami,
            postawą, rozgrywkami psychologicznymi) i oczekujesz, że na Twój
            widok obudzi się jej zmysłowość, bo "za mało sie stara i ma się dla
            Ciebie napiąć bardziej, bo nie jesteś zadowolony z jej wykonania
            seksu z Tobą". Stary....spisz roszczenia i dostarcz jej pisemnie za
            potwierdzeniem odbioru, może to podziała ;P?
            Błąd :-)
            Wejdź w jej skórę, pomyśl co ją blokuje? Chociaż teraz budowanie
            intymności, którą zburzyłeś potrwa o wiele dłużej.
            Zarzuciłeś w związku języka komunikacji na poziomie intymności na
            rzecz języka roszczeń, obwiniania, niezadowolenia....
            PS
            Przepraszam za dygresję - czy w pracy ludzie Cię lubią, czy tylko
            słuchają co im komunikujesz? Pytam z ciekawości :-)?
            • gardenersdog Re: Rzeczywiscie ciekawy punkt widzenia 23.03.09, 19:30
              Ale ty też psujesz atmosferę - nagle po 8 latach pożycia wymagasz czegoś, co
              dotychczas nie leżało w jej naturze...
              I jeszcze widzę jedną sprzeczność: nienauczalność to nie jest oznaka inteligencji.
              I pamiętaj: nie każdy jest typem histrionicznym, i może ewoluować od wampa do
              rusałki w przeciągu 2 minut, puszczając przy tym do Ciebie perskie oko.
              A może ona nawet i byłaby w stanie rozwinąć takie zachowania, ale względem
              nowego obiektu, hmm? Przemyśl to:)
              • wielki_elektron Re: Rzeczywiscie ciekawy punkt widzenia 23.03.09, 19:47
                Kochani, czy Wy w ogóle czytacie posty? :) Ja już niczego od żony nie wymagam. To ona ode mnie wymaga nie dając nic "w zamian" i to jest mój problem.
            • wielki_elektron Re: Rzeczywiscie ciekawy punkt widzenia 23.03.09, 19:38
              stary.kawaler napisał:


              > Wejdź w jej skórę, pomyśl co ją blokuje? Chociaż teraz budowanie
              > intymności, którą zburzyłeś potrwa o wiele dłużej.
              Nie wiem co i czy w ogóle ją coś blokuje. Wiem, że nie chce się jej kiwnąć palcem w tej sferze. O jakiej intymności Ty mówisz? Przykro mi ale w moim odczuciu żadnej nie było. Nie za bardzo da się zbudować intymność z osobą w 100% bierną więc mie na czego "odbudowywać".

              > Zarzuciłeś w związku języka komunikacji na poziomie intymności na
              > rzecz języka roszczeń, obwiniania, niezadowolenia....
              Tak, zgadza się. Wypadało by się jeszcze zapytać KIEDY to nastąpiło. Po kilku ładnych latach starań, intymnych rozmów, wyciągania ręki, oferowania pomocy.

              > PS
              > Przepraszam za dygresję - czy w pracy ludzie Cię lubią, czy tylko
              > słuchają co im komunikujesz? Pytam z ciekawości :-)?
              Nie ma sprawy. Wydaję mi się, że jestem jedną z bardziej lubianych osób. Generalnie nie mam też problemów z flirowaniem czy rozumieniem innych kobiet. Co więcej, my się z żoną naprawdę lubimy i potrafimy dogadać na innych płaszczyznach :)
              • gardenersdog Re: Rzeczywiscie ciekawy punkt widzenia 23.03.09, 19:49
                >>Nie wiem co i czy w ogóle ją coś blokuje. Wiem, że nie chce się jej kiwnąć
                palcem w tej sferze. O jakiej intymności Ty mówisz? Przykro mi ale w moim
                odczuciu żadnej nie było. Nie za bardzo da się zbudować intymność z osobą w 100%
                bierną więc mie na czego "odbudowywać".

                "Widziały gały, co brały" - jak sam nadmieniłeś...
                I mamy za mało informacji, żeby cokolwiek więcej wnioskować - jak wyglądało
                małżeństwo jej rodziców np., jakiś "wdruk" kulturowy może;)- wszak to kobiety
                przez lata "się brało":) A Ciebie interesują możliwe czynniki takiej postawy czy
                tylko diagnoza stanu faktycznego?
                • wielki_elektron Re: Rzeczywiscie ciekawy punkt widzenia 23.03.09, 20:22
                  gardenersdog napisała:

                  > "Widziały gały, co brały" - jak sam nadmieniłeś...
                  Ano przyznaję, widziały.

                  > I mamy za mało informacji, żeby cokolwiek więcej wnioskować -
                  Prosze śmiało pytać, czuję się tu dosyć anonimowo ;)

                  > jak wyglądało
                  > małżeństwo jej rodziców np.,
                  Znawcą nie jestem ale od strony ojca to lekkie DDA.

                  > jakiś "wdruk" kulturowy może;)- wszak to kobiety
                  > przez lata "się brało":)
                  Ok, tego nie kumam.

                  > A Ciebie interesują możliwe czynniki takiej postawy czy
                  > tylko diagnoza stanu faktycznego?
                  Jasne, że interesują 'powody' czy też 'sprawcy' tej sytuacji. Gdzieś tam się tli nadzieja, że a nóż...
                  • poitevin Re: Rzeczywiscie ciekawy punkt widzenia 23.03.09, 20:43
                    > > jakiś "wdruk" kulturowy może;)- wszak to kobiety
                    > > przez lata "się brało":)
                    > Ok, tego nie kumam

                    No jak nie kumasz???
                    Przecież damie to nie wypada żeby inicjatywą się wykazać, bo jeszcze
                    pomyślą, że ona obyczajów lekkich.
                    Ona się tobie ODDAJE, a ty jeszcze grymasisz;)
                    Polska kobieta ma dać, bierną być i basta!:P
    • gardenersdog Re: Ciekawy problem - help 23.03.09, 17:31
      Moim zdaniem żonka jest constans, a to autor zmienił się z 'miłośnika lolitek' w
      'zewnętrznego obserwatora ciekawych przypadków (i jak to ze swadą opisać)'.
      • gardenersdog Re: Ciekawy problem - help 23.03.09, 17:37
        Paradoksalnie, niczego nie ujmując 'rdzawej i miodowej' Dolores Haze, która
        akurat w tych sprawach była bardzo zmyślna;)
      • wielki_elektron Re: Ciekawy problem - help 23.03.09, 18:22
        gardenersdog napisała:

        > Moim zdaniem żonka jest constans,
        Oczywiście, że nie ma tu zmiany. Piszę o tym od początku.

        > a to autor zmienił się z 'miłośnika lolitek'
        Tak, ewoluowałem. Czy to takie dziwne i zaskakujące, że z 19-sto letniego "chłopaczka", który miał pstro w głowie i guzik wiedział o seksie po wielu latach zrobił się facet, którego pociągają kobiety? Naprawdę Cię to aż tak dziwi???

        > w
        > 'zewnętrznego obserwatora ciekawych przypadków (i jak to ze swadą opisać)'.
        Jak już dogryzasz to prezyzyjnie ;) "w wewnętrznego obserwatora..." bądź co bądź jestem w tym związku i nigdzie się nie wybieram :D
    • twardycukierek Re: Ciekawy problem - help 23.03.09, 19:28
      Przeczytałam Twój post kilka razy i niestety nie mam Ci nic konstruktywnego do
      powiedzenia. Ty się rozwinąłeś i chciałbyś aby żona była uwodzicielską,
      stuprocentową kobietą, podczas gdy ona zatrzymała się na etapie kamienia
      łupanego...

      Jakakolwiek zmiana na lepsze może wyjść tylko od niej, a jej odpałowy seks widać
      nie jest do niczego potrzebny. Można powiedzieć, że gdyby chodziło o jedzenie,
      spokojnie mogłaby do końca życia jeść makaron z keczupem. A jest głodna! Masz
      problem. Ludzie aż tak się nie zmieniają, do tego ona nie chce się zmienić.
      Z drugiej strony piszesz, że jest intelignetna, fajna. Inteligentna osoba nie
      rozumie, że seks to nie odrabianie pańszczyzny??
      Przepraszam, nie mam żadnej rady. Tylko pozdrowienia. :)
      Może ktoś inny na forum jest w stanie tę sytuację rozebrać na kawałki.
      • wielki_elektron Re: Ciekawy problem - help 23.03.09, 20:16
        Dziękuję za dobre słowo :) Najwyraźniej do seksu inteliencja potrzebna nie jest ani go nie zapewnia :))
    • kinkygirl Re: Ciekawy problem - help 23.03.09, 20:00
      zaprowadz ja do seksuologa? w sumie skoro jej zalezy, zeby zmienic sytuacje to
      moze i pojdzie.
      • wielki_elektron Re: Ciekawy problem - help 23.03.09, 20:25
        Nie chce o tym słyszeć. W sumie to nawet logiczne, ze mną nie chce normalnie i spokojnie porozmawiać a z obcą osobą ma chcieć? :)
        • gira.sol Re: Ciekawy problem - help 23.03.09, 20:33
          Ona nie widzi żadnego problemu, więc o jakikolwiek pomocy choćby
          obcej osoby nie chce słyszeć, ona w pewien sposób czuje się
          usatysfakcjonowana, dla niej to jest norma, zakłada, że skoro było
          tak przez 8 lat i jeszcze przy niej jesteś, to pewnie twoje wymysły.
          Ma koleżanki? Takie babskie rozmowy wiele dają, można się wiele
          ciekawych rzeczy dowiedzieć.


          • kinkygirl Re: Ciekawy problem - help 23.03.09, 20:39
            no chyba widzi problem, bo chyba sie zorientowala, ze maz nie chce z nia sypiac :)
            • gira.sol Re: Ciekawy problem - help 23.03.09, 20:46
              Chyba się zorientowała :-), ale robi jazdy zamiast choć odrobinę
              zmienić sytuację, myślę, że mąż byłby zadowolony, może tylko na
              chwilę, gdyby raz na jakiś czas się postarała.
              Dla mnie jak się widzi problem to szuka się rozwiązania, a jej
              zachowanie to zwykłe chowanie głowy w piasek.
              • kinkygirl Re: Ciekawy problem - help 23.03.09, 20:54
                zgadzam sie. ale pozostaje tez pytanie, jak wyglada przekaz jaki otrzymuje od
                meza. bo jezeli on jej mowi - jakze konstruktywnie - "nie potrafisz byc kobieca,
                odpierdol sie" (niemal doslowny cytat z tego watku), to kazdy by urzadzal jazdy
                i nie wiedzial jak rozwiazac problem.
                • gira.sol Re: Ciekawy problem - help 23.03.09, 21:05
                  On gdzieś pisał, że i literatura i zabawki, być może jest już mocno
                  sfrustrowany, że "odpierdol" mu się wymksneło, miejmy nadzieję, że
                  tylko na forum.
                  Pojęcie bycia bardziej kobiecą bardzo mnie zaintrygowało, czy tego
                  można się nauczyć, nagle zmienić swoje zachowanie? Stać się kokietą
                  i flirciarą pierwszej wody? ;-) Chyba nie, choć specjaliści od
                  przemian będą twierdzić inaczej.
        • kinkygirl Re: Ciekawy problem - help 23.03.09, 20:38
          czasami z obca osoba wlasnie latwiej. bo bez takich emocji.
          i trudno posadzac lekarza o motywy emocjonalne dla "ranienia" pacjenta, jakie
          zdaje sie zona Ci zarzucala.
          probowales uzdrowic sytuacje na wlasna reke przez kilka lat i na nic sie to
          zdalo, wiec w sumie co jest do stracenia.
          zona sie "odczepi", owszem, jak sie zakocha w kim innym, albo smiertelnie ja
          zranisz i sie zasklepi w urazie na dobre, do czego moze i w sumie nie jest
          daleko... tylko po co tkwic w takim malzenstwie - bo to juz nie bedzie to samo
          tylko bez seksu, jak ci sie optymistycznie wydaje.

          albo napisz jej list, skoro ona nie chce rozmawiac. moze tak bedzie latwiej.

          • wielki_elektron Re: Ciekawy problem - help 23.03.09, 21:27
            kinkygirl napisała:

            > czasami z obca osoba wlasnie latwiej. bo bez takich emocji.
            Jasne. Do stracenia nic nie mam ale wołami przecierz nie zaciągnę.

            > zona sie "odczepi", owszem, jak sie zakocha w kim innym, albo smiertelnie ja
            > zranisz i sie zasklepi w urazie na dobre, do czego moze i w sumie nie jest
            > daleko... tylko po co tkwic w takim malzenstwie - bo to juz nie bedzie to samo
            > tylko bez seksu, jak ci sie optymistycznie wydaje.
            No właśnie, po dzisiejszych dyskusjach już nie jestem taki optymista :(

            > albo napisz jej list, skoro ona nie chce rozmawiac. moze tak bedzie latwiej.
            Listy też już były. Ja naprawdę jestem kreatywny ;)
    • juzia214 Re: Ciekawy problem - help 23.03.09, 20:43
      wielki_elektronie
      nie gniewaj sie ale bazujemy tylko na garści informacji więc nasze prognozy
      niemuszą być 100% trafne.
      jak nie odpowiada ci okreslenie -rola tatusia to niech bedzie-rola rycerza
      ;).takiego jak w powiesciach dla nastolatek.i nie o seks mi chodzi ale o to ze
      spelniasz jej kaprysy,opiekujesz sie nia itd. w zwiazku z czym ona nie czuje
      potrzeby zeby się zmienić.

      z tego co piszesz odnosze wrazenie ,że przesylasz jej sprzeczne komunikaty.
      i chcesz zeby wydoroslala i jednocześnie cały czas trzymasz nad nią parasol
      ochronny.
      zaczynaliscie w tym samym punkcie .ty wydoroslałeś -ona nie.
      pytanie dlaczego?
      moze dlatego,ze nią sie opiekowałes ty a toba nikt,w zwiazku z tym sam musiales
      rozwiazywać swoje problemy.
      teraz robisz to samo.
      z jednej strony piszesz,ze powiedziałęs jej wprost ,ze seks się skończył a z
      drugiej strony szukasz sposobu,zeby ona sama doszla do wniosku,ze seks z tobą
      jest be.
      moze czas zebys potraktował ja jak dorosłą i pozwolił,zeby ona sama poszukala
      rozwiazania tego problemu?
      • wielki_elektron Re: Ciekawy problem - help 23.03.09, 21:20
        Nie gniewam się, Rycerz bardziej mi się podoba :) Po prostu jak już zacząłem o tym wszystkim "gadać" to i humor mi się popsuł.

        Może i masz rację. Za dużo było inicjatywy, działania z mojej strony. Tylko co teraz, dobre pomysły już mi się skończyły. Z drugiej strony bierność z mojej strony (i tym samym danie jej pola do rozwiązania tego problemu) jak na razie generuje tylko agresję.
        • gardenersdog Re: Ciekawy problem - help 23.03.09, 21:26
          Wydaje mi się, że bez mediacji kogoś z zewnątrz się nie obejdzie.
          Twoje posty dają wyobrażenie o rolach, jakie nawzajem (!) przyjęliście w związku
          i niełatwo jest zrobić 'swap' jak pstryk.
          Dawanie 'komuś pola' wymaga dystansu, a ty go nie masz, więc jedyne co dajesz to
          komunikat "no i teraz zobaczymy, jak sobie sama poradzisz z problemem (w
          domyśle: nie poradzisz)". I robi się kwas.
          • wielki_elektron Re: Ciekawy problem - help 23.03.09, 21:28
            A jak taki dystans czy mediator ma wyglądać?
            • gardenersdog Re: Ciekawy problem - help 23.03.09, 21:32
              Miałam na myśli seksuologa czy terapeutę małżeńskiego.
              • wielki_elektron Re: Ciekawy problem - help 23.03.09, 21:33
                Aha, no to na tę chwilę odpada :(
            • misssaigon samozadowolenie:)) 23.03.09, 21:44
              "pierwsza kobieta, probowalismy wszystkiego..."


              to, czego ci brakuje to punkt odniesienia...

              czy masz material porwnawczy w postaci kontaktow z inna kobieta?, czy mozesz
              stweirzdic, ze twoja zona to dmuchana lala bo 10, 20 innych kobiet bylo
              aktywnych, bardzo aktywnych lub szalenie aktywnych?

              na jakiej podstawie opierasz swoje osądy?


              w 99% przypadkow w seskie sklaniamy sie do zachowan, ktore nas satysfakcjonuja...

              czy twoja zona po "minetkowym" orgazmie mowi - "dosc, idziemy spac"?

              czy uwzasz, ze jest na tyle ograniczona w sferze seksu, ze nie probowala innych
              pozycji , ktore by jej dawaly satysfakcje...

              ale moze tak byc, ze z roznych wzgledow, np anatomicznych, tylko taki rodzaj
              pieszczot daje jej orgazm - i tego sie trzyma...

              i pomimo woltyzerki i akrobacji na linie inaczej go z toba nie osiagnie...


              coz...


              wyjsciem diabolicznym, aczkolwiek mysle, ze skutecznym byloby podsuniecie zonie
              sprawnego, odpowiednio obdarzonego kochanka...

              spokoj gwarantowany ;))
              • wielki_elektron Re: samozadowolenie:)) 23.03.09, 22:14
                misssaigon napisała:

                > to, czego ci brakuje to punkt odniesienia...
                Oczywiście, pisałem już o tym.

                > na jakiej podstawie opierasz swoje osądy?
                Na podstawie jej niechęci do jakiejkolwiek aktywności w łóżku.

                > w 99% przypadkow w seskie sklaniamy sie do zachowan, ktore nas satysfakcjonuja.
                > czy twoja zona po "minetkowym" orgazmie mowi - "dosc, idziemy spac"?
                Nie, nic nie mówi bo rozmawiać o seksie też nie potrafi. Za to daje do zrozumienia, że "jak chce to mogę ją przelecieć".

                > czy uwzasz, ze jest na tyle ograniczona w sferze seksu, ze nie próbowala innych
                > pozycji , ktore by jej dawaly satysfakcje...
                Jak już pisałem, próbowaliśmy wielu rzeczy.

                > ale moze tak byc, ze z roznych wzgledow, np anatomicznych, tylko taki rodzaj
                > pieszczot daje jej orgazm - i tego sie trzyma...
                Bardzo możliwe. Tylko, że ograniczyła się do pozycji w której nic nie musi robić... jak dla mnie to czyste lenistwo i tyle.

                > i pomimo woltyzerki i akrobacji na linie inaczej go z toba nie osiagnie...
                No i nie ma sprawy. Powiedz szczerze, czy gdyby Ciebie to dotyczyło to też myślałabyć tylko o własnej przyjemności?

                > wyjsciem diabolicznym, aczkolwiek mysle, ze skutecznym byloby podsuniecie zonie
                > sprawnego, odpowiednio obdarzonego kochanka...
                Ha, a niby dlaczego mam się zgadzać na "inny wibrator" skoro nie ja tu zawalam sprawę i wzbraniam się od poprawy?

                > spokoj gwarantowany ;))
                Idąc tym tokiem myślenia to równie dobrze mógłbym się rozwieść. Też spokój gwarantowany ;)

                PS. Jeśli uważasz, że opisywana sytuacja graniczy z jakimkolwiek zadowoleniem to chętnie się z Tobą zamienię.
                • krzysztof-lis Re: samozadowolenie:)) 23.03.09, 22:43
                  > Nie, nic nie mówi bo rozmawiać o seksie też nie potrafi. Za to daje
                  > do zrozumienia, że "jak chce to mogę ją przelecieć".

                  Ja bym jej odpowiadał coś w stylu "jak chcesz, możesz mi zrobić coś do jedzenia".

                  > Tylko, że ograniczyła się do pozycji w której nic nie musi
                  > robić... jak dla mnie to czyste lenistwo i tyle.

                  Jakbym czytał o swojej żonie. :)
                  • wielki_elektron Re: samozadowolenie:)) 23.03.09, 22:47
                    krzysztof-lis napisał:

                    > Ja bym jej odpowiadał coś w stylu "jak chcesz, możesz mi zrobić coś do jedzenia
                    O, to dobre. Tak właśnie zrobię :)

                    > Jakbym czytał o swojej żonie. :)
                    Może mamy wspólną ;)
                    • avide Re: samozadowolenie:)) 25.03.09, 22:53
                      No nie gadajcie że we trzech mamy ta samą kobitę ;-))))).
                • misssaigon Re: samozadowolenie:)) 23.03.09, 22:51
                  1. jakie masz wyobrazenia na temat aktywnosci kobiet w lozku? i skad je powziales?

                  2. czy twoja rozmowa o seksie sprowadza sie do stwierdzenia " jest
                  beznadziejnie, zrob cos"

                  3. skoro probowaliscie wielu rzeczy,a ona obstaje czy konkretnych tzn cos?

                  4. nic nie muis robic, czy po prostu sie nie rusza? czesto zmiana pozycji o
                  centymentry - wystaczy, zeby nie bylo orgazmu

                  5. faktycznie, w pierwszej kolejnosci mysle o wlasnej przyjemnosci

                  6. mozesz sie rozwiesc..tylko ty chcesz zjesc ciastko i miec ciastko... skor nie
                  potrafisz zaakceptowac zony z tzw "dobrodziejstwem inwentarza" tzn, ze nie
                  akceptujesz jej wcale, tylko lenistwo cie odwodzi od konkretnych ruchow

                  7.

                  twoja postawa mowi" umylem rece, zrobilem wszystko, potepcie ja razem ze mna'
                  ... nie masz zadnych skojarzen?
                  • wielki_elektron Re: samozadowolenie:)) 23.03.09, 23:46
                    misssaigon napisała:

                    > 1. jakie masz wyobrazenia na temat aktywnosci kobiet w lozku? i skad je powzial
                    > es?
                    Z pornoli. To chciałaś usłyszeć? ;D

                    Z rozmów z innymi ludźmi (np.: siostrą, tylko bez skojarzeń) czy literatury.

                    > 2. czy twoja rozmowa o seksie sprowadza sie do stwierdzenia " jest
                    > beznadziejnie, zrob cos"
                    Przepraszam ale mam wrażenie, że nie czytasz moich postów. Nie, wręcz przeciwnie. To ja proponowałem co takiego można zrobić, co przeczytać, czym się zainteresować. Z tego zresztą wynikały nasze eksperymenty.

                    > 3. skoro probowaliscie wielu rzeczy,a ona obstaje czy konkretnych tzn cos?
                    Obstaje przy jednej pozycji i minetce. Słuchaj, ja to rozumiem, jest OK ale kurczę nie żeby ZAWSZE.

                    > 4. nic nie muis robic, czy po prostu sie nie rusza? czesto zmiana pozycji o
                    > centymentry - wystaczy, zeby nie bylo orgazmu
                    Nic nie musi robić. Że tak powiem energetycznie jest bardzo oszczędna. W zasadzie dobra żona na czasy kryzysu ;)

                    > 5. faktycznie, w pierwszej kolejnosci mysle o wlasnej przyjemnosci
                    Rozumiem, że u Ciebie jest jeszcze jakaś druga lub trzecia kolejność. No widzisz...

                    > 6. mozesz sie rozwiesc..tylko ty chcesz zjesc ciastko i miec ciastko... skor nie
                    > potrafisz zaakceptowac zony z tzw "dobrodziejstwem inwentarza" tzn, ze nie
                    > akceptujesz jej wcale, tylko lenistwo cie odwodzi od konkretnych ruchow
                    Przecież cały czas trąbię, że akceptuję. Tyle, że seksu bez podniecenia to nie będzie. A to już ona ma zaakceptować, prawda?

                    > twoja postawa mowi" umylem rece, zrobilem wszystko, potepcie ja razem ze mna'
                    > ... nie masz zadnych skojarzen?
                    Nie, ponieważ prawda jest taka, że każdy widzi to co chce zobaczyć. Również Ty - nie masz żadnych skojarzeń?

                    Kocham żonę, mamy fajne i ciekawe życie. W tej chwili jest po prostu dla mnie nieatrakcyjna seksualnie na co sama zapracowała przez te wszystkie lata. Nie widzę jak mam dalej sam walczyć o nasz seks więc z niego rezygnuję na rzecz kontynuacji związku. Dlaczego usilnie wpierasz mi jakąś kochankę? bo to pasowało by do schematu "wrednego faceta"?
                    • gardenersdog Re: samozadowolenie:)) 23.03.09, 23:54
                      >> Nie widzę jak mam dalej sam walczyć o nasz seks więc z niego rezygnuję na
                      rzecz kontynuacji związku.

                      sic!
                      • wielki_elektron Re: samozadowolenie:)) 24.03.09, 00:02
                        Szokuje Cię to czy bawi?
                      • misssaigon Re: samozadowolenie:)) 24.03.09, 08:30
                        powalajaca ta meska logika
                    • misssaigon Ehhhhh 24.03.09, 08:46
                      "Kocham żonę, mamy fajne i ciekawe życie. W tej chwili jest po prostu dla mnie
                      nieatrakcyjna seksualnie na co sama zapracowała przez te wszystkie lata. Nie
                      widzę jak mam dalej sam walczyć o nasz seks więc z niego rezygnuję na rzecz
                      kontynuacji związku. Dlaczego usilnie wpierasz mi jakąś kochankę? bo to pasowało
                      by do schematu "wrednego faceta"?"

                      Jesli kochasz zone to dlaczego odmawiasz jej seksu? Dla dobra zwiazku? Jakiego
                      dobra? Co z tego dobrego i dla kogo wyniknie?
                      Robisz to wylacznie dla siebie, bo juz zwyczajnie nie masz ochoty jej bzykac.
                      Rozwijasz wielki transparent pt "Walczylem, zrobilem juz wszystko, ale ona jest
                      niereformowalna"

                      I po co to? Zeby nie miec wyrzutow sumienia? Kazdy jest reformowalny, to kwestia
                      metody i odpowiedniej motywacji.

                      Specjalisci twierdza zgodnie - w obliczu problemow w zwiazku , mezczyzni
                      rozwiazania szukaja na zewnatrz, poza zwiazkiem...

                      Nie wpieram ci kochanki, sugeruje jedynie, ze twoja stanowcza deklaracja ma
                      sluzyc tylko usprawiedliwieniu nastepnych krokow. jakos nie chce mi sie wierzyc,
                      ze bedziesz grzecznie zyl w tzw "bialym malzenstwie"


                      Na koniec - bulwersuja mnie stwierdzenia "Kocham zone, ale nie bede sie z nia
                      kochac, bo mi to nie daje wystarczajacej satysfakcji"

                      Jaka to jest milosc? - na pewno milosc wlasna...

                      Kochasz zone a jednoczesnie ja odrzucasz, dyskredytujesz calkowicie jako kobiete
                      i kochanke?



                      Ehhhhh
                      • wielki_elektron Re: Ehhhhh 24.03.09, 10:48
                        misssaigon napisała:

                        > Jesli kochasz zone to dlaczego odmawiasz jej seksu? Dla dobra zwiazku? Jakiego
                        Bo mnie nie podnieca. Rozumiem, że Ty mogłabyś rozłożyć nogi, kupić lubryfikant i myśleć o pomalowaniu sufitu. Masz za małą wyobraźnię, że u facetów tak się NIE DA???

                        > dobra? Co z tego dobrego i dla kogo wyniknie?
                        > Robisz to wylacznie dla siebie, bo juz zwyczajnie nie masz ochoty jej bzykac.
                        Te kwestionowane przez Ciebie "dobro" to cała reszta naszego związku. Coś, co istnieje i ma się dobrze. I o to chcę walczyć.

                        > Rozwijasz wielki transparent pt "Walczylem, zrobilem juz wszystko, ale ona jest
                        > niereformowalna"
                        Masz jakieś niespełnione marzenia o występach estradowych czy co? Rzucasz jakimiś transparentami, hasłami, patosem - twoja sprawa ale mi tego z łaski swojej nie wmawiaj.

                        > I po co to? Zeby nie miec wyrzutow sumienia? Kazdy jest reformowalny, to kwesti
                        > a
                        > metody i odpowiedniej motywacji.
                        Każdy reformowalny? Nawet po tej dyskusji, widząc jak mówię A a dyskutant uparcie doszukuje się jakiegoś B jakoś w to nie wierze.
                        Poza tym, OK. I co z tego, najwyraźniej brakuje mi wiedzy i/lub praktyki żeby żonę zmotywować/wytresować (jak ktoś już to uroczo ujął). Skoro nie mogę tych cudownych metod zastosować to tak jakby ich nie było.

                        > Specjalisci twierdza zgodnie - w obliczu problemow w zwiazku , mezczyzni
                        > rozwiazania szukaja na zewnatrz, poza zwiazkiem...
                        Ale banał. Twoja wypowiedź nie stanie się mądrzejsza jak wpleciesz 'twierdzenia' anonimowych 'specjalistów'.
                        Jako 'amator' powiem Ci, że każdy człowiek jest potencjalnie inny.

                        > Nie wpieram ci kochanki, sugeruje jedynie, ze twoja stanowcza deklaracja ma
                        > sluzyc tylko usprawiedliwieniu nastepnych krokow. jakos nie chce mi sie wierzyc
                        > ,
                        > ze bedziesz grzecznie zyl w tzw "bialym malzenstwie"
                        Nie zajmuję się sprawami wiary innych ludzi. To w co wierzysz lub nie wierzysz to Twoje prywatne ograniczenia. Wypadałoby jednak nie robić z nich wykładni w dyskusji z najwyraźniej odmienną osobą.

                        > Na koniec - bulwersuja mnie stwierdzenia "Kocham zone, ale nie bede sie z nia
                        > kochac, bo mi to nie daje wystarczajacej satysfakcji"
                        >
                        > Jaka to jest milosc? - na pewno milosc wlasna...
                        Taaak. Myśląc tylko o własnej dupie godzę się na brak seksu i kontynuację małżeństwa zamiast pojść tą ciężką ścieżką i znaleźć sobie
                        a) kochankę na boku
                        b) inną "wybrankę serca"
                        Czysty egoizm nieprawdaż. Przepraszam ale tu juz po prostu pierdzielisz.

                        Przy okazji. Napisałaś te kilka postów, w moim odczuciu w tonacji "buchacha, ale frajer, NA PEWNO szuka tylko potwierdzenia co by bzyknąć na boku..." a jak wyraźnie to zdementowałem to radośnie stwierdziłaś, że "Ty w to nie wierzysz".

                        Skoro jesteś taka bystra i rezolutna to napisz mi w końcu CHOCIAŻ JEDNO merytoryczne zdanie, bo po porady tu przyszedłem. Potrafisz? czy tylko tak sobie jeździsz po tych "złych facetach".

                        > Kochasz zone a jednoczesnie ja odrzucasz, dyskredytujesz calkowicie jako kobiet
                        > e
                        > i kochanke?
                        Sama sie zdyskredytowała dawno temu. Mam jej zrobić pranie mózgu żebyś poczuła sie usatysfakcjonowana? Taka już jest, ani kobieca ani kochanka tym bardziej.
                        • misssaigon Re: Ehhhhh 24.03.09, 12:38
                          i po co te emocje?


                          Moim zdaniem - wykazujesz sie brakiem logiki i konsekwencji, albo
                          niezrozumieniem istoty malzenstwa...lub tzw seksu malzenskiego .

                          od cytatow i autorytetow specjalista jest nasz forumowy kolega Urquhart - lub
                          jakos podobnie teraz sie nazywa :D

                          moja rada - badz szczery i uczciwy przed soba i zona, i nie wpieraj nikomu, ze z
                          milosci dla niej i dla dobra zwiazku nie bedziesz sie z na bzykac :D
                          zejdz tez z piedestalu - moze i ona malo kobieca, moze tylko dla ciebie...a jak
                          meskim ty jestes mezczyzna? jakich to nabyles niezwyklych umiejetnosci w ars
                          amandi wspolpracujac z tak marnym materialem?
                          • wielki_elektron Re: Ehhhhh 24.03.09, 14:45
                            No dobrze, już schodzę z piedestału.

                            > i po co te emocje?
                            Aby życie bardziej smakowało ;)

                            Pozdrawiam.
            • victta Re: Ciekawy problem - help 23.03.09, 22:15
              Po przeczytaniu całego wątku nasuwa mi się pytanie co zrobiłeś konkretnie w
              kwestii rozbudzenia w niej kobiecości. I od razu uprzedzam, że odpowiedź typu
              mówiłem o swoich potrzebach, kupiłem poradniki, wibrator, pokazałem jej
              wszystkie pozycje, to nie zupełnie to o co mi chodzi. Chciałabym raczej wiedzieć
              jak Ty się jej prezentujesz jako mężczyzna, jak ją uwodzisz, jak z nią
              flirtujesz lub jak to robiłeś.Myślę ,że uczciwa odpowiedź na to pytanie może
              wiele wyjaśnić. Bo jak pewnie wiesz cały sexapil rodzi się w głowie i ma
              niewiele wspólnego z fiku miku w łóżku.
              Skoro oczekujesz od żony kobiecości, odpowiedz jakim jesteś mężczyzną.
              Pozdrawiam
              • wielki_elektron Re: Ciekawy problem - help 23.03.09, 22:44
                Jakim jestem mężczyzną ...trudne pytanie. No i jeszcze ma być uczciwie.

                Z pewnością zmieniałem się przez te wszystkie lata. Od romantycznego, słodkiego 'chłopaczka' poprzez 'fajnego gościa' (błee :) do 'odpowiedzialnego faceta' obecnie. Jak ją uwodziłem? kwiaty, karteczki, komplementy, zarażanie swoimi pasami, taniec :) naprawianie jej samochodu (dobra, żartowałem) czy szalone wakacyjne eskapady.
                Flirt też był ale ciężko "grać w szachy" z osobą, która nie zna reguł. Korzystając z samozadowolenia, które mi wytknęła Missajgon powiem, że nie mam problemów z flirtowaniem z innymi kobietami z mojego otoczenia :)

                Przedstawiasz czy też uzależniasz jej "kobiecość" głównie od moich działań. Niby dlaczego? znów mam wrażenie, że mam dźwigać jakiś głaz żeby żonuś "poczuła się lepiej". Ile można.
                • gardenersdog Re: Ciekawy problem - help 23.03.09, 22:55
                  >> Korzystając z samozadowolenia, które mi wytknęła Missajgon powiem, że nie mam
                  problemów> z flirtowaniem z innymi kobietami z mojego otoczenia :)

                  Ojej! Doprawdy??
                  Zapytaj siebie, po co ten post? Chcesz udowodnić sobie i 'wirtualnemu
                  otoczeniu', że na tej szachownicy już manewru nie ma i pora skoczyć na inną?
                  Wiesz, taka racjonalizacja:)
                  • wielki_elektron Re: Ciekawy problem - help 23.03.09, 23:51
                    Post chyba był po to żebym poczuł się lepiej :)

                    Co do kochanki, czy Ty lub ktokolwiek inny możesz mi na coś 'pozwolić' lub 'zabronić'? Jeśli nie to takie rozważania raczej są bezsensowne.
        • poitevin Re: Ciekawy problem - help 23.03.09, 21:49
          > Po prostu jak już zacząłem o
          > tym wszystkim "gadać" to i humor mi się popsuł.

          No dobra, może rzeczywiście trochę tu za bardzo czarnowidztwem
          zawiało.

          Ciekawi mnie jedno, czy małżonka obraziłaby się w sytuacji, kiedy na
          jej zapytanie "czy będzie seks" ty zaległbyś bez ruchu, acz w pełnej
          gotowości w łóżu i powiedział "zapraszam"?
          Wiesz, dajesz wtedy do zrozumienia, że masz na nią ochotę, ale
          niejako zmuszasz do przejęcia inicjatywy. Przecież wtedy ci nie
          zarzuci, że nie chciałeś, a może zacznie działać i jeszcze jej się
          spodoba;)
          • wielki_elektron Re: Ciekawy problem - help 23.03.09, 23:52
            Konkretna rada :) Ok, zobaczymy co z tego będzie. Dam znać.
            • misyjka Re: Ciekawy problem - help 24.03.09, 08:03
              No nie wiem , czy to się uda. Jeśli tyle lat była bierna, to
              wątpię , żeby nagle zechciała spróbować.Myślę , że pomogłboby jakbyś
              zaskoczyl ją jakimś prezencikiem typu seksowa bilelizna,czy coś w
              tym stylu ...może to ją rozgrzeje? W końcu musi przymierzyć ,
              zaprezentować się i :)) ?
              • poitevin Re: Ciekawy problem - help 24.03.09, 08:54
                > Myślę , że pomogłboby jakbyś
                > zaskoczyl ją jakimś prezencikiem typu seksowa bilelizna,czy coś w
                > tym stylu

                Ty myślisz, że jak lasce się tyłkiem nie chce ruszyć w trakcie
                seksu, to się będzie "prezentować" przed facetem w gorseciku i
                pończoszkach?
                Jak chce się bzykać to musi zadziałać sama - taki odruch psa Pawłowa
                trzeba u niej wyrobić.

                • twardycukierek Re: Ciekawy problem - help 24.03.09, 09:24
                  Poitevin, jej się nie chce bo już ma to, co chce. To i po co się wysilać?
                  • poitevin Re: Ciekawy problem - help 24.03.09, 09:32
                    Kiedyś miała, bo teraz mąż jej szlaban założył;D
                    • twardycukierek Re: Ciekawy problem - help 24.03.09, 09:37
                      No, to może w końcu, jak mawia Loppe, kobieta 'ruszy głową' ;))

                      • wielki_elektron Re: Ciekawy problem - help 24.03.09, 10:54
                        Zobaczymy. Na pewno nic na "łapu capu", z drugiej strony 2 miesiące to nie dopiero co wczoraj...
                • misyjka Re: Ciekawy problem - help 24.03.09, 10:06
                  poitevin napisała:



                  > Ty myślisz, że jak lasce się tyłkiem nie chce ruszyć w trakcie
                  > seksu, to się będzie "prezentować" przed facetem w gorseciku i
                  > pończoszkach?
                  > Jak chce się bzykać to musi zadziałać sama - taki odruch psa
                  Pawłowa
                  > trzeba u niej wyrobić.


                  Byc może, ale nie to maiłam na myśli. Chodziło mi raczej o to,żeby
                  dać jej do myślenia, że może ten mąż jest już nieco znudzony, może
                  rozczarowany... Jeśli szuka w seksie czegoś nowego musi to zrobić
                  jakoś dyplomatycznie. Takie jest moje zdanie, przypuszczam, że jeśli
                  mąż powiedziałby mi prosto z mostu , że jestem nudna i nijaka, to
                  całkiem odebrałoby mi ochotę na zbliżenie, natomiast jeśli by czymś
                  mnie zaskoczył , to i ja czułabym się zobowiązana do wykrzesania z
                  siebie czegoś więcej ... tak to widzę .
                  • wielki_elektron Re: Ciekawy problem - help 24.03.09, 10:58
                    misyjka napisała:

                    Już o tym wszystkim pisałem :)
                    Przez wiele lat było właśnie delikatnie, z wyczuciem, z pomocną dłonią, zaskakująco i inne takie pierdoły. Dopiero ostatnio było prosto z mostu.

                    > mąż powiedziałby mi prosto z mostu , że jestem nudna i nijaka, to
                    > całkiem odebrałoby mi ochotę na zbliżenie, natomiast jeśli by czymś
                    Jeśli nie zauważyłaś mojego podstawowego pytania - właśnie o to chodzi :)))
                    Niestety, nie zadziałało.

                    > mnie zaskoczył , to i ja czułabym się zobowiązana do wykrzesania z
                    > siebie czegoś więcej ... tak to widzę .
                    No popatrz, a żonuś jakoś nigdy nie czuła się "zobowiązana".
                    • misyjka Re: Ciekawy problem - help 24.03.09, 11:29
                      A czy była kiedykolwiek o ciebie zazdrosna ? Może powinna poczuć ,
                      że życie się zmienia i nic nie trwa wiecznie .
              • wielki_elektron Re: Ciekawy problem - help 24.03.09, 10:52
                :))) Dzięki za radzę, niestety od dawna przerabianą z widomym skutkiem.
          • zamyslonaona Re: Ciekawy problem - help 24.03.09, 17:01
            Tak to jest jak ludzie są dla siebie tymi pierwszymi, nie wiadomo
            czego oczekiwac i przychodzą do głowy myśli jakby to było z kims
            innym,i może ta inna byłaby bardziej kobieca. Tylko co oznacza ta
            kobiecosc ? Wlasnie wydaje mi sie że bardziej aktywne podczas
            zbliżen są kobiety , które mają znaczną ilosc pierwiasta męskiego,
            bo te typowo kobiece to wstydliwe i niewinne czyli bierne...wydaje
            mi się że twoja żona też zastanawia się jak byłoby jej z kims innym
            i może nawet miewa podobne myśli do Ciebie że nie jestes
            wystarczająco męski...zawsze są jakies wątpliwosci jak nie ma
            zadnych porownan z innymi partnerami no chyba że to miłosc idealna...
            • gardenersdog Re: Ciekawy problem - help 24.03.09, 18:14
              "Wlasnie wydaje mi sie że bardziej aktywne podczas
              zbliżen są kobiety , które mają znaczną ilosc pierwiasta męskiego,
              bo te typowo kobiece to wstydliwe i niewinne czyli bierne..."

              Mówisz chyba o pensjonarskości, a nie o kobiecości, co za bzdury!
    • misyjka Re: Ciekawy problem - help 23.03.09, 21:49
      Przepraszam , nie czytałam co inni piszą , napiszę tylko cos od
      siebie. Po przeczytaniu tej historii zaczęłam mieć trochę wyrzuty
      sumienia... Dlaczego ? Bo tak sobie myślę , że ostatnio ja jestem
      właśnie taka jak twoja żona.Piszę ostatnio, bo wcześniej byłam dużo
      bardziej aktywna. I tak ci powiem całkiem szczerze, jest mi dobrze z
      tym miom lenistwem w łóżku.Fakt ,że nie pomyślałam jak on to
      odbiera...Cóż może tak , za dobrze mi jest , czuję , że nie muszę
      się starać i tak mnie pragnie . No może nie tak często jak dawniej,
      ale mi to wystarcza.Co do wszej sytacji, to moim zdaniem powiedzenie
      wprost i ostro może ją zranić , a chyba o to ci nie chodzi. Ja
      widzałabym to inaczej. Coś na zasadzie znalezienia dla siebie więcej
      czasu, może jakiś wypad za miasto na weekend, nic nie piszesz, czy
      dużo czasu zajmuje wam praca, macie dzieci ? Jak np. ma 3 , więc
      prawda jest taka ,że jak już mam odrobinę czasu dla siebie , czy
      choćby na seks, to jestem tak bardzo zmęczona, że padam i oczekuję
      właśnie,że on zrobi wszystko co trzeba, a ja się tylko porozkoszuję
      troszkę :))
      • wielki_elektron Re: Ciekawy problem - help 23.03.09, 22:23
        Nie mamy dzieci i sporo czasu dla siebie. To, że żonka jest leniwa w łóżku to jedna sprawa i tak naprawdę wcale nie krytyczna.
        Przede wszystkim nie jest "kobieca" poza seksem i to głównie powoduje, że na sam seks nie mam ochoty. Chyba możesz spać spokojnie :)
        • gardenersdog Re: Ciekawy problem - help 23.03.09, 22:29
          Już chyba gubisz się w zeznaniach... Piszesz, że myślisz o niej ciepło, że jest
          inteligentną, fajną osobą, a tu nagle, że 'poza seksem' nie jest kobieca lol! To
          babochłop jakiś?

          P.S. A może nowa metoda na trolling to otwarta deklaracja na wstępie, że nie
          jest się trollem? ;)
          • gardenersdog Re: Ciekawy problem - help 23.03.09, 22:30
            Poza seksem niekobieca, a w seksie bierna.
            Zahukana ta twoja żonka, może wcale nie takie lekkie to DDA.
            • wielki_elektron Re: Ciekawy problem - help 23.03.09, 22:57
              Przeczytaj proszę mój pierwszy post, tam jest wszystko. Myślę o niej ciepło jako o człowieku, jako o życiowej partnerce, jako o towarzyszu wspólnych radości i trosk. Naprawdę potrafię wyłaczyć aspekt seksualny, nie miałem innego wyboru. Inaczej nie było by żadnych "nas" po tylu latach. W tej dyskusji siłą rzeczy go nie "wyłączam" :)

              O DDA nic nie wiem poza wikipedią więc diagnostyk ze mnie żaden.
              • glamourous Hmmm..... 24.03.09, 11:34
                wielki_elektron napisał:

                > Przeczytaj proszę mój pierwszy post, tam jest wszystko. Myślę o
                niej ciepło jak
                > o o człowieku, jako o życiowej partnerce, jako o towarzyszu
                wspólnych radości i
                > trosk. Naprawdę potrafię wyłaczyć aspekt seksualny, nie miałem
                innego wyboru.


                No wlasnie, przeciez to nie zaden paradoks. Mozna myslec cieplo o
                czlowieku na codzien, ale ziewac z nudow na mysl o seksie z nim -
                przeciez to sie nawzajem nie wyklucza.
                Ja akurat to doskonale rozumiem - mam w sumie podobny problem, tylko
                w druga strone. To maz jest kompletnie odseksualniony poza lozkiem,
                nie sposob z nim poflirtowac, pobawic sie w uwodzenie czy zbudowac
                erotyczny klimat ktorego ja potrzebuje - coz, taki typ. Ale nie
                przeszkadza mi to w mysleniu o nim jako o cudownym partnerze, bo
                takim w istocie jest - i w aspekcie calego zycia fakt, ze maz nie
                chce mnie przeleciec w windzie to w zasadzie nic nie znaczacy
                detal.

                > nie miałem innego wyboru.

                Wybor to akurat miales. Nie macie dzieci, wiec mozna bylo (nadal
                mozna!) odejsc. Ale Ty swiadomie wybierasz zycie z ta wlasnie
                kobieta pomimo niespelnionych w malzenskim seksie Twoich oczekiwan.

                Poniewaz sama borykam sie z podobnym problemem, mialabym ewentualnie
                dla Ciebie, Wielki Elektronie, rade. Zamiast nakrecac sie w myslach
                jaka to zona aseksualna i beznadziejna (podminowujesz sie negatywnie
                i nic dziwnego ze w rezultacie tracisz do niej caly speed) moze
                sprobuj nakrecic sie pozytywnie. Moj maz na przyklad nie robi
                doslownie NIC zeby podgrzac miedzy nami atmosfere na codzien (nie
                pomogla zadna z licznych rozmow) tudziez blokuje moje proby
                dosypania odrobiny "pieprzu" w zwiazku. Ale ja np. nie przestaje
                myslec o nim jaki to on piekny, jakie ma seksowne cialo, jak
                zmyslowo wyglada kiedy jest podniecony, jaki ma podniecajacy wyraz
                twarzy w czasie orgazmu itp, itd. Nakrecam sie pozytywnie - i to
                sprawia, ze pomimo jego braku wspolpracy SAMA nakrecam sie na seks.
                Moze sprobuj takiej autopsychologicznej pracy u podstaw, kto wie,
                moze ochota na niezbyt nawet wyrafinowane wspolzycie z zona wroci. W
                koncu nawet niezbyt wyszukany seks to w koncu tez jest calkiem
                przyjemny seks. Kwestia odpowiedniego nastawienia w glowie.
      • efi-efi Re: Ciekawy problem - help 23.03.09, 22:43
        Miałeś 19 lat jak się związałeś ze swoją żoną. Piszesz, że byliście dla siebie
        pierwszymi partnerami.

        Problemem nie jest brak kokieterii czy umiejętności flirtowania Twojej żony
        tylko fakt, że nacieszyłeś się nią i Ci się znudziła. W łóżku.
        Być może w Twoim otoczeniu znajduje się jakiś powabny obiekt, który rozpala
        Twoje zmysły, koleżanka z pracy, albo sąsiadka myjąca okna w zwiewnych sukienkach.

        Ludzie chyba powinni popróbować sobie tego chlebka z różnych pieców zanim osiądą
        gdzieś na stałe.
        Wyjątkiem jest kiedy pierwsza miłość okazuje się tą na całe życie.

        • wielki_elektron Re: Ciekawy problem - help 23.03.09, 23:17
          efi-efi napisała:

          > Problemem nie jest brak kokieterii czy umiejętności flirtowania Twojej żony
          > tylko fakt, że nacieszyłeś się nią i Ci się znudziła. W łóżku.
          Wiesz, przyszło mi to do głowy więc zacząłem się dyskretnie przyglądać i podpytywać naszych dobrych znajomych. I jeśli już rozmawiamy o faktach: żona nigdy ze mną nie flirtowała, jej próby wyglądały dziecinnie i żałośnie. Nie umie ubrać się 'sexy' ani prowokacyjnie zachować. Nie umie zwrócić na siebie uwagi mężczyzn (o co był nawet zakład na jednym z wyjazdów z jej kumpelkami). Z tego co ustaliłem od jej "szkolnych" znajomych, nigdy nie umiała.

          > Być może w Twoim otoczeniu znajduje się jakiś powabny obiekt, który rozpala
          > Twoje zmysły, koleżanka z pracy, albo sąsiadka myjąca okna w zwiewnych sukienka
          > ch.
          Takie znajome zawsze były w moim otoczeniu. I co? i nic.

          > Ludzie chyba powinni popróbować sobie tego chlebka z różnych pieców zanim osiąd
          > ą
          > gdzieś na stałe.
          > Wyjątkiem jest kiedy pierwsza miłość okazuje się tą na całe życie.
          Nic tu dodawać :)
    • juzia214 Re: Ciekawy problem - help 23.03.09, 22:51

      wielki_elektron:
      >>Nie gniewam się, Rycerz bardziej mi się podoba :) Po prostu jak już zacząłem o
      tym wszystkim "gadać" to i humor mi się popsuł.

      Może i masz rację. Za dużo było inicjatywy, działania z mojej strony. Tylko co
      teraz, dobre pomysły już mi się skończyły. Z drugiej strony bierność z mojej
      strony (i tym samym danie jej pola do rozwiązania tego problemu) jak na razie
      generuje tylko agresję.<<


      to że popsul ci się humor, bo rozmawiasz o czymś co cie boli to raczej normalna
      reakcja.
      a skoro piszesz ,ze twoja żona jest dziecinna to i reaguje jak rozpuszczony
      dzieciak.
      na pewno nie powinienes jej ustepowac dla świętego spokoju,bo ten sposob
      manipulowania toba moze jej sie spodobac.
      sprobuj ją traktowac jak osobę dorosła ,ktorą przeciez jest,chocby nie wiem jak
      bardzo chciała temu zaprzeczyć.
      dobrze by było gdybys na spokojnie przemyślal jakich konkretnych zachowań
      swojej zony nie jesteś w stanie dłuzej tolerować, a jakie mozesz zaakceptować.
      nastepnie trzeba by jej to powiedzieć ale spokojnie,zeby nie poczula sie napadnieta.
      mogłbys też powiedziec ,ze nie oczekujesz od niej ,ze zmieni się w ciagu pięciu
      minut,że mozecie nad tym popracowac razem,ale że definitywny koniec z ukladem
      :ona ciągle oczekująca ,ty spełniajacy oczekiwania.
      ale do tego potrzeba przede wszystkim konsekwencji a ponadto cierpliwości.
      no i zmienić musicie sie oboje.
      mysle ,ze trochę pracy przed wami ale szansę na sukces macie sporą.

      • wielki_elektron Re: Ciekawy problem - help 23.03.09, 23:58
        Ok, przemyślę to. Paradoksalnie łatwiej czegoś "zakazać", powiedzieć: to i to mi sie nie podoba. O wiele gorzej "Kochanie, czy mogłabyś spoglądać na mnie bardziej zalotnie" jeżeli "Kochanie" nie ma pojęcia o zalotnych spojrzeniach :)
        • juzia214 Re: Ciekawy problem - help 24.03.09, 01:01
          no coż ,znasz swoje kochanie,wiesz czego mozesz sie po niej spodziewać,a czego nie.
          musisz sobie odpowiedziec na pytanie ,czy gdy ona zmieni swoje
          nastawienie-przestanie byc jedynie oczekujaca a zacznie być rowniez aktywna-ty
          bedziesz umiał zaakceptować jej brak seksapilu.
          zycie to nie bajka, kaczatko nie zmieni się w labędzia ale kaczkuszki też są
          sympatyczne.
          zastanawiam sie obecnie czy to nie jest troche tak,ze dojrzałes ,rozejrzaleś sie
          po świecie zauważyłes istnienie łabedzi i zapragnąłes żeby twoja kaczuszka była
          choć trochę łabędzicą.
          a pamiętasz czemu to ją wybrałeś zeby dzieliła z tobą zycie?
          pamiętasz co cię tak bardzo do niej przyciągało?
          pamiętasz w którym dokladnie momencie zaczeło się psuć?
          jesli ta twoja kaczuszka chce dalej z tobą być,nie ma wyboru.
          musi zaakceptowac to straszne,przerazające slowo:ZMIANY.
          i wcale sie nie wygłupiam ,sporo ludzi ma z tym problem.
          dlatego wolą trwać nawet w bylejakości byle tylko nic nie zmieniać.
          • wielki_elektron Re: Ciekawy problem - help 24.03.09, 11:10
            Taka dyskusja miała by sens, gdybyś prowadziła ją z moją żoną :)

            > zastanawiam sie obecnie czy to nie jest troche tak,ze dojrzałes ,rozejrzaleś si
            > e
            > po świecie zauważyłes istnienie łabedzi i zapragnąłes żeby twoja kaczuszka była
            > choć trochę łabędzicą.
            O istnieniu "innych łabędzic" to ja zawsze wiedziałem ale masz rację. Pewnie z biegiem czasu coraz bardziej działała zasada kontrastu.

            > a pamiętasz czemu to ją wybrałeś zeby dzieliła z tobą zycie?
            > pamiętasz co cię tak bardzo do niej przyciągało?
            Oczywiście! i dlatego właśnie cały czas, mimo braku (w ogóle czy też satysfakcjonującego jak do tej pory) seksu chcę z nią być.

            > pamiętasz w którym dokladnie momencie zaczeło się psuć?
            Nic się nie 'popsuło'. Po prostu od pewnego momentu już nie jestem w stanie jej bzykać. Coś jakby wrażenia seksualne jakie od niej odbierałem spadły poniżej poziomu minimum i klapa.

            > jesli ta twoja kaczuszka chce dalej z tobą być,nie ma wyboru.
            > musi zaakceptowac to straszne,przerazające slowo:ZMIANY.
            No tak, tylko znowu - to jest skierowane raczej do niej :)

            Jedyną zmianą jakiej bym chciał to ta z mojego pierwszego postu. Niestety, widzę coraz wyraźniej, że tak "po prostu" to się chyba nie da.
    • 4wilk Re: Ciekawy problem - help 24.03.09, 02:46
      Twoje słowa:

      "Wszelkie próby jej ‘zadziałania’ na tym polu wyglądają jak jakaś dziecinada w
      dosłownym znaczeniu, jakbym rozmawiał z dziesięciolatką"

      tak ją widzisz? okazujesz jej że tak ją widzisz? sądzisz, że to jest zachęcające
      do dalszych prób?


      "Z roku na rok coraz mniej chciało mi się starać w łóżku."

      coraz mniej robisz a oczekujesz wciąż tyle samo a może i więcejj? typowe

      "nie chcę się z nią rozwodzić, jest naprawdę fajną, inteligentną osobą, o której
      codzinnie ciepło myślę."

      łaskawca...
      ciepło myśli
      jak ja o nauczycielu z podstawówki, tez fajny, inteligentny, dużo mnie nauczył
      myśl o niej jak o samicy
      patrz na nią jak na samicę
      rozmawiaj jak z samicą
      co ja mówię, samicą.. Waderą

      przechodząc przelotnie jej dotykaj
      aż wreszcie na sam widok iż zaczynasz się do niej zbliżać będzie się jej robiło
      mokro

      obudź w niej Waderę albo spadaj na tirówki

      • wielki_elektron Re: Ciekawy problem - help 24.03.09, 11:21
        4wilk napisał:

        > tak ją widzisz?
        Nie tylko ja. Proponuję czytać mniej selektywnie.

        > okazujesz jej że tak ją widzisz? sądzisz, że to jest zachęcając
        > e
        > do dalszych prób?
        Motywacja pozytywna, cierpliwość i wyrozumiałość nie są mi obce. Ale tak ja i z pewnością u Ciebie - do czasu.

        > "Z roku na rok coraz mniej chciało mi się starać w łóżku."
        > coraz mniej robisz a oczekujesz wciąż tyle samo a może i więcejj? typowe
        Typowe to jest myślenie, że nic z siebie nie dając będziemy otrzymywać coraz więcej. "Komuno wróć" w wydaniu neofeministek.

        > "nie chcę się z nią rozwodzić, jest naprawdę fajną, inteligentną osobą, o które
        > j
        > codzinnie ciepło myślę."

        > łaskawca...
        > ciepło myśli
        > jak ja o nauczycielu z podstawówki, tez fajny, inteligentny, dużo mnie nauczył
        > myśl o niej jak o samicy
        > patrz na nią jak na samicę
        > rozmawiaj jak z samicą
        > co ja mówię, samicą.. Waderą
        KURWA, ile można tłumaczyć. Takie rzeczy to ja przerabiałem przez wiele lat. Mokra to ona rzeczywiście była I CO Z TEGO?
        Cała jej "kobiecość" to rzucenie hasła "będzie dzisiaj seks"?

        > obudź w niej Waderę albo spadaj na tirówki
        Tirówek się zachciewa. O krynico mądrości, wytłumacz mi dlaczego:
        - to niby ja mam w 27 letniej osobie budzić "kobietę"? Jest jakaś ubezwłasnowolniona czy co?
        - jak to zrobić skoro ona nie jest tym zainteresowana
        - proszę jakieś praktyczne rady. Bez górnolotnego pierdzielenia. albo spadaj na tirówki.
        • juzia214 Re: Ciekawy problem - help 24.03.09, 12:16
          wielki_elektronie
          nie krzycz tak glosno i jesli łaska nie używaj slow powszechnie uznanych za
          obrazliwe ,bacząc ,ze na wlasne zyczenie poddałes swoja sytuację zyciowa ocenie
          przypadkowych ludzi.
          to raz.
          dwa :skoro to ty szukasz rozwiazania problemu to wszelkie rady sa kierowane do
          ciebie.jesli taka twa wola to przekażesz swojej ukochanej o czym tu
          debatujemy,badz nie przekażesz.
          nikt tu ci nie zagwarantuje cudu.
          sprobuj spojrzec na sytuację z jej punktu widzenia,wczuć się w jej polozenie.
          przez osiem lat(jakos tak prawda?)miala obok siebie wspanialego Rycerza,obrońcę
          ,opiekuna,kochanka ktory spełniał jej zachcianki.
          i nagle Rycerz zmienia się w potwora.nie dośc ,ze nie chce spelnic kaprysow to
          nagle wymaga czegoś o czym ona nie ma pojęcia!
          strach,szok i przerażenie!
          a jesli jeszcze wymaga zmian tylko w łóżku a w zyciu dalej jest opiekuńczy i
          rycerski to szok totalny.
          czego on tak własciwie chce????
          rozumiesz?
          poza tym nikt ci nie da gotowej recepty.sami musicie opracować plan naprawy
          waszego seksu-idealny DLA WAS.oczywiście oboje.
          sam nic z tym nie zrobisz.musisz znależć sposob ,zeby twoja ukochana zaczela
          wspolpracowac.znasz ją ,wiesz co na nią dziala motywująco.
          probuj.dość dobrze dziala metoda szokowa-juz zastosowałes ;) oraz metoda małych
          kroczkow.
          moze najpierw poproś ,żeby jesli ma ochote na seks SPROBOWALA cie do tego zachęcić?
          i nie obrazaj się jesli będzie to robila niezbyt dobrze-dla niej to nowość ,musi
          sie dopiero nauczyć.
          • wielki_elektron Re: Ciekawy problem - help 24.03.09, 13:02
            juzia214 napisała:

            > wielki_elektronie
            > nie krzycz tak glosno i jesli łaska nie używaj slow powszechnie uznanych za
            Masz rację, niepotrzebnie się uniosłem.

            > i nagle Rycerz zmienia się w potwora.nie dośc ,ze nie chce spelnic kaprysow to
            Rozumiem, że w potwora ale nie "nagle". Nagle to ją odstawiłem od seksu po wielu latach "pracy" nad nią. W "szoku" to jest co najwyżej dlatego, że trzeba 'coś' zrobić :)

            > nagle wymaga czegoś o czym ona nie ma pojęcia!
            > strach,szok i przerażenie!
            > a jesli jeszcze wymaga zmian tylko w łóżku a w zyciu dalej jest opiekuńczy i
            > rycerski to szok totalny.
            > czego on tak własciwie chce????
            > rozumiesz?
            Faktycznie, zaczynam rozumieć.

            > moze najpierw poproś ,żeby jesli ma ochote na seks SPROBOWALA cie do tego zach
            > ęcić?
            > i nie obrazaj się jesli będzie to robila niezbyt dobrze-dla niej to nowość ,mus
            > i
            > sie dopiero nauczyć.
            Zobaczymy. Generalnie to wszystko już było. Pewnie sam źle do tego podchodziłem. Jeśli uda mi się zebrać chęci :) spróbujemy raz jeszcze.

            Tak czy siak, dziękuję.
        • aandzia43 Re: Ciekawy problem - help 24.03.09, 13:09
          Wielki Elektronie, nie obce są mi twoje rozterki. Świetnie rozumiem
          twoje wk..wienie i opad rąk (i nie tylko;-) po latach działań i
          zabiegów. Wiem, że się starałeś i wierzę, ze zrobiłeś bardzo dużo
          (choc pewnie nie wszystko, wiadomo). Mnie też w pewnym momencie
          opadły ręce, wygasła chuć i zobojętniałam na wdzięki małża. Ale
          wk..ienie pozostało i coraz bardziej narastało. Tak narastało, że
          prawie się rozwiedliśmy.

          Finał tych dramatycznych przepychanek był taki, że mój niegdyś
          niedorozwinięty erotycznie mąż (psycholog [facet] ujął to
          dyplomatycznie: "jako mężczyzna zatrzymał się w swym rozwoju na
          poziomie nastolatka") rozwinął się znacznie będąc już panem
          niemłodym. Jak to zrobił? Nie wiem i nie zameirzam się dopytywać. To
          jego prywatna, facetowska sprawa i tak ma pozostać. Wiem tylko, że w
          sytuacji zagrożenia uruchomił jakiś ukryty potencjał i przeskoczył
          sam siebie. Pewnie, że mu w tym pomogłam. Ale moja pomoc zaczęła
          miec sens dopiero wtedy, gdy on sam, z własnej inicjatywy zaczął
          konsekwentnie wykonywać zupełnie nowe w swoim życiu ruchy (nie, nie
          te ruchy;-) A wykonywać je zaczął dopiero wtedy, gdy poczuł, że jest
          POZAMIATANE. Naprawdę, bez żadnej ściemy i teatru, i nieodwołalnie.
          Dlaczego spiął się w sobie, przełamał liczne tabu i lęki i zaczął
          podchody do kobiety, która go odrzuciła i zraniła (z jego pozycji
          tak to wyglądało)? Parę powodów by się znalazło, ale ten, który nas
          intersuje to pożądanie skierowane do tej konkretnej kobiety. Twoja
          żona najprawdopodobniej pożąda cię, więc masz atut w ręku.
          Tylko jest pytanie: czy będziesz kiedyś tak sfrustrowany jedną sferą
          życia, że odrzucisz w tej frustracji całą resztę? Ja odrzuciłam, bo
          poza erotyką w małżeństwie parę rzeczy też nie grało.

          Nie sugeruję żadnych rozwiązań, tym bardziej drastycznych. Ale wiem,
          ze ludzie są w stanie zmienić się bardzo. Sa w stanie przeskoczyć
          samych siebie. Mają ogromne potencjały. Ale uruchamiają je tylko
          wtedy, gdy muszą. Gdy są przycisnieci do muru. Przyciskać?
          Ryzykować?
          • wielki_elektron Re: Ciekawy problem - help 24.03.09, 13:32
            aandzia43 napisała:

            > Nie sugeruję żadnych rozwiązań, tym bardziej drastycznych. Ale wiem,
            > ze ludzie są w stanie zmienić się bardzo. Sa w stanie przeskoczyć
            > samych siebie. Mają ogromne potencjały. Ale uruchamiają je tylko
            > wtedy, gdy muszą. Gdy są przycisnieci do muru. Przyciskać?
            > Ryzykować?
            To ... kurczę, bardzo "prawdziwe". Rzeczywiście najpierw muszę dojść sam ze sobą do zgody czego na dłuższą metę chce i do czego mogę się posunąć. Piszesz, że zaryzykowałaś "całą resztę" i postawiłaś związek na jedną kartę. Jesteś bardzo odważna. No i wygrałaś :)

            Mam więc jeszcze jeden "mocny" punkt widzenia do przemyśleń.
        • poitevin Re: Ciekawy problem - help 24.03.09, 13:15
          > - to niby ja mam w 27 letniej osobie budzić "kobietę"? Jest jakaś
          ubezwłasnowol
          > niona czy co?

          W pewnym sensie jest, niestety. 27 letnia kobieta, uprawiająca seks
          z tylko jednym partnerem jest na początku drogi. Wydaje mi się, że
          rozwój seksualny z pierwszym mężczyzną może być trudny, tym
          bardziej, że dotychczas nie zgłaszałeś zastrzeżeń. Z jej punktu
          widzenia nic się nie zmieniło, wasz seks jest taki jak do tej pory,
          a ty nagle ni z gruchy, ni z pietruchy zaczynasz marudzić (mówię
          cały czas o tym, jak prawdopodobnie widzi to twoja kobieta).
          Dziewczyna się musiała trochę pogubić, zwłaszcza, że nie ma żadnego
          punktu odniesienia w postaci wcześniejszych doświadczeń. Siłą rzeczy
          jesteś dla niej łóżkowym guru. Ty jej poniekąd wdrukowałeś taki
          sposób reakcji i bierność w działaniu. Nie rzucam oczywiście
          oskarżen, ale próbuję dociec przyczyn jej zachowań, może kiedy je
          poznasz uda ci się ją "przeprogramować". Bez twojej pomocy
          dziewczyna nie ma szans na zmiany. Ona się może co najwyżej edukować
          teoretycznie;)
          A druga rzecz: odnoszę wrażenie, że żona jest bardzo niepewna siebie
          i być może stąd brak kokieterii. Po prostu boi się śmieszności, sam
          twierdzisz, że jej próby uwodzenia są dziecinne. Twoja postawa na
          pewno jej nie pomoże.
          Czy w życiu codziennym jest przebojowa?
          Czy potrafi skupić na sobie uwagę innych ludzi w relacjach
          nieerotycznych?
          Czy lubi się oglądać na zdjęciach i w lustrze?

          I wbrew temu co mówisz, ta sytuacja ma ogromny wpływ na wasze
          relacje. Jeżeli czegoś WSPÓLNIE nie zrobicie, to wasz zwiazek się po
          prostu rozsypie. Albo zestarzejecie się wegetując obok siebie i
          winiąc się wzajemnie o zmarnowane życie.

          PS. Niech zacznie ćwiczyć taniec brzucha, to dodaje lekkości ruchom,
          chód staje się bardziej wdzięczny. Nie wiem czy pomoże, ale na pewno
          nie zaszkodzi:)
          • gardenersdog Re: Ciekawy problem - help 24.03.09, 14:12
            >> Siłą rzeczy
            > jesteś dla niej łóżkowym guru. Ty jej poniekąd wdrukowałeś taki
            > sposób reakcji i bierność w działaniu.

            Nie, no bez przesady, dlaczego on miał jej cokolwiek "wdrukowywać"? Kobieta to
            tabula rasa, a facet na wejściu zna cały alfabet? Patriarchalne uproszczenie:)
            Zastanawia mnie to, co napisałeś o radykalnym rozdziale na seks i wspólne życie,
            czyli wszystko co pozaseksualne, bo to był warunek żebyście w ogóle zaistnieli
            jako para (przez jej totalną nieumiejetność flirtu). Błędem było, że oddałeś
            władzę na samym początku, kompensując to sobie złośliwościami i rejestrowaniem
            jej nieudolności. Przez 8 lat seks był na jej warunkach, wymuszony tylko
            kontekstem ("leżymy razem w łóżku, więc powinien być seks"), a teraz ty
            potrzebujesz silniejszego bodźca. Tak naprawdę chciałbyś flirtu, droczenia się,
            uwodzenia, czyli fuzji tych dwóch, dotychczas rozdzielonych sfer. Ponieważ już
            "zaakceptowałeś", że Twoja żona jest na tym polu upośledzona, konsekwetnie
            przeprowadzasz rewolucję odmawiając seksu na jej warunkach.
            A ona pozostawała "upośledzona", bo nie dając nic, miała seks. Niełatwo jest
            oddać władzę, którą dzierżyło się przez 8 lat.
            Może i niegłupia jest Twoja strategia, miej tylko na uwadze, że ryzykujesz cały
            związek.
            • poitevin Re: Ciekawy problem - help 24.03.09, 14:41
              > Nie, no bez przesady, dlaczego on miał jej
              cokolwiek "wdrukowywać"? Kobieta to
              > tabula rasa, a facet na wejściu zna cały alfabet? Patriarchalne
              uproszczenie:)

              Kurcze faktycznie do doopy to zabrzmiało;P
              Chodzi mi o to, że oboje uczyli się na sobie i wzajemnych reakcjach.
              Jeżeli ona miała od początku wszystko podane na tacy i nie musiała
              się wysilać - przyjęła to za normę. Przyjemne normy trudno zmienić.
              On też uczył się na niej;) i z nią, ale widać ma szersze horyzonty i
              zobaczył czego mu brakuje.
          • wielki_elektron Re: Ciekawy problem - help 24.03.09, 14:14
            poitevin napisała:

            > bardziej, że dotychczas nie zgłaszałeś zastrzeżeń. Z jej punktu
            Od dawna miałem zastrzeżenia. Inaczej nie byłby tych wszystkich prób zmian.

            > widzenia nic się nie zmieniło, wasz seks jest taki jak do tej pory,
            > a ty nagle ni z gruchy, ni z pietruchy zaczynasz marudzić (mówię
            > cały czas o tym, jak prawdopodobnie widzi to twoja kobieta).
            W takim razie musiałaby po prostu negować i wypierać wszystkie moje posunięcia. Ale wiesz, masz rację. Przecież i tak słyszę, że każda moja propozycja czy rozmowy czy działania to "wredny atak na jej osobę". To właściwie podpada pod wypieranie.

            > Dziewczyna się musiała trochę pogubić, zwłaszcza, że nie ma żadnego
            (...)
            > poznasz uda ci się ją "przeprogramować". Bez twojej pomocy
            > dziewczyna nie ma szans na zmiany. Ona się może co najwyżej edukować
            > teoretycznie;)
            Wszystko przy założeniu, że w ogóle będzie chciała. Może jestem już za bardzo sfrustrowany ale czarno to widzę.

            > A druga rzecz: odnoszę wrażenie, że żona jest bardzo niepewna siebie
            > i być może stąd brak kokieterii. Po prostu boi się śmieszności, sam
            > twierdzisz, że jej próby uwodzenia są dziecinne. Twoja postawa na
            > pewno jej nie pomoże.
            > Czy w życiu codziennym jest przebojowa?
            > Czy potrafi skupić na sobie uwagę innych ludzi w relacjach
            > nieerotycznych?
            W sprawach zawodowych jak najbardziej potrafi. Inna sprawa w jakim sensie. Zarządza zespołem i raczej "skupia uwagę" poprzez narzucanie swojej woli :) Jeśli chodzi o "pomoc w rozwoju kariery" poprzez np.: niezobowiązujący flirt to oczywiście tutaj jest klapa.

            > Czy lubi się oglądać na zdjęciach i w lustrze?
            No lubi, lubi. Inaczej to w ogóle bym podejrzewał, że z facetem się ożeniłem :)))

            > I wbrew temu co mówisz, ta sytuacja ma ogromny wpływ na wasze
            > relacje. Jeżeli czegoś WSPÓLNIE nie zrobicie, to wasz zwiazek się po
            > prostu rozsypie. Albo zestarzejecie się wegetując obok siebie i
            > winiąc się wzajemnie o zmarnowane życie.
            Ano zaczyna mi to świtać. Chociaż bronie się przed takimi wnioskami...

            > PS. Niech zacznie ćwiczyć taniec brzucha, to dodaje lekkości ruchom,
            > chód staje się bardziej wdzięczny. Nie wiem czy pomoże, ale na pewno
            > nie zaszkodzi:)
            Zasugeruję, ale nie teraz. Teraz to byłby kolejny "atak".
            • gardenersdog Re: Ciekawy problem - help 24.03.09, 15:50
              >> > PS. Niech zacznie ćwiczyć taniec brzucha, to dodaje lekkości ruchom,
              > chód staje się bardziej wdzięczny. Nie wiem czy pomoże, ale na pewno
              > nie zaszkodzi:)
              Zasugeruję, ale nie teraz. Teraz to byłby kolejny "atak".

              Zasmucę Cię - to też nie daje gwarancji, np. tu:
              www.youtube.com/watch?v=YamDoDK71Ds
              Wyżyny techniki, do obłędu;), a seksu w tym za grosz;(
              Wniosek: albo się "To" ma albo nie.
              • fayette Re: Ciekawy problem - help 26.03.09, 03:11

                > Zasmucę Cię - to też nie daje gwarancji, np. tu:
                > www.youtube.com/watch?v=YamDoDK71Ds
                > Wyżyny techniki, do obłędu;), a seksu w tym za grosz;(
                > Wniosek: albo się "To" ma albo nie.

                ejże, a moze tancerka to ma, tylko nie objawia się to w tym tańcu albo nie objawia się dla Ciebie? :-)
                co do wniosku (że "to" sie albo ma albo nie)
                "to" czasem jest tak glębko schowane i nie ruszane, że na pierwszy rzut oka wydaje sie że w ogóle nie ma. "to" sie jednak rozbudza i rozwija, o ile są sprzyjające okoliczności. Autor wątku nie akceptuje żony (plus jest na nią zimnowściekły mimo zapewnień o cieplych uczuciach), tak to wygląda.
                Jest bardzo malo prawdopodobne, że pani Elektronowa tego nie odczuwa. A bądź tu sexy dla kogoś kto cię nie akceptuje, przecież to mrozi człowieka od środka. A rozchodzi się o rozgrzewanie :-)
        • krzysztof-lis Re: Ciekawy problem - help 26.03.09, 18:58
          > - to niby ja mam w 27 letniej osobie budzić "kobietę"? Jest jakaś
          > ubezwłasnowolniona czy co?

          Zdaniem części kobiet
    • victta Re: Ciekawy problem - help 24.03.09, 12:15
      Piszesz, cytuję:
      „Przedstawiasz czy też uzależniasz jej kobiecość głównie od moich
      działań. Niby dlaczego? Znów mam wrażenie ,że mam dźwigać jakiś
      głaz, żeby żonuś poczuła się lepiej. Ile można”

      Dziwnie moim zdaniem podchodzisz do małżeństwa. Troszeczkę
      dziecinnie. Ludzie w małżeństwie noszą dużo większe głazy, niż
      problemy z jej,jego seksualnością. Więc wybacz, ale ten Twój głaz to
      co najwyżej większy kamień i jako silny, mądry facet z pewnością
      sobie poradzisz. W dodatku nie rozwiązujesz problemów żony, żeby to
      ona poczuła się lepiej. Rozwiązujesz problemy Wasze i to Wy oboje
      poczujecie się lepiej.
      Więc najpierw radzę Ci zmienić podejście do żony. Docenić ją w
      sprawach, które są dal Ciebie ważne. Przekonać przede wszystkim
      siebie,że masz fajną kobietę, może nie doskonałą, ale całkiem fajną
      i za to ją kochasz. Bez pozytywnego podejścia nic nie zdziałasz.
      A teraz moja rada, przyjmij wobec niej postawę mistrza, takiego,
      który nie ocenia i nie krytykuje, ale prowadzi, pokazuje, odkrywa ją
      i z nią nowe doznania.
      Tak sobie myślę, że gdybym to ja była zahukana, zakompleksiona,
      wstydziła się swojego ciała i seksualności ( a tak po prawdzie ma z
      tym problem większość kobiet i albo uda się im poradzić sobie z tym
      samodzielnie albo trafią na mężczyznę, który zada sobie trud
      odkrycia w nich kobiecości), chciałabym spotkać mężczyznę, który
      będzie mnie komplementował, też seksualnie, który będzie perwersyjny
      w słowach, będzie mnie rozbierał wzrokiem, będzie mnie znienacka
      całował głęboko, ocierał się, dociskał, łapał za biust w
      nieerotycznych sytuacjach, a następnie pocałuje w rękę dziękując za
      obiad , muśnie w szyję mówiąc ,że jestem fajną kobietą. Generalnie
      zafunduje mi taki koktajl romatyczno – perwersyjny, emocjonalną
      jazdę, ale bez działań z jego strony. Stworzy taką bezpieczną
      przestrzeń i atmosferę, gdzie nie będzie z jego strony ocen,
      krytyki, niechęci i dzięki temu ja będę się mogła otworzyć.
      Myślę, że większość mężczyzn marzy o tym ,żeby partnerka wykonywała
      przed nimi jakiś zmysłowy taniec w erotycznych ciuszkach lub też bez
      i jest to zrozumiałe jak najbardziej marzenie. Ale mężczyźni muszą
      tez wiedzieć,że od momentu opuszczenia przez kobietę rodzinnego
      gniazda, gdzie te rzeczy najczęściej były fuj lub tabu muszą w jej
      głowie, osobowości przejść lata świetlne nim ona się tak otworzy,
      pozbędzie wstydu, że będzie gotowa zaprezentować się mężczyźnie.
      Większość kobiet nie daje sobie z tym rady i to jest całkiem
      zrozumiałe. Więc zanim, kupisz jej książkę o tańcu na róże i o tym
      jak używać wibratora, poproś na początek ,żeby nie nosiła latem
      majtek ( w końcu lato się zbliża) potem ją dotykaj przez sukienkę od
      niechcenia, następnym razem bardziej stanowczo i powoli krok za
      krokiem rozpalaj ją. Zobaczysz, że pod koniec sierpnia zrobi Ci loda
      na głównej drodze w mieście.;-))) I nie marudź tylko do roboty.
      Generalnie chodzi o to, że Ty ją prowokujesz i czekasz na jej
      aktywność, Następny etap, żeby ona Cie prowokowała jest o wiele
      trudniejszy i jest to kolejny duży krok w rozwoju kobiecej
      seksualności.
      • stary.kawaler Re: Ciekawy problem - help 24.03.09, 13:19
        Fajnie to ujęłaś, i trafnie :-).
        Też tak myślę, ale on uważa, że powiedział o co mu chodzi, starał
        się, ale ona jest beznadziejna i przez tę beznadzieję sama jest
        sobie winna.
        Czy to nie aby syndrom zniechęconego do małżeństwa, znużonego
        mężczyzny? Atak na seks - celujący :-), trudno jej się bronić. On
        zawsze fuknie, że nie tak miało być. Zapędza ją w kozi róg.
        Zresztą....możliwe, że jest inteligentna i praktyczna i w innych
        sferach życia ona dominuje i nadaje ton małżeństwu. Jego to drażni i
        depcze jego męską dumę, więc w tym jednym chce podkreślić swoją
        patriarchalną władzę.
        Właściwie zdecydowaną większość uwagodrzucił, twierdząc, że
        wszystkiego próbował. Ale rozwieść się nie chce :-). Widocznie ona
        ma bardzo dużo zalet.
        Może jej pozycja społeczna, zawodowa, towarzyska i rodzinna jest
        wyższa, a on nie może tego zaakceptowac ? :-)
      • wielki_elektron Re: Ciekawy problem - help 24.03.09, 13:25
        victta napisała:

        > Dziwnie moim zdaniem podchodzisz do małżeństwa. Troszeczkę
        > dziecinnie. Ludzie w małżeństwie noszą dużo większe głazy, niż
        > problemy z jej,jego seksualnością. Więc wybacz, ale ten Twój głaz to
        > co najwyżej większy kamień i jako silny, mądry facet z pewnością
        > sobie poradzisz.
        Jak to w życiu bywa są też i inne głazy, które nosimy wspólnie lub na przemian. Z dziecinnością nie ma to nic wspólnego. Proponujesz abym ten konkretny nosił sam. Po latach już mi się nie chce.

        W dodatku nie rozwiązujesz problemów żony, żeby to
        > ona poczuła się lepiej. Rozwiązujesz problemy Wasze i to Wy oboje
        > poczujecie się lepiej.
        Masz rację. Nie rozwiązuje problemu żony tylko swój. Bo żona nie widzi żadnego problemu.

        > Więc najpierw radzę Ci zmienić podejście do żony. Docenić ją w
        > sprawach, które są dal Ciebie ważne. Przekonać przede wszystkim
        > siebie,że masz fajną kobietę, może nie doskonałą, ale całkiem fajną
        > i za to ją kochasz. Bez pozytywnego podejścia nic nie zdziałasz.
        Nic nie muszę zmieniać. Doceniam ją i rozpieszczam na innych płaszczyznach. Dla porządku dodam, z wzajemnością.

        > A teraz moja rada, przyjmij wobec niej postawę mistrza, takiego,
        > który nie ocenia i nie krytykuje, ale prowadzi, pokazuje, odkrywa ją
        > i z nią nowe doznania.
        Tak też próbowałem (btw. tak ogólnie "mistrz" też krytykuje). Problem w tym, że taki układ działa jak "uczennica" chce się czegoś nauczyć. Moja żona nie widzi takiej potrzeby.

        > Tak sobie myślę, że gdybym to ja była zahukana, zakompleksiona,
        (...)
        > przestrzeń i atmosferę, gdzie nie będzie z jego strony ocen,
        > krytyki, niechęci i dzięki temu ja będę się mogła otworzyć.
        Pierwsza sprawa: A niby gdzie tego ci faceci mają się nauczyć?
        Po drugie, no i jak byś zaczęła reagować na taki koktajl? Bo ja zobaczyłem tylko chętnego "biorcę" miłych doznań i to wszystko.

        > Myślę, że większość mężczyzn marzy o tym ,żeby partnerka wykonywała
        > przed nimi jakiś zmysłowy taniec w erotycznych ciuszkach lub też bez
        > i jest to zrozumiałe jak najbardziej marzenie. Ale mężczyźni muszą
        > tez wiedzieć,że od momentu opuszczenia przez kobietę rodzinnego
        > gniazda, gdzie te rzeczy najczęściej były fuj lub tabu muszą w jej
        > głowie, osobowości przejść lata świetlne nim ona się tak otworzy,
        > pozbędzie wstydu, że będzie gotowa zaprezentować się mężczyźnie.
        A co te kobiety robią w tej sprawie. Tylko czekają aby się "otworzyć"? No to potem mamy co i mamy…

        > Większość kobiet nie daje sobie z tym rady i to jest całkiem
        (...)
        > krokiem rozpalaj ją. Zobaczysz, że pod koniec sierpnia zrobi Ci loda na głównej drodze w mieście.;-)))
        > I nie marudź tylko do roboty.
        To są bardzo dobre rady. Usłyszałem/przeczytałem je juz bardzo dawno temu. Wziąłem się też do roboty. Loda nie było, inicjatywy nie było. Nic nie było. Było tylko "branie". Mam nadzieję, że rozumiesz mój sceptycyzm.

        > Generalnie chodzi o to, że Ty ją prowokujesz i czekasz na jej
        > aktywność, Następny etap, żeby ona Cie prowokowała jest o wiele
        > trudniejszy i jest to kolejny duży krok w rozwoju kobiecej
        > seksualności.
        Generalnie to ja to wszystko wiem. Tylko generalnie to jest tu takie ciche założenie, że obydwie strony chcą czegoś nowego. I niekiedy jest to zupełnie błędne założenie.
        • victta Re: Ciekawy problem - help 24.03.09, 14:43
          Odbijasz odpowiedzi z szybkością pingpongisty;-). A musisz się
          zastanowić, nad rozwiązaniem, a nie na przekonaniu otoczenia do
          swojej racji.
          Jeśli przyjmujesz, że żona jest pełna zahamowań, na zasadzie
          chciałabym, ale boję się (ja przyjęłam ten optymistyczny wariant),
          to musisz zabrać się do roboty bez lamentu dlaczego ja i to nie moja
          wina ,że babki są zahamowane. I cieszyć się z jej małych sukcesów i
          nie stawiać wygórowanych wymagań.
          Jeśli przyjmujesz wariant drugi, że żona jest nieempatyczna,
          brak jej wrażliwości, jest głucha lub udaje głuchą na Twoje potrzeby
          zostaje Ci mocny wstrząs u podstaw, czyli kolejne mocne
          zaangażowanie z Twojej strony.
          Postawa jaką przyjąłeś teraz jest pozornie ochraniająca
          Ciebie i Twoje niezaspokojone potrzeby (niech się odpier...), ale
          tak naprawdę prowadząca Was do destrukcji i z tego powinieneś zdać
          sobie sprawę.
          • wielki_elektron Re: Ciekawy problem - help 24.03.09, 14:49
            > tak naprawdę prowadząca Was do destrukcji i z tego powinieneś zdać
            > sobie sprawę.
            Właśnie zaczynam sobie zdawać sprawę, zresztą dzięku Wam.

            PS. Mam urlop i szybkie łącze ;)
    • sagittka Re: Obie strony muszą się starać 24.03.09, 13:15
      Ja rozumiem elektrona, naprawdę może być tak, że etap waszego
      związku pt. kochankowie już się wyczerpał, możecie wejść w etap pt.
      przyjaciele (co z czasem czeka większość dobrych związków, bo złe
      wchodzą w etap pt. sublokatorzy).

      Smutne to, ze tak szybko to się stało, bo jesteście jeszcze bardzo
      młodzi, można pewnie postawić tezę, że nie dojrzeliście do budowania
      związku i wspólnej intymności w dłuższym czasie.

      Nie można winić autora, że nie czuje erotycznego pożądania do żony i
      nie ma tu żadnej sprzeczności z miłością i pozytywnymi uczuciami do
      niej. Nie ma uwodzenia, nie ma relacji erotycznych, to nie ma
      dobrego seksu.
      Im większy stać zwiazku, tym bardziej potrzeba erotycznej pożywki
      dla udanego seksu. Ochota i potrzeby zmieniają się w czasie, zawsze
      któraś ze stron jest bardziej zainteresowana seksem w danym momencie
      i ta strona musi się bardziej postarać. Reakcja na bodźce partnera
      stopniowo słabnie, nie wystarczy już się pokazać nago albo
      zasygnalizować "mam dziś ochotę", trzeba motywować partnera do
      aktywności. Najprzyjemniej, gdy robi się to w temacie erotycznym, a
      nie oderwanym, czyli np. kusimy obietnicą wyrafinowanej pieszczoty,
      a nie trzydaniowym obiadem :)

      Tak naprawdę, to trzeba niezmiennie urozmaicać, pokazywać się w
      różnych odcieniach (tu moim zdaniem kobiety mają większe pole do
      popisu), doceniać starania partnera i dbać o wzajemną satysfakcję.
      Ktoś, kto to zaniedbuje nie powinien oczekiwać satysfakcji w tej
      dziedzinie. I to właśnie należałoby wbić do głowy żonie pani
      elektronowej.
      • twardycukierek Re: Obie strony muszą się starać 24.03.09, 13:20
        Sagittka jak zawsze w dziesiątkę. Podpisuję się całą klawiaturą :)
      • aandzia43 Re: Obie strony muszą się starać 24.03.09, 13:34
        Sagitko, miodzio pościk:-)
        Ręcami nogami się podpisuję;-)
        • juzia214 Re: Obie strony muszą się starać 24.03.09, 14:16
          sagittka
          bardzo ładna wypowiedz tyle ze kompletnie nie na temat ;)
          autor watku ma swiadomośc z jakiego powodu nie pociaga go żona i szuka wlasnie
          sposobu jak zrobic ,zeby pani Elektronowa zechciala się rozwinąć w swerze
          sksualnej.
          ja osobiście mam wrazenie ,ze ta bajka skończy sie happy endem a nawet zyli
          dlugo i szczęsliwie,tyle ze troche pracy przed nimi.
          no i dobrze zeby Rycerz Elektron zdystansował sie troche do sprawy,bo zwykle z
          pewnego oddalenia zauważa się rzeczy ,ktorych nie widac bylo wczesniej.
          • sagittka Re: Obie strony muszą się starać 24.03.09, 14:47
            > bardzo ładna wypowiedz tyle ze kompletnie nie na temat ;)

            cóż, wg mnie bardzo na temat, tyle że powinna być skierowana
            bezpośrednio do pani elektronowej,
            zgodzę się więc że autorowi może niewiele rozjaśni, ale całkiem
            prawdopodobne, że ten wątek czytają takie żony jak opisana i warto
            żeby dotarło do nich na czym polega udane życie seksualne małżeństwa
            kilka lat po opadnięciu klapek z oczu
      • yayamiomur Re: Obie strony muszą się starać 24.03.09, 13:59
        > Ja rozumiem elektrona, naprawdę może być tak, że etap waszego
        > związku pt. kochankowie już się wyczerpał, możecie wejść w etap pt.
        > przyjaciele (co z czasem czeka większość dobrych związków, bo złe
        > wchodzą w etap pt. sublokatorzy)

        wiesz sagittko, mi się wydaje, że oni chyba nigdy nie byli na etapie "kochankowie" bo jakoś ten seks w wykonaniu pana elektrona i pani elektronowej nigdy szalony nie był. wygląda na to, że wchodzą w gre jakieś zachamowania albo brak elementarnej wiedzy i lenistwo.
        jeśli chodzi i etap obecny, to oni chyba weszli w niebezpieczną i destrukcyjną relację frustracji, zapiekłej urazy i rewanżu. i to chyba nie wróży dobrze na przyszłość.
        ot, taki przykład małżeństwa w/g modelu promowanego przez kościół - pierwszy i jedyny partner, kupa zachamowań, tłumienie frustracji...
        • sagittka Re: Obie strony muszą się starać 24.03.09, 14:07
          > wiesz sagittko, mi się wydaje, że oni chyba nigdy nie byli na
          etapie "kochankowie"

          Być może zawsze byli kumplami, a seks był jedynie naturalną częścią
          znajomości młodych ludzi. Bez tej bazy, jaką jest erotyczna
          fascynacja z romantycznych początków związku, trudno jest potem
          budować udane pożycie.
      • glamourous Re: Obie strony muszą się starać 24.03.09, 14:08
        Swieta racja, Sagittko. Ja tez rozumiem Elektrona. Przeciez u licha czlowiek ma
        prawo pragnac lepszej jakosci seksu - tymczasem z tego co zrozumialam, przez X
        lat malzenstwa nie doczekal sie nawet lodzika... W moim prywatnym pojeciu to
        lekka zgroza, zas obiektywnie nie najlepiej swiadczy o performance i walorach
        altruistyczno-empatycznych zony.

        Uwazam, ze Elektorn powinien nie zwazac na fochy, dasy i ciche dni, tylko
        uparcie forsowac (czytelnie!!!) komunikat "droga zono, chcesz miec wiecej seksu
        (czy seks W OGOLE) to postaraj sie, zachec mnie, rusz dupa". Jest szansa, ze
        moze w ktoryms momencie zona zrozumie, ze to nie przelewki, tylko woz albo
        przewoz - i ze ma do stracenia wazna dla niej plaszczyzne malzenskiego pozycia.
        I ze w koncu zaskoczy, dojrzeje do ewolucji.
        Czego autorowi watku szczerze zycze.
        • twardycukierek Re: Obie strony muszą się starać 24.03.09, 14:14
          Do partii Pro-Elektrona dołączam się! ;))
    • dupablada9999 problem podobny do mojego - co zrobiłem 24.03.09, 15:51
      opisywany problem podobny do mojego - 8 lat po ślubie, żona pierwsza partnerka
      itd... - normalnie prawie jakbym swoją sytuację opisywał...

      po wielu próbach i kombinacjach, stawaniu na uszach itd, w pewnym momencie
      doszedłem do tego samego co autor wątku - że mam to wszystko w d.

      co zrobiłem żeby mieć spokój?

      1)wymieniłem baterie do wibratora (kupionego dawno temu dla podgrzania atmosfery
      - nie był używany) dając do zrozumienia że jest w śzudladzie i czeka,
      2)wziąłem więcej nocnych dyżurów pod pozorem "że mamy zmienić mieszkanie na
      większe".

      Ja mam spokój, nie ma mnie w domu, żona warczy ale zawsze zrzędziła więc
      przyzwyczajony jestem i tyle...
      kochanki nie mam
      rozwodu nie zamierzam brać - dzieci i wspólne "majuntki" i sprawy zawodowe,
      poza tym ogólnie ta moja żona to fajna osoba (poza pewnymi aspektami)
      \
      poza tym staram się unikać konfrontacji i koncentruję się na pracy i dzieciach

      a co ma być to będzie
    • gacusia1 Ogladac z zona pornole 24.03.09, 18:42
      moze sie odblokuje? Tylko nie odrazu takie ostre!!! Najpierw jakies
      winko i kolacyjka a potem filmik. A moze Ty jej pokaz "kto tu
      rzadzi" w tym lozku? Zwiaz,zaslon jej oczy i przelec,moze jej sie
      spodoba???
      • sagittka Re: Ogladac z zona pornole 24.03.09, 18:46
        > Zwiaz,zaslon jej oczy i przelec,moze jej sie spodoba???

        Problem autora nie polega na braku możliwości przelecenia żony, ale
        na braku jej aktywności i inicjatywy, żeby wreszcie to ona jego
        związała i przeleciała.
        • gacusia1 No ale moze ona nie wie jak i co? 25.03.09, 02:39
          Moze sie laska wstydzi byc "dziwka" w lozku? Moze po prostu trzeba
          jej pokazac,ze MOZNA,ze WYPADA.
          • krzysztof-lis Re: No ale moze ona nie wie jak i co? 26.03.09, 19:04
            > Moze sie laska wstydzi byc "dziwka" w lozku? Moze po prostu trzeba
            > jej pokazac,ze MOZNA,ze WYPADA

            Gdyby problemem faceta było to, że ona nie chce być "dziwką" w łóżku, metoda
            może miałaby sens.

            Tymczasem problemem faceta jest to, że ona w łóżku nie chce być kimkolwiek
            więcej niż kłodą a jednocześnie oczekuje od męża rżnięcia tej kłody. A każdą
            prośbę "weź zacznij być ruchomą kłodą" traktuje jako atak na własną osobę.
    • ciezka_cholera Re: Ciekawy problem - help 24.03.09, 19:14
      Elektronie,
      wlasciwie nie masz zadnej alternatywy:
      punkt 1 - piszesz, ze zona niekobieca i w seksie nieruchawa, ze wykorzystales
      wszystkie dostepne Ci metody zmiany tego stanu, bezskutecznie,
      punkt 2 - wynika z punktu 1 - nie masz juz ochoty jej bzykac, nie bardzo
      potrafisz wykrzesac z siebie pozadanie,
      punkt 3 - wynika z punktu 2 oraz faktu, ze malzonka bzykac sie jednak chce -
      musisz jej to zakomunikowac - otoz moim zdaniem nie da sie tego zrobic w sposob
      pozwalajacy uniknac, jak to okresliles, jazd. Konia z rzedem temu, kto wymysli
      sposob na poinformowanie malzonka o braku seksu do odwolania (dozgonnym???) z
      powodow zawartych w dwoch pierwszych punktach, tak by ow malzonek nie poczul sie
      gleboko dotkniety i cokolwiek zszokowany (podkreslam, ze autor watku deklaruje,
      ze nie chce juz zmian, chce jedynie zwolnienia z tzw malzenskiego obowiazku),

      kolejne punkty sa juz spiewka przyszlosci, ale pobawie sie we wrozke:
      punkt 4 po okresie szarpaniny i bezseksia para dojdzie do wniosku, ze dalsze
      bycie razem jest uwarunkowane od zmian w sferze seksu i stanie sie opisany przez
      Andzie cud,
      alternatywny punkt 4 po okresie szarpaniny i bezseksia, ktores z malzonkow
      spotka osobe, ktora dostrzeze w niej kobiete/ lub bedzie z nim flirtowac
      kobieco(cokolwiek to znaczy) i (ow malzonek) dojdzie do wniosku, ze
      dotychczasowy zwiazek byl tylko marna namiastka, zrywajac go z ulga i poczuciem
      odnalezienia graala (niewykluczone, ze wlasnie wtedy druga strona dojrzeje do
      zmian, bo z niepojetych powodow, ludzie lubia dojrzewac do zmian za pozno).

      Poniewaz, jak napisalam wyzej, moim zdaniem nie masz wielu rozwiazan do wyboru,
      co wbrew pozorom jest nader komfortowa sytuacja, gdyz
      oszczedza Ci rozterek zwiazanych z ewentualnym ryzykiem, wynikajacym z trudnych
      decyzji. Ot bedzie, co bedzie. Zycze tylko, zeby sie wyklarowalo jak najszybciej.
      • kici10 Re: Ciekawy problem - help 25.03.09, 00:07
        Moim zdaniem pies leży pogrzebany w tym, że autorowi nie staje do
        żony. Cała reszta to próba racjonalizacji. Jeśli mu nie staje, to
        musiał przeżyć wiele wstydu i upokorzenia. Zaczął się zastanawiać z
        jakiego powodu. Wypróbował Renię - zadziałało.Tak więc to na pewno
        wina żony. No więc wymyślił, że mało kobieca. Cokolwiek to znaczy.
        Nie sprecyzował bowiem, co dla niego oznacza kobiecość. Jednego
        kręcą kobiety aktywne, innego pasywne, jeszcze innego nimfomanki, a
        kogoś dzidzie piernik. Jedni wolą kumpelki, a inni wampy, a jeszcze
        inni mamuśki.
        Jak to się stało, że wybrał właśnie tą kobietę na partnerkę? No
        chyba na początku musiał na czymś zawiesić oko.
        Jak widać każdemu się nie dogodzi. Wielu facetów byłoby
        wniebowziętych, gdyby partnerka godziła się na różne eksperymenty i
        przejawiała ochotę, pomijając grę wstępną (której tak wielu nie
        cierpi). A tu facet wymaga gry wstępnej.
        Chce ciągnąć babkę do seksuologa. A ciekawe po co? Ma ją nauczyć
        kokieterii? Właściwie, to sam powinien się do niego wybrać, ponieważ
        to on ma problem z hydrauliką. Czy wiek przed trzydziestką to
        naturalny czas na takie problemy? Bardziej prawdopodobne, że jest to
        forma kary dla partnerki.
        Zresztą "miszczuniu", jedna, jak piszesz słaba partnerka i porno
        świat, to trochę za mało by być wyrocznią w sprawach seksu.
        Dodatkowo, postawa roszczeniowa i dość agresywny ton sugerują, że
        rozmowy z partnerką do miłych nie należały. Nie jest łatwo
        wysłuchać, że jest się beznadziejnym w te klocki. Sam pewnie też
        ciężko byś łykał taką prawdę.
        Nie wiem dokąd chcesz was zaprowadzić. Jak dla mnie Twoja metoda
        spowoduje, że wkrótce przestanie Ci stawać do jakiejkolwiek realnej
        kobiety, ponieważ zafiksujesz się na pornole.
        Chcesz, żeby partnerka się od ciebie odpieprzyła. To znaczy co, ma
        sobie zaszyć? Wiesz, życie nie znosi próżni. Jeśli piszesz, że to
        fajna osoba, to z czasem znajdzie się amator takich "kobiecych
        inaczej". A wtedy ktoś inny o Was zadecyduje bez Twojego udziału. Z
        biegiem czasu Twoja żona zechce mieć dzieci. Jak sobie to
        wyobrażasz? Czy sam zadecydowałeś, że nie będzie żadnych dzieci?

        Na ludzi można wpływać przy pomocy kija lub marchewki. Zależy co na
        kogo działa. Ty wybrałeś kij. Jesteś pewny, że na Twoją żonę to
        działa? Że nie przynosi tylko frustracji i coraz większego
        zniechęcenia? A może by tak marchewka? Tzn. chwalenie pożądanych
        zachowań, a nie pomijanie milczeniem, jako należnych.

        Piszesz, że próbowaliście już wszystkiego. Jeśli w takiej sytuacji
        ktoś preferuje jedną pozycję, to znaczy, że jest mu w niej
        najlepiej. Może to jedyna, w której jest w stanie dojść. Można więc
        wymagać zmiany, ale należy się wtedy odczepić od wymagalności
        orgazmu, w celu podbudowania swojego ego.

        Piszesz o swoich wyjątkowych staraniach. Na tym forum każdy chwali
        się jak najęty. Podejrzewam, że Twoja partnerka miałaby na ten temat
        więcej do powiedzenia. Zresztą starania nie takie jak potrzeba są
        dla drugiej strony zbędne i niedostrzegalne. Jesteś w stanie
        powiedzieć, że to były te właściwe starania? Czy tylko Tobie się tak
        wydawało.

        I na koniec, jeśli naprawdę chcesz, żeby Twoja żona wiedziała, co Ci
        w duszy gra, pokaż jej ten wątek. Przynajmniej się dowie, na czym
        stoi.
        • niezapominajka333 Re: Ciekawy problem - help 25.03.09, 07:44
          Wiesz co Kici, gdyby podobny problem opisała jakaś pani Elektronowa,
          ze wskazaniem na męża jako winnego jej niechęci do seksu, większość
          odpowiedzi zawierałaby druzgoczącą krytykę męża. Beznadziejny i
          leniwy w łóżku i jeszcze ma czelność domagać się seksu. I w dodatku
          robić o to jazdy...

          Jeśli chodzi o propozycję pokazania wątku żonie autora to sama
          miałam to napisać.
          Propozycja konkretna. Rada jak najbardziej do zastosowania.
          Pierwsza wypowiedź Elektrona zawiera takie sformułowanie, że żona z
          pewnością da mu spokój w sprawach seksu.
          Może nawet zupełnie da mu spokój.
          Ale to sposób dla odważnych i nie bojących się ryzyka.
          Można zyskać, ale można i wiele stracić.
          • kici10 Re: Ciekawy problem - help 25.03.09, 08:26
            No to jeszcze do kompletu podczepię artykuł o DDA. To w kwestii
            nauki zachowań kokieteryjnych w takim domu.
          • twardycukierek Druga strona medalu 25.03.09, 09:47
            Właśnie, dziwnym trafem zawsze tak jest na forum: kiedy żali się kobieta, bo
            facet traktuje ją jak część umeblowania a za grę wstępną uważa sama fakt, że
            jest napalony: 'to co, będzie seks???', WTEDY sypią się gromy. :) Taki
            beznadziejny facet, kochanek z bożej łaski, nie?
            Elektronie, ciesz się, że (jeszcze) nie zaliczyłeś obligatoryjnego: a byłeś dla
            niej miły cały dzień, posprzątałeś, pozmywałeś, wysłuchałeś jaka to pani
            kierowniczka jest jędza, zrobiłeś herbatkę? I oczywiście to TY ponosisz
            odpowiedzialność za to, a by ONA była kobieca, aby się 'odnalazła'. ;)
            Czytałeś wątek o 'byciu miłym'? Polecam. Wydaje mi się, że Ty właśnie długo
            byłeś miły i wyrozmiały ale każdy ma swoje granice. Z tego, co piszesz, dotarłeś
            do swojej.
            • twardycukierek PS 25.03.09, 10:06
              Dyskusja o 'byciu miłym' i cały ten balet wzięły się stąd, że jeden facet tak
              opisał na forum małżeński seks:

              'Boję się sytuacji jak z kawału:
              „Stary, chyba moja żona nie żyje.
              Skąd wiesz?
              No, seks jest jak zawsze, ale brudnych naczyń w zlewie przybywa”'


              • wielki_elektron Re: PS 25.03.09, 11:40
                Uhm, właśnie przeczytałem. Niejaki Songo całkiem przekonująco pisze (a może po prostu mi to pasuje :). Tak czy siak wnioski stwarzają dodatkowo pole manewru.
            • ciezka_cholera Re: Druga strona medalu 25.03.09, 10:15
              Ja jestem, wypisz wymaluj, jak zona Elektrona. Doslownie, jakbym czytala o sobie
              (nawet zapytalam meza, czy nie wysmarowal tego watku :-D). I napisze, jakby to
              wygladalo z mojego punktu widzenia.
              Podsumujmy - najwiekszym zarzutem Elektrona jest, ze jego zona jest malo
              kobieca, za malo ma tzw sex appeal'u. Bardzo istotne jest to, ze autor
              przyznaje, ze byla taka od samego poczatku. Wspomnial tez, ze proby zony bycia
              wampem byly nader zalosne. Moim zdaniem, nie da sie tego wyuczyc. Wg mnie, jesli
              ktos by mi kazal byc jak Scarlett Johanson i jesc lody w sposob tak nieslychanie
              seksowny, albo odrzucac wlosy, tak zeby wszyscy mezczyzni wokol natychmiast
              chcieli mnie zaciagac do lozka, jest po prostu niemozliwoscia. To bylby dla mnie
              teatr, a nie kazdy rodzi sie aktorem. Rozwazanie wiec problemu Elektrona, jako
              zawinionego przez zone, jest smieszne i nierozsadne. W ogole ten problem, to
              jest kwestia nieodpowiedniego dobrania, bo jestem swiecie przekonana, ze zona
              Elektrona moze byc bardzo seksowna w oczach innego mezczyzny, tylko co z tego?
              Nie jest tez wina Elektrona, ze zona mu sie nie podoba i jestem przekonana, ze w
              ogole szukanie winnych w takich razach jest bezzasadne. Trza po prostu przec
              dalej i zobaczyc, co przyniesie zycie: ja stawiam na alternatywny punkt 4. Ten
              zwiazek przetrwa moim zdaniem do czasu pojawienia sie kogos, kto a) bedzie
              patrzec na zone z zachwytem (bardzo watpie, zeby sie temu oparla po trudnej i
              bardzo oslabiajacej jej poczucie wartosci rozprawie z mezem),lub b) bedzie
              ucielesnienim meskich fantazji meza.
              • ciezka_cholera Re: Druga strona medalu 25.03.09, 10:21
                i jeszcz jedno: co mnie razi w wypowiedziach Elektronach, to wlasnie poczucie
                krzywdy, ze z zony nie udalo sie ulepic kogos kim ona nie jest.
                • wielki_elektron Re: Druga strona medalu 25.03.09, 11:46
                  Tak na zimno, to poczucie krzywdy pewnie wynika z poczucia porażki, zmarnowanych wysiłków. Tak, tak, wiem, moja inicjatywa, moja sprawa...
              • wielki_elektron Re: Druga strona medalu 25.03.09, 11:48
                Jednym słowem, rezygnacja z tej sfery będzie oznaczaś narastającą frustrację u żony co wcześniej czy później "eksploduje"?
                • ciezka_cholera Re: Druga strona medalu 25.03.09, 12:29
                  wielki_elektron napisał:

                  > Jednym słowem, rezygnacja z tej sfery będzie oznaczaś narastającą frustrację u
                  > żony co wcześniej czy później "eksploduje"?

                  Ja uwazam (ale poniewaz nie pobieralam nauk w Wyzszej Szkole Astrologii,
                  Wrozbiarstwa i Feng-Szui nie musisz mojej wypowiedzi traktowac zbyt powaznie),
                  ze tak. Co wiecej, uwazam, ze Twoja frustracja tez bedzie narastac. Jestescie
                  mlodymi ludzmi, niezerowe libido macie, sporo nagromadzonych pretensji, troche
                  trudnych rozmow przed Wami - Ty zonie oznajmisz, ze w Twoich oczach jest
                  nieatrakcyjna do tego stopnia, ze wolisz reszte zycia walic konia niz ja pukac,
                  przeciez jej poczucie wlasnej wartosci osiagnie wartosc ujemna! Nie, nie probuje
                  Cie przekonac, zebys jej tego nie mowil. Powiedz, skoro tak jest, ale miej
                  swiadomosc, ze z jej punktu widzenia bedzie to oznaczalo Twoj brak akceptacji
                  dla jednej z jej integralnych cech osobowosci. To co opisales, ze Ci nie pasuje
                  w zonie, moim zdaniem nie jest zespolem nawykow, ktore dla ukochanej osoby mozna
                  po prostu zmienic, ale fragmentem jej natury (chodzi mi o jej nieumiejetnosc
                  flirtu, a nie o lenistwo lozkowe, to akurat da sie latwo wypracowac).
                  Przepraszam za czarnowidztwo, ale czy uwazasz, ze w tej sytuacji, gdy napatoczy
                  jej sie zakochany w niej po uszy osobnik (kazdej z nas i pewnie kazdemu z was
                  mezczyzn tez, napatocza sie taki ktos raz na jakis czas), akceptujacy ja w
                  kazdym calu, a do tego odpowiadajacy jej wymogom, to ona mus sie oprze? Poczucie
                  bycia akceptowanym, zachwyt w oczach ukochanego to silny afrodyzjak, silniejszy
                  niz dobry bigos ;-)
                  • wielki_elektron Re: Druga strona medalu 25.03.09, 12:34
                    ciezka_cholera napisała:

                    > bycia akceptowanym, zachwyt w oczach ukochanego to silny afrodyzjak, silniejszy
                    > niz dobry bigos ;-)
                    No fakt, nigdy o tym nie pomyślałem ale, kurczę faktycznie tak to się może skończyć. Tak czy siak popycha mnie to do działania. Jakiegokolwiek zresztą.
              • yayamiomur Re: Druga strona medalu 25.03.09, 11:57
                cholera,
                nie przejmuj się scarlett j. ona wcale nie jest seksowna. nie dla mnie i sporej grupy samców. oczywiście, jakaś część męskiej populacji uważa ją za wcielenie seksu.
                to co chciałem powiedzieć - atrakcyjność seksualna to szalenie indywidualna sprawa. porównaj scarlett johanson, monicę belluci, kate winslet, kate blanchett i winonę ryder. każda jest dla kogoś symbolem seksu a przecież są zupełnie inne.

                i - najważniejsze - kobieta, jak mówią, zmienną jest. ja bym powiedział "zmienną powinna być". żeby nie było nudno. a ze wszystkich typów zachowań, "nieuświadomiona, niedoświadczona niewinność" może się znudzić najszybciej.
        • wielki_elektron Re: Ciekawy problem - help 25.03.09, 09:04
          kici10 napisała:

          :D No tak, oczywiście każdy ma swój punkt widzenia. Fajnie by było oprzeć go na jakiejś podstawie a nie "widzimisie" tudzież solidarności jajników.

          > Moim zdaniem pies leży pogrzebany w tym, że autorowi nie staje do
          > żony. Cała reszta to próba racjonalizacji. Jeśli mu nie staje, to
          > musiał przeżyć wiele wstydu i upokorzenia. Zaczął się zastanawiać z
          > jakiego powodu. Wypróbował Renię - zadziałało.Tak więc to na pewno
          Albo nie masz poczucia czasu albo mylisz przyczynę ze skutkiem. Dokładnie opisałem co było pierwsze, co następne i co finalnie jest teraz.

          > wina żony. No więc wymyślił, że mało kobieca. Cokolwiek to znaczy.
          > Nie sprecyzował bowiem, co dla niego oznacza kobiecość. Jednego
          > kręcą kobiety aktywne, innego pasywne, jeszcze innego nimfomanki, a
          > kogoś dzidzie piernik. Jedni wolą kumpelki, a inni wampy, a jeszcze
          > inni mamuśki.
          A Ty umiesz sprecyzować co oznacza kobiecość? Ja wiem czego mi brakuje. Trudno żebym napisał żonie instrukcję, w której krok po kroku ma wyłożone co ma robić.

          > Jak to się stało, że wybrał właśnie tą kobietę na partnerkę? No
          > chyba na początku musiał na czymś zawiesić oko.
          Może tego nie pamiętasz, może nigdy nie przeżyłaś ale "na początku" to jest burza hormonalna i wtedy cokolwiek wydaje się wspaniale. Szczególnie jak się ma naście lat.

          > Jak widać każdemu się nie dogodzi. Wielu facetów byłoby
          > wniebowziętych, gdyby partnerka godziła się na różne eksperymenty i
          > przejawiała ochotę, pomijając grę wstępną (której tak wielu nie
          > cierpi).
          Jaaasne. Tylko, że nie jestem "wieloma facetami", jestem sobą. Wiele kobiet na świecie byłoby wniebowziętych, że dostaje wpier. tylko raz w tygodniu a w pozostałe dni tylko obsługuje swojego "Pana". Rozumiem, że też powinnaś się cieszyć z takiej sytuacji i nie narzekać?

          > A tu facet wymaga gry wstępnej.
          > Chce ciągnąć babkę do seksuologa. A ciekawe po co? Ma ją nauczyć
          > kokieterii?
          Tak to jest jak się zabiera głos a nie czyta wcześniejszej dyskusji :) Chcesz sobie po prostu 'ulżyć'? proszę bardzo - to forum publiczne. Sprawa Twojej kultury osobistej.
          Ja nie miałem tego typu pomysłów, taka sugestia pojawiła się w którejś odpowiedzi.

          > Właściwie, to sam powinien się do niego wybrać, ponieważ
          > to on ma problem z hydrauliką. Czy wiek przed trzydziestką to
          > naturalny czas na takie problemy?
          Znowu pokazujesz brak podstawowej wiedzy w temacie :) "Kłopoty z hydrauliką" leczy się farmakologicznie tudzież operacyjnie i dotyczą osobników, którzy co prawda chcieliby ale nie mogą. Wyraźnie napisałem że u mnie jest odwrotnie. Nie za bardzo wiem w czym mi mógłby pomóc seksuolog, ale może na tym też się znasz, więc mnie oświeć.

          > Bardziej prawdopodobne, że jest to
          > forma kary dla partnerki.
          > Zresztą "miszczuniu", jedna, jak piszesz słaba partnerka i porno
          > świat, to trochę za mało by być wyrocznią w sprawach seksu.
          Nigdy się tak nie czułem i nic takiego nie sugerowałem.

          > Dodatkowo, postawa roszczeniowa i dość agresywny ton sugerują, że
          > rozmowy z partnerką do miłych nie należały.
          Rozmowy a konkretnie ich próby przez wiele lat były bardzo delikatne i miłe. Psu na budę się zdały. O tym też byś wcześniej przeczytała gdybyś łaskawie rzuciła okiem na poprzednie posty.

          > Nie jest łatwo
          > wysłuchać, że jest się beznadziejnym w te klocki. Sam pewnie też
          > ciężko byś łykał taką prawdę.
          Z pewnością nie jest łatwo teraz tego wysłuchiwać. Tak samo jak nie było łatwo latami się starać z zerowym rezultatem.

          > Nie wiem dokąd chcesz was zaprowadzić. Jak dla mnie Twoja metoda
          > spowoduje, że wkrótce przestanie Ci stawać do jakiejkolwiek realnej
          > kobiety, ponieważ zafiksujesz się na pornole.
          Może i tak. Tylko widzisz, muszę Cię zmartwić. Nie szukam żadnej "innej", więc przykro mi.

          > Chcesz, żeby partnerka się od ciebie odpieprzyła. To znaczy co, ma
          > sobie zaszyć? Wiesz, życie nie znosi próżni. Jeśli piszesz, że to
          > fajna osoba, to z czasem znajdzie się amator takich "kobiecych
          > inaczej". A wtedy ktoś inny o Was zadecyduje bez Twojego udziału. Z
          > biegiem czasu Twoja żona zechce mieć dzieci. Jak sobie to
          > wyobrażasz? Czy sam zadecydowałeś, że nie będzie żadnych dzieci?
          Ależ będzie i seks, będzie i dziecko tylko najpierw niech żona da coś z siebie. Jak na razie w tej sferze wszystko było na tacy podane.

          > Na ludzi można wpływać przy pomocy kija lub marchewki. Zależy co na
          > kogo działa. Ty wybrałeś kij. Jesteś pewny, że na Twoją żonę to
          > działa? Że nie przynosi tylko frustracji i coraz większego
          > zniechęcenia? A może by tak marchewka? Tzn. chwalenie pożądanych
          > zachowań, a nie pomijanie milczeniem, jako należnych.
          Ponawiam prośbę o ograniczenie Twojej ignorancji w moim wątku. Marchewka była przez wszystkie ostatnie lata. Może rzeczywiście czas na kij.

          > Piszesz, że próbowaliście już wszystkiego. Jeśli w takiej sytuacji
          > ktoś preferuje jedną pozycję, to znaczy, że jest mu w niej
          > najlepiej. Może to jedyna, w której jest w stanie dojść. Można więc
          > wymagać zmiany, ale należy się wtedy odczepić od wymagalności
          > orgazmu, w celu podbudowania swojego ego.
          Tu nie o pozycje chodzi czy inne rzeczy, które próbujesz mi wpierać... ehhh, wszystko już kilka razy opisałem.

          > Piszesz o swoich wyjątkowych staraniach. Na tym forum każdy chwali
          > się jak najęty. Podejrzewam, że Twoja partnerka miałaby na ten temat
          > więcej do powiedzenia. Zresztą starania nie takie jak potrzeba są
          > dla drugiej strony zbędne i niedostrzegalne. Jesteś w stanie
          > powiedzieć, że to były te właściwe starania? Czy tylko Tobie się tak
          > wydawało.
          Jestem w stanie powiedzieć, że tak mi się wydaje. Dokładnie jak i Ty w podobnej sytuacji i każdy inny. Czy to Cię dziwi?

          > I na koniec, jeśli naprawdę chcesz, żeby Twoja żona wiedziała, co Ci
          > w duszy gra, pokaż jej ten wątek. Przynajmniej się dowie, na czym
          > stoi.
          Ok, zobaczymy. Żona jest inteligentną osobą, moim zdaniem doskonale wie o problemach ale nie chce się do tego przyznać tak jak i ucina każdą rozmowę.

          I jeszcze raz proszę. Zanim coś odpowiesz, przeczytaj wątek. Najwyraźniej masz wiele do powiedzenia (niekoniecznie pozytywnych dla mnie ale ciekawych :) rzeczy więc szkoda odkrywać w kółko Amerykę.
          • kici10 Re: Ciekawy problem - help 25.03.09, 10:28
            Wszystkie rzeczy o których pisałam wzięłam z Twojego wątku. Ale
            wybacz, nie chce mi się przekopywać jeszcze raz przez wszystkie
            wpisy, aby znaleźć właściwe fragmenty. Potraktuj to jako jeszcze
            jeden głos w dyskusji, nad którym możesz się zastanowić, lub olać
            cienkim siurkiem. Niemniej za kształt związku są odpowiedzialne obie
            osoby. Odniosłam się do tego co Ty napisałeś. Natomiast nie mam
            zamiaru potępiać w czambuł kogoś, kto nie ma szansy przedstawić
            swojej prawdy.

            I tak na marginesie. Ja wiem, co dla mnie oznacza męski facet. Jakie
            muszą być spełnione warunki brzegowe, przy których uznaję kogoś za
            męskiego. Najłatwiej jest powiedzieć, że ktoś jest nie taki. To
            jeden ze sposobów manipulowania ludźmi. Dziś jesteś nie taka, bo się
            do mnie nie uśmiechnęłaś, albo zrobiłaś to nie wtedy, kiedy trzeba.
            Jutro, bo się seksownie nie ubrałaś. A pojutrze, bo nie powiedziałaś
            mi wystarczającej ilości komplementów, których wtedy najbardziej
            potrzebowałem. Wmagania zmieniają się w zależności od dnia i
            nastroju. A ta druga strona ma poczucie, że i tak nie jest
            wystarczająco dobra, bo wszystko robi nie w porę, nie tyle ile
            trzeba, nie tak jak trzeba.
            I na koniec - zaburzenia potencji leczy się często terapią
            psychologiczną.
            Jak dla mnie EOT.
            • wielki_elektron Re: Ciekawy problem - help 25.03.09, 11:49
              Tak czy siak dzięki za wypowiedź.
              • bi_chetny Re: Ciekawy problem - help 25.03.09, 13:30
                Przeczytałem cały wątek z zainteresowaniem. Pomijam próby zrobienia z ciebie
                impotenta egoisty. miałem podobny problem z żoną i właściwie pewne aspekty
                pozostały do tej pory. Moja żona jest DDA i stąd pochodzi większość problemów.
                Ten temat sam się rozwiąże - albo ciebie oczaruje uwodząca kokietka, albo ją
                facet który rozpali jej seksapil.
                Ja zrobiłbym tak - jeśli ona coś chce zmienić, to musicie wybrać się do
                seksuologa. Jeśli nie, to możesz jej powiedzieć że nie chcesz się z nią kochać.
                To jest jedno wyjście. Drugie, to zaakceptować seks jaki jest i starać się
                wyciągnąć z niego jak najwięcej dla siebie. U mnie też nie jest idealnie, ale
                kochamy się rzadziej - wtedy ja czuję takie podniecenie, że wystarczy mi jako
                tako. Nie będę miał wyrafinowanej kochanki jaką jest w/g jej opowieści np. glam
                [pozdrowienia :)] ale moja żona ma wiele innych cech, dzięki którym jest
                najlepszą dla mnie parą.
                a przede wszystkim rozmawiajcie, nawet jeśli będą łzy - tylko spokojnie i bez
                oskarżeń, tylko wyraźcie wzajemnie swoje potrzeby. Takie zachęcanie i
                edukowanie, jakie stosowałeś wcześniej, nie działa w przypadku DDA. Sprawdziłem
                - skutek odwrotny. Przytłoczenie seksualnością, z którą nie umieją sobie poradzić.

                P.S.
                Strasznie jestem ciekaw, co avide napisał :)
                • wielki_elektron Re: Ciekawy problem - help 25.03.09, 16:42
                  bi_chetny napisał:

                  > To jest jedno wyjście. Drugie, to zaakceptować seks jaki jest i starać się
                  > wyciągnąć z niego jak najwięcej dla siebie. U mnie też nie jest
                  Ku temu się coraz bardziej skłaniam.

                  > idealnie, ale
                  > kochamy się rzadziej - wtedy ja czuję takie podniecenie, że wystarczy mi jako
                  > tako. Nie będę miał wyrafinowanej kochanki jaką jest w/g jej opowieści np. glam
                  Najwyraźniej nie każdy ma szansę mieć "swoją Glamourous" :)

                  > [pozdrowienia :)] ale moja żona ma wiele innych cech, dzięki którym jest
                  > najlepszą dla mnie parą.
                  Ano właśnie. I co cały 'problem' :)

                  > Sprawdziłem
                  > - skutek odwrotny. Przytłoczenie seksualnością, z którą nie umieją sobie poradz
                  > ić.
                  Cholercia, że też wcześniej na Ciebie nie wpadłem. Pewnie byłoby mniej złej energii między nami.

                  > P.S.
                  > Strasznie jestem ciekaw, co avide napisał :)
                  Co za problem, zapytaj sie go na prv.
                  • milu_milu Re: Ciekawy problem - help 26.03.09, 00:46
                    Czzytając Twojego posta pomyślałam, że opis Twojej żony trochę
                    pasuje do mnie: być może też jestem dla mojego męża "mało kobiecą
                    kobietą" i zdaję sobie z tego sprawę ale niestety myslę, że sam na
                    to zapracował, a oczywiście nie wiem jak było u Ciebie. Moj mąż nie
                    potrafi pokazać mi, że mu się podobam-tzn on twierdzi, że nie
                    potrafi, wg mnie gdybym mu się podobała to by to okazał. Ten problem
                    mamy od lat(ale nie od początku związku), rozmawialismy o nim wiele
                    razy, a prawdziwy dramat zaczął sie pare lat temu gdy byłam w
                    drugiej ciązy:na moje pytanie o unikanie seksu powiedział, że go nie
                    podniecam.Twierdzi, że po urodzeniu dziecka to sie zmieniło, ale we
                    mnie jakby coś pękło: nie czuję się atrakcyjna w oczach męża i
                    dlatego nie potrafię go uwodzić, flirtować z nim itp, bo myślę, że
                    byłabym śmieszna, wręcz żałosna. On teraz zabiega o seks,wymysla
                    urozmaicenia, z których na pewno cieszyłabym się(uwielbiałam seks z
                    nim)i sama bym coś dołożyła, ale mam straszne kompleksy dotycz.
                    figury, choć kiedyś tłumaczyłam sobie że faceci nie zwracaja uwagi
                    na szczegóły i nie powinnam się przejmować. Jednak on nigdy nie
                    próbował mi okazać, że mu się podobam, nawet jesli kupował mi
                    prezent, to mówił: ale ładna ta bluzka albo super kolczyki ci
                    kupiłem, a nigdy nie powiedział: ładnie ci w tej bluzce.Od lat nie
                    rozbieram się przy nim(co uważam za nienormalne, bo nie jestem
                    pruderyjna mniszką, ale wstydzę się swoich krągłości), może raz
                    kochalismy się pod prysznicem, choc b. to lubię, po prostu jakos
                    wewnętrznie czuję, że uwodzenie zastrzezone jest dla bardzo
                    szczupłych kobiet, do których ja nie należe. Co ciekawe, potrafię
                    flirtować i byc kobieca wobec innych facetów, a z własnym mężem mi
                    nie wychodzi, mówiłam mu nawet o tym.Dlatego nie jestem zbyt otwarta
                    na propozycje urozmaicania seksu(prawde mówiąc kochamy się raz na
                    kwartał), bo nie czuję się atrakcyjną i pożadaną kobieta w oczach
                    mojego męża, choć on twierdzi że jest inaczej.Mam nadzieję, że
                    rozumiesz o co mi chodzi: przez lata mąż nie okazywał, że mu się
                    podobam, że jestem dla niego atrakcyjna kobietą(choć seks był), nie
                    słyszałam nigdy komplementów gdy gdzieś wychodzilismy i "robiłam się
                    na bóstwo", a ja z czasem coraz bardziej się wycofywałam i stawałam
                    się coraz mniej kobieca, więc w seksie też nie byłam skora do
                    eksperymentów(niska samoocena)choć miałam na nie ochotę-czułam że
                    będzie to żałosne.Ty pisałeś, że próbowałeś na różne sposoby
                    zachęcić żonę do uwodzenia i do fantazji w łóżku, ale może to nie
                    były najlepsze sposoby?może powiedzenie jej, że nie jest kobieca to
                    nie jest dobry sposób aby nagle stała się kobieca?Może chciała
                    zobaczyć w twoich oczach zachwyt np.nową fryzurą, a nie widziała go?
                    Oczywiści nie twierdzę że tak było u Ciebie, ale nie mam pomysłu co
                    zrobic zeby zona się odczepiła...
        • songo3000 Miałem się już nie odzywać ale 25.03.09, 20:38
          Skoro odpowiadam na lżejszą hamownię w męskim wydaniu...

          Sugerowanie, że facet jest impotentem po tym, że mu nie staje przy beznadziejnej żonie jest szczytem idiotyzmu. Objawiła się tu kolejna, trzeba powiedzieć konkretnie, jak dostanę bana to trudno: I D I O T K A, uważająca że wystarczy rozkraczyć nogi a mąż ma obowiązek mieć ze szczęścia erekcję. Jak nie to impotent na pewno. Skąd się takie biorą, bo na pewno nie z Wenus.

          Do modów: debilizm i roszczeniowa postawa jest społecznie szkodliwa. Trzeba ją tępić, nie tolerować.
          • kici10 Re: Miałem się już nie odzywać ale 25.03.09, 21:46
            Miałam się nie odzywać, ale niech tam. Masz prawo wyrażać swoje
            opinie, tak jak mi ma prawo to walić. Wygląda na to, że został tu
            poruszony problem w najwyższym stopniu tabu. Co kłóci się z
            wyobrażeniami nietórych o sobie jako o światłych i otwartych
            jednostkach. Pruderia, zaściankowość, zaklinanie rzeczywistości. Bo,
            że mu nie staje to chyba fakt? Mówi, że to dlatego, że go nie
            kokietuje i leży jak kłoda. Z drugiej strony pisze, że próbowali już
            wszystkiego. Rozumiem, że rzucał nią jak manekinem. Z drugiej
            strony, jak się starała, to jego drażniły te nieporadne próby.
            Być może znajdzie się na tym forum taka kobieta, która odważy się na
            opisanie uczuć, które taragają kobietami w momencie, gdy wyłażą ze
            skóry, a facetowi nie staje. I ten strach w oczach faceta, czy znowu
            się nie uda. Dobrze by było znać drugą stronę medalu, jak się nie
            chce być ignorantem. Domyślam się, że część z panów doświadczyła
            kiedyś podobnych emocji, stąd wściekłe ataki, próbujące zakneblować
            dyskutantów. Jak się o czymś nie mówi, to tego nie ma.
            I jeszcze jedno, to takie "męskie", obrażać adwersarza przy braku
            argumentów. Bardzo typowe i bardzo żałosne.
            • avide Re: Miałem się już nie odzywać ale 26.03.09, 00:53
              Kici, niestety czy tego chcemy czynie czasami zdarzają się kobiety
              niereformowalne, proste w łóżu i po prostu choć nawet całkiem atrakcyjne to
              jednak mało seksowne i podniecające.

              I uwierz mi dopóki facet jedzie na euforii pod tytułem "jaka ona piękna" i fiut
              mu staje jak na zawołanie to jakoś leci. Z czasem jednak trzeba dbać o ten
              erotyzm związku bo nie każdy jest prosty jak konstrukcja cepa. I wtedy zaczynają
              się problemy. Można nie mieć ochoty bzyknąć takiej kobiety.

              Osobiście uważam że moja żona z roku na rok staje się piękniejsza jako kobieta.
              Jednak to co i jak lubi w łóżku powoduje ze z każdym rokiem co raz mniej mam na
              nią ochotę. Wiem czemu się tak dzieje. Tłumaczyłem, mówiłem, prosiłem, groziłem,
              olewałem itp wiele razy.
              Prawda jest taka że jak tylko na chwilę przestaje truć jak zrzęda od razu
              zapomina o wszystkim. A mi opada wszystko ;-). Wiem wiem... jestem impotentem bo
              już mi nie staje na hasło, "właśnie mi się zachciało"... Niech Ci będzie...

              Domena prostoty łóżkowej nie jest zarezerwowany tylko dla płci męskiej.
              • kici10 Re: Miałem się już nie odzywać ale 26.03.09, 11:35
                Nie zrozumiałeś mnie Avide. Nie było moją intencją piętnowanie
                kogokolwiek za takie, czy inne reakcje fizjologiczne. Ostry ton
                wywołała ignorancka postawa songo - wszystkiemu są winne te wredne
                kobiety. A dlaczego - cholera je wie.
                Wracając do tematu, słowo impotencja tutaj nie padło z mojej strony.
                Jeśli facet ma problem z hydrauliką, to jest to problem pary, a nie
                tylko jego. Są to tak samo traumatyczne przejścia zarówno dla
                faceta, jak i kobiety. Zanim się zacznie o to obwiniac kogokolwiek,
                może należałoby spróbowac rozwiązac problem innymi sposobami. Ale
                jak rozwiązywac problem, któremu się zaprzecza? Po co chodzic do
                seksuologa, czy psychologa, jak to wszystko wina baby? Jest nie taka
                jak potrzeba. Jak próbuje byc inna, to wywołuje to śmiech
                politowania. To tak jakby próbowac z psa zrobic kota i buntowac się,
                że nie miauczy. Jeśli Elektron pisze, że zarządza zespołem ludzi, to
                nie jest to typ infantylnej słodkiej idiotki. Nie dziwi mnie, że
                próby udawania przez nią kogoś innego wyglądają żałośnie. To
                przecież musi byc sztuczne, bo nie wynika z cech charakteru.
                Czy nie zadziałał tu mechanizm potrzeby odmiany? Facet zna tylko
                jedną kobietę. Jego wcześniejsze doświadczenia były zerowe. Nasycił
                się i teraz przyszła chęc na posmakowanie czegoś innego. To tylko
                jedna z możliwości.
                Odnoszę wrażenie, że sam nie bardzo wie o co mu chodzi. Ale
                perfekcyjnie znalazł dla siebie wyjście awaryjne, w postaci
                obwinienia za wszystko partnerki.
                Nie sądzę, żeby sytuacja była tak prosta, a Elektron tak
                rewelacyjny, jak nam się tu maluje. Sądzę, że jak każdy popełnił
                mnóstwo błędów, które doprowadziły go do stanu obecnego. Ale kurna
                po co ma się zastanawiac, jak to wszystko wina żony?
                Gdyby przyszedł do żony i uczciwie powiedział - mam taki problem -
                nie umiem sobie z nim poradzic, zróbmy coś z tym, bo bardzo zależy
                mi na tej sferze życia, to sądzę, że byłaby inna reakcja. Jest to
                zachęta do działania, próbowania, czytania, dowiadywania się.
                Tymczasem on się odwrócił w stronę Reni. Mówi, że nie szuka kochanki
                i ja mu wierzę. Jak by się bowiem nie sprawdził przy innej kobiecie,
                to byłby problem. Cały misterny plan ze znalezieniem winnego wziąłby
                w łeb. Podświadomie więc z niego nie chce skorzystac. Renia, to jest
                dopiero kobita, wszystko ma jak trzeba.
                Teraz kilka uwag na temat tzw. starania się facetów. We własnym
                pojęciu, to oni się starają. Owszem, przed ślubem. A potem klapa.
                Na początku wiedzą jak uwodzic kobietę. A potem dramat. Kiedyś
                usłyszałam tekst, że żonie nie powinno się mówic za dużo
                komplementów, bo jeszcze się znarowi. A jeśli się mówi, to są one
                często bezosobowe. " Jak wyglądam - może byc. Powiedz mi coś miłego -
                - fajny obiad ugotowałaś. Porozmawiaj ze mną - no przecież
                rozmawiam, kiedy będzie kolacja". Itd. Potem przychodzi kolega i
                mówi - świetnie dziś wyglądasz, w tej sukience Ci ekstra, ale masz
                fajny biust. I patrzy z zachwytem. I jak tu potem miec ciepłe
                uczucia do swojego "buca". Starac się, przecież i tak nie zauważy.
                Elektron wziął sobie za żonę dziewczynę z DDA. To poważny problem.
                Radziłabym sobie trochę na ten temat poczytac. Takie osoby są
                cholernie skrzywdzone w dzieciństwie i bardzo nieufne. Bardzo pragną
                bliskości, ale jednocześnie się jej bardzo boją. Dziwnym trafem
                często wybierają sobie partnerów niedostępnych emocjonalnie. Niech
                więc szanowny Elektron zastanowi się, czy sam nie jest takim
                partnerem niedostępnym emocjonalnie. I cokolwiek druga osoba dla
                niego nie zrobi, to będzie mu mało. Ta, czy jakakolwiek inna.
                I na koniec jeszcze jedna rada. Jeśli Elektron bardzo pragnie, by
                jego żona nauczyła się uwodzic, to niech wyślę ją na taki kurs
                uwodzenia. Ostatnio pełno się takich reklamuje w internecie. Pewnie
                nie przerobi jej na kogoś innego, ale może wyciągnie z jej
                osobowości, co się da. Tylko, żeby potem nie żałował. Wszak
                dziewczyna ma tylko 27 lat. A może dowiedziec się też rzeczy nie
                bardzo na rękę Elektronowi.
                Jak to mówią " Uważaj o czym marzysz, bo może się spełnic".
                To tylko kilka refleksji do zastanowienia. Możesz oczywiście
                posłuchac innych kobitek, które mówią - a to suka, rzuc ją, my to
                dopiero wiemy jak dogodzic facetowi. Lub facetów, którzy mówią, nic
                nie rób, bo one wszystkie to wredne idiotki, Renia jest the best.
                • avide Re: Miałem się już nie odzywać ale 26.03.09, 14:59
                  Fakt, może trochę się zagalopowałem w osądzie.
                  Dlatego z tego tytułu, wirtualny aseksualny buziak przeprosinowy. ;-)

                  Co do reszty postu.
                  Kici, jedną z najważniejszych rzeczy jakie odkryłem podczas mojej 3-letniej wędrówki zgłębiającej meandry ludzkiej seksualności było to, że to wcale nie jest tak, że jak dwoje ludzi bardzo chce to jest w stanie przeskoczyć każdy problem. To MIT ! Nie w seksie.
                  Seks rządzi się własnymi prawami.

                  Ludzie są różni i choć w życiu bardzo się lubią, kochają itp to wcale nie znaczy, że seks też sobie dograją. Dograć można tylko w niewielkim zakresie. Tego trzeba mieć świadomość. A jaki to może mieć później destrukcyjny wpływ na związek tez wszyscy chyba wiemy.


                  > Teraz kilka uwag na temat tzw. starania się facetów. We własnym
                  > pojęciu, to oni się starają. Owszem, przed ślubem. A potem klapa.
                  > Na początku wiedzą jak uwodzic kobietę. A potem dramat.


                  Pewnie wiele razy sprawdzą się Twoje słowa. Pewnie nawet znasz to z autopsji. "Kobiety kochają uszami" kiedyś przeczytałem. Zgadzam się.
                  Nie mniej, możesz mi zaufać na słowo. Dopieszczałem na wszelkie możliwe sposoby żonę. Wydobywałem z niej kobiecość. I to co mi się udało zrobić to sprawić że świata poza mną nie widzi, tak bardzo mnie kocha (albo tak świetnie gra ;-), myślę jednak że tak jest). Natomiast nie przekłada się to bynajmniej na jej reakcje fizjologiczne,oraz zainteresowanie rożnymi formami seksualności co by mnie na przykład zaskoczyć. Dlatego jedno niestety nie koreluje z drugim.

                  Istnieją kobiety, które owego kurewstwa w sobie nie maja i tyle. I uwodzenie, budowanie w niej komplementami kobiecości itd. niewiele pomorze.
          • nomistake Re: Miałem się już nie odzywać ale 25.03.09, 21:53
            A mi nasuwa się wątek Glamourous o cieniasach w łóżku, o tym że
            facet zawsze zracjonalizuje swoje łóżkowe niepowodzenia i
            najczęściej winą obarczy partnerkę. Zgadzam się z Kici w 100%,
            pewnie też jestem IDIOTKĄ.

            P.S. Uderz w stół...
            • songo3000 Ano racja, uderz w stół... 26.03.09, 10:11
              A co ma racjonalizacja to kręcenia lub niekręcenia? Moja połowica mnie kręci (bo pracuje na to cały czas) to mi przy miej staje. Jej koleżanka z kolei już zupełnie nie i tutaj zaliczam 'zwis'. To chyba normalne?
              Wmawianie komuś, że jest impotenem bo ta konkretna kobieta go nie kręci jest po prostu wredne.

              Akurat racjonalizacja to i owszem, ma tu miejsce ale od strony 'zlęknionych' kobiet. No bo jak to, to przecierz nie możliwe żeby (chociaż potencjalnie) zdrowemy facetowi przy mnie nie stawał. Przecież ja zawsze jestem seksualnie atrakcyjna. NA PEWNO on jakiś chory jest.

              I masz rację, uderz w stół...
              • twardycukierek Re: Ano racja, uderz w stół... 26.03.09, 10:22
                Songo, lubisz tak grochem o ścianę? ;)) Przecież tu właśnie o to chodzi, że się
                NIE CHCE starać ani na nic pracować, bo i po co? Się ożenił to niech sam się
                stara. W końcu jest facetem, nie? I to jego psi obowiązek 'obudzić we mnie
                kobietę'. ;P
                • songo3000 Re: Ano racja, uderz w stół... 26.03.09, 10:37
                  Lubię :) Efekt żaden ale jest squash za darmo :)))
                • ciezka_cholera Re: Ano racja, uderz w stół... 26.03.09, 11:13
                  Ech Cukierku, ujme to tak: w zwiazku nic nie jest obowiazkowe (w zwiazku
                  doroslych ludzi, a nie w zwiazku rodzicow z dziecmi, tam obowiazki sa), bo sam
                  zwiazek obowiazkiem nie jest. Warto oczywiscie miec swiadomosc, ze pewne
                  zaniechania (lub dzialania) moga rodzic konsekwencje, niekoniecznie po naszej
                  mysli. Przyklad z zycia: moj maz twierdzi (nie stanowi to dla niego duzego
                  problemu, ale kilka razy napomknal), ze ladniej wg niego wygladalam +10kg. A ja
                  sie zdecydowanie ladniejsza czuje teraz (a wlasciwie jeszcze bym chetnie 3 kg
                  schudla - waze 53 kg przy 160 cm wzrostu). Nie zamierzam przytyc dla meza i
                  godze sie z konsekwencja, ze jestem dla niego mniej atrakcyjna. Nie wiem jak bym
                  do tematu podeszla, gdyby ta waga byla dla niego super istotna (bo nie jest,
                  wyraznie mu sie podobam taka jak jestem), ale smiem podejrzewac, ze nawet wtedy
                  nie chcialabym przytyc.
                  Brutalna prawda jest taka, ze w tej zwiazkowej przepychance, silniejsza pozycje
                  ma po prostu ten z partnerow, ktoremu mniej zalezy na kontynuacji relacji. A
                  idealem sa zwiazki bez przepychanek, w ktorych sprawianie partnerowi radosci i
                  schlebianie jego gustom wynika z wewnetrznej potrzeby drugiego partnera :-).
                  • ciezka_cholera i jeszcze jedno 26.03.09, 12:25
                    Osobiscie uwazam, ze tzw rezygnacja z siebie, jest ogolnie szkodliwa - dla
                    zwiazku rowniez.
                    Sa cechy, ktore w jakis sposob nas okreslaja, nawet jesli nie sa one w smak
                    partnerowi to nie powinno sie ich zmieniac (moim zdaniem). Przykladowo ja jestem
                    leniwa i niezorganizowana, niska blondynka, bezposrednia i prosta jak budowa
                    cepa, ceniaca wygodne ciuchy. Zalozmy, ze idealem mojego meza byloby kompletne
                    moje przeciwienstwo: wysoka tajemnicza brunetka, o skomplikowanym wnetrzu,
                    pracowita, zorganizowana i elegancka.
                    Swoje lenistwo, nieuporzadkowanie i brak organizacji uwazam za wady, bardzo
                    pracuje, zeby je zmienic z dobrym skutkiem.
                    Na wzrost za bardzo nie mam wplywu, nawet jakbym chciala, to nie urosne.
                    Wlosy mi wisza, moge je sobie dla meza zafarbowac, moga zostac takie jak sa,
                    wszystko mi jedno, innymi slowy: jak mezu zalezy, to zafarbuje.
                    I tu bedzie zmiana frontu: ani mysle zaczac byc tajemnicza, skomplikowana i
                    kaprysna, nie planuje udawac niedostepnej, kiedy mam ochote na seks na pierwszej
                    randce. Nie chcialoby mi sie wbijac dla faceta w szpilki i sukienki (choc to od
                    czasu do czasu zrobic moge). Mam swiadomosc, ze wiekszosc mezczyzn nie pociagaja
                    kobiety takie jak ja, ale wole pozostac soba i szukac swojej niszy. Jesli moj
                    osobisty facet, nagle (lub stopniowo) zmienilby zdanie co do mojej osoby i
                    probowalby wtloczyc w inna forme, to bym sie nie dala. Nawet jesli musialabym za
                    to zaplacic rozstaniem.
    • slotna Re: Ciekawy problem - help 25.03.09, 19:11
      Dla mnie to wszystko brzmi tak abstrakcyjnie, ze az niewiarygodnie. Zeby sie to wszystko trzymalo do kupy, trzeba chyba przyjac, ze pani elektronowa nie jest do konca normalna. Bo coz ona jeszcze robi w tym zwiazku?

      Elektronie! Wyobraz sobie, ze twoja zona mowi:
      - zupelnie mi sie nie podobasz, jestes za malo meski
      - nie to, ze nie chce seksu - ja nie chce seksu z toba, odrzuca mnie to
      - jestes smieszny, kiedy probujesz mnie rozpalic, zachowujesz sie jak dziesiecioletni chlopiec
      - nie masz w sobie nic z mezczyzny
      - wole zabawic sie wibratorem niz uprawiac seks z toba
      - a mimo to od ciebie nie odejde BO TAK

      i powtarza to bezustannie! A ty sie lasisz do niej, i prosisz o ten seks, a jak nie dostaniesz, to urzadzasz "jazdy".

      Jakos tego nie widze :)

      --
      Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
      • songo3000 Re: Ciekawy problem - help 25.03.09, 20:49
        To, że "nie widzisz" połowy abstrakcyjnych twierdzeń w fizyce nie oznacza, że ich nie ma. A już z pewnością nie sprawi, że znikną :)
        • slotna Re: Ciekawy problem - help 25.03.09, 21:54
          songo3000 napisał:

          > To, że "nie widzisz" połowy abstrakcyjnych twierdzeń w fizyce nie oznacza, że i
          > ch nie ma. A już z pewnością nie sprawi, że znikną :)


          Ale chyba na czyms sa oparte te twierdzenia, tak? Tutaj mamy pana, ktory pyta w jaki sposob dogadac "zonce" tak, aby rownoczesnie sie odpalantowala i zrozumiala, ze seksu nie bedzie juz nigdy oraz nadal byla mila, grzeczna i nie robila jazgotu, co by mogli dalej tworzyc zgodne stadlo. Przy czym zona ta, bedac osoba bardzo_fajna_i_inteligentna, nie rozumie podstawowych, bardzo prostych przekazow, nie przejawia cienia empatii, w dyskusji stosuje tanie histeryczne chwyty. Dla mnie te informacje sa sprzeczne.

          --
          Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
          • songo3000 Re: Ciekawy problem - help 26.03.09, 10:22
            Powtarzam, to że dla Ciebie jest sprzeczna nic nie oznacza dla autora wątku. Nie zmienia jego sytuacji. Osobiście znam kilka par z bardzo podobnymi problemami (pomijając próbę olania seksu przez autora IMHO niewakonalną), może dlatego mnie to nie dziwi.
            To, że babeczka może być inteligentna a nie mieć za grosz empatii i >nie chceć< dostrzegać pewnych problemów to żaden 'kosmos', raczej samo życie. Ba, a ilu takich facetów jest (założę się, że odwrotna sytuacja już by Cię mniej dziwiła, to się szowinizm nazywa).
            • slotna Re: Ciekawy problem - help 26.03.09, 15:44
              songo3000 napisał:

              > Powtarzam, to że dla Ciebie jest sprzeczna nic nie oznacza dla autora wątku. Ni
              > e zmienia jego sytuacji.

              To, ze dla ciebie nie jest sprzeczna, tez nie zmienia sytuacji autora watku :) Przynajmniej nie bezposrednio. A posrednio - autor przeczyta i wyciagnie wnioski, a jakie to juz jego sprawa.

              > Osobiście znam kilka par z bardzo podobnymi problemami
              > (pomijając próbę olania seksu przez autora IMHO niewakonalną), może dlatego mn
              > ie to nie dziwi.

              Ooo, ja wiem, ze sa pary z podobnymi problemami i bynajmniej nie neguje problemu autora. Ba, sama niegdys mialam podobny klopot. Dziwi mnie tylko kilka okolicznosci, juz to wyluszczylam.

              > To, że babeczka może być inteligentna a nie mieć za grosz empatii i >nie ch
              > ceć< dostrzegać pewnych problemów to żaden 'kosmos', raczej samo życie.

              To, ze moze byc inteligentna, a nie miec empatii wcale sie nie wyklucza. Ale to, ze moze byc inteligentna i nie rozumiec, co sie do niej spokojnie mowi, juz tak. Jak rowniez to, ze przy takim braku empatii moze byc fajna osoba z ktora sie swietnie zyje na codzien.

              >(założę się, że odwrotna sytuacja już by Cię mniej d
              > ziwiła, to się szowinizm nazywa).

              A to jest juz czysta zlosliwosc z twojej strony. Nie masz podstaw do wyciagania takich wnioskow. Ba, wrecz przeciwnie: spojrz na moj pierwszy post w tym temacie. Napisalam przykladowo, jakie slowa moglyby padac w odwrotnej sytuacji i oczywistym chyba jest, ze uwazam je za tak samo (delikatnie mowiac) niemile.

              --
              Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
              • songo3000 Re: Ciekawy problem - help 26.03.09, 20:35
                > A to jest juz czysta zlosliwosc z twojej strony.
                O przepraszam! Ja tylko dbam o swój forumowy image ;)
    • avide Re: Ciekawy problem - help 26.03.09, 00:23
      Dobra mam chwilę, napiszę referat ;-).
      Generalnie nic odkrywczego nie wymyślę czego już inni wcześniej nie napisali.

      Postawa jaką prezentuje obecnie elektron prowadzi bezpośrednio do zdrady (jego
      lub jej) oraz w efekcie do rozwodu. Dlatego postawa ta jest zupełnie
      bezsensowna. Lepiej od razu się rozwieść.

      Istnieje seks bez związku natomiast nie istnieje związek bez seksu. Przynajmniej
      nie w wieku 30 lat.

      Dałeś Panie Elektron strasznie po badzie z tym tekstem do żony. Jak ona jest DDA
      to prawie pozamiatałeś jej seksualność. Zapamiętaj sobie że pewnych rzeczy w
      związku powiedzieć nie można bo później nic już nie będzie takie jak było.

      Zamiast postawy "mam wszystko w dupie i tak cie nie bzyknę" zastosuj postawę,
      chcesz seksu ? ja też, ale musisz mnie do niego zachęcić. Kochanie, poderwij
      mnie, uwiedź, spraw żebym odleciał. I niech kombinuje. Niech zrobi loda przed
      lustrem w przedpokoju, itd. jak będzie uparcie dążyła do ustalonego rytuału nie
      pozwól na to. Wiem że będzie to nieporadne z jej strony, ale przynajmniej
      będziesz widział inicjatywę a nie tylko postawę roszczeniową pod tytułem "zrób
      mi dobrze".
      Po każdym taki razie jak się postara musisz chwalić i powtarzać jak Ci się
      podobało.
      Jak uczyłem żonę robić loda nie raz zagryzałem wargi jak mnie zahaczyła zębami.
      Z przyjemnością niewiele miało to wspólnego. Nie mniej po jakimś czasie nauczyła
      się. Co prawda do namiętności pasji i zaangażowania jak to robi dużo brakuje i
      to niestety czuć, ale pozostaje cieszyć się tym że jest.

      Druga sprawa.
      Trzeba zrozumieć że w tej sytuacji mamy do czynienia z dużym niedopasowaniem
      seksualnym.
      Oboje pokpili sprawę już na poczatku. Są z sobą od 19 roku zycia. Poznali się
      zanim poznali sami siebie. Z tego co pisze Elektron, znajdują się wraz z żoną
      na przeciwnych biegunach.
      Ona prosta, nieskomplikowana, ona typ poszukujący.

      Twierdzę że kochanką jaką sobie wymarzył Elektron to jego żona nigdy się nie
      stanie. Przynajmniej nie z nim. Z tym niejako trzeba się urodzić. Jak ktoś nie
      ma predyspozycji, to będzie jak choćby z gotowaniem. Jeden z potrawy zrobi
      arcydzieło drugi odwali pańszczyznę. A nawet jak się ma talent trzeba umieć go
      rozwinąć.

      Z mojego doświadczenia wynika że kobieta seksualnie rozwija sie pod wpływem
      dwóch czynników.
      1) Ma w sobie naturalną ciekawość seksu, ciało dość pobudliwe i nawet niedołężny
      seksualnie partner nie jest w stanie ją zablokować. To są te tzw gorące kobiety.
      Niedawno był tu nawet wątek założony przez jedną taką co to z uporem maniaka
      zmieniała partnerów aż w końcu bingo ;-).

      2) Kobieta rozwija się seksualnie pod wpływem ODPOWIEDNIEGO faceta. Zimna ryba z
      jednym czy drugim, trafia nagle na faceta przy którym nie wiedzieć czemu
      puszczają jej wszelkie hamulce i to co przed chwilą było zawstydzające nagle
      okazuje się podniecające itd.

      Jak widać w przypadku autora nie zadziałał ani pkt1) ani 2).
      Oczywiście u kobiet istnieje jeszcze "instytucja" magicznej 30-stki, czy ciąży i
      związanej z nią burzy hormonów ale to jak granie w totka. Podobno ktoś wygrywa ;-).

      Dlatego właśnie szczerze współczuję, ale wg mnie z tej mąki wiele nie zdziałasz.
      Jestem gorącym zwolennikiem wchodzenia w związki w okolicy 30-go roku życia.
      Człowiek wtedy już wie czego chce i jaki jest. W wieku 20-stu lat jest
      szczeniakiem.

      Poza tym nawiązując jeszcze do Twojej żony Elektronie, ona postrzega Cię pewnie
      w kategoriach owego 20-sto latka. Nie zauważyła że facet też człowiek,
      upodobania się mogą mu zmienić. I inteligencja tutaj nie ma dużo do gadania.
      Seks, erotyka rządzą się własnymi prawami.

      I tak na koniec co ci zatem pozostaje.
      1) Pogodzić się z faktami, bzykać żonę od czasu do czasu dla dobra małżeństwa a
      seksualnie realizować się fantazjując.

      2) Powiedzieć jasno i wyraźnie że jest się niedopasowanym seksualnie a że jest
      to ważna sfera, to z tego tytułu rozejśc się. Postawa niejako szlachetna ale i
      najtrudniesza bo powiedzenie w sądzie albo choćby rodzinie że rozstajecie się bo
      żona źle dupy daje jest co najmniej smieszne.

      3) Opcja kochana i cały bagaż obciążeń jaki się z tym wiąże.

      Z resztą jak napisałem, jeżeli nie będziesz zaspokajał żony choćby w stopniu
      minimalnym szybciutko staniesz się rogaczem.

      reszta była w emailu.
      Pozdrawiam.
      Avide.
    • avide Bi i Krzysztof 26.03.09, 00:25
      Zajrzyjcie na email.
    • gomory Re: Ciekawy problem - help 26.03.09, 07:36
      Jak to pod wplywem forum mozna zaczac leciutko zmieniac front. Autor juz tak kategorycznie nie twierdzi, ze szuka wymowek jak splawiac zone z lozka ;).
      Ja widze pisanie Elektrona jako zrzucenie swojej porcji zalu za to, ze swiat nie jest taki jakby chcial. Co zrzucil z siebie to jego :).
      Nie od czapy chyba bedzie tutaj wspomniec o zjawisku: mezczyzna interesujacy sie kobieta inna niz partnerka staje sie wobec wlasnej coraz bardziej krytyczny. To dotyczylo prawie 80% badanych wiec mozna zalozyc, ze dotyka prawie kazdego faceta. Elektronie chyba sam najlepiej umialbys znalezc co wysrubowalo Twoje oczekiwania: frywolne stroje sasiadki, seksualne wyznania kolezanek czy wyzudanie gwiazd srebrego ekranu. Zona akurat tej poprzeczki nigdy nie przeskoczy.
      Nawet trudno byloby doszukiwac sie w niej jakiejs winy. Wszak ona sie nie zmienila w trakcie malzenstwa. To Ty przewartosciowales swoja sfere seksualna. Zawiedziony jestes, ze ona jest soba a nie taka jaka chcialbys ja widziec. W sumie ma powody czuc sie teraz zdezorientowana bo przeciez wiedziales jaka jest osoba. To wtedy TY dokonales wyboru a dzisiaj ponosisz tego konsekwencje. Wolalbym napisac czerpiesz profity ale w tej sytuacji nie moge :(.
      Jesli jestes zdrowym mezczyzna to nie mozesz pragnac by erotyka dla Ciebie zatrzasnela swoje wrota na zawsze. Takie pragnienia moglyby byc wypadkowa tylko jednego: masz seksualne problemy w kontaktach z kobietami. To nie znaczy, ze tak jest ale latwo zaczac podazac tym tropem biorac pod uwage doswiadczenie jakie masz na tym polu.
      By tego nie przyjmowac do wiadomosci mozna sie wykrecac od lozka roznymi sposobami. Dla wlasnej psychiki wygodniejsze jest przerzucenie winy na partnerke. Jesli tak nie jest, to nie pragniesz zycia w celibacie. Chcialbys dzikiego, namietnego seksu jak kazdy zdrowy czlowiek.
      Rozwiazania doroslego odpowiedzialnego czlowieka sa dwa: poszukac kobiety z ktora zmysly iskrza i nadajecie na tych samych falach albo realizowac sie dalej w zwiazku.
      Inwestujac w zone faktycznie powinienes wlozyc wysilek w tworzenie czegos co bedziesz akceptowal. Zacznij od uzmyslowienia sobie, ze nie potrafisz rozmawiac z zona. Moze terapeuta, seksuolog by wam pomogl? Nie uczyni z niej superwampa bo ona taka nie jest. Chyba ;). Ale moze cos nieco chociaz drgnie dajac Tobie satysfakcje.
      Racje mialy Panie powyzej, ze kobiety rozkwitaja pod wplywem meskich spojrzen. Tak jest. Nie patrzysz na zone pozadliwie wiec ona sie nie rozwija. Ale moze tak byc, ze na nia tak patrzec nie potrafisz tym samym blokujac i ja, i siebie. Ale ktos inny moze umialby ;).
      Twoja obecna postawa to glos podswiadomosci: nie chce byc tym ktory nasz wspolny pojazd kieruje do przepasci. Po prostu puszczam kierownice i on sie sam roz$%^li. A to juz nie moja wina, przeciez mogla zona skrecac. Ty sie z nia wlasnie rozstajesz - czujac, ze to nie w porzadku chcesz byc jednoczesnie fair.
      • misyjka Re: Ciekawy problem - help 26.03.09, 08:04
        NO właśnie, jak fajnie to napisaliście Avide i gomory , widzę ,że
        nic się nie zmieniło, a bywałam tu na tym forum częstym gościem -
        kiedyś, pod innym nickiem :) ale chyba już mnie nie pamiętacie ?
        Kiedyś i mi radziliście i co wam powiem , to tylko jedno - teraz
        jest super, a wzloty i upadki są w każdym związku, więc i pan
        Elektron takowe przejść musi, takie życie...gdyby człowiek jadł same
        cukierki , hm...
    • avide Dla tych co jednak chąe walczyć... 26.03.09, 10:37
      Nie da się ukryć że to co jedni mają od matki natury inni muszą się uczyć całe
      życie. Podtrzymuję moje zdanie z postu powyżej co do sytuacji. Jednak jakby
      ktoś w takiej sytuacji uparł się jednak, że chce zrobić z kobiet gejszę to
      napisze co mi przychodzi do głowy.

      Nie wspomniałem o jednym aspekcie do tej pory. Dość istotnym wg mnie. Kobieta
      jest wyraźnie skrępowana i zawstydzona, zablokowana odważnymi zachowaniami
      seksualnym. Chciało by się rzec, że nie leżą w jej naturze.

      Jednak warto sprawdzić czy faktycznie to jej natura czy tylko zahamowania
      stricte związane z seksualnością. Cechy kochanki jakie oczekuje od niej autor są
      pewnymi wspólnymi nie tylko dla samego seksu.
      Pomysłowość, otwartość na nowości, kreatywność, spontaniczność. To cechy
      osobowości.

      Pytanie? Jaka ona jest w tańcu ? W życiu codziennym ?

      Taniec. Taniec i seks to bardzo fajne porównanie bo i tu i tu występują bardzo
      podobne emocje. Lubi tańczyć ? Jeżeli tak to jak długo potrafi tańczyć ? Całą
      noc czy po dwóch piosenkach ma dość ? Jak już tańczy bezwładnie czeka aż ją
      poprowadzisz od A do Z wg ściśle ustalonego schematu ? Jak wypadniecie z tego
      schematu, zrobisz jakąś figurę inną, jak się zachowuje ? Wymyśli coś w trakcie
      na szybko tak by razem z partnerem kontynuować taniec nawet jak się zgubiliście
      gdzieś w rytmie na chwilę czy przerywa, staje, czuje się zupełnie zdezorientowana ?

      Zycie.
      Jakby zareagowała jakbyś wpadł po nią do pracy i powiedział że lecimy do kina,
      mimo że nie miała tego w planie ? Czy zawsze stara się mieć wszystko poukładane
      czy w jej poczynaniach pojawia się element improwizacji ? Jak reaguje na
      problemy i zmieniające się warunki. Np. jedziecie autem i zgubiliście się. Ty
      prowadzisz. Łapie za mapę i szybko odnajduje trasę zastępczą czy patrzy
      zdziwionymi i złymi oczami każąc Ci się natychmiast zatrzymać ?
      Czy potrafi tak na co dzień być kreatywna, spontaniczna, trochę szalona, czy
      jest poukładana, stonowana, wszystko ma przemyślane a nawet "spontaniczne"
      wypady weekendowe planuje 2 tygodnie wcześniej ?

      Jeżeli w tańcu nie potrafi się odnaleźć, w życiu wszystko musi mieć poukładane,
      ciężko ja namówić na coś co wcześniej nie było zaplanowane i tak dalej, to
      kaplica. Po prostu taka jest i powiem szczerze im szybciej się rozejdziecie tym
      krócej będziecie się męczyć. Bo problem będzie narastał. Z czasem wyjdzie z
      sypialni i przeniesie się na inne płaszczyzny.

      Jeżeli jednak potrafi wykrzesać z siebie odrobinę tego szalonego powera,
      nieprzewidywalności, luzu w tańcu, w życiu to i w łóżku przy odpowiedniej Twojej
      postawie może się udać.

      Elektron, jak wcześniej napisałem kobieta rozkwita przy mężczyźnie. Musisz być
      zatem dla niej tym mężczyzną. Ona musi widzieć zachwyt w Twoich oczach ale na co
      dzień. Nie tylko w chwili kiedy masz ochotę na seks. Jak będzie to czuła to z
      czasem może wejdzie w rolę kobiety, stanie się nią. Jeżeli będziesz odstawiał
      szopki jak do tej pory, nigdy tak nie będzie bo nie dosyć ze samej jej ciężko to
      jeszcze nie będzie jej się chciało ze względu na ciebie.
      Jednak przy tym wszystkim cały czas musisz być wy wymagający. Nie krytykujący,
      ale wymagający.

      Zapiszcie się na taniec. Polecam Salse w parach. Taniec wybitnie erotyczny.
      Nauczy się ruszać seksownie bo w tym tańcu po prostu nie sposób nie ruszać
      seksownie biodrami i dupcią ;-). Poza tym po nauczeniu się podstawowych figur
      kładziony jest nacisk na improwizację w tańcu. Partnerka nie do końca wie co
      parter zaraz wymyśli więc niejako musi starać się poczuć taniec. W ten sposób
      może nauczyć się bardzo kobiecej zmysłowości. Poza tym jak poczuje się pewnie w
      tańcu, powinna się przez to poczuć bardziej seksowna sama dla siebie. A to z
      kolei przełamie w niej kolejną barierę.

      Trzy to komunikacja. Niby rozmawiacie ale jak sam piszesz grochem o ścianę.
      Powiem Ci jak to było u mnie. Miałem identycznie. Na wszelkie próby rozmowy o
      seksie (u nas problem był dużo większy bo zona żadnej satysfakcji nie czuła ze
      zbliżeń) uciekała. Bała się, wstydziła, nie potrafiła się z tym zmierzyć. Jak
      się dowiedziała, że się onanizuję poczuła się jakbym ją zdradzał. Przyparłem ją
      do muru pewnego razu. Byłem stanowczy i zdeterminowany. Nie puściłem do momentu
      az pękła i się popłakała przyznając rację. Wtedy zapisałem nas oboje do seksuologa.
      Doktor nic nie pomógł w sumie, ale stała się w gabinecie inna ważna rzecz.
      Opowiedzenie o takim problemie osobie trzeciej, zupełnie obcej jest piekielnie
      trudne. Poszliśmy razem, ja wyłożyłem wszystko doktorowi co i jak, i jak on
      zaczął jej zadawać pytania zalała się łzami ponownie. To było potrzebne. Wtedy
      tak naprawdę dotarło do niej że coś z tym trzeba zrobić. Zrozumiała ale tak sama
      z siebie.
      Dlatego seksuolog wg mnie potrzebny choćby po to by się przed nim wspólnie
      wygadać. Nie sądzę by pomógł w czymkolwiek innym.

      No i na koniec pozostaje wprowadzanie w czyn tego co wcześniej sobie
      uświadomiła. Wcale jednak nie zdziwiłbym się jakby po tym wszystkim w momencie
      gdy tylko spuścisz z tonu ona wracała do dawnej formy.
      Prosiłem, tłumaczyłem, zachęcałem, podsuwałem pomysły. Niewiele to dawało.
      Postawiłem wszystko na jedna kartę.
      Najpierw uświadomiłem żonę by powiedziała za co mam ja tak kochać i pragnąć.
      Powiedziałem jej, że jest piękną kobietą, że bardzo mi się podoba, że uwielbiam
      jej ciało itp. ale samo z siebie już na mnie nie działa. Żeby pokazała mi za co
      mam ją kochać i pożądać ? NIe potrafiła odpowiedzieć. Wtedy padło hasło
      aktywizujące "Powinniśmy się rozwieść".
      Dopiero takie postawienie na ostrzu noża sprawy spowodowały, że w domu częściej
      miewam kobietę.

      Niestety, po tym wszystkim zrozumiałem dopiero, że mimo pewnych starań, jeżeli
      ktoś nie robi tego bo sam chce a nie dlatego ze ja tego wymaga, to i tak nie
      cieszy to. W głowie pozostaje powód owej zmiany, który skutecznie pieprzy całą
      frajdę. Jak chce zobaczyć na jej nogach piep..one pończochy to najpierw idę jej
      kupić a później proszę by założyła. I tak chyba już będzie.

      No, ale spróbować warto. Odmawianie seksu na pewno do niczego nie prowadzi.
      Możesz co najwyżej rzadziej się kochać argumentując tym że musisz się bardziej
      na nią napalić, no chyba że ... ona się postara i cię rozpali. Stawiasz zatem
      sytuację otwartą. Chcesz seksu ? Ja też, ale musisz się postarać, to i ja się
      postaram. Takie coś za coś.


      A tak poza tym to jest bardzo ciernista droga. I choć sam ja przeszedłem nikomu
      nie polecam. Owe zmiany sa procesem trwającym co najmniej ze 2-3 lata. Tego nie
      da sie tak z dnia na dzień.
      Pytanie czy masz w sobie tyle cierpliwości i wytrwałości ?

      Avide.
      • porcellus Re: Dla tych co jednak chąe walczyć... 28.03.09, 17:26
        Avide słusznie prawi. Ja bym spróbowała jeszcze tego www.dojrzewalnia.pl/ nie wiem, może jako spóźniony prezent na Dzień Kobiet? Może owego 'uwodzenia' podłapie od innych, albo chociaż uświadomi sobie,że można się inaczej zachowywać. Tak czy owak powodzenia życzę, wiem po sobie, że można przejść drogę od ostrożnego i niepewnego otwierania się na różności do rozsmakowania w tychże.
        Ale mnie to przyszło samo, może pani Elektronowej trzeba lekkiego kopa z zewnątrz.
Pełna wersja