wielki_elektron
23.03.09, 12:10
Witam wszystkich serdecznie,
Podczytując tutejsze fascynujące wątki o porno, niedawaniu, zrzędzeniu i innych sprawach mam wrażenie, że wiele z tego mogę odnieść całkiem bezpośrednio do mojego małżeństwa. Spróbuję opisać moją sytuację, może coś ciekawego poradzicie :)
Jestem z żoną od ponad 8 lat, była (i mam nadzieję, że jest) wielka miłość od pierwszego spotkania, motyle w brzuchu i takie tam. W łóżku spróbowaliśmy chyba większości rzeczy przeznaczonych dla dwojga :) ale nigdy nie było wielkiego „szału ciał”, po prostu raz lepiej raz gorzej. Zresztą ciężko mi to ocenić bo jesteśmy dla siebie pierwszymi partnerami, czuję, że może być o wiele lepiej, głębiej, namiętniej. Ale, cóż – jak ktoś tu już powiedział „widziały gały co brały” więc nie ma co smęcić.
Z mojego punktu widzenia problem jest inny. Żona kompletnie nie umie, jakby to najładniej określić „być kobieca”. Z tego co widziałem :) to nie ma zielonego pojęcia jak kokietować, flirtować, po prostu wykorzystywać swoje „kobiece” atrybuty. Wszelkie próby jej ‘zadziałania’ na tym polu wyglądają jak jakaś dziecinada w dosłownym znaczeniu, jakbym rozmawiał z dziesięciolatką (może jakby trafiło na miłośnika lolitek to by coś z tego było ;) No i po pewnym czasie pojawił a w zasadzie narastał kłopot. Żona stawała się coraz mniej pociągająca. Dopóki starczyło chemii, mojej dobrej woli czy tłumaczenia sobie, że „co ja tam wiem o kobietach” jakoś ten nasz seks się kręcił. Z roku na rok coraz mniej chciało mi się starać w łóżku. Samo „łóżko” sprowadziło się zresztą do JEDNEJ ulubionej pozycji żony oraz minetkowego orgazmu. Oczywiście po tym wszystkim mogę sobie ją „przelecieć” jak tylko chcę ale równie dobrze mogę przelatywać dmuchaną lalkę, brrr.
Od jakiegoś czasu nie mam najmniejszej ochoty na taki spektakl, naprawdę wolę „porno+Renia”. Niestety, moja żonka zbliża się do trzydziestki co jak na złość przekłada się na zwiększenie libido :) Zaczyna więc coraz natarczywsze umizgi i „jazdy” o seks. Z tym że te chęci absolutnie nie przekładają się na jakość, o nie. Standardowo wygląda to w ten sposób, że przed snem słyszę tekst „to co, będzie dzisiaj seks?”, i tyle. Jakby się na tym zakończyło to powiedziałbym – ok stary, życie to nie bajka a i tak jest całkiem klawe.
Niestety, żonuś to mojej odmowie coraz częściej zaczyna zatruwać mi życie pokazując swoje niezadowolenie. Jednym słowem robi cichsze i głośniejsze jazdy. Przez cały czas próbowałem pogadać, coś naprawić, coś wzbogacić, czegoś ją kurcze nauczyć. Sęk w tym, że małżonka nie przyjmuje żadnej krytyki, żadnego wskazania na problem, żadnych uwag, że coś jest nie tak W SFERZE EMOCJONALNEJ. Tutaj jest kompletną introwertyczką, nie potrafi i NIE CHCE porozmawiać o problemach dotyczących „wnętrza”. Po kilku latach wyciągania ręki stwierdziłem, że nie to nie.
Zabrzmi to banalnie ale nie chcę się z nią rozwodzić, jest naprawdę fajną, inteligentną osobą, o której codzinnie ciepło myślę. Potrafimy się głęboko wspierać, realizować różne zwariowane pomysły i po prostu żyć razem. Tylko, że jest po prostu beznadziejna w sferze seksualnej. Nie chce tego dostrzec, nie chce nic zmienić a mi się na tym polu też już nic nie chce.
Pytanie: co zrobić aby się z seksem, za przeproszeniem „odpieroliła”.
PS. Widzę, że strasznie spłaszczyłem ale pytam poważnie, nie robię sobie jaj, nie troluję. Po prostu mam coraz większy kłopot.