Definicja oziebłości

30.03.09, 17:09

"Oziębłość nie jest jakąś niezmienną cechą. Wiele kobiet nie poczuło, czym jest pożądanie, bo się na nie nie otworzyły. A dlaczego? Wychowanie grzecznej dziewczynki jest wzorcem aseksualnego wychowania, przygotowania do życia według 'scenariusza bez radości'. Uczy, że nie można okazywać spontanicznie uczuć pozytywnych. 'Oziębłe kobiety' nie są zimne, tylko mają problem z ekspresją pozytywnych emocji, nie dają sobie do tego prawa. To się przekłada na to, czy umiemy się bawić, czy lubimy aktywność fizyczną - od sportu po taniec - czy mamy dobry kontakt ze swoim ciałem i czy potrafimy się upić na wesoło. To są symptomy tego, czy będziemy też otwarte na flirt, nie mówiąc już o pójściu na całość, czyli poddaniu się fali pożądania. Bo to wymaga odwagi. 'Oziębłe kobiety' podświadomie czują, że pożądanie to siła, którą trudno okiełznać."

Fajnie napisane nie sadzicie ?

Całość dla tych co nie czytają pierwszej strony GW tutaj:
kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,53581,6425941,Fale.html?as=1&ias=4&startsz=x
    • mantis_after_dinner Re: Definicja oziebłości 30.03.09, 17:27
      <<'Oziębłe kobiety' nie są zimne, tylko mają problem z ekspresją
      pozytywnych emocji, nie dają sobie do tego prawa. >>

      Czy ja wiem, czy 'ozieblosc' to problem z wyrazaniem pozytywnych
      emocji?
      W koncu zachwyt jest pozytywna emocja, a o kobiecie, ktora nie umie
      sie czyms zachwycic raczej nie powiemy ze jest oziebla. Wedlug mnie
      ozieblosc to raczej problem z ekspresja pozadania, a ten nie tyle
      wynika z nieumiejetnosci wyrazania pozytywnych uczuc, co raczej z
      konwencji i wychowania. Zahamowania kobiet wynikajace z wychowania i
      wzorow kulturowych bardzo widac w Polsce, ale w Europie Zach juz
      mniej(stad widze kontrast - mieszkam poza PL od 5 lat). Rzadko ktora
      kobieta nie ma problemu z wyznaniem znajomemu, ze jej sie podoba -
      robia to tylko takie z bardzo otwartym swiatopogladem i
      charakterkiem, ktory potrafi lamac konwencje.
      Ale i to powoli zaczyna sie zmieniac - oby! :)
    • jack20 Re: Definicja oziebłości 30.03.09, 19:43
      osobiscie seksuologa, ktory mowi:
      "...Nie ma w tym nic złego, że kobieta nie odczuwa pożądania przez
      rok, dwa, bo akurat ma inne priorytety. To przychodzi falami..."
      omijalbym szerokim lukiem i olewal cieplym moczem.
      Czy ta babina plotac podobne androny dobrze wie co mowi czy tylko
      chodzi jej o wylansowanie nowego wymyslonego chyba przez siebie
      kierunku w seksuologi?
      Jest oczywiste ze kobieta ktore ma INNE PRIORYTETY przez 2 lata,
      moze wogole zapomniec o znalezieniu jakiegokolwiek typa ktory by na
      nia polecial.
      • songo3000 Re: Definicja oziebłości 30.03.09, 19:48
        Bo trzeba czytać ze zrozumieniem. 'Bezboleśny' dół sinusoidy dotyczył kobiet samotnych.
        • jack20 Re: Definicja oziebłości 30.03.09, 21:06
          Tu nie ma nic ani do rzeczy ani do zrozumienia.
          Ekstrema sinusoidalne jak to nazywasz nie powinny trwac 2 lata
          abstynencji seksualnej i dziwie sie, ze seksulog uwaza to za rzecz
          naturalna i nie wymagajace leczenia
        • arronia Re: Definicja oziebłości 31.03.09, 15:24
          Mi z kontekstu wychodzi, że wg autorki dotyczy okresu po urodzeniu dziecka. A
          dopiero potem zwraca się do kobiet samotnych.
    • kalam07 Stek bzdur 30.03.09, 19:52
      "...Nie ma w tym nic złego, że kobieta nie odczuwa pożądania przez
      rok, dwa, bo akurat ma inne priorytety. To przychodzi falami..."

      niewiele wart jest ten wywiad, emamy teraz będą miały kolejną wymówkę dla swoich
      wyposzczonych mężów

      2 lata bez sexu ? to się leczy przecież. to nie jest normalne ani dobre jak
      sugeruje to ta pani.

      pseudoznawczyni.
    • juzia214 Re: Definicja oziebłości 30.03.09, 20:07
      jak dla mnie to groch z kapusta albo raczej rodzynki w popiele.wymieszanie
      roznych teorii znanych od dawna ze zdaje sie osobistymi teoriami pani
      dr,opartymi na jej przezyciach czy na teoriach
      mistycznych ktorymi sie w zyciu kieruje,ktoz to wie... ;)
      na przyklad to : >>To jest bliska mi perspektywa, bo libido jest energią
      życiową. To coś, co buduje i napędza do życia. A z drugiej strony może też się
      przejawiać w dążeniu do śmierci.<<
      hę???w dążeniu do smierci???

      • avide Re: Definicja oziebłości 30.03.09, 20:44
        Wiesz co z tą energią życiową to chyba jednak nie taka bujda tak do końca.

        Miliony ludzi w to wierzy. Ludzie dalekiego wschodu mają to wręcz w swojej nauce.

        Coś Ci powiem z własnego podwórka. Robić sobie dobrze mogę wręcz seryjnie i ciągle mam ochotę. Nawet po kilka razy dziennie.
        Ale wystarczy kilka dobrych bzykanek bym miał wrażenie, że jestem wypruty z sił jak po naprawdę ostrym wysiłku.
        Podczas orgazmu kiedy kończę w kobiecie mam takie wrażenie jakby wraz z orgazmem siły ze mnie uchodziły i przekazywałbym je kobiecie. Dlatego im więcej się kocham tym więcej niejako się chce żonie a mnie mniej, ze względu na utratę owych sił.

        Choć śmieszy mnie to samego to co piszę, napisałem zupełnie szczerze jak kilka razy się poczułem po dobrym bzykaniu i bacznej obserwacji własnego ciała.
        Szczęśliwy, spełniony, zadowolony i .... kompletnie bez sił. Tak jakby ktoś lub coś je ze mnie wyssał i ciało czekało na ich regenerację.

        Teksty o fazach księżyca, energii kosmicznej itd. zabawne ale cholera wie czy czegoś w tym nie ma. Nie jesteśmy temu ani zaprzeczyć ani tego potwierdzić.
        • jack20 Re: Definicja oziebłości 30.03.09, 21:09
          To ze po dobrym bzykaniu jestes wypruty jest zrozumiale i jako dla
          dawcy logiczne.
        • malgoszac Re: Definicja oziebłości 30.03.09, 21:12
          Z moich doswiadczen, to co odbieram jako ozieblosc (u partnera dla
          odmiany ;)) to gdy:
          - na prosbe o taka czy inna pozycje/fantazje rozpoczyna sie dyskusja
          typu "a dlaczego?", "a tak kiedys nie chcialas?"...
          - gdy partner skonczy pierwszy, po czym probujemy ponownie - ja
          koncze - i proponuje partnerowi dalsza stymulacje na drugi orgazm i
          slysze "nie trzeba, dziekuje"
          + oczywiste akcje typu ja jestem napalona a on idzie spac...

          Moze myle pojecia, ale to wlasnie rozumiem jako ozieblosc :/
          • juzia214 Re: Definicja oziebłości 30.03.09, 21:38
            Avide
            no przecie pisze ,ze wymieszane teorie znane powszechnie mniej lub bardziej
            wymieszane z dziwacznymi przemysleniami pani dr. ;)
            wcale nie śmieszy mnie teoria ze libido postrzegane jest jako energia zyciowa
            ale to ,że libido moze przejawiac się w dążeniu do śmierci?energia dwubiegunowa?
            i pobudza do zycia i jednoczesnie zabija? ;)
            albo wnioski końcowe w ktorych pani sugeruje ,ze po 3 latach zwiazku to juz
            tylko czulośc i bliskośc a o pożądaniu to nie ma co marzyć ha,ha,ha,ha.

            a jesli chodzi o różne odczucia które masz przy teoretycznie tych samych
            zachowaniach fizjologicznych (masturbacja i seks)to przy kazdej z tych czynnosci
            masz przeciez inne nastawienie psychiczne ,prawda? ;)

      • glamourous Re: Definicja oziebłości 30.03.09, 21:34

        cytat z p. psycholog:
        >>To jest bliska mi perspektywa, bo libido jest energi
        > ą
        > życiową. To coś, co buduje i napędza do życia. A z drugiej strony może też się
        > przejawiać w dążeniu do śmierci.<<

        juzia214 napisała :

        > hę???w dążeniu do smierci???
        >

        No tak, hmmm, freudowski Eros i Tanatos. Tylko to troszke przestarzala
        koncepcja. Ale skoro pani psycholog pisze ze ta perspektywa jest jej bliska, to
        albo pisze z autopsji ;-) albo jest chyba z bezkrytyczna freudystka ;-))
    • glamourous Re: Definicja oziebłości 30.03.09, 21:29
      Nie bardzo sie z tym zgadzam. Dla mnie ozieblosc(*) (przeciwienstwo
      'goracosci'), to raczej cecha osobnicza wyplywajaca z braku libido lub jego
      slabej natury, a nie z wychowania czy innego incodingu. Oczywiscie ozieblosc
      moze wynikac z blokady czy traumy, ale wydaje mi sie, ze sa to juz przypadki
      ekstremalne i wcale nie tak czeste jak sugeruje tu pani psycholog. W normalnych
      warunkach tendencja do ukrywania wlasnych emocji przegrywa jednak z sila libido,
      ktore, jesli istnieje, nie pozwala sie stlamsic. Znam kilku introwertykow,
      ktorzy wprost przepadaja za seksem i jest on wrecz dla nich sposobem wyrazania
      emocji, ktorych normalnie nie potrafia uzewnetrznic.

      > To się przekłada na to, czy umiemy się bawić, czy lubimy aktywność > fizyczną
      - od sportu po taniec - czy mamy dobry kont
      > akt ze swoim ciałem i czy potrafimy się upić na wesoło.

      Pani psycholog jakos chyba miesza pojecia. Seks nie plasuje sie przeciez na tym
      samym poziomie w hierarchii potrzeb co upodobanie do aktywnosci fizycznej,
      tanca, czy upijania sie na wesolo. A moze to ja sie myle?

      (*)nie mowimy tu oczywiscie o ozieblosci ad personam, bo nie tyle jest to
      ozieblosc (czyli zupelny brak potrzeb seksualnych, ile brak zaineteresowania
      seksem z tym kontretnym partnerem.
      • yayamiomur Re: Definicja oziebłości 31.03.09, 15:02
        glamourous napisała:

        > Nie bardzo sie z tym zgadzam. Dla mnie ozieblosc(*)
        (przeciwienstwo
        > 'goracosci'), to raczej cecha osobnicza wyplywajaca z braku libido
        lub jego
        > slabej natury, a nie z wychowania czy innego incodingu.

        i tak, i nie. (kot, czyli pies).
        glam, pewnie, że ludzie się różnią poziomem libido determinowanym
        przez "cechy osobnicze" jak to zgrabnie ujęłaś. to biologia - jedni
        mają większe inni mniejsze potrzeby. natomiast jest jeszcze otoczka
        - jak to ładnie nazwał ojciec psychoanalizy: cenzor.
        ludzie wychowani w poczuciu winy ukierunkowanym na cielesność i
        seksualność będą się tłumić. czasami świadomie (modlitwa jest lekiem
        na wszystko), czasem zupełnie bez udziału świadomych decyzji (jakoś
        mi się nie chce).
        i jeszcze dodam, że niewiarygodnie duża liczba ludzi ma takie czy
        inne, silniejsze lub słabsze zachamowania w dziedzinie seksu. to, co
        jest normą dla frani może być zboczeniem dla zuzi, a z koleji krysia
        uprawia seks by mieć dzieci.

        zaprawdę powiadam wam, są takie instytucje na niebie i ziemi, które
        powinny pobierać świętopietrze od psychoanalityków i seksuologów.
        tyle im napędzają klientów. sfrustrowanych i nieszczęśliwych.
    • lilyrush Re: Definicja oziebłości 31.03.09, 10:17
      no cóż..jestem oziębła bo w ogóle nie potrafię sie upić a po kieliszku wina to
      zasypiam a nie mam ochotę an seks ;-)

      Kilka rzeczy prawdziwych, kilka poza komentarzem, jak te 2 lata. Jakie inne
      priorytety dla kobiety lubiącej seks można mieć przez 2 lata?????

      prawda z wahaniami libido podczas cyklu bez tabletek
      prawda, ze ciążą może wiele zmieniać, ale nie ma pewności w która stronę przecież
      fatalny artykuł, którzy może dawać alibi tym którym sie nie chce
      ale dobry artykuł dla facetów, którzy w żaden sposób nie rozumieją, że kobieta
      jednak ma prawo nie mieć od czas do czasu ochoty
    • stary.kawaler Re: Definicja oziebłości 31.03.09, 15:41
      Mi się podoba to, co tam jest napisane. Nie ma sensu myśleć o
      oziębłości w kategoriach choroby, przypadłości lub czegoś co się
      leczy, jak powyżej niektórzy piszą, dopóki nie przetrawi się co jest
      wdrukowane, wpojone, przyswojone jako własne w zakresie przyzwolenia
      na bycie istotą seksualną od dzieciństwa.

      Mam pytanie do Pań....jak się ma Wasza relacja do matki, postawa
      matki wobec seksu i zmysłowości do Waszych późniejszych doświadczeń
      w tym zakresie. Czy to jaka była matka pomaga, czy bardziej
      przeszkadza w dojrzałym życiu cieszyć się seksem? :)
      • glamourous Re: Definicja oziebłości 31.03.09, 16:41
        Nie wiem, jaki wplyw ma matka, ale ja na podstawie moich obserwacji
        wysnulam wniosek, ze na pozniejsza seksualnosc rzutuje ewentualnie
        relacja z rodzicem plci przeciwnej. Moi koledzy, w
        dziecinstwie "dopieszczeni" (w zdrowym tego slowa znaczeniu) przez
        normalne, fajne matki, nie maja raczej problemow ze swoja
        seksualnoscia. Kobiety, ktore mialy bardzo dobra emocjonalna relacje
        z ojcem, rowniez sa bardziej otwarte i nie boja sie otworzyc
        seksualnie przed facetem.

        Zas jesli chodzi o wplyw relacji matka-corka na przyszle seksualna
        tozsamosc kobiety, to - z wyjatkiem jakichs traumatyzujacych
        patologii - nie przecenialabym go. Nie kazda dziewczynka
        identyfikuje sie ze swoja matka, czesto jest nawet wrecz odwrotnie,
        chce byc jej przeciwienstwem, zyc inaczej jak ona.
      • mantis_after_dinner jaka byla matka 31.03.09, 17:01

        Czy to jaka była matka pomaga, czy bardziej
        przeszkadza w dojrzałym życiu cieszyć się seksem? :)

        hmmm ... to zasluguje chyba na odrebny watek filozoficzny. :)

        Mnie paradoksalnie pomoglo. A czemu paradoksalnie?
        Wychowalam sie w bardzo purytanskim domu, gdzie o seksie,
        kobiecosci, meskosci etc. nie rozmawialo sie w ogole, gdzie przy
        filmowych scenach erotycznych matka przelaczala kanaly w telewizji,
        gdzie na pierwsza wizyte do ginekologa w wieku lat 15 poszlam sama z
        wlasnej woli, po czym dostalam w domu opiernicz, ze "w tym wieku? do
        takiego lekarza?! co sobie ludzie pomysla?".
        Nie jest tutaj moim celem najezdzanie na rodzicow - w koncu matka
        pochodzi z malego miasteczka, w tym duchu zostala sama wychowana, a
        przeprowadzka do Warszawy przeciez nie oznacza automatycznie, ze
        miala ochote siegac po Wislocka - w koncu jej mama tez jej wpoila ze
        seks jest 'be'.

        Ja 'rozwinelam sie w temacie' glownie chyba dzieki mlodzienczemu
        buntowi przeciwko wartosciom i pogladom wyznawanym w domu. Patrzac
        na to z perspektywy - mialam chyba duzo szczescia, bo jesli chodzi o
        seks i jego lubienie (niekoniecznie w sensie czynnosci, ale na
        przyklad zglebiania lektur na ten temat) to wychowali mnie kumple, a
        przeciez wiadomo ze moglam trafic na roznych kumpli. Trafilam na
        fajnych i rozsadnych, ktorzy podsuwali stosowne lektury i gadali ze
        mna o tym po nocach przez telefon - roztrzasajac miedzy innymi
        problemy, ktore zdarza sie Wam roztrzasac rowniez na tym forum.

        I zaczal necic ten zakazany owoc ... potem przekonalam sie na
        wlasnej skorze, ze to nawet przyjemne.
        A jak kolejny 'chlopak', pozniej 'narzeczony', kiedys tam 'kochanek'
        zachwycil sie tymi lub innymi czesciami ciala, to pojawilo sie
        pytanie: czego wlasciwie mam sie wstydzic?

        A pozniej poszlo z gorki ... czyli wytworzyl sie mechanizm: skoro
        najprostsze tabu wyniesione w domu rodzinnego w praktyce okazaly sie
        takie przyjemne, to z pozostalymi tabu pewnie tez tak jest - moze
        warto sprobowac?

        Co do zmyslowosci i kobiecosci - tych stalam sie swiadoma jeszcze
        pozniej, i tu akurat matka nie odegrala zadnej roli, ale to juz
        zupelnie inna bajka ...

      • aandzia43 Re: Definicja oziebłości 31.03.09, 17:59
        > Mam pytanie do Pań....jak się ma Wasza relacja do matki, postawa
        > matki wobec seksu i zmysłowości do Waszych późniejszych
        doświadczeń
        > w tym zakresie. Czy to jaka była matka pomaga, czy bardziej
        > przeszkadza w dojrzałym życiu cieszyć się seksem

        Moja matka i jej matka, to kobiety zmysłowe. Każda, rzecz jasna,
        należy do swojego pokolenia i w tym kontekście należy je rozptrywać.
        No więc, jak na swoje pokolenia, są to kobiety bardzo zmysłowe. Nie
        chodzi o to, że były rozpustne i miały wielu kochanków (bo nie
        miały, to bardzo zasadnicze w kwestiach moralnych niewiasty). Chodzi
        o to, że są po prostu cielesne. Pełne naturalnej aprobaty dla ciała
        i wszystkiego, co się z nim wiąże. Potrafią cieszyć się tym, co
        cielesność może dobrego ofiarować. Do tego są bardzo kobiece. Jednym
        słowem tu miałam z górki. Świadomość kobiecości i zmysłowość już na
        starcie. Moje relacje z nimi są hmm... skomplikowane, ale za w/w
        dobry przykład jestem im wdzięczna. Acha, są na tyle dojrzałe w
        swojej kobiecości, że nie było mowy o zazdrości o moją młodość (co
        się podobno zdarza narcystycznym matkom).
        Ojciec nie przeszkadzał. Nie molestował i nie nadużywał
        emocjonalnie. Aprobował kobiecość moją kobiecość, ale i,
        szczęśliwie, nie podkreślał jej szczególnie i nie pogrywał nią.
        Chwała mu za to.
        W domu się o seksie bezpośrednio nie rozmawaiło, ale Starowicz stał
        na półce już w latach siedemdziesiątych. Wisłocką przytaszczyłam do
        domu sama w liceum.
        Rodzice całowali się przy mnie i przytulali. Myślałam, że we
        wszystkich domach tak jest;-) he, he

        Relacja z matką, ojcem, ciotką, wujkiem... Moim zdaniem, dobrze
        dizecku robi przede wszystkim atmosfera przyzwolenia na swobodne
        czucie się w swoim ciele, na poszukiwania, rozwój, brak opresji,
        brak nadużywania emocjonalnego (nie mówię już o seksualnym). A KTO
        co da, to już mniej ważne. Dziecko jest plastyczne, wyłapuje od
        świata co się da i wykorzystuje to na swój pożytek.

Pełna wersja