Łóżkowych problemów ciąg dalszy....

09.04.09, 10:31
O problemach łóżkowych - a postaram się napisać obiektywnie, choć nie wiem czy
mi się uda.

Kilka dni temu zafundowałem żonie miły wieczór, film, pieszczoty, satysfakcja.
Przed wszystkim poprosiłem ją aby "po" pomogła mi nie pójść spać, ale
powtórzyć wszystko, z większą mocą. Więc zabawiliśmy się raz, i opadłem z sił,
starałem się móc dalej, zebrać się w sobie. Ale kiedy ja zacząłem robić się
senny, wyszedłem na dwór żeby ochłonąć, ona już zdążyła się obrazić. Położyła
się jak kłoda do łóżka i czekała na "zbawienie". Wieczorem płakała, że ją
oszukałem, ale nie dałem rady bez jej wsparcia, a raczej wobec jej "ąę"
nastawienia. Mijały kolejne dni, słałem sms'y zachęcające do wieczornych
igraszek, ale ona nic nie odpisywała, albo od razu zmieniała temat. Wczoraj
nastąpił finał, spróbowaliśmy rozmowy. Ja zacząłem jej tłumaczyć, że seks to
dla mnie Bliskość, Zaufanie, Akceptacja, Rozrywka w łóżku (oczywiście bez
zdrady dla podejrzliwych :P) i niekiedy rozładowanie (bo pisał tak jakiś mądry
amerykański psycholog). Stwierdziłem, że przydałoby się w tym łóżku trochę
fantazji, a nie schemat "pieszczoty + orgazm dla niej + moje kilka pchnięć w
pozycji misjonarskiej", ale ona stwierdziła, że dla niej seks to jest tylko
wtedy kiedy "jestem w niej" a cała reszta to tylko zabawa, na którą
niekoniecznie ma ochotę.
Powiedziałem jej, że ona nie podejmuje żadnej inicjatywy, nic nie próbuję, a
ja biorę wszystko na siebie. Sam próbuję i jestem odrzucany, sam proponuję
"inscenizacje" i różne fantazje, ale ona to odrzuca.

Wiele razy mnie prosiła, mówiła "że tak jak będę się zachowywał wobec niej
przez cały dzień, taki będzie wieczór", więc bardzo się zmieniłem. Byłem
wyrozumiały, ciepły, spokojny (a weźcie pod uwagę, że kiedyś byłem potwornym
cholerykiem). Podjąłem skuteczne działania w celu zmienienia siebie skoro ona
tego potrzebowała. Ale teraz, a konkretnie podczas tej rozmowy, stwierdziła
ponownie (mówiła to już kilka miesięcy wcześniej), że jak będę miły itd. to
może (!!!) ona kiedyś zacznie coś próbować, może (!!!) sama spróbuje się
zmienić żeby było lepiej, ale jak na razie nic w tym kierunku nie robi.

Oczywiście wynik kłótni był taki, że ona jest zestresowana pracą (ja jakoś
stresu z managerskiego stanowiska nie przynoszę do domu), zmęczona (pracuje od
7 do 15, ja wychodzę razem z nią, ale dzień pracy kończę kiedy kładę się do
łóżka wieczorem) - i nie narzekam, że nie mam siły, jestem zmęczony,
zestresowany, ktoś mnie zdenerwował :( Ponadto, pomimo moich zmian, starań i
propozycji wyszło na to że to ja jestem wszystkiemu winien a ona nie ma sobie
nic do zarzucenia....

A wiecie o co wszystko poszło ? O to, że rozmarzyłem się o francuzie
wieczorem, bo mąż raz do roku może wspomnieć żonie że ma ochotę na fr. z
finałem. Ale ona tutaj uznała, że nie lubi, nie smakuje...
Mnie osobiście nie przeszłoby przez gardło powiedzieć, że nie lubię jej smaków
- dla mnie to jeden z wyrazów jej seksualności, i albo akceptuję ją całą albo
w ogóle - przecież nie można być trochę martwym.

Dziś napisałem, ponieważ mam potworne poczucie winy :( Poradźcie....
    • misyjka Re: Łóżkowych problemów ciąg dalszy.... 09.04.09, 10:36
      Może poczytaj najpierw wątek mrbooga...:)
      • maz.27 Re: Łóżkowych problemów ciąg dalszy.... 09.04.09, 10:37
        Właśnie czytam... Ale może jednak pokusisz się o jakiś komentarz ?
        • misyjka Re: Łóżkowych problemów ciąg dalszy.... 09.04.09, 10:42
          Wiesz co , nie będzie on chyba taki optymistyczny, jasne, że zaraz
          Ci zaczną pisac ,że wina zawsze leży po obu stronach itp. itd.
          jasne,jednak moje zdanie jest takie, że jak już człowiek się
          przełamał i gdziekolwiek szuka pomocy, to tych chęci nie należałoby
          piętnować .Nie mam takowych doświadczeń , aby Ci służyć użyteczną
          radą , mogę jedynie przedstawić moje odczucie co do tej sprawy. Cóż
          różowo nie widzę tej sytuacji, żona mówi co innego, robi co
          innego,nie za bardzo ją obchodzisz...Wymówki typu praca, stres mamy
          wszyscy, a łóżko faktycznie służy do tego ,żeby się w nim
          zrelaksować , zapomnieć , odpocząć - nie tylko sen mam na myśli :)
    • gomory Re: Łóżkowych problemów ciąg dalszy.... 09.04.09, 10:44
      Ona Tobie smakuje, Ty jej nie. Wiec chyba logiczne jest, ze ona
      Twojego smaku czuc nie chce, a Ty jej owszem mozesz. Inaczej byloby
      niesprawiedliwie ;).
      Mi sie wydaje, ze nie poszlo o ta konkretna sprawe. Tobie w ogole
      sie nie podoba wasze wspolzycie bo wydaje Ci sie nudne, tak?
      • maz.27 Re: Łóżkowych problemów ciąg dalszy.... 09.04.09, 10:50
        Tak, chodzi głównie o to, że to pożycie jest diabelsko nudne. Ona nie wykazuje
        żadnej inicjatywy stosując wspomniane wcześniej wymówki (praca, itd.) a oczekuje
        ode mnie. Ja niestety nie daję już rady, i nie tylko zbieram za to jej żale, ale
        sam czuję się wszystkiemu winien i coraz bardziej odechciewa mi się wszystkiego
        :( Jest mi naprawdę przykro, bo nie wiem co mam robić, żeby to poprawić. Tak jak
        napisałem, zmieniłem się, cały czas pracuję nad sobą. Nawet taka głupota jako
        przykład: zawsze rano się wściekałem, bo przez pierwsze pół godziny nie wiem co
        się ze mną dzieje po wstaniu. To było dla niej przykre, więc się zmieniłem, nie
        złoszczę się, pomagam jej zrobić śniadanie, podaję jej kawusię albo herbatkę -
        co chce. Ona nic się nie zmienia, nie wykazuje inicjatywy, zero chęci :((((
    • mujer_bonita Daj sobie spokój :) 09.04.09, 11:17
      'Bycie miłym' to często warunek konieczny ale niewystarczający. Jeżeli po okresie bycia miłym nic się nie zmienia oznacza to jednoznacznie, że nie tu leży przyczyna.

      Moja rada - przestań się starać. Ona zawsze znajdzie coś, co zrobiłeś źle co da jej powód do wymówek. Może zimny prysznic podziała otrzeźwiająco.
      • maz.27 Re: Daj sobie spokój :) 09.04.09, 11:24
        Cóż, właśnie się zorientowałem że nie ma w domu dwóch książek. Jedna o
        urozmaicaniu pożycia, a druga o małżeństwie. Po prostu je wywaliła :(:(:( Ja
        chramolę :(

        Oczywiście nie chce mi powiedzieć, gdzie one są "bo nie są ci potrzebne", ale
        tylko ja je czytałem, próbowałem wyciągać wnioski z zawartych tam porad :(
        • songo3000 Re: Daj sobie spokój :) 09.04.09, 11:42
          Słuchaj Bonitki, dobrze gada a co najważniejsze najwyraźniej ma dziś dzień dobroci dla facetów :)))

          Z tego, co opisujesz nie za bardzo kręcisz swoją żonę. Wystarczająco do włóż-wyjmij i niczego więcej. Pewnie możesz sobie stawać na głowie a i tak niczego nie zmienisz. Można to zaakceptować i żyć dalej albo nie (i tu jest wachlarz możliwości ;)

          Wywalenie tych książek oznacza, że żonuś nie życzy sobie jakichkolwiek zmian a potrzeby innych są na dalekim planie (jedynaczka?). Moja rada: kup raz jeszcze te książeczki (lub inne, np.: Mastertona typu "Magia seksu"), połóż na widocznym miejscy i WYRAŹNIE zażądaj aby sytuacja ze 'zniknięciem' się nie powtórzyła. Jednocześnie daj do zrozumienia, że książki są tylko dla Ciebie a gdzie zawartą w nich wiedzę spożytkujesz to już Twoja sprawa.
          • maz.27 Re: Daj sobie spokój :) 09.04.09, 11:53
            songo3000 napisał:

            > Jednocześnie daj do zrozumienia, że książki są tylko dla Ciebie a gdzie zawartą
            > w nich wiedzę spożytkujesz to już Twoja sprawa.

            Taaaa, wczoraj mi w złości rzuciła tekstem, żebym sobie poszedł do agencji, bo
            tam mnie dziwki zaspokoją. Wiesz jak mnie to zabolało ?
            • songo3000 Re: Daj sobie spokój :) 09.04.09, 12:12
              Nic nie zrozumniałeś. Skoro ona 'rzuciła tekstem' to inicjatywa była po jej stronie - żonuś ma broń i strzela, czuje się bezpiecznie. Jeśli to Ty byś rzucił taki tekst to jaki byłby efekt... czaisz?
              • maz.27 Re: Daj sobie spokój :) 09.04.09, 12:15
                Ja odpowiedziałem, uśmiechnąwszy się (bo nawet w kłótni nie podnoszę na nią
                głosu) "a żebyś wiedziała że pójdę". Pewnie domyślasz się jaka była odpowiedź.
                Coś w rodzaju "wiesz co cię wtedy czeka", no i oczywiście dorzuciła (dosłownie,
                powtarzam słowa) "wypierdalaj z mojego łóżka ch***".
                • songo3000 Re: Daj sobie spokój :) 09.04.09, 12:24
                  maz.27 napisał:

                  > głosu) "a żebyś wiedziała że pójdę". Pewnie domyślasz się jaka
                  IMO błąd, skoro chcesz z nią grać w słówka to rób to umiejętnie. Tutaj odpowiedziałeś dokładnie tak jak ona tego chciała! to i ciąg dalszy jest standardowy...

                  > była odpowiedź.
                  > Coś w rodzaju "wiesz co cię wtedy czeka", no i oczywiście
                  Odpowiedziałbym, że pewnie "niezły seks i spory rachunek" :)

                  > dorzuciła (dosłownie,
                  > powtarzam słowa) "wypierdalaj z mojego łóżka ch***".
                  A tutaj należała się natychmiastowa kontra w stylu "łóżko jest nasze, jak ci się nie podoba to sama wyp...."

                  Powtarzam, kłócić też się trzeba umieć, hehe. Takie dyskusje to próba dominacji, narzucenia swojej woli. Nie daj się, nie odpowiadaj w 'oczywisty' sposób, w razie czego ucinaj gadkę :)
                • glamourous Re: Daj sobie spokój :) 09.04.09, 13:18
                  maz.27 napisał:

                  > Ja odpowiedziałem, uśmiechnąwszy się (bo nawet w kłótni nie
                  podnoszę na nią
                  > głosu) "a żebyś wiedziała że pójdę". Pewnie domyślasz się jaka
                  była odpowiedź.
                  > Coś w rodzaju "wiesz co cię wtedy czeka", no i oczywiście
                  dorzuciła (dosłownie, powtarzam słowa) "wypierdalaj z mojego łóżka
                  ch***".


                  Uuu, jezeli zonka sobie tak z Toba pozwala (najpierw prowokuje, a
                  potem rzuca obelgi w odpowiedzi na calkiem przewidywalna riposte),
                  to diagnoza nasuwa sie sama : dales sobie babie wejsc na glowe. Ona
                  wie ze cokolwiek zrobi/powie Ty i tak to przelkniesz bez mrugniecia
                  okiem, a potem bedziesz dalej dbal i rozpieszczal. Po prostu
                  zachowuje sie jak typowy czlowiek rozbestwiony, ktory wie ze moze
                  pozowlic sobie na wiele, bo i tak konsekwencji nie bedzie zadnych.
                  Ona ma swiadomosc, ze trzyma Cie w garsci i dopoki tak ten Wasz
                  uklad bedzie funkcjonowal, to trudno bedzie Ci sprawic, zeby Cie
                  pozadala.
                  Inna sprawa, ze przebieg tej sprzeczki nie najlepiej niestety
                  swiadczy o jej uczuciach do Ciebie. Co byloby nawet logiczne -
                  trudno namietnie kochac faceta, ktorego sie nie szanuje. A nie
                  szanuje sie go dlatego, ze on tego szacunku nie potrafi sobie
                  wyegzekwowac. Bledne kolo.

                  Rada : przemysl moze troche swoja meska postawe (w zwiazku oraz poza
                  nim) potem dokonaj niezbednych korekcji, przestan dwoic sie i troic,
                  koniecznie wyznacz granice - a wtedy moze bedziesz mogl liczyc na
                  jakies zmiany w podejsciu zony do Ciebie i do Waszego seksu.
      • glamourous Re: Daj sobie spokój :) 09.04.09, 11:40

        mujer_bonita napisała:

        > 'Bycie miłym' to często warunek konieczny ale niewystarczający.
        Jeżeli po okresie bycia miłym nic się nie zmienia oznacza to
        jednoznacznie, że nie tu leży przyczyna.

        Swiete slowa, Bonita. Dokladnie tak to wyglada.

        > Moja rada - przestań się starać. Ona zawsze znajdzie coś, co
        zrobiłeś źle co da jej powód do wymówek. Może zimny prysznic
        podziała otrzeźwiająco.

        Rada idealna w tej sytuacji. Ja dodatalbym tylko ze "przestan sie
        starac" nie znaczy "znowu zacznij byc cholerykiem". Badz dalej mily,
        ale nic ponadto - przestan jej nadskakwiwac, proponowac, zabiegac,
        zobojetniej troche. Moze sie zreflektuje.
        • maz.27 Re: Daj sobie spokój :) 09.04.09, 11:42
          Nie bardzo umiem zobojętnieć. Będę robił sobie wyrzuty, będę czuł się winny, że
          nie dostatecznie o nią dbam itd :(
          • songo3000 Re: Daj sobie spokój :) 09.04.09, 11:44
            W takim razie swój umysł zacznij leczyć w pierwszej kolejności.
          • glamourous Re: Daj sobie spokój :) 09.04.09, 12:00

            maz.27 napisał:

            > Nie bardzo umiem zobojętnieć. Będę robił sobie wyrzuty, będę czuł
            > się winny, że nie dostatecznie o nią dbam itd :(


            Oooo rany :-/ Coz, z takim podejsciem do sprawy u zadnej kobiety
            wielkiego pozadania nie wywolasz. Po angielsku to sie nazywa "trying
            too hard" i w milosci daje zazwyczaj kiepskie rezultaty. Wrzuc sobie
            lepiej, chlopie, na luz - to najlepiej pomaga na tego typu problemy.
          • eeela Re: Daj sobie spokój :) 09.04.09, 13:42

            > Nie bardzo umiem zobojętnieć. Będę robił sobie wyrzuty, będę czuł się winny, że
            > nie dostatecznie o nią dbam itd :(

            Musisz zrozumieć jedno: kobiety MÓWIĄ, że chcą mieć partnera dbającego,
            starającego, nadskakującego. I tak, rozsądna kobieta potrafi docenić dbanie i
            staranie. Ale czego kobiety NIE MÓWIĄ to to, że potrzebują mężczyzny, o którego
            trzeba się starać i zabiegać. Mężczyzny, który zachowuje pewien dystans i
            niezależność emocjonalną. Kobiety zazwyczaj nie lubią pantoflarzy!
            • misyjka Re: Daj sobie spokój :) 09.04.09, 13:43
              Fakt :)
    • yayamiomur Re: Łóżkowych problemów ciąg dalszy.... 09.04.09, 12:08
      powtórzę za songo - zacznij od siebie
      powtórzę za glam i mujer - zdystansuj się. ochłodź.

      ty pragneisz bliskości, ona chciałaby "odwalić" obowiązek i to jak
      najszybciej bez "zabawy, na którą nie ma ochoty".

      mówiąc szczerze, nie wróży to dobrze na przyszłość. twoja małżonka
      straciła zainteresowanie - tobą albo seksem wogóle. w sumie dla
      ciebie, to żadna różnica, bo i tak wcześniej, czy później,
      rezultatem będzie skok w bok - twój albo jej.

      jest jeszcze mała szansa (ale naprawdę to jest tylko iskierka), że
      twoja żona się zablokowała z jakiegoś konkretnego powodu. może
      przybyło jej sadełka tu i ówdzie i teraz się po prostu wstydzi. może
      dąży do załatwienia "tego" jak najszybciej żeby nie dać ci szansy
      oglądania jej "defektów".

      nie chce czytać książek, które mogłyby pomóc. do psychologa też
      pewnie nie chciałaby pójść... bo ona nie widzi problemu. to ty masz
      problem.

      zdystansuj się. wyjdź z domu na spotkanie z kolegami, koleżankami
      albo na spacer z psem. ważne, żeby bez niej. ważne, żebyś się
      odsunął, przestał "męczyć", prosić, dociekać. zrób się trochę
      szorstki i chłodny. pozwól jej zadawać pytania. i na razie nie
      odpowiadaj.

      możliwe są dwa efekty. po pierwsze, może ona się z takiej sytuacji
      ucieszy. oznacza to, że nie jesteś już dla niej "number 1". "i don't
      love you any more. good bye.".
      druga możliwość, to to, że ona zacznie ci zadawać pytania. i jeśli
      nie zaczniesz dawać zbyt szybko odpowiedzi, może ci się udać uzyskać
      jakieś informacje na temat tego, co ją blokuje.

      próbuj. ale jeśli chciałbyś wiedzieć, to nie postawiłbym na twój
      sukces żadnej sumy powyżej 1€.
      • maz.27 Re: Łóżkowych problemów ciąg dalszy.... 09.04.09, 12:12
        Cóż, dzięki wielkie za tę otwartą krytykę.
        Na pewno macie rację mówiąc, że próbuję zbyt mocno. Może rzeczywiście trochę
        odsunę się w cień, przestanie się tym tematem interesować, będę chłodny,
        przestanę o nią tak dbać i adorować.
        Sam jestem ciekaw co się stanie, choć nie jest to dla mnie łatwe. Zdecydowanie
        sam muszę się przełamać :):):) Jakoś to będzie, a jak - to się okaże....
        • songo3000 Re: Łóżkowych problemów ciąg dalszy.... 09.04.09, 12:17
          Chłopie, to żadna krytyka, to same dobre rady. Krytyka to będzie jak krowy przyjdą ;)

          I jeszcze jedna rada, skoro chcesz być 'pociągającym facetem' :) Nie rób nic na 'trochę', nic nie 'próbuj'. Działaj lub nie, rób coś lub nie rób. Pewność siebie jest jednym z lepszych afrodyzjaków.
          • glamourous Re: Łóżkowych problemów ciąg dalszy.... 09.04.09, 12:25

            songo3000 napisał:

            > Pewność siebie jest jednym z lepszych afrodyzjaków.

            Amen.
            Do listy najlepszych afrodyzjakow dodalabym jeszcze umiejetnosc
            zachowywania zdrowego dystansu.
            • maz.27 Re: Łóżkowych problemów ciąg dalszy.... 09.04.09, 13:17
              Zastanawiam się nad zagrożeniem rozwodem, jeśli chociażby nie spróbuje się
              zmienić. Niech nawet robi to nieudolnie, ale niech da sobie pomóc. Sam nie wiem :(
              • eeela Re: Łóżkowych problemów ciąg dalszy.... 09.04.09, 13:47
                E tam zaraz grożenie rozwodem. Widzę, że nie umiesz się powstrzymać od
                angażowania się w histeryczne przepychanki z żoną. Wszyscy w wątku zgodnie ci
                mówią: ogranicz starania, wycofaj się, uniezależnij emocjonalnie, odsuń od niej
                trochę. A ty swoje o szantażu. Naprawdę nie widzisz, jak bardzo jest to sprzeczne?

                Mężczyzna z jajami nie szantażuje rozwodem. Kobieta z jajami zresztą też nie.
                Rozwód to nie jest rzecz do szantażowania, tylko rzecz, o której rozmawia się,
                kiedy naprawdę nie widzi się innego wyjścia i naprawdę ma się zamiar go
                przeprowadzić.
                • maz.27 Re: Łóżkowych problemów ciąg dalszy.... 09.04.09, 13:53
                  Masz rację, to był pomysł godny "gówniarza"
                  • songo3000 Re: Łóżkowych problemów ciąg dalszy.... 09.04.09, 16:24
                    Pomysł sam w sobie jest dobry o ile ma się jaja żeby go zrealizować.
                    • krzysztof-lis Re: Łóżkowych problemów ciąg dalszy.... 09.04.09, 19:38
                      > Pomysł sam w sobie jest dobry o ile ma się jaja żeby go zrealizować.

                      Albo przynajmniej stworzyć wystarczająco dobre wrażenie zamiaru jego realizacji.
                      Czasem wystarczy tylko zacząć pakować walizkę... ;)
                      • kinkygirl Re: Łóżkowych problemów ciąg dalszy.... 09.04.09, 20:30
                        wybacz, ale urzadzanie takich tanich teatrzykow to jest gowniarzeria.
                        a po 2-3 razie tylko sie osmieszasz.
                        • songo3000 Re: Łóżkowych problemów ciąg dalszy.... 09.04.09, 22:27
                          Dlatego napisałem, że trzeba mieć jaja ... na okoliczność zrealizowania groźby do końca. To tak jak z pistoletem, jeśli go chcesz mieć i nosić na ulicy to bądź przygotowany na zastrzelenie nim napastnika. Racja, inaczej to rzeczywiście "gówniarzeria".
                        • krzysztof-lis Re: Łóżkowych problemów ciąg dalszy.... 09.04.09, 23:11
                          > wybacz, ale urzadzanie takich tanich teatrzykow to jest
                          > gowniarzeria.

                          No, podobnie jak powiedzenie facetowi "to idź sobie do burdelu". Ale poziom
                          dyskusji trzeba dostosowywać do poziomu odbiorcy.

                          > a po 2-3 razie tylko sie osmieszasz.

                          Cała sztuka polega na tym, by nie powtarzać więcej niż raz jednego teatrzyku.
    • skarpetka_szara Ona Ciebie nie docenia 09.04.09, 18:14
      Szkoda mi ciebie, bo "wygladasz" na porzadnego faceta.

      Masz tutaj bardzo dobre rady od forumowiczow.

      Ale dodam ze musisz byc KONSEKWENTNY. Nie mozesz ulec jej placzom
      (krokodylim pewnie), albo jej manipulacjiom. Jak juz postanowisz
      byc chlodniejszym dla niej to do momentu gdy ona przez dluzszy czas
      zmieni sie.

      Bedzie Tobie ciezko, bo w tej chwili ona jest pania a ty jej
      pacholkiem. I duzo musisz sie nauczyc aby ten zwiazek byl na
      rowni - zebyscie byli partnerami.

      Ogolnie mysle ze jestes "pod pantoflem". A Twoja zona Ciebie nie
      docenia. Wydaje mi sie ze dobrze wiedziala za kogo wychodzi i
      lubila taki uklad ze bedzie mogla toba sterowac jak zechce. To co
      do ciebie powiedziala jest karygodne, ale ona dobrze wie jak trafic
      i gdzie zeby Ciebie zabolalo.

      W dodatku ona tez testuje jak duzo mozesz zniesc zanim przesadzi.
      To taka rozpieszczona mala dziewczynka. To TY musisz jej narysowac
      granice co jest ok, a co nie.

      Ty zone szanujesz i rozpieszczasz bo ona od ciebie tego wymaga. Bo
      jak nie to ona nozka glosniej tupnie i stoisz w szeregu. Jednkaze
      widze ze ty nie masz na tyle jaj zeby zrobic to samo.
      • bi_chetny Re: Ona Ciebie nie docenia 09.04.09, 18:47
        rozwiązanie podstawowe: nie zachowuj się jak jęczący chłopczyk. bądź facetem.
        przestań jej dogadzać. zacznij myśleć o sobie.
        • selfmademan Propozycje zmian 14.04.09, 22:08
          1.Skoro pracujesz dużo, długo i na waznym stanowisku - zamiast
          robienia herbatek i ogólnie "kompleksowego" dbania o Panią Małżonkę
          do codziennych rozmów wprowadzaj odpowiednio dużą dawkę tematów
          dotyczących Ciebie, Twojej pracy i problemów z nią związanych. Nie
          zaszkodzi "wypuścić" raz czy drugi Panią Małżonkę w temat typu "co
          byś zrobiła w takiej czy innej sytuacji" - gdzie Ty znasz właściwe
          rozwiązanie (a najlepiej jesteś jego autorem/wykonawcą)

          2. Po aktywnej pracy - aktywny odpoczynek : sport taki czy inny,
          siłownia/fitness, ba - nawet zwykłe bieganie wieczorem (przychodzisz
          po pracy i NIE LECISZ DBAĆ o wieczorną herbatkę i nastrój Pani
          Małżonki - tylko o swój stan ducha i ciała)

          3. Wyjścia - wspólne - po Twoich przygotowanych propozycjach (znów
          Ty decydujesz co zaproponować, gdzie wyjśc, co zobaczyć) - jak będa
          grymasy i dąsy, to rzeczowo uzasadnij ("to naprawdę fajny film/dobry
          spektakl") a potem - NIE CHCESZ TO PÓJDĘ SAM.
          I IDŻ SAM, zostaw bilet w kieszeni czy program z teatru (sprawdzi
          jak w banku....) bez specjalnej ostentacji, ale tak by zauważyła.

          4. Twoja rodzina/najbliżsi - poświęc im chociaz jedno popołudnie,
          czy parę telefonów w miesiącu...Pomijając utrwalenie więzi - sam
          zobaczysz, że na kobiecie nazywanej aktualnie Małżonką świat ludzki
          się bynajmniej nie kończy :)

          Wprowadzając te ( i pewnie inne również ! )rady w życie umocnisz
          swoją pozycje w związku (teraz jesteś pod ewidentnym pantoflem damy
          z dużą na moje oko dozą egocentryzmu) - a przede wszystkim stworzysz
          inne warunki SWOJEGO WŁASNEGO ZYCIA.
          Trzymam kciuki i daj znać za pare tygodni jak Ci idzie :)
    • tarantinka Re: Łóżkowych problemów ciąg dalszy.... 15.04.09, 10:09
      te rady są bardzo mądre, ale tak się zastanawiam wierzycie że z
      faceta, który ma predyspozycje do bycia dominowanym emocjonalnie,
      który daje się wpuszczać w takie sznataże, którym żona tak
      ewidentnie manipuluje a on jakoś tego nie widzi ??? z takie gościa
      po kilku postach nagle zrobi się pewny siebie samiec???? Nie wiem
      czemu on akurat związał się z tą kobietą - stawiam, że go nie
      kochała i wybrała dobrą partię - i kurcze dobrze wybrała bo się
      bedzie waliło z jej winy a on i tak wezmie wszystko na siebie i
      jeszcze przeprosi za kłopot. sorry że tak bezpośrednio.
      • avide Re: Łóżkowych problemów ciąg dalszy.... 15.04.09, 15:22
        Pewność siebie to nie libido, które się albo ma albo nie.
        Pewności siebie nie dziedziczy się w genach (zazwyczaj), nie można go wyssać z
        mlekiem matki.
        Pewności siebie mężczyzna się najzwyczajniej w świecie uczy.

        Prawdopodobnie w tydzień się nie zmieni, ale... facet dał dowód że z potrafił
        się ogarnąć i opanować swój choleryzm. Nauczy się i pewności siebie.

        Rady w wątku rewelacyjne. Wydrukować, nauczyć na pamięć i punkt po punkcie
        stosować.
        Jak autor zobaczy, że świat się nie kończy na Panie Małżonce, jak otworzy się na
        świat, to im dalej będzie mu do Pani Małżonki tym bardziej Panie Małżonka będzie
        o niego zabiegała, albo.... rozleci się wszystko w drobny mak. Ale to będzie
        oznaczało, że Pani Małżonka tak naprawdę kochała tylko siebie w tym związku.

        Z punktu widzenia faceta szczególnie polecam poczytać raz jeszcze przede
        wszystkim post Selfmademan oraz Songo.

        A propos pewności siebie jeszcze. Bardzo długo zastanawiałem się co młode
        kobiety widza w starszych mężczyznach. Ale takich 10-15 lat starszych. Pomijając
        czysto materialne podejście, myślę ze to właśnie ta pewność siebie jest dla nich
        jednym z największych afrodyzjaków. (Jeśli się mylę to mnie wyprostujcie).
        Pewność siebie, którą owi panowie nabrali zwyczajnie z wiekiem. Swoje przeżyli,
        swoje widzieli, dostali nie raz po tyłku itd. Mówi się "zmężniali". Jedną z
        podstawowych cech owego "zmężnienia" jest właśnie pewność siebie.

        Pozdrawiam.
        Avide
        • aandzia43 Re: Łóżkowych problemów ciąg dalszy.... 15.04.09, 19:20
          > A propos pewności siebie jeszcze. Bardzo długo zastanawiałem się
          co młode
          > kobiety widza w starszych mężczyznach. Ale takich 10-15 lat
          starszych. Pomijają
          > c
          > czysto materialne podejście, myślę ze to właśnie ta pewność siebie
          jest dla nic
          > h
          > jednym z największych afrodyzjaków. (Jeśli się mylę to mnie
          wyprostujcie).

          Nie, nie mylisz się. Tylko ta (zdrowa, ma się rozumieć) pewność
          siebie pociągała mnie czasem w niektórych starszych ode mnie panach.
          Bo zasadniczo gustowałam w rowieśnikach i młodszych.
        • zakletawmarmur Re: Łóżkowych problemów ciąg dalszy.... 16.04.09, 10:39
          myślę ze to właśnie ta pewność siebie jest dla nic
          > h
          > jednym z największych afrodyzjaków. (Jeśli się mylę to mnie
          wyprostujcie).
          > Pewność siebie, którą owi panowie nabrali zwyczajnie z wiekiem.
          Swoje przeżyli,
          > swoje widzieli, dostali nie raz po tyłku itd. Mówi
          się "zmężniali". Jedną z
          > podstawowych cech owego "zmężnienia" jest właśnie pewność siebie.
          >

          Avide, trafiłeś w sedno. Zawsze gustowałam w starszych
          facetach, "statystycznie" najbardziej kręcą mnie 7 lat starsi, ale
          najstarszy, który wydawał mi się "do wzięcia" miał 44 lata:-)

          Jeśli chodzi o rówieśników to przed oczami mam ich obraz z czasów
          nastoletnich, kiedy to:
          - desperacko próbowali nas zaciągnąć do łóżka.
          - mieli kompleksy z powodu małego ptaszka, nieodpowiedniej budowy
          klatki piersiowej.
          - byli zdziwieni gdy okazywało się, że kobiety mają włoski łonowe
          (bo na porno tego nie było).
          - na walentynki zapraszaoli nas do kina a w rocznice do pizzeri.
          - chwalili się kolegom, że nas zaliczyli.
          - gdy wreszcie z nimi zrywałyśmy, obgadywali nas twierdząc, że się
          puszczamy:-)

          Taka postawa nie jest sexy.

          Dojrzali mężczyźni kojarzyli nam się z:
          - dystansem do własnych słabości. Zdążyli się oswoić z własnym
          ciałem.
          - dystansem do naszych wad. Już wiedzą jak wygląda naga kobieta!!!
          - nie pytają się nas czy mogą nas wreszcie bzyknąć tylko po prostu
          to robią.
          - nawet jak nam się nie uda, to nie robi z tego problemu. Wie, że
          tak to już w życiu bywa:-)
          - w przerwach można z nim porozmawiać:-) Zaskakują nas różnymi
          ciekawostkami, pokazują ciekawe miejsce, mają w repertuarze bardziej
          wyszukane formy aktywności (nie koniecznie związane z wydawaniem
          pieniędzy). Taka znajomość poszerza nasze horyzonty...

          To jest sexy!!!
    • qrnamol Re: Łóżkowych problemów ciąg dalszy.... 15.04.09, 11:41
      Facet - miej godność, byle jaką ale miej! Żeby żonę o francuza prosić i chodzić
      jak piesek na smyczy to może - MOŻE - łaskawie raz do roku francuza Ci zrobi?
      Jezu, skąd się tacy ludzie biorą... Pozostaje mi współczuć. I tak dla informacji
      - koleżanka mojej dziewczyny ma nowego faceta i narzeka że on nie lubi jak mu
      się robi laskę, i on też nie lubi robić jej dobrze ustami, inna jej koleżanka
      odeszła od faceta bo na próbę dobrania mu się do rozporka ustami zareagował "no
      coś Ty, tak nie wypada...". Na prawdę są takie kobiety, i wbrew pozorom jest ich
      bardzo wiele. Jak się Twojej żonce coś nie podoba to droga wolna, chcesz tak
      całe życie o wszystko prosić i siedzieć pod pantoflem? Powodzenia...
    • belli.sima Re: Łóżkowych problemów ciąg dalszy.... 16.04.09, 09:42
      nie wiem dlaczego ale ...jak żyje sie razem to po paru latach
      poprostu nie chce sie zrobic tego osławionego francuza...
      • kachna79 Re: Łóżkowych problemów ciąg dalszy.... 16.04.09, 10:17
        belli.sima napisała:

        > nie wiem dlaczego ale ...jak żyje sie razem to po paru latach
        > poprostu nie chce sie zrobic tego osławionego francuza...

        Żartujesz? Przecież to nie jest reguła...
      • songo3000 Jeszcze raz, no offence :) 16.04.09, 23:03
        To może rozwiń 'myśl' pod kątem przyczyn 'niechcenia'.
        • belli.sima Re: Jeszcze raz, no offence :) 17.04.09, 10:15
          niechce sie..poprostu,kobiety duzo pracuja,maja na glowie dom i
          wieczorem jak juz wczesniej napisałam ostatnio rzeczą o ktorej mysla
          to jest sex francuski-tak sie zdarza,jesli do tego dojdzie jeszcze
          konflikt w ciagu dnia z partnerem.........
          i w druga strone..jesli partmer jest super miły,ugrzeczniony a
          kobieta wie ze tak naprawde to mily jest dlatego zeby wieczorem miec
          to co chce to też moze sie nie chcieć...poprostu..bez podtekstow..
          jesli kobiecie nie jest dobrze w łożku z partnerem i nie dostaje
          tego co pragnie to sama nic nie da...
          i zanim mnie ktos zakrzyczy.to jest to tylko moje zdanie..i
          oczywscie nie reguła
          • songo3000 Re: Jeszcze raz, no offence :) 17.04.09, 10:37
            Czyli:
            > jesli kobiecie nie jest dobrze w łożku z partnerem i nie dostaje
            > tego co pragnie to sama nic nie da...
            i to jest całkiem zrozumiałe. Tylko, że cała reszta to zwykłe wymówki i zakładnie złej woli.

            BTW. Jeśli piszesz, że coś jest Twoim zdaniem to bądź konsekwentna i nie wciskaj na początku zdań typu "kobiety to, kobiety tamto..."
            • belli.sima Re: Jeszcze raz, no offence :) 17.04.09, 10:51
              ale posiadanie złej woli aby nie uprawiac milosci francuskiej jest
              dopuszczalne...
              piszac kobiety tak naprawde mialam na mysli siebie,ale wrodzona
              skromnosc nie pozwalała mi narzucać sie zw swoja osobą..
              miłego dnia
Inne wątki na temat:
Pełna wersja