Mój facet nie lubi seksu :/

23.06.09, 10:04
Nasza wspólna przygoda zaczęła się niespełna dwa lata temu.. Od
samego początku było nam ze sobą rewelacyjnie, świetnie się
dogadywaliśmy, mamy podobne zainteresowanie, podobne poglądy, we
wszystkim się zgadzamy.. No kochamy się i rozumiemy, ale.. Naszym
największym problemem jest seks, a raczej różnica łóżkowych
temperamentów. Dla mojego mężczyzny seks jest złem koniecznym.
Czasem po prostu chyba czuje, że musi, musi dla mnie. A ja..? Nigdy
nie boli mnie głowa, nie jestem zmęczona po pracy, mogłabym zawsze i
wszędzie, eksperymentować, bawić się, szukać nowych doznań... Po
prostu uwielbiam seks! I jak rozwiązać ten problem? Sprawa jest o
tyle trudna, że nawet te nasze numerki (raz, może dwa w miesiącu)
pozostawiają wiele do życzenia i nigdy nie kończą się z mojej strony
eksplozją. Mój facet jest w tych sprawach bardzo prosty. Zna tylko
dwie pozycje (po bożemu i na jeźdźca) a ja chcę czegoś więcej! Mowię
o tym, czego potrzebuję, w jaki sposób bym chciała, kiedy i ile, ale
na moich słowach i prośbach się kończy. Na pytanie "kochanie Ty
chyba nie lubisz seksu?" zawsze pada odpowiedź "lubię skarbie".
Kiedy mówię "kochanie może zrobilibyśmy to dzisiaj inaczej.." on
odpowiada: "chodź na mnie" :/ Oczywiście seks oralny nie wchodzi w
grę, bo nie lubi :/ Próbowałam już podsuwać mu jakieś książki
(kupiłam w tym celu ilustrowaną kamasutrę), filmiki też nie pomogły,
były i zabawki, kajdanki, gry erotyczne, kostki z pozycjami, no i
oczywiście wyżej wymienione nigdy nie zostały użyte, baa nigdy nawet
tego nie dotknął, wszystko kurzem obrosło. Mój partner jest
strasznie ograniczony i bierny, a ja do cholery chcę mieć orgazm,
chcę mnóstwo orgazmów! Nie wydaje mi się, że jestem zbyt wymagająca,
poprzedni partner dał mi najlepszy do tej pory seks w moim życiu,
bez zadnych ograniczeń i tabu, na samą myśl o seksie z nim czuję
przyjemne ciepełko. Chcę to czuć na myśl o moim obecnym partnerze,
potrzebuję porządnego dopchnięcia i dopieszczenia ;/ Irytuje mnie
już ta sytuacja, jestem przez to strasznie nerwowa, mam ochotę na
zdradę, ale nie robię tego tylko dlatego, że go kocham.. I z tego,
co widzę wiele kobiet ma podobny problem :/
    • possessive Re: Mój facet nie lubi seksu :/ 23.06.09, 10:19
      Ja też kupiłam fotograficzną kamasutrę. Strata czasu i pieniędzy.
      Mogę się podzielić swoją listą cudzołożników, jeśli chcesz.

      Pozdrawiam
      • turbo_wesz Re: Mój facet nie lubi seksu :/ 24.06.09, 11:27
        > Mogę się podzielić swoją listą cudzołożników, jeśli chcesz.

        tak też myślałem, po kategorii forum, że to nie narzekanie, ale propozycja na
        'skok w bok'. no ale jak nie uda ci się faceta odblokować, to twoja jedyna opcja
        • part_of_the_game Facet nie lubi seksu oralnego??? 24.06.09, 12:52
          To chyba jedyny taki przypadek na świecie! Rzeczywiście musi być z nim coś nie
          tak :)
          • slubujacy Ciemna ciapa? 24.06.09, 13:16
            Watpie by autorce chodzilo o seks oralny dla meza...
            Chyba o sex oralny w jego wykonaniu :P

            Ale czego oczekiwac po kims kto jest tylko czescia gry...
            • part_of_the_game slubujacy zapewne o tym nie wie, ale... 24.06.09, 13:49
              ...kobiety z takim temperamentem jak autorka bardzo lubią robić laskę swoim
              partnerom, więc ja bym z góry nie zakładał, że chodzi o minetkę

              ale rozumiem, że niektórzy mogą się nie orientować w temacie, bo nie są im dane
              takie partnerki :)
              • dupablada9999 se zmień 24.06.09, 16:28
                jak nie macie dzieci ani wspólnych kredytów to se zmień. Potem będzie za późno a
                facet sie nie zmieni - z czasem będzie tylko gorzej. Potem zaczną się awantury z
                byle powodu i i tak sie rozleci (a jak nie to tym gorzej dla was).
                zmien se faceta póki nie jest za późno.
                • hagi_no czas na zmiany 24.06.09, 18:11
                  i to w trybie natychmiastowym. Albo go rzucisz albo zdradzisz -
                  kwestia czasu co będzie pierwsze
                • dalton78 Re: se zmień 25.06.09, 10:01
                  dupablada9999 napisał:

                  > jak nie macie dzieci ani wspólnych kredytów to se zmień. Potem
                  będzie za późno
                  > a
                  > facet sie nie zmieni - z czasem będzie tylko gorzej. Potem zaczną
                  się awantury
                  > z
                  > byle powodu i i tak sie rozleci (a jak nie to tym gorzej dla was).
                  > zmien se faceta póki nie jest za późno.


                  Dokładanie tak! U mnie odwrotnie niż u autorki wątka - znaczy nie za
                  duzo a role odwrócone. Czas pokazał, że nie ma co się cieszyć
                  jałmużną raz na miesiąc. Teraz z nią już nie jestem zainteresowany.
                  Tylko mój "przypadek" ciągle obiecuje poprawę a jest coraz bardziej
                  zestresowana. Ale jak ktoś seksu nie potrzebuje to jak ma być
                  szczęśliwy i zadowolony?? Nie ma na co czekac - trzeba zmienić.
      • jamtoja Re: Mój facet nie lubi seksu :/ 25.06.09, 08:41
        a listę cudzoloznic, masz? :))))
        mnie mozesz dopisac do listy aspirujacych...
    • wiek_chrystusowy Re: Mój facet nie lubi seksu :/ 23.06.09, 11:15
      Kiedys tu, na tym forum przeczytalam, i mocno sobie wzielam do serca, ze nie
      mozna miec wszystkiego, w zyciu trzeba wybierac czego chce sie bardziej.
      Bardziej zalezy ci na seksie, motylkach, orgazmach, uniesieniach - wybierasz
      sobie goscia, na ktorego co prawda nie mozna liczyc w pozostalych dziedzinach
      zycia, ktory nie przytuli, nie pocieszy, nie bedzie wierny ale za to bedzie
      "ruchal jak stado demonow" jak to ktos uroczo okreslil.
      Jezeli jednak marzy ci sie porzadny czlowiek, odpowiedzialny, wierny,
      wspierajacy, itd., to trudno, pogodz sie, ze demona z tego nie wykrzeszesz...
      Taki bylby idealem, a idealow nie ma. Sama tez pewnie nim nie jestes.
      • tamtaja Re: Mój facet nie lubi seksu :/ 23.06.09, 11:30
        Nie jestem idealem, co nie znaczy, że nie chciałabym czasem poczuć
        się pożądaną przez swojego faceta. Nie uważam, że mi się coś należy,
        po prostu potrzebuję. Tak, jak on potrzebuje obiadków, czystych i
        uprasowanych gaci... Nie chcę stada demonów, tylko mojego, tego
        jedynego, kochanego, który czasem po prostu weźmie, tak nagle, tak
        teraz i już, bo chce, bo ma ochotę, bo wie, że nie odmówię i hamować
        nie będę.
        • krzysztof-lis Re: Mój facet nie lubi seksu :/ 23.06.09, 11:36
          > Nie chcę stada demonów, tylko mojego, tego jedynego, kochanego,
          > który czasem po prostu weźmie, tak nagle, tak teraz i już, bo
          > chce, bo ma ochotę, bo wie, że nie odmówię i hamować nie będę.

          To go sobie znajdź
          • kretynofil Do autorki watku i wieku.chrystusowego... 25.06.09, 09:31
            Najpierw co do tego "ruchania jak stado demonow" - ja to napisalem, ale w troche
            innym kontekscie: chodzilo mi o to, ze kobiety (nie tylko, rzecz jasna)
            wyobrazaja sobie ze facet moze przez iles lat pracowac na zapewnienie godnego
            bytu rodzinie i do tego nie sflaczec od tej roboty - wiec kiedy to sie stanie,
            szukaja sobie kochasia (kochasi) na boku.

            A co do samego watku i problemow jego autorki:

            Nie piszesz jak Wasze pozycie wygladalo wczesniej, a to dosyc istotne. Czy bylo
            tak slabo od samego poczatku, czy zaczelo sie to zmieniac z czasem. Z samym
            seksem oralnym tez przegapilas kilka istotnych szczegolow, ktore byly
            wypunktowane przez innych forumowiczow.

            Troche za malo piszesz i to moze swiadczyc o tym ze za slabo znasz (chcesz
            poznac? to juz daleko idace domniemanie) swojego partnera. A to moze byc wazne,
            bo nie zawsze ludzie opowiadaja o swojej przeszlosci, czesto rowniez nie
            analizuja jej (lub analizuja za bardzo, jak ja) i wtedy mozesz przegapic cos
            waznego.

            Z wlasnego podworka - wiem ze Najlepsza z Zon oczekuje ode mnie wiecej
            testosteronu, meskosci i brutalnosci w lozku, ale mi to przychodzi z trudem, bo
            moje doswiadczenia z dziecinstwa (ojczym sadysta i psychopata) sprawiaja ze
            jakiekolwiek uzycie sily (niewazne czy wobec mnie czy przeze mnie) przyprawia
            mnie o zawroty glowy.

            Nam jest jednak o tyle latwiej, ze ja juz sie uporalem z lekiem przed
            opowiadaniem o tym, moja zona jest swiadoma demonow, ktore mnie drecza i
            stopniowo moge sie uczyc bycia "facetem" tylko w konkretnych sytuacjach. Taka
            zmiana jest jednak trudna, uwierz mi.

            Dlatego: przede wszystkim, jesli w ogole chcesz zostac w tym zwiazku, to
            przygotuj sie na ciezka prace, duzo inicjatywy ze swojej strony (tak tak,
            kupienie kamasutry w obrazkach to nie inicjatywa, tylko ucieczka od niej) i
            powolny rozwoj faceta; musisz sprobowac zrozumiec czego mu potrzeba, czego sie
            obawia i o czym nie mowi.

            Na moje to on czegos sie boi (moze byc ze mial podobne do moich doswiadczenia
            albo byl ofiara przemocy seksualnej w dziecinstwie - to sie zdarza, znam kilka
            takich osob, wszystkie maja podobne problemy) i mozliwe ze nawet boi sie samego
            siebie. Moze ma fantazje, ktore go przerazaja i Ty, kupujac mu kajdanki i dildo
            wcale nie pomagasz - to moze byc za duzy krok dla niego.

            I jeszcze jedno, za co forum mnie zje, ale co oni wiedza - jesli chcesz faceta
            nauczyc minetki, albo go rozkrecic wieczorem, to zrob przyjemna atmosfere
            (najlepiej w wannie, wtedy bedzie sie czul dobrze z Wasza nagoscia, z dotykaniem
            siebie), patrz mu w oczy i zacznij sie masturbowac. Daj mu od czasu do czasu
            palce do polizania, powachania - i nie daj sie kochac. Rozpalisz go do
            czerwonosci, oswoisz z zapachem, smakiem i widokiem Twojej rozkoszy. Bedzie Wam
            dobrze :)

            Przepraszam za pornografie, ale czasami trzeba dosadniej :)
            • wiek_chrystusowy Re: Do autorki watku i wieku.chrystusowego... 25.06.09, 09:46
              a widzisz, ja juz nie pamietalam czyje to bylo. Swietne okreslenie :)
            • tamtaja Re: Do autorki watku i wieku.chrystusowego... 25.06.09, 11:16
              Wcześniej nasze pożycie też nie było rewelacyjne, ale było nieco
              lepsze. Nieco, czyli szału nie było. Liczyłam na to, że mój facet
              się rozkręci, że może krępuje się trochę i wstydzi, i że to minie z
              biegiem czasu. Nie mineło i na pewno nie wynika to ze wstydu, bo
              ileż można się wstydzić?

              Nie wiem czy miał jakieś nieprzyjemne przeżycia w dzieciństwie, bo
              wylewny nie jest. On nie widzi żadnego problemu. Wielokrotnie
              pytałam czy wszystko w porządku, czy coś niedobrego się dzieje, czy
              jest coś, o czym chciałby ze mną porozmawiać.. Dla niego problem nie
              istnieje. Forumowicze sugerowali, że może to ze mną jest coś nie
              tak, że może nie pociągam fizycznie swojego partnera i kiedyś też
              przyszło mi to do głowy. Zapytałam i usłyszałam, że dla niego jestem
              naj... Może ma kogoś na boku - też o tym myślałam, więc
              zapytałam. "Po co mi inna kobieta, skoro w domu mam miłość swojego
              życia? Dobrze wiesz, że nigdy bym tego nie zrobił" :/ Może i
              ściemnia, ale ja w to wierzę.

              I najistotniejsza sprawa.. Jak mam pracować nad poprawą naszego
              życia erotycznego z kimś, kto nie widzi problemu? Nie wymagam od
              niego, żeby był tym "rasowym ogierem", ale nie chcę zadowalać się
              tylko namiastką. Nie uważam też, żeby moje potrzeby były wygórowane.
              Czy chociaż raz w tygodniu to naprawdę tak dużo? Przeleciałby mnie
              porządnie 4 dni w miesiącu, już nawet bez tej minetki się obejdę i
              przez pozostałych 26 miałby spokój ;/ Moja frustracja niestety
              rośnie i obawiam się, że ta historia skończy się tak, jak opisali to
              niektórzy forumowicze... Zdrada, albo zmiana :( a tego przecież nie
              chcemy :(
              • michal.whatever Re: Do autorki watku i wieku.chrystusowego... 25.06.09, 14:16
                tamtaja napisała:
                > Liczyłam na to, że mój facet
                > się rozkręci, że może krępuje się trochę i wstydzi, i że to minie
                z
                > biegiem czasu. Nie mineło i na pewno nie wynika to ze wstydu, bo
                > ileż można się wstydzić?

                wiesz, myślę żę długo się można wstydzić... całe życie np?
                psyche zwłaszcza w temacie seksu jest niezbadane, więc nie
                eliminowałbym tego podejżenia tylko na zasadzie - znamy sie już 5
                czy X lat to nie powinien się wstydzić. Ja jestem z moją żoną już od
                6 lat a są rzeczy o których wstydziłbym sie jej powiedzieć - fakt
                nie dotyczą akurat sexu, ale np gdybym miał problem jakiś natury
                zdrowotnej, nie wiem jaki ale coś z narządami płciowymi czy około
                tego to bym sie wstydził jej powiedzieć...

                > Nie wiem czy miał jakieś nieprzyjemne przeżycia w dzieciństwie, bo
                > wylewny nie jest. On nie widzi żadnego problemu. Wielokrotnie
                > pytałam czy wszystko w porządku, czy coś niedobrego się dzieje,
                czy
                > jest coś, o czym chciałby ze mną porozmawiać.. Dla niego problem
                nie
                > istnieje.

                wiesz, możesz pytać a kolejne pytania tylko pogarszają sytuację, ja
                jak czasami pytam moją żonę co jest nie tak (akurat nie w
                odniesieniu do seksu, tylko jak sie o coś popsztykamy) to ona mówi
                że wszystko jest ok, nie widzi problemu, ale jednak ja widzę i czuję
                że problem jest i że nie wszystko jest ok - niektórzy tak mają, że
                zamykają się w środku.. jak Shrek ;)


                > Forumowicze sugerowali, że może to ze mną jest coś nie
                > tak, że może nie pociągam fizycznie swojego partnera i kiedyś też
                > przyszło mi to do głowy. Zapytałam i usłyszałam, że dla niego
                jestem
                > naj...

                a myślisz że gdybyś była nie naj... w tej kwestii, za to bardzo
                Ciebie kocha za całokształt Ciebie, to by Ci tak po prostu
                odpowiedział?

                co np jeśli facet lubi durze piersi (C-D) a tak sie złożyło że jego
                żona ma małe A? i ona go pyta czy ma wystarczająco duże to co.. on
                ma jej walnąć wprost że ma zdecydowanie za małe - właśnie jak ma
                takt to odpowie że ją bardzo kocha i jest naj.. dla niego.. bo
                pewnie ogólnie jest, a to że ma za małe boobsy to jej jeszcze nie
                dyskwalifikuje jako żony.
                Pamiętaj że nie na wszystkie pytania, nawet najbliższa Ci osoba jaką
                jest mąż będzie Ci potrafiła szczerze odpowiedzieć pomimo szczerej
                chęci.


                > I najistotniejsza sprawa.. Jak mam pracować nad poprawą naszego
                > życia erotycznego z kimś, kto nie widzi problemu?

                no właśnie i to jest chyba sedno sprawy,
                on nie widzi problemu, a ty go nie rozumiesz (w senisie ani jego,
                ani w czym on ma problem).
                Uważam że Twoje zachowanie ma jakieś 40% wpływu na jego reakcję na
                całą tą sytuację, nie umiem powiedzieć co robisz źle, byc może nic
                nie robisz źle, tylko po prostu inaczej niż w tym konkretnym
                przypadku trzeba. Może aby pobudzić jego ochote nie wystarczy
                położyć sie do łóżka pachnącą i w ładniej bieliźnie i
                powiedzieć "bierz mnie!" może on potrzebuje żebyś mu rano
                zapowiedziała że będzie sex wieczorem, w ciągu dnia wysłała sms-a że
                o nim gorąco myślisz i robisz sobie dobrze na myś o wieczornym
                sexie, a podczas obiadu żebyć włożyła rekę pod stół i go głaskała -
                nie wiem? być może po prostu ma małe libido, na to nakłada się Twoje
                już podirytowanie które on wyczuwa, na to obawa przed zawiedzeniem
                po raz kolejny Twoich oczekiwań i kółko sie zamyka.
                Może tak jak ktoś napisał to on chce być brany... pozycja na jeźdźca
                to trochę by mogła tłumaczyć... może niestety to Ty musisz być
                stroną dominującą i prowokującą, ale nie tylko słowa ale i czyny.

                Sensownym pomysłem jest też zakropienie wieczoru alkoholem, uwalnia
                obyczaje, może się mąż rozluźni, może Ci coś powie co mu leży na
                sercu i wyjdziecie z impassu. Zaaranżuj to, kup wcześniej dobrą
                wódkę (ja polecam Finlandię) sok cole czy co tam lubicie, powiedz że
                miałaś ciężki dzień w pracy i chcesz się napić odreagować, wypijcie
                sporo, ale nie za dużo, może dodatkowo się Wam tak przedłuży żeby
                coś w tv było erotycznego, zacznij sie do niego przystawiać... jak
                zobaczysz zniechęcenie to powiedz że tak niezobowiązująco chcesz się
                z nim zacząć bawić, jak nie będzie miał ochoty to najwyzej
                przestaniesz... no i wtedy cierpliwość tylko Ci zostaje.

                A jeżeli takie zabiegi nie pomogą, to faktycznie tylko psycholog /
                seksuolog albo decyzja czy wytrzymasz czy zmieniasz.

                Na pewno nie jest to coś co zmienisz w tydzień, i raczej na pewno
                obstawiałbym kłopoty emocjonalne - te żeczy siedzą z reguły w głowie.
                Jak mózg chce to i mały będzie chciał.

                p.s. a czy wiesz jakie on ma fantazje seksualne?
                rozmawialiście o tym?
                zakładam że nawet ktoś kto ma ochotę tylko raz na miesiąc powinien
                mieć jakieś fantazje, nie wiem co , skóra, latek , pejcze.. choć
                osobiście mnie to nie kręci, ale niektórzy uwielbiają stopy,
                trójkąciki, jakies elementy brutalności, czy brzydkie słowa,
                wyzywanie żon od zdzir, kórew itd, możliwości jest sporo... wiesz co
                jego kręci? musi to coś być.
                Jeśli powie że nic, powiedz że nie wierzysz i dla przykładu zacznij
                opowiadac o sobie.

                Na pewno się Wam uda.! :)
                powodzenia
        • wiek_chrystusowy Re: Mój facet nie lubi seksu :/ 23.06.09, 11:45
          Nie neguje tego, ze potrzebujesz poczuc pozadanie faceta. Ja Ci tylko mowie, ze
          widocznie inne rzeczy byly wazniejsze, skoro wybralas tego, a nie innego
          czlowieka. Dla niego pewnie tez - gdyby najistotniejszy byl seks, wybralby
          kobiete, ktora co prawda nie potrafi pichcic ani sprzatac, za to wyczynia cuda w
          alkowie.
          • bigbadpig Re: Mój facet nie lubi seksu :/ 23.06.09, 11:58
            po co te sztuczne opozycje?
            pichci albo wyczynia cuda w alkowie
            przytuli albo wyrucha

            wierzysz, że seks jest w opozycji do wszystkich pozostałych pozytywnych cech?
            • wiek_chrystusowy Re: Mój facet nie lubi seksu :/ 23.06.09, 12:01
              opozycje przykladowe i przypadkowe.
        • mujer_bonita Z pustego i Salomon nie naleje 23.06.09, 12:48
          tamtaja napisała:
          > Nie chcę stada demonów, tylko mojego, tego
          > jedynego, kochanego, który czasem po prostu weźmie, tak nagle, tak
          > teraz i już, bo chce, bo ma ochotę, bo wie, że nie odmówię i hamować
          > nie będę.

          Każdy człowiek ma swój poziom erotyczności. To nie działa tak, że niskoerotyczny partner może sobie co jakiś czas 'włączy' demona na chwilę 'bo to tak niewiele'. Dla niego to wiele.

          Twoja potrzeba jest jasna ale on nie może jej zaspokoić. Do Ciebie należy decyzja czy się z tym pogodzisz czy zamienisz go na kogoś innego.
      • mujer_bonita Re: Mój facet nie lubi seksu :/ 23.06.09, 12:07
        wiek_chrystusowy napisała:
        > Taki bylby idealem, a idealow nie ma

        Ja mam w domu takiego prawie ideała :) Ale się nie dzielę :P
        • wiek_chrystusowy Re: Mój facet nie lubi seksu :/ 23.06.09, 12:08
          slowo kluczowe - prawie ;) ja tez :P
        • bi_chetny Re: Mój facet nie lubi seksu :/ 24.06.09, 15:09
          to pewnie ideał dal ciebie, nie ogólnie :)
      • winomusujace Re: Mój facet nie lubi seksu :/ 23.06.09, 16:29
        Nie przesadzajmy, jest też coś po środku - nie każdy facet który
        jest dobry w "te klocki", jest od razu nie porządny czy nie
        wspierający... :) Wiem z własnego podwórka/ łóżka, to o czym pisze
        autorka to jednak pewna patologia
      • 4g63 Re: Mój facet nie lubi seksu :/ 24.06.09, 10:06
        > Kiedys tu, na tym forum przeczytalam, i mocno sobie wzielam do serca, ze nie
        > mozna miec wszystkiego, w zyciu trzeba wybierac czego chce sie bardziej.

        ojej ale bzdury, można mieć, można, tylko trzeba być uczciwym wobec siebie i innych oraz nie robić niczego na siłę i pod kątem nacisku otoczenia!
        • wiek_chrystusowy Re: Mój facet nie lubi seksu :/ 24.06.09, 11:11
          ojej. ojej, sugerujesz, ze wszyscy ktorzy na tym forum skarza sie na niedobory w
          sypialni, byli wobec siebie nieuczciwi, robili cos na sile i pod wplywem otoczenia?
      • evilkath Re: Mój facet nie lubi seksu :/ 24.06.09, 20:16
        Hmmm... a ja mam wiernego, kochającego, uwielbiającego mnie przytulać, wspierającego, gotującego, inteligentnego i zabawnego narzeczonego, z którym doświadczam sexu wszechczasów, wszędzie, w każdej pozycji, z zabawkami jak chcemy itd. Zdecydowanie nie jestem ideałem, on też ma swoje wady, jak każdy człowiek, ale jako partner jest chyba właśnie ideałem, gdyż taki wniosek mogę wyciągnąć po przeczytaniu kilku postów tutaj. Jaki z tego wniosek? Nie warto iść na kompromisy w tej sferze życia, warto wierzyć że gdzieś tam jest ktoś, kto da wam wszystko czego pragniecie. Nie warto marnować życia będąc z kim kto nie rozumie waszych fundamentalnych potrzeb.
        • wiek_chrystusowy Re: Mój facet nie lubi seksu :/ 24.06.09, 21:13
          Tak, tak, ja tez kiedys wierzylam, ze gdzies tam jest ktos, i na zadne
          kompromisy nie pojde. Dzieki temu bylam dziewica do 30tki :]
          Nie masz pojecia co jest fundamentalna potrzeba dla autorki, wiec sie za nia nie
          wypowiadaj. Dla Ciebie to bedzie seks, dla innego to, zeby nie pil, nie bil, nie
          klamal. Moze woli pojsc na ustepstwa w dziedzinie seksu, ale byc nieustepliwa w
          innych dziedzinach. Ostatecznie, gdyby tego nie dalo sie wytrzymac, zawsze mozna
          od faceta odejsc. Nikt na sile nie trzyma.
          • trisenna Re: Mój facet nie lubi seksu :/ 25.06.09, 01:04
            > Tak, tak, ja tez kiedys wierzylam, ze gdzies tam jest ktos, i na zadne
            > kompromisy nie pojde. Dzieki temu bylam dziewica do 30tki :]

            Wiesz, ale tez chyba czym innym jest poznawanie roznych osob i ich wad, zeby
            wybrac te wlasciwa (co wydaje mi sie, ze niektorzy probuja doradzic), a czym
            innym jest slepa wiara w ideały ;-)
      • trisenna Re: Mój facet nie lubi seksu :/ 25.06.09, 00:51
        Nie zgodze sie z tym, ze facet z temperamentem w lozku, nie moze byc
        rownoczesnie czuly, wierny i ze nei mozna na niego liczyc. I nie sadze, zebym
        byla jedyna kobieta na swiecie, ktora ma szczescie byc z Kims Takim :)

        Mysle, ze dopasowanie w lozku, to bardzo istotna sprawa, z reszta widac ze nei
        jestes szczesliwa w takim ukladzie.
        Z tego co piszesz, to probelmem nei jest to, ze on nei wie czego chcesz, pytanie
        dlaczego on nei chce tego samego.
        Byc moze ma jakies zaburzenia seksualne, ok otrych nei chce mowic, wtedy
        polecalabym wizyte u dobrego seksuologa.
        Ale moze byc i tak, ze on ma po prostu mniejsze potrzeby, a na to niestety nic
        nei pradzisz, wiec musisz sie zastanowic, czy na pewno chcesz byc z kims, kto
        moze nigdy nie dac Ci pelni szczescia...

      • czwarty.wymiar Twoim zadniem wszystko jest czarno-białe? 25.06.09, 07:27
        Albo dobry w łóżku, albo wierny i czuły?! Po co zaraz takie skrajności? Wyobraź sobie, że są też ludzie bardziej wypośrodkowani i zamiast "albo" może być "i": nieźli w łóżku i czuli.
    • krzysztof-lis a jak komunikujesz te potrzeby? 23.06.09, 11:35
      Jak komunikujesz swoje potrzeby? Czy tak, jak to opisujesz tutaj:
      > pytanie "kochanie Ty chyba nie lubisz seksu?" (...)
      > mówię "kochanie może zrobilibyśmy to dzisiaj inaczej.." (...)
      > podsuwać mu (...)
      ?

      Jeśli mówisz mu wprost co ma zrobić i jak ma to zrobić podczas seksu (a nie
      "chciałabym żebyś kiedyś zrobił to tak i tak" wypowiedziane podczas obiadu) a on
      tego nie robi, to po prostu masz partnera, który się nie zmieni.

      Zresztą niby czemu miałby się zmieniać? Bo Ty tego chcesz? Czemu jego obciążasz
      swoim błędem w wyborze partnera łóżkowego?
      • possessive Re: a jak komunikujesz te potrzeby? 23.06.09, 12:02
        krzysztof-lis napisał:

        > Zresztą niby czemu miałby się zmieniać? Bo Ty tego chcesz? Czemu
        jego obciążasz
        > swoim błędem w wyborze partnera łóżkowego?

        Ciekawi mnie skąd się nagle zrobiłeś taki tolerancyjny wobec
        partnerów kiepskich/oziębłych w łóżku. To chyba ty wysyłałeś takie
        partnerki do lekarza i obwiniałeś o rozpad związku.

        Jak zaraz w wątku o niechętnej do współżycia/innowacji żonie -
        wyślesz ją do lekarza, bo mąż "tego" chce to parsknę śmiechem.
        • mujer_bonita Re: a jak komunikujesz te potrzeby? 23.06.09, 12:06
          possessive napisała:
          > Ciekawi mnie skąd się nagle zrobiłeś taki tolerancyjny wobec
          > partnerów kiepskich/oziębłych w łóżku. To chyba ty wysyłałeś takie
          > partnerki do lekarza i obwiniałeś o rozpad związku.

          Partnerki wysyłał (bo to ich obowiązek). Partnerów nie (bo to wina wyboru kobiety).

          Tak czy inaczej u Krzysztofa baba zawsze winna :P
          • possessive Re: a jak komunikujesz te potrzeby? 23.06.09, 12:20
            Niektórzy starają się pomóc, a niektórzy jak widzę - jaja sobie
            robią.
            • songo3000 Re: a jak komunikujesz te potrzeby? 23.06.09, 20:27
              No to nie rób sobie z Bonitką jaj i daj innym 'pomagać' :)
              • possessive Re: a jak komunikujesz te potrzeby? 24.06.09, 00:47
                Pomagaj & "pomagaj" - ja nie bronię :))
        • krzysztof-lis Re: a jak komunikujesz te potrzeby? 23.06.09, 13:11
          > Ciekawi mnie skąd się nagle zrobiłeś taki tolerancyjny wobec
          > partnerów kiepskich/oziębłych w łóżku. To chyba ty wysyłałeś takie
          > partnerki do lekarza i obwiniałeś o rozpad związku.

          To bardzo proste
          • possessive Re: a jak komunikujesz te potrzeby? 23.06.09, 17:28
            Ok. załóżmy, że nie jesteś podejrzany pod względem faworyzowania
            płci męskiej. Ale i tak Twoje kryteria mnie rozbawiają. Opierają się
            na myśleniu w stylu: widziały gały co brały i darowanemu koniowi nie
            zagląda się.. itd.

            Jeśli facet współżyje 2x na miesiąć to jego poziom libido niski. Nie
            niski względem jego partnerki, ale obiektywnie niski. Oznacza to, że
            potrzeby partnerki są normą, a nie jego.
            Powinien zrobić badania FSH, LH, prolaktyny, testosteronu, hormonów
            tarczycy, nadnerczy, oraz zatroszczyć się o kondycję, rzucić
            palenie, odstawić używki, zacząć uprawiać sport. Nie wiem w jakim
            jest wieku ale też badania ogólne - jeśli te rzeczy będą w porządku,
            można myśleć o czynnikach psychogennych. Popęd jest reakcją na
            czynniki wewnetrzne i zewnetrzne, jeśli jest zdrowy i sprawny
            seksualnie, wtedy tym bardziej jest to zaburzenie (albo w
            odniesieniu do relacji albo do psychiki).

            Dla mnie osobiście jeśli ktoś twierdzi, że ma niskie libido, a nie
            zrobi czynności wskazanych wyżej łącznie z wizytą u
            psychologia/seksuologa/psychiatry, krótko mówiąc - jaja sobie robi
            (podobnie jak ty w tym temacie).
            • krzysztof-lis Re: a jak komunikujesz te potrzeby? 23.06.09, 17:59
              > Ok. załóżmy, że nie jesteś podejrzany pod względem faworyzowania
              > płci męskiej. Ale i tak Twoje kryteria mnie rozbawiają. Opierają
              > się na myśleniu w stylu: widziały gały co brały i darowanemu
              > koniowi nie zagląda się.. itd.

              Związek, w tym małżeństwo, to układ. Jeśli obie strony akceptują jego
              postanowienia i przestrzegają ich, to dobrze. Jeśli jedna z nich przestaje ich
              przestrzegać
              • possessive Re: a jak komunikujesz te potrzeby? 23.06.09, 19:36
                krzysztof-lis napisał:

                > Związek, w tym małżeństwo, to układ. Jeśli obie strony akceptują
                jego
                > postanowienia i przestrzegają ich, to dobrze. Jeśli jedna z nich
                przestaje ich
                > przestrzegać
                • krzysztof-lis Re: a jak komunikujesz te potrzeby? 23.06.09, 20:51
                  > Ciężko komentować, generalnie obowiązują ogólnie obowiązujące
                  > zasady (a nie subiektywnie ustalane) w przypadku małżeństwa: KRiO
                  > dział II-prawa i obowiązki małżonków, w przypadku konkubinatu:
                  > ogolnie przyjęte normy zachowań.

                  Ogólnie przyjęte przez dwóch małżonków. Jak się pobierze dwoje aseksualnych
                  ludzi sąd z urzędu nie unieważni ich nie skonsumowanego małżeństwa na podstawie
                  KRiO, prawda?

                  Zasady ustalają ludzie przed decyzją o wspólnym życiu. Mniej lub bardziej
                  świadomie, mniej lub bardziej oficjalnie. U jednych ma to co najwyżej formę
                  zagajenia "chcę mieć trójkę dzieci" (i odpowiedzi "okay"), u innych są to długie
                  dyskusje o wszystkich aspektach życia.

                  Decydowanie się na wspólne życie z założeniem zmiany kilku cech partnera jest
                  nieuczciwe.

                  > Zły przykład. Jeden partner chce być gruby, drugi chce być chudy -
                  > jest to możliwe. Jeden partner chce seksu codziennie, drugi 2x w
                  > miesiącu - (przy zachowaniu zasady wierności)nie jest to możliwe.

                  Ależ to jest bardzo dobry przykład
                  • possessive już nie poważnie 24.06.09, 00:31
                    krzysztof-lis napisał:

                    > Decydowanie się na wspólne życie z założeniem zmiany kilku cech
                    partnera jest
                    > nieuczciwe.

                    Wybacz gdyby dojrzałość, konsekwencja, uczciwość, pełna świadomość
                    własnych potrzeb, umiejętność przewidywania, miłość oraz rock and
                    roll były w relacjach społecznych cechami powszechnymi - to i
                    komunizm by się sprawdził.

                    Świetny temat: Ustalenia między ludźmi zakochanymi ;) i co mężczyźni
                    obiecują
                    partnerkom przed ślubem..

                    > Ależ to jest bardzo dobry przykład
                    • krzysztof-lis Re: już nie poważnie 24.06.09, 10:10
                      > Wybacz gdyby dojrzałość, konsekwencja, uczciwość, pełna świadomość
                      > własnych potrzeb, umiejętność przewidywania, miłość oraz rock and
                      > roll były w relacjach społecznych cechami powszechnymi - to i
                      > komunizm by się sprawdził.

                      Ale to jeszcze nie powód, by wchodzić w stały związek wiedząc, że kilka cech
                      partnera nam nie odpowiada.
                    • romarrio cytat miesiaca 24.06.09, 16:23
                      "(...)gdyby dojrzałość, konsekwencja, uczciwość, pełna świadomość
                      własnych potrzeb, umiejętność przewidywania, miłość oraz rock and
                      roll były w relacjach społecznych cechami powszechnymi - to i
                      komunizm by się sprawdził."

                      cytat miesiaca
            • orangesex Re: a jak komunikujesz te potrzeby? 24.06.09, 12:06
              co do orala...to nie kazdy musi to lubic...zalezy tez jak to robisz Bo gryzienie
              i szarpanie przyjemne nie jest...Facet moze miec problem ze stulejka ewnetualnie.

            • bi_chetny Re: a jak komunikujesz te potrzeby? 24.06.09, 15:11
              possessive napisała:
              > Jeśli facet współżyje 2x na miesiąć to jego poziom libido niski. Nie
              > niski względem jego partnerki, ale obiektywnie niski. Oznacza to, że
              > potrzeby partnerki są normą, a nie jego.
              > Powinien zrobić badania

              bzdura. ludzie mają bardzo różne poziomy libido i są one często naturalne i nie
              wynikają z chorób.
    • dorak8 Jak bym czytała o sobie... 23.06.09, 16:57
      Mój oczekuje ode mnie sprzątania, prania, wynoszenia śmieci. Mówi, że jest
      zmęczony, że musi wszystko za mnie robic, byc odpowiedzialny za nas wszystkich.
      I dlatego nie idzie ze mną do łóżka. Czy ja na prawdę muszę sprzątac i wszystko
      zrobic na picuś glancuś, żeby on nagrodził mnie wieczornym seksem przy zgaszonym
      świetle jak to zwykł kiedyś robic?

      Czuję się niedoceniona, poniżona, nieatrakcyjna, nieudaczna. I czuję się też
      kretynką bo zawsze jak on mi odmawia ja wpadam w histerię i robi się awantura.
      Bardzo dużo na tym tracę... To już nie są kwestie seksu jako takiego, tylko
      poszanowania mnie jako człowieka.

      Doszło do takiej sytuacji, że jak wkładam pojedynczy tależyk do zmywarki to
      myślę sobie: "o, robię to nie po to, żeby było czysto, tylko po to żeby poszedł
      ze mną do łóżka". Ale i tak nie idzie.

      A ja dalej, jak ta idiotka, jak ten pies, podchodzę do niego, przytulam go,
      mówię mu, że jest zmęczony, że ja to widzę, że się postaram poprawic. On w
      takich sytuacjach cały się spina, mówi "mamy problem, bo nie mogę Ci ufac". Co
      sprowadza się do tego, że zapominam wyrzucic kiepy z popielniczki czasami,
      zapominam płacic rachunki, mam problemy z załatwianiem niektórych spraw, bo tak
      mam. To, że mój facet odmawia mi seksu z tego powodu wcale nie pomaga mi
      poprawic tych zaniedbań, nie pozwal mi się uporac z problemem. Bo wręcz mnie od
      tych czynności odstręcza. Bo jak to? Czy na prawdę jest coś za coś? Ja muszę
      wykonac pewne czynności, pozamykac wszelkie niezałatwione sprawy i dopiero on
      zobaczy we mnie kobietę? To chyba nie tak ma byc...

      Reszta wygląda dokładnie tak jak u autorki wątku.

      Oprócz tego jeszcze, że mój jest moim mężem i mamy dziecko. Mężem z zaledwie
      trzyletnim stażem. :(
      • spincat Re: Jak bym czytała o sobie... 23.06.09, 20:30
        Boze droga moja uciekaj gdzie pieprz rosnie. On cie zwyczajnie poniza i
        traktujhe ja zwierze taki kombajn-inkubator. UCIEKAJ. a on pewnie bzyka na boku....
        • songo3000 LOL, to samo poradzisz 23.06.09, 20:34
          facetowi, który skarży sie na brak seksu i słyszy od żonusi argumenty o przepracowaniu, 'nie maniu czasu', za małej pomocy itp?
      • songo3000 Re: Jak bym czytała o sobie... 23.06.09, 20:32
        Albo podpucha albo oprawiam w ramki i wklejam do każdej dyskusji gdzie babeczki radzą 'jak będziesz więcej pomagać w domu to i więcej seksu będzie' czy tym podobne bzdury :)
        • dalton78 Re: Jak bym czytała o sobie... 25.06.09, 10:25
          songo3000 napisał:

          > Albo podpucha albo oprawiam w ramki i wklejam do każdej dyskusji
          gdzie babeczki
          > radzą 'jak będziesz więcej pomagać w domu to i więcej seksu
          będzie' czy tym po
          > dobne bzdury :)
          >

          Racja bo ja sam sprzatam, piorę i wynosze śmieci... a sex hmm przy
          zgaszonym swietle jest szansa raz na kwartał - co drugi nieudany.
          Tylko że ja juz przestałem byc zainteresowany. Jeszce tylko razem
          mieszkamy.
      • dupablada9999 jak bym czytał o sobie 24.06.09, 16:36
        choc nieznaczna poprawa nastąpiła jak zacząłem miec wszystko w d.pie i
        przestałem sie wysilac - chałupa zapuszczona, dzieci troche niedomyte a ja w
        pracy. Wowczas z czestosci 1x / 3 mce poprawiło sie do 1x na mc
        • dalton78 Re: jak bym czytał o sobie 25.06.09, 10:26
          dupablada9999 napisał:

          > choc nieznaczna poprawa nastąpiła jak zacząłem miec wszystko w
          d.pie i
          > przestałem sie wysilac - chałupa zapuszczona, dzieci troche
          niedomyte a ja w
          > pracy. Wowczas z czestosci 1x / 3 mce poprawiło sie do 1x na mc


          To tak średnio bym powiedział sie poprawiło...
    • sagittka Re: Mój facet nie lubi seksu :/ 23.06.09, 17:34
      wiek_chrystusowy napisała:

      > Kiedys tu, na tym forum przeczytalam, i mocno sobie wzielam do
      serca, ze nie
      > mozna miec wszystkiego, w zyciu trzeba wybierac czego chce sie
      bardziej.
      > Bardziej zalezy ci na seksie, motylkach, orgazmach,
      uniesieniach - wybierasz
      > sobie goscia, na ktorego co prawda nie mozna liczyc w pozostalych
      dziedzinach
      > zycia, ktory nie przytuli, nie pocieszy, nie bedzie wierny ale za
      to bedzie
      > "ruchal jak stado demonow" jak to ktos uroczo okreslil.
      > Jezeli jednak marzy ci sie porzadny czlowiek, odpowiedzialny,
      wierny,
      > wspierajacy, itd., to trudno, pogodz sie, ze demona z tego nie
      wykrzeszesz...
      > Taki bylby idealem, a idealow nie ma. Sama tez pewnie nim nie
      jestes.


      Ideałów nie ma, ale to nie znaczy że należy obniżać swoje wymagania.
      I przede wszystkim przedstawiłaś tu skrajności, czyli miły i wierny
      ciepłe kluchy lub zły i niewierny ogier.

      Są jeszcze NORMALNI mężczyźni. Wspierający, wierni, odpowiedzialni,
      jednocześnie potrafiący się cieszyć seksem, lubiący dawać rozkosz
      ukochanej kobiecie, itp.

      Nie ma sensu usprawiedliwiać swoich nietrafionych wyborów takimi
      opozycjami. Zresztą faceci robią podobnie, myśląc stereotypami w
      stylu: niezła laska to zimna i wyrachowana suka, a szara myszka to
      mądra, dobra i ciepła kobieta. Prawda leży po środku, ideał również.

      Autorka wątku i jej partner kompletnie do siebie nie pasują
      erotycznie, ich związek ma szansę na szczęście jedynie pod
      warunkiem, że seks będzie u nich sferą drugoplanową, a raczej
      siedmioplanową :)
      Jednak jak widać dziewczynie nie odpowiada takie pożycie (i
      słusznie), więc nie ma co liczyć na "żyli długo i szczęśliwie".
      A w cudowną przemianę faceta w opisywanym przypadku nie wierzę (mimo
      tego, że z zasady jestem zwolenniczką pracy nad związkiem).
      • wiek_chrystusowy Re: Mój facet nie lubi seksu :/ 23.06.09, 20:14
        sagittka napisała:

        > Są jeszcze NORMALNI mężczyźni. Wspierający, wierni, odpowiedzialni,
        > jednocześnie potrafiący się cieszyć seksem, lubiący dawać rozkosz
        > ukochanej kobiecie, itp.
        >

        normalni, w sensie przecietni (czyt. wiekszosc), czy normalni w sensie tacy, do
        jakich wzdychamy w bezsenne noce? :D

        Sagittko - takich nie ma. Zawsze czegos tam bedzie facetowi brakowalo. Tylko
        pytanie czy cecha, ktorej bedzie mu brakowac bedzie dla nas bardziej istotna,
        czy mniej.
        To nie jest obnizanie wymagan, to jest realizm.
        • bigbadpig Re: Mój facet nie lubi seksu :/ 23.06.09, 20:43
          wiek_chrystusowy napisała:

          > Sagittko - takich nie ma.

          Jestem zdecydowanie wspierający, wierny, odpowiedzialny, bardzo cieszę się
          seksem, i lubię dawać rozkosz :D
          Prawda, że ideału nie ma, ale Twoje uparte zaprzeczanie możliwości
          współistnienia pozytywnych cech jednego osobnika w sferze łóżkowej i w sferze
          socjalnej związku jest bez sensu.
          • wiek_chrystusowy Re: Mój facet nie lubi seksu :/ 23.06.09, 20:48
            Sami sobie zawezacie, bo traktujecie te przyklady doslownie, zamiast wziac je za
            przyklad. I mowie wy, bo nie Ty jeden :P
            Mozesz byc wspierajacy, wierny, doby w te klocki ale np nie bedziesz w typie
            danej kobiety i co? Idealu nie ma, moich wymagan w 100% nikt nie spelni i zdaje
            sobie z tego sprawe. Tak samo, jak wiem, ze mi tez sporo brakuje do idealu :D
            • sagittka Re: Mój facet nie lubi seksu :/ 24.06.09, 09:43
              > Sami sobie zawezacie, bo traktujecie te przyklady doslownie,
              zamiast wziac je za przyklad. I mowie wy, bo nie Ty jeden :P
              > Mozesz byc wspierajacy, wierny, doby w te klocki ale np nie
              bedziesz w typie danej kobiety i co?

              To będzie w typie innej kobiety.
              Nikt nie twierdzi przecież, że łatwo się znaleźć, dobrać i
              dopasować. Niektórym przez całe życie się nie udaje. Inni wygrywają
              los na loterii i wiążą się z odpowiednim partnerem, choć potem
              często przepuszczają całą wygraną i nie potrafią utrzymać dobrego
              związku (bo to tez nie jest łatwe).

              Nie traktujemy wcale twoich przykładów dosłownie, tylko zawężając
              się do takich skrajnych stereotypów nie zauważamy normalnych ludzi,
              którzy może nie spełnią 100% naszych wymagań, ale mimo tego mogą nas
              uszczęśliwić.
              • wiek_chrystusowy Re: Mój facet nie lubi seksu :/ 24.06.09, 11:05
                Zdecyduj sie - albo zawezasz albo nie uzywasz sforumowalania skrajne stereotypy ;)
                Wydaje mi sie, ze wlasnie to caly czas staram sie robic - pisac o normalnych
                ludziach, ktorzy w 100% nie spelniaja naszych oczekiwan ale mimo tego moga nas
                uszczesliwic.
                Sedno w tych naszych oczekiwaniach. Gdy zalezy mi bardziej na cesze A, klade
                nacisk na te ceche u faceta, wtedy cecha B choc nadal wazna, nie przesadza o
                wyborze. Facet moze miec cechy A-Y a nie bedzie mial Z - brac? To zalezy od
                tego, jak wazna jest dla nas cecha Z.
          • songo3000 Re: Mój facet nie lubi seksu :/ 23.06.09, 21:00
            A ja dodatkowo znam odpowiedzi na każde pytanie ;)
          • bi_chetny Re: Mój facet nie lubi seksu :/ 24.06.09, 13:13
            bigbadpig: naprawdę uważasz że nie masz wad ? Ja mam i to mnóstwo, są takie, z
            którymi wiele kobiet nie pogodziłoby się. Jednak moja żona je toleruje - bo w
            zamian dostaje wiele rzeczy, które są dla niej ważne.
            • bigbadpig Re: Mój facet nie lubi seksu :/ 24.06.09, 16:26
              bi_chetny napisał:

              > bigbadpig: naprawdę uważasz że nie masz wad ?

              nie nic takiego nie twierdzę, zresztą szukając potwierdzenia mojej wcześniejszej
              samooceny dowiedziałem się, że jednak nie do końca jestem wspierający :P

              chodzi mi tylko o to, że dobierając partnerkę zdecydowałem się ze względu na jej
              cechy które dla mnie są istotne i przy pewnej dozie farta - nie widzę
              przeciwwskazań aby być z kimś kto realizuje wszystkie nasze fundamentalne
              oczekiwania w wystarczająco dużym stopniu aby nie traktować takiej relacji jako
              'coś-za-coś' a raczej 'wystarczająco blisko mojego ideału'

              jeśli sagitka napisała o mężczyźnie dobrym w łóżku, wiernym i wrażliwym - to
              dlaczego pada odpowiedź 'takich nie ma'? jest jakaś pula punktów przyznania
              przez stwórcę w tych cechach, która uniemożliwia ich koegzystencję na wysokim
              poziomie u jednego osobnika?

              a matematycznych ideałów w praktyce - jak się wszyscy zgadzamy nie ma, tylko to
              ma nie wiele wspólnego z ideałem każdego z nas - może jej facet jest dobry w
              łóżku ale nie boski co jej jednak w wystarcza na tyle, że nigdy nie pomyślała,
              że czegoś jej brakuje, na dodatek on nie znosi gotować, ale znowu, ona uwielbia
              i tak mogą żyć w poczuciu związku ze SWOIM ideałem.

              nie widziałem jeszcze kobiety która byłaby ogólnie lepsza w więcej niż jednej
              cesze od mojej żony. nie oznacza to że żyjemy w zgodzie, spokoju i harmonii
              24h/24h ale oznacza, że wymienić mógłbym tylko dwie istotne dla mnie wady z
              czego jedna jest niejako nie do uniknięcia - jest moją stałą partnerką od
              dłuższego czasu :p. pozostaje druga wada - w łóżku - ale zakładam - że, nie mam
              aż takiego farta aby trafić na najlepszą dla mnie kobietę jaka żyje na tym
              świecie - i gdzieś istnieje podobna do niej, która jeszcze chętnie zrobi loda -
              to byłby mój pełny ideał, a to czy nadużywa na co dzień myślenia życzeniowego,
              gubi ważne przedmioty czy fakt, że wykazuje całkowity brak poważania dla mojej
              pasji (to wszystko o mojej żonie) - nie ma przy jej ocenie większego znaczenia.
              tymczasem - ze słów wieku_chrystusowej wynika, że w dniu w którym małżonka mi
              porządnie obciągnie - zniknie bo nie będzie miała prawa istnieć - może dlatego
              nie chce tego zrobić, bo też w to wierzy :D
              • wiek_chrystusowy Re: Mój facet nie lubi seksu :/ 24.06.09, 17:39
                > dlaczego pada odpowiedź 'takich nie ma'? jest jakaś pula punktów przyznania
                > przez stwórcę w tych cechach, która uniemożliwia ich koegzystencję na wysokim
                > poziomie u jednego osobnika?


                Nikt mnie nie rozumie! Ide sie powiesic! :D
                Wierze, ze gdzies na swiecie placza sie meskie egemplarze laczace w sobie
                empatie, wiernosc, odpowiedzialnosc, nieziemska chuc i nie wiem co jeszcze. Ale
                nie ma bata, cos w tych egzemplarzach bedzie felernego. Np. beda niezaradni
                zyciowo, nieasertywni, zlosliwi, upierdliwi, porzadniccy, same okropne rzeczy.
                Autorka watku ma takiego felernego faceta. Swietnie sie z nim rozumie i
                beznadziejnie bzyka. Dlaczego z nim jest? Czyzby przedkladala porozumienie z nim
                nad dobry seks? A?
                • evilkath Re: Mój facet nie lubi seksu :/ 24.06.09, 20:44
                  o Boże... Ty biedna kobieto :D Jak Ty mi poprawiłaś dzisiaj nastrój... kurde... Ale też wyzwalasz we mnie lekką agresję ;) Ponieważ obrażasz mojego faceta.

                  Raz już Ci odpisałam ale muszę znowu. Nie generalizuj. Są ludzie którzy mieli pecha (albo się zgodzili na coś bezmyślnie lub ze strachu przed samotnością) a są tacy jak ja, którzy mają genialnie dopasowanego partnera. Czy porządnictwo można uznać za wadę?! Ja jestem straszną bałaganiarą, mój kochany jest raczej porządny. Dzięki temu, ja więcej sprzątam, gdyż wiem że inaczej on to zrobi (bez żadnych wyrzutów w moją stronę), a przecież bałagan jest też moją winą a w dodatku nie lubię w bałaganie żyć, po prostu nigdy nie mam okazji sprzątać, a przy nim okazja się znajduje i robię to z przyjemnością ;)
                  On lubi jeść zdrowiej (chociaż też czasem z wielkim entuzjazmem idzie do fastfoodu), ja jestem miłośniczką jedzenia niezdrowego. I czy to wada? Nie! Jak z nim mieszkam od razu lepiej się czuję, zdrowe jedzenie w jego wykonaniu jest pyszne i w ogóle jest okazja do tego żeby pogotować dla kogoś. A raz w tygodniu idziemy sobie na kebab ponieważ oboje to lubimy.
                  Ja raczej mam lekką rękę do pieniędzy on bardziej przywiązuje wagę do swoich wydatków. Czy to problem? Kocham go za to, gdyż wiem, że gdybyśmy oboje szastali pieniędzmi nie byłoby to korzystne dla naszego życia razem. U przyjaciół uważam to za wadę. U partnera? Wspaniałą cechę, która ułatwia nam wspólne życie.

                  A sex? Tutaj żadnych zastrzeżeń. Dokładnie dopasowane libida, kilka razy dziennie, w dowolnych miejscach i pozycjach.

                  Nasze szczęście w pewnym stopniu bazuje na zasadzie przeciwieństw YingYang, ale to jest wspaniałe. Stajemy się dzięki sobie lepszymi ludźmi i to jest chyba najwspanialsze.

                  Nie chodzi mi, że jako człowiek jest ideałem, być może inna kobieta nie mogłaby go znieść. Nie wiem i mało mnie to obchodzi. Z mojego punktu widzenia, nie ma on ani jednej "wady" której nie uważam za błogosławieństwo dla naszego związku.

                  Każdy ma prawo do swojego Ideału. Ja musiałam szukać aż we Francji, ale powtarzam- warto szukać i czekać, jeśli nagrodą ma być to co czuję (i myślę) dzisiaj.
                  • wiek_chrystusowy Re: Mój facet nie lubi seksu :/ 24.06.09, 21:31
                    evilkath napisała:

                    > o Boże... Ty biedna kobieto :D Jak Ty mi poprawiłaś dzisiaj nastrój... kurde...
                    > Ale też wyzwalasz we mnie lekką agresję ;) Ponieważ obrażasz mojego faceta.
                    >

                    wtf?

                    > Raz już Ci odpisałam ale muszę znowu. Nie generalizuj. Są ludzie którzy mieli p
                    > echa (albo się zgodzili na coś bezmyślnie lub ze strachu przed samotnością) a s
                    > ą tacy jak ja, którzy mają genialnie dopasowanego partnera. Czy porządnictwo mo
                    > żna uznać za wadę?!

                    Mozna. Ja ja za taka uznaje. Krew by mnie zalewala codziennie przy porzadnickim
                    facecie. To straszna zmora.

                    > Nie chodzi mi, że jako człowiek jest ideałem, być może inna kobieta nie mogłaby
                    > go znieść. Nie wiem i mało mnie to obchodzi. Z mojego punktu widzenia, nie ma
                    > on ani jednej "wady" której nie uważam za błogosławieństwo dla naszego związku.

                    gratuluje

                    > Każdy ma prawo do swojego Ideału. Ja musiałam szukać aż we Francji, ale powtarz
                    > am- warto szukać i czekać, jeśli nagrodą ma być to co czuję (i myślę) dzisiaj.

                    nie rozumiem dlaczego od razu zakladac, ze kompromis ma nas automatycznie
                    unieszczesliwiac. Poszlam na kompromis i jestem o niebo szczesliwsza, niz przed
                    rokiem.
                    Wiem tez, ze gdybym czekala dluzej, chodzilabym teraz po polach i siaaala te
                    rutke, siaaaalaa... :D A wole miec seks z wlasnej inicjatywy, zamiast wkurzac
                    sie na meza ze sie na mnie sam codziennie nie rzuca. Zaakceptowalam, ze jego
                    mozg nie kreci sie wokol seksu, jak moj, i znalazlam droge do tego, zeby tak
                    ulozyc sprawy, zeby wszyscy byli zadowoleni. I wiem jedno - gdybym chciala
                    znalezc mezczyzne podobnego do mojego meza we wszystkim, z ta jedna roznica ze
                    mialby wieksze zapotrzebowanie na bzykanie, nie znalazlabym takiego. To taki
                    czlowiek, jacy juz nie chodza raczej po tym swiecie. Unikat w kazdym calu.
                    Podejrzewam, ze podrzucily mi go ufoludki ;)
                • bercik_28 Re: Mój facet nie lubi seksu :/ 25.06.09, 09:33
                  > Nikt mnie nie rozumie! Ide sie powiesic! :D
                  > Wierze, ze gdzies na swiecie placza sie meskie egemplarze laczace w sobie
                  > empatie, wiernosc, odpowiedzialnosc, nieziemska chuc i nie wiem co jeszcze. Ale
                  > nie ma bata, cos w tych egzemplarzach bedzie felernego.

                  A ja właśnie myślę, że Ty nie rozumiesz. Nie ma czegoś takiego jak ideał
                  obiektywny faceta, może być Twój ideał, ale nie wszystkich kobiet na świecie. I
                  może faktycznie nie ma _Twojego_ ideału na świecie - bo chciałabyś np. żeby był
                  niskim brunetem średniego wzrostu i prezesem banku niezaradnym życiowo :) A może
                  dla autorki tematu ideałem faceta jest wysoki blondyn, który jest czuły, wynosi
                  śmieci i bzyka się jak rasowy ogier? Wtedy takich ideałów na świecie może być
                  kilkaset - kwestia ich spotkania. Wydaje mi się, że to trochę niestosowne
                  namawiać autorkę tematu do obniżenia wymagań, podczas gdy tak naprawdę nie wiesz
                  jak wysokie one są. Mnie nie wydają się jakieś specjalnie wygórowane...
                  • wiek_chrystusowy Re: Mój facet nie lubi seksu :/ 25.06.09, 09:45
                    nie tylko twierdze, ze nie ma idealu obiektywnego (to na 100%), ale jeszcze
                    twierdze, ze w praktyce nie istnieje zaden jednostkowy ideal. Mozna sie zgrac,
                    lepiej lub gorzej ale po prostu nie kupuje, ze kobiety, ktore z taka pasja pisza
                    o swoich mezyczynach, nie odkryly w nich predzej czy pozniej rzeczy, ktore beda
                    im przeszkadzac. Zwlaszcza pozniej ;) Nawet jak ktos ma baaardzo niskie wymagania.
                • michal.whatever Re: Mój facet nie lubi seksu :/ 25.06.09, 10:25
                  wiek_chrystusowy napisała:
                  > Autorka watku ma takiego felernego faceta. Swietnie sie z nim
                  rozumie i
                  > beznadziejnie bzyka. Dlaczego z nim jest? Czyzby przedkladala
                  porozumienie z ni
                  > m
                  > nad dobry seks? A?

                  a może po prostu boi się zmiany? strach przed zmianą wpisany jest w
                  genach większości zmian?

                  chciałaby żeby było inaczej, ale jest wiele innych żeczy dookoła
                  które odwodzą ją od tej decyzji... jeszcze!... nie wiadamo jak długo.
                  Zwróć uwage na jeszcze wiekszy paradoks - kobieta (choć odwrotne
                  przypadki też sie zdażają) jest z facetem który ją leje... i kocha
                  go i cierpi przez niego, normalnie patologia... a jednak bardzo
                  często od niego nie odejdzie i to nie ze ztrachu że ją zabije jak to
                  zrobi.
                  • wiek_chrystusowy Re: Mój facet nie lubi seksu :/ 25.06.09, 10:31
                    Tak tez moze byc. Ale tego nie wiemy, bo autorka nabrala wody w usta ;)
              • michal.whatever Re: Mój facet nie lubi seksu :/ 25.06.09, 10:20
                bigbadpig napisał:

                > nie widziałem jeszcze kobiety która byłaby ogólnie lepsza w więcej
                niż jednej
                > cesze od mojej żony. nie oznacza to że żyjemy w zgodzie, spokoju i
                harmonii
                > 24h/24h ale oznacza, że wymienić mógłbym tylko dwie istotne dla
                mnie wady z
                > czego jedna jest niejako nie do uniknięcia - jest moją stałą
                partnerką od
                > dłuższego czasu :p. pozostaje druga wada - w łóżku - ale zakładam -
                że, nie mam
                > aż takiego farta aby trafić na najlepszą dla mnie kobietę jaka
                żyje na tym
                > świecie - i gdzieś istnieje podobna do niej, która jeszcze chętnie
                zrobi loda -
                > to byłby mój pełny ideał, a to czy nadużywa na co dzień myślenia
                życzeniowego,
                > gubi ważne przedmioty czy fakt, że wykazuje całkowity brak
                poważania dla mojej
                > pasji (to wszystko o mojej żonie) - nie ma przy jej ocenie
                większego znaczenia.
                > tymczasem - ze słów wieku_chrystusowej wynika, że w dniu w którym
                małżonka mi
                > porządnie obciągnie - zniknie bo nie będzie miała prawa istnieć -
                może dlatego
                > nie chce tego zrobić, bo też w to wierzy :D


                piękne słowa, mam podobnie, z tym że z lodami nie ma problemu, ba
                wręcz nawet w drugą stronę ;)

                ale z tym znikaniem to pięknie to ująłeś!!

                myślę, a raczej mam nadzieję że są tacy ludzie którzy dobierają się
                w pary na zasadzie impulsu, że istnieje w związku coś więcej niż
                tylko zimny rachunek wad i zalet które nam odpowiadają lub nie,

                mnie najzwyczajniej w świecie moja żona regularnie jakimś swoim
                zachowaniem wk....a, co nie przeszkadza mi w sekundę po tym
                powiedzieć jej że kocham ją do szaleństwa. Też właśnie ma tendencje
                do gubienia ważnych rzeczy, albo totalnego braku konsekwencji w
                rzeczach które właśnie żelaznej konsekwencji najbardziej wymagają,
                też za cholerę nie rozumie moich hobby - jest po prostu inną osobą!
                i dobrze, bo z taką samą osobą jak my pewnie szybko byśmy zwariowali.

                Idąc dalej, każdy ma w sobie trochę narcyza, a zatem za 100% ideał
                uważa osobę o maksymalnie dużej ilości cech,zainteresowań podobnych
                do siebie samego - uważacie że moglibyście żyć z drugą taką samą
                osobą jak wy sami (płci przeciwnej oczywiście)?
    • tamtaja Re: Mój facet nie lubi seksu :/ 23.06.09, 22:49
      Dziękuję za pomoc, niemniej jednak nadal nie wiem, jak skutecznie
      zasygnalizować partnerowi moje potrzeby.. Może inaczej.. Sygnały już
      były i to dość dobitne. Jak go przekonać czy namówić na małą zmianę
      formy, albo wizytę u specjalisty.. Chociaż znając życie
      zbagatelizuje ten problem i po prostu od niego ucieknie, zapomni.
      Eh.. :/
      • mr.illusion Re: Mój facet nie lubi seksu :/ 24.06.09, 09:42
        Hejka,

        Chetnie skontaktowalbym Ciebie z moja dziewczyna. Ja niestety mam
        problem w druga strone. A ona ciagle powtarza, ze normalnie ludzie
        nie robia tego tak czesto (u nas to max 3x w miesiacu).

        Niestety nie wydaje mi sie, zebys mogla zmienic swojego partnera,
        tak jak ja nie moge swojej. Musisz albo sie pogodzic z brakiem seksu
        badz tez wybrac jedno z nastepujacych wyjsc:
        -zdrada
        -nowy partner


        Pozdrawiam,
        M.
        • tamtaja Re: Mój facet nie lubi seksu :/ 24.06.09, 10:33
          Ty się z tym pogodziłeś, czy skorzystałeś z innej furtki? Bo mi
          pogodzenie się z tą sytuacją nie przyjdzie łatwo, w ogóle nie
          wyobrażam sobie pogodzić się z tym. Chcę, żeby i on chciał. Tak jak
          ja chcę.
      • tarantinka Re: Mój facet nie lubi seksu :/ 24.06.09, 09:53
        facet czuje, że nic nie zrobisz bo go kochasz, więc bedziesz
        tolerować - jesteś w tym momencie petentem więc na straconej
        pozycji. Musisz wyjść z roli sierotki marysi, która robi zbolałą
        minę męczęnnicy. Rozmowa wprost nic nie da, tzn on się jeszcze
        bardziej schowa, ty się sfrustrujesz, koło się zamyka, pretensje
        narastają. Na twoim miejscu sama poszłabym do seksuologa,
        dowiedziała dokładnie z jakich obiektywnych przycznych zdrowotnych
        mogą wynikac te problemy - czy mogą ?, wzieła liste badań które ma
        zrobić i postawiał sprawę jasno - ma je zrobic i koniec dyskusji.
        Nawet mu nie mów, że ta lista jest od seksuologa - ta wiedza
        upokorzy misia i strzeli focha, grunt żeby zrobił te badania.
        Bedziesz miec czarno na białym czy to psyche czy może jednak
        hormony ?. Nie znam się na tym, ale jak to zostawisz tak jak teraz
        to tak jakbyś postawiła kreskę na was jako parze.
        • songo3000 LOL, problemy zdrowotne :) 24.06.09, 11:16

          O dobre. A z jakich to problemów zdrowotnych może wynikać małe zainteresowanie flirtem, budowaniem napięcia erotycznego i generalnie nieskomplikowanym seksem?

          Ale w jednym masz rację - nie znasz się na tym.
          • tarantinka Re: LOL, problemy zdrowotne :) 24.06.09, 22:24
            tak, masz rację nie mam o tym pojęcia i przyznaję się do tego, nie
            zniosłabym jako kobieta takiej sytuacji, nie miałam wielu partnerów
            ale przy każdym czułam się pożądana, seks był przyjemnością, nie
            musiałam o niego prosić. Mogłabym zgodzić się na wspólną pracę nad
            takim problemem: że on nie ma ochoty, chciałabym wiedziec z czego
            ten brak ochoty może wynikac i tyle. Nie pogodziłabym się z faktem
            seksu raz na trzy miesiące. Taki związek nie ma szans na szczęscie,
            mimo pitu pitu o miości, rozwali się z hukiem, pytanie czy w
            zdradzie czy w oddaleniu czy w innej atrakcji, nie mogłabym czekac i
            patrzeć racjonalizując sobie że na libido nie ma rady.
    • marianinho Re: Mój facet nie lubi seksu :/ 24.06.09, 10:09
      Cale zycie sprowadzic tylko do seksu ? Za duzo pornosow sie naogladalas....
      • tamtaja Re: Mój facet nie lubi seksu :/ 24.06.09, 10:27
        Nie sprowadzam całego życia do seksu, gdyby chodziło mi tylko o
        dobry seks, już dawno nie bylibyśmy razem, albo poszukałabym
        pocieszenia w innym łóżku. Jest mi z nim dobrze, rozumiemy się, mamy
        o czym rozmawiać, śmiejemy się z tych samych dowcipów, kochamy się,
        ale czegoś brakuje. Chcę być uczciwa wobec niego i siebie, nie chcę
        prze resztę życia zadręczać się wyrzutami sumienia, że zdradziłam,
        bo nie potrafiłam w inny sposób rozwiązać naszego problemu, mojego
        problemu. Każdy zmierza do tego, żeby żyło mu się lepiej, prawda?
        • plakat1 Re: Mój facet nie lubi seksu :/ 24.06.09, 10:51
          Twój problem jest z tych nierozwiązywalnych. Albo pogodzisz się z
          faktem, że orgazmy to nie z nim, i zostaniesz mu wierna, ciesząc się
          całą (sporą) resztą waszego wspólnego życia. Albo nie wytrzymasz w
          końcu i dasz się porządnie dopieścić i przelecieć, jakiemuś dobremu
          w te klocki facetowi. A potem spokojna i w końcu odprężona wrócisz
          do domu do swojego kochanego faceta. Nie znam cię, i nie będe
          oceniał, ale stawiam na opcję nr.2 Instynkt i potrzeba bierze w
          takich przypadkach zazwyczaj górę.

          A ja sam życzę ci porządnego seksu. :)
          • tamtaja Re: Mój facet nie lubi seksu :/ 24.06.09, 11:01
            Ja tu się głowię, widać całkiem niepotrzebnie, nad dobrym
            rozwiązaniem... ;)
            • lucar Re: Mój facet nie lubi seksu :/ 25.06.09, 10:16
              tamtaja napisała:

              > Ja tu się głowię, widać całkiem niepotrzebnie, nad dobrym
              > rozwiązaniem... ;)

              Rozwiązanie jeszcze lepsze - daj mu do poczytania ten wątek. Problem będzie
              rozwiązany - w te albo wewte.
    • 4g63 Re: Mój facet nie lubi seksu :/ 24.06.09, 10:13
      a ja mam podobny problem tylko że jestem facetem, mógłbym uprawiać seks non stop po prostu nie wychodzić z łóżka, a moja dziewczyna... hmm, chyba jest po prostu oziębła, bo jeszcze od początku związku nie uprawialiśmy seksu... no i mimo wieku (już dużo ponad 20 lat) jest wciąż ... dziewicą :/

      • tamtaja Re: Mój facet nie lubi seksu :/ 24.06.09, 10:52
        Może Twoją dziewczynę paraliżuje presja i strach przed tym, czego
        nie zna? Każdy stersuje się tym pierwszym razem, tym bardziej, jeśli
        osiągnie się już wiek, kiedy wszyscy inni - rówieśnicy i sporo
        młodsi, mają to już za sobą.. Chyba, że jest osobą głęboko wierzącą
        i chce zaczekać do nocy poślubnej :/
        • 4g63 Re: Mój facet nie lubi seksu :/ 24.06.09, 11:06
          w sumie to chyba i to pierwsze a drugie to na pewno, po prostu koszmar...
      • todeskult Re: Mój facet nie lubi seksu :/ 24.06.09, 16:47
        Dobrze zrobiona minetka czyni cuda: będzie chciała więcej i więcej, musisz ją
        namówić...
    • ferrari4 Re: Mój facet nie lubi seksu :/ 24.06.09, 10:28
      Jedni lubią seks, inni nie - co w tym dziwnego ? Lub mają na niego inne
      zapotrzebowanie... tak samo jak jedni lubią brukselki a inni nie - przecież nie
      będziesz ich jadła na siłe, co nie ? :]
      • tamtaja Re: Mój facet nie lubi seksu :/ 24.06.09, 10:45
        Oczywiście, nikt nie zmusi Cię do jedzenia brukselek, których nie
        znosisz, ale seks? Facet, który nie lubi seksu, to zaprzeczenie
        wszystkim stereotypom. Swoją drogą.. Mój mówi, że lubi :/ Kwestię
        zapotrzebowania możemy rozpatrywać tez pod kątem partnerstwa.
        Jesteśmy partnerami, więc dajemy sobie to, czego potrzebujemy.
        Potrzebujesz seksu dwa razy w miesiącu - OK masz.. Ale gdybyś tak
        zechciał chociaż dwa razy w miesiącu więcej, bo ja potrzebuję? To
        mamy już raz w tygodniu.. Ale nie mamy! Zmuszanie faceta do seksu
        jest czymś absurdalnym. Namawianie faceta? I to do seksu? Skandal!
        Przecież to sama przyjemność.. Czy facet, który mówi, że kocha nie
        zrobi dla swojej kobiety wszystkiego, nawet jesli dwa razy w
        miesiącu przyjdzie mu się POŚWIĘCIĆ??!!
        • songo3000 Re: Mój facet nie lubi seksu :/ 24.06.09, 11:28
          > Jesteśmy partnerami, więc dajemy sobie to, czego potrzebujemy.
          > Potrzebujesz seksu dwa razy w miesiącu - OK masz.. Ale gdybyś tak
          Za przeproszeniem ale strasznie ograniczona jesteś. Kochanie nie ma nic wspólnego z ochota na seks a u niego ta ochota po prostu częściej nie występuje (a nie 'nie lubi seksu' jak próbujesz sugerować). Jak sama pisałaś, nie lubi bardziej wyrafinowanych aktywności i każde ciśnienie z Twojej strony to dla niego ŻADNA PRZYJEMNOŚĆ tylko obowiązek.

          > znosisz, ale seks? Facet, który nie lubi seksu, to zaprzeczenie
          > wszystkim stereotypom.
          Skoro chcesz kierować się stereotypami to Ty powinnaś być tą, która seksu unika i wtedy wszyscy będą szczęśliwi. Jeśli nie to pora podwórkowe mądrości wyrzucić do kosza i spojrzeć realnie na życie.
        • michal.whatever Re: Mój facet nie lubi seksu :/ 25.06.09, 11:00
          hmm, przepraszam za dosłowne pytania, ale chyba i tak wiele już
          odkryłaś/...

          a czy On robi Tobie minetki?

          przyznam szczerze, że my mamy z żoną podobną sytuację, choć nie jest
          to problem. Ja po prostu chyba mam niskie libido.. nie piję, nie
          palę, uprawiam sport, chodzę do normalnej pracy nie stresującej,...
          ale sex.. no cóż, mimo że zawsze bardzo udany to faktycznie 2-3 razy
          w miesiacu, choć czasem i 3 razy w tygodniu a czasem raz na 2 tyg.
          ale jak np ja nie mam siły, ochoty, nastroju, to staram sie żonie np
          minetką dogodzić... i też jest zadowolona.
          Poza tym coś takiego teoretycznie niezobowiązującego, może u niego
          też wywołać ochotę, której teoretycznie na początku nie miał, bo
          zobaczy i poczuje Twoje podniecenie.

          Może spróbuj tego?

          Ale fakt jest faktem, że to dziwne, że twój mąż boi sie
          eksperymentować i żadne zabawki i filmiki go nie ruszają... trochę
          rozmaitości zawsze jest dobre.

          Myślę że problem może leżeć w psychice, i to niestety ciężkie do
          wydobycia.

          Jesteś jego pierwszą? jakie mial wcześniej doświadczenia, jak to
          wyglądało u niego w rodzinie? czy rozmawialiście spokojnie ale
          poważnie o jego obawach (np że mu nie stanie, albo że za szybko albo
          że za wolno?)
          to są strasznie trudne rozmowy sam o tym wiem bo przez 2 lata nie
          umiałem wytłumaczyć mojej żonie jak ma robić loda żeby mi było
          dobrze, ale jakoooś się udało w końcu i teraz robi to najlepiej na
          świecie...
          tu trzeba się dotrzeć, z poprzednią partnerką lubiłem i mogłem
          skonczyc tylko w 2 pozycjach, z moją żoną przynajmniej w 5ciu.,,
          ale to wszystko trzeba wypracować..

          Ja bym stawiał na pożądną analizę psychiczną. No i niestety musisz
          go kokietować, prowokować, nie wiem chodź po domu czasem w bieliźnie
          samej, mów że jak nie to do sąsiada pójdziesz żeby Ci zerżnął, to
          też pobudza fantazję...
          • tamtaja Re: Mój facet nie lubi seksu :/ 25.06.09, 11:26
            Nie robi minetki... Pytałam dlaczego nie lubi, odpowiedział: "bo
            nie". Na tym temat się skonczył, nie wsadzę przecież na siłę jego
            głowy między nogi. Facet jest stowrzeniem, które nie lubi analizować
            i długie debatowanie o tym, dlaczego nie staje, dlaczego opada i
            dlaczego nie lubi czy też nie chce, jest dla niego zbędną dyskusją.
    • rrrmarek hahahaha! może się zamienimy?? ;) 24.06.09, 10:44
      no nie mogę - jakbym czytał o sobie :(

      jestem ze swoją dziewczyną od nieco ponad dwóch lat i mam w zasadzie identyczny
      problem. za bardzo różnimy się temperamentami łóżkowymi, a na pozostałych polach
      jest świetnie.

      w zasadzie każde zdanie, które napisałaś, mógłbym przepisać, zmieniając tylko
      końcówkę na rodzaj męski :D sądząc po tym, co napisałaś, Twój facet byłby
      idealny dla mojej kobiety, a Ty dla mnie!!! ;)
      • tamtaja Re: hahahaha! może się zamienimy?? ;) 24.06.09, 10:47
        Kusząca propozycja ;)
        • lucas Re: hahahaha! może się zamienimy?? ;) 24.06.09, 10:53
          Jezu...2 razy w miesiacu...masakra... a ciekawe jak to bedzie jak bedziesz miala
          30 kilka lat i jeszcze wieksza ochote:)

          raz dziennie to tak optymalnie dla zdrowia i kondycji :)
          tylko trzeba miec na to czas...
        • rrrmarek Re: hahahaha! może się zamienimy?? ;) 24.06.09, 11:08
          najgorsze jest to, że wokół jest tyle kuszących propozycji, tyle że nie z tej
          strony, z której byśmy ich pragnęli :(

          ja na razie się trzymam, ale coraz więcej myślę o rozstaniu. o zdradzie raczej
          nie myślę, ale obawiam się, że w sprzyjających okolicznościach bym się pokusie
          nie oparł ;)
          • tamtaja Re: hahahaha! może się zamienimy?? ;) 24.06.09, 11:12
            Jakby co - wiesz gdzie mnie szukać ;) Żarty żartami.. Życzę Ci,
            żebyś nieco rozbujał swoją partnerkę, a sobie oczywiście, od dwóch
            lat, żeby mój partner zafundował mi rodeo nie z tej ziemi... ;/
            Dożywocie za marzenia ;)
            • daga_1 Re: hahahaha! może się zamienimy?? ;) 25.06.09, 10:54
              A może Ty go po prostu nie kręcisz. Seksualnie, nie intelektualnie. Ma się
              kolegów, z którymi człowiek swietnie się dogaduje, ale nie ma przy tym tzw.
              pociągu seksualnego. I myslę, że Wy właśnie tak funkcjonujecie. Z inną kobietą
              może byłby ogierem.
    • mdro Re: Mój facet nie lubi seksu :/ 24.06.09, 10:57
      Wątek jest na głównej stronie ;-), stąd ludzie przypadkowi, jak np.
      ja.

      A mnie naszła taka refleksja - może Ty go po prostu przerażasz? Te
      kajdanki, zabawki, wyrafinowane pozycje - może on uważa, że i tak
      Twoim wymaganiom nie sprosta, więc woli stosunki ograniczać do
      minimum, żeby jak najrzadziej przeżywać to, że się nie sprawdził? Że
      nia dał Ci tego, czego potrzebujesz? A w dodatku czuje, że go
      porównujesz z wcześniajszymi partnerami/partnerem i to go też
      blokuje? Woli więc skupiać się na tych dziedzinach życia, w których
      jest dobry.

      Nigdy nie byłam mężczyzną ;-), ale potrafię sobie wyobrazić, że
      facet z dużo mniejszym doświadczeniem erotycznym niż partnerka (i tu
      nie tylko chodzi o ilość, ale i jakość) może mieć problem z
      dostosowaniem się do jej wymagań. Zresztą to pewnie działa w obie
      strony, z tym że kobieta nie musi dodatkowo sprostać
      stereotypowi "ogiera".
      • tamtaja Re: Mój facet nie lubi seksu :/ 24.06.09, 11:06
        Nigdy nie opowiadałam mu o moich łóżkowych wyczynach z
        wcześniejszymi partnerami i tak niech pozostanie, bo jeśli poczuje,
        że nie sprosta, to z dwóch numerków w miesiącu zrobi się wielkie
        nic. Zabawki były tylko sugestią i propozycją, nie zaakceptował,
        więc pajęczyną zarastają, tak jak zarośnie niedługo moja... :/ I
        masz tu los... Gdzie jest ta męska duma, której teraz tak bardzo
        potrzebuję? :/
        • lucas Re: Mój facet nie lubi seksu :/ 24.06.09, 11:16
          kurcze...ale ja nie znam faceta, ktory o tym nie mysli..


          ja mialem kiedys podobny problem, niedopasowanie pod tym wzgledem...
          choc w innych dziedzinach bylo fajnie, ona miala ekstra charakter... to jednak
          zrezygnowalem... nie moglbym cale zycie sie oszukiwac...albo szukac potem jakiej
          okazji... bez sensu... nie po to wybieramy partnera na cale zycie,zeby miec od
          razu problem
        • mdro Re: Mój facet nie lubi seksu :/ 24.06.09, 11:54
          Nie posądzam Cię o to, że opowiadałaś, ale głupi chyba nie jest i
          potrafi się domyśleć? Seksu na ogół nie uczy się z podręczników, ale
          od kogoś/wspólnie z kimś.

          Mówiłaś za to, co byś chciała ;-), może to dla niego było za
          szybko/za dużo? Spróbuj sobie wyobrazić siebie przed X laty, jako
          niewinną leliję, gdyby Twój partner zaproponowałby Ci, że np. masz
          go przywiązać do łóżka, oblać przygotowaną wcześniej galaretką (na
          stole już stałaby miska), a potem ją z niego zjeść. Trochę
          dowcipkuję, ale może on po prostu nie był przygotowany na coś
          wychodzącego poza "po bożemu", a Ty nie porafiłaś być cierpliwa,
          uważając, że od razu powinien lubić (i umieć) to, co i Ty? A potem
          się zablokował.
    • shamsa Re: Mój facet nie lubi seksu :/ 24.06.09, 11:43
      jest taka opcja, że facet jest wewnetrznie spięty i niestety pelen kompleksów. o
      tym może swiadczyć "nielubienie" loda na przyklad. zablokowal sie na seks i
      przyjemnosc, nie potrafi się rozluznic.

      przejmij inicjatywe moze, zrob mu tak dobrze, zeby zwariowal, to moze sie gość
      otrząsnie i rozkręci. zmus go do tego loda, moze go troche rozmiękcz winem
      najpierw :).
      tak naprawde nie wiem, czy cos sie da zrobić. moze ktos juz przez to
      przechodzil, to ci doradzi.
      • lucas Re: Mój facet nie lubi seksu :/ 24.06.09, 12:07
        dlatego tez z seksem nie warto czekac...
        bo potem zyje sie z problemami

        nie rozumiem ludzi , ktorzy czekaja do slubu z tym... bez sensu, moze to tylko
        skomplikowac zycie...
    • yzek Potrzebujesz ideału? 24.06.09, 12:18
      To go szukaj. Co cie niby powstrzymuje?

      Y.
    • kinlej Re: Mój facet nie lubi seksu :/ 24.06.09, 12:21
      Powód jest prosty. Nie kręcisz go. Może lubi chude nastolatki i przy ich
      zdjęciach wali sobie konia jak jest sam.
    • kaktuch rzuć go 24.06.09, 12:23
      Rzuć go i poszukaj kogoś kto Ci odpowiada w łóżku i nie tylko. Pozdro
    • nospam-net to jest zły dobór seksualny 24.06.09, 12:44
      i niewiele można na to poradzić, może spróbuj zasięgnąć rady u specjalisty,
      jakieś środki na wzrost potencji i wigoru, może choć trochę zadziała ... ale tak
      naprawdę to skoro nie dobraliście się seksualnie, to nigdy nie będzie wam pod
      tym względem dobrze: albo on będzie się dla ciebie poświęcał i dawał się
      "zgwałcić" częściej na seks albo ty będziesz stale "niedorżnięta" i pewnie
      prędzej czy później poszukasz sobie "dopychacza" ... Pytanie czy warto
      utrzymywać taki związek, czy inne jego zalety potrafią ci wynagrodzić ten
      niedobór seksu i czy potraficie mimo to funkcjonować jako zgrana para, czy też
      lepeij poszukać jeszcze raz ...
    • possessive Facet też może się zmienić 24.06.09, 12:58
      Smutny obraz społeczeństwa wyłania się z tego co wszyscy piszą. Jest
      facet który zatrzymał się na jakimś etapie niedorozwoju seksualnego
      lub jest niepodłączony do swojej seksualnośći, a wszyscy w pokrętny
      sposób starają się albo go usprawiedliwić albo udowodnić że z
      partnerką jest coś nie tak, albo że jest nieuczciwa.

      Dziewczyna ma normalne potrzeby, chciałaby uszczęśliwić partnera,
      pokazać mu coś o czym on nie ma pojęcia, że istnieje a wszyscy:
      niech zostanie bierny i zahamowany - zostawić albo zaakceptować.
      Dopóki ona jescze walczy - ten związek ma szanse rozwoju, jak
      przestanie walczyć - związek się skończy.

      Pytam się, czy ten mężczyzna zrobił coś w kierunku swojego rozwoju
      seksualnego - stoi w miejscu. Kobiety w związkach uczą się seksu
      oralnego, uczą się przełamywać zahamowania dużo poważniejsze niż ma
      ten facet. A jak facet jest kiepski to proszę - nie musi się
      zmieniać. Takiego mnie macie - takiego mnie bierzcie. Nawet do
      lekarza nie łaska.Straszne.
      Tym bardziej, że zaraz zacznie się nagonka na jakąś młodą mężatkę,
      że jest niedojrzała i że jest dmuchaną lalą.

      PS. Jak ja napisałam swój wątek o trudnościach z orgazmem i że
      mężowi to przeszkadza - dostałam mnóstwo porad aby udawać dla dobra
      związku. Może niech facet też poudaje. Albo niech da sobie choć loda
      zrobić na litość boską!
      • krzysztof-lis Re: Facet też może się zmienić 24.06.09, 13:23
        > Pytam się, czy ten mężczyzna zrobił coś w kierunku swojego rozwoju
        > seksualnego - stoi w miejscu. Kobiety w związkach uczą się seksu
        > oralnego, uczą się przełamywać zahamowania dużo poważniejsze niż ma
        > ten facet.

        Wszystkie kobiety i zawsze się tego uczą? Czy tylko część?
        • possessive Re: Facet też może się zmienić 24.06.09, 13:35
          Nie określiłam liczby kobiet, które się doskonalą w tym zakresie,
          dość, że jeszcze kilkadziesiąt lat temu połowa kobiet miała
          anorgazmię, a teraz tylko 11proc. Zmieniły się relacje społeczne,
          zmieniło się podejście do seksu i oby zmieniało się nadal.

          Ależ ty jesteś zawzięty p.Krzysztofie.
          • krzysztof-lis Re: Facet też może się zmienić 24.06.09, 13:56
            > Nie określiłam liczby kobiet, które się doskonalą w tym zakresie,

            Ale napisałaś to w jakiś sposób, jakby doskonalenie się kobiet (niektórych)
            miało uzasadniać zmuszanie tego jednego faceta do doskonalenia się. A to
            argument z sufitu.
            • possessive Re: Facet też może się zmienić 24.06.09, 14:26
              Nikogo do niczego nie zmuszam co ty mi imputujesz. Po prostu
              pomiedzy "nie móc", a "nie chcieć" jest wielka różnica.

              Jeśli mi powiesz, że facet "nie może" nauczyć się krok po kroku
              pewnych czynności opisanych i zilustrowanych chociażby w
              takiej "Kamasutrze" i absolutnie nie jest w stanie spędzić odrobinę
              czasu nad nagim ciałem swojej żony (chociażby masaż) ponieważ przed
              ślubem ustaliło się dwa razy w miesiącu przy zgaszonym świetle to
              dla mnie to co najmniej dziwne.

              Jeśli "nie chce" bo "nie musi" ze względu na wcześniejsze ustalenia -
              jest to zwykłe szukanie usprawiedliwień.
              Napisałam Ci - jak ktoś "nie chce" to nic się nie da zrobić, jeśli
              twierdzi, że chce tylko "nie może" to zwyczajne jaja.

              To jest finał naszej dyskusji bo twoje szukanie usprawiedliwień
              dla "nie chce" nie prowadzi do niczego prócz rozpadu związku.
              Powiedzieć, że się nie chce i wyjaśnić przyczynę - to uczciwe.
              Zasłaniać się ustaleniami przedślubnymi - to nieuczciwe i nie ma
              nic wspólnego z działaniem dla dobra związku.
              • krzysztof-lis Re: Facet też może się zmienić 24.06.09, 18:59
                > Jeśli mi powiesz, że facet "nie może" nauczyć się krok po kroku
                > pewnych czynności opisanych i zilustrowanych chociażby w
                > takiej "Kamasutrze" i absolutnie nie jest w stanie spędzić odrobinę
                > czasu nad nagim ciałem swojej żony (chociażby masaż) ponieważ przed
                > ślubem ustaliło się dwa razy w miesiącu przy zgaszonym świetle to
                > dla mnie to co najmniej dziwne.

                Uważam, że prawie każdy może się tego nauczyć. Ale każdy ma prawo tego nie
                chcieć. Zwłaszcza, gdy wymusza to na nim partner, o czym nie było słowa w _umowie_.

                > Jeśli "nie chce" bo "nie musi" ze względu na wcześniejsze
                > ustalenia - jest to zwykłe szukanie usprawiedliwień.

                Okay
                • possessive Re: Facet też może się zmienić 25.06.09, 10:23
                  krzysztof-lis napisał:

                  > Uważam, że prawie każdy może się tego nauczyć. Ale każdy ma prawo
                  tego nie
                  > chcieć. Zwłaszcza, gdy wymusza to na nim partner, o czym nie było
                  słowa w _umow
                  > ie_.

                  Twoje kryteria, że wszystko ma być jak przed ślubem, są absurdalne
                  od początku nie chciałam z nimi polemizować.

                  Primo: Jeśli ktoś nie ustalał z partnerem, że wszystko będzie tak
                  samo jak przed ślubem - nie widzę powodu aby tę zasadę domniemywać,
                  tylko dlatego, że Ty ją wymyśliłeś. Chyba, że ty zamrożenie
                  okoliczności sprzed ślubu ustalałeś w własną żoną, a ona na ten
                  absurd przystała. Może Ci obiecała, że nigdy się nie zestarzeje - a
                  ty to będziesz egzekwował - masz prawo.
                  Ja np. niczego takiego przed ślubem nie ustalałam - sorry jestem
                  zdrowa psychicznie.

                  Secundo: Już pisałam. Nie masz możliwości pełnego poznania partnera
                  przed ślubem - poznajesz go w trakcie wspólnego życia. W tym
                  zawierają się też: wahania libido, profil seksualny, choroby,
                  depresje, cechy nie uświadomione sobie przez partnera, a także
                  zmiany fizyczne i psychiczne.
                  Przyjmowanie w rozważaniach, że człowiek jest constans i
                  przewidywalny pod każdym względem - to podstawowa wada Twojego
                  rozumowania.

                  > Okay
                  • krzysztof-lis Re: Facet też może się zmienić 25.06.09, 11:14
                    > Przyjmowanie w rozważaniach, że człowiek jest constans i
                    > przewidywalny pod każdym względem - to podstawowa wada Twojego
                    > rozumowania.

                    Szkoda, że ja niczego takiego nie przyjmuję.

                    Ludzie się zmieniają, starzeją, etc. Ale jeśli ktoś po ślubie w sposób
                    ponadprzeciętny się roztyje, ma obowiązek wziąć się za siebie.

                    Inaczej będziemy w absurdalnej sytuacji, gdy sam papierek sankcjonuje wszystkie
                    zmiany na niekorzyść
                    • possessive Re: Facet też może się zmienić 25.06.09, 13:20
                      krzysztof-lis napisał:

                      > Szkoda, że ja niczego takiego nie przyjmuję.

                      Nie wiem co przyjmujesz ale jeśli człowiek ma przed ślubem się
                      określić czego będzie chciał przez resztę życia - to byłoby smutne.


                      > Inaczej będziemy w absurdalnej sytuacji, gdy sam papierek
                      sankcjonuje wszystkie
                      > zmiany na niekorzyść
                      • krzysztof-lis Re: Facet też może się zmienić 25.06.09, 13:33
                        > Nie wiem co przyjmujesz ale jeśli człowiek ma przed ślubem się
                        > określić czego będzie chciał przez resztę życia - to byłoby smutne.

                        Smutne jest decydowanie się na ślub przed określeniem wspólnego stanowiska w
                        najbardziej kluczowych kwestiach:
                        * ile będzie dzieci i kiedy,
                        * czy matka zostanie w domu na wychowawczym,
                        * jaki będzie podział obowiązków domowych (kto gotuje, kto sprząta),
                        * czy chcą mieszkać w domu czy na wsi,
                        * czy są w stanie sprostać swoim wzajemnym oczekiwaniom.

                        Bo chyba nie weźmiesz ślubu z kimś, kto nie zamierza dotknąć się do domowych
                        obowiązków, jeśli Tobie bardzo zależy na tym, by się nimi dzielić, prawda?

                        > widnieje też tam więź fizyczna małżonków i obowiązek działań na
                        > rzecz trwania i podtrzymywania tej więzi.

                        Pechowo nie jest napisane, że ta więź ma być podtrzymywana w ilości
                        odpowiadającej partnerowi o wyższym libido.

                        > Mówiłeś o pracy w nadgodzinach a nie bezrobociu.

                        To chyba czytałaś inny wątek, niż ja, bo tu nie było mowy o absolutnym braku
                        seksu, tylko o jego niewystarczającej jakości i ilości.

                        > Ten któremu całkiem dobrze, powinien dopomóc partnerowi któremu
                        > jest źle, a nie na odwrót.

                        Rozumiem, że gdy zobaczysz na innym forum wątek założony przez opisywanego pana
                        o treści "żona mnie zmusza do seksu i jestem nieszczęśliwy", będziesz
                        konsekwentna i będziesz trzymać jego stronę?

                        > Co innego normy moralne, a co innego poziom libido w normie.

                        Oczywiście, dlatego twierdzę, że zasłanianie się wziętą z sufitu normą dotyczącą
                        poziomu libido jest tylko kiepskim wytłumaczeniem dla chęci postawienia na swoim.

                        > Z tego co napisałeś wcześniej, odnośnie: kto ma się do kogo
                        > dostosować wnioskuję, że nie jesteś obiektywny.
                        > Naprawdę uważasz, że jeśli partner jest seksoholikiem, a drugi jest
                        > bliżej normy (jeśli chodzi o częstotliwość) to ten normalny ma się
                        > dostosować do nienormalnego?

                        Staram się jak mogę
                        • michal.whatever Re: Facet też może się zmienić 25.06.09, 14:31
                          krzysztof-lis napisał:
                          > Smutne jest decydowanie się na ślub przed określeniem wspólnego
                          stanowiska w
                          > najbardziej kluczowych kwestiach:
                          > * ile będzie dzieci i kiedy,
                          > * czy matka zostanie w domu na wychowawczym,
                          > * jaki będzie podział obowiązków domowych (kto gotuje, kto
                          sprząta),
                          > * czy chcą mieszkać w domu czy na wsi,
                          > * czy są w stanie sprostać swoim wzajemnym oczekiwaniom.
                          >
                          > Bo chyba nie weźmiesz ślubu z kimś, kto nie zamierza dotknąć się
                          do domowych
                          > obowiązków, jeśli Tobie bardzo zależy na tym, by się nimi dzielić,
                          prawda?

                          kurcze, to ja i moja żona jesteśmy SMUTASAMI :(((
                          chyba popadnę w depresję, bo:
                          *nie ustaliliśmy ile będzie dzieci i kiedy (a jakoś udało nam
                          się "zrobić" niedawno córeczkę, tylko znowu smutek bo nie wiemy czy
                          zostanie jedynaczką i jak długo
                          * nie ustalalismy czy matka zostanie w domu na wychowawczym, i jest
                          smutno, bo jak już stwierdziliśmy któregoś dnia że chcemy dziecko,
                          to ona założyła własna firmę i rozkręcaliśmy ją przez rok żeby jak
                          sie dziecko urodzi to ona żeby mogła się nim i opiekowac i
                          zarządzać tą firmą (małą bo małą ale zawsze na waciki jest ;)
                          *nie ustaliliśmy jaki jest podział obowiązków domowych, i jasne że
                          jest mi smutno jak czasem mam koszulę niewyprasowaną, a jej jak musi
                          pozmywać bo tego nie lubimy, ale jakoś w tym całym smutko żyjemy i
                          się tymi obowiązkami naturalnie podzielilismy, bez ustalania
                          niczego, a jak mamy oboje w dupie obowiązki domowe to zamawiamy
                          sprzątaczkę ze smutkiem również
                          *nie ustaliliśmy również gdzie będziemy mieszkać, po prostu
                          kupiliśmy sobie mieszkanie jakie się nam obojgu spodobało a jak się
                          z nudzi to sprzedamy i się wyprowadzimy, na wieś, do innego, w Alpy,
                          albo na alaskę - jaka to różnica - byle razem
                          * wiem że co by nie było będę się starał sprostać oczekiwaniom mojej
                          żony, a ona moim, ale nawet jeśli komuś nie będzie wychodziło to sam
                          wysyłek będzie doceniony i wyciągnięta pomocna dłoń - na tym polega
                          partnerstwo.

                          Tak więc wydaje mi się że bez ustalania tego wszystkiego przed
                          ślubem, i próby planowania wszystkiego w życiu też może być
                          ciekawie..
                          • krzysztof-lis Re: Facet też może się zmienić 25.06.09, 14:51
                            > Tak więc wydaje mi się że bez ustalania tego wszystkiego przed
                            > ślubem, i próby planowania wszystkiego w życiu też może być
                            > ciekawie..

                            Może być ciekawie, może być nawet satysfakcjonująco, jeśli masz odpowiednią
                            ilość szczęścia.

                            Ale jeśli nie ustalisz tego typu ważnych kwestii a potem się okaże, że
                            oczekiwania względem małżeństwa masz inne, niż żona, to powstają wątki takie,
                            jak ten.
                            • michal.whatever Re: Facet też może się zmienić 25.06.09, 15:35
                              krzysztof-lis napisał:

                              > Może być ciekawie, może być nawet satysfakcjonująco, jeśli masz
                              odpowiednią
                              > ilość szczęścia.

                              w takim razie jestem szczęściarzem ;)

                              ale serio, to jeśli nie bierzesz ślubu z babką którą poznałeś
                              poprzedniego dnia na dyskotece... (to przenośnia) tylko się
                              zdąrzycie poznać (np rok, dwa, trzy) to nie trzeba tego chyba
                              ustalać, ani jakoś poważnie omawiać, bo czujesz preferencje tej
                              drugiej osoby.

                              Poza tym ktoś w wieku 25 powiedzmy lat uważa że będzie miał 3
                              dzieci, a 2 lata po ślubie i po pierwszym dziecku stwierdza że
                              więcej nie chce... i co wtedy - rozwód? czy pukanie innej babki i
                              jej robienie dzieci? niezależnie więc od ustaleń, których moim
                              zdaniem nie ma sensu robić nie przewidzisz przysłości i nie
                              zaplanujesz wszystkiego, niestety nawet tych najbardziej
                              fundamentalnych rzeczy.
                              • krzysztof-lis Re: Facet też może się zmienić 25.06.09, 15:39
                                > ale serio, to jeśli nie bierzesz ślubu z babką którą poznałeś
                                > poprzedniego dnia na dyskotece... (to przenośnia) tylko się
                                > zdąrzycie poznać (np rok, dwa, trzy) to nie trzeba tego chyba
                                > ustalać, ani jakoś poważnie omawiać, bo czujesz preferencje tej
                                > drugiej osoby.

                                Pewnie, że czasem nie trzeba tego ustalać, bo preferencje poznasz podczas
                                normalnych rozmów. Jeśli Ci one nie pasują, po prostu z kimś takim się nie wiążesz.

                                > jnie przewidzisz przysłości i nie zaplanujesz wszystkiego,
                                > niestety nawet tych najbardziej fundamentalnych rzeczy.

                                Co nie oznacza, że nie należy o nich porozmawiać.

                                > Poza tym ktoś w wieku 25 powiedzmy lat uważa że będzie miał 3
                                > dzieci, a 2 lata po ślubie i po pierwszym dziecku stwierdza że
                                > więcej nie chce... i co wtedy - rozwód?

                                A to zależy już od Twojej hierarchii wartości, czyli od tego, co jest dla Ciebie
                                najważniejsze.
                        • possessive Re: Facet też może się zmienić 25.06.09, 15:23
                          krzysztof-lis napisał:

                          > Smutne jest decydowanie się na ślub przed określeniem wspólnego
                          stanowiska w
                          > najbardziej kluczowych kwestiach:
                          > * ile będzie dzieci i kiedy,
                          > * czy matka zostanie w domu na wychowawczym,
                          > * jaki będzie podział obowiązków domowych (kto gotuje, kto
                          sprząta),
                          > * czy chcą mieszkać w domu czy na wsi,
                          > * czy są w stanie sprostać swoim wzajemnym oczekiwaniom.
                          >
                          > Bo chyba nie weźmiesz ślubu z kimś, kto nie zamierza dotknąć się
                          do domowych
                          > obowiązków, jeśli Tobie bardzo zależy na tym, by się nimi dzielić,
                          prawda?

                          Przykro mi ale dla mnie nie są to wcale kluczowe kwestie, nic
                          takiego nie ustalałam i wcale nie jest mi z tego powodu smutno.
                          Śmiem twierdzić, że uzgodnienia w tych kwestiach nie są powodem
                          szczęścia/braku szczęścia małżonków, jeśli o to są kłótnie - to
                          tylko preteksty.

                          Znowu wymyśliłeś sobie coś i uważasz, że wszyscy myślą podobnie.

                          > Pechowo nie jest napisane, że ta więź ma być podtrzymywana w ilości
                          > odpowiadającej partnerowi o wyższym libido.

                          Powiedz - czego nie rozumiesz w wyrażeniu więź fizyczna? Uważasz
                          może, że wprowadzanie penisa do pochwy 1x w miesiącu oznacza
                          nawiązywanie więzi?


                          > Rozumiem, że gdy zobaczysz na innym forum wątek założony przez
                          opisywanego pana
                          > o treści "żona mnie zmusza do seksu i jestem nieszczęśliwy",
                          będziesz
                          > konsekwentna i będziesz trzymać jego stronę?

                          Jeśli komuś jest dobrze z tym, że kogoś do czegoś zmusza, to taka
                          osoba jest sadystą i wówczas będę współczuła ofierze.
                          • krzysztof-lis Re: Facet też może się zmienić 25.06.09, 15:47
                            > Przykro mi ale dla mnie nie są to wcale kluczowe kwestie, nic
                            > takiego nie ustalałam i wcale nie jest mi z tego powodu smutno.

                            Wydajesz się być idealną kandydatką na żonę
                            • michal.whatever Re: Facet też może się zmienić 25.06.09, 16:32
                              krzysztof-lis napisał:
                              > > Znowu wymyśliłeś sobie coś i uważasz, że wszyscy myślą podobnie.
                              >
                              > Masz rację. Wymyśliłem sobie, że wiązanie się z nieodpowiednim lub
                              > niesprawdzonym partnerem jest ryzykowne
                              • krzysztof-lis Re: Facet też może się zmienić 25.06.09, 17:13
                                > Jak w takim razie chciałbyś się bez ryzyka związać ze sprawdzonym
                                > partnerem???

                                Nie ma takiej możliwości
                            • possessive Re: Facet też może się zmienić 26.06.09, 00:52
                              krzysztof-lis napisał:

                              > Wydajesz się być idealną kandydatką na żonę
                              • krzysztof-lis Re: Facet też może się zmienić 26.06.09, 10:14
                                > Nie jest to aż taki węzeł gordyjski, nie ma się czego bać w czasach
                                > nowoczesnej antykoncepcji.

                                Poczytaj wątki na forum o e-krowach a zobaczysz, jakie ryzyko wiąże się ze
                                związaniem się przez faceta, który dzieci nie chce z kobietą, która o nich od
                                zawsze marzy i tylko szuka faceta do zrobienia sobie żywej laleczki.
                          • bi_chetny Re: Facet też może się zmienić 25.06.09, 16:42
                            seks jest FILAREM więzi !
                            • mujer_bonita Re: Facet też może się zmienić 25.06.09, 16:45
                              bi_chetny napisał:
                              > seks jest FILAREM więzi !

                              Wyjdzie, że się czepiam ale akurat sam się prosisz.

                              U Ciebie może jest u innych nie musi. Nie u wszystkich ludzi seks odgrywa taką rolę jak w Twoim życiu. Nie posiadasz monopolistycznej recepty na tworzenie więzi w związku.
                              • krzysztof-lis Re: Facet też może się zmienić 25.06.09, 17:14
                                > Wyjdzie, że się czepiam ale akurat sam się prosisz.

                                Wyszło, że tylko szukasz okazji, by czepić się akurat bi_chętnego. ;p
                              • bi_chetny Re: Facet też może się zmienić 25.06.09, 17:24
                                to akurat nie moje zdanie, tylko seksuologów. związek damsko/męski opiera się
                                również na seksie, jako jednym z filarów więzi między ludźmi. Jeśli jesteś na
                                terapii małżeńskiej, to jest jedno z kluczowych pytań.
                                • mujer_bonita Re: Facet też może się zmienić 25.06.09, 17:37
                                  bi_chetny napisał:
                                  > Jeśli jesteś na
                                  > terapii małżeńskiej, to jest jedno z kluczowych pytań.

                                  Chyba coś Ci się pomieszało. Jeżeli to jest problem w związku to jasne, że to kluczowe pytanie. Seks jest również pewnego rodzaju barometrem tego co się dzieje (szczególnie u kobiet, u których problemy przekładają się bezpośrednio na brak chęci do seksu).

                                  Ale wyobraź sobie, że dwie niskolibidowe osoby mogą być w świetnym związku z seksem raz na kwartał. I wcale nie znaczy to, że brakuje im 'filaru' więzi międzyludzkiej. Wyobraź sobie, że są również inne rzeczy, które potrafią tę więź zbudować, umocnić i utrzymywać latami.

                                  Jeżeli już używać architektonicznych porównani to seks jest jak nogi od stołu. Jak z jednej strony są krótsze a z drugiej dłuższe to robi się problem. Ale jak wszystkie są równe to nie ma znaczenia czy są krótkie czy długie.
                                  • bi_chetny Re: Facet też może się zmienić 25.06.09, 17:54
                                    to nie przeczy temu co napisałem - nadal jest między nimi więź seksualna, nie
                                    sądzisz ?
                                    • mujer_bonita Re: Facet też może się zmienić 25.06.09, 18:05
                                      bi_chetny napisał:
                                      > to nie przeczy temu co napisałem - nadal jest między nimi więź seksualna, nie
                                      > sądzisz ?

                                      Między określeniem 'istnieje więź seksualna' a 'seks jest filarem więzi' jest
                                      dość spora przepaść.
                                      • bi_chetny Re: Facet też może się zmienić 25.06.09, 18:08
                                        istnieje więź, która jest jednym z filarów związku. Oboje mają taką więź jaką
                                        chcą mieć i jest ona jednym z filarów. To naprawdę takie trudne, zgodzić się ?
                                        • mujer_bonita Re: Facet też może się zmienić 25.06.09, 18:29
                                          bi_chetny napisał:
                                          > istnieje więź, która jest jednym z filarów związku. Oboje mają taką więź jaką
                                          > chcą mieć i jest ona jednym z filarów. To naprawdę takie trudne, zgodzić się ?

                                          Ależ z tym, co teraz napisałeś jak najbardziej się zgadzam :)
                                          • bi_chetny Re: Facet też może się zmienić 26.06.09, 09:30
                                            od początku o to mi chodziło. dziękuję :)
                            • bigbadpig Re: Facet też może się zmienić 25.06.09, 20:27
                              seks jest korzeniem, erotyka łodygą, a miłość kwiatem

                              Octavio Paz

                              :D
                          • mujer_bonita Possessive 26.06.09, 11:48
                            possessive napisała:
                            > Przykro mi ale dla mnie nie są to wcale kluczowe kwestie, nic
                            > takiego nie ustalałam i wcale nie jest mi z tego powodu smutno.
                            > Śmiem twierdzić, że uzgodnienia w tych kwestiach nie są powodem
                            > szczęścia/braku szczęścia małżonków, jeśli o to są kłótnie - to
                            > tylko preteksty
                            > Znowu wymyśliłeś sobie coś i uważasz, że wszyscy myślą podobnie.

                            Szokujące będzie to co napiszę ale w tej kwestii zgadzam się z Krzysztofem. Ustalenia co do wspólnego życia są podstawą funkcjonowania związku. MIŁOŚĆ NIE POKONUJE WSZELKICH PROBLEMÓW. Ludzie dobierają się na wielu poziomach a poznając się stwierdzają, czy dana osoba będzie do nich pasować czy nie. Wszystkiego ustalić się nie da, nie ma również ideałów ale wybieranie partnera, który w kluczowych sprawach od początku do nas nie pasuje jest skazywaniem związku na porażkę. Błędem jest związywanie się z kimś, kto nam nie pasuje i żądanie, że 'skoro kocha to powinien się zmienić'. Bo w sumie skoro kochamy to dlaczego to ta druga strona ma się dostosować a nie my?

                            NIE MA CZEGOŚ TAKIEGO JAK NORMA W ILOŚCI STOSUNKÓW! To, że panu chce się mało świadczy tylko o jego niskolibidowości. A problemem nie jest on tylko fakt, że ich poziomy libidowości znacznie się różnią. A niestety - jedną z głównych mądrości płynących z forum jest to, że w związku najtrudniej o kompromis właśnie w kwestii różnego libido. Nie da się go 'z miłości' zwiększyć lub zmniejszyć.
                            • bi_chetny Re: Possessive 26.06.09, 12:23
                              I ja się z mujer-bonitą zgodzę <szok!> :).
                              Poznając kogoś bliżej, poznajemy jego poglądy na świat, religię, tolerancję,
                              podejście do seksu, rodzicielstwa itd. Z tego możemy wywnioskować czy i w jakim
                              stopniu się zgadzamy. Temat seksualności jest chyba najtrudniejszy, bo często
                              ludzie sami nie potrafią określić z góry, jak częsty i wyrafinowany seks jest
                              dla nich ważny. I wracamy do nieumiejętnej komunikacji...
                            • zyg_zyg_zyg Re: Possessive 26.06.09, 12:28
                              krzysztof-lis napisał:
                              > Smutne jest decydowanie się na ślub przed określeniem wspólnego
                              > stanowiska w
                              > najbardziej kluczowych kwestiach:
                              > * ile będzie dzieci i kiedy,
                              > * czy matka zostanie w domu na wychowawczym,
                              > * jaki będzie podział obowiązków domowych (kto gotuje, kto
                              > sprząta),
                              > * czy chcą mieszkać w domu czy na wsi,
                              > * czy są w stanie sprostać swoim wzajemnym oczekiwaniom.


                              mujer_bonita napisała:
                              > Ustalenia co do wspólnego życia są podstawą funkcjonowania związku.

                              A ja sie nie zgadzam. Zgodność co do kluczowych kwestii lub
                              mozliwość pójścia na kompromis przez dwoje i pewna elastyczność -
                              rzeczywiscie, bez tego mój związek nie mógłby pewnie funkcjonować.
                              Natomiast nie wyobrażam sobie, żebym przed slubem usiadła z kartką w
                              ręku i wspólnie z partnerem odhaczała ptaszki: przy dzieciach,
                              urlopie wychowaczym, wynoszeniu śmieci, myciu łazienki co tydzień
                              lub myciu łazienki co trzy dni. Nie wyobrażam sobie wyznaczania
                              sztywnych ram, w które mam wtłaczać relacje z drugim człowiekiem.

                              Oczywiście, np. taka informacja, czy on w ogóle chce mieć ze mną
                              dzieci, była mi potrzebna, ale ustanowienie ile tych dzieci, kiedy i
                              jak długo będę na urlopie? To nie dla mnie i nie widzę w tym nic
                              smutnego. Wiem zresztą, że wszystko może się zmieniać w czasie lub
                              pod wpływem różnych działań losu.
                              • mujer_bonita Re: Possessive 26.06.09, 12:57
                                zyg_zyg_zyg napisała:
                                > A ja sie nie zgadzam. Zgodność co do kluczowych kwestii lub
                                > mozliwość pójścia na kompromis przez dwoje i pewna elastyczność -
                                > rzeczywiscie, bez tego mój związek nie mógłby pewnie funkcjonować.

                                Słowo kluczowe: 'pewna elastyczność' ;) Jak mówi pewna reklama 'prawie robi różnicę'. Jasnym jest, że w wielu kwestiach trzeba iść na kompromis jednak nie wszystko da się uelastycznić. Im mniej konieczności ustępstw tym lepiej dla związku.

                                Patrząc z drugiej strony - gdyby wszystko dało się w imię miłości 'pogodzić' to możliwy był by związek każdego z każdym :)
                            • possessive Re: Possessive 26.06.09, 13:03
                              Nie obrażę się, że się zgadzasz z Krzysztofem tym bardziej, że jest
                              inteligentny i wielu kwestiach ma rację ale upraszcza, próbuje
                              tworzyć wybiórcze reguły, których się zawzięcie trzyma, nie
                              przyjmując że względność i subiektywność wszelkich reguł okazuje sie
                              wtedy, gdy człowiek zaczyna zachowywać się nieracjonalnie.
                              Nie ma czegoś takiego jak racjonalne zachowanie człowieka bo rozumem
                              poznajemy w sposób subiektywny. Możemy się na coś umawiać ale i tak
                              dla każdego ta sama zasada może co innego znaczyć, nie wspomnę już o
                              oszustwie i emocjach.
                              On stwierdził by umówić się na ilość dzieci? Ok. pomijając, że to
                              bez sensu czy nie ważniejsze jest aby ustalić wspólne stanowisko na
                              temat sposobu ich wychowania? Jeśli ojciec będzie za biciem i dajmy
                              na to zimnym wychowem, a matka za wychowaniem bezstresowym - to mają
                              nadal realizować założoną trójkę dzieci skoro o jedno dziecko drą
                              koty i nie potrafią dojść do porozumienia?
                              I tak jest ze wszystkimi regułami wymyślonymi przez Krzysztofa.
                              Wydaje mu się, że pozjadał wszystkie rozumy bo określił zasady
                              których się trzyma. Może czasem okaże się, że te zasady były
                              drobnostkami na których wcale mu nie zależy a zapomniał o ustaleniu
                              tysiąca innych które w tym momencie są dla niego kluczowe. To
                              naiwność zwykła jest. Dlatego stwierdzam, że ustawodawca (KRiO) jest
                              tu mądrzejszy od Krzysztofa i ta baza zupełnie wystarczy.

                              Co do norm. Nigdzie nie napisałam, że normy dotyczą związku i że
                              norma ma być bezwzględnym żądaniem. Każda choroba ma określone i
                              spisane objawy - nie po to aby od kogoś żądać zdrowia, tylko po to
                              aby było do czego porównać gdy ktoś się na coś uskarża.
                              Seksuolodzy twierdzą, że chęć na seks 2x miesiącu u ogólnie
                              zdrowego, sprawnego mężczyzny (ale nie w wieku andropauzalnym
                              zaznaczam) to libido raczej niskie. Dlatego zaproponowałam zrobienie
                              badań i obserwację ogólnego samopoczucia partnera, czy mogą istnieć
                              przesłanki ku temu, że jest jakiś potencjał poprawy od strony
                              fizycznej. O zdrowie uważam zawsze warto zadbać, zażywać preparaty
                              zawierające składniki których brakuje w diecie i myślę nikogo tym
                              nie ukrzywdziłam. Mężczyźni oczywiście zaraz na mnie napadli, że
                              oskarżam kogoś o chorobę, a Krzysztof wyjechał, że jak nie obiecywał
                              dbać o zdrowie to nie musi. Sama powiedz czy jest to normalne
                              rozumowanie. Kobiety oczywiście orzekły, że ten partner ma partnerkę
                              w d. To wszystko uproszczenia. Proszę o nieprzekręcanie moich słów.
                              • mujer_bonita Re: Possessive 26.06.09, 13:17
                                possessive napisała:
                                > tworzyć wybiórcze reguły, których się zawzięcie trzyma, nie
                                > przyjmując że względność i subiektywność wszelkich reguł okazuje sie
                                > wtedy, gdy człowiek zaczyna zachowywać się nieracjonalnie.

                                Reguły tworzy się w kwestiach WAŻNYCH dla danej osoby/pary. I po to się je
                                tworzy, żeby nie ulegać subiektywizacji i nieracjonalności. Każdy człowiek ma
                                prawo na początku związku określić co dla niego jest ważne (seks, rodzicielstwo,
                                praca etc.). Jeżeli druga strona się z tym zgadza to OK. Jeżeli po jakimś czasie
                                drugiej stronie 'odbija' i stwierdza, że jej się jednak nie podoba to co? Mam
                                się dostosować, bo co? Jeżeli na początku związku mówię, że seks jest dla mnie
                                ważny, partner mówi, że dla niego też a po paru latach stwierdza, że 'jednak się
                                mylił' to mam się do niego w imię miłości dostosować 'bo ustalanie czegokolwiek
                                jest bez sensu'?? Powiedz jak sobie wyobrażasz taką sytuację?

                                > To naiwność zwykła jest. Dlatego stwierdzam, że ustawodawca (KRiO)
                                > jest tu mądrzejszy od Krzysztofa i ta baza zupełnie wystarczy.

                                Taaa... bo pan w Sejmie 45 lat temu wiedział lepiej jaki JA chcę mieć związek
                                niż ja sama?? Gratuluję pomysłu :) KRiO nie reguluje całej masy kwestii. W
                                zasadzie większości dla mnie istotnych nie.

                                > Seksuolodzy twierdzą, że chęć na seks 2x miesiącu u ogólnie
                                > zdrowego, sprawnego mężczyzny (ale nie w wieku andropauzalnym
                                > zaznaczam) to libido raczej niskie.

                                Tyle, że niskie libido nadal NIE JEST CHOROBĄ.

                                > Kobiety oczywiście orzekły, że ten partner ma partnerkę w d.

                                Ja tak nie orzekłam a jestem kobietą, która podobno na tym forum zawsze broni
                                innych kobiet. I co? Twoja teoria padła :D
                                • possessive Re: Possessive 26.06.09, 13:53
                                  mujer_bonita napisała:

                                  > Reguły tworzy się w kwestiach WAŻNYCH dla danej osoby/pary. I po
                                  to się je
                                  > tworzy, żeby nie ulegać subiektywizacji i nieracjonalności. Każdy
                                  człowiek ma
                                  > prawo na początku związku określić co dla niego jest ważne (seks,
                                  rodzicielstwo
                                  > ,
                                  > praca etc.). Jeżeli druga strona się z tym zgadza to OK. Jeżeli po
                                  jakimś czasi
                                  > e
                                  > drugiej stronie 'odbija' i stwierdza, że jej się jednak nie podoba
                                  to co? Mam
                                  > się dostosować, bo co? Jeżeli na początku związku mówię, że seks
                                  jest dla mnie
                                  > ważny, partner mówi, że dla niego też a po paru latach stwierdza,
                                  że 'jednak si
                                  > ę
                                  > mylił' to mam się do niego w imię miłości dostosować 'bo ustalanie
                                  czegokolwiek
                                  > jest bez sensu'?? Powiedz jak sobie wyobrażasz taką sytuację?

                                  Przepraszam, myślisz, że jak partner zadeklaruje przed ślubem, że
                                  seks jest dla niego ważny i obieca, że będzie tak zawsze - to potem
                                  mu już nie może odbić? A co zabronisz mu? To po co stworzyłaś tę
                                  regułę? Żeby potem wykrzyczeć, że on jest winien rozstania to
                                  oczywiste. Tylko, że takich rzeczy nikt nie robi specjalnie na złość
                                  tobie. Zakładając jednak, że złośliwie nie będzie z Tobą sypiał to w
                                  czym pomoże twoja reguła, chyba tylko na twoje samopoczucie.

                                  Ustalałaś z partnerem powiedzmy trójkę dzieci, po jednym dziecku on
                                  stracił majątek albo stał się bezpłodny albo stwierdził, po jednym
                                  dziecku - że nie chce więcej bo to dla niego zbyt trudne. I co
                                  będziesz krzyczała: dawaj mi tu trójkę dzieci bo tak ustalaliśmy?

                                  Nigdy nie musisz się do nikogo dostosowywać, zawsze możesz odejść
                                  (chyba że ktoś głupio doprowadził się do całkowitej zależności od
                                  partnera) - zawsze możesz się dostosować i zawsze możesz stwierdzić,
                                  że coś jest warte wysiłku to Twój wybór.
                                  • mujer_bonita Re: Possessive 26.06.09, 14:11
                                    Wiesz Possessive - według Twojego świata to generalnie można związać się z
                                    KAŻDYM. Rzucę kamieniem przez okno i w kogo trafię to z tym będę na całe życie.
                                    Po co się z kimś dobierać skoro i tak wszystko się zmienia?

                                    Wiesz po co się ustala cokolwiek? Po to, żeby zmniejszyć ryzyko porażki. Jasne,
                                    że po pierwszym dziecku może się odechcieć kolejnych ale to MOŻE się zdarzyć a
                                    jak ktoś deklaruje na wstępie, że dzieci mieć nie chce to brak dzieci jest
                                    niemal PEWNY. Taka różnica.

                                    > Nigdy nie musisz się do nikogo dostosowywać, zawsze możesz odejść
                                    > (chyba że ktoś głupio doprowadził się do całkowitej zależności od
                                    > partnera) - zawsze możesz się dostosować i zawsze możesz stwierdzić,
                                    > że coś jest warte wysiłku to Twój wybór.

                                    Jasne, że mój wybór. A to, że partner wie, co dla mnie jest ważne oznacza, że
                                    musi mieć świadomość, że nie może liczyć, że się w tym dostosuję.

                                    Śmieszne jest dla mnie Twoje stanowcze sprzeciwianie się ustaleniom skoro SAMA
                                    JE ROBISZ :) Napisałaś:
                                    'Skoro zrezygnowałam z wielu możliwych mężczyzn na rzecz jednego - trzeba mi
                                    zapewniać przyzwoity poziom życia seksualnego. '
                                    TWOIM USTALENIEM jest jak sama piszesz 'przyzwoity poziom życia seksualnego'. Ty
                                    określiłaś co jest dla Ciebie ważne a co możesz poświęcić w związku natomiast
                                    innym tego odmawiasz :) A po co to ustalasz? Przecież partnerowi może się
                                    zmienić i co wtedy? Miłość i dostosowanie się :D
                                    • zyg_zyg_zyg Re: Possessive 26.06.09, 16:05
                                      To może dla jasności najpierw ustalmy :-) definicję słowa "ustalić".
                                      Do wyboru:

                                      1. «zdecydować o ostatecznej formie, postaci lub przebiegu czegoś»
                                      2. «stwierdzić coś po uprzednim zbadaniu»
                                      3. «uczynić niezmiennym»
                                      4. «pozbawić chwiejności, usztywnić»
                                      5. «umocnić glebę, wydmy itp. przez sadzenie specjalnej roślinności
                                      lub stosowanie umocnień»
                                      • krzysztof-lis Re: Possessive 26.06.09, 16:46
                                        Mnie chodziło o definicję nr 1:
                                        > 1. «zdecydować o ostatecznej formie, postaci lub przebiegu czegoś»

                                        Choć w kontekście tego wątku ta ostateczność jest wątpliwa.
                                    • possessive Re: Possessive 27.06.09, 17:26
                                      mujer_bonita napisała:

                                      > Wiesz Possessive - według Twojego świata to generalnie można
                                      związać się z
                                      > KAŻDYM. Rzucę kamieniem przez okno i w kogo trafię to z tym będę
                                      na całe życie.
                                      > Po co się z kimś dobierać skoro i tak wszystko się zmienia?

                                      Och mój świat naprawdę aż tak się nie różni od Twojego. Też lubię
                                      wierzyć że mam na coś wpływ. Z pewnością nie związałabym się z kimś
                                      kto by mi kazał przed ślubem się określać w kwestii ilości dzieci i
                                      stosunków seksualnych - więc jak widzisz też coś ustalam. Po prostu
                                      moje ustalenia są inne niż Twoje i Lisa.
                                      >
                                      > Wiesz po co się ustala cokolwiek? Po to, żeby zmniejszyć ryzyko
                                      porażki. Jasne,
                                      > że po pierwszym dziecku może się odechcieć kolejnych ale to MOŻE
                                      się zdarzyć a
                                      > jak ktoś deklaruje na wstępie, że dzieci mieć nie chce to brak
                                      dzieci jest
                                      > niemal PEWNY. Taka różnica.

                                      Powiem Ci, że znam mojego męża od 15 lat. 5 lat małżeństwa a przez
                                      10 - najlepsi przyjaciele od dziecka (nie kochankowie, nie brat i
                                      siostra lecz przyjaciele). Znałam wszystkie jego dziewczyny.
                                      Płakałam mu w rękaw przy pierwszym swoim zawodzie miłosnym. Wspólne
                                      zainteresowania, przyjaciele, rodzina znana od zawsze, wspólne
                                      picie, wspólne zmiany poglądów, wspólne bunty. Wróżysz nam świetlaną
                                      przyszłość? Niestety w łóżku się spieprzyło i nikt nie ma pojęcia o
                                      co chodzi. Mnie jakoś z tego wychodzi, że mogłam się związać z
                                      każdym i nie uchroniłoby to mnie przed kryzysem.


                                      > Jasne, że mój wybór. A to, że partner wie, co dla mnie jest ważne
                                      oznacza, że
                                      > musi mieć świadomość, że nie może liczyć, że się w tym dostosuję.

                                      Mój też wie, co jest dla mnie ważne i wie, że nie może liczyć że się
                                      dostosuję. Niestety on nie wykazuje żadnej aktywności seksualnej od
                                      pół roku i twierdzi, że z jego libido wszystko jest w porządku - to
                                      przecież normalne - dokładnie tak jak tu panowie na forum oraz jak
                                      partner wątkotwórczyni - przecież on "lubi seks" - i co powiesz na
                                      taki sabotaż?

                                      > Śmieszne jest dla mnie Twoje stanowcze sprzeciwianie się
                                      ustaleniom skoro SAMA
                                      > JE ROBISZ :) Napisałaś:
                                      > 'Skoro zrezygnowałam z wielu możliwych mężczyzn na rzecz jednego -
                                      trzeba mi
                                      > zapewniać przyzwoity poziom życia seksualnego. '
                                      > TWOIM USTALENIEM jest jak sama piszesz 'przyzwoity poziom życia
                                      seksualnego'. T
                                      > y
                                      > określiłaś co jest dla Ciebie ważne a co możesz poświęcić w
                                      związku natomiast
                                      > innym tego odmawiasz :) A po co to ustalasz? Przecież partnerowi
                                      może się
                                      > zmienić i co wtedy? Miłość i dostosowanie się :D

                                      Ja tego nie ustalałam przed ślubem - po co? Do seksu nie było
                                      żadnych zastrzeżeń i każdy wiedział że to ważne.
                                      Niestety nie rzucę w kąt pietnastu lat przyjaźni i zaufania oraz
                                      kilku lat fantastycznego seksu (zresztą on też tego nie potrafi) i
                                      nie zacznę szukać jakiegoś ziutka do łóżka.
                                      >
                            • krzysztof-lis Re: Possessive 26.06.09, 16:02
                              > Szokujące będzie to co napiszę ale w tej kwestii zgadzam się z
                              > Krzysztofem.

                              Dla takich chwil warto poświęcać czas na forum. :)
              • michal.whatever Re: Facet też może się zmienić 25.06.09, 11:31
                a co jeśli ktoś chciałby ale mu sie nie chce?
                czyli teoretycznie ma pociąg do swojej partnerki i jak juz jest
                zbliżenie to jest zajefajnie, są różne urozmaicenia, nie ma
                monotonii, jest trochę perwersji, jest obustronne zadowolenie ;P
                ale po prostu częściej niż raz na tydzień-dwa mu się nie chce?

                to co wtedy poradzisz?
                • possessive Re: Facet też może się zmienić 25.06.09, 11:56
                  Jak jest obustronne zadowolenie to co tu radzić?
      • wiek_chrystusowy Re: Facet też może się zmienić 24.06.09, 14:55
        w zyciu jest tak, ze jak chcesz cos zmienic, zacznij od siebie ;) Nikt nie jest
        w stanie zmienic drugiego czlowieka, jesli on sam tego nie zechce. Z tego co
        napisano wyzej, widzimy, ze nie chce. Mozemy to sobie oceniac ale to nie zmienia
        sytuacji autorki. Ona nadal bedzie miala nie taki seks, jakiego by chciala. Ruch
        nalezy do niej - albo sie pogodzi, albo bedzie gwalcic na sile, albo machnie na
        niego reka i pojdzie w sina dal. To ostatnie moze (ale nie musi) stac sie
        bodzcem dla tego czlowieka do zmian.
    • rmarcin555 Re: Mój facet nie lubi seksu :/ 24.06.09, 13:19
      Związek to dopasowanie we wszystkich płaszczyznach. Ponieważ nie jesteśmy idealni, więc dopasowywanie oznacza, że pewne rzeczy przestajemy robić a inne zaczynamy. Z tym wiąże się lista rzeczy, z których jesteśmy w stanie zrezygnować w zamian za inne, które daje nam ta druga osoba. Każdy z nas ma kilka takich wymagań, z których nie jest w stanie zrezygnować.
      Seks jest takim samym aspektem związku jak cokolwiek innego. Jeśli nie ma tu dopasowania to trzeba to kompensować czymś innym. Nie zawsze jest to możliwe.
      Nie słuchaj tekstów typu "seks nie jest najważniejszy". To twoje życie i ty musisz ocenić co jest dla ciebie najważniejsze.

      Jeżeli nie potrafisz zrezygnować z seksu to albo popracujecie z facetem nad tym, może faktycznie ma jakaś blokadę (porada specjalisty), albo rozstańcie się. Inaczej ty będziesz non stop sfrustrowana, a on to będzie widział i doskonale rozumiał dlaczego jesteś zła. Nic dobrego z tego nie wyjdzie. Pewnego dnia strasznie go upokorzysz, w ten czy inny sposób i wtedy będzie to twoja wina, bo zostałaś z nim wiedząc, że nie daje ci tego czego potrzebujesz.
    • lechu_55 Re: Mój facet nie lubi seksu :/ 24.06.09, 13:20
      Coś podobnego ? facet i nie lubi seksu ? Naprawde jest z nim cos nie
      tak... Pisz do mnie.
      • mr.illusion Re: Mój facet nie lubi seksu :/ 24.06.09, 13:42
        tamtaja 24.06.09, 10:33 Odpowiedz
        Ty się z tym pogodziłeś, czy skorzystałeś z innej furtki? Bo mi
        pogodzenie się z tą sytuacją nie przyjdzie łatwo, w ogóle nie
        wyobrażam sobie pogodzić się z tym. Chcę, żeby i on chciał. Tak jak
        ja chcę.

        ---

        Moze nie tyle pogodzilem, co szukam sposobnosci by sie rozejsc w
        elegancki sposob. Po 7 latach niestety nie jest to latwe, tym
        bardziej, ze wiem iz ja sie z tym nie pogodze a ona nie zmieni.
        Zaluje tylko ze nie mialem tej madrosci pare lat temu, wszystko
        byloby latwiejsze a ja nie stracilbym tyle zycia


        Pozdrawiam,
        M.
      • bi_chetny Re: Mój facet nie lubi seksu :/ 24.06.09, 14:41
        no niestety są tacy co nie lubią, poczytaj forum, lechu.
    • bd.sm a klimaty typu bdsm? to jest porażka 24.06.09, 13:40
      Znam ten problem, z drugiej strony, tzn. mój temperament jest na znacznie
      wyższym poziomie niż żony. Nie pozwoliłem sobie jak dotąd na skok w bok i trochę
      mnie odstręcza taki pomysł. W moim przypadku żona jeszcze jako ślubem wykazywała
      się i chęciami, i otwartością. Nie był to jakiś dziki seks bez tabu, ale nie
      było źle. Po ślubie tematy erotyczne zamroziły się natychmiast, żadne nowe
      pomysły nie wchodzą w grę. Misjonarz, od tyłu, oral w kierunku do niej ;) i
      koniec. A mnie nęcą i kuszą ostrzejsze zabawy, eksperymenty... słabo jest.
    • aleistekaboom Re: Mój facet nie lubi seksu :/ 24.06.09, 15:06
      a ja podejrzewam,ze nie lubi seksu z prostej przyczyny
      wymagasz zeby Cie wzial jak szalony:) ze nie odmowisz..zeby byl silny i
      dominujacy. a on jest pewnie uleglym masochista ktory chcialby zebys to Ty go
      wykorzystywala :) jest bierny bo go nie podnieca branie CIe na sile bo ma
      ochote, bo woli na odwrot. macie konflikt w podziale sadysta/masochista czy tez
      dominujacy/ulegly.
      • bi_chetny Re: Mój facet nie lubi seksu :/ 24.06.09, 15:07
        brawo, panie domorosły psychoanalityku
    • joanna_can Maly ptaszek mi mowi, 24.06.09, 15:43
      ze twoja znajomosc z obecnym skonczy sie. I to raczej szybciej niz
      pozniej. takie jest zycie!
    • the_rapist Po prostu ci nie wierze. 24.06.09, 15:49
      Takich facetow po prostu nie ma, nie istnieja. Powie ci to kazda kobieta w wieku
      -nascie do poznej starosci. Powszechnie wiadomo, ze facetom ''tylko jedno w
      glowie'', o niczym innym nie mysla, wszystko im sie z d... kojarzy i tym
      podobnie. Moze sie zdarzyc, ze dany facet nie lubi walic w ciemno czy nie
      przepada za jakas konkretna pozycja.
      • bi_chetny Re: Po prostu ci nie wierze. 24.06.09, 15:58
        nieprawda. każdy facet zawsze może trafić na kobietę, która chce częściej niż
        on. i wtedy dupa panie niestety.
    • bbsbb pewnie mu to... wisi... 24.06.09, 16:15
      ...
Pełna wersja