His way or no way.

03.07.09, 16:56
Witajcie

nie układa nam się w łóżku - taka jest prawda. Piszę tutaj, bo może zechcecie
podzielić się swoimi refleksjami bądź otworzyć mi oczy na jakieś oczywistości,
których nie dostrzegam.

Kilka faktów:
Jesteśmy razem już kilka lat. Mieszkamy razem.
Żadne z nas nie ma jakiegoś wygórowanego libido. W porównaniu z niektórymi z
was wypadamy dosyć przeciętnie. Ja jestem na pigułkach, on sam powiedział, że
seks codziennie nie jest mu do niczego potrzebny. Pod względem temperamentu
nie ma zatem starć.
Problem sprowadza się zaś do tego, co zawarłam już w tytule.
On chce i lubi kochać się tylko po swojemu. Co to oznacza? Nie chodzi o żadne
dzikie fantazje ani dziwaczne praktyki. Nie, nie. Musi być po prostu, hm, nie
wiem jak to nazwać "po męsku". To znaczy:

- z jego inicjatywy. Kiedy ja wychodzę z inicjatywą działa to na niego
kastrująco, zniechęcająco, nie wiem jak, grunt, że tak nie lubi i zawsze mi
wtedy odmawia (a jak nie odmówi, to potem słyszę żarciki o "wykorzystywaniu go").

- bez gry wstępnej: pół minuty zabawy piersiami powinno mi wystarczyć. O
pocałunkach mowy nie ma.

W sumie jego pieszczoty są w typie "pociągnę dziewczynkę za warkocze". Tu
podszypnąć, tam klepnąć, ścisnąć, przyszpilić, itd. Znów, nie chodzi o
sprawienie mi bólu, tylko o raczej o grubiańskość podejścia.

Co za tym idzie jakość naszego seksu jest dla mnie mocno przeciętna. Potrafi
być przyjemnie, ale bez fajerwerków. DOszło do tego, że udaję (nie orgazmy, to
by było zbyt żałosne) przyjemność. Bo on lubi słyszeć, że mi jest dobrze.
Orgazmów nie mam, ale też bardzo rzadko mi się przy stosunku zdarzają (z
każdym z byłych partnerów, przy masturbacji nie mam z tym problemu) i nie jest
to dla mnie problemem, lubię seks sam w sobie. On niby się z tym pogodził.

Powiecie: rozmowa. No właśnie, tu jest szkopuł. On w ogóle nie chce rozmawiać
na tematy łóżkowe.Sam z siebie nigdy nie spytał, co i jak lubię. O sobie też
mówić nie lubi. Jak się go spytałam kiedyś o fantazje erotyczne, to
stwierdził, że to "intymne pytanie". Ja zaś, chociaż miękka ciapa jestem, to
jednak po tylu latach nie mogłam nie powiedzieć jasno i wyraźnie, co lubię a
czego nie. A nie są to skomplikowane rzeczy:
- on na seks nabiera ochoty o pierwszej w nocy, jak już przeczyta wszystkie
newsy w necie, obejrzy tv i załatwi swoje sprawy. O tej porze niestety ja już
jestem padnięta.
- nie dba o higienę, czego nawet nie warto komentować
- prośby o złagodzenie niektórych pieszczot pozostają bez odzewu.

Moje wymagania chyba nie są wygórowane.

Efekt jest taki zatem jak w tytule. On widzi, że seks jest średni (nic nie
powie, broń boże, buzia w ciup), jest mu przykro, że ściski i podszczypywania
nie wywołują u mnie ekstazy, ale nie chce nic zmienić. Woli odmówić sobie
seksu (pewnie jego też nie kręci, skoro jestem taka "wydelikacona", jak mi
powiedział kiedyś, w żartach rzecz jasna) niż coś z tym zrobić.
Ja zaś też na seks tracę ochotę. Ile razy można inicjować i być odtrącanym?
(to on chce decydować kiedy) Ile razy można prosić by się umył? Tak późno w
nocy nie jestem w stanie zmusić się do niczego. On wtedy mówi, że jest odtrącony.

Najważniejsze jednak, że on nic nie mówi wprost. Nie sugeruje nic, co ja
mogłabym zrobić, zmienić, itp., a pytałam się nie raz. Widzę jednak, że musi
być po prostu his way. Nie za bardzo podoba mi się godzenie się na seks o
pierwszej w nocy, tylko w jego wydaniu, a na razie do tego sprowadza się mój
wybór. To albo nic, jak teraz, kiedy od ostatniego razu minęło dwa i pół
tygodnia. Wiem, że on jest bardzo wrażliwy i wstydzi się tych tematów.

Nie wiem, co z tym zrobić. Serio. Kiedyś doszło nawet do wybuchu z mojej
strony. Przejął się wtedy, ale nic z tego nie wyszło. Moje odczucia są takie,
że jemu się po prostu nie chce. Woli nic niż kochanie się z kobietą, której
coś nie pasuje.
Wiecie, co robić? Co przeoczyłam?
    • haldeman79 Re: His way or no way. 03.07.09, 17:11
      No ja rozumiem, że kobieta nie musi mieć orgazmu za każdym razem,no ale żeby tak
      w ogóle:)

      A tak na poważnie: WIEJ.
    • gladys_g Re: His way or no way. 03.07.09, 17:14
      serdecznie współczuję. Spotykałam się kiedyś ze szczypaczem - jego tłumaczeniem
      na moje protesty było: a tata szczypie mamę i ją nie boli.

      Ale mnie bolało. Więc wyrobiłam sobie odruch reagowania na jego końskie zaloty
      tak samo, tylko mocniej - on mnie szczypie w pośladek - to ja jego w najbliższą
      dostępną część ciała, jak najmocniej. I każdorazowe powtarzanie, że to boli i
      nie sprawia przyjemności.

      Pomogło o tyle, że z czasem szczypał nieco mniej, ale nie wyeliminowałam tego do
      końca naszego (trzymiesięcznego) związku.

      A poza łóżkiem - układa się Wam, jesteście szczęśliwi, dogadujecie się?
    • kropeczka-b Re: His way or no way. 03.07.09, 17:43
      mesmeryzm napisała:
      >... Co przeoczyłam?

      Że może to nie ten facet co trzeba???
      Co Cię przy nim trzyma? bo jakoś uczuć w Twoim poście nie
      zauważyłam. Oby nie był to strach przed samotnością... to nie jest
      dobry doradca przy wyborze partnera;-)
    • jesod Re: His way or no way. 03.07.09, 18:18
      mesmeryzm napisała:
      > Ile razy można prosić by się umył?
      Właściwie to jest początek i jednocześnie koniec tej sprawy, o
      której piszesz.
      Też odpowiem: WIEJ!!! :-)))

      Brudas w łóżku???? NIDGY!!!
      • jesod Poprawka. 03.07.09, 18:21
        > Brudas w łóżku???? NIDGY!!!

        Oczywiście, miało być: NIGDY!!! NIGDY!!! NIGDY!!! :)



    • bombonierka-only Re: His way or no way. 03.07.09, 18:47
      Mesmeryzm, będę okrutnie szczera, ale przeoczyłaś kilka lat swego życia, ale
      żeby nie było, że chcę Ci doładować, bo kilka razy w sposób inny niż zakładałam
      przyjmowano moje wypowiedzi, napiszę o co mi chodzi. Na początku związku jest
      zauroczenie, motyle w brzuchu, itp odczucia i człowiek jest w stanie zrobić dla
      drugiego wszystko, dotyczy to dwóch stron, ale przeważnie jest tak, że nie ma
      równowagi w dawaniu i jednemu dawanie przychodzi łatwiej, a drugiemu trudniej. I
      teraz mam takie odczucie, że na początku nie postawiłaś jasnych granic na co się
      zgadzasz a na co nie, liczyłaś, że jakoś się ułoży, że problem sam się rozwiąże,
      a problem narastał, teraz widzisz jego skalę, bo różowe okulary nieco zbladły i
      zastanawiasz się co zrobić.Myślę,że nie unikniesz rozmowy o swoich potrzebach,
      jeśli nie teraz to za rok,dwa, trzy lub dziesięć, a z drugiej strony musisz sama
      ustalić co jest ważne, mniej ważne, a co ewentualnie możesz poświęcić, tak
      jakbyś szykowała się do negocjacji z klientem w biznesie. Przedstawić bez
      ogródek cały wachlarz swoich oczekiwań względem partnera, zapytać czego on
      oczekuje od ciebie i schodzić do poziomu, który jesteś w stanie zaakceptować,
      jeśli się nie uda musisz się również liczyć z tym, że nastąpi rozstanie, ale czy
      to nie będzie wtedy najrozsądniejsze wyjście? Zastanów się. W tej chwili jesteś
      podporządkowana w całości jego postrzeganiu świata, tym jak widzi seks, czy tak
      chcesz nadal. Mądre kobiety mówiły, że faceta trzeba sobie wychować i ja to
      potwierdzam, łatwiej jest to zrobić na początku związku, ale jeśli coś Ci nie
      odpowiada i nie możesz tego zmienić nie warto trwać mimo wszystko, tylko z
      potrzeby trwania, strachu, obowiązku, czy tysiąca innych wymówek. Nie wiem co
      Was łączy, czy tylko mieszkanie wspólne, czy też dziecko, jakieś wspólne
      zobowiązania, ale jeżeli tylko to, że jesteście razem parę lat, to nie jest zbyt
      silna podstawa do budowania związku, poza tym mam przeczucie, że się go
      brzydzisz, zastanawiam się nad tym jak wygląda Twoje zdrowie(chodzi mi o narządy
      rodne, kobiety mają inne i przenoszenie zarazków-brak higieny partnera) może być
      dla Ciebie bardzo bolesne i dotkliwe. Poza tym wybacz, ale bez rozbudzenia, bez
      zalotów, toż to brzydko mówiąc spuszczenie z krzyża, a nie seks. Tyle mojej
      teorii, inni na pewno Ci jeszcze coś dopowiedzą, na coś innego zwrócą uwagę,
      powiem tylko tyle, że musisz sama siebie zapytać czy chcesz z nim być i czy
      koszty nie przekraczają korzyści. Tyle z mojej strony. Pozdrawiam i życzę Ci
      powodzenia:)
      • haldeman79 Re: His way or no way. 03.07.09, 19:38
        > zastanawiasz się co zrobić.Myślę,że nie unikniesz rozmowy o swoich
        potrzebach,
        > jeśli nie teraz to za rok,dwa, trzy lub dziesięć

        Rozmowa już raczej była, ten gość nie wróży nadziei.

        > Mądre kobiety mówiły, że faceta trzeba sobie wychować i ja to
        > potwierdzam

        Lubie kobiety, które chcą mnie wychowywać zwłaszcza w sprawach
        łóżkowych:)
        • bombonierka-only Re: His way or no way. 04.07.09, 00:16
          haldeman79 napisał:
          > Lubie kobiety, które chcą mnie wychowywać zwłaszcza w sprawach
          > łóżkowych:)

          A ja lubię osoby, które chcą się uczyć i dają się wychowywać:)
      • mesmeryzm Re: His way or no way. 03.07.09, 20:07
        Nie gniewam się, naprawdę. Dużo jest trafnych spostrzeżeń w tym, co piszesz,
        choć muszę też wyjaśnić kilka rzeczy.

        Rzeczywiście, jestem za miękka. Wydawało mi się, że jakoś się to ułoży, pewne
        sprawy nie doskwierały mi tak jak teraz.

        Ogólnie jesteśmy dobraną parą. Dogadujemy się doskonale, spędzamy razem mnóstwo
        czasu. Jeśli nie było słychać miłości w moich słowach, to może dlatego, że
        skupiłam się akurat na negatywnych emocjach, które w danym momencie wzięły nade
        mną górę.

        W zasadzie z mojego opisu wyłania się obraz bardzo egoistycznego faceta. Muszę
        trochę uściślić. Ja bym raczej mojego faceta uznała za leniwego. On chce, żeby
        mi było dobrze (w różnych aspektach życia), ale bardzo mało zdolny jest z siebie
        dać. Nie wiem, czy wynika to z lenistwa, czy też z braku zdolności słuchania. Ja
        akurat komunikuję wprost, co jest tak, czego chcę, czego nie chcę. On kiwa
        głową, zgadza się ze wszystkim, ale wciąż nie potrafi jakoś wgrać sobie pewnych
        rzeczy do głowy. Albo postrzega świat niezwykle prosto, jak choćby z tym
        podklepywaniem, itp. Samo w sobie nie jest złe, ale jak dostaje się tylko to, to
        w pewnym momencie przestaje być fajnie. A on postrzega wszystko na zasadzie
        "lubić/nie lubić takich pieszczot". Nic pomiędzy. I uznał, że skoro ja lubię, to
        jest git.

        Higiena to akurat dobry przykład. Jestem twarda i za każdym razem wysyłam go do
        łazienki. On nie oponuje, śmieje się, wraca umyty. Nie kochamy się więc "na
        brudasa", aż tak źle nie jest. Nie pojmuję jednak, czemu on sam z siebie nie
        może się umyć. Dogadać się z nim nie można, bo obraca wszystko w żart i
        twierdzi, że lubi spontan bez planowania. No fajnie, niech sobie lubi, ale są
        jednak pewne granice.

        Nie wiem, czy on tak postępuje z lenistwa, z ignorancji, czy z jakiegoś innego
        powodu. Zmęczona jednak tym jestem.

        Z drugiej strony, jest on niezwykle "przylepną" osobą. Ciągle przy mnie, ciągle
        chce mnie dotykać (seksualnie i nie). Jeśli odmawiam seksu, choćby o tej
        pierwszej w nocy, nie obraża się, tylko przytula. Nie wiem, czy to ma jakieś
        znaczenie, ale na pewno nie pozwala mi się długo gniewać.

        • jesod Re: His way or no way. 03.07.09, 22:22
          mesmeryzm napisała:
          > Nie kochamy się więc "na brudasa", aż tak źle nie jest. Nie
          > pojmuję jednak, czemu on sam z siebie nie może się umyć.

          No, to trochę mi ulżyło. :)
          Niestety nie toleruję czegoś takiego, jak brak higieny osobistej w
          ogóle.

          mesmeryzm napisała:
          > Z drugiej strony, jest on niezwykle "przylepną" osobą. Ciągle
          przy mnie, ciągle
          > chce mnie dotykać (seksualnie i nie). Jeśli odmawiam seksu,
          choćby o tej
          > pierwszej w nocy, nie obraża się, tylko przytula. Nie wiem, czy
          to ma jakieś
          > znaczenie, ale na pewno nie pozwala mi się długo gniewać.

          O! Czuję tu dużo czułości w tej wypowiedzi. :) Chyba złość Ci
          trochę przechodzi, a w niej być może wiele tutaj przekoloryzowałaś
          opisując Wasz zawiązek?

          Niestety, uważam, iż podstawą do jakiejkolwiek zmiany są szczere i
          otwarte rozmowy na ten temat. Bez tego nigdy nie dojdziecie do
          porozumienia, więc warto spróbować i rozmawiać, aż do skutku, aż
          lody zostną przełamane i będziecie mogli być swobodni w tych
          rozmowach.

          Proponuję jakieś tematyczne lektury, filmy, które sobie omówicie w
          ciepłym klimacie porozumienia.
          Jeśli on tego nie potrafi, zacznij Ty pierwsza, delikatnie i
          spokojnie, ale nie ustępuj. Powiedz, że zależy Tobie na tym, aby
          było dobrze między Wami (a wnioskuję z Twojej drugiej wypowiedzi,
          że zależy), więc musicie się trochę siebie nauczyć i dbać o jakość
          Waszych doznań, inaczej wcześniej, czy później któreś z Was będzie
          nieszczęśliwe i rozgoryczone, bo to ważna i bardzo delikatna sfera
          naszego życia.
          We wszystkich sprawach Waszego związku musicie być wobec siebie
          otwarci, bo to jest podstawa porozumienia i właśnie tej otwartości
          musicie się nauczyć.
          Milczenie i utyskiwanie po kątach na swój los niczego nie zmieni,
          żal będzie rósł do coraz większych rozmiarów i wylewał goryczą i
          wybuchami złości. Naprawdę nie warto w to brnąć.

          Musicie zacząć ze sobą rozmawiać i o tym najpierw powinnaś swojego
          partnera przekonać, aby mu uświadomić później swoje potrzeby i
          oczekiwania. Być może wtedy dowiesz się również czegoś więcej o nim
          i o powodach pewnych jego zachowań.
          Mężczyźni lubią zamykać się w swoich pancerzach, bo one mają być
          oznaką ich twardości i męskich zachowań, a tak naprawdę w środku
          często okazują się być zupełnie inni.
          A jak już uda nam dotrzeć się do tego środka, to często potem taki
          twardziel, który na zewnątrz jest bojowy i przebojowy, w zaciszu
          chce być przytulany, głaskany i jeszcze szepcze, o czym marzy i
          czego potrzebuje.... :-)

          A więc głowa do góry! :)


        • bombonierka-only Re: His way or no way. 04.07.09, 00:08
          Dobrze,że wyjaśniłaś pewne sprawy, tak jest łatwiej coś doradzić.Z Twego opisu
          wynika,że to dobry człowiek, chociaż leń i to lenistwo nie pozwala mu na
          zachowania, których Ty oczekujesz.Opowiem Ci pewną anegdotę o mojej koleżance z
          pracy, która będąc młodą mężatką (jest pedantką w przeciwieństwie do mnie:)nie
          potrafiła nauczyć męża składania ubrań i chowania ich do szafy, w rezultacie
          chodziła zła, bo po domu walały się jego gacie a utyskiwania i kłótnie niewiele
          dawały( jej potrzebą był porządek, on nie widział w tym żadnego problemu).W
          końcu zapowiedziała mu, że ostatni raz odkłada jego rzeczy na miejsce, bo jak
          następnym razem to zrobi, to ona osobiście mu te spodnie wyrzuci do śmieci, byli
          na dorobku, te spodnie były bodajże jedynymi, które nadawały się do pracy.
          Niestety mąż zapomniał o tym co mu żona powiedziała, był zmęczony, usnął, a
          gacie znowu nie były na swoim miejscu. A ona spełniła swoją groźbę, gacie
          zawinęła w worek, zawiązała ściśle i wrzuciła do śmieci. Na drugi dzień mężulo
          wstał i zaczął szukać spodni, biegał poddenerwowany po domu, a ona spała, w
          końcu nie umiejąc ich znaleźć obudził ją a ona ze stoickim spokojem
          odpowiedziała, że przecież o tym już wielokrotnie rozmawiali i go ostrzegała, że
          je wyrzuci do śmieci, i tam też należy ich szukać:) Efekt był taki, że gość
          poszedł do pracy (a pracował wśród ludzi)w najbardziej pogniecionych
          spodniach(to były spodnie bodajże wełniane lub lniane) i od tego czasu problem
          spodni zniknął. Patenty, tej dziewczyny, na różne okoliczności były niesamowite
          i powiem Ci, że do tej pory, chociaż nie pracujemy już razem to mnie zadziwia:)
          Ale nie o tym, chciałam Ci po prostu uwidocznić, że aby coś osiągnąć niestety
          trzeba konsekwencji. Jeżeli Ty mu odmawiasz seksu z uwagi na brak higieny, ale
          jak już się umyje, to ten seks otrzymuje, to ma komunikat, że może tym razem się
          uda, będziesz zbyt zmęczona, nie zauważysz i pokochacie się mimo tego "brudku".
          Powiedz mu wieczorem, zanim położycie się spać, że do łóżka nie wchodzi się z
          brudnymi nogami i że zęby trzeba umyć przyszykowałaś mu właśnie kąpiel i prosisz
          aby ją wziął, aby nawyk się wyrobił potrzeba przynajmniej miesiąca, więc trochę
          pracy Cię czeka:) I tak po kolei eliminuj wady, które Cię drażnią i nagradzaj
          przytulaniem bliskością, miłością, pochwałą, czyli tym na czym mu najbardziej
          zależy(metoda kija i marchewki). Myślę, że będzie dobrze, ale niestety nic nie
          zrobi się samo. Podobało mi się i polecam to co robił Bi, czyli pisanie listów,
          opisz mu jakie są Twoje pragnienia, ale nie z wyrzutem, a z miłością, a jak
          zapomni, powiedz, kochanie przeczytaj mój list jeszcze raz, drugi, trzeci, do
          skutku, aż dotrzemy wszystkie niedoskonałości...Nie wiem czy Ci w czymś
          pomogłam, ale myślę, że warto szukać innych metod, jeżeli te które stosujesz
          zawodzą, no i pozdrawiam, bo lubię przynudzać więc już kończę, dobranoc:)
        • uczula Re: His way or no way. 04.07.09, 10:57
          ech...
          niestety siec ma to do siebie ze zaweza horyzonty.
          Czyli jezeli ty nazwiesz go leniem to my to potwierdzimy a to chyba
          nie o to chodzi.

          ja bym nie nazwala tego lenistwem.
          to jest jednak stanowczo glebsze.
          to podchodzi pod kulture lub jej brak.
          Kulture bycia razem.
          konskich zalotow tez nie cierpie a tlumaczenie o mamie - to niech
          idzie mame szczypac madrala.
          prawde mowiac nie wiem czy sa jakiekolwiek szanse na zmiane w
          kierunku przez ciebie oczekiwanym
          niestety.
          ja tego nie widze.
          ten typ tak ma - egoizm i widzi tylko swoj czubek nosa jezeli chodz o
          sex.
          ma byc lekko latwo i przyjemnie - i on sie tego trzyma, wszystko co
          wymaga wysilku z jego strony nie istnieje.

          jezeli juz to droga dluga i ciezka.
          no bo poomysl z jego punktu widzenia : po co zmieniac to co jest
          dobre?
          jemu jest dobrze, to tobie jest zle.
          zmiany zaistnieja tylko wtedy gdy i jemu bedzie zle.
          poza tym , przeciez sama wiesz, ze najlepiej jest wtedy gdy
          partnerowi nie trzeba opowiadac co i gdzie ma robic.
          sam wie i sprawia mu to radosc...a tak? jak?
          • bi_chetny Re: His way or no way. 07.07.09, 11:01
            Odniosę się do dwóch aspektów twojej historii. Pierwszy to komunikacja seksualna
            z jego i twoje strony. Twój facet jest raczej rubasznym facetem, lubiącym
            podszczypywać, klepać po pupie i oczekuje zachwyconych pisków partnerki. Ty taka
            nie jesteś i to cię nie kręci, więc nietrudno zrozumieć frustrację, jego pewnie
            też. To kwestia trafienia na odpowiednią osobę.
            Druga sprawa - kwestia higieny - ja nie znoszę mycia przed seksem, odziera to
            cały akt ze spontanu. Mało tego, zauważyłem, że dużo mocniej działam na moją
            żonę, kiedy jestem właśnie nie oczyszczony z męskich zapachów [oczywiście
            higienę utrzymuję, żeby nie było].
            Wobec powyższego - myslę że nie jesteście specjalnie dobrani, ale może jest na
            to lekarstwo. Zaqstanów się, dlaczego przeszkadza ci tego rodzaju zachowanie ?
            Może wynika z czegoś innego, niż tylko nie gustowanie w tego rodzaju pieszczotach ?
      • mmmamusiaaa Re: His way or no way. 08.07.09, 00:06
        nie wyobrażam sobie takiego życia...
        nie mogę zrozumieć dlaczego dwoje ludzi mieszkających razem, chcących razem być,
        nie umie porozmawiać o seksie czyli o jednej z kilku ważnych rzeczy we wspólnym
        pożyciu? jak facet (nie wiem ile ma lat) może wstydzić się rozmawiać o seksie z
        kimś z kim ten seks uprawia,kogo kocha?
        żeby obojgu było dobrze to musicie wiedzieć co druga strona lubi.
        Ja nie przepadam za analem a męża bardzo to podnieca i on skubany doskonale wie
        jak mnie rozgrzać do takiej czerwoności że zapominam o całym świecie, godzę się
        na wszystko i nie odmawiam mu wtedy niczego ;)
        gdy ja mam ochotę to też wiem co zrobić żeby go rozgrzać, ale mój facet należy
        do tych co nigdy nie odmawiają dlatego czasem nie chce mi się wierzyć w to że są
        faceci którzy potrafią się kochać co 2 tygodnie !!!
        sprawa higieny jest dla mnie z jednej strony niezrozumiała (niewiele z tym
        zrobisz bo takie rzeczy wynosi się z domu, aczkolwiek nie zawsze) a z drugiej
        znam taką parę (szwagier i szwagierka) którym to do łazienki ciężko dojść, i
        zastanawiamy się dlaczego tak jest że dwóch braci od tych samych rodziców i z
        tego samego domu i jeden brudas a drugi pedantycznie czysty (momentami do
        przesady bo mąż w domu myje się po każdym skorzystaniu z toalety i mówi że jest
        zawsze gotowy na lodzika i jak mam ochotę to zaprasza) więc z dwojga złego
        wybieram pedanta :)

        moja rada jest taka, spróbuj go jeszcze wychować, ustawić po swojemu, jak po
        miesiącu, góra dwóch, nie zobaczysz poprawy to WIEJ bo potem będzie jeszcze gorzej.

    • jean_baptiste_78 NIe rozumiem was 08.07.09, 00:35
      nawet nie wiem co powiedzieć, bo dla mnie to jest ... ja tego nie
      obejmuję swoim umysłem.
      Skoro jesteście w stanie pogadać o rachunkach, filmie w tlewizji,
      znajomych czy też swoich rodzicach, to dlaczego nie możecie nauczyć
      się rozmawiać o seksie?
      Przypadek twojego męża świadczy o tym, że ma jakiś bardzo duży
      kompleks - twkiący gdzieś w nim glęboko.
      Myslę że jeśli chcesz prawdziwej rozmowy i prawdziwych rad powinnas
      najpierw sama udać się do psychologa i porozmawiać z nim na temat
      jak zacząć ozmawiać z mężem.
      • bi_chetny Re: NIe rozumiem was 08.07.09, 09:33
        Łatwo powiedzieć, że wystarczy porozmawiać. to jeden z najtrudniejszych tematów
        do rozmowy, szczególnie, że często chcemy poruszyć tematy ocierające się dla
        niektórych o dewiacje.

        Moim zdaniem facet wcale nie ma kompleksów, po prostu takie zachowania go kręcą.
    • sagittka Re: His way or no way. 08.07.09, 10:45
      Wygląda na to, że facet w sferze seksu jest typem wyznającym zasady
      z XIX wieku. Czyli o seksie (czasie, miejscu i formie) decyduje
      wyłącznie mężczyzna. Kobieta służy do rozładowania napięcia, ma być
      dostępna, chętna, ale nieaktywna. Powinna z uwielbieniem przyjmować
      wszystko co dostaje od pana i być mu wdzięczną za to że on jeszcze
      chce ją mieć w łóżku (bo to się niedługo skończy).
      Higiena nie jest mu potrzebna do seksu, a jako że kobieta się nie
      liczy, więc jest to zbędna fanaberia (na razie tolerowana, ale gdy
      potrzeby lub chęć na partnerkę opadną, to nie ma co liczyć na
      motywację do mycia się).

      W innych sferach facet może być nawet w miarę cywilizowany, ale to
      przecież nie rekompensuje zacofania w seksie. I to wcale nie dziwi,
      bo jest to sfera tak delikatna, tak zależna od czynników
      kulturowych, rodzinnych, religijnych, edukacyjnych i wreszcie
      osobowościowych, że wielu ludzi (ogólnie na tzw. poziomie) ma w tej
      kwestii jakieś braki, kompleksy, zahamowania.

      Mesmeryzm, pozostaje ci jedynie zastanowić się, czy jesteś dla niego
      ważna, czy twoje potrzeby się liczą, czy on jest w stanie dla ciebie
      się postarać - to jest definicja miłości jako bazy na wspólne dalsze
      życie, a nie fakt, że on jest miły i w ogóle to jest wam fajnie.
    • claudel6 Re: His way or no way. 10.07.09, 17:38
      Ludzie, czytam to forum dzisiaj i po raz kolejny sie zalamalam :(

      Ale dziewczyno, dlaczego Ty z nim jestes?? przeciez to jakis troglodyta, i nie
      tylko w lozku. Ma problemy z higiena? nie reaguje na Twoje uwagi? Jedyne
      pieszczoty to poszczypywania? Wstydzi sie rozmawiac o sexie?? To co Ty znim
      robisz?? Piszesz skladnie i poprawnie, wygladasz na kogos na poziomie, co robisz
      z takim facetem?
      Nie musimy w zyciu isc az na taki kompormis, zeby z kims byc, kobieto!

      • triss_merigold6 Re: His way or no way. 10.07.09, 17:51
        Się podpiszę. Naprawdę nie ma przymusu bycia w parze.
        Swoją droga akurat taka forma zalotów jest cholernie irytująca jeśli
        występuje jako jedyna.
    • claudel6 Re: His way or no way. 10.07.09, 17:48
      ok, przeczytalam pozostale wpisy. Wyglada na to, ze go kochasz i w innych
      aspektach cenisz. No to w takim razie wspolczuje sytuacji.
      Ja nie bylabym w stanie zaangazowac sie w zwiazek z facetem, z ktorym bym nie
      miala dobrego sexu. Ale wiem, ze to nie dla wszystkich priorytet.
Pełna wersja