mesmeryzm
03.07.09, 16:56
Witajcie
nie układa nam się w łóżku - taka jest prawda. Piszę tutaj, bo może zechcecie
podzielić się swoimi refleksjami bądź otworzyć mi oczy na jakieś oczywistości,
których nie dostrzegam.
Kilka faktów:
Jesteśmy razem już kilka lat. Mieszkamy razem.
Żadne z nas nie ma jakiegoś wygórowanego libido. W porównaniu z niektórymi z
was wypadamy dosyć przeciętnie. Ja jestem na pigułkach, on sam powiedział, że
seks codziennie nie jest mu do niczego potrzebny. Pod względem temperamentu
nie ma zatem starć.
Problem sprowadza się zaś do tego, co zawarłam już w tytule.
On chce i lubi kochać się tylko po swojemu. Co to oznacza? Nie chodzi o żadne
dzikie fantazje ani dziwaczne praktyki. Nie, nie. Musi być po prostu, hm, nie
wiem jak to nazwać "po męsku". To znaczy:
- z jego inicjatywy. Kiedy ja wychodzę z inicjatywą działa to na niego
kastrująco, zniechęcająco, nie wiem jak, grunt, że tak nie lubi i zawsze mi
wtedy odmawia (a jak nie odmówi, to potem słyszę żarciki o "wykorzystywaniu go").
- bez gry wstępnej: pół minuty zabawy piersiami powinno mi wystarczyć. O
pocałunkach mowy nie ma.
W sumie jego pieszczoty są w typie "pociągnę dziewczynkę za warkocze". Tu
podszypnąć, tam klepnąć, ścisnąć, przyszpilić, itd. Znów, nie chodzi o
sprawienie mi bólu, tylko o raczej o grubiańskość podejścia.
Co za tym idzie jakość naszego seksu jest dla mnie mocno przeciętna. Potrafi
być przyjemnie, ale bez fajerwerków. DOszło do tego, że udaję (nie orgazmy, to
by było zbyt żałosne) przyjemność. Bo on lubi słyszeć, że mi jest dobrze.
Orgazmów nie mam, ale też bardzo rzadko mi się przy stosunku zdarzają (z
każdym z byłych partnerów, przy masturbacji nie mam z tym problemu) i nie jest
to dla mnie problemem, lubię seks sam w sobie. On niby się z tym pogodził.
Powiecie: rozmowa. No właśnie, tu jest szkopuł. On w ogóle nie chce rozmawiać
na tematy łóżkowe.Sam z siebie nigdy nie spytał, co i jak lubię. O sobie też
mówić nie lubi. Jak się go spytałam kiedyś o fantazje erotyczne, to
stwierdził, że to "intymne pytanie". Ja zaś, chociaż miękka ciapa jestem, to
jednak po tylu latach nie mogłam nie powiedzieć jasno i wyraźnie, co lubię a
czego nie. A nie są to skomplikowane rzeczy:
- on na seks nabiera ochoty o pierwszej w nocy, jak już przeczyta wszystkie
newsy w necie, obejrzy tv i załatwi swoje sprawy. O tej porze niestety ja już
jestem padnięta.
- nie dba o higienę, czego nawet nie warto komentować
- prośby o złagodzenie niektórych pieszczot pozostają bez odzewu.
Moje wymagania chyba nie są wygórowane.
Efekt jest taki zatem jak w tytule. On widzi, że seks jest średni (nic nie
powie, broń boże, buzia w ciup), jest mu przykro, że ściski i podszczypywania
nie wywołują u mnie ekstazy, ale nie chce nic zmienić. Woli odmówić sobie
seksu (pewnie jego też nie kręci, skoro jestem taka "wydelikacona", jak mi
powiedział kiedyś, w żartach rzecz jasna) niż coś z tym zrobić.
Ja zaś też na seks tracę ochotę. Ile razy można inicjować i być odtrącanym?
(to on chce decydować kiedy) Ile razy można prosić by się umył? Tak późno w
nocy nie jestem w stanie zmusić się do niczego. On wtedy mówi, że jest odtrącony.
Najważniejsze jednak, że on nic nie mówi wprost. Nie sugeruje nic, co ja
mogłabym zrobić, zmienić, itp., a pytałam się nie raz. Widzę jednak, że musi
być po prostu his way. Nie za bardzo podoba mi się godzenie się na seks o
pierwszej w nocy, tylko w jego wydaniu, a na razie do tego sprowadza się mój
wybór. To albo nic, jak teraz, kiedy od ostatniego razu minęło dwa i pół
tygodnia. Wiem, że on jest bardzo wrażliwy i wstydzi się tych tematów.
Nie wiem, co z tym zrobić. Serio. Kiedyś doszło nawet do wybuchu z mojej
strony. Przejął się wtedy, ale nic z tego nie wyszło. Moje odczucia są takie,
że jemu się po prostu nie chce. Woli nic niż kochanie się z kobietą, której
coś nie pasuje.
Wiecie, co robić? Co przeoczyłam?