glamourous
22.07.09, 12:00
Pisze zainspirowana do przemyslen watkiem Proto, notabene juz tutaj
kolejnym, gdzie facet szuka drastycznych rozwiazan farmakologicznych
zeby wyeliminowac swoje spore, acz kompletnie nierozumiane przez
zone libido.
I tak sobie mysle, jak to jest z tym rozladowywaniem potrzeb?
Dlaczego jedni mezczyzni w podobnej sytuacji bez zadnego problemu, a
wrecz z upodobaniem uciekaja w fantazje + onanizm i sa z tym calkiem
szczesliwi, podczas gdy inni gotowi sa niemal zabic, zgwalcic lub
sie wrecz doslownie wykastrowac, bo potrzebuja nie tyle samego
orgazmu, ile KOBIETY, kontaktu - a onanizm jako forma zaspokojenia
im absolutnie nie wystarcza?
Jak myslicie, z czego to sie bierze? Z przyzwyczajen? Z seksualnego
profilu kazdego z nas? Z nisko/wysokoerotycznosci? Biore sobie pod
lupe chocby przyklad mojego wlasnego zwiazku. W sytuacji, gdyby z
jakiegos powodu (powaznego kryzysu na przyklad, czy jakichs
przeciwskazan medycznych) przez jakis czas nie bylo miedzy nami
zupelnie seksu, maz radzilby sobie swietnie na - nomen omen - wlasna
reke i zupelnie by nie narzekal na brak kontaktu z zywa kobieta. Moj
poprzedni partner tez mial podobnie. Natomiast ja wiem, ze doslownie
wariowalabym z braku bliskosci z facetem, bo pomimo skutecznej w
dawaniu orgazmow kolekcji wibratorow wlasnie KONTAKT - a nie same
orgazmy - sobie w seksie najbardziej cenie. Dla mnie zestaw fantazje
+ masturbacja jest, ze posluze sie cytatem ze znanego komiksu, jak
lizak bez patyka. Czyli zupelnie nie satysfakcjonujacym erzatzem
seksu.
A jak jest z tym u Was? Jak sobie radzicie z abstynencja, w zwiazku
czy w singielstwie? Czy masturbacja Wam wystarcza zeby zaspokoic
potrzeby, czy potrafi zastapic kontakt z partnerem z krwi i kosci?