avide
09.08.09, 22:37
Zakładam ten watek jako dumny samiec, który poroża nosić nigdy nie chce.
Pytam was, kobiety tutaj się udzielające, jak czujecie, myślicie uważacie:
Dlaczego kobiety zdradzają ?
Zrozumienie tego niby banału może rozwiązać naprawdę wiele problemów powodując, że wszyscy będą tak naprawdę szczęśliwsi.
Był tutaj taki wątek o tym dlaczego kobiety nie zdradzają:
forum.gazeta.pl/forum/w,15128,78676106,78676106,Dlaczego_kobiety_nie_zdradzaja_.html
Przeczytałem uważnie i taka mnie refleksja naszła.
To że męska i żeńska seksualność jest inna to jasne jak słońce. Zakładając, że w związku obie strony dostają wszystko czego potrzebują nie gwarantuje w przypadku mężczyzn iż nie pójdą na boki (ach ta potrzeba rozsiewania swoich genów - życie). Kobieta z racji tego iż to ona ponosi główny ciężar ciąży zupełnie inaczej postrzega sprawę. Zdecydowana większość potrzebuje pewności od partnera a w związku z tym jak często czując satysfakcję z partnera inne samce bardzo często zwyczajnie nie istnieją na ich seksualnej mapie. Zbyt wiele mają do stracenia pisząc prozaicznie (było o tym też w cytowanym wątku)
A zatem....
Kobieta tak powiedzmy w 9/10 przypadków zdradzi dopiero wtedy kiedy jej elementarne potrzeby nie zostaną zaspokojone w związku. Kiedy rachunek zysków i strat jet zdecydowanie ujemny.
Zwrócił bym uwagę na dwie wypowiedzi cytowanego wątku:
forum.gazeta.pl/forum/w,15128,78676106,78683820,Re_Dlaczego_kobiety_nie_zdradzaja_.html
oraz
forum.gazeta.pl/forum/w,15128,78676106,78861794,Re_Dlaczego_kobiety_nie_zdradzaja_.html
Można by zatem niejako podsumować, iż nie licząc pewnego odsetku (niewielkiego ja stawiam na 10%) kobieta zdradzi dopiero wtedy kiedy jej facet sobie na to solidnie zapracuje olewając potrzebę zaspokojenia jej potrzeb podstawowych. Jakie to są ? No tutaj już każdy ma swoją definicję i po to jest znajomość partnera by wiedzieć jakiego progu nie wolno przekroczyć bo skończy się bzykaniem na boku.
Prosty przykład: dla jednych to będzie brak seksu (niezaspokojenie = załatwienie potrzeby na boku), a paradoksalnie dla innych kobiet tylko seks i widzenia w niej pojemnika na spermę (seks na boku = szukanie bliskości, czułości, zrozumienia, pogadania itp).
W obu przypadkach co by nie mówić winny facet.
A więc wychodzi na to, że sami jesteśmy sobie winni ?
Czy zatem można rzec iż zaspokojenie potrzeb kobiety spowoduje, iż ryzyko zdrady zniwelujemy do owych powiedzmy statystycznych 10% I wtedy spokojnie będziemy mogli wysłać żonę w delegację, na szkolenie firmowe trwające tydzień poza miejscem zamieszkani, na wakacje do Tunezji ;-)), i nie będziemy musieli się zastanawiać czy właśnie jakaś "bratnia dusza" obrabia za nas ogródek ;-).
Co wy na to drogie Panie ? Jest w tym ziarno prawdy czy tak naprawdę nie ma tutaj żadnej zasady i jak trafi się okazją przez duże "O" to nie ma takiej siły, która by powstrzymała przed skorzystaniem z niej ? Czy może jednak najlepszym sposobem na spowodowanie by kobieta nie zdradziła jest zwyczajne sprawienie by tego nie chciała, właśnie dlatego, że domu będzie miała zbyt wiele do stracenia ?