hyperianka
26.08.09, 17:13
Jestem mężatką od 15 lat. Byliśmy młodzi i niedojrzali psychicznie,
kiedy się pobieraliśmy, jednak z czasem prawie wszystko się
poukładało. Dzieci nie ma i pewnie nie będzie, jeśli tak będzie
dalej... Mam problem z mężem... Oboje mamy po trzydzieści kilka lat,
on jest tylko dwa lata starszy ode mnie.
Na początku było super, chociaż mąż nigdy nie należał do
długodystanowców. Jednak z czasem nasze zbliżenia trwają coraz
krócej. Nigdy nie byliśmy demonami seksu, u mnie wszystko się
zmieniło po trzydziestce. Mam obsesję, bo inaczej nie da się tego
nazwać, jestem niewyżyta i sfrustrowana. Im bardziej się staram, tym
mniej dostaję i w coraz gorszej formie. Zaczyna mi brakować pomysłów.
Najgorsze jest to, że nie mogę z nim o tym porozmawiać. Kiedy tylko
zaczynam temat seksu/urozmaicenia/ewentualnego poczęcia, mąż
zamienia się w kamień. Głuchnie i nie odzywa się, ewentualnie jest
nagle bardzo śpiący lub ma pilną robótkę w garażu. Nie mogę
rozwiązać naszych problemów, bo nie mam z kim o tym porozmawiać. A
problem narasta. Mam dość seksu na odczepne. Potrzebuję mężczyzny, a
nie form zastępczych. Nasze zbliżenia to istna farsa. Jeżeli ja
inicjuję sex, staram się, żeby to potrwało i było naprawdę miło,
chociaż to coraz trudniejsze. Ze względu na jego szybkostrzelność
najpierw oral, a potem po chwili wytchnienia zbliżenie. Jednak
zaspokojony już małżonek słabo się wtedy przykłada, kończy niemal
tak samo szybko, jak za pierwszym razem i lipa. A że przecież jest
wielkim estetą, nie ma nawet możliwości, żeby mnie dopieścił, bo
przecież jestem brudna :( Kiedy on zaczyna, jest jeszcze gorzej.
Szybkie macanko, sprawdza czy już się da i jazda, kilka ruchów i
odpada. Zero inwencji, zero zainteresowania mną, do tego jeszcze
sprawia, że czuję się poniżona. Dlaczego? Bo coraz częściej kocha
się ze mną nie zdejmując nawet bokserek. Czuję się jak pojemnik na
spermę. Pomijam, że równie często nie zadaje sobie trudu, żeby
wyłuskać nas oboje z reszty ubrań. Do tego w grę wchodzi tylko jedna
pozycja, nazywana przeze mnie "na leniwca", wtedy nawet nie musi się
mocno starać, samo się zrobi.
Jestem coraz bardziej sfrustrowana, brakuje mi dobrego seksu, a nie
mam ochoty i zamiaru go zdradzać. Nie mam pomysłu, jak namówić go do
współpracy. W codziennym życiu też zaczynamy się coraz bardziej
oddalać, ale jest nieźle. Skąd to się bierze, że jest coraz mniej
zainteresowany? Jak można zignorować kobietę, która leży w łóżku
nago lub w seksownej bieliźnie? Zgasił mnie ostatnio tekstem: Posuń
się, zajęłaś całe łóżko. :/// A ja się pięknie upozowałam na
sexboginię...
Poradźcie coś, bo w końcu rzucę się w ramiona jakiegoś
przystojniaka, choćby po to, żeby sobie przypomnieć, jak to jest,
kiedy człowiek jest spełniony...