Mój lajtowy przypadek:)

05.09.09, 00:00
Nie jestem namiętnym "czytaczem" fachowych książek z zakresu seksuologii w
związkach. Są to moje delikatne przemyślenia skierowane w kierunku kobiet i
oparte tylko i wyłącznie na własnym niewielkim doświadczeniu. Tak gwoli
informacji.
Skoro tak wiele kobiet cierpi z powodu b.s.w.m. to czyż nie może się znaleźć
chociaż jeden chłop cierpiący z powodu jego nadmiaru? I niech tylko która
powie, że brak, to gorszy jest niż nadmiar:))). Po kilku latach związku i
potrzeb mniej więcej na tym samym poziomie (bzykanko codziennie, czasami co
drugi dzień, a wiek podeszły) przyszła ta chwila i ten moment kiedy równowaga
ta została mocno zachwiana. Jej potrzeby wzrosły, jemu zmalały. On na początku
jakoś dawał radę ale przecież na dłuższą metę to żadne rozwiązanie. I w końcu
przestał dawać radę. Ona - nabuzowana całymi dniami szepnęła:"kochanie, może
do lekarza pójdziesz, ostatnio w ogóle ci się nie chce, nie możesz, bleeee".
Puknął się w głowę. Kolejne częste próby i nic. Zauważył jednocześnie, iż seks
raz lub dwa razy w tygodniu wychodzi całkiem zajebiście. Ale ciągła presja
jeszcze bardziej go uwsteczniła więc pojawiła się całkowita niechęć. Ona
zaczęła pisać wątek na forum. Że brak seksu, zainteresowania, czuje się
odrzucona, no i oczywiście, że on ma pewnie jakąś lafiryndę którą bzyka na
boku:). Albo chory musi być. W końcu powiedział jej , że nie daje rady tak
często jej bzykać a właściwie to i nie chce dawać rady. Bo seks mu się
przejadł. Bo woli seks w jakości a nie w ilości. Oczywiście nie była
zadowolona z takiego obrotu spraw. No bo przecież teoretycznie można to
pogodzić. Ale poszła na kompromis, który wyszedł jej też na zdrowie, w końcu
lepsze to niż nic. Nie zdradziła jego, a on jej, i szczęśliwy, że nie musi po
viagrę lecieć do apteki napisał ten wątek. Napisał bo myśli, że rozwiązania
czasami są o wiele prostsze niż to na pierwszy rzut oka wygląda. A kobiety
bywają czasami nazbyt wymagające:). Tak z męskiego punktu widzenia:) "Ja chcę
a on mi nie daje". Zawsze jest jakaś przyczyna/powód i niekoniecznie leży po
jego stronie. Podstawą jest bezwymagające (dziwne słowo ale nie znalazłem
innego) wyłożenie swoich oczekiwań i potrzeb. To jest oczywiście lajtowy
przypadek autorski kończący się heppy endem. Bywają bardziej skomplikowane ale
w końcu od tego jest to forum:).
    • floton Re: Mój lajtowy przypadek:) 05.09.09, 07:16
      fajne
    • mujer_bonita Re: Mój lajtowy przypadek:) 05.09.09, 12:01
      sleep_walking napisał:
      > A kobiety
      > bywają czasami nazbyt wymagające:). Tak z męskiego punktu widzenia:) "Ja chcę
      > a on mi nie daje". Zawsze jest jakaś przyczyna/powód i niekoniecznie leży po
      > jego stronie.

      Jakkolwiek mężczyzna nie patrzy na problem - wina, jej znacząca część lub powód braku rozwiązania leży po stronie kobiety :)

      A tak serio - rzeczywiście sposób rozmowy ma często kluczowe znaczenie. Za rzadko o sobie mówimy w kategoriach własnych potrzeb, za często odwołujemy się do tego jak niby powinno być 'normalnie', na siłę szukamy winy drugiej strony. Często na forum pada takie stwierdzenie 'Rozmawialiśmy o tym i on/ona nie widzi problemu'. I ja się wtedy zastanawiam - jak został przedstawiony ten problem, że druga strona go 'nie widzi'.

      PS.
      > Ale poszła na kompromis, który wyszedł jej też na zdrowie, w końcu
      > lepsze to niż nic

      Twoja kobieta nie poszła na kompromis - ona dostosowała się do Ciebie.
      • sleep_walking Re: Mój lajtowy przypadek:) 05.09.09, 12:22
        Tak, dostosowała się, masz rację ale przecież w niczym jej to nie ujmuje:) Ja
        czasami też się dostosowuję do niej o ile inne zabiegi nie przynoszą pożądanego
        efektu:)I do ideału to nam jeszcze bardzo daleko ale umiemy cieszyć się i
        pielęgnować to co osiągnęliśmy do tej pory:)
        Podobnie zastanawiam się jak te problemy przedstawiają sobie partnerzy ale
        jeszcze bardziej zastanawiam się na ile wiernie te problemy przedstawiają
        autorzy wątków zamieszczanych na forum. Bo zdaje się, że bardzo często diabeł
        tkwi w szczegółach a bywa, że te pomijane szczegóły są bardzo ważne i to na nich
        może opierać się sedno.
        • mujer_bonita Re: Mój lajtowy przypadek:) 05.09.09, 12:32
          sleep_walking napisał:
          > Tak, dostosowała się, masz rację ale przecież w niczym jej to nie ujmuje:)

          Oczywiście ale słowo 'kompromis' tak pięknie brzmi a sytuacja, którą opisujesz wcale piękna nie jest. W kwestii potrzeba a już szczególnie seksualnych to nie jest takie 'pstryk' decyduję się na dostosowanie do partnera z niższym libido i już. Zastanawiałeś się gdzie się podzieją niezaspokojone potrzeby Twojej pani? Wyparują, spowodują morze frustracji czy skierują ją do innego pana? Uważasz, że libido można całkowicie kontrolować i zmniejszać wolą umysłu?
      • zakletawmarmur Re: Mój lajtowy przypadek:) 05.09.09, 12:23
        > Jakkolwiek mężczyzna nie patrzy na problem - wina, jej znacząca część lub powód
        > braku rozwiązania leży po stronie kobiety :)

        Zgadze się, tylko nie wiem czy jest to kwestia płci. Kobiety też winę za całe
        zło tego świata lubią na mężczyzn zwalać...

        > Twoja kobieta nie poszła na kompromis - ona dostosowała się do Ciebie.

        Bo niestety w sprawach seksu to najlepsze z możliwych rozwiązań, jeśli nie chce
        się związku kończyć... Tak samo jak nie można iść na kompromis z niejadkiem.
        Wszelkie formy przymusu nie poprawiają apetytu ale wręcz jeszcze bardziej
        zniechęcają...
        • mujer_bonita Re: Mój lajtowy przypadek:) 05.09.09, 12:35
          zakletawmarmur napisała:
          > Zgadze się, tylko nie wiem czy jest to kwestia płci. Kobiety też winę za całe
          > zło tego świata lubią na mężczyzn zwalać...

          To co napisałam było podsumowaniem wątku Glam o seksualnych cieniasach jeżeli pamiętasz ;)

          > Bo niestety w sprawach seksu to najlepsze z możliwych rozwiązań, jeśli nie chce
          > się związku kończyć...
          > zniechęcają..

          Pytanie brzmi - czy w kwestiach seksualnych możliwe jest dostosowanie i na ile jest ono rozwiązaniem problemu. Na pewno strona do której się dostosowują jest zadowolona - a ta druga?
          • zakletawmarmur Re: Mój lajtowy przypadek:) 05.09.09, 15:04
            > Pytanie brzmi - czy w kwestiach seksualnych możliwe jest dostosowanie i na ile
            > jest ono rozwiązaniem problemu. Na pewno strona do której się dostosowują jest
            > zadowolona - a ta druga?

            Na pewno nie jest zadowolona! Problemu nie da się jednak rozwiązać tą drogą.
            Jeśli chcemy, żeby partner miał ochotę cześciej to musimy stosować inne zabiegi
            niż "szczera rozmowa":-)
            • mujer_bonita Re: Mój lajtowy przypadek:) 05.09.09, 18:01
              zakletawmarmur napisała:
              > Na pewno nie jest zadowolona! Problemu nie da się jednak rozwiązać tą drogą.

              No właśnie - jeżeli na problem spojrzeć oczami strony, która chce więcej - nic nie zostało rozwiązane.

              Sleep_walking odmalował piękny obrazek ku chwale rozmów i porozumienia. Słusznie - tylko czy patrząc na ten przypadek - jest jak pisze 'happy end'? On ma to co chce - woli raz/dwa razy w tygodniu 'bo nie daje rady tak często jej bzykać a właściwie to i nie chce dawać rady' - ma tyle. Ona chce częściej - i co? I nic. Pogadali sobie.

              Śmieszy mnie ten ton wypowiedzi - 'Kobiety bywają czasami nazbyt wymagające', 'Zawsze jest jakaś przyczyna/powód i niekoniecznie leży po jego stronie'. No jasne - tylko co to zmienia? Libido zawiesić na kołku na ścianie?

              A już kuriozum jest dla mnie to:
              'Podstawą jest bezwymagające (dziwne słowo ale nie znalazłem innego) wyłożenie swoich oczekiwań i potrzeb'
              Truizm. Tylko co partnerce autowa wątku to dało? NIC. Autor przyznał jedynie, że seksu nie będzie i już. 'Bo on nie może i nie chce'. Jasne, że lepiej jak partner będzie z nami szczery niż frustrować się ciągłymi nieudanymi podchodami. Ale nie zmienia to sprawy, że seksu jak nie było tak nie ma. Pogadali sobie i babka figę z makiem dostała. To jest 'happy end'??
              • zakletawmarmur Re: Mój lajtowy przypadek:) 05.09.09, 18:41
                Tu masz rację...
                Większość ludzi zwala winę na drugą stronę i oczekuje dostosowania się. Sama
                rozmowa też niewiele daje w sensie zwiększenia ilości.

                Zawsze jednak można powiedzieć, że kobieta dostała jasność sytuacji. Wie już, że
                to nie kwestia jej atrakcyjności tylko naturalnego spadku możliwości faceta.
                Wie, te dwa razy tygodniowo nie jest "wymuszone" i że częściej to facet i tak
                nie ma satysfakcji. Na ile ta wiedza jej pomogła to już inna sprawa...
                Mnie pomogła, bo zrozumiałam na czym stoje i jak z facetem dalej mam postępować,
                bo nie chodzi tylko o to żeby było częściej ale głównie o to, żeby on chciał.
              • sleep_walking Re: Mój lajtowy przypadek:) 05.09.09, 19:22
                Oczywiście, że ten "happy end" jest taki troszeczkę połowiczny. Ale nie jest też
                tak, że sobie pogadali i nic. On jej wytłumaczył dlaczego niedomaga. No sorry,
                nikt nie jest cyborgiem i to przez całe życie:). Zawsze myślałem i do tej pory
                tak myślę, że częstotliwość typu dwa, trzy razy w tygodniu to całkiem niezły
                poziom, szczególnie po lekturze tego forum i poznaniu dużo większych problemów,
                z którymi borykają się ludzie. Można oczywiście patrzeć na to tak, że Ona
                musiała skapitulować a niby dlaczego. Przecież to On mógł się dostosować. Tak,
                ale skutki takiego działania mogłyby być dużo bardziej uciążliwe. Taka walka z
                własnym organizmem. Po za tym czy Ona chciałaby, żeby On walczył i się
                frustrował, aby podołać jej potrzebom.
                Następna sprawa. Nie wiem jak codzienne bzykanko funkcjonuje w innych związkach
                ale..... Ludzie pracują, czasami też na różnych zmianach, gotują, sprzątają,
                zajmują się dziećmi. Całodzienny kołowrotek. I po takim dniu przynajmniej w moim
                przypadku jest właśnie tylko "bzykanko" - to dobre określenie, nie kochają się,
                nie robią kolacji przy świecach, atmosfery itp. Tylko "bzyk" i już. Czyż nie
                lepiej powstrzymać się przed tą "powszednością" codzienną, poczekać, naładować,
                OCZEKIWAĆ-co ważne, i robić to rzadziej ale mieć dużo mocniejsze doznania.
                Pomijam wybór typu: mieć sprawnego faceta co trzy dni czy niesprawnego
                codziennie:)))
                A i jeszcze jedno:)
                "Pytanie brzmi - czy w kwestiach seksualnych możliwe jest dostosowanie i na ile
                jest ono rozwiązaniem problemu."
                Uważam, to jest moje zdanie, że takie dostosowywanie się MUSI być możliwe. Bo
                jaka byłaby alternatywa? Zawsze któraś ze stron coś troszeczkę straci ale jeżeli
                te straty są "zamienne", czyli raz ja coś stracę a ty zyskasz, innym razem ty
                coś stracisz a ja zyskam to chyba nie ma tragedii:)
                • bigbadpig Re: Mój lajtowy przypadek:) 05.09.09, 20:07
                  nie widzę sensu w clue Twojego postu

                  Jestem w stanie zrozumieć Twoją sytuację: skoro nie wyrabiasz co technicznie
                  jest przecież możliwe, to czujesz się przyciśnięty do muru itd. zaś gdy
                  wyluzujecie z częstotliwością - rośnie jakość i tym podobne. Jasne.

                  Tylko co Ty nazywasz kompromisem i co happy endem? chyba, że "połowiczny"
                  oznacza wyłącznie Twój happy end i wystarczy?

                  Pisałeś się, że cieszysz się, że nie musisz lecieć po viagrę - rozumiem Cię, że
                  nie chcesz się truć itp. ale gdybyś czasem poleciał to można by to nazwać jakimś
                  kompromisem? Przez to, że irytująco piszesz o sobie w trzeciej osobie trudno
                  czasem jest być pewnym czy o Ciebie chodzi, ale czy tym kompromisem jest to, że
                  "Nie zdradziła jego, a ON JEJ"? Facet któremu "seks (...) się przejadł" jednak
                  nie zdradził? Cóż za poświęcenie.

                  Rozumiem Twoją sytuację, rozumiem, że nie zapewnisz żonie tego czego by chciała
                  bo nie możesz, ale cały ten wątek jest pozbawiony sensu - dzielisz się, tu jak
                  twierdzisz "rozwiązaniem (...) o wiele prostszym niż to na pierwszy rzut oka
                  wygląda" a ja nie widzę tu żadnego rozwiązania. Twoja żona się chyba nie
                  przestała męczyć? A może wytłumaczyłeś jej, że jej potrzeby są mniejsze niż jej
                  się wydawało i teraz już jej się tak nie wydaje?
                  Ona miała problem a nie Ty i ma go nadal - ustaliliście jak rozumiem tylko, że
                  nie jesteś w stanie dać jej na ten temat żadnej nowej odpowiedzi i ona to
                  zaakceptowała, dłużej już nie ma co pytać. Czy wobec tego jednak z jej strony
                  problem jest w jakimkolwiek stopniu rozwiązany i czy ceni Twoje 'ustępstwa' w
                  tym 'kompromisie'?

                  Chyba, że te parę razy w tygodniu to jest kompromis pomiędzy Twoimi dużo
                  mniejszymi potrzebami a jej większymi, ale nie piszesz, że on się kocha z nią
                  ile może - specjalnie dla niej. Nie zrozum mnie źle - nie czepiam się niczego w
                  Twoim postępowaniu - pewnie moment podobny do tego w jakim wy jesteście
                  następuje w większości związków, a Ty mówisz, że jakoś się teraz dogadujecie.
                  Nie wyszedłeś jednak na krok poza opis problemu, nie ściemniaj :p
                  • sleep_walking Re: Mój lajtowy przypadek:) 05.09.09, 22:58
                    Sorki ale nie za bardzo mi się chcę polemizować z tym bełkotem. Jeżeli jesteś
                    tak dobry/dobra w teorii to przedstaw swoją wersję, zdrową i prawidłową
                    rozwiązania takiej sytuacji w realnej rzeczywistości:)
                    Pozdrawiam.
                    • bigbadpig Re: Mój lajtowy przypadek:) 05.09.09, 23:33
                      Ależ Ja nigdzie nie stwierdzam, że znam rozwiązanie.

                      To autor "Napisał bo myśli, że rozwiązania czasami są o wiele prostsze niż to na
                      pierwszy rzut oka wygląda."
                      Jeśli jest takie proste niech się nim podzieli, ja napisałem tylko, że tego jak
                      na razie nie zrobił.
                    • anais_nin666 Re: Mój lajtowy przypadek:) 06.09.09, 21:46
                      sleep_walking napisał:

                      > Sorki ale nie za bardzo mi się chcę polemizować z tym bełkotem

                      Hm. A dla mnie ów "bełkot" był bardzo sensowny.
                      Obnażył mizerię Twego kompromisu. Ty rozwiązałeś swój problem niechęci do kochania się z taką czestotliwością jak żona potrzebuje, a nie dałeś odpowiedzi na najbardziej istotne na tym forum pytanie - co ma zrobić osoba, która potrzebuje, a nie ma.
                      Co z tego, że wie, że Ty nie możesz, nie chcesz. Jej chcica z tego powodu się nie niweluje. Wręcz odwrotnie.
                      Kobieta nie naciska, bo wie, że nie dajesz rady tyle ile ona chce. Nic z tym nie zrobi, ale łatwiej jej dzięki temu zapewne nie jest, bo w czasie gdy ma chęc zostaje jej tylko właśna dłoń...
                      Gdy ona się samotnie pieści Ty zadowolony przekręcasz się na drugi bok w łóżku mysląc jak Ci błogo i dobrze. Czy żonie też dobrze, gdy krew w jej dole brzucha wściekle pulsuje żądzą;)?
                  • mujer_bonita Re: Mój lajtowy przypadek:) 06.09.09, 01:19
                    bigbadpig napisał:
                    > "Nie zdradziła jego, a ON JEJ"? Facet któremu "seks (...) się przejadł" jednak
                    > nie zdradził? Cóż za poświęcenie.

                    Bigbadpig - tak nieco offtopowo w tej kwestii - pokazałam ten fragment TŻ-towi i stwierdził coś takiego:
                    'Hmmm... jakby to miało wyglądać? Może on by się spotkał z jakąś abstynentką seksualną - przebrali by się w seksowne ciuszki i leżeli parę godzin obok siebie. A potem stwierdzili - hej to był świetny brak seksu - musimy to robić częściej! A teraz muszę wracać do żony na jakiegoś perwersyjnego anala - buuu :('


                    Sleep_walking - powyższe nie jest personalnie do Ciebie - po prostu luźne skojarzenie z abstrakcyjną sytuacją ;)
                    • pieprzyca Re: Mój lajtowy przypadek:) 07.09.09, 14:42
                      mujer_bonita napisała:

                      "Nie zdradziła jego, a ON JEJ"? Facet któremu "seks (...) się przejadł" jednak
                      nie zdradził? Cóż za poświęcenie.

                      'Hmmm... jakby to miało wyglądać? Może on by się spotkał z jakąś abstynentką
                      seksualną - przebrali by się w seksowne ciuszki i leżeli parę godzin obok siebie.
                      > A potem stwierdzili - hej to był świetny brak seksu - musimy to robić częściej
                      > ! A teraz muszę wracać do żony na jakiegoś perwersyjnego anala - buuu :("

                      Wystarczy, że poczytasz wątki zakładane tutaj przez Fajnego Schatza i już
                      będziesz miała pojęcie, jak to mogło wyglądać.

                • kag73 Re: Mój lajtowy przypadek:) 05.09.09, 20:26
                  "Pytanie brzmi - czy w kwestiach seksualnych możliwe jest
                  dostosowanie i na ile
                  > jest ono rozwiązaniem problemu."
                  > Uważam, to jest moje zdanie, że takie dostosowywanie się MUSI być
                  możliwe. Bo
                  > jaka byłaby alternatywa? Zawsze któraś ze stron coś troszeczkę
                  straci ale jeżel
                  > i
                  > te straty są "zamienne", czyli raz ja coś stracę a ty zyskasz,
                  innym razem ty
                  > coś stracisz a ja zyskam to chyba nie ma tragedii:)"

                  No wlasnie, tylko, ze Ty nie straciles nic i w ogole nie poszedles
                  na zaden kompromis. Po prostu zona dala Ci spokoj, bo wie co i jak,
                  co nie oznacza, ze zmalaly jej potrzeby seksualne.
                  Trzeba bylo powiedziec zonie "Kochanie, mam dosc, tyle nie podolam,
                  moge tak i tak czesto, jezeli potrzebujesz czesciej i wiecej
                  poszukaj sobie kogos na boku, tylko do lozka, nie mam nic
                  przeciwko". To byloby fair, czy by skorzystala jej sprawa.
                • mujer_bonita Re: Mój lajtowy przypadek:) 05.09.09, 22:10
                  Sleep_walking... widać, że nie potrafisz wyjrzeć poza czubek własnego nosa.

                  > Ale nie jest też
                  > tak, że sobie pogadali i nic. On jej wytłumaczył dlaczego niedomaga. No sorry,
                  > nikt nie jest cyborgiem i to przez całe życie:)

                  Rozmowa jest ważna ale w tym przypadku NIC dla niej nie zmienia. Jak nie starcza mi do pierwszego, pójdę do szefa po podwyżkę a on wytłumaczy mi dlaczego nie może mi jej dać to nadal nie będzie mi starczać. Nawet jak będzie miał absolutną rację. Myślisz, że jak powiedziałeś żonie, że nie wydolisz tyle ile ona chce to jej potrzeby w magiczny sposób zniknęły?

                  > Przecież to On mógł się dostosować. Tak,
                  > ale skutki takiego działania mogłyby być dużo bardziej uciążliwe. Taka walka z
                  > własnym organizmem.

                  Bzdura tygodnia. A Ty myślisz, że dostosowanie się do partnera z niższym libido to nie jest walka z własnym organizmem??? Libido ma pstryczek do wyłączenia? Czytasz to forum i nie wiesz jak bardzo frustrujący jest nadmiar popędu, którego nie można zrealizować?

                  > Uważam, to jest moje zdanie, że takie dostosowywanie się MUSI być możliwe. Bo
                  > jaka byłaby alternatywa? Zawsze któraś ze stron coś troszeczkę straci ale jeżeli
                  > te straty są "zamienne", czyli raz ja coś stracę a ty zyskasz, innym razem ty
                  > coś stracisz a ja zyskam to chyba nie ma tragedii:)

                  Musi to na Rusi a u nas jak kto chce. Alternatywą dla wielu osób jest autoerotyzm lub szukanie spełnienia poza związkiem. Ciągle podkreślasz tę zamienność a prawda jest taka, że Ty nie straciłeś NIC. Żona się dostosowała. Akurat w seksie (wniosek z forum) raczej nie da się zrekompensować tego niczym innym.
                  • sleep_walking Re: Mój lajtowy przypadek:) 05.09.09, 22:42
                    Sorki wielkie ale się z Tobą nie zgadzam. Zauważyłem z niektórych postów, że
                    strasznie was boli fakt, że coś uzyskałem a sam nic nie dałem. Przecież związek
                    dwojga ludzi to nie bazar z targowaniem się o cenę. Wyłania się z tego obraz
                    kobiety strasznie prze ze mnie pokrzywdzonej. Obraz opisywany głównie przez
                    kobiety. Chyba że się mylę:) Gdyby ten temat dotyczył kobiety, pewnie wtedy
                    uzyskałby pełną aprobatę was kobiet. Zastanawiam się dlaczego to jest takie
                    oczywiste. Bo facet to powinien zawsze coś stracić, bo facet powinien ustąpić,
                    bo facet powinien się dostosować, bo FACET to gorsza kategoria ludzka. Czy Wam
                    kobietom tak bardzo zależy na tej pełni swojej szczęśliwości za cenę frustracji
                    swojego partnera, męża, chłopa. Czy nie łatwiej pójść na te ustępstwa, które jak
                    rozumiem z tego co piszecie nie są w ogóle możliwe w seksie. Dla mnie to trochę
                    paranoja. I to jest czubek mojego nosa, że powiedziałem żonie o co mi chodzi,
                    ona mnie zrozumiała, dostosowała się i mamy nadal fajny seks tylko rzadszy. Aż
                    takim egoistą jestem?
                    • bigbadpig Re: Mój lajtowy przypadek:) 05.09.09, 23:38
                      Mnie osobiście nic nie boli a tylko razi Twoje nieumiejętne (pomyłkowe?)
                      zastosowanie słowa "kompromis" w pierwszym poście.

                      Sam się zastanów: "powiedziałem żonie o co mi chodzi, ona mnie zrozumiała,
                      dostosowała się i mamy nadal fajny seks tylko rzadszy"

                      Kompromis?
                      Wcześniej pisałeś, że żona nie narzekała na jakość ale ilość.
                      • sleep_walking Re: Mój lajtowy przypadek:) 05.09.09, 23:51
                        Jasne i oczywiste:) Rzeczywiście użyłem nie tego słowa zapominając o jego
                        znaczeniu. Oddaję honor:)
                    • mujer_bonita Re: Mój lajtowy przypadek:) 06.09.09, 00:14
                      sleep_walking napisał:
                      > Zauważyłem z niektórych postów, że
                      > strasznie was boli fakt, że coś uzyskałem a sam nic nie dałem. Przecież związek
                      > dwojga ludzi to nie bazar z targowaniem się o cenę

                      Nie chodzi o to, że nic nie dałeś tylko, że mówisz o 'happy endzie' kiedy Twoja partnerka nic nie dostała. A mówimy o sferze POTRZEB seksualnych. My tu zbyt często czytamy historie z pozycji osoby, której seks jest reglamentowany. Po prostu znamy drugą stronę tego medalu - niezależnie od płci. Tam nie ma już 'happy endu'. Nie da się wyłączyć libido. Czy naprawdę mamy uwierzyć, że potrzeby Twojej żony wyparowały bo wytłumaczyłeś jej, że więcej 'nie możesz i nie chcesz'??

                      > Gdyby ten temat dotyczył kobiety, pewnie wtedy
                      > uzyskałby pełną aprobatę was kobiet.

                      Gdyby temat dotyczył kobiety zostałaby z miejsca wyśmiana i większość forumowiczów stwierdziłaby, że mąż po prostu znalazł sobie kochankę i w ten sposób załatwia nadwyżki popędu :)

                      > Czy nie łatwiej pójść na te ustępstwa, które jak
                      > rozumiem z tego co piszecie nie są w ogóle możliwe w seksie. Dla mnie to trochę
                      > paranoja.

                      I co Ty kolego nie powiesz :) Na jakie to wielkie ustępstwa w tym seksie poszedłeś, że uważasz, że są one w ogóle lub do jakiegoś stopnia możliwe?

                      Po raz kolejny zapytam - czy wiesz jaki sposób Twoja partnerka spożytkowuje nadwyżki popędu? A może wolisz myśleć, że sobie libido 'wyłączyła' po tym jak wspaniałomyślnie wyjaśniłeś jej, że więcej seksu nie będzie?
                      • sleep_walking Re: Mój lajtowy przypadek:) 06.09.09, 00:33
                        A jak myślisz, po co ja ten wątek w ogóle napisałem? Bo:
                        "My tu zbyt często czytamy historie z pozycji osoby, której seks jest
                        reglamentowany"
                        Opisałem przypadek swój, gdzie seks był a potem było go trochę mniej. Ale na
                        litość..... nie umarł. Zmienił postać, przeobraził się i jest nadal. Został
                        ku..wa ocalony. Przepraszam za język ale czuję się niezrozumiany a żaden wredny
                        facio nawet nie chce mnie wspomóc w tej bitwie z kobiecym punktem widzenia:)
                        Wygrać albo przegrać, być górą albo dołem a jak coś dać to nie za darmo.
                        A tak na marginesie to przecież nie zawsze tak było. Było i tak, że Ona miała
                        mniejsze libido a ja większe. I co pytam????????
                        Przejeździłem na ręcznym i tyle. Czy miałem poszukać pocieszenia gdzie indziej?
                        • mujer_bonita Re: Mój lajtowy przypadek:) 06.09.09, 01:03
                          sleep_walking napisał:
                          > Przepraszam za język ale czuję się niezrozumiany a żaden wredny
                          > facio nawet nie chce mnie wspomóc w tej bitwie z kobiecym punktem widzenia:)

                          Czemu na siłę robisz z tego sprawę płci? Dlaczego 'kobiecy' punkt widzenia? Jest
                          punkt widzenia osoby która chce mniej i tej która chce więcej. To nie zależy od
                          płci.

                          > Przejeździłem na ręcznym i tyle.

                          I mamy rozumieć, że byłeś wtedy niezmiernie uradowany więc postanowiłeś to
                          szczęście sprezentować żonie :) I to jest 'happy end'?
                          • sleep_walking Re: Mój lajtowy przypadek:) 06.09.09, 01:43
                            No cóż, moje pisanie na nic chyba, bo w moich oczach zostaniesz ortodoksyjną
                            feministką, której nikt niczym nigdy nie przekona. Przepraszam, żaden facet Cię
                            nie przekona. Może ktoś kiedyś krzywdę Ci wyrządził i dlatego masz taką niechęć
                            do męskiej części populacji. Wierz mi to się czuje w każdym Twoim poście. Chyba
                            boli Cię to, że komuś się udało coś poprawić bo tam gdzie nie ma problemów nie
                            jest ciekawie i nie można kogoś skrytykować. A każdy "happy end" jest nie do
                            przyjęcia.
                            • mujer_bonita Re: Mój lajtowy przypadek:) 06.09.09, 02:20
                              Gdy kończą się argumenty merytoryczne - zaczynają personalne. Jak nie ma się nic do powiedzenia to najlepiej kogoś zwyzywać - od feministek i skrzywdzonych.

                              Szkoda, że nie odważyłeś się odpowiedzieć na konkretne pytania.

                              Dobranoc.

                              PS. Jeżeli się o mnie martwisz to informuję, że nikt mnie nie skrzywdził i kocham męską populację. Szczególnie mój prywatny egzemplarz, który może i jeszcze chce :) I masz rację - jak najbardziej nie każdy 'happy end' jest do przyjęcia - tylko ten prawdziwy, nie pozorny :)
                              • sleep_walking Re: Mój lajtowy przypadek:) 06.09.09, 02:33
                                Od feministek i skrzywdzonych to nie jest jeszcze wyzywanie. Nie przesadzaj:)
                                I ten "happy and" nieszczęsny:)))) rozumiem, że w Twoim wydaniu musi być
                                idealny, prawdziwy i zaspokajający wszystkie strony. Nic nie poradzę, że nie
                                jestem idealistą. Ale wyraźnie masz mi za złe że coś tam mi się udało. Nic to.
                                Polecę Cię mojej małżonce i nie bądź taka wylewna bo jak kochasz męską populację
                                to mnie też będziesz musiała:)
                                P.S.
                                Gratuluję egzemplarza:)
                                • possessive Re: Mój lajtowy przypadek:) 06.09.09, 11:22
                                  Wiesz denerwuje mnie, że nie rozumiesz podstawowej sprawy w tej
                                  dyskusji. Dałeś żonie po łapkach ok., sprowadziłeś ją na ziemię też
                                  ok, ale przestań uznawać to za rozwiązanie bo nie zaproponowałeś de
                                  facto żadnego rozwiązania. Większość ludzi, którzy mają w związku
                                  mniej seksu niż potrzebują, a przychodzą tu na forum bo właśnie to
                                  im doskwiera. Taką sytuację, że ty masz seks kiedy zamarzysz, a
                                  Twoja żona wycofała pretensje nazywasz rozwiązaniem i innym to
                                  radzisz?
                                  Mówię, daj sobie siana. Każdy to wie, że gdyby dostosował się do
                                  swojego niskolibidowego partnera, to ten partner by się cieszył.
                                  Ameryki nie odkryłeś. Problem polega na tym, że dla tych którzy chcą
                                  tego seksu więcej jest z tym po prostu źle. A często nawet jest tak
                                  źle, że absolutnie nie da się wytrzymać. Tak trudno to zrozumieć?
                                  • juzia214 Re: Mój lajtowy przypadek:) 06.09.09, 12:30
                                    Possessive a moze to ty czegoś nie rozumiesz?
                                    zwiazek nie opiera się JEDYNIE na seksie.najwazniejsze ze ludzie potrafia się ze
                                    soba dogadac i zaakceptowac wzajemnie swoje slabsze strony.gdyby zona
                                    Sleep_walkinga byla niezdolna do zaakceptowania takiej propozycji albo inaczej
                                    gdyby nie zdawala sobie sparawy ze jednak zyskuje niz traci ,olalaby propozycje
                                    męża.czy to takie trudne do zrozumienia?

                                    nie dolujcie faceta ,ktory pisze -zona ZAAKCEPTOWALA -tym ze WY byscie nie
                                    zaakceptowały.wy to wy ,ona jest ona.
                                    najwyrazniej ona zgadza się na mniej w sferze seksualnej za to wiecej w
                                    innej.kazda kobieta ma inne potrzeby i inne priorytety.
                                    wezcie rowniez to pod uwagę.
                                    • mujer_bonita Re: Mój lajtowy przypadek:) 06.09.09, 12:43
                                      Juziu - gdyby _ONA_ jako strona z większym libido napisała posta na forum - 'Mąż powiedział mi, że więcej seksu nie będzie ale pogodziłam się z tym, zaakceptowałam, daję radę w taki to a taki sposób' to można by uwierzyć. Były tu historie trudnych kompromisów z happy endem. W sumie jaką mamy pewność, że żona jest zadowolona a nie np. znalazła sobie kochanka lub jedzie na ręcznym?

                                      Sleep_walking nieznośnie pouczającym tonem zaproponował rezygnację z własnych potrzeb jako takie PROSTE 'rozwiązanie'. Bo kobiety są 'zbyt wymagające' a przecież to takie banalne - zrezygnuj z własnych potrzeb i będzie 'happy end'. Że też 90% forum jest tak głupia, że tego nie rozumie :D



                                      * jaki jest damski odpowiednik tego określenia?
                                      • gomory Re: Mój lajtowy przypadek:) 08.09.09, 09:55
                                        > * jaki jest damski odpowiednik tego określenia?

                                        jakiego określenia?
                                        • mujer_bonita Re: Mój lajtowy przypadek:) 08.09.09, 10:33
                                          gomory napisał:
                                          > jakiego określenia?

                                          Jechać na ręcznym - gwiazdkę wcięło ;) W sumie jakby na to szerzej spojrzeć do określenie w zasadzie unisex :)
                                    • possessive Re: Mój lajtowy przypadek:) 06.09.09, 15:12
                                      juzia214 napisała:

                                      > Possessive a moze to ty czegoś nie rozumiesz?
                                      > zwiazek nie opiera się JEDYNIE na seksie.najwazniejsze ze ludzie
                                      potrafia się z
                                      > e
                                      > soba dogadac i zaakceptowac wzajemnie swoje slabsze strony.

                                      Po pierwsze o tym na CZYM opiera się związek nie decyduje juzia214
                                      tylko dwie osoby, które tworzą ten związek. Więc to o czym piszesz
                                      nie są to Prawdy Objawione, tylko twoja osobista opinia na temat
                                      związków.

                                      gdyby zona
                                      > Sleep_walkinga byla niezdolna do zaakceptowania takiej propozycji
                                      albo inaczej
                                      > gdyby nie zdawala sobie sparawy ze jednak zyskuje niz
                                      traci ,olalaby propozycje
                                      > męża.czy to takie trudne do zrozumienia?

                                      Żona jak na razie zastanawia się jakie to jej mankamenty spowodowały
                                      tą sytuację (patrz wątek obok). Zresztą nie o chodziło o jego żonę
                                      konkretnie, tylko o niemożność "wyłączenia" wewnetrznego napięcia
                                      związanego z wysokim libido i tu kochana żadne racjonalne argumenty
                                      nie mają specjalnie wpływu.

                                      >
                                      > nie dolujcie faceta ,ktory pisze -zona ZAAKCEPTOWALA -tym ze WY
                                      byscie nie
                                      > zaakceptowały.wy to wy ,ona jest ona.
                                      > najwyrazniej ona zgadza się na mniej w sferze seksualnej za to
                                      wiecej w
                                      > innej.kazda kobieta ma inne potrzeby i inne priorytety.
                                      > wezcie rowniez to pod uwagę.

                                      Życzę jak najlepiej jemu i jego żonie ale wybacz gadanie autora
                                      wątku, że "kobiety są zbyt wymagające" odnosiło się do szerszej
                                      grupy więc ta szersza grupa się wypowiada, w tym ty i ja.
                                      • juzia214 Re: Mój lajtowy przypadek:) 06.09.09, 23:06
                                        Mujer_bonita zupełnie inaczej niz ty odbieram posty autora.nie porozumiemy sie
                                        więc w tej kwestii.

                                        possessive napisała:
                                        >>Po pierwsze o tym na CZYM opiera się związek nie decyduje juzia214
                                        tylko dwie osoby, które tworzą ten związek. Więc to o czym piszesz
                                        nie są to Prawdy Objawione, tylko twoja osobista opinia na temat
                                        związków. <<

                                        nie wiem co masz na mysli piszac o Prawdach Objawionych -czy moze to, że ty za
                                        takie własnie uznajesz swoje posty?
                                        dla mnie oczywistym jest ze kazda moja wypowiedz jest moja osobistą opinią a
                                        podkreslanie tego za kazdym razem byloby jedynie objawem egocentryzmu.
                                        a nawet jesli bym sie bardzo,bardzo uparla, że jedynie ja mam rację, to i tak
                                        poza napisaniem tego na forum nic by z tego nie wyniknęło.
                                        tu kazdy moze sobie jedynie pogadac sobie na zdrowie.
                                        poza tym Possessive,nikt ci nie kaze ani czytac tego co piszę ani tym bardziej
                                        sie do moich postow odnosic.
                                        A przede wszystkim nikt ci nie kaze brać pod rozwagę tego co ewentualnie w moich
                                        postach wyczytasz.

                                        possessive napisała:
                                        >>Życzę jak najlepiej jemu i jego żonie ale wybacz gadanie autora
                                        wątku, że "kobiety są zbyt wymagające" odnosiło się do szerszej
                                        grupy więc ta szersza grupa się wypowiada, w tym ty i ja.<<

                                        jesli się czujesz taką osoba->>kobietą zbyt wymagającą<< to sie tym przejmuj.ja
                                        sie taka nie czuje, więc nie reaguje na zaczepki, ktore są nie do mnie skierowane.
                            • janznepomuka Re: Mój lajtowy przypadek:) 07.09.09, 01:19
                              Ja tu czegoś nie rozumiem. Są przecież niebzykankowe formy
                              sprawiania przyjemności. Choćby masażyk. Choćby jednym palcem.
                              Choćby wibratorem. A usta??? A nawet bzykanka "ale dziś bez
                              wytrysku" (np. połączone z jej masturbacją)?

                              Myślę, że na prawdziwy kompromis zawsze są szanse. Nawet jeśli 30
                              lat codziennego bzykania już faceta wypaliło. I te dni przerwy są mu
                              potrzebne jak powietrze, by się psychicznie zregenerować. Wtedy
                              uczciwe postawienie sprawy wbrew pozorom może dać dobre efekty.

                              Można sobie przecież wyobrazić sytuację, w której on śpi, ona obok
                              się masturbuje, nie wiem, trzymając go za rękę czy nogę, cokolwiek.
                              Jeśli on to akceptuje, czasem obudzony zamruczy, że ją kocha....

                              No chyba że ona musi mieć pełne bzykanko, z wytryskiem za każdym
                              razem. Modliszka i już! Odreagowująca lata młodości z niższym
                              libido, bez kontroli nad własnymi hormonami
                • bi_chetny Re: Mój lajtowy przypadek:) 14.09.09, 17:14
                  sleep_walking napisał:
                  I po takim dniu przynajmniej w moim
                  > przypadku jest właśnie tylko "bzykanko" - to dobre określenie, nie kochają się,
                  > nie robią kolacji przy świecach, atmosfery itp. Tylko "bzyk" i już. Czyż nie
                  > lepiej powstrzymać się przed tą "powszednością" codzienną, poczekać, naładować,
                  > OCZEKIWAĆ-co ważne, i robić to rzadziej ale mieć dużo mocniejsze doznania.

                  jakbym tak czekał, bez bzykanka - które moim zdaniem jest jedną z fajniejszych
                  rzeczy w długodystansowym związku - i z czekaniem na świece [znów te świece,
                  litości!], to seks wyczekany kończyłby się błyskawicznie i bez specjalnej
                  satysfakcji.

                  > Uważam, to jest moje zdanie, że takie dostosowywanie się MUSI być możliwe. Bo
                  > jaka byłaby alternatywa? Zawsze któraś ze stron coś troszeczkę straci ale jeżel
                  > i
                  > te straty są "zamienne", czyli raz ja coś stracę a ty zyskasz, innym razem ty
                  > coś stracisz a ja zyskam to chyba nie ma tragedii:)

                  Otóż tragedia jest. Czasem można uzyskać jakiś kompromis, w przypadku
                  niewielkiej rozbieżności pomiędzy partnerami.

                  Ja obecnie radzę sobie masturbacją, a moja żona jakoś się ostatnio rozluźniła
                  [jest między nami naprawdę fajnie ostatnio] i sama nalega na częstszy seks :)
    • grazyna510 "podeszly wiek" 05.09.09, 20:58
      nikt nie zwrocil uwagi na te slowa ?
      bzykanie raz lub dwa w tygodniu....zajebiste ????
      odpowiadam z pozycji 50-latki.....
      ty sleep_walking sie nie stresuj i nie sluchaj tych 30-latek, ktore
      jeszcze nie wiedza co dzieje sie z czlowiekiem (obojga plci) po
      np. 40-tce
      no chyba , ze ....taki wlasnie masz uklad....ty 50...ona 30 +/-
      ale wtedy
      :(
      • kag73 Re: "podeszly wiek" 05.09.09, 21:33
        Co do wieku, to tez jest istony. Podobno w pewnym momencie potrzeby
        seksualne kobiety i mezczyzny niestety sie rozmijaja. Podczas kiedy
        mezczyzna lata swojej swietnosci ma miedzy 18 i 30 rokiem zycia i
        nagle krotko przed 30-stka spada poziom testosteronu i nagle
        mniejsze potrzeby. Z kolei kobiety powoli odkrywaja swoja
        seksualnosc i najwieksza ochote na seks maja od 30-stego do 40-stego
        roku zycia.
        Hmm, jest szansa, ze po 40-stce znow sie wyrowna:))
      • sleep_walking Re: "podeszly wiek" 05.09.09, 22:52
        Też się trochę zdziwiłem he he. Ale nie zauważają tego przeważnie ci którzy tego
        nie doświadczyli:) Jeszcze. A układ jest troszkę mniejszy 40/35:)
        • juzia214 Re: "podeszly wiek" 05.09.09, 23:14
          Sleep_walking oczywiscie ze się nie stresuj!!!
          nie ma jednego standardowego rozwiazania dla wszystkich i bardzo dobrze że
          opisałes jak wy to rozwiazaliście.
          bo to ty i twoja kobieta oboje zgodziliscie sie na takie rozwiaznie.ona potrafi
          zrozumiec twoje slabosci,ty rewanżujesz sie jej tym samym i tak wlasnie być
          powinno.wtedy w zwiazku tworzy się plynnośc.raz jedna osoba w zawiazku jest
          slabsza raz druga i wzajemnie sie na stanowisku >>silniejszego<< wymieniacie.bo
          w zwiazku sfera seksu jest rownie wazna jak pozostałe.nie wazniejsza i nie mniej
          wazna.rowno-wazna.
          czy >>bezwymagające<< mozna by wymienic na bez pretensji i oskarżeń ;) ?
          • sleep_walking Re: "podeszly wiek" 05.09.09, 23:22
            > czy >>bezwymagające<< mozna by wymienic na bez pretensji i oska
            > rżeń ;) ?
            O to chodziło tylko słowa zabrakło:))).
            Tylko, że problem pojawił się taki, iż powinno mnie gryźć sumienie, bo coś
            uzyskałem w zamian za nic. Możliwe, że tym też coś jest.
            • kag73 Re: "podeszly wiek" 05.09.09, 23:30
              Ach, nie rozpaczajmy, do wszystkiego mozna sie przyzwyczaic, mysle,
              nawet odzwyczaic tez sie mozna. Najwazniejsze, ze cala rszta w
              zwiazku gra i dobrze sie dogadujecie. W pewnym momencie seks
              najczescie zchodzi na drugi plan, kiedys nie moglam sobie tego
              wyobrazic, dzis wiem, ze czesto tak bywa. Njawazniejsza jest jakos a
              nie ilosc, czyli jezeli jest, powinien przynosic satysfakcje obu
              stronom. Poza tym w zwiazku bywaja rozne fazy, mniej lub bardziej
              seksualne, przynajmniej w moim tak jest, raz jedna strona jest
              aktywniejsza, innym razem, druga. Bywaja gorsze rzeczy.
            • possessive Re: "podeszly wiek" 05.09.09, 23:32
              sleep_walking napisał:

              > Tylko, że problem pojawił się taki, iż powinno mnie gryźć
              sumienie, bo coś
              > uzyskałem w zamian za nic. Możliwe, że tym też coś jest.

              Naprawdę nikt tu nie ma obowiązku poprawiać Tobie samopoczucia.
              Jedni się z Tobą zgadzają inni nie, a każdy pisze wprost co o tym
              myśli.
              Mnie akurat strasznie zirytowało Twoje "orędzie" do kobiet. Ciesz
              się, że masz taką żonę jaką masz i wszystkiego najlepszego.
              • niezapominajka333 Re: "podeszly wiek" 06.09.09, 08:20
                Moim zdaniem to jest kompromis.
                Zwróćcie uwagę od czego wyszli i co osiągnęli.
                Początkowa sytuacja była podobna, tylko bardzo szybko ewoluowała w
                stronę całkowitego braku seksu.
                Autorowi pod presją odechciało się go (prawie?)całkowicie, a jego
                żona była sfrustrowana nie tylko brakiem seksu, ale i zdołowana
                psychicznie poczuciem braku atrakcyjności. Doszukiwała się zdrady,
                której nie było, a atmosfera w domu była gęsta od podejrzeń i
                oskarżeń.
                Jest to prosta droga do rzeczywistej zdrady z obu stron, a może
                nawet i końca małżeństwa.
                Teraz żona ma pewność, że mąż jej nie zdradza, że jego spadek
                możliwości wynika z przyczyn niejako naturalnych.
                Seks jest rzadszy, ale bardziej wyrafinowany. Być może brak presji
                wpłynie też korzystnie ilość, a może żonie też zmniejszy się libido?
                Nigdy nie wiadomo, kiedy reglamentujący stanie się petentem i
                odwrotnie.

                Na razie osiągnęli właśnie kompromis, chociaż pozornie żona nie
                dostała więcej niż na początku, zanim drastycznie pogorszyła się
                sytuacja w związku.
                I dwa razy na tydzień to nie jest taka tragiczna średnia,
                szczególnie w porównaniu do sytuacji większości forumowiczów.
                Niejednokrotnie na forum padały takie słowa, gdy delikwent pisał, że
                on chce codziennie, a żona tylko dwa razy w tygodniu.
                • aandzia43 Re: "podeszly wiek" 06.09.09, 12:39
                  Też mi się wydaje, że zona wątkotwórcy może by zadowolona z obrotu
                  sprawy. Pod warunkiem wszak, ze mąż poza rozwianiem jej wątpliwości
                  co do wierności i jej dla niego atrakcyjności wzmógł jeszcze swoje
                  zapały w spełnianiu obowiązków małżeńskich jakościowo (bo ilościowo
                  było to niewykonalne) i zapały w podkreślaniu jej walorów cielesno-
                  łóżkowych.
                  Jestem żoną czterdziestopięciolatka i znam te kompromisy co do
                  ilości. Jakoś nie są one dla mnie zbyt bolesne - jest jeszcze
                  masturbacja. Jakośc pożycia natomiast i moja pozycja w świecie
                  intymnym mojego męża to sprawy daleko ważniejsze. No, ale różnie to
                  bywa u różnych kobiet.
        • 1-franka Re: "podeszly wiek" 07.09.09, 00:15
          W moim małżeństwie potrzeby również się rozminęły w związku z
          wiekiem. Przyznam, że bardzo doskwierała mi coraz częstsza niedomoga
          męża. Spróbowałam męża przekonać do "wspomagania" farmakologicznego.
          Poszedł do lekarza rdzinnego, który mu przepisał Maxigrę. I wiesz
          co? Cud się stał, bo tak naprawdę ona sobie jak narazie leży
          nieuzywana, a mężowi jakoś niedomoga nie doskwiera. Może ważny dla
          niego był fakt zaakceptowania przeze mnie (nas?) farmakologicznych
          wpomagaczy? Maxigra sobie leży i z pewnością , gdy zajdzie taka
          potrzeba to ją uzyjemy.
    • sleep_walking Re: Mój lajtowy przypadek:) 07.09.09, 11:05
      Tak dla ścisłości, bo pojawiły się zarzuty:) Napisałem, że " kobiety BYWAJĄ
      czasami nazbyt wymagające". Może nieopatrznie odniosłem się do wszystkich kobiet
      ale tym nie mniej "bywają" nie znaczy "są". Nie chciałem nikogo "kąsać":)
      Jeśli chodzi o wątek "obok" nie łączyłbym tego tak bardzo. Komunikacja działa u
      nas dosyć dobrze i jeżeli żona by się zastanawiała, ten spadek częstotliwości by
      jej dokuczał albo przeszkadzał, myślę, że bym to zauważył. Nie jesteśmy ludźmi
      zamkniętymi w sobie, którzy tłumią wewnątrz frustracje. Znamy siebie nawzajem i
      potrafimy zauważyć swoje reakcje nawet wtedy kiedy ta druga strona stara się je
      ukryć.
      Stawiając się po tej drugiej stronie: Staremu potrzeby spadają na łeb na szyję,
      po pewnym czasie osiągamy dno. Brak ochoty i możliwości z jego strony. No i jest
      problem. Rozmawiamy na ten temat. Dochodzimy WSPÓLNIE do jakiś wniosków.
      Postanawiamy to zmienić. Działa i to nieźle. I czy teraz (stawiając się na
      pozycji kobiety) mam zacząć obliczać swoje straty?
      Dobrze, nie będę twierdził, że sytuacja została w 100% rozwiązana, osiągnięto
      idealny kompromis (jest coś takiego w ogóle?)albo, że moja żona to teraz w
      siódmym niebie jest. Ale seks jest nadal i obydwoje czerpiemy z niego sporo
      przyjemności.
      Ja wiem/przypuszczam co jest nie tak w tym wątku i skąd sporo krytyki. Powinna
      napisać go moja małżonka, wtedy możliwe, że część z pań popatrzyłaby na temat
      trochę łagodniejszym okiem:). Nie mniej jednak wielkie dzięki za wszystkie,
      również krytyczne opinie:)
      • kag73 Re: Mój lajtowy przypadek:) 07.09.09, 11:18
        Nie znam Twojej malzonki. Nie wiem i Ty moze tez do konca nie wiesz
        co jej w glowie siedzi i wiedziec nie musisz, nie powinienes.
        Nie wiem tez jak bardzo potrzebuje wiecej seksu i jak sobie z tym
        radzi. Domyslam sie, ze bywaja rozne momenty. Czasmi znosi to bez
        problemu a czasmi w "ciezkiej" chwili (a takie na pewno bywaja) nie
        raz myslala juz o tym, zeby pojsc w bok. I na pewno nie raz
        przeklinala sobie w myslach, ze jej najlepsze lata przechodza kolo
        nosa a ona "obsycha" i nie watpliwie myslala juz, ze na tym swiecie
        jest setki facetow, ktorzy duzo by dali za to, zeby pojsc z nia do
        lozka a wlasny maz nie chce, przynajmniej nie tak czesto jak
        chcialaby tego ona. Co nie znaczy, ze jest nieszczesliwa, bywaja
        tylko takie momenty. Hmm, ale nie mozna w zyciu miec wszystkiego,
        bywaja wazniejsze rzeczy, gdyby tak nie bylo nie
        zaakceptowalaby "Twojego" rozwiazania sprawy, ale akceptuje, bo Cie
        kocha, rozumie i chce byc z Toba. AMEN!
        • mujer_bonita Re: Mój lajtowy przypadek:) 07.09.09, 11:51
          kag73 napisała:
          > I na pewno nie raz
          > przeklinala sobie w myslach, ze jej najlepsze lata przechodza kolo
          > nosa a ona "obsycha"
          (...)
          > Hmm, ale nie mozna w zyciu miec wszystkiego,
          > bywaja wazniejsze rzeczy,

          Świetny tekst Kag - choć nie sądzę, żeby do autor wątku cokolwiek z tego zrozumiał. Ilu na tym forum wypowiadało się, że kocha żonę/męża z dużo mniejszymi potrzebami i MIMO cierpienia czy frustracji nie chcą zdradzać? Ba! Byli tu tacy co nawet dla dobra swoich związków chcieli popęd tępić farmakologicznie :) Z drugiej strony to po prostu nie jest bajka.

          Autor wątku chyba jednak woli tego nie widzieć. Woli lubować się w swoim 'happy endzie', poczuciu 'kompromisu' i ciągłym podkreślaniu 'MY' - my rozmawialiśmy, my doszliśmy do wniosków, my zdecydowaliśmy. A ja naprawdę nie potrafię zrozumieć u osoby ponoć czytającej to forum aż takiej naiwności, żeby sądzić, że po rozmowie potrzeby żony nagle wyparowały. Bo przecież 'postanowili' :)
          • sleep_walking Re: Mój lajtowy przypadek:) 07.09.09, 12:04
            No cóż:) Szanuję Twoje zdanie, chociaż moje jest całkowicie odmienne. Mam jednak
            świetną propozycję. Zaprezentuj swoje rozwiązanie takiego problemu (choćby
            hipotetyczne). Postaw się na miejscu JEJ i napisz jak to według Ciebie powinno
            wyglądać. Jak wygląda to zdrowe i prawidłowe zakończenie? Z "happy endem" bądź
            bez. Przyrzekam nie będę już komentował, a może i skorzystam w przyszłości.
            • mujer_bonita Re: Mój lajtowy przypadek:) 07.09.09, 20:07
              sleep_walking napisał:
              > świetną propozycję. Zaprezentuj swoje rozwiązanie takiego problemu (choćby
              > hipotetyczne).

              Proszę bardzo - obustronne wyciągnięcie ręki i próba wyjścia naprzeciw potrzebom partnera na ile to jest możliwe. Nie po to, żeby było 'po równo' tylko po to, żeby przynajmniej w wystarczającym stopniu potrzeby te zaspokoić. Nie jest dla mnie rozwiązaniem to, że jedna strona ma zaspokojonych 100% potrzeb a druga 20%. Jeżeli jedno chce raz dziennie a drugie raz w tygodniu to optymalnie byłoby chociaż spróbować się spotkać w pół drogi. Czasem różnice są tak drastyczne, że nawet kompromisowe rozwiązanie nie satysfakcjonuje żadnej ze stron. Ale w sytuacji 100/20 czasem nawet 80/40 potrafi bardzo poprawić sytuację. I mówimy tu o rozwiązaniu optymalnym z perspektywy obu stron jednocześnie a nie tylko jednej - jak u Ciebie.
              • sleep_walking Re: Mój lajtowy przypadek:) 07.09.09, 21:39
                Ależ bonitko:) Czyż nie napisałaś w tym poście tego co ja próbowałem tak długo
                tłumaczyć? Chociaż po części. Przecież na początku było dobrze, po jakimś czasie
                nie było nic, potem spotkaliśmy się w pół drogi. Tzn, dobrze Cię rozumiem: to
                jest MOJE nic i MOJA połowa drogi, bo ona pozostaje na tym samym poziomie cały
                czas i potrzeby się jej nie obniżyły tu się zgadzam. Mogę być cieniasem. Ale
                bywa, że zmiany które wydają się nam niefajne na początku, potem okazują się
                całkiem do przyjęcia. Tak się stało u nas, a że głos mojej małżonki nie jest tu
                słyszalny nie dowodzi, że jest nieszczęśliwą:) Dokonano zamiany, a częstotliwość
                była tylko jednym z elementów. Za to pojawiła się większa namiętność, atmosfera
                i napięcie, czego wcześniej nie było. Więc takie "coś za coś" w tej samej
                cenie:). Masz swój punkt widzenia na te sprawy i rozumiem, że nie za bardzo
                wierzysz w to co tu piszę i opisuję. Ale powiedz dlaczego miałbym wodę lać i
                bzdety wypisywać?
                Przepraszam, obiecałem się nie odzywać:)
                • mujer_bonita Re: Mój lajtowy przypadek:) 07.09.09, 22:55
                  sleep_walking napisał:
                  > Ależ bonitko:) Czyż nie napisałaś w tym poście tego co ja próbowałem tak długo
                  > tłumaczyć? Chociaż po części. Przecież na początku było dobrze, po jakimś
                  > czasie nie było nic, potem spotkaliśmy się w pół drogi.

                  To nie jest żadne 'w pół drogi'. Usilnie starasz się o tym tak myśleć, nazywać 'kompromisem'. Ale prawda jest taka, że jest tak jak Ty chcesz, tyle ile Ty chcesz. Nie dajesz nic ponad to.

                  > Ale powiedz dlaczego miałbym wodę lać i
                  > bzdety wypisywać?

                  Bo w to wierzysz. I ja wierzę, że żona mogła się na to zgodzić - w końcu co innego mogła zrobić? Może rodzina, dzieci, dom znaczą dla niej zbyt dużo, żeby odejść? Są różne powody, które decydują, czy zostajemy w związku - niektóre są ważniejsze niż seks. Ale jeżeli z uwagi na całokształt związku decydujemy się na pozostanie w nim - nie zmienia to faktu, że problemy z seksem zostały rozwiązane.

                  Odróżnij dwie rzeczy - bycie szczęśliwym i bycie zadowolonym z seksu. To co zaproponowałeś to nie żadne rozwiązanie seksualnych problemów - to pogodzenie się z zaistniałą sytuacją. Spojrzenie na związek całościowo i jego ocena z szerokiej perspektywy. Słusznie - ale problemów z seksem to nie zmienia. Twoja żona może być jak najbardziej życiowo szczęśliwa ale zadowolona z pożycia już niekoniecznie.
                  • sleep_walking Re: Mój lajtowy przypadek:) 07.09.09, 23:55
                    Słuchaj, nie będę się zagłębiał w temat ale napiszę co mogłem pominąć a co może
                    jest ważne. W tej naszej dyskusji przynajmniej. Przyznaj, że z Twoich opisów
                    wyłania się obraz kobiety niespełnionej, kurki która stara się w imię wyższych
                    celów być dobrą i uległą żoną. Nie zauważasz tego co napisałem gdzieś wcześniej,
                    że jest między nami dobre porozumienie i komunikacja. Jeśli pojawia się problem
                    to próbujemy coś z nim zrobić i nie chowamy go pod dywan.
                    Więc moja żonka szanowna jest osobą pracującą na całkiem niezłym stanowisku,
                    zarabia mniej więcej tyle co ja, co więcej ma wyższe wykształcenie niż jej
                    małżonek. To nie są "ciepłe kluchy". I naprawdę nie musi się na siłę do niczego
                    dostosowywać również w sypialni a jeśli to robi to dla mnie znaczy, ze to w
                    pełni akceptuje. Jest w nas wiele przeciwieństw ale one nas do siebie zbliżają.
                    A może naiwny jestem po prostu.
                    • bakejfii Re: Mój lajtowy przypadek:) 08.09.09, 07:11
                      Oj ,,sokole,,da ci,,komandos,, wciry cala kuchnie wysprzatac.A pozniej w
                      punkcikach zapisz ile..
                    • mujer_bonita Re: Mój lajtowy przypadek:) 08.09.09, 10:25
                      sleep_walking napisał:
                      > To nie są "ciepłe kluchy". I naprawdę nie musi się na siłę do niczego
                      > dostosowywać również w sypialni a jeśli to robi to dla mnie znaczy, ze to w
                      > pełni akceptuje. Jest w nas wiele przeciwieństw ale one nas do siebie zbliżają.
                      > A może naiwny jestem po prostu.

                      Kręcimy się w kółko bo nadal pewnych rzeczy nie rozumiesz. Nie trzeba być 'ciepłą kluchą' żeby w związku z czegoś rezygnować. Poczytaj forum - sporo tu wykształconych, inteligentnych, dobrze zarabiających ludzi jednocześnie sfrustrowanych swoim życiem seksualnym.

                      Tak jak napisałeś - ona nie musi się dostosować - robi to DLA CIEBIE. Dla dobra związku zapewne również. Taka jest jej decyzja co wcale nie oznacza, że jest z niej zadowolona. Jeżeli sądzisz, że po 'akceptacji' obecnego stanu rzeczy potrzeby żony wyparowały to tak - jesteś naiwny.

                      I na koniec - to co zaproponowałeś to nie żadne rozwiązanie. To raczej pytanie - 'czy dla całokształtu związku nie lepiej jest czasem pogodzić się z tym, czego zmienić nie można'?
                      • kag73 Re: Mój lajtowy przypadek:) 08.09.09, 10:33
                        Dokladnie tak samo to oceniam jak mujer bonita. Wyksztalcenie i
                        wszystko inne nie ma tutaj nic do rzeczy. Jak nazwalabym to inaczej
                        nie "akceptowaniem" tylko "tolerowaniem", bo jakie ma wyjscie.
                        Oczywiscie jestescie w udanym zwiazku, rozmijacie sie tylko na
                        plaszczyznie seksu. Ona Ciebie kocha, Ty tez jestes tylko
                        czlowiekiem i trudno Ci zmusic sie do seksu jezeli go nie chcesz. co
                        ma babka zrobic. Dobrze, ze skoro wczesniej tego seksu nie bylo,
                        teraz jest, chociaz rzadziej. Niemniej jednak przypuszczam, ze
                        wieksze potrzeby jej zostaly. Plus calego rozwiazania:,dowiedziala
                        sie, ze powodem nie jest kochanka albo jej nieatrakcyjnosc, tylko
                        brak ochoty u Ciebie.
                        • juzia214 Re: Mój lajtowy przypadek:) 08.09.09, 13:41
                          Mujer_bonita Kag73 ale ja wciąz nie rozumiem czemu zakladacie ,ze ze zona Sleepa
                          ktora do tej pory konkretnie i jasno komunikowala swoje potrzeby teraz nagle
                          postanowila przestać to robic.
                          uwazam ze skoro do tej pory umiala powiedziec czego potrzebuje ,umiala sie tego
                          domagac bardzo konkretnie,to jesli taki uklad by jej nie odpowiadał
                          powiedzialaby by rowniez to.albo tez swoje ewentualne frustracje zaczelaby
                          okazywac w jakiś inny przykry dla męza sposob.

                          czemu zakladacie ,ze zonie nie odpowiada mniejsza ilośc seksu za to lepszego
                          jakosciowo plus dodatkowa przyjemnośc z czekania,zastanawiania sie jak bedzie
                          tym razem,co ona by chciała itd?
                          nie znacie mechanizmu ze jesli czeka się na coś przyjemnego wiedząc ze to sie
                          dostanie na pewno to samo czekanie jest juz przyjemnoscią?
                          zonie Sleepa potrzeby sie nie zmniejszyły natomiast najwyrazniej ona potrafi nad
                          nimi zapanowac po to zeby miec z tego jeszcze większą przyjenośc.
                          • kag73 Re: Mój lajtowy przypadek:) 08.09.09, 14:43
                            Bo wczesniej czekanie jakos nie bylo przyjemnoscia.
                            Teraz toleruje, bo moze dostaje wiecej niz kiedys.
                            Poza tym facet wytlumaczyl jej dlaczego tak jest, to co ma kobita
                            zrobic. Chlop tez czlowiek jezeli nie moze i nie ma ochoty, to co
                            zmuszac go bedzie. Mysle, ze po prostu stala sie spokojniejsza, nie
                            podejrzewa go o kochanke.
                            Kiedys komunikowala potrzeby, nie bylo odzweu. Teraz wie na czym
                            stoi, to po co ma komunikowac.
                            Nie jestem pewna czy gdyby nie musiala, to rowniez by nad tymi
                            potrzebami panowala a ze musi to panuje, nikt zwierzatkiem nie jest,
                            wiadomo, jak sie nie ma co sie lubi, to sie lubi co sie ma. Poza tym
                            nie jest przyjemne dla kobiety ciagle narzucanie sie i proszenie o
                            seks, na dluzsza mete kobieta tez chce czuc sie pozadana a nie za
                            kazdym razem zmuszona do podejmowania inicjatywy. Przerabialam, wiem.
    • pieprzyca Re: Mój lajtowy przypadek:) 07.09.09, 14:39
      "Skoro tak wiele kobiet cierpi z powodu b.s.w.m. to czyż nie może się znaleźć chociaż jeden chłop cierpiący z powodu jego nadmiaru?"

      Teoretycznie powinno być ich tyle samo, co ich partnerek. Nie odzywają się pewnie, bo to niefajnie "nie móc", takie to niemęskie, jak się już przyznają to piszą raczej, że nie chcą, niż że "nie mogą".

      Dlatego uważam, inaczej niż część przedmówczyń, że opisywana sytuacja wymagała obustronnych ustępstw, wobec czego wyczerpuje znamiona kompromisu.
      Autor wątku przyznał, że "nie może", a żona przyjęła na klatę, że penigra tu nie zagra, bo mąż potrzebuje dwóch-trzech dni aby "uzbierać" ochoty na następne namiętne zbliżenie i to pewnie wynika zarówno z jego wieku, jak i przebiegu związku.
      Mimo, że żadnemu pewnie nie było łatwo, to potrafili się zrozumieć i porozumieć, a ta skromna wiktoria, może nie idealna, chwalebnie wyróżnia się na tle wielu bezkompromisowych lub skrajnie cynicznych propozycji rozwiązań serwowanych na tutejszym forum.
      • sleep_walking Re: Mój lajtowy przypadek:) 07.09.09, 19:41
        Pieprzyco:) Ależ ja też dlatego między innymi taki wątek zapodałem. Ponieważ
        temat jest znany na tym forum nie od dzisiaj tylko szkopuł w tym, że zawsze
        opisują go kobiety. A ja się zapytałem sam siebie: a gdzie są ci ich faceci,
        tych biednych kobiet, dlaczego nie znamy zagadnienia od ich strony. Wszystkie
        opinie i porady opierają się na jednostronnym opisie danej sytuacji. I przez to
        mogą być lekko zdeformowane. Myślę, że najważniejsze na co powinniśmy się zdobyć
        przy ocenianiu innych przypadków to obiektywizm. O ile jest możliwy.
        Stwierdziłem tylko, że ten mój przypadek może coś wnieść do tego właśnie
        obiektywizmu, że może odezwą się panowie stojący po drugiej stronie. Ci którzy
        dają zbyt mało albo nie dają wcale. I dlaczego się tak dzieje. I dlaczego ich
        głosu tu nie słychać:). Widzisz - na razie jest cisza:)
        • mujer_bonita Re: Mój lajtowy przypadek:) 07.09.09, 20:11
          sleep_walking napisał:
          > Ponieważ
          > temat jest znany na tym forum nie od dzisiaj tylko szkopuł w tym, że zawsze
          > opisują go kobiety.

          Chyba słabo czytasz. Kobiet i mężczyzn opisujących swoje problemy z partnerem o niższym libido jest tu mniej więcej po równo.


          > A ja się zapytałem sam siebie: a gdzie są ci ich faceci,
          > tych biednych kobiet, dlaczego nie znamy zagadnienia od ich strony. Wszystkie
          > opinie i porady opierają się na jednostronnym opisie danej sytuacji.
          (...)
          > I dlaczego się tak dzieje. I dlaczego ich
          > głosu tu nie słychać:). Widzisz - na razie jest cisza:)

          Ten temat był już tu dyskutowany:
          forum.gazeta.pl/forum/w,15128,87071469,87071469,Seksualna_posucha_z_perspektywy_reglamentujacych.html
        • kag73 Re: Mój lajtowy przypadek:) 07.09.09, 20:19
          Oj, takie przypadki tez juz byly, tylko opisywane przez kobiety. Bo
          faceci najczesciej nie pisza na takich forach.
          Rzecz w tym, ze zyjemy w przeswiadczeniu, ze to zawsze kobiety nie
          chca, ze ten biedny wyglodzony chlop a ona nie chce i nie chce.
          Istnieje przekonanie, ze facet moze i chce zawsze, tymczasem to nie
          jest prawda, zdarzaja sie i odwrotne przypadki, czyli kobiety, ktore
          maja wieksze potrzeby niz ich mezczyzni.
          Faceci z partnerkami o mniejszych potrzebach oczywiscie bardzo
          cierpia, ale zazwyczaj fizycznie, sa niezaspokojeni, ale wiedza, ze
          z kobietami tak bywa, nie maja problemow innej natury. Te problemy
          miewaja kobiety, bo zyjac w przeswiadczeniu, ze faceci zawsze chca,
          nagle doznaja szoku, wine za mniejsze potrzeby faceta przypisuja
          sobie. Mysla, ze juz go nie pociagaja, ze nie sa atrakcyjne, czuja
          sie odtracone, niekochane, no bo jak to sobie wytlumaczyc. Facet se
          wytlumaczy, bo wiadomo u kobiet to sie trzeba nawysilac a jeszcze
          nie chca.
          Oczywiscie to mit, ale nadal sie utrzymujacy. Zreszta mamy inne
          czasy, kobiety nagle chca, odkryly swoja seksualnosc, antykoncepcja
          chroni je przed ciaglym rodzeniem dzieci, czerpia przyjemnosc z
          seksu i wiedza czego chca.
          • bi_chetny Re: Mój lajtowy przypadek:) 14.09.09, 17:52
            no muszę się zgodzić z mujer_bonitą w tym wątku. To jest kompromis
            niezadowalający dla jednej ze stron. Żona mimo pozornej zgody, fizjologicznie
            długo na tym nie pojedzie. Masturbacja na dłuższą metę też może nie zdać
            egzaminu. Wtedy o romans łatwo.
            Powinniście oboje wypracować faktyczne porozumienie, takie które pozwoli obojgu
            się wyluzować i podejść do sprawy bez frustracji. Jakość i świece nie załatwiają
            tematu.
Pełna wersja