Poprawilam sobie piersi i teraz sie ich wstydze :(

07.09.09, 00:31
Witam i pozdrawiam wszystkich forumowiczow.Moj problem moze niezbyt w temacie
forum, aczkolwiek powiazanie jest spore:) Otoz jakis czas temu poprawilam
sobie operacyjnie biust.Chamskie sylikony, powiecie, ale to byla przemyslana
decyzja.Niby ciesze sie , ze jest taki o jakim zawsze mazylam, pelny, kragly.
Mezczyzni szaleja. Ale ja paradoksalnie boje sie lozkowej konfrontacji,boje
sie co powie potencjalny absztyfikant zwabiony tym pieknym biustem, kiedy
przekona sie ze jest sztuczny!!!Jakis czas temu rozstalam sie z partnerem,
ktory moj sylikonowy biust w pelni akceptowal i uwielbial,nawet podniecalo go
ze taki duzy i ladny niewazne ze nie prawdziwyy.Teraz nadszedl czas na nowa
milosc. Pare tygodni temu oznalam kogos naprawde cudownego. Mezczyzna ideal,
przystojny, madry, itd.Spotykamy sie, ale ja przylapalam sie na tym, ze nie
pozwalam mu dotykac mojego biustu nawet przez ubranie zeby nie odkryl ze jest
sztuczny. Kiedy jego rece wedruja w strone mojej klatki piersiowej czuje sie
spieta. Boje sie po prostu jego reakcji, ze moze on nie lubi sztucznosci itp.
O seksie mysle ze strachem : co on powie jak zobaczy?,,? Moze sie zrazi
...Moze ucieknie ...
Czy myslicie, ze taki biust moze faceta skutecznie odstraszyc, ze moze go
uznac za cos obrzydliwego?A moze ja przesadzam?Chyba wuglada na to,ze
pozbywajac sie jednego kompleksu zafundowalam sobie drugi w zastepstwie, ehhh :(

    • gardenersdog Re: Poprawilam sobie piersi i teraz sie ich wstyd 07.09.09, 00:39
      Wobec tego nie wab biustem, wab mózgiem;) Chyba że tam też silikon.
      "Moje cycki, moja sprawa"- i tej wersji się trzymaj - dla własnego
      dobra.
    • possessive Re: Poprawilam sobie piersi i teraz sie ich wstyd 07.09.09, 00:42
      A to bardzo ciekawe. Powiedz, to tak widać na pierwszy rzut oka, że
      są sztuczne? Zawsze mnie to ciekawiło.
      • mystic-moon Re: Poprawilam sobie piersi i teraz sie ich wstyd 07.09.09, 01:12
        Nie, na oko nie widac:)Ani w ubraniu, ani nago. Widac fajne, ksztaltne piersi o
        naturalnym wygladzie na ktore zlapie sie kazdy facet.Dopiero w dotyku da sie
        niestety wyczuc. Zwlaszcza kiedy babka lezy na plecach, wtedy to juz widac i
        czuc na maxa:( Takie piersi sa duzo twardsze niz normalne, pomacajcie sobie
        torebke foliowa napelniona woda, a bedziecie mieli dokladny obraz tego jak sie
        czuje takie cycki w macaniu. I wlasnie tego macania sie obawiam :) Bo co bedzie,
        jak mi ten cudowny facet ucieknie z krzykiem?(przesadzam ofkors, ale chyba
        rozumiecie moje rozterki)
        • possessive Re: Poprawilam sobie piersi i teraz sie ich wstyd 07.09.09, 01:58
          Masz fajne cycki i trzymaj się swojego własnego zdania. Problem masz
          w głowie. A jak ktoś nie docenia twojego super biustu to radzę
          powiedzieć: adios.
        • zakletawmarmur Re: Poprawilam sobie piersi i teraz sie ich wstyd 07.09.09, 07:41
          Nie wiem gdzie miałaś te implanty wszczepiane że tak je czuć...
          Miałam okazję dotykać powiększanych piersi i nie czułam jakiejś różnicy.
          Woreczek z wodą też znowu tak twardy nie jest a naturalne piersi miękkie. Zależy
          od ilości gruczołów mlekowych i tłuszczu...

          Myślę, że Ty sobie po prostu wyszukujesz problemy. Może to taka
          perfekcjonistyczna natura? Gorzej gdy to jakieś poczucie niższości...
          Z drugiej strony przy pierwszych kontaktach wiele ludzi sie bardzo stresuje
          wszystkimi niedoskonałościami. Ja też tak mam. Potrzebuje czasu, żeby się z kimś
          oswoić... Z resztą przy fajnym mężczyźnie jest tak przyjemnie, że zapomina się o
          wszystkich kompleksach:-)
          • anula36 Re: Poprawilam sobie piersi i teraz sie ich wstyd 07.09.09, 10:29
            po prostu musisz sobie znalezc faceta ktory bedzie sie twoimi piersiami zachwycal, a nie uciekal.Nie po to znioslas jakies tam niegogodnosci zwiazane z operracja zeby sie teraz umartwiac chlopem ktory patrzy niechetnie, a macnac sie brzydzi.Masz juz jednego kandydata do przetestowania, wiec do dziela:)
        • ktos_zupelnie_inny Re: Poprawilam sobie piersi i teraz sie ich wstyd 07.09.09, 13:29
          Przesadzasz :-)
          Piersi kobiety mają:
          1. cieszyć oko
          2. pieszczenie ich przez partnera, ma sprawiać przyjemność właścicielce

          Wg. mojego rozeznania, większości facetów, w ogóle nie przeszkadzało by to, że piersi partnerki nie są idealnie miękkie. Raczej cieszyła by ich zazdrość innych facetów.
    • juzia214 Re: Poprawilam sobie piersi i teraz sie ich wstyd 07.09.09, 12:14
      Mystic-moon mysle ze powinnaś sama sobie zadac najpierw dwa pytania :
      czy dalabys sobie teaz wymontowac te implanty gdyby sie okazalo,ze TEN facet ma
      z tym problem?
      wart byłby tego?
      poza tym zawsze mozna najpierw zapytac np delikatnie nakierowując rozmowę na
      temat kobiet ktore powiekszaja sobie biust.najpierw chwile pogadac ogolnie a
      potem zapytać-czy przeszkadzaloby ci jak kobieta mialaby powiekszone piersi?
      jesli odpowie >>nie<< to lekko rzucic cos w rodzaju-a to fajnie, bo ja takie mam
      i boje sie ze ci się nie spodobam.
      jesli odpowie >>tak<< rowniez lekkim tonem rzucic-och to chyba z naszego seksu
      nici,bo ja mam własnie LEKKO powiększone piersi.
      • zakletawmarmur Re: Poprawilam sobie piersi i teraz sie ich wstyd 07.09.09, 12:39

        Nie wiem czy faceta warto o to pytać... Większość moich kumpli o
        powiększanych piersiach wypowiada się zdecydowanie negatywnie. Ale
        najczęściej właśnie takimi się zachwycają:-) Tak jak kobiety
        krytykują wyuczalne techniki uwodzenia kobiet, choć same się na to
        poderwać dają:-)

        Znam jedną dziewczynę z powiększanym biustem. Wszyscy jej faceci się
        zachwycali, choć mieli świadomość, że jest sztuczny.
        • juzia214 Re: Poprawilam sobie piersi i teraz sie ich wstyd 07.09.09, 12:44
          Zakletawmarmur tez uwazam że kolesiowi nie bedzie to przeszkadzało,ale
          dziewczyna boi sie konkretnej konfrontacji.więc ta rozmowa,to pytanie nie jest
          potrzebne facetowi ale jej.chociąz moze byc i tak ze w koles nagle juz w czasie
          akcji sie zorientuje,poczuje sie oszukany i koniec zabawy.
          więc opcja z rozmową przed konfrontacja wydaje sie byc bezpieczniejszą opcją.
          • zakletawmarmur Re: Poprawilam sobie piersi i teraz sie ich wstyd 07.09.09, 12:48
            Chodzi mi o to, że taka rozmowa może ją bardziej zdołować a prawdy i
            tak się nie dowie:-)
            • possessive Re: Poprawilam sobie piersi i teraz sie ich wstyd 07.09.09, 12:56
              Podziwiam Juzia twoją wiarę w uzdrowicielską moc rozmowy o
              problemach z mężczyzną. Ja wciąż w życiu odkrywam, że to strata
              czasu.:)
              • juzia214 Re: Poprawilam sobie piersi i teraz sie ich wstyd 07.09.09, 13:27
                Possessive a no to juz rozumiem czemu wciaz nie mozemy sie porozumiec-mam wprost
                odmienne do ciebie doswiadczenia. :)
                poza tym jak najprosciej sie dowiedziec od konkretnej osoby co jest dla niej
                wazne/niewazne?
                no i zeby doszło do porozumienia ważny jest sposob w jaki rozmawiamy, otwartośc
                na druga osobe.jesli sie prowadzi >>rozmowę z tezą<< czyli :ja ci udowodnię ze
                moja racja jest lepsiejsza niz twoja i nie słucha tego co ta druga strona mowi
                ,to rzeczywiscie taka rozmowa to strata czasu.
                Possesiive a moglabys podac jakies konkretne przyklady takich rozmów ktore dla
                ciebie były strata czasu?
                • possessive Re: Poprawilam sobie piersi i teraz sie ich wstyd 08.09.09, 01:41
                  juzia214 napisała:

                  >> Possesiive a moglabys podac jakies konkretne przyklady takich
                  rozmów ktore dla
                  > ciebie były strata czasu?

                  Ciężko o przykłady bo nie prowadzę takich rozmów o problemach. Po
                  prostu kiepsko radzę sobie z komunikacją werbalną i unikam jak
                  mogę:). Więc tu się znów nie zgodzimy:).
                  Dużo rzeczy jakoś intuicyjnie wyczuwam i tyle (zwłaszcza w związku
                  męsko-damskim). Dlatego uważam, że bardziej wartościowa jest analiza
                  zachowania, postawy, gestów i..innych sygnałów. Jakieś inne formy
                  porozumienia. Najważniejsze jest po prostu to co się robi a nie
                  życzeniowe deklaracje. Po prostu w to nie wierzę, że ktoś nie skusi
                  się aby stawiać siebie w lepszym świetle niż jest w istocie więc po
                  co tracić czas. Nie cierpię wywlekania na światło dzienne i
                  werbalizowania każdej emocji, uczucia i preferencji seksualnej. Nie
                  lubię wymuszania komplementów i wypytywania. Musi być jakiś aspekt
                  tajemniczości w związku, więc wszystkich szczegółów preferencji
                  mojego mężczyzny nie muszę poznawać bo inaczej stałby się dla mnie
                  mało atrakcyjny i tyle. I najgorzej jakby kłamał.
                  To tylko moja opinia.

                  A co do "poprawionego" biustu to jestem pewna że facet nie ucieknie.
                  Raz, że nie ucieka się z sytuacji intymnej dwa, że taki biust to
                  atut. Świadczy o tym nieustający sukces sceniczny i estradowy gwiazd
                  z "poprawionym" biustem.:) Więc niepewność wynika ze starego
                  kompleksu biustu i jeszcze pewność co do "nowego" biustu nie jest
                  ugruntowana.
                  • juzia214 Re: Poprawilam sobie piersi i teraz sie ich wstyd 08.09.09, 14:10
                    Possessive intuicyjnie czy raczej na podstawie obserwacji?oczywiscie nie watpię
                    w twoja intuicję zeby nie było :)
                    nie neguję wagi czynow!tym bardziej jesli czyny nie sa zbiezne ze slowami ,wiem
                    ze cos jest nie halo.
                    mam jednak pewnośc ze jesli jak to ujełas wywlecze się na swiatlo dzienne
                    emocje,uczucia to czesto sie okazuje ze były przykrywka zupelnie innych potrzeb
                    niz ukazywane przez zachowanie.gdybym nie obawaila sie ze cie niepotrzebnie
                    urazę zaproponowalabym zebys się zastanowila czemu tak bardzo przeraza cię
                    zmierzenie sie z uczuciami.ale tego nie zaproponuję,bo zeby byl dobry skutek
                    sama musialabys tego chcieć :)
                    oczywiscie ,masz rację ze ludzie czasem koloryzuja na temat swoich cech
                    pozytywnych ale tez równie czesto maja tak niskie poczucie wlasnej wartosci ze
                    przedstawiaja sie w samych negatywach.
                    a tajemniczośc w zwiazku zapewnia się troszke inaczej niz przez brak poznania
                    przemysleń,pogladow i wyartukulowanych potrzeb tej drugiej osoby.
                    ale jak zwykle-twoj zwiazek twoj pomysl na jego tworzenie.
                    poza wszystkim bardzo chetnie porozmawialabym z toba na privie.
                    • possessive Re: Poprawilam sobie piersi i teraz sie ich wstyd 09.09.09, 01:36
                      Hej Juzia, chętnie się wymienię poglądami więc no właśnie, nie
                      odbierz tego jakoś drastycznie ale mam wrażenie, że przemawiasz z
                      wyższością i swadą, a argumenty cóż,(rozumiem twoje racje) ale dla
                      mnie to są zgrane terapeutyczne frazesy i na dodatek werbalizacja
                      nie jest uniwersalną metodą uświadomienia sobie konfliktów
                      wewnętrznych.

                      Rozmowa jako metoda "pracy" nad problemem jest wówczas, gdy obok w
                      istocie siedzi profesjonalny terapeuta lub seksuolog. Oczywiście
                      każdy uważa się za domorosłego psychologa i fachowca ale to tak nie
                      działa. Generalnie ludzie "rozmawiają o problemach" wtedy gdy jedno
                      czegoś chce od drugiego ( i z góry wiadomo, że druga strona nie chce
                      tego dać), wtedy scenariusz wygląda tak: szczera jest ta strona
                      która ma jakiś interes, a ta druga strona się wykręca. Więc, sama
                      widzisz rozwiązywanie problemów poprzez komunikację to nie jest
                      bajkowy scenariusz do wciśnięcia każdemu.


                      Jak sądzisz, czemu ludzie po latach bezskutecznych prób rozmowy,
                      lądują u sekuologa? Bo gdy jest problem to oznacza właśnie, że nie
                      potrafią się i nie chcą się komunikować. Wiesz czemu? Bo nie
                      potrafią zrozumieć, że sama rozmowa nic nie zmienia i że trzeba
                      podjąć decyzję, zadziałać, popracować, zmienić. Bez zmiany się nie
                      obejdzie. Wojna kończy się wtedy, gdy się podpisze warunki rozejmu,
                      a dyplomacja może tylko załagodzić konflikt.

                      Ja nie mam problemów w zrozumieniu partnera ani swoich uczuć ale
                      naturalnie jakieś mamy problemy. Każde bez słów wie jakie to są
                      problemy i co w nich chodzi ale rozmowa tu nic nie zmieni. Ktoś
                      musi: pójść na ustępstwa, podjąć decyzję, zmienić coś na rzecz
                      partnera. I dopóki nie ma REALNYCH zamiarów zmiany, nie ma o czym
                      gadać..:))
                      • glamourous Re: Poprawilam sobie piersi i teraz sie ich wstyd 09.09.09, 11:00
                        Zgadzam sie z Possessive w calej rociaglosci.
                        Zreszta widac na tym forum, jak b.czesto wszelkie partnerskie "szczere rozmowy"
                        sa nieskuteczne. Nie kazdy jest psychologiem i potrafi dotrzec do swojej
                        podswiadomosci, poradzic sobie z nalecialosciami i obciazeniami z dziecinstwa,
                        zrozumiec swoje bledy. Nie wiem na przyklad, jak zdaniem Juzi moga sobie SAMI
                        poradzic za pomoca szczerych rozmow malzonkowie dotknieci dajmy na to syndromem
                        MiL. Pewne problemy tkwia za gleboko zeby zwykle ich obgadanie wzdluz i wszerz
                        przy kuchennym stole moglo przyniesc cudowne rezultaty.
                        • zakletawmarmur Re: Poprawilam sobie piersi i teraz sie ich wstyd 09.09.09, 11:25

                          Ja uważam, że rozmowy są potrzebne, chociażby po to, żeby pokazać drugiej
                          stronie, że mamy problem... Jednak same nic nie załatwią. Żeby partnerowi
                          chciało się dla nas zmienić, my też musimy dać coś z siebie. IMO rozmowy to
                          istotny element walki z MiL.

                          Jeśli jednak chodzi o rozmowy o preferencjach to lepiej ich nie zaczynać...
                          Faceci sami nie wiedzą czego chcą, kobiety zresztą też...
                          • gomory Re: Poprawilam sobie piersi i teraz sie ich wstyd 09.09.09, 14:00
                            Ja rowniez uwazam, ze owszem rozmowy sa potrzebne, ale raczej do
                            czegos innego. Trudno mi odmowic racji slowom Possesive. Sytuacja
                            gdy w toku rozmowy wypracowuje sie kompromis, czy tez rozwiazanie
                            zadowalajace obie strony jest tak modelowa, ze az nierealna ;).
                            Zmiana uprzedzen podswiadomosci w toku domowych pogaduszek,
                            toczonych miedzy kolacja a ogladaniem TV, wydaje mi sie mocno
                            watpliwa. Raz, ze to najczesciej jest nieuswiadomione, a dwa, jak na
                            przyklad w dyskusji kobieta mialaby przekonac moje cialo i umysl bym
                            zaczal ja pozadac skoro jestem pelen uprzedzen?
                            Jesli patrze sie na kobiete jak na godna szacunku matke dzieci ale
                            nie erotyczna istote to kazdy seksualny gest z jej strony bede
                            odbieral jako nieudolny falsz. Przeciez zaden facet facet w
                            wyrozumowany sposob nie wybiera ktora kobieta powoduje, ze krew mu
                            sie burzy (kobiety zreszta funkcjonuja tak samo). Napisalas,
                            ze "rozmowy to istotny element walki z MiL". Tylko, jak sie
                            dogadywac z kims kto tego nie wie, a w jego mniemaniu po prostu zona
                            go juz tak nie kreci?
                            • juzia214 rozmowa 09.09.09, 14:58
                              he,he skoro ma się takie podejscie jakie opisujecie i takie wyobrazenia to
                              faktycznie nic sie nie zdziała :)
                              nie mowię nic a nic o tym że zadzialac ma sama krotka rozmowa przeprowadzona
                              jako pogaduszka pomiedzy kolacją a ogladaniem TV.
                              to juz sa Wasze wyobrazenia :)
                              to o czym piszę stosuję z powodzeniem w praktyce, dlatego polecam rozmowę plus
                              jak najbardziej -zmianę zachowania.a jesli NIE UMIEMY do siebie dotrzec wizytę u
                              specjalisty ,ktory kazdemu z nas oddzielnie wytlumaczy o co chodzi temu
                              drugiemu,pomoze znależc centrum konfliktu,pomoze znależc rozwiaznie.

                              rozmowa to nie jest kilka zdań rzuconych w przelocie z oczekiwaniem ze od jutra
                              partner zmieni sie w ideał.to by bylo naiwne i glupie.
                              od poczatku zakladam ze zmiany potrzebuja czasu.od poczatku zakladam ze nikt nie
                              jest idealny i każdy ma prawo do błędów ale skadś ta druga osoba musi sie
                              dowiedziec ze mi nie pasuje/drazni mnie/boli jej zachowanie.
                              moze się domyslac i szukac po omacku irytujac mnie i odstręczając od siebie
                              coraz bardziej ,a może ode mnie usłyszec wprost.

                              widzisz Gomory czasem bywa tak ze mowiac o czyms partnerowi zaczynamy sie
                              zastanawiać nad tymi naszymi potrzebami,czemu i skad sie biora i nagle te
                              nieuswiadomione zaczynaja wyplywac na wierzch.i wtedy mozna zacząc pracowac nad
                              tym co rzeczywiscie mnie boli-a nie nad tym na co jedynie przekierowuję swoje
                              frustracje,leki,zachamowania.

                              Possessive to o czym piszę to nie sa czcze teorie ale czysta praktyka.serio,serio.
                              i wbrew pozorom takie rozmowy nie sa gladkim spijaniem sobie z dziobkow.wiem ze
                              to co pisze brzmi butnie ,wiem że czasem sie zapominam i wydaje mi się ze
                              wszyscy sobie juz uswiadomili to co ja i cholera mnie bierze ze nie stosuja tego
                              w praktyce.przeciez sa dorosli,doswiadczeni czemu nie sięgaja po najprostnie
                              narzędzia porozumiewania się?czemu rządaja od razu ogromnych zmian w zachowaniu
                              partnera a nie chca nawet mu tego zacząc komunikować?czemu tak trudno im
                              zrozumiec ze nie da sie zmienic w ciągu kilku minut wielkiego problemu,ktory
                              narasatł kilka lat?
                              jesli Was urazam-przepraszam ale zdania nie zmienię.
                              bo już wiem na pewno ze pierwszym krokiem do naprawy zwiazku jest poprawa
                              komunikacji.najpierw trzeba sie oswoic z myslą ze trzeba bedzie cos zmienic a
                              potem dopiero małymi kroczkami zacząc się zmieniać.

                              • possessive Re: rozmowa 10.09.09, 10:48
                                Pewnie, że nie musisz zmieniać zdania. Pewnie nie o to chodzi w
                                rozmowie. Poznawać człowieka na podstawie jego słów można i sto lat
                                a i tak się go nie pozna(jak mówił jakiś poeta). Dlatego właśnie tak
                                sobie dyskutujemy.

                                Jest różnica pomiędzy naszymi sposobami myślenia. Ty mówisz o
                                jakiejś naprawie związku, porozumieniu, dojrzałości, doświadczeniu.
                                Dla mnie to nadużywanie pustych pojęć, konstruktów, które mogą
                                znaczyć co innego dla każdej osoby. Wypowiadając te słowa masz na
                                myśli jakąś swoją wizję szczęśliwego związku, ktoś może mieć inną.
                                Jedni chcą porozumienia, komunikacji, zgodności uczuć i poczucia
                                bezpieczeństwa, inni mogą chcieć niepewności, niezależności,
                                napięcia słowem, bardziej kolorowych efektów. Jeszcze inni mogą
                                chcieć manipulować partnerem, albo mieć myśli przesycone
                                perwersyjnym seksem. Jest tyle kombinacji co ludzi. Nie każdy dąży
                                do poprawy komunikacji naprawdę. Nie każdy dąży do zmiany zachowania
                                partnera. Co mi da zmiana zachowania? Nic. Czy dążymy do tego, żeby
                                ktoś udawał dla naszej szczęśliwości? Dobra, tylko co udawał?
                                Wynosił śmieci? Bo pożądanie ciężko na przykład udawać dla dobra
                                związku. Poza tym nie wiem czy ja chcę kogoś zmieniać(to możliwe?) i
                                czy o takie ustępstwa mi chodzi?


                                Mnie tylko zastanawia twoje parcie na znalezienie kamienia
                                filozoficznego, czyli stary motyw, nadzieja na istnienie narzędzia
                                cudownej przemiany tego co podłe w to co szlachetne. Jak wiadomo nie
                                istnieje substancja przemieniająca błoto w złoto, tak samo ciężko
                                przemienić marny i niedobrany związek w cud-miód-malinę. I nie da
                                się przemienić cynika w idealistę, ani Hitlera w Matkę Teresę. Nie
                                tyczy się to twojego związku tylko problemów tak ogólnie..nie chodzi
                                o naprawę zachowania, tylko tego co w głowie siedzi. Są dylematy bez
                                rozwiązania, bo chodzi o zrozumienie i akceptację, dojście do ładu
                                ze swoimi oczekiwaniami i realnym życiem, a nie o przemianę partnera
                                w nasz ideał czy wody w wino.
                                Nie ważne teoretycznie czy zaczniemy z rękawa sypać teoriami
                                psychologicznymi, czy walić się młotem po głowie, dużo rzeczy zależy
                                od konkretnych okoliczności. Oziębła żona nie stanie się raczej
                                ponętnym sukkubem itp. To są po prostu mrzonki.
                                • pollyannadorosla Re: rozmowa 10.09.09, 11:36
                                  Podałaś skrajne przykłady: przemiana złego w dobre, błoto w złoto, cynika w idealistę, a problemem jest często niedogranie czy brak porozumienia w jakiś konkretnych sferach a nie takie totalne rozmijanie się. Ludzie podejmują próby zharmonizowania życia, poprawy bo widzą szansę, ze względu na to czy na tamto sądzą, że warto spróbować, czasem takie myślenie ma racjonalne podstawy a czasem owszem jest tylko myśleniem magicznym. Ale przynajmniej wyartykułowanie tego co jest źle i co i dlaczego chciałoby się zmienić bywa naprawdę pomocne, jest to jakaś realna próba ruszenia z miejsca w którym zrobiło się nam niewygodnie. Poza tym czasami właśnie doświadczenie kilku takich bezskutecznych i jałowych prób porozumienia bywa potrzebne, żeby sobie coś uzmysłowić na tyle mocno, by mieć odwagę i motywację do radykalnych decyzji i działań.
                                • juzia214 Re: rozmowa 10.09.09, 14:03
                                  Possessive problem polega na tym ze zarzucasz mi jakies niestworzone poglady,o
                                  ktorych ja nie pisze ale ktorych ty sie dopatrujesz.
                                  poza tym moje wypowiedzi opieram na praktyce ty swoje na teorii.
                                  w dopracowanym zwiazku jest miejsce i na szaleństwo i na poczucie
                                  bezpieczeństwa,jest miejsce na kłotnie i na zgode,jest miejsce na dzikie
                                  pożadanie i na trzymanie się za rękę ,jest miejsce na cieple slowa i na
                                  zlosliwości itd.
                                  ty piszesz ze sa rozne związki i ja się z tym zgadzam.tylko ze prócz tego ze sa
                                  rozne wiem tez ze moga być bardziej
                                  satysfakcjonujace,ciekawsze,stabilniejsze,bardziej szalone itd.pod warunkiem ze
                                  ludzie naucza się ze soba komunikować.
                                  problemu nie ma wtedy kiedy zyciowa sadystka trafi na zyciowego masochistę i
                                  oboje sa świadomi potrzeb swoich i partnera.bieda zaczyna się wtedy kiedy tych
                                  potrzeb nie sa świadomi (ani swoich ani partnera) ale zbyt daleko zabrneli w
                                  udawaniu dla dobra zwiazku i juz sami nie wiedza rozstać sie czy trwac tak dalej
                                  a jesli trwac to czy juz się odsłonic czy dalej udawać i zamist problem
                                  rozwiazywac ,coraz bardziej go komplikują.

                                  piszesz ze nie kazdy dązy do komuniacji z partnerem ,ja bym powiedziala ze
                                  większośc tego nie robi.
                                  tylko dlaczego?
                                  a bo niektorym łatwiej jest zyć byle jak niz zawalczyć o cos lepszego a
                                  niektorzy nie zdaja sobie sprawy ze można SPROBOWAC cos zmienic.

                                  a wiesz co mnie zastanawia ;)?(chociaz szczerze powiedziawszy domyslam się o co
                                  chodzi)
                                  czemu tak bardzo cie irytuje to co piszę o mozliwości komunikacji w zwiazku?
                                  czemu tak bardzo bys chciala zeby nie istniały mozliwosci zmiany trudnego
                                  zwiazku na całkiem fajny(ale wciąz ten sam)?
                                  czemu tak bardzo sie upierasz ze jak jest zle to tak juz musi zostac?

                                  poza tym ja wciąz powtarzam-nikogo do niczego nie zmuszam i nie zmuszę (nawet
                                  ciebie do czytania tego co piszę), bo zdaję sobie sprawe z tego ze NIC W NIKIM
                                  nie zmienię.kazdy SAM,SAMODZIELNIE musi zdecydowac-koniec od dziś dopuszczam do
                                  siebie mysl ze MOGĘ zyc inaczej i zaczynam coś w tym kierunku robic.
                                  bo ja moge tylko to co robię-pisac o tym ze tak,że istneiej jeszcze taka
                                  mozliwośc,ze mozna inaczej.
                                  bo zwykle ludziom nie potrzeba wpadania za skrajnosci w skrajnośc czyli zmiany
                                  blota w zloto ale wystarcza satysfakcja ze dając mam pewnosc ze trafiam z
                                  podarunkiem w 10 a jednoczesnie od drugiej strony otrzymuje to czego potrzebuję.
                                  ale najpierw trzeba umiec się porozumieć zeby wiedziec jakie aktualnie sa nasze
                                  wzajemne potrzeby,bo te wciąz ewoluuja.
                                  • possessive Re: rozmowa 11.09.09, 10:07
                                    Przecież czytam co piszesz. A moja uwaga na temat twojej wizji
                                    związku odnosiła się do twojej wypowiedzi w innym wątku, pod
                                    tytułem: "związek nie opiera się jedynie na seksie", tak jakby to
                                    był jakiś aksjomat i jakby na świecie była jedyna słuszna wizja
                                    związku(w domyśle Twoja), gdzie związek musi mieć jakieś inne
                                    podstawy niż seks. Nie zgadzam się z Tobą, tak nie jest.

                                    Tu wreszcie dojdziemy do porozumienia. Oczywiście są ludzie którym
                                    wszystko trzeba powiedzieć, i tacy którzy muszą głośno wypowiedzieć
                                    myśli aby coś sobie uświadomić ale nie wszyscy tak mają, rozumiesz?
                                    Miałam kiedyś chłopaka który domagał się żeby wszystko mu mówić bo
                                    niczego nie rozumie. To było bardzo denerwujące, był skrajnie
                                    pozbawiony empatii, miał królika którego nie wypuszczał z klatki bo
                                    nie potrafił się domyślić że królik tego potrzebuje. I ponieważ
                                    królik nie mówił, więc on nie rozumiał jak ma nawiązać kontakt z tym
                                    swoim zwierzątkiem. Bieda(przypadek skrajny).
                                    Są na tym świecie też inni ludzie, którzy nie muszą wypowiadać
                                    czegoś głośno żeby dojśc do ładu z chaosem uczuciowym.
                                    Po prostu twoje "zalecenia" nie stosują się uniwersalnie do
                                    wszystkich, rozumiesz? Ty chyba kompletnie nie zdajesz sobie sprawy,
                                    że istnieją ludzie inni od ciebie, bieda.

                                    W przypadku braku seksu kompletnie nie rozumiem co ma rozwiązać
                                    rozmowa. Nie wyobrażam sobie osobiście wydawania instrukcji
                                    partnerowi w tej sprawie. To kwestia wrażliwości. Przemawianie do
                                    sfery racjonalnej, podczas gdy pożądaniem kieruje sfera
                                    pozaracjonalna jest absurdem. Właśnie taką komunikacją zabija się
                                    pożądanie.

                                    Co tam jeszcze? Nie chcę zmieniać swojego kiepskiego związku w fajny
                                    za pomocą komunikacji?:) Domyśliłaś się? Nie nie chcę
                                    takiego "fajnego" związku gdzie się pracuje nad komunikacją i "po
                                    prostu rozmawia". Już wolę zostać związana, zakneblowana i wleczona
                                    za włosy po podłodze. Wszystko, tylko nie psucie pożądania przez
                                    mówienie o swoich potrzebach seksualnych. Nie mogłabym czuć
                                    pożądania do faceta, który by mi się zwierzał ile razy w tygodniu
                                    potrzebuje. Na szczęście nie mam takiego faceta.
                                    • juzia214 Re: rozmowa 11.09.09, 10:59
                                      Possessive nie bedzie porozumienia miedzy nami.ty widzisz świat zlozony ze
                                      skrajności -rozumiem to bo kiedys i ja tak patrzylam.teraz juz wiem ze sa rzeczy
                                      ktorych sie zmienic nie da i nie warto się z nimi szarpać,ale i takie są ktore
                                      zmienic mozna.ty wybierasz zeby w twoim zyciu rządził strach i wolisz sobie
                                      wyobrażać co by było gdyby i nie zmieniać nic.i to twoje swięte prawo, nikt ci
                                      tego zabronic nie moze.
                                      ja w pewnym momencie stwierdzilam ze dość mam wyobrazania sobie ze ojej jak tak
                                      zrobie to moze sie stać cos strasznego. skoro JUZ jest zle to czego jeszcze sie
                                      bać?albo zostanie zle albo bedzie lepiej.
                                      nie chce mi sie dalej ciagnąc tej rozmowy bo ty wszystko wyolbrzymiasz.ja mowię
                                      zeby porozmawiać o swoich potrzebach-ty odbierasz to jako zalecenie drobiazgowej
                                      instrukcji obslugi.wolisz budowac pożądanie na domyslaslach a nie na
                                      rzeczywistych potrzebach-twoja sprawa.
                                      przecież nie musisz tego co pisze czytać.nie musisz!czytasz bo chcesz.bo masz
                                      wybor.przczytac albo olac.tak samo ktos kto pyta o rade moze przeczytac i co
                                      ty o tym myslic i ja i inni.wlasnie po to zeby moc wybrac co jest dla niego
                                      najlepsze.nie musi brac pod uwagę wszystkiego,moze sobie wybrac.
                                      rozumiem tez ze mozesz czuć irytacje moim sposobem formułowania mysli ale czemu
                                      wyrazasz to w taki sposob jak bys się czula z tego powodu zagrozona osobiscie?
                                      po to jest forum zeby kazdy powiedzial co wg.niego jest sluszne i tyle.jesli mi
                                      sie czyjas pisanina nie podoba to omijam jego posty,bo wiem ze jesli ktos nie
                                      chce nad czyms pomyslec to i tak go nie przekonam.
                                      a o moich domyslach mozemy porozmawiac na privie,no chyba ze wolisz tu ;)
                                      • possessive Re: rozmowa 11.09.09, 13:51
                                        Dobra, zaczyna mnie już drażnić ta zabawa. Na jakiej podstawie
                                        zarzucasz mi strach i niechęć do zmian? Bo można spekulować na czyjś
                                        temat ale trzeba umieć to udowodnić.
                                        Proszę bardzo, wykaż mi uzasadnienie dla twoich spekulacji. Może być
                                        na priv, żeby nie zaśmiecać cudzego wątku.
                                        Pozdrawiam.
                                        • glamourous Re: rozmowa 11.09.09, 14:08
                                          Dziewczyny, sledze te Wasza nieco offtopikowa dyskusje w tym watku od poczatku i
                                          jestem jezeli autorka watku nie ma nic przeciwko, to ja jestem jak najbardziej
                                          zainteresowana tym, zebyscie kontynuowaly ja na forum. Osobiscie podzielam
                                          zdanie Possessive, wiec jestem po jej stronie, moje malzenstwo rowniez jest
                                          dowodem na to, ze nie wszystkie problemy da sie rozwiazac partnerska rozmowa.
                                          Zwlaszcza te seksualne. Jest dokladnie tak jak to pisze Possessive : wynika to z
                                          rozdzwiek pomiedzy swiadomoscia a podswiadomoscia i o ile stosunkowo latwo
                                          dogadac sie malzonkom w kwestii zmywania czy wynoszenia smieci (chodzi mi tu o
                                          strefe praktyczna i przyziemna wspolnego pozycia), o tyle naprawde niewielu
                                          ludzi posiada klucz do zrozumienia co nam piszczy w podswiadomosci,
                                          odpowiedzialnej za nasze podejscie do seksu. Prawda jest taka, ze problemy z
                                          podswiadomoscia (jakies zle kody rodzinno-kulturowe, niepozamiatane sprawy z
                                          dziecinstwa, blokady psychiczne itp) ktore rzutuja na problemy natury seksualnej
                                          naprawia sie skuteczniej w gabinecie psychologa czy na kozetce
                                          psychoalanalityka, a nie za pomoca domowego "walkowania" tych wyjatkowo
                                          delikatnych tematow. Wiwisekscja pt "ja mam takie potrzeby, a ty inne, wiec
                                          zrozummy sie nawzajem i znajdzmy kompromis" konczy sie czesto jeszcze wiekszym,
                                          zupelnie podswiadomym zniecheceniem strony "napastowanej". Tak jak napisalam
                                          wyzej, wynoszenie smieci to nie to samo co seks.
                                          • possessive Re: rozmowa 12.09.09, 23:18
                                            Hej Glamorous widzę, że Juzia już nic nie napisze, ja powiem tylko,
                                            że niestety nie potrafię jej zrozumieć, być może właśnie do innych
                                            to lepiej trafia.
                                            Ja niestety nie rozumiem sensu ani celu tych rozmów o problemach,
                                            nie wiem jakie potrzeby miałabym komunikować. Jestem dorosła i
                                            samowystarczalna mój partner podobnie. Jeśli chodzi o seks, nie będę
                                            o nic prosić, bo raz, że to poniżej mojej godności, dwa, że jestem
                                            całkiem zadowolona z tego co mam(mam na myśli siebie jaką jestem), a
                                            tak musiałabym przyjąć jakąś rolę. Żadne nowe słowo w moim związku
                                            nie ma teraz znaczenia bo nie wyrzucę nikogo na śmietnik dlatego, że
                                            nie realizuje moich potrzeb. Nic nowego nie odkryję to wiem.
                                            Bynajmniej nie chcę nikogo zmieniać. Chcę dawać swobodę. Zmiana
                                            zachowania z naturalnego na inne mnie kompletnie nie interesuje,
                                            wręcz przeciwnie obawiam się żeby nikt nie udawał. Nie chcę za nic
                                            przepraszać ani by mnie przepraszano, nie chcę żeby ktoś z mojego
                                            powodu wątpił w swą wartość. Nie chcę wychowywać, nie czuję się
                                            upoważniona aby nikogo leczyć, czy kształtować, chyba, że sam chce i
                                            się z tym do mnie zwróci. W zasadzie jeśli jestem za zmianą to tylko
                                            dobrowolną poprzez akceptację i brak nacisków, ewentualne
                                            przemyślane oddziaływanie poprzez zachowanie.
                                            Stawianie ultimatum, szantaże emocjonalne, manipulacje, wyznaczanie
                                            ilości stosunków w tygodniu po prostu w moim przypadku jest
                                            awykonalne, to w zasadzie tyle. Nie jestem w stanie siebie w tej
                                            kwestii zmienić.
                                            • pollyannadorosla Re: rozmowa 12.09.09, 23:36
                                              Zmiana
                                              > zachowania z naturalnego na inne mnie kompletnie nie interesuje,
                                              > wręcz przeciwnie obawiam się żeby nikt nie udawał

                                              a jesteś pewna, ze to co bierzesz za naturalne jest faktycznie takie naturalne?
                                              wydaje mi się, ze niektóre zachowania brane za naturalne były po prostu
                                              wcześniej przyswojone albo są np. jedynymi znanymi i dobrze opanowanymi i na tym
                                              polega ich przewaga (ale akurat nie mam tu na myśli poziomu libido :-)
                                              • possessive Re: rozmowa 13.09.09, 00:11
                                                Nawet jeśli, to ja nie mam kwalifikacji terapeuty żeby to zmienić.
                                                Poza tym każdy człowiek w jakiś indywidualny sposób wyraża siebie
                                                nawet jeśli jakieś elementy są niezgodne z normami. Wydaje mi się,
                                                że na terapię mogłby iść dopiero wtedy, gdy te zachowania utrudniają
                                                mu funkcjonowanie i sam to zrozumie. Niestety powtórna przymusowa
                                                socjalizacja taka jak w Mechanicznej Pomarańczy wielu by się
                                                przydała ale jest niemożliwa.
                                                • pollyannadorosla Re: rozmowa 13.09.09, 00:26
                                                  wiesz, mi nie chodzi o to, ze coś jest niezgodne z normą, raczej o możliwość
                                                  przezwyciężenia określonych nawyków, zahamowań, lęków czy schematów myślenia w
                                                  które człowiek czasem jest uwikłany. Zastąpienie określonych zachowań innymi
                                                  wcale nie musi oznaczać utratę indywidualności, wręcz przeciwnie - może nawet
                                                  pomoc jeszcze pełniej ją wyrażać.
                                                  • juzia214 rozmowa 13.09.09, 15:48
                                                    Mystic-moon przepraszam juz ostani raz zabalaganiam Twoj watek.

                                                    Possessive,Glamourous a po co mamy kontynuowac rozmowe skoro wam komunikacja
                                                    przez rozmowe do szczęscia nie jest potrzebna? ;)

                                                    nie wiem tylko po co rozmawiacie tu na forum?
                                                    bo skoro rozmowa z partnerem jest dla was bez sensu to co wam da rozmowa z
                                                    obcymi ludzmi? ;)
                                                    dla mnie to najzwyczajniej nielogiczne-brac pod uwagę to co mowią osoby
                                                    postronne rownoczesnie broniac sie rekami i nogami przed rozmową z osoba
                                                    najbardziej zainteresowaną.

                                                  • possessive Re: rozmowa 13.09.09, 17:59
                                                    Juzia myślałam, że odniesiesz się jakoś do tego co napisałam, może
                                                    coś robię źle, może źle myślę, może czegoś nie dostrzegam. Myślałam,
                                                    że wymienimy się uwagami na temat tego co myślimy o związkach żeby
                                                    skłonić siebie do refleksji. Niestety ty wolisz atakować kogoś
                                                    personalnie. Ja nie wiem po co Tobie potrzebna rozmowa.

                                                    Nie wrzucaj Glamorous i mnie do jednego worka bo ona napisała
                                                    wyraźnie, że ma na myśli rozmowy o problemach seksualnych. Glamorous
                                                    nie napisała, że zgadza się ze wszystkim co piszę (wątpię aby tak
                                                    było). Zachęcam Juzia czytaj ze zrozumieniem posty.
                                                  • juzia214 Re: rozmowa 13.09.09, 20:00
                                                    Possessive jesli rzeczywiscie chcesz pogadać ok.napiszę do ciebie na priv.ale
                                                    pozniej albo juz jutro nawet.
                                                    uwielbiam tekst:czytaj ze zrozumieniem :) a zwykle:uczył marcin marcina... :)
                                                  • glamourous Re: rozmowa 13.09.09, 21:44
                                                    juzia214 napisała:

                                                    > uwielbiam tekst:czytaj ze zrozumieniem :) a zwykle:uczył marcin
                                                    > marcina... :)

                                                    Akurat przytyk o czytaniu ze zrozumieniem jak najbardziej Cie, Juziu, dotyczy.
                                                    Swiadczy o tym ten oto fragment Twojego postu wyzej :

                                                    "Possessive,Glamourous a po co mamy kontynuowac rozmowe skoro wam komunikacja
                                                    przez rozmowe do szczęscia nie jest potrzebna? ;)
                                                    nie wiem tylko po co rozmawiacie tu na forum?
                                                    bo skoro rozmowa z partnerem jest dla was bez sensu to co wam da rozmowa z
                                                    obcymi ludzmi? ;) "

                                                    Nikt nie napisal, ze ogolnie kazda rozmowa z partnerem jest bez sensu. Piszemy
                                                    przeciez wyraznie, ze niezbyt skuteczne sa naszym zdaniem konkretnie rozmowy
                                                    uswiadamiajaco-naprawcze w temacie wszelkich problemow majacych zwiazek z
                                                    podswiadomoscia. A zwlaszcza w temacie seksu, kiedy ludzie rozmijaja sie
                                                    upodobaniami i oczekiwaniami, o temperamencie juz nie wspomne. Walkowanie tego
                                                    typu problemow po amatorsku, przy symbolicznym kuchennym stole moze przyniesc w
                                                    najlepszym wypadku jakis naciagany, sztucznie osiagniety i nietrwaly kompromis,
                                                    a w najgorszym moze nawet mniej lub bardziej "nie nadazajaca" strone zablokowac.
                                                    TAKIE problemy rozwiazuje sie u specjalisty, sama werbalizacja sie tu nie sprawdza.

                                                    I daj juz spokoj z tym privem, dyskusja nie dotyczy przeciez tylko Ciebie i
                                                    Possessive :-/
                                                  • juzia214 Re: rozmowa 14.09.09, 12:31
                                                    Glamourous mozemy sobie dalej ciagnac ten temat ale załozmy nowy wątek ok?I tak
                                                    uwazam ze zbyt duzy off się tu zrobil.
                                                    Co do czytania do zrozumieniem-wzajemnie ;)
                                                    Przeciez nie rozmawiamy tutaj ogolnie o porozumieniu sie z partnerem ale o
                                                    bardzo konkretnych problemach dotyczacych własnie rozmiajajacych się w zwiazku
                                                    upodobań i oczekiwań prawda?
                                                    I takich porad tu się oczekuje od innych własnie uswiadamiająco-naprawczych.No w
                                                    kazdym razie ja tak postrzegam to miejsce i w tym kontekście napisalam to co
                                                    powyzej.
                            • pollyannadorosla Re: Poprawilam sobie piersi i teraz sie ich wstyd 09.09.09, 14:59
                              może droga pośrednia i trochę na odwrót? najpierw działanie a potem słowa. Określonym działaniem, zachowaniem można zmotywować drugą stronę do uważniejszego potraktowania słów.
                              Same rozmowy są faktycznie jałowe, ale nie stawiałabym też na stuprocentową wzajemną domyślność.
                            • zakletawmarmur Re: Poprawilam sobie piersi i teraz sie ich wstyd 09.09.09, 15:57

                              Ty Gomory patrzysz na MiL jako na "przyczynę", ja patrzę jak na "skutek", który
                              ma swoją przyczynę. Myślę, że jego przyczyna tkwi w zahamowaniach... Facet ma
                              gdzieś głęboko zakodowane, że seks jest czymś złym więc upokarza kobiety... Z
                              drugiej strony seks sprawia mu przyjemność... Godzi to w taki właśnie sposób,
                              takie rozdwojenie jaźni. Uważam, że na takie zahamowania bardzo ważną role
                              pełnią rozmowy z innymi. Może być to oczywiście specjalista.
                              Kiedyś sama miałam wiele zahamowań, wiem jak duże znaczenie miało uświadomienie
                              sobie ich. Zaczęło się właśnie od rozmów:-) Od czego Ty uważasz, że powinno sie
                              zacząć walkę z zahamowaniami jak nie od rozmów?

                              Oczywiście może sie okazać, że to nie wystarcza. Często w stałych związkach
                              ludzie nie czują potrzeby, żeby sie zmieniać bo trzeba w to włożyć energię... A
                              po co skoro to nie jest niezbędne, bo partner i tak nie odejdzie lub jego
                              ewentualna strata wydaje się bardziej opłacalna...

                              --

                              Każda miłość trwa tak długo, na ile zasługuje.
            • juzia214 Re: Poprawilam sobie piersi i teraz sie ich wstyd 07.09.09, 13:39
              Zakletawmarmur jak to bardziej zdolować?
              a co ona ma JESZCZE do stracenia?!
              w tej chwili karmi swoj stres w sobie lękami nie faktami.
              po takiej rozmowie przynajmniej bedzie wiedziala na czym stoi.
              i bedzie miała wybor:rzucić kolesia,wypruc sobie implanty dla niego,czy kopnac
              go w tylek i poszukac innego ktory ja zaakceptuje w calosci,razem z jej fajnym
              nowym biustem.
              moze tez zaryzykowac seks i :-przekonac się ze kolesiowi jej nowy biust nie
              przeszkadza,
              -stresowac się ze koleś sie zorientuje i stersowac sie jeszcze bardziej nie
              wiedzac jaka moze byc jego reakcja,
              -zdolowac sie ,bo koleś odkryje ze ma implanty ale mimo ze mu to nie przeszkadza
              poczuć się oszukany i skończyć zabawę w połowie-bo mu wczesniej nie powiedziała,
              -zdolowac sie bo facet odkryje implanty w czasie zabawy,a to akurat mu
              przeszkadza i zrobi jej dodatkowo awanturę ze mu nic nie powiedziala.

              uff.
              wg.mnie rozmowa jest-NAJPROSTSZYM i NAJMNIEJ RYZYKOWNYM rozwiazaniem.ale jak
              zwykle-wolny wybor :)
              • herbatka.jasminowa Re: Poprawilam sobie piersi i teraz sie ich wstyd 07.09.09, 14:55
                weź "to" wyjmij i po kłopocie
                • anula36 Re: Poprawilam sobie piersi i teraz sie ich wstyd 07.09.09, 16:15
                  ale po co wyjmowac skoro zrobila do dla siebie, a zachwyt facetow jest tylko kwestia uboczna - i cale szczescie?
                  Zaloze sie ze przez pierwszy rok facet nawet nie zauwazy a potem sie przywyczai:P
                  BTW mysle ze wiecej kobiet ma teraz implanty/ platyke piersi niz ktokolwiek na tym forum ( lacznie ze mna) moglby przypuszczac.
                  W moim zupelnie przecietnym 30-40 letnim srodowsku babsko krakowskim zaczyna to byc powoli standartowa korekta urody w pewnym momencie- cos jak odstajace uszy na komunie.To tylko ja tradycyjnie plaska;)
              • zakletawmarmur Re: Poprawilam sobie piersi i teraz sie ich wstyd 07.09.09, 17:35

                Teraz ma niepewność to lepsze niż usłyszenie np. wywodu o sztucznych
                silikonowych panienkach. Mężczyźni sami nie do końca wiedzą co lubią.

                Nergal też stwierdził, że fanki Dody go nie kręcą:-)
                Nie przeszkadza mu to bzykać ich królowy:-)
                Wcale mu się zresztą nie dziwie:-)
                • kag73 Re: Poprawilam sobie piersi i teraz sie ich wstyd 07.09.09, 17:52
                  Jezeli facet zakochany i bedzie chcial isc z Toba do lozka, na pewno
                  nie bedzie mu przeszkadzalo, ze masz ladne silikony.
                  No bo kto przekreslilby druga osobe, ktora jest super pod kazdym
                  wzgledem i ktora kocha z powodu takiej blahostki.
                  Prawda jest taka, ze faceci duzo mowia a pojecia nie maja, np.
                  czesto lubia "naturalne" kobiety a nie maja pojecia, ze one tak
                  naprawde sa umalowane, tylko ze bez przesady i delikatnie.
                  Nie mowilabym mu o tym przed lozkiem, jezeli sie zorientuje i
                  zapyta, ktotko i bez wstydu przyznac, ze owszem sztuczne. Jezeli sie
                  nie zorienutje, kiedys mozna wspomniec, na pewno nie bedzie
                  problemu, no chyba, ze caly seks bedzie do niczego, ale to juz nie
                  kwestia "sztucznego" biustu, uwazam.
                • anula36 Re: Poprawilam sobie piersi i teraz sie ich wstyd 07.09.09, 18:11
                  mysle ze bardziej przykro jest uslyszec cos takiego w sytuacji lozkowej ,kiedy sie czlowiek juz zaaangazuje niz na dzien dobry, wtedy wiadomo ze to nie ten facet.
                  Swoja droga jesli ma pdstawy klasy ( a czemu nie milaby miec?) nie bedzie sie nadmiernie rozwlekal nad usterkami blisnich , nawet takimi ktore mu nie pasuja.
                  • kag73 Re: Poprawilam sobie piersi i teraz sie ich wstyd 07.09.09, 18:44
                    No ale jak nie dotknie, to nie bedzie wiedzial czy lubi czy nie,
                    moze nie mial okazji piescic silikonowych piersi. Moze wbil se w
                    glowe, ze nie lubi a wcale nie wie o czym mowi.
                    • anula36 Re: Poprawilam sobie piersi i teraz sie ich wstyd 07.09.09, 18:51
                      i dlatego ja bym nie uswiadamiala przed;)
                      • herbatka.jasminowa a gdyby było odwrotnie? 07.09.09, 19:37
                        kobiety poprawiają piersi, a co by było, jakby faceci poprawiali sobie penisy i jądra? myslicie, że jest to możliwe?

                        hmmm ;-)))))
                        • anula36 Re: a gdyby było odwrotnie? 07.09.09, 20:37
                          ci calkowicie bez wzwodu wczepiaja sobie rozne implanty i pompki.
                          A reszta sie nie przejmuja - to kobiety maja takiego swira na pukcie wygladu - chlop przewaznie ma sie za super atrakcyjnego bez wzgledu na faktyczne walory ( lub ich brak):)
                          • sleep_walking Re: a gdyby było odwrotnie? 07.09.09, 23:34
                            Taaaaak chłopy to są w ogóle bezkrytyczne stworzenia:))))
                            Tak na poważnie o ile mogę coś zauważyć jako ten "chłop" he he.to:
                            Po pierwsze to musisz sama te cycki zaakceptować, to podstawa. Jak Ty się
                            będziesz z nimi źle czuła to i każdy facet będzie się z nimi źle czuł a więc i z
                            tobą. Po za tym, myślę, że nie pomoże ani rozmowa przed, ani milczenie. Jako
                            facet chciałbym tylko być świadomy istnienia takowej "nowości", która w sumie
                            nowością żadną nie jest ale jest na tyle "świeża" w naszym kraju, że mogłaby
                            mnie na przykład lekko zaskoczyć/zdekoncentrować:) Wystarczy dać sygnał
                            informacyjny:) Dużo też zależy od tego czy będzie je dotykał facet poznany
                            wczoraj czy rok temu:)
                            • anula36 Re: a gdyby było odwrotnie? 08.09.09, 13:21
                              na pewno duzo mniej autokrytyczni od kobiet:)

                              Ja bym tam roku nie czekala na pomacanie;)
    • czarna06061980 Re: Poprawilam sobie piersi i teraz sie ich wstyd 07.09.09, 20:13
      Moja droga. Ja też ma silikony w piersiach i co z tego. nie do końca
      rozumiem Twoje rozterki. Jeśli zdecydowałaś się na zrobienie biustu
      i się akceptujesz mimo iz jest sztuczny to w czym problem? Czemu
      wstydzisz sie tego że zrobiłaś biust? To nie jest nic złego.
      Mężczyźni i tak są coraz bardziej świadomi i coraz bardziej
      popularne są tego typu zabiegi, więc myślę że i tak widzi że nie
      jest naturalny, bo silikon nigdy nie będzie wyglądał tak jak
      naturalny biust. Jeśli on tego nie zaakceptuje to w dupie z nim, nie
      jest wart zachodu. Najważniejsze żebyś Ty czuła się dobrze w swoim
      ciele.
    • sagittka Re: Blondyna ! 08.09.09, 12:24
      Kobieta, która poprawiła swoją urodę operacyjnie nie jest jeszcze
      dmuchaną lalą. Oczywiście brak ładnych piersi trudno porównać np. z
      oszpeceniem twarzy po wypadku (a operacje korygujące w takiej
      sytuacji są bardziej akceptowane społecznie), ale może być dla
      kobiety także wielkim problemem.

      Oczywiście, że z małym opadniętym biustem da się żyć. Nawet wtedy
      gdy było się przyzwyczajonym do posiadania pięknych piersi budzących
      podziw. Piszę tu o sobie, mój naprawdę piękny biust stracił swój
      powab po ciążach i wielu miesiącach laktacji. Czy mój mąż wolałby
      mój dawny biust? Jasne, że tak. Czy zostawiłby mnie tylko z powodu
      biustu? Jasne, że nie. Czy ja nie chciałabym znowu mieć pięknych
      piersi? Jasne, że chciałabym, ale w moim przypadku operacyjne metody
      odpadają, a inne są nieskuteczne, więc nie myślę o tym na codzień i
      żyję dalej, wierząc że ja to nie tylko nagie ciało.

      Rozumiem jednak wszystkie kobiety, które nie mają tak silnej wiary w
      siebie, nie są pogodzone z nieuniknionym procesem starzenia się, i
      dla których odstające uszy, obwisłe piersi, czy worki pod oczami są
      wielkim problemem, który chcą rozwiązać, przynajmniej na jakiś czas.

      Większość z tych kobiet nie ma nic wspólnego z silikonowymi lalami,
      jak brzydko określa się czasem kobiety, dla których liczy się TYLKO
      seksowny wygląd, choćby sztuczny.
      • anula36 Re: Blondyna ! 08.09.09, 13:28
        a wiekszosc takich geniuszy plujacych na silikon nawet sie zorientuje ze ma z nim do czynienia:)
        • mystic-moon Re: Blondyna ! 09.09.09, 21:29
          witam ponownie.Pare dni mnie nie bylo z powodu wyjazdu i nie sadzilam, ze tyle
          osob sie wypowie.Ddziekuje wszystkim za interesujace wpisy. Duzo mi daly do
          myslenia, macie racje ze rzczywiscie powiunnam miec w nosie co kto pomysli.Cycki
          mam obiektywnie piekne, jestem z nich zadowolona, zrobialm je dla siebie, a nie
          zeby zadowolic czyjs meski gust. No wiec ostatecznie nawet jezeli nie spodobaja
          sie temu, to znajdzie sie inny amator.
          Pozdrawiam wszystkich, czytam Wasze forum, jest swietne! I tak trzymac!
    • ferero Re: Poprawilam sobie piersi i teraz sie ich wstyd 10.09.09, 15:43
      sztyczna pierś to jak sztyczny penis. dotykałem u kolegi i koleżanki i nie
      widziałem róznicy, oboje są różowi i miekcy w ręku. czasami się uginają
      aczkoliek rzadko gdyż są szaleni i uparci i się nie dają
    • skarpetka_szara Re: Poprawilam sobie piersi i teraz sie ich wstyd 10.09.09, 17:35
      Przesadzasz. Napewno bedzie zachwycony i nawet jak ma cos
      przeciwko implantom teraz, to potem zmieni zdanie.

      i nie martw sie na zapas. Wytlumacz mu ze nie zrobilas implantow
      aby faceci sie dla ciebie lampili ale dla siebie bo z takim cialem
      czujesz sie dobrze.
    • sanrio Co Ty piepszysz? 10.09.09, 21:15
      Silikonów nie czuć na dotyk, chyba w ogóle ich nie masz, że piszesz takie
      bzdury! Są normalne, miękkie i sprężyste, nie żadne plastik. Moim zdaniem
      prowokacja.
      • anula36 Re: Co Ty piepszysz? 10.09.09, 21:41
        piersi silikonowe, zwlaszcza tansze i duzo powiekszone roznia sie od naturalnych.
      • fajnyschatz Re: Co Ty piepszysz? 10.09.09, 21:58
        chszanisz
    • fajnyschatz Re: Poprawilam sobie piersi i teraz sie ich wstyd 10.09.09, 21:57
      Nie wiem, czy to pytanie skierowałaś do mężczyzn, czy też kobiet (czy sztuczny
      biust może faceta odstraszyć ? ), ale przyznam, że temat mnie zaciekawił (jestem
      płci męskiej).
      Oglądam sporo porno i wiem, że te pozagalaktyczne dziewuchy tam występujące
      najczęściej mają "poprawiony" biust. Przyznam otwarcie, że wizualnie absolutnie
      mi to nie przeszkadza (podobają mi się wielkie cycki), ale po przeczytaniu
      Twojego wątku doszło do mnie, że jednak odczucia bezpośredniego dotyku mogłyby
      mi uświadomić, że to czego dotykam, mietoszę itd. jest sztuczne i że mogłoby
      mnie to trochę "spłoszyć". Myślę, że w trakcie zbliżenia nie odważyłbym się o to
      zapytać i powiem szczerze, że nie wiem jak taka "niespodzianka" by na mnie
      podziałała. Jeśli chcesz znać moje zdanie to wolałbym być o tym uprzedzony. Na
      pewno byłoby dla mnie ważne, dowiedzieć się, jak się z takim "towarem" obchodzić.
      • mystic-moon Re: Poprawilam sobie piersi i teraz sie ich wstyd 11.09.09, 01:04
        > dowiedzieć się, jak się z takim "towarem" obchodzić.


        Haha, na przyklad wygooglac se w internecie dokladna instrukcje obslugi :D I
        jeszcze jedno slowo do panow niedowiarkow wmawiajacych mi ze podpuszczam, wcale
        nie.Moj biust wcale nie jest tani czy zle zrobiony tyle tylko ze zrobilam go
        sobie juz pare lat temu kiedy moze jeszcze technologia prdukcji implantow zeby
        udawaly w dotyku naturalna tkanke nie byla tak na topie jak jest chyba teraz.Jak
        mi za pare lat przyjdzie wymienic cyc na nowy to zadbam o to zeby sobie wstawic
        taki wyjechany ze nawet sam Radek Majdan dlugoletni expert by sie nie polapal ;D
    • tabooku Samaś sobie winna 11.09.09, 14:58
      Można wyczuć silikony jeśli włozyli Ci jakieś trefne. Sama jesteś sobie winna.
      Obsesja powiększania objętości niektórych rejonów ciała owocuje najczęściej
      rozgoryczeniem i/lub depresją. Stara prawda: Uważaj, czego sobie życzysz.
      • mystic-moon Re: Samaś sobie winna 12.09.09, 00:51
        > owocuje najczęściej
        > rozgoryczeniem i/lub depresją

        Haha, ales palnal :) ani nie nie jestem rozgoryczona, ani nie mam depresji.
        Wrecz przeciwnie, moje samopoczucie ma sie swietnie, a decyzje o powiekseniu
        piersi uwazam za strzal w dziesiatke.Uwazam, ze warto miec naprawde piekne
        piersi i zapomniec o dawnych kompleksach nawet za cene takich lightowych
        dylematow jaki opisalam powyzej. Niczego nie zaluje.
        • zakletawmarmur Re: Samaś sobie winna 12.09.09, 20:14

          Chodzę sobie po internecie i oglądam różne sztuczne biusty... Wszystkie
          wyglądają po prostu bosko. Facet musiałby być dziwny, żeby mu sie Twój biust
          nie spodobał:-)

          Gdybym miała powiększany biust to nie czułabym się w obowiązku, żeby kogokolwiek
          o tym informować. Chyba, żebym trafiła na jakiegoś fana wszystkiego co
          naturalne, co to je tylko to co z drzewa spadnie, kąpie się raz na tydzień w
          deszczówce i nie uznaje depilacji, makijażu czy koronkowej bielizny:-) Wtedy
          czułabym sie zobowiązana do poczynienia wyznań już na pierwszej randce:-)
          • possessive Re: Samaś sobie winna 12.09.09, 20:19
            Niektórzy faceci nie czują się w obowiązku poinformować panienki,
            którą chcą bzyknąć o żonie i dzieciach, a kobieta musi uprzedzać
            nawet o tym, że ma silikon w cyckach? Czy to przypadkiem nie jest
            jej sprawa to po pierwsze, a po drugie, jakby miała rozrusznik,
            botoks i braki w uzębieniu to też musi się z tego spowiadać
            partnerowi seksualnemu? Ludzie trochę normalności..
    • atopos Re: Poprawilam sobie piersi i teraz sie ich wstyd 28.09.09, 17:52
      Będę wobec założycielki wątku brutalny ale wszak chodzi tu o szczerość - silikonowe piersi brzydzą mnie, autentycznie brzydzą. Jest to wstręt wynikający z głębi i nie do zwalczenia, bo ja wiem, jak u (klasycznej) kobiety gdyby miała dotknąć myszy.
      Jedynym usprawiedliwieniem dla zastosowania silikonu jest mastektomia albo jakaś naprawdę poważna dewastacja piersi po ciąży. Piszę: poważna, bo zwyczajna dewastacja ciążowa jest przeze mnie w pełni akceptowana a nawet pożądana (lubię jak piersi troszeczkę dydają).
      Ale gdyby moja (hipotetyczna) żona zmuszona była do takiego retuszu to byłbym naprawdę niepocieszony.
      Mały rozmiar nie jest usprawiedliwieniem dla silikonu, każdy rozmiar ma swój urok, piersi kobiece naprawdę wyzwalają w facecie całą paletę zachwytów, niekoniecznie musi to być Seksualna Inwazja Nie Znająca Litości.
      Znakomitą większość sztucznych piersi można rozpoznać już na piersi rzut oka - jeśli mamy do czynienia z dużymi wkładkami. Z mniejszymi jest faktycznie trudniej, wtedy pozostaje dotyk. A jeśli i dotyk niczego nie wykaże to wystarczy sama świadomość zeby dotknęło mnie nieszczęście zwisu męskiego. Niestety.
      • bi_chetny Re: Poprawilam sobie piersi i teraz sie ich wstyd 30.09.09, 11:44
        nigdy nie dotykałem piersi silikonowych więc trudno mi się wypowiadać, czy je
        lubię czy też nie. Co do samego powiększania - bez sensu, ale czasem faktycznie
        kobiety cierpią z tego powodu. Jeśli tak, czemu nie. Wielu facetów powiększyłoby
        sobie penisa, gdyby mogli :D
    • dobreciacho Re: Poprawilam sobie piersi i teraz sie ich wstyd 02.10.09, 18:38
      nie wstydż się dziewczyno!
Inne wątki na temat:
Pełna wersja