Dodaj do ulubionych

Walczyliście z chadem bez leków?

28.10.09, 19:22

Być może są na tym forum osoby które poradziły sobie z chadem bez pomocy
medykamentów.Może homeopatia...
Obserwuj wątek
    • matrioszka42 Re: Walczyliście z chadem bez leków? 29.10.09, 08:45
      Walczyłam. Wiele lat. To co się w tym czasie wydarzyło, to był horror totalny. Teraz sobie myślę jak mogłam, tyle wytrzymać. I mimo że leki działają w pełni po kilka miesaięcy i tak jestem głęboko im wdzięczna za każdą chwilę w remisji. Choćbym miała je brać całe życie i jeden dzień dłużej nie zrezygnuję.
    • matrioszka42 Re: Walczyliście z chadem bez leków? 29.10.09, 08:47
      A homeopatia to świetny sposób na wyciągnięcie kasy od ludzi. 1/1000 substancji czynnej rozpuszczona w wodzie i wstrząchana w określony sposób ma skuteczność porównywalną do wody krzemowej, którą raczą niektórzy "czarodzieje" ludzi z nowotworami. Ściema!
    • drugikoniecswiata Re: Walczyliście z chadem bez leków? 30.10.09, 20:08
      Ja wierzę w życie bez leków, ale zaczynanie od takiego założenia wydaje mi się
      teraz porywaniem się z motyką na słońce. Myślę, że do tego potrzebne jest
      najpierw "uporządkowanie" życia (w które chad wprowadza zwykle dość dużą dawkę
      chaosu) i bardzo dobre nauczenie się siebie i choroby w warunkach kontrolowanych
      (a takie dają leki). Czyli najpierw przedszkole, potem uniwersytet. Mam
      ograniczoną wiarę w możliwość zrobienia tego bez długoterminowej psychoterapii.

      Sądzę, że jeśli szukać życia bez leków, to z perspektywy brania za nie większej
      odpowiedzialności - odrzucenia "kul", "protezy" po to, by spróbować chodzić może
      bardziej koślawo, ale o własnych nogach, i być może kiedyś dojść w tym do
      większej wprawy. Jednemu się uda, drugiemu nie. Homoepatia to zamienienie kul na
      trzcinę i oczekiwanie od niej takiego samego efektu. Albo chcesz podjąć ryzyko i
      gotowy jesteś ponieść koszty, albo oczekujesz prostego rozwiązania, które da ci
      to samo co leki. Mieć ciastko i zjeść ciastko.
    • megan.k Re: Walczyliście z chadem bez leków? 01.11.09, 06:19
      Ponieważ w innych postach pisałam o odstawieniu na początku sierpnia
      2009 leków, czuję się w obowiązku powiadomić wszystkich
      zainteresowanych, że ostatecznie obaliłam diagnozę CHAD. Moja
      niespożyta energia jest cechą osobowościową, a liczne pomysły i
      myślenie wizjami wynika z faktu bycia wzrokowcem. Przypuszczam więc,
      że w przypadku osób z prawdziwą diagnozą CHAD, życie bez leków jest
      trudne, jeśli wręcz niemożliwe. Ja nie byłam i nie jestem w tym
      temacie autorytetem. Ann, dziękuję. Ty wiesz za co. smile
    • tlenek-gipsu Re: Walczyliście z chadem bez leków? 03.11.09, 16:37
      Rzadko i tylko na początku. Oraz z okazji bardzo długich okresów remisji.
      Poza tym CHAD to zwykła choroba związana z zaburzeniami chemii organizmu, więc silna wola nie ma tu nic do roboty. Zapalenia płuc, tyfusu itd też bez leków się nie pokona.

      Jest taki kolega na różnych forach, owładnięty ideą że wszystko zależy od pozytywnego nastawienia, uprawiania sportów i czegoś tam jeszcze, ale to fikcja, dobra dla zdrowych.

      Leki są błogosławieństwem, tylko sztuka znaleźć dobrego lekarza. Po znalezieniu nie należy go zgubić wink
    • balbina_alexandra Re: Walczyliście z chadem bez leków? 05.11.09, 22:18
      Diagnozę chadu postawiono mi jakiś czas temu, ale nie wierzę że można
      funkcjonować bez leków. Po prostu nie wierzę. Zanim ostatecznie wiedziałam że to
      chad, miałam długie okresy leczenia depresji i łykałam antydepressanty niczym
      cukierki.
      Dziś nie wyobrażam sobie funkcjonowania bez leków stabilizatorów przede wszystkim.
    • perfekcjonizm To i ja o sobie w kontekście leków... 06.11.09, 10:29
      Ja sobie dużo krzywdy zrobiłam przez to, że nie ufałam lekom i kompetencji
      lekarzy. No i w efekcie wylądowałam u czubków. Ble.
      Ale nie powiem, to był dla mnie kopniak.
      Najgorzej chyba było usłyszeć z ust terapeuty, że on niestety nie może mi pomóc
      i cała praca jest teraz po mojej stronie i lekarzy.

      Pamiętam jak wściekłam się na niego, ale przez to grzecznie przesiedziałam w
      psychiatryku i współpracowałam z lekarzami i brałam coraz większe dawki leków, ble.
      Wściekałam się na mojego terapeutę, że tak postawił sprawę. Jednak on mnie tak
      całkiem nie zostawił, dzwonił do mnie i wypytywał jak się sprawy mają i wciąż
      powtarzał, że to co się stało jest poza jego kompetencjami. Kontaktowałam się
      też z moją lekarką, bo poprosiła, żebym jej dała znać co i jak, i ona też
      tłumaczyła, że ten szpital potrzebny... A jak po miesiącu wszystko zwolniło i
      poczułam się jakaś taka trzeźwo myśląca nie mogłam uwierzyć, że to dzięki lekom.
      Potem były jeszcze dwa miesiące walki ze sobą w tym szpitalu.

      Dostałam przeraźliwej bulimii. Żarłam i rzygałam po brudnych szpitalnych kiblach
      (wybaczcie bezpośredniość ale to dość istotne).
      I jak tak już wyrzygałam ten szpital, konieczność brania leków, chorych ludzi,
      których tam spotkałam i siebie siedzącą tam razem z nimi bulimia minęła. Zostało
      10 kilogramów więcej.

      Wróciłam do pracy. Już nie przebojowa. Przytyta. Wymęczona szpitalem. Zwyczajna
      z dość obniżonym samopoczuciem. Nie było już manii, która załatwiała za mnie
      wszystko. Została ciężka praca w pracy w relacjach międzyludzkich, w swojej głowie.

      I tak zostało. Ten depresyjny stan minął. Efekty ciężkiej pracy (jak ja nie
      lubię się wysilać!) zaczęły sprawiać mi radość. Ludzie z mojego otoczenia jacyś
      tacy przyjaźni się zrobili i tak jakoś dużo ich wokół mnie, tych, którym na to
      pozwalam. Mój radosny temperament wrócił.

      A leki... Biorę je absolutnie bezproblemowo. Trzymam je w domu i w pracy w
      biurku, na wypadek, gdym zapomniała wziąć swojej porannej domowej dawki. Co
      najciekawsze w środku jestem spokojną osobą. Nic we mnie nie pędzi. Przy tych
      lekach to wszystko normalnie się odbywa.
      Można się śmiać do rozpuku i ryczeć jak bóbr. Emocje działają normalnie. A
      głównie tego się obawiałam. Jakiejś farmaceutycznej lobotomii.

      O i właśnie tak to u mnie z tymi lekami było/jest.
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka