Dodaj do ulubionych

Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psych.

08.12.09, 21:01
Witam!
Pomóżcie mi, doradźcie, podpowiedźcie jak się zachowywać w stosunku do mamy
teraz....Bardzo dużo przeszłam ja, moja mama i nasza rodzina(tato, młodsza
siostra). Nie dałabym rady opisać tego na tym forum ile łez wszyscy wylaliśmy(
wszyscy oprócz mamy) ile nerwów zjedliśmy, ile nieprzyjemności przeszliśmy i
jak zdeterminacją podrabiałam podpisy, używałam podstępów, jak chodziłam
bezradnie od lekarza do lekarza-jak rzucano nam kłody pod nogi, jak nie
spałam, jak błagałam mamę, jak odchodziłam od zmysłów chcąc nie dać jej
zginąć, ratować i pomóc, długo o nią walczyłam-ale mama nie chciała się
leczyć...Opłacałam najlepszych endokrynologów, załatwiałam panie z
laboratorium do pracy aby pobierały krew, uciekałam się do oszustw by
załatwiać zwolnienie do pracy dla niej, bo nie radzono sobie już z jej
zachowaniem a ja bała się o utratę pracy...żadne słowa, prośby, tłumaczenia,
płacze, krzyki nie pomagały....Czasami szukaliśmy jej nocami, ja dostawałam
pożegnalne smsy i zwalniając się z pracy w pośpiechu leciałam do domu, jak już
wiozłam do lekrza i myślałam, że jest chęć współpracy to ganiałam się z nią po
ulicach i nie zwracając uwagi na otoczenie-wyzywała mnie, na to już byłam
obojętna choć bolało....Gdy pierwszy raz wezwałam kartkę i ją zabralśmydo
szpitala psychiatrycznego, nie dałam jej tam zostać, sądziłam, że coś dotrze,
zrozumie, liczyłam nawet na cud....Z nią było tylko gorzej, żyłam od smsa do
smsa, od telefonu do telefonu. Widziałam cierpienie taty i siostry,
wiedziałam, że każdej nocy mają"meksyk"mama nie dawała im spać, chamowałam ją
przed nieuzasadnionymi potrzebami-ale ona wygrywała, udało mi się tylko
powstrzymać przed jazdą pociągiem nie wiadomo, gdzie...Wszczynała awantury w
różnych miejscach, oskarżała ludzi o kradzieże, ja pomogłam dokończyć remont
domu, bo ona nie zrobiła tego a pieniędzy i tak nie chciała dać, spłacałam jej
długi, pożyczki. Doszło do tego, że sama schudłam strasznie, żyłam w ciągłym
lęku o nią i nas, mój mąż zszedł z planu....chciałam się nią opiekować,
zajmować, ale ona nie usiedziała w miejscu, tato zupełnie bierny i załamany,
szkliły mu się tylko oczy, wybuchał, siostra, która wróciła z dalekiej podróży
nie spodziewała się zupełnie takiej mamy. Na początku była raz sobą raz nie
była, potem nie szło się dogadać, oszukiwaliśmy sami siebie, kłóciliśmy się
sami z sobą, że nie jest wariatką, ale nie daliśmy rady już, jej choroba nas
przerosła-widzieliśmy ją, ale zwalaliśmy na nadczynność tarczycy tymczasem
lekarze podejrzewają manię nie wiem jeszcze czy jedno czy dwubiegunową....Mama
jest od piątku w szpitalu....myślałam, że nam ulży a rozrywa nam jeszcze
bardziej serca....nie wyraziła zgody, wkrótce mam rozprawę w sądzie rodzinnym,
ale nie chce jej ubezwłasnowolnić, chce tylko żeby wyzdrowiała, jesteśmy u
niej codziennie-mimo, że grypa i nie wpuszczają, mama nas przytula, całuje,
rozmawia....nie rozumie nas...a może już rozumie, co mamy robić, co jej mówić,
jak się zachować, jest nam ciężko, nikt w dodatku ni ma upoważnienia do kąta,
ja pomagam tacie i siostrze finansowo, mamę leczą na tarczyce i lek na
wyciszenie, rozmawiałam z ordynatorem, w piątek z lekarzem prowadzącym będę
się widzieć. 3dnia mama podpisała papiery , że ja i siostra możemy dowiadywać
się o jej stanie zdrowia. W hospicjum piętro niżej pracuje osoba z mojej
rodziny, która zagląda do mamy też co 2, 3 godziny....szokiem było to misce,
powoli już się przyzwyczajam do niego, mama powtarza, że nie jest głupia i
chce do domu...co ja teraz mam robić, chciałam już ją zabrać po 1 dniu, ale
wiem, że skrzywdziłabym i ją i siebie...a i dlaczego ona po lekach się
trzęsie? Napiszcie co sądzicie. Dziękuję
Obserwuj wątek
    • dr.zabba Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 08.12.09, 21:52
      Jedynym i najlepszym dla dobra mamy i Waszego wyjściem jest pozostawienie mamy w
      szpitalu, aż uda się ustalić skuteczne leczenie. Mama będzie wtedy mogła
      normalnie żyć, jak każdy z nas. Tego chcecie, prawda? Bardzo dobrze zrobiłaś
      wzywając karetkę/zawożąc mamę do szpitala. Nie zabieraj jej do domu zanim
      lekarze nie powiedzą, że można.
      Mania, czyli na pewno choroba dwubiegunowa, to nie wyrok. Bierze się leki i
      żyje się dalej jak każdy człowiek.
      Myślę, że podobnie napiszą osoby, które same były w szpitalu.
    • corka-matki Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 08.12.09, 21:55
      Nikt nie odpisał, a ja jak na zbawienie wyczekuję odpowiedzi,zastanawiam się
      jeszcze jak to jest, mama ma świadomość tego co ona wyprawiała i jak się
      zachowywała czy nie ma? Kiedy zrozumie, że ja się martwię i, że nie umiałam
      sobie z nią poradzić, mogłabym mieć w tyłku, ale nie potrafiłam, czy będzie mieć
      żal do mnie o ten szpital? Czy mam rozmawiać o chorobie skoro powtarza, że jest
      zdrowa?Czy to normalne, że waży 46 kg? Co ona sobie myśli, kiedy do niej
      dojdzie, że musi się leczyć i brać lekarstwa?
      • lolinka2 Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 08.12.09, 22:05
        nie wiadomo co ona sobie myśli
        i nie wiadomo co pomyśli

        nie bądź przede wszystkim córką. Bądź sobą, zatroszcz się o siebie,
        straszne umęczenie z tego postu przebija....

        P.S. Znam jedno byłe miasto wojewódzkie gdzie o. psychiatryczny jest
        nad hospicjum. Hospicjum to znam dobrze - teściowa tam umierała...
        Ciekawe - zbieg okoliczności czy jesteś z S.?
        • corka-matki Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 08.12.09, 22:14
          Lolinka zgadłaś jestem z S i jestem umęczona-masz rację-kilka miesięcy bezsilnej
          walkisad( Boję się sama o siebie, ale nie potrafię odpuścić i się o nią nie
          troszczyć. Jestem u niej codziennie, nie mam swojego życia, ale jak mam być
          obojętna, nie emocjonalnie podchodzić do tego? Nie potrafię, bardzo ją kocham,
          może nawet bardziej niż kiedykolwiek
          • lolinka2 Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 09.12.09, 09:56
            z chorymi jak z dziećmi, a dzieci są tym szczęśliwsze im
            szczęśliwszych mają rodziców.
            Twoja matka zatem wyjdzie najlepiej na sytuacji w której ty - jako
            osoba sprawująca opiekę - będziesz zadowolona z życia.
            W przeciwnym razie się wypalisz, a na koniec życia będziesz jej
            wypominała - może na łożu śmierci - ze wyhamowała twój postęp,
            zmarnowała ci zycie etc.
            Rób tak, żeby było ci dobrze. Wyluzowana i zadowolona zdziałasz
            więcej - także dla innych. I zrobisz to z radością, z autentycznej
            potrzeby serca, a nie jadąc "na oparach"...
      • corka-matki Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 08.12.09, 22:11
        Dr zabba dziękuję, to mi daje siłę i nadzieję, że to może się zakończy, bo mam
        czasami obawę, że to nigdy się nie skończy i nikt tego nie okiełzna.Ja i siostra
        też boimy się o siebie, że nas może takie coś ogarnąć. Jeśli to mania to znaczy,
        że będzie też depresja czy depresja już była?Dla mnie to nowość, nowa sytuacja,
        rzeczy niezrozumiałe, ja starałam się leczyć mamę na tarczycę...ale stan się
        pogarszał i widziałam, że to już nie jest normalne niestety. Rok temu na to
        wychodzi, że też był krótki epizod, ale tłumaczyłam to sobie stresem przed moim
        ślubem, wtedy trwało to miesiąc i samo przeszło a może wpływ miały leki na
        tarczycę-bo tez mamę siłą do lekarza zawiozłam-ale wtedy jeszcze była chęć
        ratowania siebie-chyba wiedziała, że coś jest nie tak.A może już od dawna
        chorowała a ja teg nie widziałam????Że ja sama jeszcze nie zwariowałam..chociaż
        były dni, że tylko płakałam i miałam kulę w brzuchu non stop , strach mnie
        motywował do działań-przeróżnych byle ją ratować, ludzie pewnie myślą, że jestem
        podła-zamknęłam mamę w szpitalu, a co ona myśli, ja ją odwiedzam, jest
        słabiutka, wylewy na rękach, ledwo mów, dużo śpi, ma apetyt, ale mówi np. że nie
        chce mnie skrzywdzić więc nie powie co ja zrobiłam jej-chyba ma na
        myśli-podrobinie upoważnienia, by dostać zwolnienie dla niej do pracy-ma bardzo
        odpowiedzialne stanowisko a jej stan zagrażał życiu innych osób, czy ona wróci
        do pracy? Jak długo będą ją leczyć, co ma wspólnego tarczyca z tym wszystkim,
        przepraszam , że tyle pytań-ale myśli rozsazają mi głowę....tak bardzo się o nią
        martwięsad
      • tlenek-gipsu Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 08.12.09, 22:12
        Cała rodzina choruje, gdy jedna osoba choruje na CHAD lub inną chorobę dotyczącą zmian nastroju.
        Zostaw mamę w szpitalu, aż do momentu gdy będzie mogła bezpiecznie wyjść. Nie sądzę, żeby w sądzie miało dojść do sprawy o ubezwłasnowolnienie, pewnie chodzi o przymusowe leczenie. I tego się trzymaj.

        Leki dają czasem różne skutki uboczne, ale jest ich obecnie sporo i robi się próby - jak nie to, to tamto. One działają dość indywidualnie, ale ogólnie wiadomo jakie skutki uboczne mogą się pojawić.
        Na pewno nie takie, żeby warto było ryzykować "wypuszczenie mamy na wolność". Jeszcze nie teraz.

        A to, że tak jakby chwilami rozumiała o co chodzi, to na razie za mało, żeby jej wierzyć.

        Najbardziej mi się nie podoba, że piszesz, że to z twojego powodu.
        Jest tam, na szczęście, dzięki Tobie! smile

        Nie możemy Ci tu stawiać diagnozy, od tego są lekarze. Co najwyżej lepsi i gorsi, ale na tym etapie każdy psychiatra będzie wiedział co robić, szczególnie w warunkach szpitalnych.

        Spróbuj sama iść do psychologa, może znajdziesz terapię rodzinną? A na pewno więcej będziesz mogła zadać pytań i uzyskać prawidłowych odpowiedzi.

        Czy mieszkacie w dużym mieście?
        • corka-matki Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 08.12.09, 22:28
          Tlenku gipsusmile mieszkam w mieście powyżej 70tys. mieszkańców...siostra dzisiaj
          próbowała nas zapisać do psychologa, ale wychodzi na to, że zapisała tylko
          siebie na 4 stycznia, mnie aktualnie nie stać na wizytę prywatną, bo ważę każdy
          grosz-spłukałam się dzięki dla mamy...Wy jednak wiecie więcej niż ja, piszcie,
          dla mnie każda rada i wiadomość jest na wagę złota. Boję się także o jej ogólne
          zdrowie, bo wygląda tragicznie, sama skóra i kości i ciągle po lekach się
          trzęsie-to normalna reakcja? I w takich szpitalach znają się na tarczycy? Kto im
          mówi jak leki mają ustawić?
          • corka-matki Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 08.12.09, 22:35
            Ja kochani też myślałam, że nareszcie mi ulży i odpocznę, może dzisiaj i
            nastąpił pewien zwrot- w końcu spałam prawie 6 godzin, w końcu zjadłam
            spokojnie, ale nie mogę się uwolnić od poczucia strachu, bezsilności, dociekania
            czy czasem mama nie jest królikiem doświadczalnym, staram się sama dla siebie
            być psychologiem i się stopować, ale to łatwo powiedzieć, jestem tak silnie i
            emocjonalnie związana nie tylko zresztą z mamą bo i z tatą i siostrą, że
            troszczę się o wszystkich, doglądam jak małe dzieci, a o mamę walczę jak chra
            lwica, wiem, że ma opiekę-ale jakoś tak dużo rzeczy mi się w tym szpitalu nie
            podoba, nie pacjenci-ale warunki, podejście i to, że ma wylewy, jest okradana,
            podglądana...ach....nie chcę żeby ktoś ją faszerował w weekendy żeby mieć spokój
            tylko żeby ją leczył, w sobotę mama ledwo mnie poznała-ten widok był ogromnym
            przeżyciem dla mojej rodziny, ledwo mówiła.
            • dr.zabba Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 09.12.09, 12:02
              >....nie chcę żeby ktoś ją faszerował w weekendy żeby mieć spokój
              > tylko żeby ją leczył, w sobotę mama ledwo mnie poznała-ten widok >był
              ogromnym przeżyciem dla mojej rodziny, ledwo mówiła.

              Chcę się do Ciebie jakoś ciepło zwrócić, ale jak tu zdrobnić Twój nick? Najdroższa,
              początki leczenia manii lub zespołu paranoidalnego (myślę, że te dwa rozpoznania
              wchodzą w tej chwili w grę u mamy) polegają na wyciszeniu pacjenta. Wyciszeniu
              jego chaotycznej nadaktywności w świecie zewnętrznym, ale też chaotycznej,
              nieprawidłowej czynności jego mózgu. Pacjent często przesypia lub prawie
              przesypia początek leczenia i to jest dla niego bardzo dobre, pożądane działanie
              leków.
              Ja tego nie pamiętam, ale mąż opowiada, że kiedy ja w końcu wzięłam neuroleptyk,
              to ścięło mnie z nóg i spałam nieprzytomnie kilkanaście godzin. I to był
              początek zdrowienia. Sama zetknęłam się z niewłaściwym postępowaniem lekarzy (na
              internie): pacjent w manii roznoszący oddział i szpital, pod wpływem
              przekonywania przez nas młodych lekarzy (czyli świeżo po studiach, czyli świeżo
              po psychiatrii) lek. prowadzący decyduje się podać neuroleptyk, pacjenta ścina i
              śpi lub jest mocno wyciszony, cedzi pojedyncze słowa, jest spowolniały... I..
              oczywiście i niestety lek zostaje odstawiony z powodu "działań niepożądanych",
              czyli tej senności. I pacjent trwa w psychozie dalej. Źle, bardzo źle. Ta
              senność to tak bardzo potrzebne spacyfikowanie szalejącego mózgu, mózgu chorego,
              mózgu który trzeba leczyć. Na tym etapie wygląda to tak, że pacjent jest wręcz
              nadmiernie uspokojony. Ale reakcja organizmu na neuroleptyk się zmienia, z
              czasem zaczyna się funkcjonować normalnie. Ewentualnie czasem lekarz musi
              obniżyć dawkę. To dobrze, że mama jest przyhamowana.

              >....nie chcę żeby ktoś ją faszerował w weekendy żeby mieć spokój
              tylko żeby ją leczył.

              Nikt nie faszeruje mamy, żeby "mieć spokój". Mamie trzeba podawać silne leki,
              żeby jej zapewnić spokój. Obronić ją przed nią samą. To właśnie jest leczenie na
              obecnym etapie.

              Spróbuj porozmawiać z lekarzami, dostać się do nich, zadać pytania. Jak nie
              będziesz pytać, nikt Ci nic nie powie.

              >mój mąż zszedł z planu....

              To temat, na który jestem szczególnie wrażliwa. Ta nie może być, że mąż idzie w
              odstawkę, bo w pierwotnej rodzinie są kłopoty. Czy on nie chce Ci pomóc? Nie
              jest dla Ciebie wsparciem? Nie jesteście w tej trudnej sytuacji razem? Czy na
              pewno wszystko ok?
              • corka-matki Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 09.12.09, 12:38
                Dziękuję, za te wszystkie wpisy bardzo, to dla mnie nieocenione wsparcie.
                dlaczego napisałam tak o mężu? Bo zupełnie przestał prawie się liczyć, jak
                zwracałam się do niego z jakimkolwiek pytaniem-bywał poirytowany, zbywał mnie
                słownie( choć wiem, że też to przeżywa)ale momentami tak samo zresztą jak mój
                tato stoi biernie, a ja czasami nie dawałam rady sama...Oczywiście ta sytuacja
                doprowadziła do tego, że musieliśmy pożyczyć tacie gotówkę, by mógł dokończyć
                remont a ja każdą swoja wypłatę wydawałam na leczenie mamy,jakieś tam opłaty, co
                nie do końca podobało się mojemu mężowi, ale nie mogłam zostawić rodzinę z
                problemem, a tato nie ma upoważnienia do mamy konta, a oddawał jej swoje
                oszczędności i tak został zupełnie na lodzie, teraz przynajmniej będzie mieć
                wypłatę, ale czy zdoła utrzymać siebie i siostrę i wspólne opłaty-hmmmm, może
                się uda a może ja znowu będę pomagać, na razie do stycznia popłaciłam część-
                przynajmniej pożyczek. Tato mój nie wiem tez czy najbardziej zmęczony z
                nas-pewnie tak, ale nie bardzo chce i potrafi o tym rozmawiać, jak ja go
                nakłaniam, mówi mi, że sama zgłupieje, bo ciągle o tym chce rozmawiać, a ja
                próbuje tylko dotrzeć do niego, żeby zrozumiał, że to jest choroba!W piątek będę
                rozmawiać mam nadzieję z lekarzem, bo dzisiaj siostra próbowała ale z marnym
                efektem-lekarz nie miał czasu, siostra się spieszyła, powiedziała tyle, że mama
                zadowolona jest dzisiaj, że jakieś bałwanki robiła( oczywiście sama stw., że jej
                najlepsze-może faktycznie)nie wiem tez kiedy ta rozprawa w sadzie, kiedy
                przyjdzie zawiadomienie i czy tylko tato czy i ja, jak to będzie wyglądać?Jak
                mamy się w Święta zachować?czy ja mogę jej powiedzieć , ze ma manie? Jak często
                ja odwiedzać, bo codziennie póki co ma odwiedzających, ale to pozwala mi
                zauważać, poznawać...Jak z powrotem do normalności? Mama będzie się wstydzić?
                Będzie ukrywać szpital czy nie?Ja nie ukrywam tego faktu, cóż tak się stało po
                prostu...Czy jeśli rok temu jestem pewna zdarzył się pierwszy zauważalny epizod
                to mogła nie wiedzieć, że to mania czy sama myślała, że to stres przed moim
                ślubem, wtedy jakakolwiek chęć leczenia była-początkowego.Zasypuje pytaniami,
                ale mam taka potrzebę...Jak długo trwa leczenie, można wyleczyć się całkowicie,
                czy częściowo?Mama powinna unikać stresu?Może tyle pytań na dobry początek:0
            • amb25 Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 07.03.12, 10:45
              Witaj
              Wiem,ze Ci ciezko. Mojmaz tez byl ilka razy w szitalu psychiatrycznym, bierze tabletki.
              W psychiatrii tak na prawde kazdy pacjent jest krolikiem doswiadczalnym - bo tu nie ma zadnych testow. Lekarstwa dobiera sie na zasadzie - jak pomoga to dobrze a jak nie to trzeba zmienic. U jednych z tymi samymi objawami maga dzialac rewelacyjnie u innych wprost pzeciwnie.
              Moj maz bral mnostwo tabletek, ale gdy dostawal drgawek - to zmniejszano mu dawke albo zmieniano tabletki. W ulotkach ktore czytalam, dgawki czy trzesienie sie sa zwykle wskazaniem, ze dawke nalezy zmniejszyc lub lekarstwo zmienic na inne. Dziwi mnie tez, ze ona cie nie poznaje. Moze ma zle dobrane tabletki? A moze to skutek uboczny tabletek i za jakis czas przejdzie. Poczatek leczenia moze byc trudny. Zapytaj lekarza.
              Jakie wylewy ona ma? O to tez mozesz zapytac lekarza, skad sie wziely. Jesli podejscie do pacjenta ci sie nie podoba to mozesz skontaktowac sie z rzecznikiem praw pacjenta i sprobowac przeniesc matke do innego szpitala. To okradanie i podgladanie to bym probowala wyjasnic i zglosci nie wiem do ordynatora, rzecznika albo na policje. Nie wiem jakie sa mozliwosci.
              Uwazam, ze jesli pacjent ma pelnoobjawowa manie to lepiej dla niego byc w zamknietym szpitalu, przynajmniej mniej glupstw zorbi smile, ktorych pozniej bedzie zalowac, no i wy sobie odpoczniecie.
              No i przy tej chorobie musisz zrozumiec, ze tak na prawde to jedyne co mozesz zrobic to wspierac matke, zeby sie leczyla, a i na to czasem mozesz nie miec wplywu i to nie twoja wina.
              • corka-matki Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 07.03.12, 11:00
                Dziękuje, ale chyba jakieś dawniejsze moje wypowiedzi czytałaś - było tego trochę... Sytuacja co rocznie się powtarza mimo iż przepracowywałam ten temat nie raz i nie dwa z mamą - najwidoczniej nie dopuszcza myśli, że musi brać leki-pewnie odstawiła.....najgorsze, że pracuje z małymi dziećmi i od 3 lat ma takie wybryki i trafia do szpitala, zwolnienia i znowu praca i choć obiecuje to jest jak jestsad...ciągle ją ratuje z opresji i staram się by zderzenie z rzeczywistością nie było zbyt bolesne aby nie złapała doła...mama nie ma depresji , ma tylko manie, zresztą nie wiem czy ma stwierdzoną chorobę czy nie....
                  • corka-matki Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 02.01.13, 11:06
                    Z jakiegoś powodu znowu tu jestem, wypieram myśli, że tym razem się uda, tym razem nic mamie nie będzie.
                    Czy to nie dziwne, że jak co roku znowu zaczyna strasznie chudnąć? Czy wszyscy którzy mają manie chudną tak?W ciągu tygodnia chyba z 8kilo.Dlaczego nigdy nie miała depresji?Czy to na pewno czad? I ta wola -chora tarczyca. Znowu bulwa jak 'druga głowa". czy to tarczyca powoduje ta manie czy ten czad, czy to mania się zbliża czy nie, jak to ona czy leki pomogą ja stłumić, może obyć się bez szpitala....tysiąc pytań mi znów wiruje...
                    Szczerze pogadać się nie da, a na moje jakiekolwiek zwracanie uwagi-mama ma wytłumaczenie jak zawsze( a może ja taka przewrażliwiona bo to ten czas, podobne jak nie te same symptomy?) Stwierdziła, że się nie pomalowała na sylwestra, bo zaraz by były uwagi, że się zaczyna malować czyli pobudzona Leki bierze czy nie, kto wie....ma je, a czy łyka?
                    Niby oprócz tej chudości i troszkę większej energii nic innego nie jest jeszcze niepokojące, ale jakoś nie daje mi to spokojusad Tak tylko się wyżaliłam. Lepiej wtedy.
                      • 39.a Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 03.01.13, 20:50
                        czytam ostatnio sporo o buddyzmie, którym intensywnie interesowałam się i kiedyś. dużo ożywczych myśli. w głęboką praktykę bez nauczyciela jednak nie wchodziłam nigdy - można odlecieć w obszary całkiem nieznane.

                        czytam więc o praktykowaniu współczucia. wiem, że terapia może zmierzać do mentalnego odcięcia się od chorej matki/ojca, szczególnie chorego psychicznie. buddyzm nazywa taki stan budowaniem ochronnego pancerza, odrzucaniem własnym "nieładnych" aspektow. zrodziła mi się też bardzo przytomna myśl: co wtedy, gdy nasze własne dzieci odrzucą matkę-wariatkę, obłąkanego ojca?

                        pisałam kiedyś, że świadomie unikam znajomości z osobami o tej samej diagnozie, albo też zwyczajnie depresyjnych. obecnie wysłuchuję "on mnie porzucił, cierpię". bardzo to dla mnie trudne, ale staram się nie uciekać...
      • corka-matki Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 08.12.09, 22:44
        Wiem jestem bardzo upierdliwa, ale słuchajcie czy to prawidłowe, że nikt ze mną
        nie rozmawia? Nikt i nie wyjaśnia co jest mamie, jak przebiegać będzie leczenie,
        co prawda ordynator przeprowadził ze mną i siostra wywiad i "coś" tam wspomną,
        że mania, zaburzenia przez nieleczoną tarczycę być może....Jak to długo potrwa?
        Jak święta-nie dadzą nam jej do domu tak? Ja na ten moment wszystko już
        wybaczyłam, nie mam żalu chce ją tylko zdrową z nami a czasami to nawet chorąsad
        Nie miałam z nią bardzo dobrych kontaktów, ja taka córka tatusia byłam, ale
        teraz zrobiłabym dla niej wszystko....
        • 36.a Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 08.12.09, 22:50
          Na ile to możliwe, postaraj się podejść do sprawy ze spokojem. Mama dostanie przepustkę na Święta albo i nie. Jeśli nie, to znaczy, że lepiej aby była w szpitalu. Lepiej dla niej.

          Obawiam się, że polskie szpitale to nieme szpitale. Powiedzą Ci, co jest bliskiej osobie jak będziesz bardzo naciskać. Naciskaj.

          I jeszcze raz: postaraj się podejść do sprawy spokojnie. Mama daleko, pod opieką, to wytchnienie dla Ciebie. I to nie jest podejście egoistyczne.
            • lolinka2 Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 09.12.09, 10:00
              raczej nie ma w twoim mieście dobrego psychologa, wg mojej wiedzy....
              (doświadczenia z kilku lat mieszkania mojego tamże i kilkudziesięciu
              lat mieszkania męża tamże...)
              co do tarczycy - zab. endokrynologiczne mogą powodować wahania
              nastroju, stąd ustabilizowanie hormonalne leży w dobrze rozumianym
              interesie pacjenta.
              Lekarze etc. - idzie się do gabinetu i prosi o informacje. Pytania
              szczegółowe, nie szeroko ogólne czy opisowe. Pytaj o konkrety. I
              wtedy się idzie dogadać... niestety umiejętności komunikacyjnych &
              interpersonalnych nie kształcą na medycynie...
    • awanturka Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 09.12.09, 11:56
      Niestety dopiero dzisiaj zaglądam do internetu. Co mogę napisać? Przede wszystkim to, że pod wszystkim co napisano do tej pory mogę się podpisać.

      Bardzo dobrze się stało, że mama trafiła do szpitala. Nie masz się za co obwiniać bo to najlepsza rzecz jaką mogłaś zrobić dla mamy w tej sytuacji. Moim zdaniem (i pewno nie tylko moim) absolutnie nie naciskaj na lekarzy by wypisali ją ze szpitala gdy tylko nastąpi jakaś poprawa. Czekaj aż sytuacja ustabilizuje się do konca (jest możliwe, ze szpital zechce się mamy pozbyć wcześniej - NFZ płaci tylko za 2 miesiace pobytu, potem już koszty obciążają bezpośrednio szpital).

      Mama w miarę normalizacji nastroju powinna powoli rozumieć co się działo, jaki był jej stan i zaakceptować to, że umieszczona ją w szpitalu. Przeważnie tylko w manii człowiek upiera się, że jest zdrowy - jak się nastrój stabilizuje - przychodzi refleksja.

      Co do ubezwłasnowolnienie to nie wiem co masz zrobić, naprawdę nie wiem...

      Ale pomysł nie jest całkiem niedorzeczny.

      Jak mama jest w tym stanie łatwiej będzie Ci takie ubezwłasnowolnienie uzyskać, potem będzie trudniej bo stan mamy się mniej lub bardziej poprawi.

      Przecież jako córka kochająca matkę w stanach normalnego lub zbliżonych do normalnego nastroju nie będziesz w żaden sposób ograniczać jej wolności osobistej a jak znowu będzie tak źle (nie musi tak być ale nie można tego wykluczyć)- będziesz mogła bez problemów podejmowac decyzje jej dotyczące - przecież uzyjesz swoich uprawnień dla jej dobra a nie przeciwko niej!

      Inną sprawą jest jak mama przyjmie to, że ją ubezwłasnowolniłaś. Niewiele piszesz jaka mama była przed chorobą w związku z tym nie mam pojęcia jakiej reakcji mamy mogłabyś się spodziewać (mam na mysli reakcję, gdy już mama będzie w stanie realnie ocenić sytuację i zda sobie sprawę z choroby).

      Jeszcze parę słów na temat "zdawania sobie sprawy z choroby". Bardzo rzadko zdarza się, ze osoby których nastrój się ustabilizował i utrzymuje się stabilny przez dłuższy czas nie są w stanie ocenić swojego porzedniego stanu i upierają się, że są nie są chore. To zaprzeczanie to raczej efekt manii.

      Jakby po ustabilizowaniu nastroju dalej upierała się, że jest chora to się odezwij - wiem jak można sobie w tej sytuacji poradzić radzić (naczytałam się tych poradników różnych, oj naczytałam...) i mam tą wiedzę sprawdzoną w praktyce.

      Na razie bądź znami - tu są ludzie znajacy problem - tu znajdziesz radę, zrozumienie, a przedewszystkim wsparcie psychiczne...

      Bądź dzielna (wiem, że jesteś) i zadbaj też o siebie. Mając zszarganą psychikę i zdrowie fizyczne nie wiele będziesz w stanie mamie pomóc (chyba się powtarzam... ktoś już tu o tym pisał).


      Pozdrawiam! awanturka
      • majagor Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 09.12.09, 13:25
        Nie zliczę ile razy ładowaliśmy mamę na siłę do samochodu i zawoziliśmy do szpitala.
        Nie zliczę ile razy wymuszaliśmy w różny sposób na niej podpisanie stosownego
        papierku.
        Nie zliczę ile razy ona uważała nas za wrogów, za tych co robią jej źle i jej
        nie kochają - dlatego zamykają ją w szpitalu.
        Nie zliczę ile razy czułam się źle, gdy zostawiałam ją tam, a sama wracałam ze
        łzami w oczach do domu.
        Może 50 razy, może 100? Nie wiem. Nie potrafię tego określić. Byłam chyba zbyt
        mała, by liczbowo to ogarnąć..

        Teraz już tego nie robię. Ponad 10 lat mama nie potrzebowała hospitalizacji. Ale
        doskonale pamiętam uczucia, emocje jakie ogarniają bliskich zamykających na siłę
        swoją ukochaną osobę.
        Mama moja tylko w manii uważała, że szpital to kara dla niej, że krzywdę jej tym
        robimy. Teraz doskonale wie, że nie mieliśmy innego wyjścia. Musieliśmy ratować
        ją i siebie..

        Ja nie mogłam jej codziennie odwiedzać w szpitalu. Dzieliło nas ok. 100 km, ja
        miałam szkołę [którą zaniedbywałam, jak mamę dopadała mania i musiałam ją w domu
        pilnować], ojciec miał pracę. Mogłam do niej jeździć 1-2 razy w tygodniu..
        Ale ja jej szpital po pewnym czasie traktowałam jako wybawienie. Nie tyle dla
        niej. Ale dla mnie samej. Gdy tam przebywała - w końcu czułam się bezpiecznie, w
        końcu mogłam spać spokojnie, w końcu bez obaw wracałam ze szkoły do domu.
        Wiedziałam, że w szpitalu ma dobrą opiekę, wiedziałam, że dbają tam o nią i że
        po jakimś czasie wyjdzie z niego w lepszym stanie.

        Mam tylko jedną uwagę do Ciebie. Nie zabieraj mamy ze szpitala dopóki lekarze o
        tym nie zdecydują. Tym jej nie pomożesz. Gdy wróci za szybko, jeszcze szybciej
        będzie musiała tam powrócić..
        I dbaj o siebie. Mocno dbaj. Bo Ty też jesteś w tym wszystkim bardzo ważna!
        • corka-matki Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 09.12.09, 15:03
          Domyślam się, że nie ja jedyna i moja rodzina przez coś takiego
          przechodziliśmy, może nawet inni mieli dużo gorzej.Zastanawiam się tylko co ma
          wpływ na to wszystko? Stres, geny, leki?Mama używała kilka razy określenia:mój
          świat-chyba ona wiedziała, że coś się z nią dzieje, czuła, ale chyba nie dała
          rady nad tym zapanować a później już zupełny brak kontroli tylko oskarżenia,
          krzyki i jej lekkomyślne zachowanie i odpowiedzi zupełnie nie na temat, jakby
          niewiążące. ja ja proszę, żeby nic nie mówiła, dala troszkę spokoju a ona: A
          miód kupiłaś, mówiłam, że chce miód!!!!!!!!! Ile ty zarabiasz a ile ja? A za 10
          minut:dlaczego płaczesz? Masz problemy?I wkoło tak Macieju, najbardziej
          przezywałam jej pracę, ona twierdziła, że jest najlepszym pracownikiem, jest ok
          a ja tylko słyszałam, że wychodzi na papierosa tyle razy:co chwile, chodzi w
          słuchawkach na uszach, jest nieznośna, kłóci się, gada non stop, puszcza głośno
          muzykę, wyrzuca do kosza potrzebne rzeczy, ciągle gdzieś dzwoni, pisze...już
          wolałam mieć ją przy sobie w domu, ale gdzie tam, nie usiedziała-nosiło ją!I ten
          wyraz twarzy!!!!Jakby była obłąkana, te jej miny, gadanie do siebie, ale jak się
          zapytałam, do kogo mamo ty mówisz? To się płoszyła i mówi:a tak do siebie mówię
          sobie co mam robić!Dużo pustych sms-ów tez wysyłała albo jakiś buziek...i
          zakupy, ciągle mówiła, że nie ma w czym chodzić, nie ma butów-a to nie prawda!
          Albo, że nie ma co jeść i krzyczała jak wchodziłam do domu, dlaczego nie ma
          mleka...od 2 msc miała tez okres non stop, na jogę latała a nam kłamała, że
          idzie do lekarza, i kościół-rano, wieczorem-już o 3 w nocy potrafiła wstawać i
          szykować się do kościoła!A jak zabierałam ja do siebie w weekendy, to po 20
          minutach już chciała iść do domu, jakoś tam ja zatrzymywałam sposobami, to ona,
          że chce spać, ja ściele to ona, ze chce jeść ja gotuje to ona, że chce na
          spacer-nie nadążałam...
      • corka-matki Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 10.12.09, 11:30
        Ewelino, jasne, że rozumiem twoja postawę i rozumiem, ze ta choroba może
        człowieka umęczyć, także ok, ja mam silny mechanizm obronny wobec bliskich-tak
        mi się wydajesmile
        Awanturko jasne, że czytałam twojego posta. Widzę, że dużo możesz udzielić mi
        cennych informacji i przydatnych sposobów na walkę z tą chorobą. Co do mamy to
        rok temu, chyba czuła, że coś się z nią dzieje, ale też chyba był brak
        świadomości, że to mania, dlatego też zgodziła się na leczenie tarczycy, w tym
        roku zaczynało się podobnie, nie wracałyśmy zbyt często do tamtej sytuacji.
        Takie tylko nazwijmy wspominki i przebłyski z mojej strony i rodziny. Mama sama
        broniła się stresem przed ślubem. teraz tez w szpitalu nie rozmawiam o manii,
        tylko mowie, że jak lekarze cie podleczą to wyjdziesz i, ze oni o tym decydują,
        bo ja chciałabym już.
        • awanturka Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 10.12.09, 11:55
          Teraz to nie jest dobry czas, żeby rozmawiać o chorobie.

          O chorobie trzeba rozmawiać jak mama się dobrze czuje i to wtedy poczynić wspolne ustalenia na okoliczność gdyby kryzys się powtórzył. Na rozmowę trzeba wybrać moment jak najlepszego, stabilnego samopoczucia mamy.

          A jak teraz czuje sięmama? jest lepiej? jakie są efekty leczenia?

          • corka-matki Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 10.12.09, 12:14
            W mojej ocenie wygląda to tak:na pewno się wyciszyła,nie krzyczy, nie jest
            wybuchowa, nie ma gonitwy myśli, odpowiada na temat, ale ma jeszcze zapędy te
            swoje, np. siedzimy i sobie rozmawiamy w odwiedzinach a ona chce wstawać i już
            nam coś oddawać, przynosić, my mówimy , ze spokojnie później a ona jakby się
            paliło,upiera się też nadal, że musi do wa-wy jechać porobić badania, bo jej
            lekarz każe a nie miało miejsca nic takiego no i ma różne wymagania i
            potrzeby-zrozumiałe, ale codziennie chce papierosy i to mnie już denerwuje.
            Wczoraj siostrze zdawało się, że była zadowolona jakby to sanatorium było i
            opowiadała jej, że była jakaś terapia zajęciowa i jej praca była najładniejsza,
            dzisiaj zobaczę co dalej...Ale tez pochwaliła personel, że w końcu robiąc jej
            zastrzyki panowie nie musieli jej 4 liter oglądać tylko robiły to kobiety i
            skarżyła się, że jest pokuta, ma wylewy, że tutaj trzeba mieć nerwy, bo różni
            ludzie są i że nie sądzi, że tutaj przytyje, uprała sobie spodnie sama tam, ale
            jak powiesiła na kaloryfer to jedna pani dostała furii. Powtarza tez, ze nie
            chce mnie skrzywdzić, ale może powiedzieć co ja zrobiłam, ale całuje nas i
            przytula i ciągle śpi.
    • ewelina30sl Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 09.12.09, 17:41
      witaj; nad czym się roztkliwiasz dziewczyno - kawał życia Ci mama
      zniszczyła. Nie pora zacząć się nim w końcu cieszyć - mój ojciec
      choruje od 15 lat i za nic nie chcie się zgodzić na leczenie - " bo
      przecież on jest zdrowy " - w okresach manii jest mistrzem
      manipulacji - mnie wpędził w kilkuletnią regularną depresję i
      problemy .... - wyciągnęłam się dzięki pomocy kogoś , kto w tej
      chwili jest dla mnie wielkim oparciem - moja mama postanowila
      niedawno również skończyć ten koszmar z całego serca jej gratuluję -
      ludzie nie dajmy się zwariować - nie można podpożądkować swojego
      życia komuś choremu - są jeszcze inni wokół nas, a poza tym życie
      jest całkiem fajne - miałam kiedyś sporo do czynienia z alkoholizmem
      i wiem , ze bodźcem do uświadomienia sobie swojego problemu jest
      pozbawienie źródła siły do picia - mam wrażenie że w tym wypadku
      siła do leczenia może przyjść u twojej mamy z siły osamotnienia -
      mimo wszystko trzymam kciuki - E
      • corka-matki Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 09.12.09, 20:27
        Cenie wasze wypowiedzi, są zawsze jakąś wskazówką i pozwalają ukierunkować się
        do niektórych spraw obiektywnie, ale bez przesady, swój rozum mam również.
        Troszkę przeszłam, ale nie mam póki co depresji z tego powodu, jakoś się
        trzymam, może nie mam idealnej kondycji psychicznej z uwagi na całą sytuację,
        ale jakaś trzeźwość umysłu ie pozwala mi się zgodzić, że mama zniszczyła mi
        życie. Może gdyby to trwało 15 lat pewnie skłonna bym była do takiego
        uogólnienia, na tym etapie mama moja troszeczkę naodstawiała, ale głównie sobie
        narobiła mniejszych czy większych problemów ja nad swoim życiem panuję. Tym
        razem mogła liczyć na moją troskę i pomoc, bo to zaledwie 2 epizod, nie wiem
        przy którym bym wymiękła, no i zdecydowanie mogę teraz faktycznie nabrać sił i
        złapać oddech podczas jej pobytu w szpitalu. Skoro tam trafiła to też nie bez
        powodu, jakiś moment kulminacyjny nastąpił, szkoda mi i uważam, że to normalne,
        ale racjonalni podchodząc do tej sytuacji wiem, że z pożytkiem dla wszystkich
        mam nadzieję tam jest. Chcę by wyzdrowiała i chcę żeby to już nigdy nie wróciło,
        a w razie co chce wiedzieć jak mam się z tym zmierzyć. Największy minus tej
        sytuacji to też zdrowie mojego taty-on choruje na stawy i właśnie zwija się z
        bólów, zaczyna się...
        • awanturka Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 10.12.09, 10:21

          Napisz, proszę jak mama się zachowywała między epizodami a najważniejsze - co myslała o tym co jej się przytrafiło za pierwszym razem. W manii raczej nie ma co liczyć na to, ze zrozumie swój stan, ale ważne jest by chciała się leczyć i współpracowac z wami i lekarzem.

          Jak ty ty widzisz??

          A tak przy okazji - zauważyłaś mojego poprzedniego posta???
      • madena5 Alkoholik a wariat 18.12.09, 12:00
        miałam kiedyś sporo do czynienia z alkoholizmem
        > i wiem , ze bodźcem do uświadomienia sobie swojego problemu jest
        > pozbawienie źródła siły do picia - mam wrażenie że w tym wypadku
        > siła do leczenia może przyjść u twojej mamy z siły osamotnienia -
        > mimo wszystko trzymam kciuki

        Tylko, ze alkoholika mozna wyleczyc, a to jest przewlekla choroba
        umyslowa.
        Co ja poradze ze te neuroprzekazniki zle pracuja?
        Stres z powodu osamotnienia tylko poglebi chorobe
      • dr.zabba Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 09.12.09, 20:53
        Mogło być tak, że nikt nie zauważył. Najczęściej choroba ujawnia się w drugiej
        lub trzeciej dekadzie życia. Mojej pierwszej hipomanii (to właśnie jest ta
        "lekka" mania) nie zauważono, a ja nie wiedziałam jeszcze, że taki stan może
        być. Ile epizodów? Nie ma określonej liczby. Jest też podział chadu na typ I i
        typ II. W pierwszym dominują manie, w drugim depresje z hipomaniami. Ale ja bez
        wątpienia mam typ II, a manię przechodziłam. W psychiatrii, moim zdaniem,
        granice są czasem pozacierane.
        • corka-matki Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 09.12.09, 21:06
          Jakaś jasność, zaczynam rozumieć, ale skoro chorzy biorą leki, to wraca im
          mania? Czy jak odstawiają leki to wraca i muszą brać całe życie czy jakoś jak
          czują ,że nadchodzi? Ile najwięcej można mieć epizodów?Wydaje mi się, że moja
          mama jednak manie, chociaż zdarzyło jej się minutę zapłakać w tej fazie.
          A ktoś ma doświadczenia ze szpitala, czy tam uczą chorych o tej chorobie, mówią
          im na co cierpią?Czy chorzy może potem sami dociekają informacji jak ja to
          czynię teraz?

          Znalazłam opis dawny-pisałam wtedy na forum endokrynolog. Jak oceniacie tą
          fazę?Oczywiście to były początki.
          JESTEŚMY JUŻ TAK BEZRADNI(JA, TATO, MŁODSZA SIOSTRA), ŻE ZWRACAM SIĘ Z PROŚBĄ NA
          TYM FORUM JAK NALEŻY POMÓC MOJEJ MAMIE, CO MOGĘ ZROBIĆ?
          OD 3 TYGODNI JAKBY TO ŁAGODNIE NAZWAĆ MOJA MAMA "NIE JEST SOBĄ", W CIĄGU 2
          TYGODNI ZRZUCIŁA 10 KG A I TAK ZAWSZE BYŁA OSOBA SZCZUPŁĄ, DRŻĄ JEJ RĘCE, MA
          PODWYŻSZONA TEMPERATURĘ CIAŁA-CZĘSTO ZDARZA JEJ SIĘ WYCHODZIĆ NA DWÓR W SAMYM
          SWETERKU, BO TWIERDZI, ŻE JEST GORĄCO.OSTATNIO MAŁO SYPIA, 4 DOBY WCALE NIE
          PRZESPAŁA I ZACHOWYWAŁA SIĘ ŁAGODNIE UJMUJĄC "DZIWNIE" SŁUCHAŁA RADIA I ŚPIEWAŁA
          SOBIE CAŁĄ NOC, JEST TAKA JAKBY ROZTRZEPANA, CZASAMI WYGADUJE GŁUPOTY-NIBY MA Z
          NAMI KONTAKT, ODPOWIADA LOGICZNIE, ALE ZNAJĄC JEJ DAWNE ZACHOWANIA TYCH NIE
          POTRAFIMY ZINTERPRETOWAĆ, WSZYSCY STARAMY SIĘ BYĆ MILI I POMOCNI, ALE NIE DAJEMY
          RADY(TO MNIE BOLI ). MAMY ŚWIADOMOŚĆ, ZE MAMA MA NADCZYNNOŚĆ TARCZYCY, NAWET MA
          TAK WIELKA GULĘ NA SZYI, ŻE PRZYKRO PATRZEĆ....DO TEGO MA ASTMĘ, KIEDYŚ TARCZYCE
          LECZYŁA, W TAMTYM ROKU JAKBY W WYNIKU STRESÓW PODOBNIE SIĘ Z NIĄ DZIAŁO, ALE
          DAŁAM RADE NAKŁONIĆ JA PRYWATNIE NA LEKARZA, JEDNAKŻE ZANIECHAŁA LEKÓW I LEKARZA
          Z POWODU ŹLE JAK TWIERDZI DOBRANYCH DAWEK-FAKTYCZNIE BYŁO Z NIĄ ŹLE...TERAZ
          NIESTETY ŻADNA NASZA DOBRA WOLA NIE SKUTKUJE, JEJ ZACHOWANIA WYPROWADZAJĄ NAS Z
          RÓWNOWAGI, JUŻ SAMI NIE WIEMY CZY TO NASTĘPSTWA NIELECZONEJ CHOROBY CZY JAKIEŚ
          ZABURZENIA PSYCHICZNE? NIBY NIKT Z OTOCZENIA NIE JEST W STANIE SIĘ CZASAMI
          ZORIENTOWAĆ, ŻE COŚ NIE TAK, ALE MY NIE MOŻEMY SIĘ Z NIĄ DOBRZE DOGADAĆ JAK
          KIEDYŚ I ZADZIWIA NAS, ŻE ONA CAŁY CZAS JEST PRZEMIŁA, MOMENTAMI PYTA O RZECZY O
          KTÓRE NIE NALEŻY PYTAĆ, CZY MOŻE Z NAMI NP. WRÓCIĆ SAMOCHODEM JAK JEDZIEMY W
          DANE MIEJSCE I WRACAMY RAZEM, CO JEST NP. LOGICZNE, MA ROŻNE MOMENTY-CZASAMI
          WYDAJE MI SIĘ, ŻE WSZYSTKO DOBRZE, CZASAMI-JEST ŹLE-POTRAFI GADAĆ I GADAĆ I
          MÓWIĆ STO RAZY-NIE JESTEM GŁUPIA!
          DZISIAJ IDE DO LEKARZA RODZINNEGO-MOŻE DA MI JAKIEŚ SKIEROWANIA I JAKOŚ NAMÓWIĘ
          DYREKTORKĘ Z PRACY , ŻEBY JAKO KOLEŻANKA JEJ DAŁA I POROBIŁA W OBAWIE O ZDROWIE
          , NIE WIEM CO JESZCZE Mogę ZROBIĆ, SIOSTRA PŁACZE, TATO SIĘ DENERWUJE A MNIE
          SAMĄ NERWY ZJADAJĄ

          • dr.zabba Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 09.12.09, 21:49
            A depresję to mama kiedyś miała?
            Raczej mania, ale od diagnozy jest lekarz, jak już z wcześniej napisano.
            Są trzy rodzaje leków w chad (niech mnie ktoś poprawi, jeśli się mylę).
            Stabilizatory, antydepresanty i neuroleptyki. Rozmaicie się je w różnych
            okresach choroby bierze. Raczej na stałe.
            Czy się choruje mimo leków? Tak, jak w każdej innej chorobie jest możliwość
            wystąpienia epizodu. (np. leki na chorobę wieńcową nie dają pewności, że nie
            wystąpi zawał) Często też trzeba czasu i, co za tym idzie, kilku epizodów zanim
            dopasuje się właściwy układ leków.
            Ile najwięcej epizodów. Nie będę już pisać, poszukaj na forum, w necie, co to
            jest rapid cycling.
            • corka-matki Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 09.12.09, 21:56
              Dzięki dr.zabba, uczę się o tej chorobiesmile siedzę i czytam całe to forum,
              nadrabiam. Depresja?!-mama jej chyba nie miała albo ja nie zauważyłam. Bywały
              momenty smutku, przygnębienia, a nawet przytycia ale jak u każdego. O tym tyciu
              napisałam, bo to dla mamy był wtedy dramat a wyglądała jak człowiek i to było na
              pół roku przed manią.Moja mama raczej należy do aktywnych ludzi i takich
              specyficznych. Kilka łów , które ją obrazują: Dobra, pomocna, inteligentna,
              zwariowana, szalona, wysportowana ale od dawna niektóre jej zalety mnie drażniły!
              • dr.zabba Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 10.12.09, 11:59
                Od diagnozy są lekarze. A mi przychodzi do głowy takie pytanie: czy mama była
                kiedykolwiek zdezorientowana? Nie wiedziała, gdzie jest? nie wiedziała, kim Wy
                jesteście? Pisałaś gdzieś, że pytała, czy może z Wami wracać samochodem. Nie
                poznawała Was? Czy zdarzało się, że nie wiedziała, jaki to dzień, miesiąc, pora
                roku?
                I bardzo ważne pytanie, które zadała już awanturka: jak oceniała, już w stanie
                zdrowia, swój pierwszy epizod sprzed roku?
                • corka-matki Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 10.12.09, 12:26
                  O dziwo mama zawsze pamiętała wszystko, a z tym powrotem-pamiętała nas, tylko
                  np. twierdziła, że skoro siostrę zabieramy z lotniska to ona wróci pociągiem, bo
                  dla niej nie ma miejsca, a było oczywistym faktem, że jest, takie niedorzeczne
                  wypowiedzi i komunikaty w drodze powrotnej typu:siku chce, pic chce-jak dziecko,
                  a na lotnisku zero reakcji takiej jaka miałaby na przylot córki, po paru
                  miesiącach , nawet gdzieś mi się szwedała, a to toaleta a to sklepy a to ona
                  kawę kupi a wiadomo jakie ceny, będąc sobą nie byłaby zainteresowana, papieros
                  za papierosem, rozmawianie z nowo poznanymi ludźmi i śmiech tak jakby nie
                  pasujący do sytuacji...raz to samo pod sklepem, że wezwie taksówkę, bo się nie
                  zmieści do auta, bo my kupiliśmy mebel.
                  Ale raz od 9 rano do 21 wieczorem jej nie było i mówiła, ze spacerowala jak
                  sie znalazla sama w domu, ale ile mozna spacerowac, tel. byl wyłaczony
    • ewelina30sl Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 09.12.09, 22:04
      Może troszeczkę za ostro zareagowałam na twoją opowieść- wybacz - ale mnie ta
      choroba już znieczuliła- prosiłam,błagałam,płakałam nic-to piekielnie boli jak
      najbliższa ci osoba śmieje ci się w twarz- jak grochem o ścianę - to był kiedyś
      mój ukochany tata- ale teraz- no cóż wielka pustka - życzę Tobie , siostrze i
      tacie najwięcej na świecie powodzenia wierzę że dacie radę wyprowadzić mamę z
      problemów i mam nadzieję, że wszystko się ułoży - tylko błagam ponad wszystko -
      nie zapominajcie w tym wszystkim o sobie - to chyba da wam się - mnie
      daje-powodzenia- E
      • ditta12 Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 10.12.09, 12:32
        Nie wiń się za to ze Twoja mama jest w szpitalu.Też byłam wiosną-chad z
        manią.Sędzina która pojawiła się w szpitalu wydała wyrok o przymusowym leczeniu
        bo nie podpisałam zgody i mój pobyt tym samym się przedłużył.
        Ważne jest żebyś odbudowała swoje relacje z mężem bo on stanowi i stanowić
        będzie oparcie dla Ciebie w takich sytuacjach.Zdystansuj się do wszystkiego.Wiem
        że Twoja mama nigdy by sobie nie wybaczyła gdyby coś się zepsuło w Twojej
        rodzinie.Ona wyzdrowieje i znów będzie sobą,kryzys już zapewne minął i cudownie
        będzie jej wrócić i widzieć że wszystko jest w porządku.To nie jej wina ani
        niczyja że ma takie stany.Tak to już jest i uwierz mi że po powrocie do świata
        najbardziej ucieszyło mnie to że nie ma zbyt wiele szkód po tym epizodzie.Nie
        wybaczyłabym sobie najbardziej gdyby moja córka ucierpiała.Cenię ją za to że
        traktuje to na zimno i tak trzeba.
        Głowa do góry.
          • dr.zabba Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 10.12.09, 12:53
            o tym będziecie myśleć później. nie wiadomo teraz w jakiej formie mama będzie.
            mama może potem być pół roku na zwolnieniu, potem możliwy jest urlop w celach
            rehabilitacji. dużo osób z forum normalnie pracuje. na dobrze dobranych lekach
            funkcjonuje się w miarę normalnie. może trzeba będzie zmienić pracę? gdzie teraz
            mama pracuje? w bardzo trudnych przypadkach możliwe jest uzyskanie renty.
            ja jeszcze nie wiem, czy wrócę do dawnej pracy. obecnie korzystam z urlopu
            wychowawczego.
            • corka-matki Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 10.12.09, 13:07
              Mama pracuje w żłobku. Ma 26 lub 27 lat pracy, miała 2 letnią przerwę-ale wtedy
              tez pracowała-to było jak rozwiązali jej wcześniejszą placówkę. Boje się oto czy
              mając takie doświadczenie życiowe praca z małymi dziećmi będzie możliwa?Wiem, że
              z medycyny pracy lekarz może wydać taką opinie, prawda?No trudno co ma być to
              będzie, ale nie chce by mama została bez środków do życia a w jej wieku różnie
              jest z tym szukaniem pracy, już raz to przechodziła, dlatego była niezwykle
              wdzięczna i uradowana gdy dostała te pracę. Moja mam jest osoba pracowita i
              bardzo kreatywną.
            • ditta12 Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 10.12.09, 13:08
              Ja straciłam pracę ale jak pisze dr.Zabba nie to jest teraz najważniejsze.Mam
              rentę i nadzieję że znajdę sobie pracę.Piszesz ze mama wciąż prosi o
              papierosy.Na oddziale tak już jest że chory dużo pali a do tego inni pacjenci
              wciąż proszą o papierosy.Kup mamie najtańsze i może daj znajomej,tej która ją
              często odwiedza niech ona wydziela mamie paczkę dziennie i tylko tyle, wtedy
              zacznie oszczędzać albo też poprosi innych.Mnie wciąż ginęły rzeczy w szpitalu
              niestety.
              • corka-matki Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 10.12.09, 14:33
                Nie może stracić pracy, musi ją mieć, by spłacać swoje pożyczki i by później nie
                mieć doła...Ja wierzę, że wyjdzie z tego, wyleczy się i wróci do pracy. Kiedy
                nie można wrócić?
                A najbardziej ciekawi mnie kwestia, kiedy zrozumieliście, że macie manie?
                Powiedział wam lekarz, czy sami dociekaliście?Przeraziło to was? Jak stosunek do
                samego siebie się zmienił?Czy chcieliście się wyleczyć, czy nadal
                twierdziliście, ze specjalistycznej pomocy nie potrzebujecie?
                • ditta12 Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 10.12.09, 14:55
                  Manie trudno mi było wychwycić.Byłam szczęśliwa nieprzytomnie,czułam że jest nie
                  tak bo nie spałam ale nie chciałam tego zmienić.Wydawało mi się że to inni nie
                  mają racji.Byłam pewna wtedy że jestem zdrowa a rodzinie się coś wydaje.Były
                  omamy wzrokowe ale one mi nie przeszkadzały,wręcz przeciwnie.Byłam jak w bajce i
                  nie chciałam tego przerwać.Taka jest mania.Brak samokrytycyzmu,nie wiem,to
                  trudne dla mnie,bo gdy coś boli to wiadomo ale jak Ci jest wesoło ,fajnie,jesteś
                  gdzieś w obłokach to co ,pójdziesz do lekarza?Teraz to wiem ale gdy przyjdzie
                  mania to dla mnie jest wszystko fajniejsze,czuję że wszystko mogę a inni się mylą.
                  • corka-matki Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 10.12.09, 15:04
                    ditta12 ale wiesz teraz przecież, że to mania jest, kto pierwszy ci to
                    powiedział? Lekarz? Rodzina? widzisz moja mama potrafiła wcale nie spać-ale brak
                    snu i jego zaburzenia tłumaczyliśmy tarczycą i ona też w to wierzyła, może nawet
                    teraz myśli, ze leczy się tylko na tarczycę a dostaje przecież neuroleptyk.A w
                    szpitalu pacjenci rozmawiają ze sobą o chorobach?
                    • ditta12 Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 10.12.09, 15:35
                      Widzisz,kochanie to jest tak.Po czasie,analizując wszystko teraz wiem że to była
                      maniana ale gdy byłam pod jej władaniem miałam żal do wszystkich,to trwało.Teraz
                      wiem.To jest bardzo trudne dla takich jak ja.Nie wiem kiedy kogoś
                      krzywdzę,jestem w stanie euforii i to już ciągnie się latami,na szczęście są
                      stany remisji,nawet dziesięć lat nie chorowałam.Nie potrzebne jest mi
                      współczucie córki(26 lat)chcę tylko mieć świadomość że nie jest u niej żle bo
                      inaczej bym już dawno ze sobą.........tego nie napiszę bo po co.
                      Córko matki!Utrzymaj to co kochasz,co jest ważne dla Ciebie,ja sobie poradzę i
                      Twoja mama też.Wyjdziemy z tego wcześniej czy póżniej.Tobie trzeba budować swoją
                      przyszłość.Tylko pamiętaj o fajkach dla nas,nie rozpieszczaj ale Twoja obecność
                      jest ważna reszta sama się jakoś ustali.Żyj swoim życiem i ciesz się bo my chore
                      matki kochamy nasze córki i one muszą być szczęśliwe.
                          • corka-matki Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 10.12.09, 22:04
                            Jestem wściekła, nabuzowana...nie na siebie, na chorobę. Byłam u mamy. Jutro ma
                            kogoś z sądu i nie wiem czy ma leki które nie działają, czy ja przyszłam na zły
                            moment czy może jej nie dali nic, bo jutro z sądu ktoś przyjdzie...a z drugiej
                            strony jak dadzą i się wyciszy i będzie chwile sobą i wyjdzie?
                            Jeju dzisiaj przychodzę i widzę tę radość na twarzy, to pobudzenie i już robię
                            się podejrzliwa. Od razu z siostrą dostaje karteczkę co mamie potrzeba. Np.
                            lakier do włosów-no kurcz rozumiem szampon, ale to nie sanatorium!Ale ok,od razu
                            słyszę, że fajki chce-a przecież codziennie kupuje ja i ciocia-ile można
                            palić-ja na te fajki nie wyrobie. Na karteczce też było napisane, że chce
                            kolczyki takie ładne co w tamtym roku dostała na prezent,kosmetyki i żebym o
                            tuszu nie zapomniała. Potem żądała żebym jej buty eleganckie przyniosła, bo
                            przecież jutro wychodzi-ja jej mówię, że ma sprawę, a ona , że przecież nie jest
                            chora, powie, że wychodzi. Próbowałam by podpisała pismo, że od grudnia jej
                            wypłata wpływać będzie na konto( moje konto)to będę jej kupować jedzenie, robić
                            jej opłaty-ale za nic w świecie, powiedziała, że pożyczy od mojego męża. Kupiłam
                            jej karty do tel. to wydzwaniała do mnie, taty, siostry informując, że tyle i
                            tyle tato ma dać pieniędzy mi a tyle siostrze i na jej potrzeby i była
                            zadowolona, że tak wymyśliła-czułam tę jej dumę. Podpisała tylko upoważnienie
                            reprezentowania jej w sprawie spadkowej po babci-a to w styczniu jest więc nie
                            rozumiem wychodzi jutro dlatego nie chce żebyśmy tykali jej pieniążki a na
                            styczeń podpisać się godzi?Już ma koleżanki w szpitalu, jakieś takie sekrety-bo
                            między sobą mówiły jakoś dziwnie. Codziennie ma dla nas reklamówkę do prania,
                            szampon litrowy, które jej kupiłam -już go nie ma-pierze w szpitalu rzeczy non
                            stop a przecież przynosimy jej czyste i zabieramy brudne. Jedna pacjentka
                            powiedziała dzisiaj, że nasza mama to pedantka, że coś ma kropkę to już pierze.
                            Potem cioci mówiła, że żałujemy na nią pieniędzy, że nic jej nie chcemy
                            kupować i inne bzdury...Kupiłam j też dwie karty do telefonu-głupia ja jej
                            dałam. Wolę jak jest po lekach wtedy mi jej szkoda, cierpię, chcę ją mocno
                            przytulić dzisiaj mi jej wcale nie szkoda, jakoś zła jestem,starałam się być
                            miła mimo wszystko, ale zobaczyłam znowu nie ją, do tego dowiedziałam się, że ma
                            kolejne długi za jakieś kosmetyki i kobieta w pracy jej szukała-ach!!!! Oby
                            tylko ten sąd nie był ślepy!
                            • ditta12 Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 10.12.09, 23:33
                              Mama nie wyjdzie tak szybko,trzeba żeby jej dobrali leki i poobserwowali.Mania
                              jest w pełni tak myślę i mama jest wkurzona na Was za swój pobyt w
                              szpitalu.Jeżeli chce papierosy to powinna dać Ci pieniądze,powiedz jej to.Gdy
                              zażyczy sobie czegoś co nie jest niezbędne to mów że zapomniałaś lub że nie
                              możesz znależć.To wszystko trzeba przetrwać i jak już pisałam na zimno traktować
                              bo inaczej się nie da.
                    • czubata Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 10.12.09, 19:25
                      O istnieniu czegoś takiego jak mania i wogóle choroba dwubiegunowa dowiedziałam
                      się nieco w szpitalu,przy pierwszej hospitaljzacji,ale to była dosłownie
                      namiastka tego czego się potem dowiedziałam czytając książki i poradniki na ten
                      temat.Ale sam fakt że szpital psychiatryczny i choroba psychiczna był
                      szokujący,i pogodziłam się z tym niedawno po dwóch latach.Wcześniej czułam że
                      jest coś nietak bo zaczełam powtarzać pewne wzorce o których obiecywałam sobie
                      że nigdy taka nie będe.Chodzi mi o moją siostre o której chorobie dowiedziałam
                      się dopiero gdy trafiłam do szpitala.Nienawidziłam zachowań mojej siostry,miałam
                      być inna a tu prosze...Gdy byłam w szpitalu zadzwoniła i powiedziała;witaj w
                      rodzinie...I otworzyła się przedemną rodzinna
                      tajemnica,mama,siostra,brat,wszyscy mocno zruinowali sobie życie,teraz moja
                      kolej.To była tak nowa dla mnie rzeczywistość że musiałam dłuuuugo to
                      analizować.Z drugiej strony poczułam ulgę,że nie jestem,nie jesteśmy ja i moja
                      rodzina złymi ludżmi,przeklętymi jak wcześniej sądziłam,tylko chorymi.A życie z
                      tą chorobą to ciągła nauka i popełnianie tych samych błędów,mam nadzieje że
                      ostatecznie z dobrym skutkiem.Mam dużo w tym wszystkim szczęścia,bo trafiłam do
                      szpitala,mam pomoc lekarską.Moja mama,to było 22 lata temu tego nie miała i
                      zginęła.Doznałam ostatnio prawdziwych chwil ukojenia i zdrowia,po dwóch latach
                      leczenia.MOgłabym tego ukojenia nigdy nie doznać gdybym się nie leczyła.

                      czasem uśmiecham się przez łzy
    • drugikoniecswiata Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 11.12.09, 01:18
      dużo pytasz, rozumiem zdezorientowanie, ale w takich podstawowych kwestiach może
      spróbuj poczytać coś nie tylko na forum, które z natury rzeczy jest
      fragmentaryczne i subiektywne? wtedy łatwiej o jakieś uporządkowanie myśli chyba.

      podstawowe info:
      www.medforum.com.pl/upload/fil/pol_artsp/Murawiec%20broszura%202007%20_2.pdf
      moim zdaniem najlepsze 2 książki "fachowe"
      1) Janusz Rybakowski "oblicza choroby depresyjno-maniakalnej", termedia, 2008
      2) Papolos Dimitri, Papolos J. PRZEZWYCIĘŻYĆ DEPRESJĘ, Dom Wydawniczy REBIS
      [wbrew tytułowi - nie tylko o depresji, też o chad]

      no i z beletrystyki -
      Kay Redfield Jamison, "Niespokojny umysł"
      • kajka68 Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 11.12.09, 07:54
        Ditta ma racje- witam Cie- i mocno przytulam.Potrzeba troche czasu ,aby
        zrozumiec chorobe i nie stac sie jej niewolnikiem-Przede wszystkim popełniasz te
        błędy co ja- za pierwszym razem pobytu męza- oj też sie czułam winna- tym
        bardziej,ze tesciowa na kazdym kroku mi to wypominała ,ze zamknełam go w
        szpitalu-jak mówią lekarze-nie zamknęłas- uratowałas jej lub czyjeś życie-bo nie
        zawsze ale czesto jest ono zagrozone.
        powiem ci ja też jezdziłam codziennie - az mnie ordynatorka opieprzyła i
        powiedziała ,ze siostry dostana zakaz wpuszczania mnie jesli będę przyjezdzała
        cześciej niz raz na tydzień.I teraz po drugim razie wiem ,ze miały racje.Teraz
        jak maz był jezdziłam raz w tygodniu- przywoziłam to co było potrzeba- jesli cos
        mi sie wydawało absurdalne nie wiozłam tylko mówiłam ,że nie uwazam żeby mu było
        potrzebne ,albo zapomniałam.Jesli sie wściekał- łapałam za klamkę i mówiłam ok-
        w takim razie wychodzę.Albo groziłam ,że nie przyjadę wiecej- i powiem Ci ,że to
        naprawde działa we własciwym kierunku- im mniej dawałam sobą manipulowac tym on
        bardziej się starał być normalniejszy,ludzki.
        Trzesienie sie ,sztywność karku ,splątanie- myslę ,ze mamę pacyfikują
        haloperidolem-mąż miał to samo,a na wychodne dostał zastrzyk który uwalnia sie
        przez dwa tygodnie-wciaż jest taki,ale juz inaczej myśli.bierze leki- tylko nie
        moze usiedzieć w miejscu,ciągle kraży po domu- no ale to skutki uboczne.Acha jak
        nie przyjeżdżałam i nie przywoziłam to nagle dostałam telefon z nr konta i nagle
        pieniadze się znalazły- moze jasno i wyraznie powiedz mamie ,ze nie macie juz
        kasy i nie macie skad pozyczyc.Dlatego nie mozecie jej przywozić rzeczy...bo was
        nie stać.I trzymajcie sie tego!!! myslę ,że szybciutko zmieni zdanie.Wiem ,że w
        tej chwili takie zachowanie wydaje Ci się okrutne,ale uwierz też tak za
        pierwszym razem myslałam - lekarka miała rację -tylko takie zachowanie daje
        efekty- sama to widzę.
        A sądem sie nie przejmuj to normalna procedura jesli chory nie wyraza zgody.Po
        prostu sąd zmusza chorego do leczenia- i na miłosć boską nie zabieraj mamy ze
        szpitala- krzywda jej sie nie dzieje- a wręcz przeciwnie.Daj lekarzom czas na
        ustawienie leków i spacyfikowanie manii.Nie licz na to,ze wyjdzie cudownie
        odmieniona i zdrowa- to potrwa,potem jeszcze was czeka czas zanim dojdzie do
        siebie,i na ten czas kiedy wróci daj sobie wytchnienie- musicie nazbierac dużo
        siły dla siebie ,zeby przetrwać.Mąż wrócił tydzień temu ze szpital;a ...i teraz
        potrzebuję siły ,zeby mu pomóc...ale jakos iewiele ich mam...był tym razem
        miesiac i chyba trochę za krótko...jakby co to pisz.Mam trochę popsutego kompa
        wiec mam nadzieję,że sie nie zawiesi na amen ...jakby co to odpiszę
        poxniej...pozdrawiam ciepło
        • corka-matki Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 11.12.09, 09:19
          kajka68 Jak to drugi raz? Jeju znowu to wróciło?Nie miał dobrze dobranych leków
          czy nie brał?
          Co do konta moja mama nieźle wykombinowała, ze tato bierze pieniążki niedługo,
          wiec damy radęsmileno i moja wypłata a jak ona wyjdzie to odda...
          Jestem dalej taka nabuzowana i wściekła, nic mi nie przeszło,mama od 4 rano
          wydzwaniała do nas-jednak głupotą były te kartki. W dodatku ona dla innych jest
          przemiła tylko do nas krzyczy i wczoraj w szpitalu jedna matka, która ma tam
          córkę, powiedziała, mama pewnie niedługo wyjdzie...załamka! Po wczorajszym dniu
          boimy się z siostrą jej powrotu w takim stanie.To chyba nigdy się nie skończysad
    • corka-matki Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 11.12.09, 10:51
      Bunt!
      Siostra poszła właśnie do mamy, ale nie dostanie spódnicy ani kabaretek ani
      kolejnych kart do telefonu a ni fajek!Spódnice i bluzkę może dostać jedynie na
      wyjście całkowite, ma dresy, inne spodnie i bluzki.
      Fajki zacznę dostarczać co 2/3 dzień. Koniec litości!Tylko jedzenie i podstawowe
      środki higieniczne i chyba proszek zakupie , bo na szampon nie wyrobię.
      Czy ktoś ma doświadczenie z sądem, jak to wygląda w przypadku przymusowego
      leczenia, kiedy nas wezwą, dlaczego teraz tylko mama?
      • ditta12 Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 11.12.09, 11:32
        Po kilku dniach pobytu w szpitalu(nie dostawałam leków bo nie zgodziłam się na
        leczenie)przybyła Sędzina z protokolantką na spotkanie tylko ze mną.Zapytała
        dlaczego się znalazłam w szpitalu ale wcale nie wysłuchała mnie tylko nakazała
        złożyć podpis zgody na leczenie pod tekstem którego nie mogłam odczytać bo był
        sporządzony ręcznie przez tę protokolantkę.Odmówiłam i wyszłam.Była na mnie
        bardzo zła i powiedziała że mój pobyt wobec tego będzie dużo dłuższy.Zostałam
        skazana z art.23 który mówi że stanowię zagrożenie dla siebie i innych.Nie
        zrobiłam nic przeciwko swojemu życiu ani życiu lub zdrowiu innych. Potem
        otrzymywałam serię przymusowych zastrzyków.W końcu zgodziłam się brać leki
        doustnie.Potem zostałam wezwana przez lekarza wraz z córką gdzie miałyśmy
        wyjaśnić całe zajście.Wyszłam ze szpitala po trzech miesiącach będąc w stanie
        manii z urojeniami która powoli zmieniła się w depresję z kolejną
        diagnozą-chad.Poprzednio byłam leczona na:depresję,paranoję,psychozę
        schizoafektywną i wreszcie to.
        • corka-matki Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 11.12.09, 11:41
          ditta12! To oni wypuścili cię chorą?Doleczyłaś się czy dalej było z tobą
          źle?Brałaś leki, chodziłaś do lekarza?Ja z siostrą już Pani ordynator opisałyśmy
          co mniej więcej przeszłyśmy, ale czy my też mamy czekać na jakieś wezwanie czy
          nie jeszcze?A jak mama podpisze dokument to co? A jak nie to ma szanse być
          dłużej?Jeśli dziś nie wyjdzie to wścieknie się? Jak to na nią wpłynie, bo
          wczoraj przekonana była o tym, że wychodzi!
          • ditta12 Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 11.12.09, 12:52
            Lekarz wie tylko tyle ile pacjent sam mu powie.Podawane leki za każdym razem w
            innych dawkach działały na mnie raz usypiająco ,innym razem pobudzały
            nadmiernie.Teraz Twojej mamie pomoże lekarz.Gdy już wyjdzie ze szpitala i będzie
            pod opieką psychiatry wtedy możesz zasugerować lekarzowi jaki jest obraz mamy z
            przed choroby bo Ty znasz ją najlepiej a on ustawi leki na tej podstawie.
            Odwiedzaj mamę,opiekuj się nią ale rób to rozważnie i bez nadmiernych emocji,to
            wszystko co możesz.Nie pozwól sobą manipulować jak Ci tu wszyscy radzą.
            • corka-matki Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 11.12.09, 13:34
              Siostra była u mamy, najpierw ekstremalnie przywitała ja lokatorka, potem inne
              osoby a to ja całowały a to witały siębig_grinobrze już tam nas znająsmile Mama nie była
              zadowolona , bo nie dostała spódnicy eleganckiej i szpilek-ale dalej
              przeświadczona o swoim wyjściu w dniu dzisiejszym, jak dorwała od siostry
              kosmetyki-tak już córka nie była jej wcale potrzebna, na ten moment tylko
              strojenie jej w głowie. Nazwałyśmy mamę : "nasza fruzia" co ma "fiziu miziu".
              Siostra rozmawiała z lekarzem oczywiście, bo gotowa była uwierzyć, że mama dziś
              wyjdzie, lekarz uspokoił, że nie...to tylko jej mania.Jednak czas jej pobytu to
              około miesiąca i dalej leczenie w domu-tego się obawiałam-przecież ona nie
              weźmie od nas lekarstw-będzie okłamywaćsad((((( Podobno też jej mania nie jest
              taka najgorsza, są gorsze....no taksad((Nie wiem czy się cieszyć tym czy płakać.
              Bo z jednej strony super, bo może wróci do normalnego życia a z drugiej boimy
              się jej rychłego powrotu choroby, całej tej sytuacji, rozmów a jeszcze tydzień
              temu chciałyśmy ją zabrać a teraz tak jakbyśmy jej nie chciały-nie tyle jej , co
              tej choroby. Ona tak, choroba nie!!!!Okres jej się skończył całe szczęście i
              tarczyce leczą na podstawie mojej recepty wydanej nad wyrost-na to wyszło, nie
              było konsultacji z żadnym internistą, ale twierdzą, że wyniki nie są takie złe,
              w normie-powiedziałam telefonicznie, że ja współpracuje z endokrynologiem i pyta
              mnie się na jakiej podstawie leczą ją na tarczycę, kto jest specjalistą i w
              oparciu o co, było zmieszanie, mam nadzieję, że teraz to sobie przemyślą.
              Powiedziałam też tego, że boje się mamy powrotu do domu, boje się, że nie będzie
              zażywać leków, poprosiłam o kontynuacje leczenia po szpitalu, lekarz przyjmuje
              na kasę chorych.Może już mamę zapiszę.wspomniałam, że całą noc dzwoniła do nas,
              że za bardzo ją rozpieszczamy i stopujemy już. Tak więc dzisiaj nie idziemy do
              niej więcej, bo rozczarowanie będzie brakiem powrotu do domu. Jutro ja
              odwiedzimy i zobaczymy jakie podejście, co z sądem. Lekarz zadowolony, że z mama
              jest kontakt, bo odpowiada, nie ma tego stanu i słowotoku i odpowiadania z
              kosmosu, nie do tematu.Dzisiaj nawet koleżanka z pracy zwróciła mi uwagę, że jak
              lekarz powiedział na początku, że mama wyjdzie za miesiąc tak się cieszyłam, że
              nie dłużej a teraz taka niepocieszona jestem.
    • czubata Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 11.12.09, 17:05
      Boisz się swojej matki.Powiedziałabym nawed że sama przeżywasz coś w
      rodzaju psychozy,psychozy na jej punktcie,i odczuwasz głęboki lęk.Po
      śmierci mojej matki zaopiekowała się mną moja o 13 lat starsza
      siostra.Od maleńkości przyglądałam sie scenom niemalże z horroru.To
      jest coś o czym jest nawed trudno wspominać.Moja siostra zorała mi
      psychike,i nawed jako dorosła odczuwałam przed nią lęk.Kilka lat nie
      miałam z nią kontaktu,aż do momentu kiedy usłyszałam swoją
      diagnoze.Moja choroba pozwoliła mi ją zrozumieć i przebaczyć
      jej.Jesteśmy teraz sobie bardzo bliskie,bardziej niż kiedykolwiek w
      życiu,i moja siostra jest mi teraz skarbem ze swoim wieloletnim
      dośwadczeniem chorobowym.Ona sama też się zmieniła,nauczyła się jak
      sobie radzić ze sobą.Niejest zdrowa,jest szczególnie trudnym
      przypadkiem,ale w całej swojej tragedji ma bardzo pozytywne i
      autoironiczne podejscie do sprawy.Sama otwarcie opowiada o swoich
      wyczynach maniakalnych w tak zabawny sposób że możemy się tylko
      śmiać.No bo ile można płakać?Czas nas uczy pogody,czas goi rany,czas
      pozwoli ci zapomnieć,kiedy już twoja matka dojdzie do siebie,a
      napewno dojdzie.Mania nie trwa wiecznie.Jest zupełnie zrozumiałe że
      niechcesz by wracała do domu,bo teraz odpoczywasz,chociarz może tego
      nie czujesz.I masz do tego prawo.Ja bym ci nawed poradziła byś sama
      poszła do specjalisty,do psychiatry,bo po tym wszystkim depresja
      czai się tuż za rogiem.Wykożystaj ten czas dla siebie i swojego
      samopoczucia,i nie zakładaj najgorszych scenariuszy że ją wypuszczą
      chorą.Sama wiem po sobie że niejest tak łatwo opuścić szpital
      psychiatryczny,nie wystarczy powiedzieć -chcę wyjść-i otwierają
      przed tobą dżwi oddziału.Skoro mame mają ubezwłasnowolnić to tylko
      jeżeli ty się uprzesz by wyszła szybko, będą w końcu musieli ją
      wypuścić,ale ty tego nie rób.Ja byłam najdłużej w szpitalu 2
      miesiące,bo nalegałam na wyjscie,ale byłam w dobrym stanie i nie
      byłam z nakazu sądowego.Zgłosiłam się tam sama i po kilku dniach
      chciałam już wyjść,ale strategicznie mi to wyperswadowywali bo
      wiedzieli że to jeszcze nie czas.Po dwuch miesiącach dopiero uznali
      że niema przeciwwskazań,bo takowych faktycznie już nie było.Szpital
      odpowiada za to kogo wypuszcza na wolność.Współpracuj z lekarzami a
      wszystko będzie dobrze.Daj czas sobie i swojej mamie.W tej chwili
      niema dla niej lepszego miejsca na świecie niż to w którym jest.Może
      trudno ci będzie uwierzyć,ale po opuszczenia oddziału wielokrotnie
      za nim tęskniłam,bo to co się wydawało tak straszne,okazało się
      zbawieniem i spędziłam tam też wiele dobrych chwil.Szpital
      psychiatryczny nie ma za zadanie chronić świata przed chorymi,lecz
      chronić chorych przed światem,który nas tak bardzo męczy.

      czasem uśmiecham się przez łzy
      • corka-matki Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 11.12.09, 17:48
        Czubata masz talent do pisaniasmilehehe...Ja jednak nie chce ubezwłasnowolnić mojej
        mamy. Tylko przymusowo leczyć-to różnica, ja uważam, że będąc zdrowa jest
        stanie o siebie sama zadbać, bez mojej nadopiekuńczośći. Zmęczenia już nie
        odczuwam a strach przed chorobą(nie mamą tylko powtarzam chorobą-jest myślę
        zrozumiały, bo to coś nowego,nieprzewidywalnego, coś co doprowadza do chorych
        działań i zachowań). Gdyby miała być leczona 3 msc zdążyłabym ze wszystkim a
        miesiąc to jak dla mnie tak szybko, że nie zdążę nazwijmy to "pozamiatać po
        mamie" i podszkolić się z zakresu tematyki tej choroby. Uważam jednak, że mam na
        tyle mocny i silny charakter, że przetrwam jeszcze nie jedne tornada i jej
        górki, z tym, że chcę już takich ekscesów oszczędzić siostrze i tacie, który ma
        chore kości.
        • corka-matki Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 11.12.09, 17:52
          I nie boje się swojej mamy. Przecież codziennie prawie ją widzę, boje to złe
          słowo, które użyłam, może obawiam albo niepokoi mnie byłoby właściwsze,
          pozdrawiam. Dziś jadę z mężem do taty i siostry, a jutro jak wrócę od mojej
          fruzi napiszę więcej jak postępy. Kiedyś dam jej to przeczytaćsmile
          • ditta12 Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 11.12.09, 23:03
            Dużo zdrowia dla Twojej Fruzi-mamy(fajnie ją nazywasz)smile
            Nic nie mów nikomu z mamy pracy,wymyśl coś gdyby ktoś pytał,coś sensownego bo
            ludzie jak to ludzie nie znają tej choroby i obawiają się Bóg wie
            czego,filmy-horrory oglądają.To takie załamanie gdy dużo różnych rzeczy się
            nazbiera i człowiek nie daje rady przeskoczyć.
            • 38takatam Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 12.12.09, 09:31
              Bylam w szpitalu 13 tygodni.Warunki-zle.Obskurne wnetrza,lozka-
              tapczany,brudne sciany.... Bylam na oddziale otwartym.Kiedy sie
              zaaklimatyzowalam-poznalam super ludzi,ludzi ktorych nie mozna
              spotkac na ulicy. Osoby te nadwrazliwe jak ja dobrze wiedza co to
              depresja czy drazliwosc. Nikogo nie trzeba udawac,mozna byc soba i
              czuc sie akceptowanym.
              Oczywiscie,ze pacjenci rozmawiaja o swoich chorobach,lekach,rokowaniach.

              Tylko nie wiem jak jest z ta praca.Nam nie wolno pracowac z dziecmi?
              Gdzies to kiedys tu na forum wyczytalam....
              Lekarz z medycyny pracy po miesiecznym zwolnieniu chorobowym bedzie
              chcial wypis ze szpitala-co na tej podstawie orzeknie?

              Dziekuje Ci za zalozenie tego tematu. Pozwolil mi spojrzec na siebie
              oczami moich bliskich.
              Szczerze powiedziawszy,moja choroba przeraza mnie do dzissad

              • corka-matki Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 12.12.09, 17:13
                Dzień pt."Mój uśmiech na twarzy".

                Odwiedziłam dzisiaj naszą "fruzię" i miło się zaskoczyłam. Mama wyglądała
                ładnie(oprócz jej szkieletowatej sylwetki). Miała ułożone włoski, lekki make up
                i wytuszowane rzęsysmile.Wpuściła nas ciocia. Dzwoniła do nas wcześniej, bo miała
                karteczkę od mamy-jej potrzeby. Od razu wyeliminowałam:lakier do włosów, żel,
                pieniądze. Wszystko inne zakupiłam bez dwóch zdań. Ograniczam się teraz do
                środków higienicznych i jedzenia. Dokupiłam jej tylko nową bieliznę i skarpetki.
                Pojechałam z mężem, miałam od niego dziś duże wsparcie i ciepłe słowa. Weszliśmy
                na oddział-od razu siwo od fajek-istna mgła.Zupełny brak ograniczeń a przecież
                nie wszyscy lubią dym i smród!Mijałam te same twarze i widziałam nowe. Od razu
                przyglądali się mojej przezroczystej reklamówce, co niosę mamie. Oczywiście u
                cioci zostawiłam co trzeba, mamie niosłam tylko niezbędne rzeczy.
                Zmieniono jej sale, bo ją okradli-nie ma zegarka, który ode mnie dostała i
                kilku kosmetyków. Ale nie wiem czy to było głównym powodem przeniesienia. Teraz
                mama ma same spokojne panie na sali. Dwie nawet rozmawiały przez telefon.
                Chyba przychodzi pierwsza refleksja....Popatrzyła na mnie i powiedziała:Niuniu
                jak ty schudłaś, ale jaka ładnie wyglądasz, po czym dodała, wiem, że przeze mnie
                tak schudłaś. Usiedliśmy na jej łóżku. Mąż dał jej 10papierosów( wydzielamy jej
                teraz, ciocia będzie donosić)dałam jej nowe rzeczy, wodę, jogurty, owoce.
                Przytuliłam ją o siebie to moje chucherko, pocałowałam i pytam a to o sprawę a
                to o to jak się czuje, jak tutaj na sali, mówię kto ją pozdrawia, pytam czy
                podpisze papier.O sprawie mama powiedział mi tyle, że 15-go powtórka i , że
                pytali czy zostawiła w pracy same dzieci na chwile a ona, że nie, ale dlaczego o
                pracę pytali? Papierów nie chciała podpisać, chociaż powiedziała, że jeśli do
                świąt nie wyjdzie zrobi to a na razie niech tato nam da po wypłacie, bo jej Sąd
                nie pozwolił nic na razie podpisywać-nie naciskałam bardzo, choć mówiłam, że sąd
                nic tutaj do rzeczy nie ma. Powiedziała, że odda nam pieniążki za wszystkie
                pospłacane raty i opłaty jak wyjdzie i żebym ja mówiła lekarzom, że chce ją do
                domu to szybciej ją wypuszczą a ona też nic nie mówiła w sądzie o mnie-chciała
                taki pakt zawrzeć-pokiwałam jej głową tylko i się w duchu uśmiechnęłam z tej
                mojej kombinatorki.
                Zapytałam ją czy wie dlaczego tutaj jest: Odpowiedziała pytająco:tarczyca? Ja
                mówię jej, że też, ale jest coś jeszcze i znów pytającobig_grinepresja? Więc ja też
                pytająco:A jesteś smutna i przygnębiona? Więc ona:jestem nadpobudliwa i ja do
                niej kiwająco, tak mamo odwrotność depresji, potem ją przytuliłam.Jeszcze
                posiedzieliśmy i przyszedł Pan( tzw. przyjaciel-dobrze, że go tato nie
                widział)na detoksie...Pogładził policzek mojej mamy i powiedział, że moja mm to
                dobra dusza-domyślam się, pewnie wszystkim się dzieli co dostaje od nas.Całe
                szczęście długo z nami nie siedział a mama jeszcze przy nim tłumaczyła się, że
                ten Pan wie, że mama ma męża i rodzinę.I wszystko byłoby pięknie gdyby nie to,
                że powiedziała jak zdarta płyta, że musi do a-wy na badania jechać. Jutro tato z
                siostrą idą do mamy ja mam dzień dla siebie.
                Jestem dziś spokojna i zadowolona i oby tak już było do końca jej pobytu.
                  • corka-matki Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 12.12.09, 17:41
                    Nie nikomu nic się nie stało, zawsze jest tak, że jest jeszcze inna osoba na
                    grupie, a mama po prostu na fajka wychodziła i raz wyszła nie mówiąc, że
                    wychodzi, ale w miarę szybko druga Pani to zauważyła i potem już nie było
                    sytuacji by na mamę nie uważano. To był brak odpowiedzialności, ale nikomu z
                    dzieci nic się nie stało, wręcz mamę rozpierała energia i miała jej dużo na zabawy.
                      • corka-matki Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 12.12.09, 18:00
                        Tak naprawdę to i beze mnie by zauważyli, bo ciągłe gadanie, pretensje o
                        wszystko i nadpobudliwość i wrażenie, że to nie ta sama osoba długo by nie
                        umknęły uwadze, tak naprawdę ja pierwsza zadzwoniłam do mamy pracy i
                        powiedziałam, że niepokoi mnie stan mamy, że schudła, że nie śpi, że ta tarczyca
                        a ona nie chce iść do lekarza i , że może nakłonią ją na jakiś urlop, bo mnie
                        nie słucha....Takie były początki. I w ten sposób zaczęto jej się
                        przypatrywać...tuż przed zabraniem ją do szpitala miała skierowanie do medycyny
                        pracy-poszerzone i przyśpieszone badania okresowe, bo wcześniej długo
                        namawialiśmy mamę na leczenie tarczycy, kombinowaliśmy wszyscy jak się da i
                        bardziej się jej przyglądaliśmy:nagle wszyscy mówili do niej tylko o
                        lekarzu-miało tego dość. Jakaś chęć współpracy momentami była-ale po 1, 5 msc.
                        wszyscy mieli dość ile można badania robić, ile można do lekarza iść, ile można
                        tłumaczyć, że nie mam czasu, nie mówiąc, że o własnej rodzinie mówiła źle!Jak
                        dopytywałam mamę czy ok w pracy:mówiła, że tak, że się stara i jest dobrze.
                        • ditta12 Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 12.12.09, 18:10
                          Córka- matki napisała:
                          tak naprawdę ja pierwsza zadzwoniłam do mamy pracy i
                          powiedziałam, że niepokoi mnie stan mamy, że schudła, że nie śpi, że ta tarczyca
                          a ona nie chce iść do lekarza i , że może nakłonią ją na jakiś urlop, bo mnie
                          nie słucha....Takie były początki. I w ten sposób zaczęto jej się
                          przypatrywać...

                          Kadrowa wiedząc ze jestem na rencie pyta mojego brata przez telefon:Co jest
                          siostrze?
                          -Ma modną teraz chorobę-depresję.
                            • corka-matki Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 12.12.09, 18:26
                              Wygrałam dla mamy -Fruzi 5 paczek fajek i dobre kosmetyki na jutro do szpitala
                              > ????
                              Nie bardzo rozumiem, hmmm?Dzisiaj jakby co dostała tylko 10papierosów a
                              kosmetyki tylko potrzebne: krem, mydło szampon, chusteczki nawilżające, papier
                              toaletowy i inne pierdoły. Fruzia nie może mieć wszystkiego!
                          • corka-matki Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 12.12.09, 18:19
                            Właśnie to takie trudne by inni dostrzegli co trzeba...znaczy u mojej mamy przy
                            jej górce nie dało się nie zauważyć, ale tak to bywały osoby, które się w nią
                            zagłębiały w rozmowę jakby nie widząc i nie czując powagi sytuacji. Przecież to
                            nie jest tak, że ma się zanik pamięci, przecież moja mama wszystko pamięta, nie
                            jest tez cały czas tak, że ma tę gonitwę myśli i odpowiada nie do tematu...bywa
                            tak, że da się normalne rozmawiać, ale awantura o wszystko, pretensja o każdą
                            rzecz i np. 20 godzin mówienia bez najmniejszej przerwy i czepianie o wszystko
                            typu:nie tak ścierka, nie tak to nie tak tamto, mówiłam ci przecież to tamto i
                            tak bez końca. Brak reakcji na proszenie, błaganie, uciszanie....a czasami
                            nadmierna uprzejmość i radość i robienie to czego by nigdy normalnie nie
                            zrobiła-wręcz można by było ją wykorzystać, bo chętnie zrobi każdą rzecz o którą
                            poprosisz bez słowa i pozostaje tylko zdziwienie.Gdyby nie to gadulstwo,
                            wydawanie bezmyślne pieniędzy krzyki, pretensje, okłamywanie może dałoby radę
                            tak żyć.
                            • ditta12 Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 12.12.09, 18:38
                              Dalej było tak:pewne kvazimodo z pracy objąwszy wysokie stanowisko podstępnie
                              pod moją nieobecność do komórki się dobrawszy telefon do mego dziecka wykonało.
                              a.nie chodziłam nago po pracy
                              b.nie robiłam nic zdrożnego i nieetycznego
                              c.nie piłam alkoholu
                              d.nic nie zepsułam itd.
                              Wyścig szczurów czy coś tam spowodował moje zwolnienie i teraz wreszcie mam
                              spokój,siedzę w domku,wysypiam się ile wlezie bez stressów.To jest życiesmile!
                              • corka-matki Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 12.12.09, 20:50
                                Witaj ditta12, uważasz więc, że bezpodstawnie zrezygnowali z ciebie w pracy?
                                Usprawiedliwiasz się, fakt to nie twoja wina, że jesteś chora, ale czy twoje
                                zachowanie nie dawało im podstaw? Czasami nie trzeba latać na golasa, pić wódki
                                i zrobić coś złego-czasami wystarczy jak się ma już psychicznie dosyć, ale chyba
                                można dać szansę, czy ty bierzesz leki? I jeśli mogę spytać ile masz lat?Jak
                                poważna jest w twojej ocenie twoja choroba?
                                • corka-matki Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 12.12.09, 23:26
                                  Wyczytałam całe forum i to i to drugie-prywatne dla rodzin.
                                  To mam jednym słowem nieźle napuchniętą głowę.
                                  Przeczytałam , gdzieś o takiej osobie, gdzie po wyjściu ze szpitala dalej nie
                                  wierzyła w swoją chorobę-tylko zwalała na inne problemy swój stan i nie chciała
                                  brać leków ani się leczyć.Moja mama przeżyła 3 śmierci w rodzinie, 1 bliskiej
                                  osoby i po 19 latach zdechł jej pies-tak więc ma naprawdę sporo przeżyć, ale czy
                                  one mają wpływ na ten obecny stan?A i czy np. sąd może wezwać kogoś z pracy?Bo
                                  to ja powiedziałam ordynatorowi, że mama zostawiła dzieci a sędzina o ten fakt
                                  ponoć pytała-ale nikt mnie o szczegóły nie pytał, może to źle zinterpretowano?
                                  I kiedy do nas przyjdzie jakieś zawiadomienie?
                                  Fruzia jutro idzie na msze-chciała kabaretki, spódnice elegancką, bluzkę ładną i
                                  ładne buty-bo na oddział trafiła w kapciach.
                                  Czy jeżeli wyjdzie ze szpitala dostanie jeszcze jakieś zwolnienie z pracy?Czy
                                  będzie musiała się wstawić w pracy a skoro tak to będą od niej wymagać
                                  poświadczenia, że może pracować z dziećmi?I czy nadejdzie depresja czy nie??? Bo
                                  ja nie widziałam tej depresji a raczej mania chyba po następuje???? A może to
                                  nie jest mania? Może początki schizofrenii albo zaburzenia hormonów tarczycy,
                                  które wpływaj na mózg tak sugerował endokrynolog mamy. Dla niego pacjentka
                                  zachowywała się dziwnie.
                                  • ditta12 Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 13.12.09, 11:37
                                    Przepraszam jeśli wyraziłam się nie tak,mogę się mylić.Pisałam tylko na
                                    podstawie Twoich informacji.O tym czy mama może dalej pracować z dziećmi
                                    zdecyduje lekarz który wydaje opinię nie pisząc jaki rodzaj choroby.To tajemnica.
                                    Diagnozę choroby stawia psychiatra i czasami trwa to nawet kilka lat zanim się
                                    upewni.Mama jest po raz pierwszy hospitalizowana i myślę że dostanie zwolnienie
                                    lekarskie.
                                    Pracowałam 17 i pół roku bez przerw i czuję dyskomfort po utracie.Mam rentę z
                                    orzeczeniem:niezdolna do wykonywania pracysad
                                  • awanturka Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 13.12.09, 17:17
                                    Mama dostanie skierowanie do lekarza medycyny pracy (jak kazdy człowiek po L_$ przekraczającym 30 dni) i lekarz medycyny pracy orzeknie czy może dalej pracować z dziećmi. Mnie się udawało zgodę na powrót do pracy uzyskać po kazdej z moich 6 hospitalizacji, po 7 się nie udało sad no i jestem na rencie... Pracowałam w szkole.
    • corka-matki Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 14.12.09, 08:21
      Dzień pt. "Zniknął uśmiech z mojej twarzy"
      Nie byłam wczoraj u mamy. Był tato i siostra, ja zajęłam się mężem, domem,
      trochę próbowałam się oderwać. Tylko jak mam się oderwać jak siostra wróciła
      wkurzona z wizyty w szpitalu?!
      No cóż nasza fruzia opierniczała ich zdrowo o wszystko:o brak eleganckiej
      spódnicy, brak kabaretek, brak żelu, pianki i lakieru, brak pomadki, brak
      szpilek, brak kart do dzwonienia, brak pieniędzy. Potem zarzucała tacie, że
      dzieci jej się do małżeństwa mieszają a na koniec to już twierdziła, że nie ma
      kawy, nie ma co jeść, na rodzinę liczyć nie może, że my o nią nie dbamy, że tata
      jest taki jak mąż pewnej pani która się powiesiła. Tato uległ - zostawił jej
      pieniądze! O to jestem zła najbardziej-ale nie rozmawiałam z nim, po co go
      dobijać, skoro pewnie sam wie, że źle zrobił, bo krzyczał na nas, że papierosy
      mamie zbyt często kupujemy.Oczywiście maniaczka prania dała im całą reklamówę
      brudnych rzeczy-czyli po 1 dniu.
      Siostra powiedziała, że w takim stanie jak wczoraj nie chce jej nawet na
      Święta, ja w zasadzie też...Czy oni ją w ogóle wyleczą?Dzisiaj jadę ja, może
      zwerbuję jakiegokolwiek lekarza i zapytam czy będzie jakaś poprawa czy nie.
      Powolutku widzę, że naprawdę trzeba zbierać siły na jej wyjście.
      • 38takatam Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 14.12.09, 09:29
        W szpitalu mialam wszystkie potrzebne kosmetyki. Jak cos sie skaczylo-zaraz
        mialam uzupelniane. To,ze jestem w szpitalu nie znaczy,ze musze o siebie
        przestac dbac...
        Papierosow palilam duuuzzzooo za duzo,bo ok 30 i nigdy mi nie zabraklo. W takim
        miejscu pali sie przewaznie z nudow i z nerwow.Mialam zapas kawy,cukru i
        wszystko co chcialam-lacznie z jedzeniem,bo w szpitalu wiadomo,slabo karmia.
        Mama jest chora-niczego nie robi Wam na zloscuncertain
        Pozdrawiam.
      • corka-matki Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 14.12.09, 10:01
        Oczywiście, ja też uważam, że człowiek w szpitalu powinien mieć komfortowe
        warunki, ale bez przesady jak życzy sobie wyglądać jak na akademię lub bal. Ja
        nie spotkałam jeszcze nikogo kto by w szpitalu prezentował się eleganckich
        ubraniach+szpilki!Już to, że kolczyki i łańcuszki, branzoletki ma i kosmetyki
        typu pudry, cienie, tusz uważam za dużo za dużo.Rozumiem krem, szampon, tonik,
        chusteczki nawilżające.Uważam, że ma dresy, jeansy, bluzki, bluzy i to powinno
        wystarczyć a do tego ma więcej niż podstawowe środki higieniczne. Jedzenia
        kupuję na cały tydzień-pełna lodówka-takie jak lubi serki, jogurty, napoje,
        pieczywo itp. Nie daje nam mama na nic pieniążków, nie chce głupiego papierka
        podpisać-a koszt tygodniowy mojej mamy to jak po ostatnim tygodniu około 4000zł,
        bo i dres jej piękny zakupiłam-kolor antracyt-żeby czuła się super. Nie wspomnę
        o bieliźnie, skarpetkach,aniołkowi z dedykacja na zdrowie i fajkach które też
        jej zakupiłam , ale mama i tak wydziwia, to nie takie, tamto nie pasuje, to się
        nie nadaje, a my źli,nie dajemy nic jej zdaniem. Karta telefoniczna-skoro
        starcza na jeden dzień to co mam co dzień kupować, spełniać wszystkie
        fanaberie?Moich jakoś mama nie spełnia jak proszę o podpis tylko po to bym
        m9ogla opłacać jej rachunki!!!! A jej teksty na nasz temat są absorbujące!
      • gabrynia27 Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 14.12.09, 17:12
        Witam Cię corko-matki. Przypadkiem natrafiłam dzisiaj na to forum. Przeczytałam
        Twoje posty od a a do z i podczas lektury po policzkach płynęły mi łzy.
        Przeżywam obecnie to samo co TY. Mój tatuś w piątek tj. 11 grudnia trafił do
        szpitala w stanie manii. Oczywiście nie chciał się leczyć i ciągle powtarzał, że
        to my jesteśmy chorzy. To co przeżyliśmy w ciągu ostatniego miesiąca to istny
        koszmar. Tatuś jeździł nie wiadomo gdzie, ciągle do kogoś wydzwaniał i miał
        obsesję na punkcie zdrady mojej mamy. Ciągle powtarzał, że wszyscy znajomi są
        jej kochankami, wyzywał nas, rzucał czym popadnie. Ten szpital to była
        ostateczność. Zabrali go siłą w eskorcie policji, ale ja nie chciałam na to
        patrzeć. W sobotę jak go odwiedziłam był w fatalnym stanie ciągle powtarzał, że
        nie chce nas widzieć i nie ma już córek. Wieczorem było juz lepiej zachowywał
        się tak jak kiedys, ale w niedzielę to była jakaś kumulacja. Był oszołomiony
        lekami, nie mógł mówić, miał odrętwiałe policzki i język. Dzisiaj rano jest to
        samo. Mówi, że faszerują go psychotropami i chcą otruć. Prosi mnie bym go
        wyciągnęła i zabrała na leczenie do Lublina. Jestem bezsilna i nie wiem jak się
        zachowywać. Bardzo go kocham i nie wyobrżam sobie bez niego życia. Nie wim co ma
        dalej robić. Będę wdzięczna jeśli napiszesz mi cokolwiek o stanie twojej mamy.
        Kiedy zaczęła przychodzić poprawa i jak się teraz czuje. Pozdrawiam.
        • ewelina30sl Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 14.12.09, 21:57
          Cześć ; spotkało cię wielkie szczęście że twój tato trafił do szpitala, mój
          jakoś od 15 lat omija go szerokim łukiem- dasz radę to jedyne co możesz zrobić
          dla jego i swojego dobra- po 15 latach współistnienia z tą chorobą - nie ma mowy
          o symbiozie - wiem jedno - chociaż to najbardziej boli - nie zapominaj o sobie
          -albo przynajmniej spróbuj, postaraj się , zrób cokolwiek - dasz radę smile
          • corka-matki Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 15.12.09, 08:16
            Witaj Gabrynia i pozostalismile!
            Możesz się tylko cieszyć, że twój tato trafił do szpitala. Z każdym dniem
            będzie ci łatwiej-tak myślę.

            Dzień pt. " Śmiechotka".

            Wczoraj mama była bardzo bardzo gadatliwa, Panie z sali żartowały, że nakleją
            jej plaster na usta-buzia ani na 5 sekund jej się nie zamykała.Nie wiem doprawdy
            jak człowiek jest w stanie mówić w takim tempie i jeszcze tyle czasu bez
            zająknięcia.Do tego takie niekontrolowane wybuchy śmiechu-nie mogla nad tym
            zupełnie zapanować, coś mówiła i heehe, ale takie jakby z przepony, zupełnie nie
            naturalne.Przyniosłam jej nowy dresik to była zadowolona i obkupiłam ją.
            niepokojące było , że opowiadała ilu to w niej się tutaj chłopaków kocha.
            Kupiłam jej troszkę jedzenia, bo ciocia ma pare dni wolnego, ale o dziwo
            oznajmiła , żebym nie kupowała, bo jej wszyscy , wszystko dają i ona chce placki
            ziemniaczane z mlekiem, ale koniecznie ciepłe, żeby jej zrobić. Oczywiście nie
            ma żadnych sekretów, opowiada na prawo i lewo o wszystkim, nawet moje
            zwierzenia. Panie, które z nią są na sali to zupełne kontrasty chyba po depresji
            wszystkie, powiedział mi tylko, że jak ja to wytrzymuje i ze mam anielska
            cierpliwość do mamy-fakt mam, ale chyba tylko w warunkach szpitalnych, bo tak mi
            nerwy w domu puszczały a teraz mam poczucie jakiegokolwiek bezpieczeństwa. Dobre
            było to, że nie miała wściekłości i złości, cały czas mnie całowała, mówiła, że
            jestem dobra córka i ze mnie kocha i jestem najważniejsza-dobre i tosmile udało mi
            się również zabrać jej część pieniążków od taty-sama mi dala na bilet niby wiec
            nie protestowałam. Dzisiaj ma ścinać włosy 3 chłopakom za to jakieś fanty
            dostała od nich typu:kawa, herbata-nie podoba mi się to! I ma jakieś obrazki( w
            tym jej portret-nawet ładny) i grafitti od chłopaka co jest narkomanem-taka
            radosna mi je pokazywała.
            Czy kiedyś moja fruzia wróci do dawnej formy:kobiety statecznej i
            zrównoważanej, oczytanej, wesołej i pomocnej innym, rozsądnej i ułożonej?
          • gabrynia27 Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 15.12.09, 09:54
            Dziękuję Wam Kochane za słowa otuchy. Mój tatuś zmaga się z tą okropną chorobą
            już od 26 lat. Pierwszy epizod miał w wieku 24 lat. Zaczęło się od
            depresji.Byłam malutka więc nie pamiętam przebiegu tego epizodu. Z opowiadań
            mamy wiem, że trwało to pół roku. Tułali się od lekarza do lekarza i nikt nie
            potrafił mu pomóc. Obyło się bez szpitala, bo za nic w świecie nie chcieliśmy go
            oddać. Następne pojedyńcze epizody zdarzały się na przestrzeni kilku lat.
            Njpierw był stan euforii, trwonienie pieniędzy, plany jakichś interesów, które
            potem kończyły się fiaskiem i długami. Następnie pojawiała się deprecha i brak
            chęci do życia, a następnie wszystko wracało do normy. Jakieś dwa miesiące temu
            tatuś został pominięty w spadku przez swoich rodziców. Zaczął się tym gryźć, że
            ma 4 córki i nic im nie zostawi. Dowiedział się również że choruje na
            helikobacter, boreliozę i brucelozę. To go dobiło. Znikał na całe dnie, ciągle
            gdzieś dzwonił, nie jadł i zaczęła się obsesja na punkcie zdrad mojej mamy.
            Sprawdzał jej telefony, wyciągi z banku, bilingi. Cuda wyczyniał. W domu ciągle
            były awantury, wmówqił sobie, że zaraził się od niej wirusem hiv, że robił
            badania na jego obecność, nie chciał brać leków , bo twierdził że chcemy go
            otruć. W ciągu 2 dni trzy razy wzywaliśmy policję i pogotowie. Za każdym razem
            im uciekał. W końcu umówiłam go na wizytę w prywatnym gabinecie i pani doktor
            natychmiast wypisała mu skieroiwanie na przymusowe leczenie. Broniłam się przed
            tym, ale ona kazała mi wybierać. Pytała gdzie chcę go odwiedzać w szpitalu czy
            na cmentarzu. Nie było wyjścia musiałam tak zrobić. Po dwóch godzinach zabrała
            go karetka, o niczym nie miał pojęcia jadł kolację. Bóg jednak czuwał, bo obyło
            się bez środków przymusu. Szedł spokojnie. Dzisiaj mija już 4 dzień jego pobytu w szpotalu, nadal nie myśli racjonalnie, mówi, że nie ma już żony. W chwili przyjęcia do szpitala wyraził zgodę na leczenie, a wczoraj ją wycofał. W ciągu 72 godz. sędzia ma wydać decyzję o jego wypuszczeniu lub o przymusowym leczeniu. Czy ktoś orientuje sie jaka jest szansa na przewiezienie go do innego, lepszego szpitala?
    • corka-matki Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 15.12.09, 17:07
      Moja mama też mówiła, że chce do domu, aktualnie stale powtarza, że wychodzi
      jutro 18go-głębokie ma o tym przekonanie, ale prawda też taka, że mam wrażenie,
      że ona ten szpital traktuje jak sanatorium momentami i nieźle się bawi...Nam w
      gruncie rzeczy nawet jak zarzuca ten pobyt to i tak czuję, że nas bardzo kocha i
      nie ma jakiejś niechęci z tego tytułu-może właśnie dlatego, że ją odwiedzamy
      cały czas, ma zaspokajane potrzeby i widzi mimo choroby troskę.
      Tacie twojemu mam nadzieję przejdzie...musi być w końcu jakieś lekarstwo na
      nich, które zadziała, prawda?
      • gabrynia27 Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 15.12.09, 17:32
        Mam nadzieję. Wszyscy lekarze powtarzają nam, że to minie, że to tylko
        przejściowy stan. Mój tatuś ma bardzo podobne zachowania do Twojej mamy.Najpierw
        na nas krzyczy i wypomina, że go w takim miejscu zamknęłyśmy, a za chwilę pisze
        mi smsa z potwierdzeniem jak bardzo mnie kocha. Martwia mnie te jego urojenia na
        tle zdrady mojej mamy. Cały czas o tym mówi... Boję się, że nigdy o tym nie
        zapomni.
        • corka-matki Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 15.12.09, 17:40
          Przynajmniej sam nie zdradza, to na tyle dobrze...u mnie z kolei mama twierdzi,
          że wszyscy się w niej kochają, bo jest przecież najładniejsza,
          najfajniejsza...Gabrynia27 nie martw się. Jedziemy na tym samym wózku!Musimy się
          wspieraćsmile Zobaczysz jeszcze będziemy się cieszyć, choćby chwilkę, ale
          będziemy...Ja schudłam 9kg więcej nie chcę, to wynik stresu związanego z mamą a
          stres był początkiem mani u mojej mamy.Naprawdę trzeba się oszczędzać. A jak
          długo teraz twój tato jest w takim stanie?I co z pracą?
          • corka-matki Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 15.12.09, 20:28
            ZROBIŁAM!smile))))Zrobiłam piękne rumiane placuszki ziemniaczane dla Fruzi.
            Wymyśliłam, że jutro może mleko zagotuje w termos i też jej zawiozę-taki
            spełniony koncert życzeń.
            Niech ma placki i niech ma mleko, niech się cieszysmile, tyle chociaż jej w
            chorobie. Gdyby była w szpitalu to chyba nawet jej choroba by mi nic a nic nie
            przeszkadzała. W rzeczywistości chyba jednak odpadłabym w przedbiegach, chociaż
            dałam radę 3 miesiące prawie.
            Czytałam, że mania nieleczona trwa do 4 miesięcy czyli jej już się skończy
            niedługo?
            A i powiedźcie mi jak to jest z powrotem do rzeczywistości, to następuje tak z
            dnia na dzień czy powoli, zaczynacie się zastanawiać nad sobą i swoimi czynami,
            analizujecie, powoli się uspokajacie, czy tak jednego dnia góra a drugiego już
            jej nie ma tylko wspomnienia?
            Odkrywam, że chyba minęłam się z powołaniem, powinnam zostać
            psychologiemsmileBaaaa w ostateczności psychiatrą hehehesmiletak mnie wciągają
            opowieści dziwnej treści.
          • gabrynia27 Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 16.12.09, 09:20
            Teraz nie zdradza, ale w przeszłości mu się dwókrotnie zdarzałosad
            Ja również poleciałam na wadze jest mnie mniej o 13 kg, ale wcześniej trochę
            ćwiczyłam na siłowni. Teraz to już tylko stres mnie zżera.
            Mój tatuś jest w takim stanie od jakiegoś miesiąca, a jeśli chodzi o szpital, to
            jest w nim już 5 dzień. Wczoraj rozmawiałam z lekarzem. Twierdzi, że tatusia
            stan się nie poprawia, nadal jest w stanie manii. Najgorsze są te jego urojenia.
            Dzisiaj np. dzwonił do mamy i mówił, że wujek Romek]brat taty) miał wypadek i
            sąsiad ją zawiezie do szpitala. Dzwoniłyśmy do wujka a on cały i zdrowy jest.
            • gabrynia27 Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 16.12.09, 09:28
              córko-matki powiedz mi jak długo Twoja mami jest w tym szpitalu? ostatnio dużo
              czytałam o tej chorobie i metodach jej leczenia. Faktycznie piszą, że okres
              manii trwa zazwyczaj do 4 miesięcy, ale u każedego chorego przebiega to inaczej.
              To nie pierwsza już mania mojego taty, ale nigdy nie było z nim aż tak źle jak
              jest teraz. Moja mama załamuje już ręce. To tata był głową rodziny, robił
              opłaty, zakupy itp. Poza tym jest weterynarzem więc osobą znaną w naszym
              mieście. Teraz boimy się jak zareagują ludzie, bo to jest teraz plotka nr 1.
              Boimy się, że juz nikt nie obdarzy go takim zaufaniem jak kiedyś. Że nie będzie
              mógł wrócić do pracy. On ma dopiero 50 lat.
              • corka-matki Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 16.12.09, 11:01
                Witam!
                Moja mama jest w szpitalu od 4 grudnia, w piątek minie 2 tygodnie.
                Pierwszy raz dostrzegliśmy tą chorobę na poważnie i pierwszy raz miała aż takie
                objawy, ale wiemy, że rok temu był jej pierwszy taki stan-ale wmawialiśmy sobie,
                ze to stres, tarczyca i kobiece hormony, wtedy przeszedł samoistnie i żadna
                depresja nigdy nie wystąpiła.

                Teraz jak tak sobie rozmyślam, to chyba już od dawna były takie pojedyńcze
                sygnały, np. mama jeździła na rolkach i czasami zachowywała się jak "małolata",
                umawiała się z dziewczynkami młodymi na te jazdy,w lato ubierała krótkie
                spodenki jakby miała 18 lat - fakt figurę zawsze ma idealną, sylwetkę
                wysportowaną,potem był rower-którym robiła po 100 parę km nawet, spacery-ale
                takie po 20km, bardzo o siebie dbała-wstawała po 5 żeby umyć głowę i ładnie
                ułóżyć włosy-dla mnie było to przesadą, ale nie przeszkadzało mi...Chodzenie
                ciągle do kościoła. Tak naprawdę więcej mamy nie było w domu niż była, czasami
                tato mówił, że tak kobieta stateczna nie powinna się zachowywać. Ciągle też
                uważała, że jest za gruba.Na punkcie wagi miała fioła. Ma 48 lat( dokładnie
                31grudnia)

                W tym roku wszystko zaczęło się od remontu mieszkania, początkowo schudła ,
                potem całe noce nie spała i szła do pracy.

                Ciągle chodziła w słuchawkach na uszach,gadała do samej siebie, śpiewała
                piosenki, wysadziła korki, prawie spaliła garnek, prała co chwilę-każdego dnia
                prała kurtkę swoją!
                W pracy zwracano jej uwagę,ale to nie pomagało, potem radio włączała na cały
                głos,wychodziła co chwile na papierosa, zwracała wszystkim uwagę, że każdy coś
                źle robi, do kościoła chodziła jakieś 3 razy dziennie,do sklepu jeszcze
                częściej,kupowała np. siatkę batonów,robiła w sklepie zdjęcia zakupom albo
                paniom za ladą,miała do nas pretensje o wszystko, krzyczała i buzia jej się nie
                zamykała, oskarżyła bank o kradzież pieniędzy, potem tatę i glazurnika,
                odwoływała fachowców,nie dała nam robić remontu a dom jak po wojnie wyglądał,nie
                dała spać tacie 3 msc a siostrze nauczyć się na egzaminy zaległe.Nie chciała się
                leczyć, nie chciała urlopu, nie chciała dać pieniędzy na nic.
                Szantażowała mnie,wyzywała przy ludziach, uciekała jak chciałam pomóc,wysyłała
                dziwnej treści sms-y zachowywała się dziwnie,miała wymagania i potrzeby nie z
                tej ziemi,nie płaciła żadnych opłat i rachunków a nabrała pożyczek,znikała nam a
                my odchodziliśmy od zmysłów, raz jak robotnik odłączył kuchenkę gazowa, bo robił
                zrobiła mu taka awanturę i jak poparzona wybiegła z domu, że kawy jej nie damy
                się napić, nie pomagało wyjaśnienie, że za godzinkę,ubliżała mu a mi było wstyd,
                ja płakałam a ona jak wróciła to pytała co się stało, czy mam problemy jakby nie
                rozumiejąc, że to z jej powodu wygadywała rzeczy z kosmosu, momentami jak małe
                rozkapryszone dziecko, te jej oczy-obłędne, ja już odróżniałam kiedy ma normalny
                w miarę wyraz twarzy a kiedy ten obłędny .
                Jak wpisała błędnie pin w telefonie i jej się zablokował, to płakała jak małe
                dziecko, przytulała, machała do telefonu, gadała z nim, to samo z pralką, pukała
                i mówiła do pralki...oj dużo tego, okłamywała strasznie, chciała ciągle jechać
                gdzieś pociągiem, tańczyła na ulicy, wygadywała bzdury ludziom o nas i, że nie
                ma w domu jeść-ludzie więc żałowali i jej znosili,robiła długi jakieś, w nocy
                paliła światło, rolety w górę, muzyka-nie ważne, że ktoś chce spać, miała tez
                taką gonitwę myśli, że nie wiadomo o co jej chodzi, zawaliła sprawę spadkową w
                sądzie, spóźniała się do pracy, do mojej pracy przychodziła siku robić, aj dużo
                tego...aż się odechciewa pisać
                • ditta12 Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 16.12.09, 11:36
                  O rany!!!!Sporo tego.Ja nie potrafię sobie przypomnieć takich rzeczy i to jest
                  najgorsze.Dobrze że to napisałaś.Przeraziłam się samej siebie.Pewnie też tak
                  miałam .To że mama jeżdzi na rolkach ,na rowerze , słucha muzyki i dba o siebie
                  to godne pochwały.Co to jest w dzisiejszych czasach "stateczna kobieta"?
                  Zaniedbana staruszka?To co było dalej to już nie wygląda dobrze i przyznaję Ci
                  rację.Mania cholerna!
                  • corka-matki Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 16.12.09, 12:00
                    Ditta12 jak to nie pamiętasz? To co ty pamiętasz?
                    To, że jeździ na rolkach czy na rowerze nie jest złe-oczywiście cię popieram,
                    ale to nie znaczy, że ma przy tym zachowywać się tak by wzbudzać
                    sensację-rozumiem zabrać rolki, pójść gdzieś na miejsce do tego wyznaczone i
                    sobie jeździć,ale u niej wyglądało to zupełnie inaczej-o dziwo, że do kościoła
                    na rolkach nie wjechała hehehsmile ciężko to wytłumaczyć!
                    Rower? Oczywiście, ale nie, że codziennie po kilkadziesiąt km?! Sport jaki
                    sport? skoro pali fajek jeden za drugim i nawet nie ma szczerej chęci ograniczyć
                    się czy rzucić?!
                    Kościół? Można przecież pójść raz w tygodniu albo nawet niech będzie raz
                    dziennie, ale czy trzeba robić 2km na godzinę 6 rano i wstawać o 4 żeby się
                    wyszykować, jak się ma 400metrów i można pójść później i wyspać się?
                    Czy można zauważyć, że ma się jeszcze męża i młodszą córkę, czy trzeba cały
                    czas wyfruwać z domu, z niczego nie mieć chęci się tłumaczyć i uważać za Boga?
                    tak nieomylnego Boga, który ma prawo wytknąć wszystkie błędy, wady, co jest nie
                    tak, co jest źle, a nigdy nie zobaczyć swoich? Nigdy nie powiedzieć
                    przepraszam?I mieć na względzie mimo wszystko głownie swoje dobro? A jak coś
                    opowiadać to tylko o sobie?Jakby odbiorca nie był wcale ważny? Było troszkę tych
                    nieprawidłowości, ale mama ma też tyle zalet, że zupełnie je przysłania. I nie
                    chcę pamiętać jej humorków, wybuchów złości, przykrych chwil, nawet tej choroby
                    nie chcę mieć w głowie. Chcę by była spokojniejsza, żeby dało się normalnie
                    porozmawiać, żebym nie musiała się wstydzić, płakać,żebym czuła miłość z
                    wzajemnością i nie musiała się martwić za nią...

                    Ja mamie nie bronię, nie ograniczam, ale to wszystko można robić , ale jednak
                    inaczej.

                    • ditta12 Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 16.12.09, 12:49
                      córka- matki napisała:
                      Czy można zauważyć, że ma się jeszcze męża i młodszą córkę, czy trzeba cały
                      czas wyfruwać z domu, z niczego nie mieć chęci się tłumaczyć i uważać za Boga?
                      tak nieomylnego Boga, który ma prawo wytknąć wszystkie błędy, wady, co jest nie
                      tak, co jest źle, a nigdy nie zobaczyć swoich? Nigdy nie powiedzieć
                      przepraszam?

                      Mania to stan boski.Urojona wyobrażnia tak działa,nie wiem dlaczego i nikt
                      jeszcze nie wie czemu się tak dzieje.Czemu mózg tak pracuje,czemu na takich
                      obrotach?
                      Mogę Ci tylko powiedzieć że to mija,powtarza się za jakiś czas,za kilka lub
                      nawet kilkanaście lat.Moja rodzina nie zawsze umieszcza mnie w szpitalu.Nauczyli
                      się radzić sobie.To bardzo smutne,ja tego nie chcę teraz,nie chcę by tak musieli
                      się poświęcać,walczyć ,wstydzić się za mnie ale co mam zrobić?Brałam lit długie
                      lata i badałam jego poziom we krwi,przestał działać w pewnym momencie a ja już
                      nie panowałam nad moją chorobą.Płaczę teraz bo jestem bezsilna a chcę być
                      zdrowa,taka jak inni,uwierz.Nie pamiętam za wiele ze swego stanu manii bo tak mi
                      pamięć działa.Gdybym była świadoma wszystkich rzeczy które robiłam to może nie
                      chciałoby mi się żyć.
                      • corka-matki Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 16.12.09, 13:32
                        Ditta12 to nie twoja wina, że jesteś chora, nie twoja...ja bym chciała, żeby
                        moja mama miała tyle chęci co ty, żeby brała leki, ale trudno mi uwierzyć, że to
                        nastąpi, żeby chociaż zdawała sobie sprawę z choroby jak ty, chociaż tyle to dla
                        mnie aż tyle.
                        Niech tylko otwarcie przyzna i zda sobie sprawę, że jest chora to wszystko...
                        A ile miałaś górek?

                        Gabrynia przypominasz mi mnie, o licie już wiem, wyczytałam wszystko, za info o
                        wodzie dzięki, ja o kwasach omega 3 czytałam, że są naturalnymi stabilizatorami
                        nastroju.Moja mama fakt jest tydzień dłużej, ale wyraźnej poprawy to ja nie
                        zauważyłam.
                • gabrynia27 Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 16.12.09, 12:37
                  Czyli tydzień dłużej leży niz mój tatuś. On trafił do szpitala 11 grudnia. Na
                  razie nie widać u niego poprawy, może jest spokojniejszy trochę. Ma cały czas
                  zmienne nastroje, reaguje gwałtownie by za chwilę nam powtarzać jak bardzo nas
                  wszystkich kocha. I te urojenia. Wyczytałam gdzieś, że na chorobę afektywną
                  dwubiegunową dobry jest lit. Jest na receptę, ale znajduje się również w wodach
                  mineralnych np. Piwniczance.
      • ditta12 Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 15.12.09, 22:34
        Potrzebujesz teraz ludzi bo czujesz się samotna.Twój wątek pobił rekord
        już.Przytulam Cię mocno i zawsze czytam to co piszesz bo jest to temat bardzo
        mnie obchodzący ze względu na mój niedawny pobyt w szpitalu.Było mi
        ciężko,szczególnie na oddziale zamkniętym.Napatrzyłam się na
        starych,umierających ludzi,czasem płakałam i byłam bezsilna bo kraty w oknach,bo
        musiałam stale kombinować jak przetrwać,nawet zapałki mi zabrał sanitariusz.Nie
        wychodziłam na powietrze przez miesiąc ale wszystko minęło.Powoli zapominam
        tamten czas,nie czuję żalu do rodziny która mnie tam umieściła chociaż czułam
        tak jak Twoja mama i miałam podobny napęd.Życie daje się we znaki i kiedy wiele
        spraw skupia się naraz,zwłaszcza takich trudnych gdy nic nie udaje się załatwić
        to jest mi gorzej,wiadomo.
          • corka-matki Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 15.12.09, 22:54
            Rekordy wątku? Być może, ale ja się trzymam jednego i tyle, mogłabym wymyślić
            przecież co chwilę nowy i nadać tytuł, ale tu nie o wątki chodzi,nie o rekordy i
            nawet nie o samotność, chociaż momentami myślę sobie, że tylko ci co mieli to
            samo( wy tutaj na tym forum) rozumiecie o co pytam, dlaczego...przecież tu
            chodzi o moją mamę, najchętniej wniknęłabym w jej umysł, chciała zrozumieć,
            pomóc...troszkę jestem opętana tą chorobą, muszę to pojąć, ogarnąć, muszę jakoś
            mamie pomóc wyjść z tego, może jednak to możliwe?
            Nigdy nie byłam z mamą takimi psiapsiółkami, a teraz chciałabym być jak
            najbliżej.Zawsze, od dawna mnie w mamie irytowało wiele, ale całokształtem
            oceniałam ją jako dobrą i mądrą osobę. Dlaczego ona?
            • ditta12 Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 16.12.09, 09:55
              Napisałaś-dlaczego ona?A dlaczego ja a dlaczego inne osoby na tym forum.Pytasz
              o coś co trudno wyjaśnić.Osoba w manii nie ma poczucia rzeczywistego stanu,jest
              jej dobrze,wszystko się udaje,lepsze wyniki w pracy,lepsze oceny w szkole.To Ty
              widziałaś zmiany które zaszły u mamy i coś z tym zrobiłaś.Ja się wtedy sobie
              podobam bo jestem szczęśliwa i bezkrytyczna.Nie piszesz jakie są konsekwencje
              tego stanu mamy.Co "narozrabiała"? Nikt nic mi nie zarzucił tylko to że moja
              osobowość się zmieniła.Nie jestem zagrożeniem dla ludzi,nawet sobie nic nie
              zrobiłam.to nie złamanie nogi gdzie można prześwietlić i sprawa jasna.
      • lolinka2 Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 16.12.09, 13:25
        corka-matki napisała:

        > Mam wrażenie , że tak samo nieme jest to forum jak mamy szpital, nikt mi na
        > nic nie odpowiadasad

        nie wiedzieć czemu taki roszczeniowy ton budzi moją agresję każdorazowo.
        Ditta, jako doświadczona w temacie najmocniej, pisze Ci ile sił w klawiaturze.
        Doceń to, co masz, zamiast płakać nad brakiem tego, czego nie masz.
        • corka-matki Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 16.12.09, 13:33
          lolinka2 napisała:

          > corka-matki napisała:
          >
          > > Mam wrażenie , że tak samo nieme jest to forum jak mamy szpital, nikt mi
          > na
          > > nic nie odpowiadasad
          >
          > nie wiedzieć czemu taki roszczeniowy ton budzi moją agresję każdorazowo.
          > Ditta, jako doświadczona w temacie najmocniej, pisze Ci ile sił w klawiaturze.
          > Doceń to, co masz, zamiast płakać nad brakiem tego, czego nie masz.

          Doceniam, byłam zbyt niecierpliwa, miałam gorszy dzień, przepraszam Was
          • ditta12 Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 16.12.09, 13:45
            Myślę ze to dobrze ze stanęłyśmy z Córką -Matki po dwóch stronach.Wiele mi to
            uświadomiło.Rodzina chce mnie chronić tylko .Nie rozmawiają ze mną tak
            otwarcie.To trochę tak jakbym mogła popatrzeć na siebie z drugiej strony,od
            strony moich bliskich.Mam też nadzieję że mogłam pomóc troszeczkę zrozumieć
            chorobę matki tej dziewczynie.
              • ditta12 Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 16.12.09, 19:43
                Chwała Ci za to dziewczynkosmileże chcesz zrozumieć Tę chorobę.
                U mnie zaczyna się od tego że nie śpię kilka dni,mam omamy widzę świat inaczej i
                wiem o tym ale boję się powiedzieć bo nie chcę dostać się do szpitala.Ważne żeby
                zdobyć zaufanie chorego bo ja słyszę tylko jedno:Brałaś leki?Zdrowi nie chcą
                wiedzieć co odczuwa chory bo po co?Od tego mają psychiatrę który wypisuje
                recepty i chcą mieć spokój.A mój świat ulega coraz większej deformacji.to tak
                jakby ktoś lub coś przejęło kontrolę nad życiem i robisz tak jak to coś chce
                żebyś robiła.pewnie dlatego kościół nazywa ten stan opętaniem.tracisz wlasną
                wolę i wchodzisz coraz głębiej w ten świat.
            • lolinka2 Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 16.12.09, 20:10
              od obcych pewne rzeczy przyjmujemy łatwiej niż od najbliższych, poza tym w manii
              na ogół się podejrzewa tych najbliższych o straszliwe zamiary więc mało która
              prawda jest do przełknięcia smile

              Dla mnie jest to kwestia tego na ile mocno uwierzę danym razem we własne
              urojenia. Bo jesli mocno - to pozamiatane. Ja mówię chłopu: zdradzasz mnie, on
              mi: weź leki, ja mu: chcesz mnie ogłupić, żebyś się mógł puszczać; on: weź leki;
              ja: i co, wezmę i wszystko będzie różowe a ty święty z aureolą?; on: weź leki;
              ja: nie wezmę to wlaśnie teraz widzę jaki jesteś naprawdę, bez filtra
              farmakologicznego; on: weź leki.... (i tak można godzinami)
              Ergo: z rodziną te rozmowy mogą prowadzić donikąd. Ktoś obiektywny może rzucić
              jedno zdanie, które podziała szybciej i skuteczniej.
              • corka-matki Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 16.12.09, 21:12
                Dzień pt."Śmiech i łzy".

                Wróciłam szybciutko z pracy dzisiaj szybko wyprowadziłam psa-nie protestował,bo
                zimno jest na dworze.
                Odgrzewałam Fruzi placki ziemniaczane, zapakowałam w sreberko-żeby trzymało
                ciepło i z radością myślałam o tym, że sprawię jej przyjemność.Wyobrażałam też
                sobie rozmowę z lekarzem, co powiem, o co zapytam. Taka w sielankowym nastroju
                pojechałam do szpitala. Tradycyjnie spotkałam się z ciocią i popytałam, co tam
                jak tam...

                Fruzia ucieszyła się na mój widok, już bez ogródek zwracam się do niej właśnie
                FRUZIA. Wyglądała normalnie(znaczy się oczy nie były obłędne)Od razu wypakowałam
                jej troszkę rzeczy, wiem miałam nic nie kupować, ale dostała mały miód-ten o
                który robiła stale pretensje typu:JA CHCE MIÓD< POWIEDZIAŁAM KONKRETNIE MIÓD
                CHCE!(dawne dzieje).
                Znowu ma okres-więc środki czystości,batony z ziarnami zbóż,pieczywo
                słonecznikowe takie chrupkie, mleko Danone, inne pierdoły i najważniejsze:
                PLACKIsmile)))
                Od razu się zajadała i częstowała wszystkich, powiedziałam jej, że Panie na
                sali tak, ale innych nie, bo ja jej przynoszę a nie żeby wszystko rozdawała.
                Lekarz nie miał dla nas czasu bo przywieźli kogoś więc mój mąż pojechał a ja
                zostałam u Fruzi w oczekiwaniu na lekarza.
                Siedziałyśmy tak, mama dopytywała o tatę, pokazywała mi, że spodnie-nogawki od
                nowego dresu ma trochę przydługie.Powiedziała, że chciałaby naleśniki z serem.
                Przytulała mnie do siebie, całowała no i tradycyjnie zaczęła:że chce pieniądze,
                że nie ma fajek, że zachowuje się jak matka, niech sobie dziecko zrobię, a nie
                cioci każę wydzielać jej papierosy, że ona ma gdzieś moje batony, nie chce
                batonów, że nie wie czy ja jestem wróg czy przyjaciel, że niech tutaj nie
                przychodzę, bo ją denerwuje,że mieszam w jej małżeństwie, że niech swoim chłopem
                się zajmę, że ojca nie chce, że tutaj jakby chciała to jest tylu panów, że ma
                wstrętną rodzinę, patologie, że ona nie jest głupia, ma chorą tarczycę a ja ją
                tu wsadziłam, a na dyrkę w sądzie doniesie, że ją do lekarza wysyłała i że
                pieniądze mi chce jej dać. Że niech tylko zobaczy , że nie ma wypłaty na
                koncie,to ją popamiętamy obie, że całe życie z nami ma złe,że tato robił jej
                straszne rzeczy, bo napił się(guzik prawda) że ja byłam wpadką, itp...Ja się
                popłakałam. Panie zaczęły z sali mamę uciszać i tłumaczyć, że nie bądź porywcza,
                zobacz co robisz córce, siedzi i płacze, nie rób tego swojej rodzinie, przytul
                ją...Po 10 minutach znowu mnie całowała i przytulała, za chwilę, że chce
                pieniądze, bo nie ma co palić a ktoś tam sprzedaje, że jak jej nie dam to będzie
                chodzić o panów...dałam 20zł,ale tyle to nie grzech, mówiła, że inne panie mają
                pieniądze, mają fajki, mają karty tylko ona nigdy nic...Ach, przecież ona tez
                miała, a że w takim tempie wydawała to co ja poradzę?
                Mama na Święta nie wyjdzie, bardziej dlatego, bo jest obawa, że tam nie
                wróci...Może po Nowym Roku, a ona jednak wierzy, jeszcze jej Panie mówią, że
                zobaczysz dadzą ci przepustkę na Święta...
                Jednak to łatwe nie będzie coś czuje, zobaczymy, ale dzisiaj mnie ścisnęło, że
                inni powychodzą a ona...
                Z lekarzem właściwie długo nie rozmawiałam, bo albo telefon albo przyjęcie,
                zupełnie nie o to pytałam co chciałam i nie to mówiłam co planowałam...lekarz
                fajna, może ciut przymłoda, ale w zasadzie niewiele się dowiedziałam, może źle
                pytałam.Jak w pracy źle będzie w sensie z komentarzami, adaptacją, coś rodzice
                będą mówić to niech mama się stara o rentę, ale póki co to raczej wróci do
                pracy, wyjdzie z tego a czy będzie chciała się leczyć to nie wiadomo-to mi
                pocieszenie.
                Nie wiem ja muszę zwerbować kogoś kto na to już chorował, zdaje sobie sprawę,
                leczy się i będzie chciał pomóc mojej mamie, bo jak ktoś słusznie zauważył
                rodzina nie jest w stanie oddać tego, co ktoś inny!!!AAAA wydrukowałam sobie
                pierwszą stronę mego postu-dałam mamie do rąk i powiedziałam do niej, że to
                lektura dla niej jak wróci do zdrowia.

    • corka-matki Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 16.12.09, 21:33
      Jeszcze mi się przypomniało, że mama mówi coś o tych chłopach a ja do
      niejsmirkkończ o nich mówić, bo masz manie seksualną chyb, podłapała to i od razu:
      Nie mam mani seksualnej, nie mam, każdy Pan mnie chce, ale ja mogłabym, jak mi
      nie dasz na fajki to pójdę prosić Panów o nie....Dobrze, że tato tego nie
      słyszał.Jednak rozmawiając z lekarzem, obie wykluczyłyśmy ten fakt, raczej mama
      flirtuje niż miałaby coś innego robić, chce się jedynie podobać dlatego tak
      przesadnie dba o siebie, dlatego też kolejny krem poszedł w jeden dzień, bo
      przecież nie ma balsamu do ciała i o odrostach mi dziś mówiła, że rety jak ona
      wygląda, a włosy robiła jakieś 1, 5 msc temu w fazie manii.Gdyby nie ta chudość,
      ona mi wmawiała tez, że jest w szpitalu,bo ja myślę, że ma anoreksje a przecież
      ja nie mam, to dlaczego zamknęłaś mnie bo mam anoreksje?
      • gabrynia27 Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 17.12.09, 09:13
        Witajcie Kochane! Ja również wczoraj zaraz po pracy pośmigałam do szpitala,
        oddalonego o jakieś 80 km. Tata przywitał mnie uśmiechnięty i zadowolony. Cały
        czas nusił jakieś piosenki i kazał mi zgadywać co to za utwór. Wogóle to jak
        dziecko się zachowywał. Na jutrzejsze imieniny zażyczył sobie ilustrowany album
        ryb słodkowodnych, wędkarzem jest więc niech tam ma. Trochę mnie zdołował jego
        stan. Miał takie dziwne błędne oczy, zaszklone łzami. Nawiedziłam wczoraj panią
        ordynator aby porozmawiać o stanie zdrowia taty. Po tej rozmowie jakoś tak się
        podbudowała. Pocieszała mnie, że to jeszcze nie jest najgorszy stan i podstawą
        do wyzdrowienia jest systematyczne branie leków. Na razie dostaje haloperidol na
        wyciszenie i stabilizator nastroju. Po raz pierwszy uwierzyłam, że wszystko
        będzie dobrze i wyjdzie z tego. Córko-matki, ditta12, lolinka musimy wierzyć w
        skuteczność leczenia i nie załamywać sie. Pozytywne nastawienie może zdziałać cuda.
      • madena5 Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 17.12.09, 10:06
        Corciu, dobrze, ze u mamy pierwszy epizod psychotyczny wystąpił tak
        pozno. Bo zdołała wychowac Was na wspaniałych ludzi. Jesteście
        wszyscy dorosli i latwiej w „kupie” zmierzyc się z choroba. Z Twoich
        slow przebija prawdziwa milosc.

        Pytasz się, kiedy uświadomiliśmy, doszlo do nas, ze to choroba.
        Mysle, ze sa 3 etapy. Uswiadomienie, przyzwolenie, akceptacja

        Ze choruje i cos jest nie tak uświadomiłam sobie dopiero po 4
        pobycie w szpitalu. Wczesniej mówiłam albo, ze to zalamanie nerwowe
        albo to inni byli winni, gdy wsadzali mnie na sile do szpitala.
        Często zwoływałam sad, ze zostalam bezprawnie uwieziona.

        Dlugo nie mogłam wybaczyc mezowi, ze wyprowadzila mnie policja w
        kajdankach. Nie pamiętam dlaczego nie zawołał pogotowie jak zwykle
        ale wlasnie policje. Może dlatego, ze zaczelam się z nim szarpac, a
        potem poleciałam do sąsiadów, aby mi pomogli, bo maz mnie bije.

        Doskonale za to pamiętam moje upokorzenie, mój wstyd, bezsilność i
        ubezwłasnowolnienie, gdy na oczach sąsiadów i przypadkowych gapiow w
        kajdankach popychano mnie do wozu policyjnego.

        Bardzo duzo pamiętam zlych i nienormalnych rzeczy, zlych slow, które
        z premedytacja, niekiedy z wyrachowaniem robiłam. Stale się ich
        wstydze.
        Gdy mija mania zderzasz się z tym co robiłaś. Czujesz się tak
        ogromnie winna i nie wiesz jak dlugo masz przepraszac bliskich za te
        wszystkie glupie, raniące ostro slowa i czyny.

        Mój kochany maz powtarzal: -To nie bylas, jestes Ty. To choroba.
        Corko, pamiętaj, te zle slowa to choroba mamy. To nie ona. To
        Fruzia.

        Jeżeli możesz, popros lekarza o przepustke dla mamy na Swieta. Nie
        funduj jej wigilii w Psychiatryku. I wybaczcie jej, jeżeli będzie
        zachowywac się dziwnie. Nie wiem, czy mama miala już sad. Pisałaś,
        chyba, ze już był. Z reguly po 1 rozprawie jest decyzja. Jeżeli jej
        jeszcze nie ma, to mame nie mogą wypuścić na przepustke, chyba, ze
        sama napisze zgode na leczenie. Spytaj się lekarza.

        W szpitalu nie ma się co robic i duzo się pali (ja do 2 paczek
        dziennie), pije kawy i herbaty.
        Najwiecej rozmawia się z innymi towarzyszami niedoli, bo z lekarzem
        ma się do czynienia tylko 2 minuty na obchodzie o godz. 9. Gdy
        chcesz się dowiedziec, kiedy wyjdziesz..
        Lekarstwa, które bierzesz powoduja wzrost apetytu na rzeczy słodkie
        i mączaste. Stad te batoniki. Drożdżówki i stale chce się jesc. I ma
        się ochote na placki ziemniaczane. Cieple! Albo na sucha kiełbasę
        albo na lody.
        Kochana corka, kochany maz przyniesli. Ale gdy siedza już 10 minut,
        to nagle tracisz zainteresowanie. Nagle chcesz, żeby już sobie
        poszli. Masz znowu gonitwe nog. To tez z powodu tabletek. Moja
        kochana 70-letnia mamusia, często się obrażała, ze już mnie nie
        odwiedzi i wychodzila ze lzami.

        Nie ograniczaj jej papierosow. Jezeli możesz daj jej 1,5 paczki na
        dzien. I kup jej najtańsze, ale z filtrem. 12 zl na dzien + 10 zl na
        drobne zakupy. 22 x 7 dni do wigilii, czyli 154 zl, które ma
        wyciągnąć ze swojego konta. Czy mama nie ma karty bankomatowej?

        Zaniepokoil mnie fragment: „tato nie ma upoważnienia do mamy konta,
        a oddawał jej swoje oszczędności i tak został zupełnie na lodzie,
        teraz przynajmniej będzie mieć wypłatę, ale czy zdoła utrzymać
        siebie i siostrę i wspólne opłaty”.
        Czy to oznacza, ze maja jedno konto zapisane na mame? Czy to znaczy,
        ze mamy wyplata znacząco wpływa na miesięczny budzet domowy? Jeżeli
        zdecyduje się przejść na rente będzie dostawac 700-1200 zl.

        Corciu, dziekuje za ten watek. Jestes wspaniala i madra kobieta.
        Przytulam mocno
        Madena

        PS. Lolinko, przyjaciolka uświadomiła mi, ze w manii zawsze się
        rozdwodze z mezem.
        • corka-matki Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 17.12.09, 12:04
          madena5 bardzo ci dziękuję za twoja wypowiedź, tak wiele wniosła do moich
          szarych komórek...Niepokojące to to, że 4 pobyty w szpitalu masz za sobą? I
          dopiero doszło do ciebie po 4 pobycie co jest nie tak...A ja protestuje, żądam,
          żeby do mojej FRUZI doszło po 1! Przecież jej inteligencja nie może kamuflować
          siebie samej i nie może bronić się tragediami innymi stresami, a może może???
          Jak często madena5 występowały u ciebie manie,, w jakim okresie czasu, ile
          trwały remisje?
          Dzisiaj jest dzień pt. "Długi".
          Właśnie tato do mnie dzwonił, że przyszło 500zł mamie, bo rozwiązała umowę w
          sieci komórkowej! Jestem wściekła!Wściekła, ale opanowuje nerwy. Tato przyniesie
          mi dokument i robię tak:wysyłam faksem, że anuluję( mam taka możliwość do końca
          roku)oczywiście podpisze się nazwiskiem mamy- w końcu to tez moje nazwisko a ,
          że mam do tego drugie, hmm drugie rzecz jasna ominę. Zastanawiam się tylko czy
          nie zawarła umowy z innym operatorem, ale może nie?! A może tak chciała? Ale
          gdzie tam , jak chciała? Ponad rok była zadowolona i nagle jej się
          odmieniło?Zresztą zawsze będzie mogla znowu rozwiązać, jeśli tak chciała, ach
          znowu ratuje jej dupe powiem nie ładnie! Ciekawe jeszcze ile nadzwoniła i kiedy
          rachunki przyjdą albo jakieś wezwania?
          Co do kąta-beznadziejna sprawa! Mama ma konto, nikt nie ma upoważnienia, tato
          cale szczęście ma rentę i dorabia jako osoba chroniąca zakład, więc tragedii
          może wielkiej nie będzie, ale mama nas załatwiła nieźle, a do bankomatu
          twierdzi, że nie pamięta numeru, upoważnienia by jej ostatnia wypłatę przelano
          na moje konto nie chce podpisać, tłumacząc absurdalnie, że lekarz nie pozwala,
          sąd nie pozwala...Sąd ma jutro!
          Na Święta siedzimy wszyscy w szpitalu-trudno!Bo jak wyjdzie to nie
          wróci-jestem pewna!A ja chce żeby się wyleczyła.

        • ditta12 Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 17.12.09, 12:10
          madena napisała:
          <pamiętam moje upokorzenie, mój wstyd, bezsilność i
          ubezwłasnowolnienie, gdy na oczach sąsiadów i przypadkowych gapiow w
          ka jdankach popychano mnie do wozu policyjnego.>

          Madeno!To jakiś horror ale wiem że często tak to się odbywa.Ja poszłam
          dobrowolnie choć było dwóch policjantów,trzech sanitariuszy i chirurg.Byłam
          spokojna,sama w domu,wzięli mnie na prośbę rodziny.fakt ze wydzwaniałam do nich
          w złości.
          Za to w szpitalu byłam w pasach na łóżku bo nie miałam papierosów i moje
          napięcie nerwowe sięgnęło zenitu.Udało mi się wygrzebać z tych pasów i potem już
          papierosy dostawałam i wszystko co mi było trzeba.Jestem wegetarianką i było tak
          że zaczęłam mieć zaburzenia związane z cukrem w organizmie(brak owoców).
          Przytulam Cię bo wiem co wtedy przeżywałaś,że okres pobytu w psychiatrkowie to
          walka o przetrwanie.
    • corka-matki Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 17.12.09, 12:57
      To dla was kochani taka ciekawostka na nadzieję na przyszłość:
      Naukowcy odkryli gen odpowiedzialny za skłonności do chorób psychicznych. Z
      badań przeprowadzonych na uniwersytecie w Edynburgu wynika, że ABCA13 jest
      częściowo nieaktywny u pacjentów cierpiących między innymi na schizofrenię,
      depresję i chorobę afektywną dwubiegunową. Gen reguluje te funkcje mózgu, które
      są zaburzone u osób chorych psychicznie. Naukowcy z Edynburga są przekonani, że
      to odkrycie jest przełomowe w rozumieniu przyczyn schorzeń psychicznych.

      Może też pomóc w opracowaniu nowych leków i metod terapii. Odkrycie jest owocem
      pracy międzynarodowej grupy badawczej na uniwersytecie w Edynburgu. Naukowcy
      przebadali 2 tysiące pacjentów z zaburzeniami psychicznymi i taką sama liczbę
      zdrowych osób.

      I proszę niech ktoś się odważy odpowiedzieć mi na kilka pytań!

      1. Czy osoba, która wyjdzie ze szpitala ma szansę być już normalna?( wiem, że to
      indywidualnie różnie bywa)Jeśli nie to jak długo jeszcze jest w stanie
      manii-całe życie a do tego górki?Kiedy znów będzie trochę lepiej, spokojniej,
      kiedy nie będę się bała tego co zrobi?
      Jaka jest szansa na całkowite wyleczenie?
      Dlaczego chorzy nie chcą zaakceptować faktu, że są chorzy!?
      I 700-1200 zł renty to wszystko???
      A co z pożyczkami mojej mamy? One w sumie przebijają sumę 700zł, to jak tu żyć?
      Czy my teraz cale życie będziemy płacić z mamy błędy w chorobie?Kiedy znowu
      wróci mania, jak szybko wróciła od pobytu w szpitalu, a może wcale nie wróciła?
      I dlaczego książka niespokojny umysł jest tylko do zakupienia na allegro za 95,
      00 zł, bo wszędzie nakład wyczerpany, lub wcale nie masad...ktoś czytał? I jak tu
      się dokształcać?
      Rety do tego nie mamy kuchni-mebli-mama miała kupić, ale tak 2 msc jej nie
      wyszłosad Remont dokończyliśmy-tato przez to ma tez zobowiązania
      finansowe...siostra niby wróciła z USA-ale to była wymian kulturowa, studiuje
      dziennie więc groszem też nie pachnie i tez to co przywiozła można powiedzieć
      wyłożyła część dla mamy. Ja swojej wypłaty wcale nie widziałam od 2 msc...a tu
      jeszcze Święta, wczoraj to sobie pomyślalam nawet, że ja następna, tylko czekać
      kiedy mnie dopadnie choroba-pewnie prędzej depresja
      • madena5 Corciu, wezcie mame na swieta 17.12.09, 13:26
        Corciu, nie wiem, czy wybaczylabym Swieta w Psychiatryku. Spedzilam
        tam Swieta Wielkanocne 3 lata temu po tej akcji z kajdakami.

        I mimo, ze powinnam byc weteranka bylo niehalo.
        Twoja mama uwaza, ze jest to tarczyca, bo jej inteligencja
        podpowiada jej, ze to niemozliwe, aby to bylo psychiczne.
        Ja nie przyjmowalam do wiadomosci, ze jestem chora psychicznie. To
        byly zalamania nerwowe, stres, spisek innych.Nie przyjmowalam nawet
        do wiadomosci, ze jestem chora. Bo trudno przyznac sie przed sama
        soba, ze jest sie wariatka. Ona ma szalone, niesamowite pomysly -
        lepiej brzmi. Dla mnie przejscie na rente w wieku 41 lat bylo
        porazka.
        Przed Wami dluga droga.
        • corka-matki Re: Corciu, wezcie mame na swieta 17.12.09, 13:38
          Ale ja mamie mówię, że chcę tylko lekarz decyduje, ja naciskać nie będę i dla
          mnie nie ważne gdzie ważne aby razem-miejsce nie jest istotne, choć wiem, że to
          nie to samo co dom...

          I co wezmę do domu i co dalej? Napady furii, krzyki, wyzwiska, wybieganie z
          domu albo inne głupstwa? To mają być Święta? Ja może bym to przeżyła, ale tato i
          siostra na pewno nie!A potem może będę mieć ją na sumieniu, bo serce zmiękło?
          Dla mnie to też nie jest łatwe,zobaczymy co będzie, ale po 2, 5 tygodnia
          człowiek od razu nie zdrowieje.
          Przecież będziemy z nią tam, fakt nie cały dzień, ale myślę dopóki nas nie
          wywalą...
          Moja mama ma 47 jeszcze i 27 lat pracy..a kto jej da rentę po jednym incydencie?
      • lolinka2 Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 17.12.09, 13:58
        córko-matki
        w szpitalu spędziłam kilka miesięcy (Klinika Psychiatrii UM w Lublinie)
        byłam tam na własne życzenie, wyszłam, gdy uznaliśmy z lekarzem prowadzącym
        (zgodnie) że wystarczy smile
        Na swoją tzw normalność w zasadzie nie narzekam. Pracuję (dużo,
        odpowiedzialnie), wychowuję dzieci... Nastrój się buja z różnymi wychyleniami,
        ja biorę głęboki oddech, patrzę na siebie oczami widza i... do przodu. Bo trzeba
        żyć. I dobijać do poziomu normalności. Trzymać się go.
        Jestem chora. Ano jestem i tu wątpliwości nie ma. Okresowo zastanawiam się, na
        ile moja diagnoza jest słuszna, ale tu znajomi (uznani) specjaliści są zgodni:
        ChAD. Nie zauważyłam, żeby ktokolwiek z otoczenia przerażał się tym, co mogę
        nawywijać w bliższej czy dalszej przyszłości. Wręcz przeciwnie - od paru lat
        sama pomagam wywijającym z otoczenia smile
        Dokształcałam się w sieci. Jamison pożyczył mi mój psychiatra. Jako książka
        edukacyjna sprawdza się średnio, jako opis przypadku dość interesująca.
        Straty finansowe generowane ze względu na wrodzone skąpstwo prezentują się mało
        okazale - o oby tak zostało.

        Czyli DA SIĘ.
        • gabrynia27 Re: Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psy 17.12.09, 14:40
          Lolinko jak miło gościć na tym forum osobę z Lublina. Ja też tu mieszkam. Mój
          tatuś leczy się na razie w szpitalu psychiatrycznym w radzyniu podlaskim, ale
          jak tylko jego stan sie poprawi planujemy kontynuację leczenia w Lublinie. Masz
          może namiary na jakiegoś dobrego specjalistę od CHAD, u którego Ty się leczyłaś.
          Możesz mi jakiegoś polecić. Dużo słyszałam o Panu Gustawie Kozaku z PsychoSoma,
          ale nie wiem na ile te informacje są sprawdzone. Z góry dziękuję.