36.a
07.01.10, 14:44
Simone de Beauvoir, czytałyście? Sztuka z Jandą też. To jest jakiś najczarniejszy scenariusz i już nie wiem, co było najpierw - depresja kobiety zdradzanej czy depresyjność, która doprowadziła do zwrócenia się ku innej kobiecie.
Nie chcę tak. Odpukać, niech tak nigdy się nie zdarzy.
Ale rozmyślam sobie o niej, kobiecie, która leżała w rozgrzebanym łóżku, wypalała mnóstwo papierosów, a swojego lekarza (chcę wierzyć, że wizyta prywatna, a psychiatra z zacięciem psychologicznym) pytała naiwnie (przepraszam za użycie tego słowa), czy jest inteligentna. Bo rywalka była kobietą spełniającą się zawodowo, silną.
"Tak, ale inteligencja musi znajdować swoją pożywkę". Starał się być delikatny.
I tu leży mój strach.
W króciutkim związku parę lat temu, gdy napomknęłam lekarz o jakimś problemie usłyszałam "Ale nie może mieć pani depresji". Bo co? Bo wtedy będę zostawiona? Moje dalsze pytania: swoją depresyjną kobietę można kochać ale czy pożądać? Powiedzmy, że też. Można próbować wyciągnąć ją z depresji czułym seksem. Powiedzmy, że skutecznie. A jeśli nie? Kochać ludzkie zwłoki w rozgrzebanej pościeli? Wybaczcie obrazowość. Bliski człowiek ma ograniczoną wytrzymałość na stres, a miłość bywa ułomna. I słaba. Przetrwa wszystko?
Wiem przecież, że atrakcyjność kobiety z ChADem może wiązać się z jej ogromną aktywnością w hipo. Lgną te pszczoły. Zlizują miód. Same nie wiedzą dlaczego tak lgną.
Bronię się jak mogę przed uleganiem depresji.
Dziś myślę też, że pomimo uczucia starać się silnie stać na własnych nogach. Tak myślę stety bądź nie, że tylko taka postawa budzi szacunek. I znajdować sporo pożywek dla własnej inteligencji. Kobieta zawiedziona miała tylko dom. I córki.