Cisza przyjacielu nie przynosi słów...

22.01.10, 18:14
"Wszystko sprowadza się do linii. Linia mety na końcu stażu, czekanie w
kolejce do szansy na operację. I wreszcie, najważniejsza, linia oddzielająca
ciebie od ludzi, z którymi pracujesz. Nie dobrze jest się zbyt spoufalać,
zawierać przyjaźni. Potrzebne się granice między tobą i resztą świata. Inni
ludzie są zbyt zagmatwani. Wszystko sprowadza się do linii. Rysowanie linii na
piasku i modlenie się, żeby nikt ich nie przekroczył. [...] W pewnym momencie
musisz podjąć decyzję. Granice nie oddzielają innych ludzi od ciebie. One
odgradzają ciebie. Nasze życie jest pokręcone. Tak już zostaliśmy stworzeni.
Więc możesz marnować czas na rysowaniu granic, albo możesz żyć, przekraczając
je. Ale niektóre granice... są zbyt niebezpieczne, by je przekraczać."

(Meredith "Chirurdzy")



Zawsze jestem przytulanką, którą można odstawić na meble kiedy się znudzi.
Ja wysyłam 10smsów-ona 0. Ja piszę maile-ona 0. Dzisiaj na pytanie dlaczego
mnie nie ma wzruszyła ramionami i odwróciła głowę w geście "nie wiem i co mnie
obchodzi gdzie ona jest. mam swoje życie". Wiecie co, mam wrażenie że czuła
moją chęć powiedzenia czegoś ważnego. Dreptała, głaskała, zanęcała (jak
wędkarz rzucający do wody robaczki kusząc rybki aby je złapać).
Powiedziałam o chadzie. Sama zreflektowała się otoczyć mnie swoimi skrzydłami.
Gówno zrobiła wiedząc, że mam jestem w dole. Zero odzewu. A jeżeli już to
dotyczył konkretnej sprawy (notatek, itp.).
Jestem naiwna.
Myślałam, że będzie inaczej. Tym razem inaczej, chociaż nie szukałam
przyjaźni. A ja jestem jak głupi szczeniak, który skacze na kolana panu i
czerpie z jego dotyku, słów samą słodycz. Pan zapomina, przechodzi obojętnie,
w końcu nawet nie pomyśli czy nakarmił kundla.
W przyjaźni jestem jak dziecko. zrobię wszystko dla przyjaciela gotowa zawsze
pomóc kosztem siebie. A druga strona łaskawie korzysta. Czekam na ochłapy...bo
jak to można nazwać???
Cisza. Pierwsza dzwonię, piszę, szukam kontaktu. Robię z siebie idiotkę
pokazując, że zależy mi za bardzo.
Muszę przestać!
    • 36.a Re: Cisza przyjacielu nie przynosi słów... 22.01.10, 18:20
      Raczej musisz...

      A cisza jest cholernie wymowna.
      • czubata Re: Cisza przyjacielu nie przynosi słów... 22.01.10, 19:03
    • drugikoniecswiata Re: Cisza przyjacielu nie przynosi słów... 22.01.10, 19:39
      eh, rozumiem, znam...
      jak dobrze rozumiem i jak dobrze znam...
      niestety sad sad sad

      myślę, że ważna jest świadomość granic. wtedy można zdecydować, czy chce się je
      przekraczać, czy nie. ale ja to odkrywam dopiero teraz. lepiej późno niż wcale?
      tego się trzymajmy.
    • kamyczek_0 Re: Cisza przyjacielu nie przynosi słów... 22.01.10, 19:55
      Do tej pory myślałam, że na takie osoby trafiam. Ale wydaje mi się, że jednak
      przyciągam takich ludzi-sama je wybieram (?). Łatwiej kumplować mi się z
      facetami. Z kobietami zawsze było...inaczej. To była pierwsza osoba, którą
      chciałam widzieć w tej roli. Zawsze niejako podpasowuję się pod bliską osobę.
      Tracę przez to część siebie.
      Nie odzywa się do mnie już 2 tyg. Nic się nie stało takiego, co mogłoby zawiesić
      kontakt. Rozważyłam możliwości np. jej choroby, problemów, słowem czegoś co
      mogłoby spowodować tą ciszę. Ona wie, że taka sytuacja może odbić się na mnie.

      Wzięłam dłuuugi prysznic. Trochę lepiej. Post pisałam płacząc... Sama nie wiem
      dlaczego....
      Jutro spotkamy się na uczelni. Wiem, że schowam się pod skorupą. Cie chcę dłużej
      już wobec nikogo nigdy pierwsza prosić, podawać dłoń, tłumaczyć się z nie
      wiadomo czego-bo nie ma z czego. Kajać się. Bez jaj!
      • skwr2 Re: Cisza przyjacielu nie przynosi słów... 22.01.10, 20:09
        kamyczek_0 napisała:

        > Nie odzywa się do mnie już 2 tyg. Nic się nie stało takiego, co
        mogłoby zawiesi
        > ć
        > kontakt. Rozważyłam możliwości np. jej choroby, problemów, słowem
        czegoś co
        > mogłoby spowodować tą ciszę. Ona wie, że taka sytuacja może odbić
        się na mnie.
        Widocznie patrzyłaś na łączące Was stosunki mało realistycznie, a
        osobę przyjaciółki wyraźnie idealizowałaś. Może to tylko dobra
        znajoma? Czas zejść na ziemię. Wiem, jak to boli.
    • skwr2 Re: Cisza przyjacielu nie przynosi słów... 22.01.10, 20:04
      W odpowiedzi na Twoje zawiedzione uczucia mogę się podzielić tym,
      czego sama się uczę, a mianowicie bardzo prostej rzeczy: sama dla
      siebie stanowię wystarczające oparcie. Jeśli ktoś poda mi rękę -
      dobrze, jeśli nie - takie bywa życie.
      • kamyczek_0 Re: Cisza przyjacielu nie przynosi słów... 22.01.10, 20:18
        >Jeśli ktoś poda mi rękę -
        dobrze, jeśli nie - takie bywa życie.

        prawda. Najgorzej uwierzyć w dobre chęci, kiedy ktoś podaje ci rękę. Ty dotykasz
        jej już opuszkami palców , a on zabiera bo zmienił zdanie. Chwytasz słup
        powietrza zamiast ciepłej dłoni i idziesz pod wodę sad

        Mas rację, wyszło na to, że nasza relacja nie jest jednak taka na jaką rokowała.
        Jeżeli zawiedziemy się na kimś, to już po fakcie wiemy że to nie było to. Ale
        dopóki nic się tak okrutnego nie wydarzy usilnie wierzymy, że mamy kogoś
        bliskiego...przyjaciela.

        Żałuję, że tak się przed nią odsłoniłam...
        • megan.k Re: Cisza przyjacielu nie przynosi słów... 23.01.10, 05:10
          "Żałuję, że tak się przed nią odsłoniłam..."

          Powiedziałaś jej o chorobie? To niestety bywa sprawdzianem przyjaźni.
          Ci nieprawdziwi prawie zawsze zawodzą. Życzę znalezienia prawdziwej
          przyjaciółki.
    • kamyczek_0 Re: trochę OT 22.01.10, 20:12
      W takim chwiejnym nastroju głupia sytuacja braku chęci wiedzy, co ze mną się
      dzieje, wywołuje u mnie koniec świata uncertain
      Równie dobrze mógłby to być brak możliwości oddania kupionego swetra (paragon
      zaginął). Dramat. Rozpoznaję, że coś się dzieje niedobrego ze mną właśnie bo
      przesadnej reakcji na takie pierdoły.
      Jak już się ustabilizuję to nie wierzę, że takie gówno mogło tak mi namieszać w
      głowie uncertain
      Plan na noc: stab + większa dawka Ketipinoru. W nocy jakby co Hydroxyzyna. Rano
      będzie nowy dzień. Może spojrzę na to inaczej (w końcu nie jestem zupą
      pomidorową). Tyle razy to się sprawdzało, że tym razem też musi. No nie?
      • madena5 Re: trochę OT 23.01.10, 06:04
        Wiesz co kamyczku? Wydaje mi się, ze kwestia polega na tym, ze to Ty
        ja potrzebujesz bardziej. Ty chcesz, żeby była w Twoim swiecie.
        Tobie jest ona potrzebna, aby zaspokoic Twoje pragnienie posiadania
        przyjaciółki. Ona nie ma takiej potrzeby. Jest jej to obojętne. Może
        Ciebie bardzo lubic.Ale nie oznacza to, ze jestes jej niezbedna.

        Kiedys przeczytałam zdanie, ze rozczarowujemy się do ludzi, bo
        zawiedli nasze pokładane w nich nadzieje.
        Ludzie sa soba, to my często oczekujemy od nich zbyt wiele. To sa
        nasze oczekiwania, nie ich.

        Tak, jak pisano potraktuj ja jak dobra kolezanke.

        Acha, i na przyszlosc nie gadaj o swojej chorobie. Od tego masz
        nassmile) Zadko kto zrozumie, a bedzie sie obawial potem czy swoim
        zachowaniem nie spowoduje tego czy tamtego.
        A my zawsze mamy moralniaka, ze za bardzo bylismy szczerzy i za duzo
        powiedzielismy.
        Po co? Z potrzeby zrozumienia, wygadania, przytulenia, poglaskania
        po glowie? Tutaj, wsrod nas znajdziesz to wszystko.

        Przytulam, glaszcze i rozumiem
      • sensitilive Re: trochę OT 23.01.10, 19:35
        Też miałam takową zdrową będąc jeszcze,bo byłam potrzebna. Raz odmówiłam i
        kontakt zerwała.Zaliczam ją do typu ludzi kleszczy (miała być pijawka-ale ta
        jednakże bardzowink pożyteczna)
        Chcesz będę Twoja wirtualną koleżankąsmile. Wszystkie pewnie chcą.
    • skaka_anka Re: Cisza przyjacielu nie przynosi słów... 23.01.10, 20:50
      Ja też tak mam, nie umiem sobie poradzić z odrzuceniem, błagam, poniżam się,
      leżę u stóp i biję się w piersi. I co z tego, że boli, że płaczę, skoro tak jest
      zawsze, tak było i tak pewnie będzie. Nie wiem, co musiałoby się stać, żebym
      sama odeszła. Teraz sobie funduję taki koszmar z moją partnerką, którą na siłę
      chcę zatrzymać przy sobie. A wiesz, co jest w tym najgorsze? To, że same sobie
      to robimy, same jesteśmy sobie winne. Nie uczymy się na błędach.
    • kamyczek_0 Re: Cisza przyjacielu nie przynosi słów... 24.01.10, 20:00
      Tak...taka jestem. Jeżeli się zaangażuję jestem w stanie zrobić z siebie
      kompletną idiotkę byleby być z tym kimś. Daję z siebie więcej niż druga strona.
      Każdy dzień bez kontaktu z tamtej strony odbieram źle wmawiając sobie, że
      "pewnie jest na mnie zła/zły" uncertain
Pełna wersja