Dzisiejsza "Uwaga" (prof. G.)

25.03.10, 20:17
Jestem w szoku! Nóż w kieszeni się otwiera. sad
Ciekawa jestem ilu jeszcze jest takich "specjalistów" "leczących" taką metodą?
Szok.
    • poetkam Re: Dzisiejsza "Uwaga" (prof. G.) 25.03.10, 21:17
      Chodzi Ci o prof. Lechosława Gapika, seksuologa? Musiałam się nieźle
      nagłowić(nie sama), że chodzi o "Uwagę" z TVN i tego terapeutę.
      Swoją drogą- nieprzyjemna sprawa, fakt...
    • daikte Re: Dzisiejsza "Uwaga" (prof. G.) 25.03.10, 23:04
      Mogłabyś wyjaśnić, o co chodzi? Jestem nie w temacie...
      • chattetoutenoire Re: Dzisiejsza "Uwaga" (prof. G.) 25.03.10, 23:34
        jak masz chwilę to jeszcze pół godziny na tok fm jest program z dr. Depko na ten temat.
        Zgroza...uncertain
        • drugikoniecswiata Re: Dzisiejsza "Uwaga" (prof. G.) 26.03.10, 00:02
          ale o czym, kobiety, o czym? wink
    • drugikoniecswiata Re: Dzisiejsza "Uwaga" (prof. G.) 25.03.10, 23:32
      pytanie abnegatki nie posiadającej telewizora: mamo, jaka uwaga? czyja uwaga? co
      to uwaga? gazeta jakaś nowa? wink wink wink
      przyłączam się do prośby - opowiedz, jakie świętości poszargał prof G.
    • kamyczek_0 Re: Drugikońcu 26.03.10, 09:32
      uwaga.onet.pl/31554,news,,terapia_czy_molestowania,reportaz.html
      Pan prof. "lecząc" pacjentkę z lęku przed kontaktem seksualnym z mężczyzną
      stosował w zasadzie chyba pół-hipnozę, w trakcie trwania której wkładał
      pacjentce leżącej na kozetce palec do buzi, macał jej piersi. Pacjentka mówi, że
      była w stanie, w którym nie mogła zareagować-był to stan relaksacji (mówi, że
      miała ciężkie ręce,nogi nie mogła wstać i powiedzieć "nie"). W ukryta kamera
      nagrała wszystko. Po "seansie" prf. mówi do pacjentki-reporterki :" widzę, że
      się jeszcze nie podnieciłaś bardzo. Na razie leciutka, no pipka jeszcze nie
      zrobiła ci się mokra". Chyba dobrze cytuję, w każdym razie tekst o pipce jest
      prawdą.
      Masakra!
      Nagranie pokazali 3 prof., którzy są kolegami tego dziada. Wszyscy byli w szoku.
      W tej grupie była między innymi prof. Lew-Starowicz, który też był w szoku.
      • chattetoutenoire Re: Drugikońcu 26.03.10, 10:38
        Warto dodać, że w Polsce seksuolog może być albo lekarzem, albo psychologiem (Starowicz to lekarz). Pan prof G. to psycholog - taki z zasady nie ma prawa dotykać pacjenta. Wyobrażacie sobie psychoterapię dotykiem? To już prędzej zadanie dla... fizjoterapeuty?
        • drugikoniecswiata Re: Drugikońcu 26.03.10, 19:42
          Ponieważ w braku ustawy psychoterapeutą w Polsce może być każdy, to
          psychoterapeuta może robić wszystko. Chyba że obowiązuje go kodeks etyczny
          jakiegoś branżowego stowarzyszenia - wtedy grożą konkretne konsekwencje. A dla
          mnie osobiście nie ma żadnej różnicy, czy molestuje seksuolog-lekarz czy
          seksuolog-psycholog.
          • chattetoutenoire Re: Drugikońcu 26.03.10, 21:43
            No tak, to prawda. Miałam na myśli, że bycie członkiem towarzystw psychologicznych, psychoanalitycznych, seksuologicznych itd wymaga przestrzegania pewnych reguł ustalonych przez te stowarzyszenia. Na psychologii bądź podczas kursów psychoterapii raczej też uczy się przyszłych "lekarzy dusz" etyki zawodowej. Inni niż w jakikolwiek akredytowani psychoterapeuci dla mnie nie istnieją, skoro już mam korzystać z pomocy, a brak takowej ustawy.

            A różnica między lekarzem a nie-lekarzem jest taka, że ten pierwszy ma ukończone studia medyczne. Może czasem pomóc wiedzą czysto medyczną, jeśli np problemy seksualne pacjenta wynikają z jego budowy, albo poziomu hormonów itp. Możliwe, że w jakimś konkretnym przypadku, może "obejrzeć" pacjenta tak jak lekarze innych specjalności. A takiej ewentualności dla psychologa nie widzę. Może mi co najwyżej podać rękę na powitanie/pożegnanie.
            • beata-68130 Re: Drugikońcu 26.03.10, 22:11
              ja chodziłam do psychiatry w sprawie męża, zeby mu pomóc. Pan doktor też mi
              pomagał bo mądrze ze mną rozmawiał, marwił sie moim stane. Jednak kiedy mi
              zaczął opowiadać o swoim rozwodzie z żoną, wizytach u mnie w domu zrezygnowałam.
              Nic dodać nic ująć

              „Boże, daj nam pogodę ducha Abyśmy zgadzali się z tym, czego nie możemy zmienić
              Odwagę, abyśmy zmieniali to, co zmienić możemy
              I mądrość, abyśmy umieli odróżnić jedne sprawy od drugich”.
            • drugikoniecswiata Re: Drugikońcu 26.03.10, 23:52
              Nie wyobrażam sobie żadnego badania, które ktoś przeprowadza na mnie bez mojej
              wiedzy, uprzedzenia i poinformowania mnie o jego formie i celu - niezależnie od
              tego, kto miałby je przeprowadzać. Z wprowadzeniem w stan hipnozy włącznie -
              raczej odmówiłabym współpracy, jeśli wcześniej nie dowiedziałabym się ze
              wszystkimi szczegółami jak to będzie wyglądać i czemu ma służyć (a i tak jestem
              nieufna, więc pewnie moja podatność byłaby znikoma). Wielu ludzi traktuje
              lekarza jak Pana Boga i takie są skutki. Smutne, straszne.
              • chattetoutenoire Re: Drugikońcu 27.03.10, 10:23
                Zgadzam się w 100%. Żeby nie było, że mam jakieś inne wyobrażenia.

                A problem moim zdaniem wynika nie tylko z tego jak ludzie lekarzy traktują. Każdy wewnętrznie czuje co jest dla niego nieprzyjemne i kiedy jego godność jest nastawiona na szwank.
                Chodzi o to by uczyć już dzieci jak się zachować kiedy się dzieje coś takiego. Bo powiedzmy, że akurat do jakiegoś lekarza ma się zaufanie i pozwala mu się na nie opowiedzenie wszystkiego (te "okropne" szczegóływink A potem się okazuje, że lekarz molestuje pacjenta i co? Jaka ma być reakcja. Co z tym zrobić, może nic, a może zacząć krzyczeć? A jaki będzie efekt? Różne pytania. I decyzja zwykle jest nic nie mówić, skryć się z faktem, więcej do lekarza nie pójść.
                Moje liceum podjęło się uświadomienia uczniów. W pierwszej klasie zamiast 2 godzin wychowawczych mieliśmy spotkanie z seksuologiem właśnie. Opowiedział nam nie tylko o tym jaki teraz jest nasz sposób myślenia, jak się potrafimy różnić w przeżywaniu swojej seksualności, opowiadał o antykoncepcji. Odpowiedział na nasze pytania. Ale coś co bardzo było ważne, właśnie poukładał nam w głowach jak się zachowywać w sytuacjach molestowania i podobnych. Co zrobić, gdy spotkamy ekshibicjonistę, albo trafi na nas jakiś "obmacywacz" w autobusie. Muszę przyznać, że z tego ostatniego kiedyś skorzystałam i jestem temu seksuologowi niezmiernie wdzięczna za tę wiedzę.
                --
                Bycie kotem nie zwalnia z obowiązku myślenia!
                • awanturka Re: Drugikońcu 27.03.10, 11:23
                  Masz rację. Jak najbardziej.

                  Byłam w paskudny sposób molestowana przez bioenergoterapeutę (w ramach leczenia) do którego wysyłali mnie rodzice.

                  Chodziłam do niego przez coś około roku raz na tydzień.

                  Czułam, że coś jest nie tak, nie chciałam tego, ale chodziłam do nieco mimo to bo wytłumaczył mi, że to dla mojego dobra i przedstawił wizję co będzie jak się temu nie poddam (nigdy nie zajdę w ciążę a mąż mnie opuści bo będę oziębła seksualnie).

                  Moja koleżanka ze szkoły była molestowana również przez tego pana (zresztą znajomego jej rodziców)

                  . niekomu nic nie powiedziałam - gdzieś po pół roku napomknęłam o tym koleżance i okozało się, że z nią robi to samo. Zastanawiałyśmy się co z tym fantem zrobić, ale sprawa się sama rozwiązała - człopiek wyjechał do Niemiec.

                  A najlepsze na koniec.
                  Miałyśmy ....17 lat.

                  Poprostu nie wiedziałyśmy, że nikt nie ma prawa robić takich rzeczy i nie wiedziałyśmy jak o tej sprswie rozmawiać i jak w ogóle zareagować.

                  Nie krzyczcie na mnie, że byłyśmy skrajnie głupie.
                  Byłyśmy. Może mogłysmy mieć "swój rozum" i mimo tego, że nie znałyśmy nawet słowa molestowanie (było to 20 lat temu) i mogłyśmy to przerwać. Nie zrobiłysmy tego.
                  • drugikoniecswiata Re: o granicach, których nie umeimy bronić 27.03.10, 17:28
                    Ale dlaczego miałybyśmy na ciebie krzyczeć?
                    Kurczę, takie są fakty, taka polska rzeczywistość...

                    Ja zaliczyłam 2 takie historie, nie tak dramatyczne, jednorazowe, za to jeśli
                    chodzi o głupotę i brak umiejętności obrony granic - opowiem tę spektakularną.

                    Było nas 3. Nie chcę opisywać szczegółów, ale meritum: polazłyśmy do domu (!!)
                    do nieznanego, spotkanego na ulicy faceta, staruszka. A potem jeszcze na głupią
                    prośbę, żeby 2 poszły kupić jakieś ciastka czy owoce - zrobiłyśmy to,
                    zostawiając trzecią z gościem sam na sam. Fizycznie to on jej nie był w stanie
                    nic zrobić, ale... Dziewczyna powiedziała nam, że coś się stało, dopiero przy
                    powrocie do domu, wcześniej jeszcze pojechałyśmy z panem na plażę. Każda czuła,
                    że coś jest nie tak, każdą przelotnie obmacywał (!), zapraszał nas do przyjazdu
                    na weekend na noc (!) - składałyśmy to na karb jego tęsknoty za krajem i
                    samotności. Tjaaaaaaaa.

                    Wiesz, awanturko, ile miałyśmy lat? Ja 20, one po 25. Oczywiście zamiast zgłosić
                    to na policję i zaprowadzić tamtą dziewczynę do psychologa - dochowałyśmy
                    Strasznej Tajemnicy. Wszak same sobie byłyśmy winne, nie?

                    To nie było w Polsce. To były Stany!!!!!!! Kraj, w którym na pewno nikt by
                    takiej historii nie wyśmiał. Miałyśmy wizę, stypendium, ubezpieczenie. Do dziś
                    czuję się winna, że post factum również odjęło mi rozum.
                    • chattetoutenoire Re: o granicach, których nie umeimy bronić 27.03.10, 19:59
                      Też się zgadzam, że Awanturko, że nikt nie ma prawa krzyczeć na Ciebie. Ba, krzyczeć bo stałaś się ofiarą zboczeńca? Ja bym co najwyżej nakrzyczała na tego "bioenergoterapeutę" i nie tylko tyle.

                      Ja niestety mając 14 lat padłam ofiarą takiego "autobusowego obmacywacza" i to nawet 2 razy. Potem wracałam do domu i wyłam w poduszkę parę dni, bo cóż, był taki tłok, że najpierw się bałam odezwać, bo może mi się wydaje, a potem będzie, że fałszywe oskarżenia (pewnie by się tak koleś tłumaczył, że on tylko stał obok). Dlatego taka wdzięczna byłam temu seksuologowi - bo dzięki niemu nigdy się to nie powtórzyło. Wiedziałam, że mam pełne prawo się odezwać na cały autobus i powiedzieć głośno czego sobie nie życzę.

                      A historię podobną do Twojej Drugikońcuświata miałam. Z koleżanką poznałyśmy (w cukierni na starówce warszawskiej) "pana fotografika". Pan fotografem conajmnej był, miał nawet pracownię w kamienicy, w tej samej co była Stara Prochoffnia i do tejże pracowni poszłyśmy oczywiście. Pan zapewniał, że on tam prowadzi warsztaty dla młodzieży i wtedy akurat za pół godziny się miały odbywać. Jakimś cudem nikt z tych uczestników warsztatów się nie pojawił, ciekawe czemu...smile Ale czekając pan postanowił nam pokazać różne zdjęcia. No. Zmykałyśmy aż się kurzyło. Może nie były to zdjęcia jakie się widuje w pisemkach "dla panów", ale tematyka coraz to zmieniała się na prowadzącą ku temu. A na zdjęciach były... podobno te dziewczyny co chodzą do niego na warsztaty.

                      Jeśli będę miała kiedyś córkę to uświadomię ją chyba zanim pójdzie do przedszkola.
    • nieadekwatna Re: Dzisiejsza "Uwaga" (prof. G.) 02.04.10, 11:55
      Bardzo głeboko i z bardzo dużą ulga odetchnęłam przeczytawszy ten wątek. Nie
      wyobrażacie sobie nawet, jak wielką.

      Wasze forum podczytuję od prawie 3 lat, czyli odkąd w końcu zdiagnozowano u mnie
      depresję, która wcześniej ukradła mi 15 lat życia. Wcześniej się nie odzywałam,
      jakoś tak wyszło, zresztą ostatnio dużo więcej czytam niż piszę. Stąd i dlatego
      tak nagle się tutaj pojawiłam.

      I jeszcze raz - bardzo serdecznie dziękuję Wam za wszystkie mądre wypowiedzi w
      tym wątku. Sprawa prof. Gapika bardzo mnie poruszyła, może dlatego, że sama mam
      tzw. złe doświadczenia, więc o projekcje nietrudno. Bardzo ważne dla mnie jest
      to, co tutaj piszecie, co jest zgodne z moimi odczuciami, a co nie ma miejsca na
      innych ogólnodostępnych lub po prostu szerzej rozpropagowanych forach. Tam ja -
      zawsze wyszczekana i mająca ripostę na końcu języka - boję się odezwać. Boję się
      kolejnego zranienia, które, choć nie do mnie skierowane, wzięłabym do siebie.
      Dlatego dziękuję, że Wy potraficie wczuć się w sytuację ofiar, że Wy ich nie
      obwiniacie, że nie przenosicie na nie odpowiedzialności za to, co że zostały
      skrzywdzone. Ilekroć czytałam komentarze banalizujące winę prof. Gapika (coż się
      stało, że sobie podotykał), albo inkryminujące jego pacjentki (same tam szły,
      nikt im nie kazał, poza tym po co przychodziły po raz kolejny), chciało mi się
      wyć z bezsilności. Niestety, kto nie doświadczył przemocy czy nadużycia w sferze
      seksualnej, kto nie przeżył tego paraliżującego wstydu i strachu "czy aby ja nie
      jestem winna", "czy aby ja nie prowokowałam", i całego upokarzającego i
      odzierającego z godności procesu opowiadania o swojej krzywdzie i udowadniania,
      że ta krzywda rzeczywiście się przydarzyła - tylko ten może pisać takie rzeczy.
      Mam świadomość, że to, co się stało jest złe, niemniej bardzo potrzebuję
      usłyszeć to z zewnątrz.
    • lolinka2 Re: Dzisiejsza "Uwaga" (prof. G.) 02.04.10, 12:29
      ciekawostka, wiecie kto złożył doniesienie do prokuratury na Gapika?

      szef Kliniki Psychiatrii Wieku Rozwojowego w Poznaniu, profesor Andrzej
      Rajewski.
Pełna wersja