Dodaj do ulubionych

boję się związku

29.04.10, 10:23
zakochał się we mnie wspaniały facet, a ja cały czas myślę,że jak tylko się
zorientuje jaka jestem ( te moje p**** huśtawki) to nie będzie chciał ze mną
być i tak bardzo boję się zaangażować...
sama siebie nienawidzę za to,że nie umiem zapanować nad emocjami, że mam takie
wahania nastrojów, więc jak on będzie mnie kochał, jak on sobie z tym poradzić?
jak mam mu wytłumaczyć,co go czeka? czy nic nie tłumaczyć i żyć chwilą... już
raz byłam z kimś, kto mówił,że mu zupełnie nie przeszkadza moja choroba,a jak
przyszło co do czego i potrzebowałam wsparcia- nie mogłam zupełnie na niego
liczyć...
co ja mam zrobić?
tak bardzo boję się z nim być,że zaczynam wmawiać sobie,że tego nie chcę.
Help.
Obserwuj wątek
    • beata-68130 Re: boję się związku 29.04.10, 10:51
      jak nie spróbujesz to tez będziesz cierpieć. Warto spróbować i chyba
      lepiej powiedzieć, bo łatwiej zrozumieć chorobę niż takie wahania
      nastrojów. Ja wolałabym wiedzieć o tym.„Boże, daj nam pogodę ducha
      Abyśmy zgadzali się z tym, czego nie możemy zmienić
      Odwagę, abyśmy zmieniali to, co zmienić możemy
      I mądrość, abyśmy umieli odróżnić jedne sprawy od drugich”.
    • dr.zabba Re: boję się związku 29.04.10, 11:03
      -a ja tak sobie pomyślałam, czy wahania nastroju, a może to
      chwiejność emocjonalna?, i chad to nie dwie różne sprawy?
      -w związku trzeba budować, budować, budować... i się zdobywa kolejne
      poziomy stabilizacji
      -u mnie dziesięć lat zajęło osiągnięcie obecnej stabilizacji w
      związku (za dziesięć lat pewnie wejdziemy na kolejny poziom)- nie
      mówię o chad
      -jeśli to ten człowiek, jeśli prawdziwie pokocha - zrozumie wszystko
      i przetrwa
      -warto spróbować
      -żeby nie przegapić

      Tylko mi się nasuwa pytanie - a Ty się też zakochałaś? Choć troszkę?
      • nokja7 Re: boję się związku 29.04.10, 11:13
        chyba tak, troszkę tak, dobrze mi z nim, nawet bardzo, uwielbiam go, ale gdy mam
        dołka to mówię mu,że ma sobie poszukać kogoś innego (żałosne, wiem...)

        a ta chwiejność emocjonalna wynika wg mnie z tego,że nie jestem jeszcze
        'ustabilizowana' lekami;
        mój lekarz powiedział,że potrzebuję dówch lat stałego przyjmowania leków,żebym
        'w miarę normalnie funkcjonowała', minął rok...
        wcześniej byłam leczona na samą depresję, co wywołało jeszcze większą huśtawkę,
        a jak Ty to rozumiesz?
        może ja źle myślę

        tak, musi wiedzieć, nie chce nic przed nim ukrywać, ale jak mu wytłumaczyć,żeby
        zrozumiał?
          • dziewczyna_a Re: boję się związku 29.04.10, 12:29
            Witaj,
            Chciałam Ci odpisać z punktu widzenia tej drugiej strony. Mam przyjaciela (mam
            nadzieję, że kiedyś w końcu będę mogła powiedzieć: mam chłopaka...), który ma
            chad i jest ciągle pełen wątpliwości. A ja cierpliwie czekam. Piszę Ci to z
            pełnym przekonaniem i wiarą, że można być z kimś kto ma wahania nastrojów i
            chcieć z tym kimś być jak się go kocha. Wiem, że jeśli w końcu będziemy razem -
            ja i mój 'przyszły', to pewnie łatwo nie będzie, ale ja nie chcę łatwo, ja chcę
            z nim smile
            I wierzę, że się da.
            Nie śmiałabym Ci niczego radzić,ale gdybym była tym facetem, który się w Tobie
            zakochał, to pewnie chciałabym, żebyś mi jednak dała szansę...
            Pozdrawiam, Baśka
            PS. Gdybyś chciała pogadać, to proszę, napisz na gazetowego maila
        • majagor Re: boję się związku 29.04.10, 12:26
          Mój jeden facet - został poinformowany dość drastycznie. Niby wiedział, że coś mi jest, ale nikt nie zdawał sobie sprawy, że tak ma to wyglądać - nawet ja. Oboje dowiadywaliśmy się z czasem. Kulminacją była karetka, szpital psych.
          Miłe to nie było ani dla mnie, ani dla niego. Dla niego było to wielkim szokiem, strasznym przeżyciem..
          Ale był. Był wciąż przy mnie, był wciąż ze mną. Razem uczyliśmy się odkrywać mnie i moją chorobę.
          Nie jesteśmy już razem, ale zostaliśmy przyjaciółmi. Łączy nas bardzo piękna przyjaźń, strasznie z niej dumna jestem.
          Bywał on także swego czasu u mojej psycholog. Ona mu dużo tłumaczyła, wyjaśniała.

          M. został już poinformowany przeze mnie o chorobie. Oczywiście nie na pierwszej randce, nie od razu.. ale stopniowo, systematycznie opowiadałam mu o sobie, moim możliwym zachowaniu itd.
          Gdy przyszedł kryzys wiedział skąd się to bierze, wiedział co trzeba z tym zrobić. Dzielnie jeździ ze mną do lekarza, jeśli wymaga tego sytuacja wchodzi do gabinetu razem ze mną. Wie jakie leki biorę, wie co jest u mnie niewskazane. Do końca nie rozumie mojego zachowania [bo nikt zdrowy chyba tego nie zrozumie], ale zdaje sobie sprawę, że to choroba, że to moje zaburzenia..
          Gdy dowiedziałam się, iż CHAD nie jest moim głównym problemem, iż inne zaburzenie jest "gorsze".. usiedliśmy razem z notebookiem w łóżku. Ja czytałam, on słuchał, oboje płakaliśmy, dyskutowaliśmy o tym. Teraz oboje się cieszymy, że leki na mnie względnie działają. Że pół roku ich zażywania przynoszą fajne efekty. On sam widzi zmiany we mnie, w moim zachowaniu. Potrafi także wychwycić moje lepsze i gorsze momenty.

          Gdybym miała teraz nowego faceta nie wyobrażam sobie nie powiedzieć o tym. Ukrywanie tego jest strasznie nie fair. Zdaję sobie sprawę, iż nie dla każdego jest do przyjęcia bycie z chorą osobą, zdaję sobie sprawę, iż ktoś sobie nie życzy być z osobą chorą psychiczną i po prostu mówić o tym TRZEBA.
          Jeśli ktoś ucieknie, ja to uszanuję, zrozumiem.. ponieważ sama chyba bym uciekła od takiej choroby..

          A jak o tym mówić? Nie wiem. Nie znam Ciebie. Nie znam jego. Więc trudno jakieś rady dawać. Ja raczej nie bałam się o tym mówić. Z tego co pamiętam najwięcej na początek mu powiedziałam na spacerze w lesie.. Łaziliśmy i gadaliśmy o bzdurach, aż w końcu ja weszłam na ten temat.. Tak zwyczajnie, tak normalnie. Nawet nie miałam wtedy w planie tego, iż akurat w ten dzień to powiem. Wyszło samo z siebie.
    • 36.a Re: boję się związku 29.04.10, 13:10
      Jest się czego bać. Bo związek to wcale coś niełatwego. I teoretycznie można sobie myśleć, że się bedzie w stanie wesprzeć chadowca, praktyka jest trudna...

      moja depresja, obniżone poczucie własnej wartości, tysiące wątpliwości zostały nazwane ostatnio "fochami". jasne.
      miłość to zostać wtedy, gdy jest piekielnie trudno. albo wracać wciąż i wciąż.

      zaryzykuj, mocne kciuki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka