kebli
12.07.10, 18:47
No właśnie, to co zrobić?
Mam przyjaciółkę, przyjaźnimy się coś około 7 lat.
Ostatnio obie się zmieniłyśmy, no bo w końcu każdy się zmienia więc i ja
musiałam prawda? Ja się zmieniłam w tym sensie, że zwyczajnie zaczęli mnie
męczyć ludzie, którzy więcej biorą niż dają, ale mniejsza.
Ona, cóż moje otoczenie twierdzi, ze podobno się nie zmieniła, tyle, że mi
klapki z oczu opadły podobno.
Ja już nawet nie mam ochoty się z nią spotykać czy rozmawiać. Jest straszna.
Wiecznie na coś obrażona, głownie na życie, wiecznie niezadowolona, skwaszona
i fochowata. Myśli tylko o nowych ciuchach, kosmetykach, tylko o tym gada. Na
męża swojego wiecznie najeżdża, dobrego słowa o nim nie powie. Najpierw go
krytykuje, potem jak coś się powie to broni, najpierw napuszcza wszystkich na
niego a potem ma pretensje, że są źle do niego nastawieni. Szczerze to żal mi
tego człowieka, który zarabiając niezbyt dużo nie jest w stanie zaspokoić
wygórowanych wymagań księżniczki na ziarnku grochu.
Kompletnie nie obchodzi jej co myślą i czują inni, co przeżywają. Narzeka, że
nie ma przyjaciół, ale jakby ludzie słyszeli co opowiada za ich plecami to nie
tylko przyjaciół by nie miała ale i wrogów miałaby 100 razy więcej.
I jestem nią strasznie, ale to strasznie zmęczona.
I tu wkracza moja wyuczona przez chorobę niepewność i nieufność do własnych
osądów. Bo to może ze mną jest coś nie tak, bo może ja ją źle oceniam, bo może
to we mnie tkwi problem.
Tak czy siak nie wiem co mam robić. Unikam spotkań z nią. Nie dzwonię już do
niej, bo znudziło mi się to, ze zawsze to ja do niej dzwonię, ja zawsze
inicjuję spotkania, zawsze ja się troszczę, pytam co u niej, trwam przy niej w
jej różnych życiowych zawirowaniach i to ja mam być opoką i pomocą. Nie chce
mi się już jednostronnie dbać o tę przyjaźń. Wolę się spotykać i gadać z
ludźmi, którzy zasługują co najwyżej na miano znajomych, ale bardziej się o
mnie troszczą niż ona.
No i jak ja się mam zachować? Co powiedzieć, co robić? Jak na razie z ulgą
przyjęłam, że wyjechała, ale wraca jakoś za dwa tygodnie i wcale nie mam
ochoty się z nią po tym jej powrocie kontaktować. Sprawa jest o tyle
skomplikowana, ze łączą nas pewne zależności finansowe, które mam nadzieję
ukrócić we wrześniu.
Mam ochotę na nią nawrzeszczeć, wygarnąć jej, ale wiem, ze by nie dotarło.
Sorry za długość postu