Szkoła i dzieci

02.09.10, 08:29
Przejmuję ja się wszystkim. Początkiem roku szkolnego bardziej, niż
córa ma. A czy ze świetlicy przejdzie na 2 zmianę do szkoły, a czy
dostanie obiad, etc. Białej gorączki, łącznie z budzącym w nocy
bólem głowy dostaję... O małej już nie wspomnę - ból brzucha,
zaparcia, lęk. Pewnie jest tak, że nawzajem się nakręcamy, prawda?
Staram się maskować, ale przed dziecięciem mym niewiele ukryję.

A jak Wy, jako mamusie, tatusiowie poradziliście sobie z tymi
pierwszymi dniami szkoły?
    • majagor Re: Szkoła i dzieci 02.09.10, 08:39
      Ale to normalne, że się denerwujesz. Każda nowa sytuacja bywa stresująca. A pójście do szkoły... to taka mała rewolucja.
      Ale zobaczysz, będzie wszystko dobrze. Dziecko trafi do swojej klasy, dziecko zje obiad, a do tego pozna nowe koleżanki i kolegów i będzie fajno smile

      Mój siostrzeniec rok temu szedł pierwszy raz do przedszkola. Był strasznie dzielny. A jego mama? Ryczała w domu przez cały okres jego pobytu w przedszkolu smile On się świetnie tam bawił, a ona kombinowała, że na pewno on tam płacze, że na pewno jeść nie chce itd.

      Trzymam kciuki za Was obie! Będzie dobrze!
    • 38takatam Re: Szkoła i dzieci 02.09.10, 08:54
      Mój pierworodny(20l)stwierdził,ze dobrze,że już szkoła,bo by się
      zanudził....Wyprasowałam koszule,ubrał garnitur i poszedłsmile
      Moja średnia(17l)nie zdążyła zjechać z wakacji w Hiszpanii,więc jak
      pies gończy załatwiałam za nią zgodę na późniejsze zaczęcie w szkole
      i na praktyce,nip, medycynę pracy...
      Najmłodsza latorośl zaczęła klasę "0".I choć chodziła przedtem do
      przedszkola,to widzę,że szkoła ten gwar ją przeraża lekko-ale odważna
      jest i daje radę.Dziś od pierwszych zajęć usiadła z chłopakiem (moja
      krewwink) Będę ja zaprowadzać i odbierać...heh spacer i wstawanie ranne
      to odrobina dyscypliny,która tylko na dobre mi wyjdzie.
      Nie,nie mam myślenia,czy sobie poradzą czy nie.Zakładam,że tak i tak
      zazwyczaj jest.Kiedy coś złego się dzieje-ja jestem.
      To jest jak nauka jazdy na rowerze.Uczyliśmy małą w tym roku-musiałam
      ją puścić,zaryzykować, choć nie wiedziałam czy sobie poradzi,czy
      zdąży zahamować, skręcić,czy utrzyma równowagę.
      Nadopiekuńcze czy destrukcyjne mamy to przekleństwo-wiem co mówię.
      Odpuść Poetkam i nie stresuj dzieciaka.
      • poetkam Re: Szkoła i dzieci 02.09.10, 09:00

        Nadopiekuńcze czy destrukcyjne mamy to przekleństwo-wiem co mówię.
        Odpuść Poetkam i nie stresuj dzieciaka.

        Okij, okij, postaram się smile
        Swoją drogą to już druga klasa, a ja wciąż przeżywam. Co do rowera-
        świetne porównanie smile

        Dzięki
        • 38takatam Re: Szkoła i dzieci 02.09.10, 09:18
          Jesteś mądrą mamą i wiem,że chcesz jak najlepiej,ale czasem...wiesz
          można przedobrzyć.
          Będzie dobrzekiss
          • lolinka2 Re: Szkoła i dzieci 02.09.10, 12:58
            podoba mi się twój styl matkowania, 38takatam smile
    • sensi41 Re: Szkoła i dzieci 02.09.10, 10:08
      Nie jesteś odosobnionym przypadkiem. Dzieć starszy, po 9latach w tym samym niemalże towarzystwie, przekroczył próg new szkoły.W klasie nikogusieńko z klasy gimnazjalnej, do tego uzniów nieparzysta liczba. Bardzo sie boję żeby sama w ławce nie została.
      Młodsze dziecie..... eeeeeeeeeeee szkoda gadać.Stabilizatorka czas łyknąćwink
      • czubata Re: Szkoła i dzieci 02.09.10, 14:45
        Klaudia dzisiaj się trochę obawiała,ale poszła dzielnie do klasy z
        nauczycielką.Będzie dobrze,w zerówce też miała obawy,ale szybko się wtopiła w
        klimat.Adaś w szkole czuje się jak w domu,to już druga klasa,wszystkim tylko
        siema,siema.Nigdy nie miał problemów. Dla mnie ten minus że codziennie o 7
        pobudka,nie pośpię sobie do dziesiątej.Ale dobrze,że już się szkoła zaczęła wink
    • 36.a Re: Szkoła i dzieci 02.09.10, 17:43
      Oj - nie.
      Zrób wszystko, co w Twojej mocy, aby nie żyć życiem własnej córki do tego stopnia, że razem z nią będziesz ew. przeżywała fobię szkolną. Z pobłażaniem patrzyłam na matki przejmujące się moze bardziej niz dzieci (?) maturą i wystające pod szkołą, nie rozumiem matek chwalacych się czerwonymi paskami na swiadectwach dzieci, piatkami, szóstkami. Byłam dziwnym dzieckiem, samotnym, czytałam sobie od 4 r.ż. i tylko dzięki czytaniu przetrwałam tę pieprzoną instytucję zwaną szkołą, której nienawidziłam. Moja Mama była całkiem spokojna, interesowała się moim losem, może zbyt mało i nie udało mi sie, a jej we mnie tym bardziej wyrobic takiego chocby nawyku jak systematycznosc itd. Ale nie wyobrażam sobie, żeby miała zażywać nervosol, bo piszę maturę z polskiego (dostałam db). Nie rozumiem takich mam. Dziecko jest kims calkiem odrębnym, moja mama wychodzila z zalozenia, ze jesli mi sie nie chce uczyc, to trudno. Moje życie, moja sprawa. Czytałam mnóstwo i bylo mi w tych literackich swiatach bardzo dobrze. Calkiem sie nie stoczylam, zyje obecnie calkiem niezle, uczylam sie tego, co mi sie podobalo, potwornie duzo stresow w liceum zwiazanych z przedmiotami scislymi glownie. Nie rozumialam ponadto, po co mam sobie te wiedzę do glowy pchać... Nie gniewajcie sie na mnie - zwariowalabym z matka nadmiernie przejmujaca sie moim losem. Owszem, pamietam jakies napominania, ale nie - nerwy mamy, bardziej ojciec ambicjonalnie podchodzil do mojej nauki. Nauczyc dziecko znalezc jakis azyl, powiedzmy kilka przedmiotow, ktore lubi, rozbudzac pasje, ale na pewno nie - nie spac w nocy, zyc zyciem szkolnym dziecka. Zyc wlasnym zyciem, byc odpowiedzialnym w pewnym sensie za dziecko. Smiac mi sie chce, ze nie poszlam zobaczyc wynikow egzaminow do LO, powiedziano mi, ze OK i wiedzialam, ze tak bylo. Chodzilam na jakies korki z matmy, rozwiazywalam sobie te zadania, niech im bedzie. Spokoj. Spoznilam sie na wyniki matury z polskiego. Tez bylo zadziwiajaco dobrze. Wlasny nurt, nie owczy ped, nie tak jak wszyscy, inaczej moze nie umialam. Ale na Boga, zadnych nerwow matek, mysle, ze mozna zrobic tym dziecku duza krzywde. Moja mama wiele by nie osiagnela, gdyby mnie i siebie stresowala, ze mam lenia (depresje? pewnie tez), ze zaczyna sie szkola, wystarczy, ze ja jej nie znosilam (szkoly) i to moj cyrk. Rozpisalam sie, ale nie wiem czemu musialam.
      • sensi41 Re: Szkoła i dzieci 02.09.10, 18:28
        Ann-masz zapewne rację. Przesada w każdą stronę jest zła. Moi rodzice nie trzęśli się nade mną, w
        domu panowała zasada: "Nie mów wole co sie dzieje w szkole",nikt sie nie martwił czy w szkole jest
        mi dobrze, czy mam znajomych. A ja do dzisiaj pamiętam ciągły lęk,że nikt mnie polubi i nie lubi,że
        jestem sama... A wystarczyło tylko wysłuchać, zainteresować się. Dlatego obiecałam sobie, że ja
        będę inna.
        • majagor Re: Szkoła i dzieci 02.09.10, 19:59
          A ja się nie zgadzam z Ann.
          No bo jak się nie przejmować, że dziecko do przedszkola, do szkoły idzie? Jak się nie przejmować, że pierwszy raz samotnie na wakacje jedzie? Itd....
          Oczywiście nie trzeba od razu panikować, alarmu na cały świat podnosić... ale troszkę przejmować się, martwić się można. Rodzic ma do tego pełne PRAWO.
          Jego dziecko idzie "w inny" świat, idzie samotnie, bez opieki rodzica. Trafia pod opiekę obcych ludzi, trafia do dżungli zwanej "holem szkolnym".
          I jak tu się nie przejmować? Chyba tylko wyrodna matka miałaby to w d*pie.

          Moi rodzice nigdy nie zmuszali mnie do nauki. Ale to chyba dlatego, że nigdy problemów im w tym aspekcie nie sprawiałam. Szybko nauczyłam się systematyczności, porządku w odrabianiu lekcji, przygotowań na następny dzień szkolny. Robiłam to sama. Ewentualnie prosiłam mamę, by mnie z czegoś przepytała.

          I byli strasznie dumni, gdy na koniec LO sama pani dyrektor wręczyła im list gratulacyjny i kwiatki. Mamie aż łzy popłynęły smile Może Ann dla Ciebie to bzdura, może nieważne, może moja mama zbyt bardzo to przeżywała... ale myślę sobie, że po prostu była DUMNA. Dumna ze swojego dziecka. I miała do tego pełne prawo. Mogła się tym chwalić, mogła sobie powiesić moje świadectwo na ścianie. Dla mnie takie coś jest czymś naturalnym. Mama, tata - cieszą się z sukcesów swojego dziecka. Zresztą byłoby mi bardzo przykro, gdyby rodzice nie cieszyli się z moich sukcesów, gdybym nie widziała, że sprawiło im to radość. Nie, że robiłam to dla nich, ale była to dla mnie wielka nagroda - zobaczyć dumę rodziców. Dumę, wzruszenie.
          • 38takatam Re: Szkoła i dzieci 02.09.10, 20:29
            A ja Ann zrozumiałam inaczej i zgadzam się z nią.
          • 36.a Re: Szkoła i dzieci 03.09.10, 00:56
            Nie myśl, że jestem nieczuła, a moja Mama naprawdę nigdy mnie w dupie nie miała. Jest wspaniałym człowiekiem, który popełnia błędy. I Twoja Mama niewątpliwie taka była.

            Chodzi mi o coś innego. O SPOKÓJ, o brak nadmiernej emocjonalnosci. Moze to i mój mechanizm obronny był wtedy, aby tę szkołę jakos przetrwać, ale uwierz: Rodzice chwalący sie swoimi dziećmi są CHOLERNIE męczący. Brakuje im własnych sukcesów? Nie odbierz tego personalnie, generalizuję teraz. Mamy taka jedna panne w rodzinie, ktorej ojciec (moj wujek) nieznosnie ją promuje. Wymiotuję już tym, przepraszam. Moja siostrzenica jest cudna, wszechstronna, cudnie zjeżdżała na nartach bez kijeczków jako 4-latka, byłam zachwycona, pieknie nurkuje, ma uzdolnienia manualne, ale wiem rownież że nienawidzi czytać i wywalalam ze zdumieniem galy, gdy czytalam SMS-y typu: Nie bżyjeżdżajcie po mnie!!!!! albo: Ślismy bżegiem moża. ZGROZA smile Laurki są nudne.


            Radość, tak, duma, ukradkiem ocierane łzy wzruszenia, ale nie: ogłaszanie wszem i wobec calemu swiatu jakie to cudowne dziecko sie ma, nie zarażanie dziecka swoim strachem... Nie bierz tego do siebie, piszę naprawdę ogólnie. Mama traktowała mnie, gdy byłam dzieckiem z troską, ale byl tez konieczny dystans. Tak to dzis widzę.

            Aha, dlaczego od razu "dżungla". Dlaczego brak zaufania do nauczycieli. A nuż sie sprawdzą. Czy takie myslenie nie ociera się juz o nadopiekunczosc?
            • lolinka2 Re: Szkoła i dzieci 03.09.10, 12:27
              o uzależnienie, a nie o nadopiekuńczość smile

              ty natomiast piszesz o zdrowym dystansie. Mnie zdrowy dystans jest ciężko (jako choremu człowiekowi)
              zachować smile dwa - że w szkole mam akurat tę córkę, z którą się dość mocno identyfikuję (za drugim razem
              będzie pewnie łatwiej). Natomiast starałam się zawsze powierzać N. instytucjom, którym ufa(ła)m, stąd jeśli
              zaufanie dobiega końca, instytucja jest do zmiany - po to, żebym jako rodzic, miała spokój umysłu i
              pewność, że tam nie stanie się nic nieprzewidzianego i nie do ogarnięcia fachowym okiem personelu.
              Przedszkole, szkoła, szkoła językowa/ tańca etc., szpital - wszystkie przesiane przez gęste sito podejrzliwości
              rodzicielskiej smile, sprawdzone, opytane - i mogę działać. Z młodą się tą wiedzą nie dzielę - moje prawo
              skontrolowania zanim ona w ogóle się dowie, że taki czy inny plan wobec niej jest i zanim wypowie się, co
              sama o tym myśli.
            • majagor Re: Szkoła i dzieci 06.09.10, 07:18
              No to ja inaczej troszkę to odebrałam.
              Bo mama ani tata moi nigdy - NA SZCZĘŚCIE - nie panikowali jak miałam coś
              ważnego w szkole [np. matura, np. egzaminy na studia]. Ja dzięki ich spokojowi
              sama do tych zdarzeń spokojnie podchodziłam smile
              I chyba nadmiernie się mną nie chwalili. Przynajmniej ja o tym nic nie wiedziałam.

              Więc zwracam honor. Ty o czymś innym pisałaś, ja o czymś innym.

              A odnośnie tematu - strachu rodziców przed szkołą, przedszkolem. Kilka dni temu
              w Bydgoszczy 2,5 latek wyszedł sobie SAM z przedszkola. Wyszedł przez nikogo
              niepokojony i sam sobie pospacerował po mieście. I jak tu nie mieć obaw na
              miejscu rodziców? - Mi właśnie o taki rodzaj strachu, wątpliwości chodziło.
Pełna wersja