chattetoutenoire
04.10.10, 16:48
Mam straszny problem z szukaniem pracy. Zaznaczam, że nie ze znalezieniem. Z resztą to pewnie też będę miała, ale jak już pozbędę się problemu szukania...
Od ponad pół roku siedzę w domu. Od końca lipca mam obronioną pracę, od tego czasu mówię sobie, że mam szukać pracy. I oczywiście tego nie robię... Popadam przy tym w depresję, bo nie istnieję, gdy nie wychodzę na dwór, nie istnieję, gdy nie spotykam się z innymi ludźmi, nie istnieję, jeśli nie wkręcę się w wir codziennej rutyny... Po prostu życie mi się rozregulowało i zaczęło sypać, gdy nie mam szkoły ani pracy.
Od kilku tygodni staram się, ale wychodzi mi jakaś masakra... Przeglądam ogłoszenia dla Warszawy, nawet nie związane zupełnie z tym co lubię, co byłoby chociaż w minimalnym stopniu spokrewnione z moim "zawodem", o ile można to tak nazwać, ani nie związane z czymś do czego uważam, że mogłabym się w ogóle nadawać. Szkopuł w tym, że im bardziej wczytuję się w ogłoszenia, tym bardziej mi się wydaje, że jestem do niczego. Że nie sprostam. I tak jak zasiadam przed komputerem pełna nadziei i planów, jak to fajnie będzie jak już będzie praca, tak zamykam komputer tonąc we łzach, że to nie dla mnie.
Jeszcze żebym nie miała tej cholernej świadomości, że za kilka dni może mi się odmienić nastrój. Bo jesień to jest u mnie pora "zwrotów akcji". Ostatni miesiąc miałam zmiany faz co kilka dni.
I ja już tak nie chcę.
Co ja mogę zrobić?
Dzisiaj sobie postanowiłam, że wyślę jakieś aplikacje. Mam do wyboru do koloru, praca w call center, telemarketing, praca na recepcji, w sekretariacie, w butiku, a nawet jako analityk (mrzonki...).
No i już mi się zbiera na płacz... Bo gdzie ja dam radę...
Przepraszam za wylewanie swoich żali. Nikt z mojego otoczenia nie bierze mnie poważnie. Jeszcze słyszę, że ja specjalnie nic nie robię i inne takie

.