lolinka2
25.10.10, 01:09
dla mnie pracujący weekend
wracam do domu, wołam od progu "głodna jestem". Chłop pyta, czy kanapkę sobie życzę - tak, życzę. Na co pierworodna: tatooooo, ale chleba nie ma. - Dlaczego nie ma, było ponad pół bochenka. - Bo ja kanapki sobie robiłam i się skończył. (kupowany RANO DZIŚ).
OK, to zrób mi z chrupkim, ten jeszcze jest. Pierworodna: - tatoooo, ale wędliny nie ma. Tu wpieniam się ja: kupiłam w piątek przed pracą dobre 70 dag różnych wędlin!!!! - Ale ja sobie dzisiaj robiłam kanapki i zjadłam resztę kindziuka, i baleron, no i tę moją pieczeń z warzywami....
Biorę głęboki oddech i pytam: a pizza jeszcze jest? (rano jak wychodziłam była 1 duża) Chłop: jest. Córka: yyyy, nie ma, zjadłam........
Tocząc pianę: mleczna kanapka? mleko bananowe? Córka z ulgą: a to akurat Tatiana zjadła.
I ja pytam na koniec. Ile może ZEŻREĆ (bo nie zjeść) 8-latka w ciągu jednego dnia? Obiad jadła, jakby się kto pytał. Kulki z mlekiem jeszcze oprócz tego jadła bez ograniczeń, a w ciągu dnia podżerała ziarnka słonecznika. Oczywiście gdy ja jadłam obiad, to polowała, czy aby nic nie zostawię (i dojadła pierogi...).
A wygląda jak 5 minut przy tym.