Dodaj do ulubionych

inny punkt widzenia...

20.11.10, 17:26
... długo zastanawiałam się jak zacząć... choć pewnie skierujecie mnie na inne forum, to jednak jestem ciekawa Waszych opinii... od pewnego czasu spotykam się z kimś, mnóstwo pozytywnych emocji, cudowny czas, bardzo dużo zrozumienia... i nagle coś zaczyna się dziać... w ciągu jednego dnia wszystko się sypie, na koniec on tłumaczy mi, że ma dwubiegunówkę i od dwóch tygodni bierze antydepresanty... zaczyna się robić dziwnie, stosunki się ochładzają...nie rozumiem tego...
dla mnie to jest bardzo nowe zaskakujące, nigdy z czymś takim nie miałam do czynienia, nie bardzo wiem jak się zachowywać, co robić..
Obserwuj wątek
    • dr.zabba Re: inny punkt widzenia... 20.11.10, 18:43
      Wiesz co? Choroba dwubiegunowa jest chorobą psychiczną.
      Czego chcesz się konkretnie dowiedzieć?
      Sformułuj konkretne pytania, bo co mamy na tak postawiony temat napisać?
      Nie wiemy nawet, jak się właściwie Twój chłopak zaczął zachowywać.
        • alx.76 Re: inny punkt widzenia... 20.11.10, 19:20
          dr.zabba napisała:

          > Przed tymi dwoma tygodniami się jakoś leczył, czy on też jest nowy w tym temaci
          > e, świeżo zdiagnozowany?

          z tego co mówił leczy się od sierpnia, wcześniej ok rok temu miał jakiś epizod związany z depresją, ciężki związek i chodził na terapię..
          wiesz ja nawet nie bardzo wiem o co pytać, ale myślę, że tu na forum poznam inny punkt widzenia, niż spojrzenie lekarza, który leczy tego typu schorzenia..
      • just-me-online Re: inny punkt widzenia... 20.11.10, 19:00
        Podejrzewam, że wątkotwórczyni jest na tyle zaskoczona sytuacją, że po prostu nie wie co o tym wszystkim sądzić i nawet o co pytać.

        Tak więc może lepiej niech na początek sobie poczyta. Dopiero później będzie wiedziała o co dopytać.

        W naszym przypadku (choroba córki) zaczęliśmy od tego:
        www.drogadosiebie.pl/?section=chad&page=chad
        Just Me
        • alx.76 Re: inny punkt widzenia... 20.11.10, 19:16
          just-me-online napisał:

          > Podejrzewam, że wątkotwórczyni jest na tyle zaskoczona sytuacją, że po prostu n
          > ie wie co o tym wszystkim sądzić i nawet o co pytać.
          >
          to fakt, jestem bardzo zaskoczona... i nigdy sama z siebie bym się nie domysliła, to wyszło generalnie w dość dziwnej sytuacji, ale on bardzo bał się mi o tym powiedzić..
      • alx.76 Re: inny punkt widzenia... 20.11.10, 19:13
        to akurat wiem, mój przyjaciel jst psychiatrą więc wytłumaczył mi to z medyczngo punktu widzenia... trochę też poczytałam w necie na ten temat..
        ale to: wiesz co? to jest choroba psychiczna zabrzmiało dla mnie strasznie agresywnie...
        • dr.zabba Re: inny punkt widzenia... 20.11.10, 19:43
          Widzisz, just_me jest Rodziną osoby chorej - dobrze się rozumiecie. Dlatego często osobom takim jak Ty proponujemy forum dla rodzin.
          Tak, byłam agresywna.
          Nie wiem, czy czytałaś wcześniej nasze forum, czy od razu napisałaś. Warto poczytać, dużo się dowiesz z informacji ogólnych i szczegółowych z resztą też. Zadany przez Ciebie temat, jest moim zdaniem zbyt abstrakcyjny. Lepiej zrozumiałby te niesprecyzowane pytania zapewne mój mąż, który to przeżył. Ja czuję się lekko rozdrażniona, bo odbieram Twoją postawę jako roszczenie - opowiedzcie mi coś o waszej chorobie, bo nie wiem, co robić.
          • alx.76 Re: inny punkt widzenia... 20.11.10, 19:53
            dr.zabba napisała:

            > Widzisz, just_me jest Rodziną osoby chorej - dobrze się rozumiecie. Dlatego czę
            > sto osobom takim jak Ty proponujemy forum dla rodzin.
            > Tak, byłam agresywna.
            > Nie wiem, czy czytałaś wcześniej nasze forum, czy od razu napisałaś. Warto pocz
            > ytać, dużo się dowiesz z informacji ogólnych i szczegółowych z resztą też. Zada
            > ny przez Ciebie temat, jest moim zdaniem zbyt abstrakcyjny. Lepiej zrozumiałby
            > te niesprecyzowane pytania zapewne mój mąż, który to przeżył. Ja czuję się lekk
            > o rozdrażniona, bo odbieram Twoją postawę jako roszczenie - opowiedzcie mi coś
            > o waszej chorobie, bo nie wiem, co robić.


            zanim napisałam, poczytałam... nie do końca chodzi mi o opowiadanie o samej chorobie, bo taki informacje mam (zaprzyjaźniony psychiatra, net), chodzi mi raczej o odczucia osób chorych - nie zrozum mnie źle... to jak one pewne rzeczy odczuwają.. bo ja jestem w jego zachowaniu zupełnie zagubiona... inną sprawą jest to, że ja jestm bardzo poukladana, pragmatyczną, lubię mieć kontrolę nad pewnymi rzeczami i wytłumaczenie dla nich... a pewnych rzeczy po prostu nie potrafię zrozumieć... a kiedy się staram wychodzi jeszcze gorzej..
            • dr.zabba Re: inny punkt widzenia... 20.11.10, 19:58
              >od pewnego czasu spotykam się z kimś, mnóstwo pozytywnych emocji, cudowny czas, bardzo >dużo zrozumienia... i nagle coś zaczyna się dziać... w ciągu jednego dnia wszystko się sypie, na >koniec on tłumaczy mi, że ma dwubiegunówkę i od dwóch tygodni bierze antydepresanty... >zaczyna się robić dziwnie, stosunki się ochładzają...nie rozumiem tego...

              Ale nie wiem nic o jego zachowaniu niż to, co napisałaś powyżej. Ta choroba ma olbrzymie spektrum.
              Czy mozna z taką osobą żyć? - Można. Ale mam wrażenie, że nie tego chcesz się dowiedzieć.
              • alx.76 Re: inny punkt widzenia... 20.11.10, 20:05
                dr.zabba napisała:

                > Ale nie wiem nic o jego zachowaniu niż to, co napisałaś powyżej. Ta choroba ma
                > olbrzymie spektrum.
                > Czy mozna z taką osobą żyć? - Można. Ale mam wrażenie, że nie tego chcesz się d
                > owiedzieć.

                a ja mam wrażenie, że zaczynasz mnie atakować, zupełnie niepotrzebnie.. dla mnie to jest nowe, trudne, chce zrozumieć, czytam dowiaduje się, kosztuje mnie to masę energii...
                ale co zrobić kiedy nagle z kochającej czulej osoby, ta osoba staje się obojetna... daleka, pozbawiona emocji, czy to jest normalny objaw tej choroby.. on podobno teraz jest w fazie depresyjnej, od 2 tyg bierze antydepresanty... ciągle spi..
                • sensi41 Re: inny punkt widzenia... 20.11.10, 20:10
                  alx.76 napisała:

                  > ale co zrobić kiedy nagle z kochającej czulej osoby, ta osoba staje się obojetn
                  > a... daleka, pozbawiona emocji, czy to jest normalny objaw tej choroby.. on pod
                  > obno teraz jest w fazie depresyjnej, od 2 tyg bierze antydepresanty... ciągle spi..

                  Tak niestety działają leki. Z czasem to mija. Musisz uzbroić się w cierpliwość. ( jeżeli źle prawię niech mnie ktoś poprawi).
                  • alx.76 Re: inny punkt widzenia... 20.11.10, 20:17
                    sensi41 napisała:

                    > alx.76 napisała:
                    >
                    > Tak niestety działają leki. Z czasem to mija. Musisz uzbroić się w cierpliwość.
                    > ( jeżeli źle prawię niech mnie ktoś poprawi).

                    niestety ja do najcierpliwszych nie należesmile do tego czasami bywam dyrektywna.. i a to jest raczej wielce nie wskazane... jak długo trwają takie stany
                      • alx.76 Re: inny punkt widzenia... 20.11.10, 20:35
                        sensi41 napisała:

                        > A szkoda,że jesteś niecierpliwa. Ja np.bardzo potrzebuję cierpliwości.
                        > Jak długo? Zależy kto i jak na leki reaguje.


                        staram się nad tym panować, ale bywa róznie..
                        plusem jest to, że rozmawiamy o tym, o swoich emocjach, o tym co poszczególne zachowania w nas powodują.. jak je odbieramy..
                          • alx.76 Re: inny punkt widzenia... 20.11.10, 20:51
                            sensi41 napisała:

                            > Szczera rozmowa to podstawa. Z autopsji wiem (dopiero od niedawna mówię co czuj
                            > ę).

                            my rozmawiamy, tzw. praca na informacji zwrotnejwink takie małe moje zboczenie zawodowe...
                            ale nie zawsze jest prosto powiedzieć o tym, że się boimy, że czujemy się niepwenie, to jest trudne, gdyż wymaga pewnego obnażenia się, odkrycia..
            • just-me-online Re: inny punkt widzenia... 20.11.10, 20:01
              Khm ...

              Czy Ty aby tego swojego pragmatycznego podejścia nie starasz się rozszerzyć na dziedzinę w której ono IMHO po prostu nie działa?!

              Wprawdzie ludzie to nie koty i profili psychologicznych jest zdecydowanie mniej wink ale weź mi proszę wyjaśnij jakim cudem na podstawie ewentualnych relacji kilku/kilkunastu osób na temat ich uczuć chciałabyś poukładać Twoje/Wasze życie.

              Just Me
                • alx.76 Re: inny punkt widzenia... 20.11.10, 20:08
                  sytuacja jest dla mnie nowa i trudna..., wiem, że tego nie da się pragmatycznie, wytłumaczyć, ani zamknąć w ramy, ale być może znając odczucia/uczucia innych osób będzie mi łatwiej pewne rzeczy zrozumieć..
                  • just-me-online Re: inny punkt widzenia... 20.11.10, 20:22
                    > sytuacja jest dla mnie nowa i trudna..., wiem, że tego nie da się pragmatycznie
                    > , wytłumaczyć, ani zamknąć w ramy, ale być może znając odczucia/uczucia innych
                    > osób będzie mi łatwiej pewne rzeczy zrozumieć..

                    Nie sądzę.

                    Dla mnie sytuacja jest również nowa. I jeszcze parę dni temu naiwnie starałem się znaleźć odpowiedź na pytanie "czy ...". A teraz już wiem, że raczej trzeba szukać odpowiedzi na pytanie "co zrobić, żeby ...".

                    Powodzenia

                    Just Me
                    • alx.76 Re: inny punkt widzenia... 20.11.10, 20:26

                      > Nie sądzę.
                      >
                      > Dla mnie sytuacja jest również nowa. I jeszcze parę dni temu naiwnie starałem s
                      > ię znaleźć odpowiedź na pytanie "czy ...". A teraz już wiem, że raczej trzeba s
                      > zukać odpowiedzi na pytanie "co zrobić, żeby ...".

                      co masz dokładnie na myśli mówiąc, co zrobić, żeby...
                      • just-me-online Re: inny punkt widzenia... 20.11.10, 20:30
                        Dam Ci przykład.

                        Nie "czy uda jej się poukładać swoje życie" tylko "co (wspólnie) można zrobić, żeby jej się udało poukładać swoje życie".

                        Ale weź poprawkę na to, że w naszym przypadku to są relacje rodzice-dziecko, zgoła odmienne od relacji partner-partner.

                        Just Me
    • dr.zabba Re: inny punkt widzenia... 20.11.10, 20:09
      Moze spróbuj to poczytać...

      forum.gazeta.pl/forum/w,15184,116061589,116061589,trudny_zwiazek_prosze_o_rade_i_wsparcie_dlugie.html
      forum.gazeta.pl/forum/w,15184,116061589,116061589,trudny_zwiazek_prosze_o_rade_i_wsparcie_dlugie.html

      Na forum znajdziesz takich wątków duzo.
            • alx.76 Re: inny punkt widzenia... 20.11.10, 20:38
              just-me-online napisał:

              > > ale mam wrażenie, że jak to tak dale
              > > j pójdzie, to się po prostu posypie
              >
              > Nie bądź "miętka". Myśl albo ufaj kobiecej intuicji, jeśli coś takiego istnieje
              > (jestem facetem) wink

              spoko, ja jestem dzielna dziewczynawink więc daje radęwink) choć czasami bywa cięzko..
              ale myślę, że teraz procentuje to co otrzymałam od niego na samym początku, całe ciepło i emocje...
              >
              > Just Me
                • alx.76 Re: inny punkt widzenia... 20.11.10, 20:46
                  just-me-online napisał:

                  > > spoko, ja jestem dzielna dziewczynawink więc daje radęwink)
                  >
                  > Zuch dziewczyna! Będą jeszcze z Ciebie ludzie tongue_out

                  już sąwink) ja jestem bardzo aktywną osobą, ostatnio rozmawialismy trochę na ten temat, moich planów, zamierzeń i to też chyba spowodowało jakiś lęk, bo kilka godzin póxniej On zaczął się zastanawiać, co może mi sobą zaofiarować... i to mnie przeraziło..
                  >
                  > Just Me
          • czubata Re: inny punkt widzenia... 20.11.10, 20:37
            alx,napisałaś że nie wiesz co robić,jak się zachowywać a ja pomyślałam; nie wiem co napisać.
            Przyszło mi do głowy,po prostu bądz,bo zrozumieć nie zrozumiesz. Jestem z chłopem już tyle lat,i on nie rozumie,ale mniej więcej wie co robić.Być ma i znosić,tak jak ja jestem i znoszę jego;P Raz człowiek cierpi,raz się człowiek śmieje,raz sie czuje neutralnie tak jak reszta świata.Takie życie,nic człowieka nie ominie.
            • alx.76 Re: inny punkt widzenia... 20.11.10, 20:43
              czubata napisała:

              > alx,napisałaś że nie wiesz co robić,jak się zachowywać a ja pomyślałam; nie wie
              > m co napisać.
              > Przyszło mi do głowy,po prostu bądz,bo zrozumieć nie zrozumiesz. Jestem z chłop
              > em już tyle lat,i on nie rozumie,ale mniej więcej wie co robić.Być ma i znosić,
              > tak jak ja jestem i znoszę jego;P Raz człowiek cierpi,raz się człowiek śmieje,r
              > az sie czuje neutralnie tak jak reszta świata.Takie życie,nic człowieka nie omi
              > nie.

              staram się być wspierać, choć wiem o tym dopiero od 4 dni..., on to chyba widzi, bo chce nawet skonsultować to z moim zaprzyjaźnionym psychiatrąsmile więc to jest pewnie plus... ale ma takie dziwne obawy w głowie...
              • dr.zabba Re: inny punkt widzenia... 20.11.10, 21:46
                A ja znów swoje: jakie obawy?
                myśli samobójcze?
                wrażenie,że do Ciebie nie dorasta?
                że Ty jesteś wszystkim, a on niczym?

                Obawy mogą być róóóżne. Dziwne. Dla Ciebie niezrozumiałe.
                Ale napisz coś więcej - moim zdaniem.

                Urojenia winy, nihilistyczne, bycia gorszym, czasem prześladowcze - mogą w depresji występować. Bo zrozumiałam w końcu, że to depresja.

                Tak, to możliwe, że się posypiesz. Może jeśli Ci zależy, zawczasu poszukać kontaktu z psychologiem - dla siebie.
                • alx.76 Re: inny punkt widzenia... 21.11.10, 00:38
                  dr.zabba napisała:

                  > A ja znów swoje: jakie obawy?

                  chociażby takie, że nie ma mi nic sobą do zaoferowania, że nie poradzi sobie ze wszystkim, że pewne rzeczy związane z jego życiem go przerażają...
                  > myśli samobójcze?
                  > wrażenie,że do Ciebie nie dorasta?
                  > że Ty jesteś wszystkim, a on niczym?
                  >
                  > Obawy mogą być róóóżne. Dziwne. Dla Ciebie niezrozumiałe.
                  > Ale napisz coś więcej - moim zdaniem.
                  >
                  > Urojenia winy, nihilistyczne, bycia gorszym, czasem prześladowcze - mogą w depr
                  > esji występować. Bo zrozumiałam w końcu, że to depresja.
                  >
                  tak, ale czy to może się zmieniać co 2 dni? czyli wydaje się, że jeden dzień jest dobrze, on wydaje się dość racjonalnie mysleć, a później znów to samo..
                  > Tak, to możliwe, że się posypiesz.

                  znów mnie atakujesz....
                  Może jeśli Ci zależy, zawczasu poszukać kont
                  > aktu z psychologiem - dla siebie.
                  >
                  • dr.zabba Re: inny punkt widzenia... 21.11.10, 09:26
                    > chociażby takie, że nie ma mi nic sobą do zaoferowania, że nie poradzi sobie ze
                    > wszystkim, że pewne rzeczy związane z jego życiem go przerażają...

                    Są to typowe dla depresji lęki (baaardzo typowe) i urojenia samoponiżania. One nie są w tej sytuacji "dziwne", one są typowe.

                    > znów mnie atakujesz....

                    Nie. Jestem rozdrażniona tym, co piszesz, ale Cię nie atakuję. Wymieniłam kilka objawów, żeby pokazać, że dla nas/dla mnie (bo w sumie nie jestem upoważniona wypowiadać się w imieniu całego forum) są one codziennością. Ty w zawoalowany sposób piszesz: on ma "dziwne obawy". Nie wiem, co masz na myśli. Ktoś mi bliski miał w depresji urojenia prześladowcze, myślał, że sąsiedzi spiskują, żeby zabrać mieszkanie. Objawy depresyjne mają pewne zbliżone cechy, ale jak pisałam: są różne. Nie wiem, co ma w głowie Twój chłopak.

                    Myślę, że nieporozumienie między nami wynika z tego, że ja myślałam, że chcesz się tutaj czegoś dowiedzieć. Mam jednak teraz wrażenie, że po prostu chcesz pogadać.

                    PS. Jesteś psychologiem? (pytam, bo napisałaś wyżej, że (+/-) "praca na informacji zwrotnej" wynika z Twoich przyzwyczajeń zawodowych) Nie atakuję ;P Ja jestem lekarzem.
                    razemnabiegunach.blogspot.com
                    kumaty.blogspot.com
                    zapiski z paranoi
                    • alx.76 Re: inny punkt widzenia... 21.11.10, 11:34
                      dr.zabba napisała:

                      a możesz mi powiedzić jak długo trwają takie okresy? co ja wtedy powinnam robić, jak się zachowywac?
                      >
                      >
                      > Nie. Jestem rozdrażniona tym, co piszesz, ale Cię nie atakuję.
                      >
                      > Myślę, że nieporozumienie między nami wynika z tego, że ja myślałam, że chcesz
                      > się tutaj czegoś dowiedzieć.
                      >
                      tak chce się dowiedziec, przede wszystkim tego jak reagować na takie stany.. na jego blokady zmienne nastroje, może nie umiem tego dobrze nazwać, ale chciałabym wiedzieć po prostu jak się zachować w takiej sytuacji, w sytuacji, gdy wszystko jst super, spędzamy cudownie czas i nagle wszystko się sypie, a dzisiaj dostaje smsa z informacja, że jest mu przykro, ale on nie potrafi się znów zaangażować... i jest mu z tego powodu bardzo przykro... jak ja mam się zachować w takiej sytuacji, czy to też wchodzi w katalog standardowych zachowań...


                      > PS. Jesteś psychologiem?
                      nie, jestem coachemsmile
                      > razemnabiegunach.blogspot.com
                      > kumaty.blogspot.com
                      > zapiski z paranoi
                      • dr.zabba Re: inny punkt widzenia... 21.11.10, 12:49
                        wszys
                        > tko jst super, spędzamy cudownie czas i nagle wszystko się sypie, a dzisiaj dos
                        > taje smsa z informacja, że jest mu przykro, ale on nie potrafi się znów zaangaż
                        > ować... i jest mu z tego powodu bardzo przykro... jak ja mam się zachować w tak
                        > iej sytuacji, czy to też wchodzi w katalog standardowych zachowań...

                        Niestety, tak... Nie wiem, jak napiszą inni, ale znajome jest dla mnie to, co opisujesz. Ja w swojej pierwszej depresji miałam sieczkę zamiast uczuć. Było to wszystko tak chaotyczne, że przechodziło w nicość, pustkę emocjonalną. Ważne: depresja to nie jest stan, kiedy jest smutno, to raczej brak jakichkolwiek uczuć. Pustynia. Nicość.
                        Pierwszą dużą depresję miałam po półtora roku znajomości z moim obecnym mężem. Z mojej strony żaden czas nie był cudownie spędzony, nie było super, cały czas czułam się fatalnie. Jednakże wiem, że były chwile, kiedy tego mojego bólu nie było widać - może jest tak, że właśnie takie chwile nazywasz takimi, że jest wszystko ok. To tak jak moja mama kiedyś o mnie powiedziała w innej depresji: ona funkcjonuje znakomicie (chodziło o zajmowanie się dziećmi, domem), tylko strasznie marudzi. Marudziłam, bo mimo w miarę dobrego funkcjonowania, w środku widziałam siebie jako niezaradną, niedającą sobie z niczym rady, bezwartościową istotę, którą świat przerasta. Ale wracając do relacji z przyszłym mężem: przychodziły takie chwile, kiedy nie wytrzymywałam, wpadałam w panikę i zaczynałam wysyłać sygnały, mówić: ja nie potrafię Cię kochać. Nie potrafie tworzyć związku. Jestem na to zbyt nieudolna, nie mam w sobie takiego potencjału, nie dam rady, ty jesteś wspaniały, ja jestem nikim. Jakiekolwiek emocje, jakie żywiłam do A.przeciekały mi po protu przez palce. Nie potrafiłam ich w sobie utrzymać. Mimo to kochałam go i zależało mi na nim strasznie. Nie czułam sie jednak go godna. Moim najwiekszym koszmarem z tamtego czasu była wizja, że on zwiąże sie z inną kobietą, założy z nią rodzinę, a ja będę musiała żyć w tym samym mieście i znosić tego świadomość. Okropny, trudny do wytłumaczenia stan.

                        Myślę, że Twój chłopak może się czuć choć trochę podobnie... Ale mimo iż ramy są standardowe, różnimy sie miedzy sobą, sama wiesz.
                        • alx.76 Re: inny punkt widzenia... 21.11.10, 13:41
                          może i ma podobne odczucia do Twoich... nie wiem.. ale są momenty kiedy mnie to zaczyna drażnić i irytować, a jego stosunek do tego jest mega obojętny... usłyszałam nawet, że może powinnam obniżyć swoje oczekiwania... ale ja nie mam żadnych wygóowanych oczekiwań... ja najnormalniej w świecie nie wiem jak się mam zachować, ostatnio pojawiła się myśl, że może powinnam odpuścić ( tak uważa mój przyjaciel psychiatra) skoro on się tak blokuje i ma taką wycofaną postawę... i mam wrażenie, że jemu by to znaczącej róznicy nie zrobiło..
                          • beatrix-kiddo Re: inny punkt widzenia... 21.11.10, 14:02
                            Śledzę ten wątek i tak się zastanawiam, czego Ty w ogóle oczekujesz od swojego faceta (w ogóle, nie tylko w chorobie)? Bo mam takie dziwne wrażenie, że strasznie roszczeniowa jesteś. Jeśli się mylę, to przepraszam.
                            • alx.76 Re: inny punkt widzenia... 21.11.10, 14:15
                              beatrix-kiddo napisała:

                              > Śledzę ten wątek i tak się zastanawiam, czego Ty w ogóle oczekujesz od swojego
                              > faceta (w ogóle, nie tylko w chorobie)? Bo mam takie dziwne wrażenie, że strasz
                              > nie roszczeniowa jesteś. Jeśli się mylę, to przepraszam.

                              wiesz co nie jestem osobą roszczeniową, oczekuje normalności, to chyba naturalne, może źle nazwałam to normalnością, ale może tego, żeby trochę się ogarnął w tym wszystkim, bo odnoszę wrażenie, ze trochę się nad sobą za bardzo użala... oczywiście, może nie mam racji nie wiem... dla mnie to jest nowe, być może moje zachowanie też wpływa na pewne rzeczy, może nie do końca jestem w stanie zrozumieć, to co on przezywa.. dlatego też tu jestem... staram się zrozumieć, ogarnąc to jakoś....
                              jakkolwiek to dziwnie brzmi..
                              • beatrix-kiddo Re: inny punkt widzenia... 21.11.10, 14:23
                                alx.76 napisała:

                                > oczekuje tego, żeby trochę się ogarnął w
                                > tym wszystkim,

                                W DEPRESJI NIE DA SIĘ OGARNĄĆ
                                Zrozum to wreszcie.
                                W depresji jest problemem umycie zębów i wstanie z łóżka.
                                W depresji człowiek czuje się winny za wszystko, łącznie z II wojną światową.
                                W depresji człowiek czuje się nic nie wart.

                                Możesz to tylko przetrwać, trzymając za rękę i mówiąc, że to przejdzie, albo odejść, jeśli nie potrafisz być z taką osobą.
                                • alx.76 Re: inny punkt widzenia... 21.11.10, 14:40
                                  beatrix-kiddo napisała:
                                  > Możesz to tylko przetrwać, trzymając za rękę i mówiąc, że to przejdzie, albo od
                                  > ejść, jeśli nie potrafisz być z taką osobą.
                                  >
                                  ale jak trzymać za ręke kogoś, jto się blokuje i wycofuje.. robię dużo, czytam, rozmawiam staram się poznać, być wyrozumiała... wiesz to się tak fajnie pisze.. mówiąc, ze to przejdzie, czyli kiedy on mi pisze, że nie wie co się dzieje, ale nie potrafię się na powórt zaangażować, choć myśle o Tobie, to powinnam powiedzieć, ok Kotku, to przejdzie...?
                                    • alx.76 Re: inny punkt widzenia... 21.11.10, 14:49
                                      beatrix-kiddo napisała:

                                      > Tak, właśnie tak. Masz wziąć za rękę kogoś, kto się wycofuje i powiedzieć, że t
                                      > o minie. Nawet, jeśli on Ci w tym momencie nie wierzy.

                                      ale może on tego nie chce.. może naprawdę tak myśli...
                                      > Nikt nie mówił, że życie z osobą w depresji jest łatwe.
                                      • beatrix-kiddo Re: inny punkt widzenia... 21.11.10, 14:54
                                        alx.76 napisała:

                                        >
                                        > ale może on tego nie chce.. może naprawdę tak myśli...

                                        On _wygląda_ jakby tego nie chciał.
                                        Ja np. w depresji gryzę, ranię, nie rozmawiam.
                                        A jednocześnie pragnę tego, żeby ktoś potrzymał za rękę.
                                        Piszę o moich odczuciach, być może nie każdy depresant tak ma.
                                        Ale jedno jest pewne - nie patrz na zewnętrzne objawy.

                                        Poczytaj sobie w necie o depresji, bo widzę, że cholernie mało wiesz o tym. Jeśli Ci na facecie naprawdę zależy, to postaraj się trochę.
                                        • alx.76 Re: inny punkt widzenia... 21.11.10, 15:03
                                          beatrix-kiddo napisała:

                                          > alx.76 napisała:
                                          >
                                          > >
                                          > > ale może on tego nie chce.. może naprawdę tak myśli...
                                          >
                                          > On _wygląda_ jakby tego nie chciał.
                                          > Ja np. w depresji gryzę, ranię, nie rozmawiam.
                                          > A jednocześnie pragnę tego, żeby ktoś potrzymał za rękę.
                                          > Piszę o moich odczuciach, być może nie każdy depresant tak ma.
                                          > Ale jedno jest pewne - nie patrz na zewnętrzne objawy.
                                          widzisz i takich informacji jest mi trzeba, mało wiem na ten temat, bo nigdy mnie nie dotyczył.. ja czuje się jak dziecko we mgle... z jednej strony otrzymuje komunikat, ze nie chce, że chce być szczery, że nie wzbudza to w nim żadych uczuć, żadnych emocji, z drugiej strony, wiem, ze jest zazdrosny...
                          • dr.zabba Re: inny punkt widzenia... 21.11.10, 14:04
                            Dla Ciebie oczekiwania nie są wygórowane, dla osoby chorej widocznie tak. On się blokuje i ma wycofaną postawę, bo jest chory. Czy też by się wycofał ze związku akurat w tym momencie, gdyby nie wystąpiła depresja - nikt nie wie. Masz wrażenie, że nie zrobiłoby różnicy - depresja, przypominam, to paraliż emocjonalny. "Megaobojętny" - dokładnie tak, depresja to megaobojętność. Nie wiem jak zaawansowany był związek w momencie, gdy sie dowiedziałaś. Może nie wiesz jeszcze, czy chcesz, czy nie sie angażować. Najlepszym byłoby przeczekać, przeczekać aż się poprawi i wtedy zobaczyc co dalej. Weź też pod uwagę, czy jesteś w stanie udźwignąć ciężar chad u partnera. My właśnie tak chorujemy, jak choruje/zachowuje się teraz Twój chłopak. Mam wrażenie, że wymagasz od niego jak od osoby całkiem zdrowej.

                            Oczywiście masz święte prawo złościć się, irytować, byc wściekła. Depresja w związku jest katastrofą, nikt jej sobie nie życzy - ani Ty ani partner. Ty stanęłaś w obliczu takiej katastrofy, musisz zdecydować, co w tej sytuacji zrobić. Mówią: "jeśli kochasz, to poczekasz". Jest jednak pytanie, czy udźwigniesz takie katastrofy, bo zapewne ta nie będzie jedyną. A jest to "tylko" depresja, śmiem twierdzić, że mania jest tysiąc razy bardziej destrukcyjna.

                            Masz prawo do swoich uczuć, masz prawo je przeżywać, powinnaś je przeżywać. Jeśli chcesz wytrwać, serio gdzieś wyżej pisałam o psychologu.

                            Chcesz odpuścić - to znaczy zakończyć znajomość? Może tak będzie lepiej.
                            • 36.a Re: inny punkt widzenia... 21.11.10, 15:29
                              Ja pierniczę...
                              Przyznaję, że nie rozumiem tej napaści. Jaką do diabła katastrofą? Jest różnie. Raz sobie leżymy, raz świetnie działamy, czasem jest zwyczajnie, jak "u ludzi". Czy życie z kimś, kto sobie wstrzykuje insulinę albo ma pół nogi też się nazywa katastrofa?
                              • dr.zabba Re: inny punkt widzenia... 21.11.10, 23:13
                                > Ja pierniczę...
                                > Przyznaję, że nie rozumiem tej napaści. Jaką do diabła katastrofą? Jest różnie.
                                > Raz sobie leżymy, raz świetnie działamy, czasem jest zwyczajnie, jak "u ludzi

                                Ann,
                                nigdy nie miałaś depresji, która była katastrofą? Szczęśliwa jesteś. Kiedy świetnie działam, uznaję, że nie mam depresji.

                                > . Czy życie z kimś, kto sobie wstrzykuje insulinę albo ma pół nogi też się nazy
                                > wa katastrofa?

                                Nie pisałam, że chad jest katastrofą. Niektóre depresje uważam, że tak. Myślę też, że życie z cukrzykiem nie jest katastrofą, ale już śpiączka ketonowa jest tragedią i ogromnym zagrożeniem zarówno dla cukrzyka,jak i dla jego drugiej połowy.
    • 36.a Re: inny punkt widzenia... 20.11.10, 21:57
      Tak mi przyszło do głowy, że zwiazek zaczął się robić poważny i faktycznie w jego głowie mogła zrodzić się myśl, co albo czy ma Tobie coś do zaoferowania. Jeśli uznał, że nic..?
      Witaj na forum.
      • alx.76 Re: inny punkt widzenia... 21.11.10, 00:34
        36.a napisała:

        > Tak mi przyszło do głowy, że zwiazek zaczął się robić poważny i faktycznie w je
        > go głowie mogła zrodzić się myśl, co albo czy ma Tobie coś do zaoferowania. Jeś
        > li uznał, że nic..?

        niestety, chyba sobie pomyslał, że nic... ale ja szybko zaprzeczyłam, wskazując jego plusy; a czy zaczął robić się poważny, wydawało się, że tak, ale przez ostatnie kilka dni, doszłam do wniosku, że zdecydowanie nie... a może to leki i depresja tak nie niego działają, nie wiem...
        > Witaj na forum.

        dziekismile
        >
        • 36.a Re: inny punkt widzenia... 21.11.10, 14:59
          Nie, chyba nie pokazywać jego plusów, on sam musi mieć pewność, że jest sporo warty. Jeśli mogę dać delikatnie jedną radę, mogę? smile Bądź mniej dyrektywna, bardziej przyjacielska niż kochankawink Potrzeba czasu. I rzecz jasna, bądź przy nim, ale nie nastrętnie, niech czasem sam Ciebie poszuka, nawet teraz, gdy ma depresję.
          • alx.76 Re: inny punkt widzenia... 21.11.10, 15:08
            36.a napisała:

            dziękuję za radę, po to założyłam ten wątek, aby wysłuchać czasami również rad, nie od bliskich, tych co są obok, tylko od tych co to przezywają doświadczają tego..
            przyszła mi taka myśl, aby się trochę odsunąć, niech on zatęskni, poszuka... nie wiem czy to jest dobry pomysł...
            dzisiaj w ramach relaksu wybiram się z kumplem na łyżwy, muszę to trochę odreagowaćsmile
            >
            • 36.a Re: inny punkt widzenia... 21.11.10, 15:24
              Bardzo dobry.

              Jesteś coachem, czyli trenerem, przygotowanie teoretyczne masz. A reszta to czas. Jest coś takiego jak aspekt przywiązania. Jeśli kawałek odejdziesz, jeśli jest do Ciebie przywiązany - przybiegnie. Jeśli nie... Pewne sprawy lepiej widzieć ostro na starcie. jeśli jest dwubiegunowy, leżenie w łóżku mu minie. Swoją drogą - kiedyś przespałam dwa tygodnie i nie nazwałam tego depresją. Nie dźwignęłam czegoś. Miałam 18 lat. Nie każde takie leżenie jest de. Masz jeszcze swoje życie. Miłych łyżewwink

              • alx.76 Re: inny punkt widzenia... 21.11.10, 15:32
                36.a napisała:

                mamsmile dlatego też dużo rozmawiamy na ten temat, mówimy o emocjach, o tym jak się z tym czujemy, co powodują poszczególne zachowania.. jakie budzi to w nas reakcje..
                tyle, ze on nie leży w łozku, chodzi do pracy, jakoś funkcjonuje.., ma trochę problemów/kłopotów, które być może to wzmagają...
                może faktycznie powinnam odpuścić.. i zobaczyć co się bedzie działo, on mówi, że widzi co robię, docenia to wszystko jest pełen podziwu, ale jest zablokowany...
                a mnie najzwyczajniej powoli zaczyna to irytować i drażnić... wiem, wiem... mam trudny charkter...
    • majagor Re: inny punkt widzenia... 22.11.10, 08:33
      Ja troszkę rozumiem, że dla kogoś np. depresja partnera/partnerki może być katastrofą. Depresja jak i każda inna choroba.
      Mając cukrzyka w domu trzeba być czujnym, trzeba patrzeć na dietę, trzeba pilnować insuliny. I trzeba mieć świadomość, że cukrzyca to cichy zabójca, który powoli, powoli zabija, wyniszcza nam bliską osobę.
      Mając w domu osobę z depresją trzeba cierpliwym być, delikatnym. Czasami trzeba obchodzić się jak z jajkiem, czasami trzeba motywować, do lekarza trzeba biegać i leków pilnować, a czasami nawet w szpitalu odwiedzać.
      Wg mnie dla kogoś, kto nigdy nie miał z tym styczności [czy z inną chorobą] może być to katastrofa. Bo przecież choroba [obojętnie jaka] nie dotyka tylko chorego, a także jego bliskich, którzy niekoniecznie to wszystko rozumieją...
      Przecież każda choroba zmienia nasz świat, zmienia nasze plany, priorytety... I to niekoniecznie zawsze fajne, łatwe i przyjemne dla drugiej osoby jest. Nie mówię, że trzeba takie osoby porzucać, ale jako chora mam świadomość, że życie ze mną nie będzie dokładnie takie, jak z osobą zdrową.
      I twierdzę, że tego obycia z chorobą, z chorobą ukochanej osoby trzeba po prostu z czasem się nauczyć. Musi troszkę czasu minąć, aż druga strona to zrozumie, zaakceptuje, pozna instrukcję obsługi danej osoby z depresją/czy też inną chorobą.
      Przecież wiele z nas, gdy dowiedziało się o swojej chorobie to nie wierzyło, nie akceptowało, nie chciało zrozumieć... więc wyobraźmy sobie takiego partnera/partnerkę, który nagle dowiaduje się o chorobie najbliższej osoby...

      Czasami dla nas samych nasza choroba - depresja - jest katastrofą, a co dopiero ludzie z boku mają powiedzieć, gdy na nas spoglądają. Moim zdaniem mogą oni się bać naszej choroby, mogą czuć pewne obawy. Chyba naturalne to jest?

      Autorce wątku jednak pomóc nie potrafię. Bo mimo, iż wiem dokładnie co to depresja, to nie potrafię podać uniwersalnej instrukcji obsługi dla danej osoby...
      Cierpliwości życzę... bo to teraz najważniejsze.
      Pozdrawiam
      • asikkonline Re: inny punkt widzenia... 22.11.10, 13:53
        Witaj, być może mój głos w tym temacie będzie jakimś novum, chociażby z tej racji, iż do niedawna dzieliłem swoje życie z osobą, u której zdiagnozowany był CHAD (chociaż, ku swojej zgubie raczej, ona to ze swojej świadomość wypierała, podważając opinię lekarzy). Także powielam Twój "inny punkt widzenia"
        Przede wszystkim na wstępie postaw sobie już pytanie: a) czego oczekujesz od tego związku? i co istotniejsze b) gdzie jest ta granica, do której jesteś w stanie poświęcić się dla drugiej osoby?
        Ad a) Wywnioskowałem, że interesuje Cię jedynie stały związek, krótkotrwała znajomość odpada a bawić się kogoś uczuciami nie zamierzasz. I to co odczułem - Ty sądzisz, że to ktoś bawi się Twoimi bowiem partner ma etap na zasadzie "wycofania". Nie staraj się tego zrozumieć, gdyż ani Twój ani mój umysł objąć tego nie jest w stanie. Musisz przyjąć, że tak jest i już. Paradoksalnie to, iż się wycofał nie oznacza bynajmniej, że mu nie zależy... Euforia u takiej osoby jest zawsze na początku znajomości, później następuje zwątpienie w siły własne, czy do tej drugiej osoby się pasuje etc.
        Dodatkowo - długofalowa perspektywa - jeżeli masz niejako uporządkowane życie, bez skrajnych doznań, emocji i tego oczekujesz w związku, to rozminiesz się i to boleśnie.
        Ad b) Znacząca część użytkowników pisze o cierpliwości, wsparciu, zrozumieniu, by porzucić egoizm na rzecz akceptacji i poświęcenia dla drugiej osoby. Musisz pojąć to, że bierzesz na siebie wielki ciężar i Tobie także może zabraknąć kiedyś energii, a jej deficyt może wywołać wściekłość i zamiast wsparcia będą pretensje, obwinianie. Stąd pomysł byś TO TY konsultowała się z psychologiem nie jest chybiony. Ty także wsparcie skądś musisz czerpać. Sytuacje, że będziesz zmuszona myśleć za dwie osoby+wrażenie, że jesteś z dzieckiem, a nie osobą dorosłą nie należą do rzadkości.

        Konfrontując jednak przypadek mój a Twój, muszę przyznać, że jesteś na korzystniejszej pozycji. Twój partner leczy się u lekarza, a nie w trakcie imprez ze znajomymi, brnąc dalej w nałóg; leki (chyba?) bierze w rozsądnych dawkach podyktowanych przez specjalistę, a nie wg. tego "gdy jest mi źle" i nie zapija ich alkoholem; ma względnie ustabilizowane życie - pracuje, a nie siedzi na bezrobociu wmawiając Ci, że "tak wygląda high life".
        Pozdrawiam.
        • alx.76 Re: inny punkt widzenia... 22.11.10, 16:45

          > Konfrontując jednak przypadek mój a Twój, muszę przyznać, że jesteś na korzystn
          > iejszej pozycji. Twój partner leczy się u lekarza, a nie w trakcie imprez ze zn
          > ajomymi, brnąc dalej w nałóg; leki (chyba?) bierze w rozsądnych dawkach podykto
          > wanych przez specjalistę, a nie wg. tego "gdy jest mi źle" i nie zapija ich alk
          > oholem; ma względnie ustabilizowane życie - pracuje, a nie siedzi na bezrobociu
          > wmawiając Ci, że "tak wygląda high life".
          > Pozdrawiam.

          Tak u mnie to wygląda nieco inaczej, On zażywa leki, chodzi do lekarza, niestety ostatnio pił alkohol, właściwie był mój pomysł z winem do kolacji (wtedy jeszcze nie wiedziałam nic o chorobie, ani o lekach, a On bał się powiedzieć, bo nie był pewien mojej reakcji)...
          Pracuje, choć wiem, że niesie to ze sobą dla niego ogrom stresu, ale jest bardzo odpowiedzialny pod tym względem i daje radęwink choć ma pewne lęki...
          Dużym plusem jest też to, że rozmawia ze mną na ten temat, mówi o tym co czuje, czego się boi.. Zaczął też sam szukać w necie informacji na temat choroby, choć dotychczas myślał, ze wystarczy, że bierze leki i nawet nie wpadł na taki pomysł, ale myśl podsuniętą przeze mnie przyjął z entuzjazmem...
          I co najważniejsze, dzisiaj doszedł do wniosku, że czuje, że nie jest z tym sam..smile
          • asikkonline Re: inny punkt widzenia... 22.11.10, 17:46
            Zależy ile tego wina poszło, jak obaliliście butelkę jest się czego obawiać, jak po kieliszku to chyba skutków ubocznych nie będzie. Niemniej lepiej jednak alkoholu kompletnie unikać. By małymi kroczkami nie przyzwyczajać do zestawu: proszki i alkohol.
            • alx.76 Re: inny punkt widzenia... 22.11.10, 18:03
              asikkonline napisał:

              > Zależy ile tego wina poszło, jak obaliliście butelkę jest się czego obawiać, ja
              > k po kieliszku to chyba skutków ubocznych nie będzie. Niemniej lepiej jednak al
              > koholu kompletnie unikać. By małymi kroczkami nie przyzwyczajać do zestawu: pro
              > szki i alkohol.

              niewink nawet cała butelka nie poszłasmile a wieczór był baaardzo długiwink
              On to wie, dlatego też unika, ja w tej chwili również wiem, więc alkoholu po prostu nie będzie i tyle... bez tego da się żyć.
              Tabletki konsultuje z lekarzem, ma ustalony nastęny termin wizyty, mój przyjaciel jest psychiatrą i wyraził też chęć spotkania się z nim.
              Wiesz, jemu zależy aby normalnie funkcjonować, pracować, a wie, że pewne skutki choroby utrudniają to, więc sam też szuka pomocy
      • alx.76 Re: inny punkt widzenia... 22.11.10, 16:35

        > Autorce wątku jednak pomóc nie potrafię. Bo mimo, iż wiem dokładnie co to depre
        > sja, to nie potrafię podać uniwersalnej instrukcji obsługi dla danej osoby...
        > Cierpliwości życzę... bo to teraz najważniejsze.
        > Pozdrawiam
        >

        wiem, że nie ma uniwersalnej recepty na wszystkosmile, ale chcę Wam bardzo podziękować smile
        Wasze wypowiedzi bardzo dużo wniosły, pozwoliły na refleksję, na pochylenie się i inne spojrzenie na calą sytuacje, pokazały mi też, że ważna jest zmiana mojego stosunku do tego, większa cierpliwość i duża poprawka na pewne zachowania..
    • panna.m.igotka Re: inny punkt widzenia... 22.11.10, 16:16
      Pewnie nic nowego nie wniosę i trudno mi się nie zgodzić z powyższymi wypowiedziami. Sądzę, że twój partner ma dużą świadomość o własnej chorobie, czego dowodem jest szczerość w stosunku do ciebie. To dobrze wróży dla waszych relacji i szczerości jego uczuć do ciebie. Osobą z depresją nie zawsze z łatwością przychodzi rozmawianie o chorobie, jeśli w ogóle chcą o niej rozmawiać. Co się tyczy zachowania to wynika ono z braku pewności i wiary w siebie. On ma świadomość co oznacza żyć z taką chorobą i daje ci możliwość wyboru, czy tak na prawdę tego chcesz. Poza tym mam wątpliwości, czy owo ochłodzenie waszych stosunków, w rzeczywistości związane jest z jego reakcją po waszej rozmowie, jego wycofaniem, czy sama po takiej rozmowie i informacji o jego depresji z obawy i niewiedzy zaczęłaś się od niego izolować. Pięknie ktoś napisał o własnych oczekiwaniach od drugiej osoby. Zastanów się nad tym. Poczytaj na forum inne wypowiedzi. W razie pytań skontaktuj się z lekarzem. Pozdrawiam.
    • drugikoniecswiata Re: inny punkt widzenia... 22.11.10, 21:34
      Polecam ci taką pozycję
      www.ksiegarnia.tacyjakja.pl/books/view/8
      W moim odczuciu część depresyjna jest bardzo dobra, ta o manii mnie wkurzyła, bo dla mnie totalnie nietrafiona - relewantna tylko przy chad I. To, co mi się nie podoba w tej książce, to właśnie próba ustalenia jednego wzorca reakcji, bo takiego wzorca nie ma, ludzie, także z chad, są różni. Ale myślę, że na początek będzie to bardzo dobra lektura, może punkt wyjścia do wspólnej rozmowy? Naprawdę zachęcam. Tak, ściągnąć książkę jest trudniej niż wejść na forum, ale... to czasem więcej daje.

      Co do irytacji żabby / innych
      Na którejś górce będąc zaproponowałam zalożenie wątku pt "ważne wątki"
      forum.gazeta.pl/forum/w,15184,106100169,106100169,WAZNE_WATKI.html
      parę osób napisało, że dobry pomysł, i na tym się skończyło, a że moje górki krótkie i chaotyczne, to też nie rozwinęłam. może gdyby taki wątek był i był przyszpilony na górze, to byłoby łatwiej odsyłać ludzi do archiwalnych wątków zamiast się irytować - ponawiam pytanie wink
      • dr.zabba Re: inny punkt widzenia... 22.11.10, 22:46
        <Mam wrażenie, że alx zależało bardziej na rozmowie, niż odesłaniu do wątku...
        Pomysł z wątkiem o ważnych wątkach jest dobry, nie wchodziłam w linka, pisałaś tam, jak miałoby to wyglądać?
        A tak, tak, irytuję się na forum ostatnio smile
        • alx.76 Re: inny punkt widzenia... 22.11.10, 23:35
          dr.zabba napisała:

          > <Mam wrażenie, że alx zależało bardziej na rozmowie, niż odesłaniu do wątku
          > ...

          zależało, aby poznać uczucia/odczucia innych osób chorych, być może nie udało mi się dość jasno sprecyzować pytań i początek był nieco chaotyczny, jednak wiele i ten wątek dał... i nie tylko mi wink) na bieżąco będę również sledziła Wasze wpisy tu i w innych wątkach, bo jest to dla mnie niezwykła wartość dodana, to co mogę stąd wynieśćsmile)
          ściskam mocnosmile
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka