Czy bliscy wam nie wmawiają?

10.12.10, 20:27
Choroby? Od jakiegoś czasu słyszę że jest ze mną zle,bo trudno ze mną rozmawiać,porozumieć się,gburowata jestem i to zapewne musi mieć podłoże chorobowe.A ja mam swoje powody że zachowuję się tak a nie inaczej,i wydaje mi się że nie są to urojenia.Chyba cudze urojenia bo nie moje.Ale widzę że z coraz większym upodobaniem używa się w moim kierunku sformułowania "chora".I kiedy próbuję tłumaczyć dlaczego zachowuję się tak a nie inaczej,wmawia mi się że to "choroba" i że znowu "odwalam numery".A co ja takiego odwalam? Siedzę cicho i się nie ciskam,robię swoje.Widać lepiej jest jednak jak się ciskam i ciskam przedmiotami,wtedy jest lepiej,bo przynajmniej nikt nie ma odwagi robić ze mnie wariata.tongue_out Usiedli na mnie wszyscy,razem do kupy się zebrali,i gnębią.
    • dr.zabba Re: Czy bliscy wam nie wmawiają? 10.12.10, 20:39
      Zdecydowanie mąż mi czasem wmawia.
      Wtedy, kiedy mi się zaostrza big_grin, a poza tym to nie.
      • czubata Re: Czy bliscy wam nie wmawiają? 10.12.10, 20:44
        O,dzięki za pocieszeniebig_grin
        • dr.zabba Re: Czy bliscy wam nie wmawiają? 10.12.10, 20:47
          Mało byłam ostatnio na forum, to nie potrafię się ustosunkować do insynuacji Twojego męża. Zarejestrowałam jednak, że nie pojechałaś do lekarza i nie bierzesz leków. To podejrzane.
          • czubata Re: Czy bliscy wam nie wmawiają? 10.12.10, 20:53
            W końcu pojechałam,w końcu biore,a tu nie tylko mój mąż,bo się z tego jakieś rodzinne narady robią,blee.Bo ja dziwna jakaś jestem,mówią...A tak się starałamtongue_out
            • czubata Re: Czy bliscy wam nie wmawiają? 10.12.10, 21:07
              Doła zaliczam,ale bez specjalnych akcji pt."stworki w kominie" albo "szepty demonów".Z obowiązków swoich się wywiązuje też jak potrafię.No chyba że znowu układam sobie teorie spiskowe,ale analizowałam to niejednokrotnie i fakty się z faktami pokrywają,nie mam żadnych urojeń,nie we mnie leży problem zatem.Ale przyjęło się chyba że problem leży zawsze w tej chorej osobie.Ludzi nie zadowolisz,o nieee.
              • dr.zabba Re: Czy bliscy wam nie wmawiają? 10.12.10, 21:21
                Wcześniej raczej mieli rację...
                A jakie są te "teorie spiskowe"?
                • dr.zabba Re: Czy bliscy wam nie wmawiają? 10.12.10, 21:24
                  I wiesz, to nie chodzi o "staranie się"... My jesteśmy chorzy, mamy prawo do mniejszych, większych odchyłów. "Starania się" chyba akurat od Ciebie nie oczekują...?
                  • czubata Re: Czy bliscy wam nie wmawiają? 10.12.10, 22:20
                    Czuję iż dążą do tego by mnie dobić,przygnębić,zniszczyć psychicznie,doprowadzić do szaleństwa,hospitalizacji,a działania wszelakie odbieram jako wrogie;wrogie są wypowiedzi i uczynki.Krytyka o byle co,i właściwie to chyba oczekują moich starań bo słyszę "zmień się".Więc mam się starać o zmianę.Moje bycie inną,taką,siaką i owaką bardzo drażni moich bliskich.Odnoszę wrażenie że wszelkie poczynania i wypowiedzi kierowane pod moim adresem są celowe i zaplanowane.Albo mam zostać zgnojona albo jestem faktycznie gnojem,ale co do tej ostatniej tezy to się nie dam tak łatwo przekonać.No i pytania typu: co się z tobą dzieje? Problem w tym że ja żadnych akcji nie dostrzegam,jak pisałam,żyję,działam,funkcjonuję.Więc co się takiego dzieje? Ja wiem co się dzieje i tłumaczę że to nie moje zachowanie jest niewłaściwe,ale osoby zaprzeczają iż takie a nie inne zdarzenia czy zachowania z ich strony miały miejsce.Ja mówię- tak powiedziałeś/aś albo zrobiłeś/aś, widziałam,słyszałam,byłam tego świadkiem,a tu wyparcie w żywe oczy! Dlatego śmiem twierdzić że naprawdę robią ze mnie wariata.Tylko w jakim celu?Dlaczego to zawsze ja muszę się mylić? Jestem ostatnio na Miśka mocno obrażona,za jego konkretne zachowania w stosunku do mnie,ale on tych zachowań się wypiera.Czy ja naprawdę jestem aż tak szalona i nie potrafię odróżnić prawdy od fałszu? Mnie się wydaje że się ludziska wykręcają moją chorobą.Znalezli sobie sposób na własne uniewinnianie się.
                    • dr.zabba Re: Czy bliscy wam nie wmawiają? 10.12.10, 22:36
                      Jestem ostatnio na Miśka mocno obrażona,za j
                      > ego konkretne zachowania w stosunku do mnie,ale on tych zachowań się wypiera

                      A nie są to zwykłe problemy w komunikacji? W zrozumieniu się? To się zdarza nie tylko w półchadowych małżeństwach.
                      Natomiast jeśli on od razu atakuje Cię z arsenału "choroba", to bardzo nieładnie.
    • xsenia Re: Czy bliscy wam nie wmawiają? 10.12.10, 22:42
      1.zacznij się uśmiechać jak głupi do sera to się odwalą
      2.przygarnij zwierza, on cie zawsze zrozumie
    • dzedlajga Re: Czy bliscy wam nie wmawiają? 10.12.10, 23:21
      wmawiają, wmawiają. Szczególnie mama. Jak tylko robię lub mówię coś co jej się nie podoba to zaraz twierdzi, że znów mi jest gorzej. Coś przebąkuje o szpitalu albo dopytuje czy na pewno biorę leki. Jakoś nie dociera, że nie żyję wyłącznie po to, żeby jej się podobać, a ona bardzo tego by chciała.

      A urojenia też podobno mam. Szczególnie jak mnie zaboli to co ona robi lub mówi. Całe szczęście, że na co dzień mamy kontakt tylko przez tel. Już od dawna wiem, czego mam jej mówić, żeby było dobrze. Ostatnio wsypała mnie rodzina, więc im też już nie mówię zbyt dużo.

      Jakbym z nią mieszkała... to aż boję się myśleć. Raczej na pewno bym sfiksowała
      • czubata Re: Czy bliscy wam nie wmawiają? 11.12.10, 10:23
        > A nie są to zwykłe problemy w komunikacji? W zrozumieniu się?

        Są.Ja to tak widzę.Inni uważają że to tylko ja mam problem.

        > Jakbym z nią mieszkała... to aż boję się myśleć. Raczej na pewno bym sfiksowała

        O to to właśnie miałam na myślitongue_out
        Ale dobra,co mnie nie zabije to mnie wzmocni.
    • beatrix-kiddo Re: Czy bliscy wam nie wmawiają? 11.12.10, 11:18
      W zasadzie to nie. Raz mnie ojciec zapytał po rozmowie telefonicznej, czy ja za wesoła nie jestem. Ponieważ to było akurat po wizycie u doca, który też podejrzliwie patrzył, to oskarżyłam ojca o kolaborację z psychiatrą. Oczywiście miałam wtedy hipo.
      Zasadniczo to ja informuję bliskich że mam doła i proszę się odp.. jak w łóżku leżę i się nie myję.
      • kara.mija Re: Czy bliscy wam nie wmawiają? 11.12.10, 13:12
        Mi to wmawiają w drugą stronę, że wcale chora nie jestem a symuluję - to mąż i jego rodzina - w ogóle nie są w stanie pojąć zmian w nastroju i aktywności.
        Natomiast z matką mam tak, że uważa iz chyba za mała poprawa jest tzn. nie moze zaakceptowac tego, ze ja juz taka bedę zawsze. Ostatnio mi truła, ze ja powinnam bardziej wychodzić, iśc do pracy, ze po tak długim leczeniu (jest raczej krótkie ok 1 roku na chad a wczesniej ok 6 mies na depresję) to powinno być inaczej - nie cche zuwazać ze jest inaczej, ze nie wychodze bo slęczę z dzieckiem a pracy po prostu znaleźć nie mogę ..... boi się tez mojej psychoterapii bo sięga do dzieciństwa ........ czyli w sumie tak jakby mi torochę chciała wmówić, że jest gorzej niż jest.
        • 38takatam Re: Czy bliscy wam nie wmawiają? 12.12.10, 19:10
          Staję się coraz silniejsza i to nie pasuje..."czepiam się"-mówią.
          Nie,nie czepiam się.Zaczynam wymagać,stawiać warunki i przestać się uśmiechać pt"żeby tylko było dobrze"
          Widzę w innych różne rodzaje odchyłów-uważam ich za "biednych"gdyż nie zdiagnozowani trują życie innym (np.mnie) i nawet nie myślą się zmieniać (pracować nad sobą).
          Z tytułu choroby nie otrzymuję od życia żadnego bonusa...raczej dodatkowy wp......

          Do rodziny pierwotnej nie pasuje taka "czarna owca" jak ja,więc mnie wykolegowali.
          Ale wcześniej,owszem często patrzyli na mnie jak na wariata,wymieniali spojrzenia,czy komentarze-choć mówiłam całkiem logicznie-ale dla nich nie wygodnie.

          Przepraszam,że tak pesymistycznie,ale mam zły dzień,który nie wiem jak się zakończy sad


          "Najokrutniejszym przekleństwem choroby jest także święta obietnica:
          nigdy nie będziesz się czuła tak samo na stałe."

          Terri Cheney
          • quaxo Re: Czy bliscy wam nie wmawiają? 12.12.10, 19:24
            Wiesz co, ci "niezdiagnozowani" - czasami jak rozmawiam z ludźmi albo patrzę, co się dzieje, to mam wrażenie, że jestem najnormalniejszą osobą z nich wszystkich...
            • dr.zabba Re: Czy bliscy wam nie wmawiają? 12.12.10, 19:58
              > Wiesz co, ci "niezdiagnozowani" - czasami jak rozmawiam z ludźmi albo patrzę, co się dzieje, > to mam wrażenie, że jestem najnormalniejszą osobą z nich wszystkich...

              Choroba wymaga od nas pracy nad sobą, jeśli chcemy normalnie żyć. Przez to zyskujemy coś, czego wielu zdrowych nigdy nie osiągnie.
              • quaxo Re: Czy bliscy wam nie wmawiają? 12.12.10, 21:02
                To powinno być motto tego forum. smile
    • lolinka2 Re: Czy bliscy wam nie wmawiają? 12.12.10, 20:31
      nie, sama widzę, że pociągnęłam wzwyż ostatnio
      na szczęście we wtorek idę do dr i dostanę jakiś pacyfikator lekki smile przyda się.
    • sensi41 Re: Czy bliscy wam nie wmawiają? 24.12.10, 11:08
      Może nie wmawiają. Ale ostatnio przez telefon usłyszyszałam: Czy Ty jesteś nakręcona? tongue_out
Inne wątki na temat:
Pełna wersja