Jutro rozmowa w sprawie pracy - tak się denerwuję, że nie wiem co mam ze sobą zrobić. Tyle mam do zrobienia - przygotować się jakoś muszę, naszykować ubranie w którym będę wyglądać najmniej grubo i dobrze się czuć (mało realne) o codziennych czynnościach nie wspominam. A mnie sparaliżowało i jedyną rzeczą na jaką mnie było stać to odpalenie komputera i napisanie posta. Dodatkowo od kilku dni walczę z jakąś infekcją - mam okropny kaszel. Za ok godzinę mam terapię - nie idę - odwołam - nie jestem w stanie wyjść z domu. A gdyby nawet to mam wrażenie, że tylko zmarnuję czas - dojazd w obie strony ok 2 godz. i nie sądzę abym mogła się odpowiednio skupić - pewnie skończyłoby się na kolejnym pitupitu. Dlaczego rzeczy które dla normalnych są czymś najzwyklejszym w świecie nas wrażliwców muszą tyle kosztować? To niesprawiedliwe