majagor
09.03.11, 20:32
Otóż mili Państwo, jestem już tutaj miesiąc.
A nawet miesiąc i trzy dni.
Więc na podsumowania mi się zebrało.
Po pierwsze - fajno jest. Kurcze, nadal fajnie się czuję, nadal świetnie funkcjonuję, nadal zadowolona z siebie jestem.
* Z pracą - ok. Podoba mi się. Nie mam już w niej większych problemów. Szef zadowolony także ze mnie jest. Małe premie już też dostałam. Dziś dowiedziałam się, że moja umowa zostanie przedłużona. Tzn. wcześniej już o tym wiedziałam, ale dziś już tak oficjalnie, tak na poważnie zostało to przedstawione. Zresztą ja przez szefostwo jestem traktowana jako ich koleżanka, znajoma, aniżeli pracownik.
* Warunki mieszkaniowe - ok. Dostałam kilka miłych dodatków, typu wazony, kosz na gazety, świeczniki, świeczki i przytulnie mi się zrobiło. Kocham nadal swój fotel. Wielki, wygodny, puszysty.
* Z językiem coraz lepiej. Bo ja niemiecki znam biegle od dawna. Ale z dialektem schwarcwaldzko-szwajcarskim spotkałam się pierwszy raz. A zapewniam Was, ich gadanie - ma mało wspólnego z "prawdziwym" niemieckim
A jeśli o moją osobę chodzi, to psychicznie ok. Stabilnie, pozytywnie, bez wahań. Fizycznie - też ładnie. Biegam 4 razy w tygodniu po ok. 5 km - bez zadyszki, bez bólu! Pięknie się odżywiam. Dużo owoców, warzyw. Tylko chude mięsko [nawet strusia miałam okazję skosztować

], sporo ryb. No i jem regularnie, spokojnie, bez pośpiechu - jak człowiek. Zero papierosów, zero stresu. Alkohol raz był - na sobotniej imprezie. Moi niemieccy znajomi koniecznie chcieli, abym poznała wszystkie tutejsze alkoholowe przysmaki
Poznałam ludzi w moim wieku. Mam już koleżanki i kolegów. Oczywiście więcej kolegów, i oczywiście kolegów bardziej lubię

- to akurat w PL normą też było. Mam z kim pogadać, z kim się spotkać. Bardzo otwarci, mili ludzie.
I co najważniejsze... dokładnie za 2 tyg. przyjedzie do mnie Marciś! Tak, tak - za 2 tyg. już go będę miała przy sobie. Tylko na tydzień, ale zawsze coś. Zrobię sobie kilka dni wolnego i pokażę mu moją okolicę, Zurich, Bazyleę. Pięknie będzie. No i jako, że on autem przyjedzie przywiezie mi moje rzeczy z polskiego domu. Ubrania, buty, książki i wszystkie drobiazgi, które się w walizkę nie zmieściły.
Bardzo mnie cieszy, że Marcin wpadnie. Że się zobaczymy, potulimy, popatrzymy na siebie. Teraz pobędziemy tydzień razem i za 1,5 miesiąca ja go w PL odwiedzę - bo przecież będę miała 2 tyg. urlopu. Latem pewnie on tu znowu przyjedzie, a wczesną jesienią lecimy tam, gdzie słońce jest i piękna plaża - wszystko już mamy zaplanowane

Ojciec sobie dobrze radzi w domu. Dzwonię do niego regularnie. Siostra go odwiedza. Okazuje się, że świetnie już prać potrafi, o podlewaniu kwiatków pamięta, porządek w domu ma także, a i głody nie chodzi

No i ojciec zadowolony, że jego córeczce się udało, że na dobrych ludzi trafiła. Troszkę też dumny ze mnie jest

- ja zresztą z niego też, że tak szybko nauczył się "życia".
Z negatywów... mieszkam na wsi. Piękne krajobrazy, piękna cisza itd. Ale nawet nie mam, gdzie pieniążków wydać

No bo sklepów tu brak
I zakupy są rzadko, szybko... No ale przynajmniej może się oszczędzania nauczę - jestem z tych, którzy tego absolutnie nie potrafią. Więc może ten negatyw ma też swoją dobrą stronę
Pozdrawiania ze słonecznego i ciepłego Schwarzwaldu [mamy ok. 15 stopni]
I mam nadzieję, że nikomu nie przeszkadza, iż sobie prywatę urządziłam [zresztą nie pierwszy raz]
Aaaa, bo zapomniałam o największej zalecie. Już nawet nie wiem co to Smoleńsk, katastrofa smoleńska, pan [panowie] Kaczyński i PiS. Nawet nie wiecie, jak wspaniale się bez tego żyje



Nie mam już obaw, że włączę tv, otworzę gazetę, a tam pan Błaszczak, tudzież Hofman i ich "mądrości" .
Ulga niesamowita! Od razu lepiej człowiek żyje!