skwr2
04.04.11, 17:10
Wczoraj przez parę godzin rozmawiałam z osobą, mającą podobny problem z samotnością i depresją jak ja. Na szczęście u niej depresja nie wychyla się poza niski poziom, niezakłócający normalnego funkcjonowania. W efekcie nie spałam przez pół nocy, a dzisiejszy dzień spędziłam jak wyjęty z leżącej depresji. Lęk, lęk, lęk... Mam swój cloranxen, ale nie dawał rady.
Znacie takie zjawisko? Rozmawiać, nie rozmawiać o tym, co boli, ciąży i straszy? Może lepiej te wewnętrzne fakty pokrywać milczeniem i swobodnymi żartami na dowolne tematy?