kamyczek_02
02.05.11, 15:25
Wszystko się chrzani. Nie chodzi o żaden dół, po prostu naprawdę jestem do niczego. Tak najzwyczajniej do niczego. Nie potrafię załatwić prostych spraw. Ludzie się ode mnie odwracają. Nie robię im żadnej krzywdy, bez przyczyny. Na trzeźwo myśląc przyczyną jestem ja - panie są zazdrosne o panów. Nie daję żadnych sygnałów, ot bardzo zazdrosne o wszystko, co żyje. A ja to biorę personalnie, bo wprost nikt nic nie mówi. Jestem sama. Nie mam nikogo. Uśmiecham się sztucznie, a tak w środku jest mi źle. Źle. Odwołałam coś na czym mi zależało, ale...skoro jestem do niczego to po co się skompromitować. Tyle zachodu na nic. Chciałabym się schować, wypłakać się. Daję ciała na każdej linii. Staram się, ale nie wychodzi. Jest mi źle. Wiem, że wy macie większe problemy, martwicie się o kogoś, o coś. Moje to pryszcz. Nikt nie umiera, nie choruje, nie traci pracy. Wstyd mi, że taka jestem, że tak wyglądam, że tak czuję.