Po wizycie u psychologa...

09.05.11, 18:49
... mam mętlik w głowie. Nigdy się nie spodziewałem, że odkryję fakt, że sam sobie narzuciłem formę i życie, którego mój organizm, moje ja nie akceptuje. Idę biegać może coś mi się w tym moim zakutym łbie rozjaśni.

Moja głowa wciąż jest daleko przed moimi emocjami i jakoś jedno z drugim nie może się dogadać...
    • eydur8791 Re: Po wizycie u psychologa... 09.05.11, 21:05
      Wychodzi na to, że wciąż nie pogodziłem się z chorobą, z moim emocjonalnym falowaniem, wciąż nie uwzględniam go w swoim życiu. Narzucam sobie cele, których nie umiem zrealizować, moje życie po maturze to fikcja, którą sam stworzyłem, sztuczna bańka, która właśnie pęka. I odkrywanie tego cholernie mnie boli. Myślałem, że to ja sam kieruje swoim życiem. I kieruję szkoda tylko, że sam wbrew sobie. Wychodzi na to, że nie słuchałem siebie.

      A może to tylko psychologiczne pieprzenie i dorabianie jakiejś wyimaginowanej teorii? Nie wiem. Może to po prostu stresy, z którymi sobie nie radzę? Nie wiem, ale mam dość grzebania w tym wszystkim. Muszę to sobie ułożyć w głowie. A to będzie trudne...
      • maly.lew Re: Po wizycie u psychologa... 09.05.11, 21:53
        cześć Eydur!
        to jest immanentna cecha bycia młodym! tak jakby istota - wielkie ambicje, cele i zdobywanie, najlepiej szybko, dużo, już, teraz! To się zmieni z biegiem lat - stopniowo, ale jednak nieuchronnie... ja doświadczyłam jednego - prawdziwe życie, z jego bólem, dramatami poznałam tak naprawdę po 30-tce. pewnie każdy ma inne emocjonalne CV... nie chcę brzmieć jak jakaś wyrocznia delficka (choć grecki napis nad grotą warto pamiętać: poznaj samego siebie)

        Jesteś mądry - chodzisz do psychologa, chcesz siebie zrozumieć! To napawdę świadczy o dojrzałości, pomimo tego, że jesteś baaaardzo młody!
        Uda Ci się Eydur, spokojnie Synu... smile smile smile mama
      • 36.a Re: Po wizycie u psychologa... 09.05.11, 21:56
        Dobry wieczór, Młodszy Kolego.
        Nie. Intuicyjnie czuję, że psycholog mówi prawdę. Tylko, że może być Ci ją ciężko zaakceptować.
        • maly.lew Re: Po wizycie u psychologa... 09.05.11, 22:05
          ale przyznasz, że fakt współpracy naszego prawnika Eydura z psychologiem to WIELKI plus dla Niego?
          a że ziemia sie zatrzęsła po wizycie? to tylko świadczy o tym, że to znakomity psycholog!!!! jak by nie bolało, nie dawało do myślenia - po co wydawać forsę?

          dobranoc! smile łagodności i wyrozumiałości dla siebie i kolorowych snów!
          • 36.a Re: Po wizycie u psychologa... 09.05.11, 22:13
            Ja nie stawiam ludzi albo staram sie nie stawiac na piedestale wink Nawet w żartobliwy sposób. Eydur to mlodszy kolega.
            Truizm: ważne aby człowiek żył w zgodzie ze sobą. Co niestety czasem oznacza bolesne odejście od mainstreamu. Pozornie bolesne.
            I...nie wiem, czy dalej bedzie mial silę chodzić do psychologa big_grin
            Jesli tak - fajnie.
            • maly.lew Re: Po wizycie u psychologa... 10.05.11, 22:12
              36.a napisała:

              > Ja nie stawiam ludzi albo staram sie nie stawiac na piedestale wink Nawet w żart
              > obliwy sposób. Eydur to mlodszy kolega.
              ?
              Jak głosi stare chińskie przysłowie: tylko mali ludzie potrzebują piedestałów. Nie ośmieliłabym sie nikogo na nim stawiać, bo w świetle chińskiej mądrosci można za to dostać w... wink
        • 36.a Re: Po wizycie u psychologa... 09.05.11, 22:10
          I ponownie proponuję przeczytać książkę "Naiwny. Super", ja kupiłam taniutko nową na Allegro [a raczej mam w poważaniu kupowanie właśnie tam]
          Skończyłam ją czytać, po raz pierwszy chyba nie doczytałam do końca. Czyta się ją leciutko, ale ma w sobie coś miłego, daje nadzieję i przypomniała mi [a to już cecha każdej książki], jak wspaniale się zasypia, gdy zmęczone czytaniem oczy mówią "na dziś dość".
          Na okladce napisano "powieść kultowa". Nie wiem. Bohater przegrywa z bratem w krykieta, co go załamuje. I zaczyna się jakby rozpad jego "ja", buduje je na nowo w ciekawy sposób. Można by właśnie powiedzieć naiwny Kupuje np. deseczkę firmy Brio i zaczyna stukać... Albo sporządza różnego rodzaju listy. Rezygnuje również ze studiów. Ja zrezygnowałam również. I tak dalej...
          Życzę dobrego wybrania własnej ścieżki

          ---
          Nie oczekuję już/Od życia samych burz
      • eydur8791 Re: Po wizycie u psychologa... 10.05.11, 14:36
        Witam. Tak chcę chodzić nadal do psychologa. Wszystkie moje problemy wynikają z mojego wnętrza. Chcę to jakoś rozwikłać. Ale się boję jak to się skończy. Więcej może napiszę później.

        A jeśli nie takie życie jak teraz to co? Nie mam pomysłu na alternatywę. A jeśli nawet coś mi chodzi po głowie to nie wiem jak to zrealizować (i nie chodzi mi tylko o studia).

        Gdyby moje emocje czy co tam innego nie dopominały się o to żeby się nimi zająć w ogóle bym nie chodził do psychologa. Ale to wszystko ciągle wraca jak bumerang.

        Ktoś widział American Beauty albo Drogę do szczęścia Sama Mendesa? Jeśli tak to czuję się jak w tym drugim filmie.

        A jak wam się wiodło wiedzie z psychologiem?
        • maly.lew Re: Po wizycie u psychologa... 10.05.11, 22:17
          Pewna dziewczyna z krakowskiej PWST zwierzałą mi sie z kłopotów. To jej odpaliłam: będziesz mądrzejsza jako człowiek i jako aktorka.
          jakkolwiek okrutnie to zabrzmi: Będziesz mądrzejszy jako człowiek i jako pisarz Eydur...

          Do cholery! Tylko krowa na pastwisku przeżuwajaca trawę nie ma kłopotów z egzystencją! I piszę to także dla siebie, bo czasem tęsknie za byciem taka krową, ale mi także nie wychodzi! wink
      • kalistera Re: Po wizycie u psychologa... 31.05.11, 22:48
        Choroba zawsze jest objawem,że zagubiliśmy swoje prawdziwe ja,że zboczyliśmy z właściwej drogi.
        Niepokoi mnie natomiast to co piszesz,bo wynika z tego,że te różne twierdzenia,które przytaczasz usłyszałeś od psychologa?
        Psychoterapia nie polega na faszerowaniu pacjenta teorią !!!

    • panna.m.igotka Re: Po wizycie u psychologa... 10.05.11, 15:43
      Na wszystko potrzeba czasu ... dystansu ... i jakoś się ułoży. Pogodzenie się z chorobą też przyjdzie, a przecież większość osób jakoś sobie daje radę. Trzeba sobie znaleźć sposób na życie ... na radzenie z takimi emocjami. Ja mętlik mam codziennie, a od paru dni szczególnie. Zmiany nastrojów mnie wykańczają, wtedy lubię chadzać do parku. Też uciekam w swoją przestrzeń. Wyciszenie i święty spokój. Mogę wreszcie od wszystkich i wszystkiego uciec. Zamykam się na swojej ławeczce i wdycham orzeźwiające powietrze z pobliskiej fontanny. Wtedy mogę rozmyślać do woli o tym co było, jest i będzie ... i niejednokrotnie wałkuję w głowie jeden i ten sam temat ... i dochodzę do tych samych wniosków i konkluzji ... to jednak mam wrażenie, że nic się nie zmienia w moim życiu.
      • z0z0 Re: Po wizycie u psychologa... 10.05.11, 20:40
        Jestem przed wizytą. Oswajam się z tą myślą, że najprawdopodobniej chad mnie dotyczy, zaczynam rozumieć moje zachowanie, które od tak długiego czasu mocno mnie męczyły, trudne do zniesienia huśtawki nastrojów, zwłaszcza w ostatnim czasie, momenty kiedy było mi źle, bardzo źle tak bez powodu, ale zaciskałam zęby i robiłam swoje, albo wyłączałam się z obowiązków i robiłam tylko to co naprawdę musiałam.
        Zaczynam terapię dda i właśnie zdobyłam się na nią kiedy było mi fatalnie źle, terapeuta zasugerował pójście do psychiatry. Za dwa tygodnie mam umówioną wizytę.
        Czytam, przeglądam fora, pozostaję w niepewności, analizuję co do mnie pasuje. Cyklotymia, borderline, chad...paranoja...
        Czasami idąc ulicą, będą wśród ludzi, czy wśród samotności kręci mi się łezka, że to będzie ze mną już zawsze, że nigdy nie będę wolna, choć jeszcze nie ma żadnej diagnozy, daję się porwać takiemu myśleniu.
        • maly.lew Re: Po wizycie u psychologa... 10.05.11, 22:10
          Hm... jak sie nad tym zastanowić, to prawie każdy na jakąś chorobę... u jednej znajomej łuszczyca, druga nie może mieć dzieci, trzeci astma, czwarty notoryczna niewierność małżeńska wink
          Niedawno na National Geographic widziałam film z dokumentalnej serii TABU: 'Trąd'. Boże drogi... koszmarna choroba... Całe wioski odrzuconych i zapomnianych ludzi!

          Ja nie chodzę do psychologa, zupełnie nie czuję potrzeby. I nikt mi na razie tego nie zalecał. Aczkolwiek świadomosć, że taka pomoc jest w zasięgu ręki (w razie czego) zapewnia luksus psychiczny.
          Powodzenia z0z0. Uszy do góry. Jak pewnie zdążyłaś się zorientować, trochę nas tu jest. Bardziej lub mniej dzielnie (zależy od dniawink zmagamy sie z chorobą i życie toczy się dalej.
          Tutaj, w razie kryzysu, naprawdę można otrzymać wsparcie smile
          dobranocka!
          • eydur8791 Re: Po wizycie u psychologa... 11.05.11, 10:15
            To ja mam kryzys. Nie to złe słowo. Lepsze mam: bunt. Jestem zbuntowany, bo "sam sobie podkręciłem śrubkę aż się gwint zepsuł" (cytat z mojej dziewczyny).

            Dostałem parę zadań domowych od psychologa, parę rzeczy do przemyślenia i teraz próbuję sobie na nie odpowiedzieć. Ale znalezienie odpowiedzi proste nie jest.

            Nie wiem czy ta psychoterapia idzie dobrym tropem. Mam wątpliwości. Może rozwiązanie jest bardziej prozaiczne i to zmęczenie i zniechęcenie, które przeżywam to po prostu objaw choroby? Ale nie to nie to. Rzecz nie leży w pigułkach. Na razie nie mam motywacji, bak z paliwem pusty i nie wiem gdzie zatankować.

            A po głowie wciąż kołacze mi się jedno słowo: ucieczka. Zostawić i zwiać. Nigdy nie myślałem, że dogrzebię się do takich pokładów niezrozumiałych dla mnie emocji. Zostawić i zwiać im dalej tym lepiej. Jak główny bohater "Into the wild".

            www.youtube.com/watch?v=f5RsG2Oiw6k
            I chodzi mi po głowie to jedno zajebiście ważne pytanie... A oprócz tego 2 inne: kim jestem i czego chcę?
            • quaxo Re: Po wizycie u psychologa... 11.05.11, 13:28
              Już mam "doświadczenie w chorowaniu" i powiem Ci, że to, kim się jest i kim się chce być i co robić też zależy od momentu choroby, w jakim jesteś. Przynajmniej tak jest u mnie, ale może to tylko ja jestem taki rozwalony w cztery dupy. smile
              • kara.mija Re: Po wizycie u psychologa... 11.05.11, 13:40
                Chodzę na terapię półtora roku i brnę w nią dalej "idąc stopkami". Raz wychodzę lżejsza a raz potwornie zmęczona, czasem odkrywam coś ciekawego a czasem nowe odkrycie wywołuje u mnie negację i myślę "co ona (terapeutka) pie ...." Nie wiem do czego mnie to zaprowadzi i czy w efekcie końcowym jakoś pomoże ale wiem, że pewnych rzeczy sama bym nie odkryła. Na pewno jestem coraz bardziej świadoma siebie wiem, że długa droga jeszcze przede mną.
              • eydur8791 Re: Po wizycie u psychologa... 11.05.11, 21:27
                quaxo napisał:

                > Już mam "doświadczenie w chorowaniu" i powiem Ci, że to, kim się jest i kim się
                > chce być i co robić też zależy od momentu choroby, w jakim jesteś. Przynajmnie
                > j tak jest u mnie, ale może to tylko ja jestem taki rozwalony w cztery dupy. smile

                to jest nas dwóch, bo ja rozwalony też jestem w 4 dupysmile
                jeszcze komp mi się popsuł konkretnie dyski więc piszę od brata z lapka
              • z0z0 Re: Po wizycie u psychologa... 11.05.11, 21:55

                quaxo idealnie to określiłeś 'kim się jest i kim się
                > chce być i co robić też zależy od momentu choroby'
                mnie jest co najmniej 3, zapał do życia w trzech intensywnościach, spojrzenie na przyszłość albo zbyt euforyczne, albo zbyt pesymistyczne, albo stonowane i tak ze wszystkim.
            • maly.lew Re: Po wizycie u psychologa... 12.05.11, 01:52
              eydur8791 napisał:

              > To ja mam kryzys.
              big_grin
              ale i z0z0 też ma! big_grin nie bądź taki zachłanny Eydur! Do Ciebie już pisałam, więc o co chodzi? big_grin
              dobranoc
              • z0z0 Re: Po wizycie u psychologa... 12.05.11, 20:51

                U mnie dziś lepiej, wychodzę z dołka, mam nadzieję.
                Czekam z niecierpliwością na wizytę u lekarza, zastanawiam się jak wygląda zdiagnozowanie, zapisałam się też do endokrynologa, chcę zrobić badania na tsh, sprawdzić co z tarczycą i dodatkowo witaminą b12, bo wyczytałam, że jakieś tam zależności są, czy też podobne objawy. Kombinuję, szukam dróg ewakuacyjnych smile
                A poza tym dziś kolejny raz zaczynałam terapię dda. Ech znalazłam terapeutkę, która przyjmuje po 17-ej, młoda dziewczyna, podręcznikowo, kilka sloganów, ale ważne, że ma dla mnie czas, a ja mam chęć wyciągnięcia jak najwięcej dla siebie z tej terapii, więc będzie dobrze.
                • z0z0 Re: Po wizycie u psychologa... 29.05.11, 19:12
                  Nie wiem, jak to wszystko powinno wyglądać, wizyta, diagnoza. Byłam u lekarza, powiedziałam o ostatnim mocnym stanie depresyjnym, o huśtawkach nastrojów, o tym, że terapeuta zasugerował wizytę u psychiatry. Zmierzenie ciśnienia, pytanie jak wyszłam z tej depresji, czy zaciągam kredyty, robię inne nierozsądne rzeczy w afekcie i koniec. nie ma podstaw by stwierdzić chad. a jak znowu dopadnie depresja, mam iść po leki. o i tyle wiem.
                  • quaxo Re: Po wizycie u psychologa... 29.05.11, 19:33
                    I tak się zachował psychiatra?
                    • z0z0 Re: Po wizycie u psychologa... 29.05.11, 21:54

                      Tak, tak właśnie się zachowała. Już sama nie wiem co ze mną jest.
                      • poetkam Re: Po wizycie u psychologa... 29.05.11, 22:18
                        Czyli nie dostałaś aktualnie żadnych leków? Obserwacja tylko, tak?
                        A mówiłaś psychologowi o tej wizycie u lekarza psychiatry?
                        Może ten lekarz czeka na wystąpienie manii? Sama nie wiem.. W moim odczuciu ten lekarz potraktował Cię, jakbyś co najmniej udawała, zupełnie niepoważnie...
                        Mogłabyś jeszcze spróbować wybrać się do innego lekarza psychiatry.
                        • z0z0 Re: Po wizycie u psychologa... 29.05.11, 23:03

                          Tak, mówiłam terapeutce, że idę do lekarza. Natomiast mam też problem z terapią dda, na którą zaczęłam chodzić, jest zawieszona do lipca, nie ma wolnych terminów. Pierwszy raz byłam u psychiatry, powiedziała, żebym kontynuowałam terapię dda. Teraz czuję się w miarę stabilnie i już sama nie wiem, czy to była tylko depresja, czy ze mną dzieje się coś więcej.
                          Cieszę się, że mogę tutaj się wypisać, czytam Wasze posty dużo mi dają, dużo się uczę.
                          Poetkam, może rzeczywiście pójdę do innego lekarza.
                          ---
                          'Nie zna smaku prawdziwego życia, kto przez tunel samotności się nie przeczołgał.'
Pełna wersja