perfekcjonizm
10.05.11, 16:00
Spiłam się wczoraj jak głupia. Sesja była ciężka. Siedzimy z terapeutą w związkach.
Po sesji nosiło mnie strasznie. Odpuściłam rowerki na fitnesie i lazilam po miescie, kompletnie bez celu. Probowalam sie z kims spotkac, az wreszcie na wieczor umowialm sie z trenerem warsztatow asertywnosci, na ktore chodze. Nie wiem co mi odbilo. Wypilismy trzy butelki wina, przy czym ja upralam sie ze zaplace i juz. Moze to dlatego, ze jak place to nie czuje sie winna nikomu nic. Ale w sumie moglam przeciez zaplacic tylko za siebie... no nie wazne.
Przepilam kase, ktorej i tak mam malo.
Facet był miły, jeszcze rano myślałam że było fantastycznie, choć przerzygałam pół nocy.
Jestem głupia idiotką. Czuje się jak dziwka. Choć w sumie to ja kupiłam towarzystwo za pieniądze. Był moment, że on zaczal mi mowic, no wiecie, on jest terapeuta, dojrzalym mezczyzna, wiedzial co chce slyszec. Przez ten wieczor czulam sie wyjatkowa. Nie naduzyl mnie w zanden sposob. Ani przez moment mnie nie dotknal. Zna moje problemy psychiczne, byl bardzo bardzo subtelny takze w slowach. I ta subtelnosc byla niezwykla.
Nienawidze go a raczej siebie za to ze on mi to powiedzial, ze te wszystkie wyjatkowe slowa, ktorych nie jestem w stanie teraz na tym cholernym rozchwianiu poalkoholowym przyjac.
Wydaje mi sie, ze ja nie moge sie nikomu podobac, nikogo zachwycac. A kiedy ja cos czuje to zawsze do tych nieosiagalnych i niedostepnych.
Mój terapeuta mówi, że o to mi właśnie chodzi - o tę ich niedostępność.