awanturka
08.10.11, 21:24
takie ogólne rozważanie (no, może nie zupełnie, nie ważne)
wyobraźcie sobie taką sytuację (zresztą może ktoś był w takiej i wyobrażać sobie nie musi)
ktoś miał zaostrzenie choroby trwające latami, tułał się od szpitala do szpitala przez lata całe
dochodzi w końcu do siebie, przygląda się swojemu życiu i okazuje się, że
- zostawił go najbliższy człowiek (mąż czy żona)
- rodzina daleko lub nie chce z nim mieć nic wspólnego
- pozrywał przez chorobę kontakty z ludźmi, został zupełnie sam
- część znajomych nie chce się zadawać z "wariatem"
- część znajomych czuje się obrażona (narozrabiał w hipomanii, poobrażał ludzi)
- część znajomych o nim zapomniała i nie jest teraz zainteresowana odnowieniem kontaktu
(życie szło naprzód, on w nim nie uczestniczył więc w naturalny sposób kontakt się zerwał)
- stracił pracę i nie ma zupełnie perspektyw na nową
- ma ogromne kłopoty materialne (niewielka renta)
- ma zadłużone mieszkanie
- wstydzi się rozmawiać z sąsiadami (wszyscy wiedzą o chorobie)
Jak odbudować życie z takich ruin, jak się do tego zabrać?
Od jakiej strony zacząć?
Czy odbudowanie życia z takich ruin jest w ogóle możliwe?