czy można odbudować życie z takich ruin?

08.10.11, 21:24
takie ogólne rozważanie (no, może nie zupełnie, nie ważne)

wyobraźcie sobie taką sytuację (zresztą może ktoś był w takiej i wyobrażać sobie nie musi)

ktoś miał zaostrzenie choroby trwające latami, tułał się od szpitala do szpitala przez lata całe
dochodzi w końcu do siebie, przygląda się swojemu życiu i okazuje się, że


- zostawił go najbliższy człowiek (mąż czy żona)
- rodzina daleko lub nie chce z nim mieć nic wspólnego
- pozrywał przez chorobę kontakty z ludźmi, został zupełnie sam
- część znajomych nie chce się zadawać z "wariatem"
- część znajomych czuje się obrażona (narozrabiał w hipomanii, poobrażał ludzi)
- część znajomych o nim zapomniała i nie jest teraz zainteresowana odnowieniem kontaktu
(życie szło naprzód, on w nim nie uczestniczył więc w naturalny sposób kontakt się zerwał)
- stracił pracę i nie ma zupełnie perspektyw na nową
- ma ogromne kłopoty materialne (niewielka renta)
- ma zadłużone mieszkanie
- wstydzi się rozmawiać z sąsiadami (wszyscy wiedzą o chorobie)


Jak odbudować życie z takich ruin, jak się do tego zabrać?
Od jakiej strony zacząć?
Czy odbudowanie życia z takich ruin jest w ogóle możliwe?
    • 36.a Re: czy można odbudować życie z takich ruin? 08.10.11, 22:36
      Mam nadzieję, że tak. "Najdłuższa podróż zaczyna się od pierwszego kroku" czy jakoś tak.
      Z sąsiadami rozmawiać nie musi - taka pierwsza myśl mi przyszła. Chyba nieważne, od czego zacząć. Od czegoś. Wiem, że to tylko teoria. Powodzenia, nieważne dla kogo.
    • ergo_pl Re: czy można odbudować życie z takich ruin? 08.10.11, 23:35
      Można, jeśli się ma motywację i siłę...
      I kogoś dobrego obok...
      • czubata Re: czy można odbudować życie z takich ruin? 09.10.11, 00:07
        Można.
        Wystarczy nowy punkt odniesienia.Tym punktem jest to coś,lub ktoś co dla danego człowieka ważne jest.

        Wyobraź sobie taką sytuację.
        Ma cię gdzieś rodzina,jesteś istotą bezpańską,dla nikogo się nie liczysz bo tak już ci było dane.Jesteś chora,masz problemy,ale każdy ma to gdzieś bo dla nikogo się nie liczysz,jesteś psem bezpańskim. Od czego zacząć? Jesteś człowiekiem niewyposażonym w umiejętność nawiązywania więzi.Od czego zacząć? Co dla ciebie ważne jest?
        • ergo_pl Re: 09.10.11, 15:46
          > Wystarczy nowy punkt odniesienia.Tym punktem jest to coś,lub ktoś co dla danego
          > człowieka ważne jest.

          No właśnie. Co to może być? (Ktoś odpada)
          • ergo_pl Re: 09.10.11, 15:50
            JMO jak zwykle udzielił profesjonalnej, świetnej odpowiedzi - dzięki!!!

            Tylko co to może być w przypadku osoby "ledwo żyjącej"?
    • just-me-online Re: czy można odbudować życie z takich ruin? 09.10.11, 10:40
      > Jak odbudować życie z takich ruin, jak się do tego zabrać?
      > Od jakiej strony zacząć?

      1. Dostrzec pozytywy takiej sytuacji - jeśli nie widać to się lepiej przypatrzeć

      2. Zrobić obiektywny bilans, "spis z natury".

      3. Zrobić burzę mózgów w temacie pomysłów na życie. Następnie każdy z tych pomysłów przeanalizować. Dla co bardziej rokujących zrobić pełnego SWOT-a (Tekst linka)
      Na przykład zastanowić się czy rzeczywiście musisz pozostać w środowisku w którym aktualnie przebywasz, czy musisz utrzymać mieszkanie w którym aktualnie mieszkasz, czy rzeczywiście musisz szukać pracy w zawodzie w którym pracy nie ma, etc.

      4. Postawić sobie cele krótko, średnio i długoterminowe ze szczególnym uwzględnieniem quick wins, których osiągnięcie jest realne i będzie Cię motywowało do dalszego działania.

      5. Pamiętać (jak już 36.a napisała), że "Nawet najdłuższa podróż zaczyna się od pierwszego kroku"

      > Czy odbudowanie życia z takich ruin jest w ogóle możliwe?

      Patrzę na to z perspektywy ratowania projektów, które poszły "pod wodę". Sporo projektów dało się uratować, modyfikując zakres, terminy, szukając nowych źródeł finansowania, etc.

      No a życie to w sumie też taki większy projekt. Co nie? smile

      Powodzenia.

      Just Me
      • awanturka Re: czy można odbudować życie z takich ruin? 09.10.11, 17:21
        No, niezłe to jest (SWOT).
        Można rzeczywiście z tego skorzystać.
        Ale zastosowania do opisywanej przeze mnie sytuacji nie widzę.
        • just-me-online Re: czy można odbudować życie z takich ruin? 09.10.11, 17:52
          > Ale zastosowania do opisywanej przeze mnie sytuacji nie widzę.

          Powiem tak. Nauczyłem się stosowania tego podczas PM-owania w projektach.
          Później zauważyłem, że przydaje się również w realnym życiu.

          Oczywiście może nie przy podejmowaniu decyzji czy kupić chleb, czy może raczej bagietkę.

          Ale jak już był decydował o zmianie miejsca zamieszkania lub czy zawodu to nie "na żywioł", tylko starając się do tego podejść w miarę metodycznie. "Na tacy" masz podany jeden ze sposobów takiego metodycznego podejścia.

          Just Me
    • awanturka Re: czy można odbudować życie z takich ruin? 09.10.11, 10:46
      To co opisałam to taka trochę kompilacja różnych historii ludzi jakich poznałam w szpitalu.
      (Wątek zainspirowany również sytuacją Gosi)
      Te osoby ciągle wracałyi do szpitala mimo, że byly wypuszczane w niezłym stanie
      Byli albo niedoleczeni, albo....
      No właśnie...

      A może te nieustanne powroty do szpitala to wynik tego, że wracali do tak
      do tak zrujnowanego życia?
      Może odbudowanie go ich przerosło?
      Jak poradzić sobie w takiej sytuacji, no jak?
      Przychodzi się ze szpitala do domu, robi trochę porządku, idzie na zakupy, gotuje coś do jedzenia i.... i tak codziennie.?
      Spacery po zakupy a poza tym cztery ściany?
      No, można jeszcze czytać książki i oglądać telewizję - no, ale ile można?

      Jak poznać nowych ludzi jeżeli nie jest się osobą młodą i opcja - pójść do pabu i do kogoś zagadać odpada?

      Co do mnie to fakt brakui kontaktu z ludźmi mnie bardziej w tej całej sytuacji przeraża niż długi, brak pracy i problemy materialne.

      Bez takich kontaktów popadam w apatię, przestaję mieć motywację.
      A w końcu mam mam męża.
      Ale wiem, że jakby co to on mi nie wystarczy.

      Jeszcze raz piszę - to wątek nie o mnie.
      Ale jest wynikł z tego na co się napatrzyłam i nasłuchałam w szpitalu (nie tylko, ale przede wszystkim) i jest wyrazem moich najgłębszych obaw czy nawet lęków...

      A tak na boku (ale w związku z tematem).
      Wyjechał z Was, ktoś za granicę zupełnie sam, nie znając nikogo?
      Jak w takiej sytuacji poznale się ludzi? Skąd ma się nowych przyjaciół czy choćby znajomych?
      Wspólne mioeszkanie, praca - rozumiem.
      Jak już jest jakiś punkt zaczepienia to poznaje się znajomych znajomych.
      Ale jak te sposoby poznawania ludzi odpadają to jak?
      Ma ktoś jakieś doświadczenia w tym względzie?
      • hd_vision Re: czy można żyć bez znajomych 10.10.11, 08:07
        Stracilam wszystko z powodu choroby. Rodzine udalo sie odratowac, rente i prace zdobyc (po zmianie zawodu). Znajomi sa niepotrzebni. Nie wiem po co ich miec. Przed spotkaniem wymyslam zawsze z 10 ptan ich dotyczacych. "Zapytani -mowia bez przerwy o sobie. "Ile kupili i jak tanio zaplacili".

        Nie widze potrzeb posiadania zadnych znajomych. Zbyt duzo dzieje sie w moim mozgu zeby jeszcze tym sie obciazac ze musze sie spotkac. Nie mam ich, ostatni raz spotkalam sie z kims (kolezanka z podstawowki po 30 latach niewidzenia) dwa lata temu, od tego czasu jej unikam. Kompletnie nie rozumiem ludzi dla ktorych to jest wazne. Napiszcie dlaczego?

        • awanturka Re: czy można żyć bez znajomych 10.10.11, 12:03
          > Kompletnie nie rozumiem ludzi dla ktorych
          > to jest wazne (tzn. to, że się ma znajomych)
          >. Napiszcie dlaczego?

          To trudne pytanie.
          Zresztą słyszałam takie nie raz od mojego męża.
          Nie usyszał, żadnej sensownej odpowiedzi więc przestał pytać.
          Prawdą jest tez to, że nie bardzo się wysilałam na to by odpowiedzieć.
          Nie byłam pewna czy to nie jest poprostu prowokacja z jego strony.

          Nie wiem czy na to pytanie można w ogóle odpowiedzieć.
          A może to jest tak, że jedni kontaktów z ludźmi potrzebują a drudzy nie i nie stoi za tym żadna głębsza filozofia?

          Ale pytanie samo w sobie ciekawe i może warto, żebym sobie sama na nie odpowiedziała albo przynajmniej spróbowała. Myślę, że to zrobię.




        • awanturka Re: czy można żyć bez znajomych 10.10.11, 12:03
          hd_vision napisała:

          > Stracilam wszystko z powodu choroby. Rodzine udalo sie odratowac, rente i prace
          > zdobyc (po zmianie zawodu). Znajomi sa niepotrzebni. Nie wiem po co ich miec.
          > Przed spotkaniem wymyslam zawsze z 10 ptan ich dotyczacych. "Zapytani -mowia be
          > z przerwy o sobie. "Ile kupili i jak tanio zaplacili".

          No, nie o takich znajomych mi chodzi.
          Myslę o takich z którymi mozna wymieniać myśli, angażować się wspólnie w jakieś sprawy, ewentualnie razem spędzić czas (np. wybrać się w góry) no i na których mozna, jakby co liczyć.
          >
          > Nie widze potrzeb posiadania zadnych znajomych. Zbyt duzo dzieje sie w moim moz
          > gu zeby jeszcze tym sie obciazac ze musze sie spotkac.ie mam ich, ostatni raz
          > spotkalam sie z kims (kolezanka z podstawowki po 30 latach niewidzenia) dwa l
          > ata temu, od tego czasu jej unikam. Kompletnie nie rozumiem ludzi dla ktorych
          > to jest wazne. Napiszcie dlaczego?



          Jakbym słuchała mojego męża.
          Mówi to samo.
          Gdyby ich miał musiałby się zajmować sprawami, które go nie interesują i marnować czas na spotkania, pamietanie io imieninach, życzeniach, dbać o podtrzymanie kontaktu... No i nie miał by czasu na to co dla niego istotne.

          > Zbyt duzo dzieje sie w moim moz
          > gu zeby jeszcze tym sie obciazac ze musze sie spotkac.

          MOżesz choć troszeczkę rozwinąć temat?
          Podejrzewam, że w Twoim mózgu "dzieje się" to samo co w mózgu mojego męża, ale pewna nie jestem.




          • ergo_pl Re: czy można żyć bez znajomych 10.10.11, 12:37
            człowiek - zwierzę stadne.
            nawiasem mówiąc (i maxi uproszczenie) ekstrawertycy m.in. tak ładują swoje akumulatory.

            a np. ja potrzebuję znajomych, żeby mi teraz zakupy zrobili, receptę wzięli i tego typu.
            • ergo_pl Re: czy można żyć bez znajomych 10.10.11, 12:39
              >Myslę o takich z którymi mozna wymieniać myśli, angażować się wspólnie w jakieś sprawy, >ewentualnie razem spędzić czas (np. wybrać się w góry) no i na których mozna, jakby co liczyć.

              O to chodzi.
          • 36.a Re: czy można żyć bez znajomych 10.10.11, 14:18
            To swego rodzaju egoizm, który jednak bardzo rozumiem (i jest mi z tym głupio...)
            Ludzie sporadycznie wydają mi się na tyle interesujący, aby utrzymywać z nimi systematyczne więzi.
            • ergo_pl Re: czy można żyć bez znajomych 10.10.11, 15:08
              ja wiem, czy egoizm?
              może tak to zabrzmiało, ale nie o to w gruncie rzeczy biega.

          • hd_vision Re: czy można żyć bez znajomych 11.10.11, 07:51
            Niestety nie jestem wybitną osobą z charyzmą, która ma dar przebywania z ludźmi. Po pierwsze ich nie odróżniam. Tzn wiem ze kobiety to kobiet a mężczyźni to mężczyźni tak jak ogórki to ogórki a pomidory to pomidory, ale masę wysiłki kosztuje mnie rozróżnienie ich tak jak nie przyglądam się poszczególnym ogórkom i pomidorom w lodówce. Imiona 10-ciu osób w prac zapamiętałam po 3 miesiącach, a zapomnę, jak w przypadku poprzednich po miesiącu od zakończenia pracy.
            Po drugie nie interesują mnie ich sprawy. Wiem, ze należy zapytać jak minął weekend, jak tam ma się chore dziecko czy przynieść ciasto od czasu do czasu. Robię to, ale nie wiem po co mam wchodzić w relacje i opowiadać przez przypadek poznanej Basi czy Kasi o sobie. To ze ja poznałam to czysty przypadek.
            Choroba przekreśliła relację z osobami znanymi od dawna. Co mam mówić na pytanie co słychać? „Mam sprawę bo chciałam porwać samolot” czy „ Zrobiłam na święta iluminację całego bloku”
            Czy po prostu „Jestem chora” Czemu miałoby to kogokolwiek interesować? A odpowiadać jak odpowiadałam „Wszystko świetnie” Przysługa? W życiu nikogo nie poprosiłam o nic. Wspólne przeżycia? W manii zorganizowałam jakiś fajny spływ, ale to było dawno. Po co miałabym teraz dzwonić do tych osób.

            Żeby w miarę normalnie funkcjonować muszę ograniczać bodźce. Te „ogórki i pomidory” to są właśnie dodatkowe bodźce, jeśli musze pamiętać jak mają na imię i ile mają dzieci. Na szczęście mąż jest towarzyski, zaprasza znajomych, więc dzieci mają normalny obraz relacji społecznych. Postawił osobny budynek, coś w rodzaju pubu, żeby mnie „nie stresować”. Sama dużo podróżowałam. Podczas samotnych podróż chętnie wchodzę w relację z ludźmi bo wiem że zaraz wsiądę w pociąg/samolot i się od tego uwolnię. Lubię uczucie, kiedy w każdym mieście, czy to moja Warszawa, czy Londyn czy Bankok czuję się tak samo „przeźroczysta” po prostu mnie nie ma, bo nikogo nie znam.
            Dlaczego istnieję na forum? Bo bardzo łatwo zacząć i zakończyć ten byt. Zawsze jeśli się za bardzo przywiązuję do wirtualnej postaci kasuję ja i zmieniam Nick.
            ENTER
            • awanturka Re: czy można żyć bez znajomych 11.10.11, 13:03
              Mam ochotę wejść w dyskusję (raczej może rozmowę) o tym o czym piszesz.
              Ale na razie nie bardzo mam kiedy.
              Jeżeli możesz nie uciekaj na dobre z forum przez jakiś czas.
            • ergo_pl Re: czy można żyć bez znajomych 11.10.11, 17:43
              > W życiu nikogo nie poprosiłam o nic.

              To masz szczęście, że nie musisz...

              > Postawił osobny budynek, coś w rodzaju pubu, żeby mnie „nie stresować”.

              Jeszcze raz gratuluję szczęścia.

              Piszesz takim "tonem", jakby Ci ktoś kazał mieć znajomych, więc jednak...

              Dalej dyskutować mi się nie chce.
              • 36.a Re: czy można żyć bez znajomych 11.10.11, 17:49
                hm...
                przyznaję, że poczułam się oniesmielona zdaniem wyżej "znajomi przyniosą, pomogą"
                tylko dlatego? pomoc jest wzajemna?
                • awanturka Re: czy można żyć bez znajomych 11.10.11, 19:19
                  ja tak sobie myślę, że temat "po co mi znajomi" jest tematem bardzo złożonym a pełna odpowiedź byłaby długa i wielowątkowa (właśnie się nad nią zastanawiam - tak sama dla siebie) a każdy pisze pierwszą o pierwszym powodzie jaki mu przyjdzie do głowy, co nie oznacza, że jedynym

                  ale myslę, że to, że coś komus przychodzi do głowy pierwsze może być ciekawym materiałem do refleksji nad samym sobą, duzo może powiedzieć o danej osobie

                  w każdym razie ja zgłębiam zagadnienie "po co mi znajomi" i otwierają mi się oczy na wiele spraw we mnie

                  mnie to co napisała hd_vision nie oburza, raczej poraża szczerością


                  • 36.a Re: czy można żyć bez znajomych 11.10.11, 20:03
                    a ja bardzo rozumiem. i nie powiem, że mi z tym fajnie. nie wiem, czy da się podciągnąć wymiar reaktywność pod to: wysokoreaktywni ograniczają bodźce, bo i tak mają ich za dużo [nie słucham muzyki od co najmniej 5 lat, no cóż] co jednak wtedy, gdy jest hipo/mania? hd_vision, pociągniesz odpowiedź?

                    przy okazji wizyty u weta ze swoim zwierzątkiem [o, wtedy można mieć sporo znajomych, zwierzątko, a pies szczególnie przyciąga] poznałam sąsiadkę. gapa zapomniałam portfela i wracałam do chaty. zaczepila mnie jeszcze jedna znajoma, kurde, ból słuchania, nie największy może, ale po co ja jej byłam, who knows. dobra mina do złej gry. wracając do siąsiadki, bardzo energetyczna, pewnie w moim wieku, roześmiana, lubię ja ot tak, dalej nie znając imienia. Zaprosiła do siebie i tak oto zamiast wykonać zabieg kosmetyczny zwierzątku u weta, wykonałam go sama, bo pożyczyła fajne cążki do przycinania pazurków. Ale przekształcić ten kontakt w coś stałego? Truudne. Opowiadanie o sobie? Właśnie ten bezpieczny pociąg, wysiadam i znikam. Czy to straszne, że wkurzałam się w duchu, że widzę ciągle te same twarze gdy dojeżdżałam do pracy? Kiedyś, gdy 2 lata dojeżdzałam do szkoły, bo zachciało mi się zmienić liceum - odległy wagon, broń Boże, nie z tymi ludźmi, z którymi i tak mialam spędzić 7-8 godz. "ból", gdy wychodząc z tramwaju, zmierzając w kierunku pracy, musiałam wędrować z kimś z pracy.
                    własne myśli i własne towarzystwo sa na tyle absorbujące? choroba psychiczna? na pewno niechęć do powtarzalności sytuacji [jak kiedyś się nad tym głebiej zastanowiłam] bycie pustelnikiem? mam świadomość, że czasem sytuacje towarzyskie "coś" dają. jakąś inspirację, światło, może to samotnictwo to ułomność. nie wiem.

                    pomarudziłam big_grin
              • hd_vision Re: czy można żyć bez znajomych 11.10.11, 19:56
                Dyskutowac Ci sie nie chce, ale klepnac kilka klawiszy zeby obrazic/urazic/okazac zdumienie w stylu Cioci Stasi z klanu "Ojej tak nie mozna" to sie chce.

                Nie prosilam nikogo o nic BEZ POWODU. Psychiczni umieraja dramatycznie wiec kiedy umieral moj psychiczny ojciec i mama jednoczesnie to prosilam. Ale nie byla to prosba o zakupy czy recepte zeby poczuc kilka glaskow.

                Maz ma pub. Fantastyczny, prywatny, przerobiony z innego budynku. Ze stolem do bilarda, rzutkami, fantastycznymi reklamami ktore kupuje mu na Allegro. I tam przyjmuje znajomych, pali fajke wodna, gra. Dorosla corka lubi tam z nami "bywac".Dorastajace dzieci znajomych wpraszaja sie tam na urzadznie imprez na 18-tke. Kiedy jeszcze podrozowalam przywozilam mu fajne "przydasy". A teraz po prostu jestem z niego dumna.

                Wspolczujesz. To spojrz w lustro i scisnij ciasniej klapki. Końskie klapki na oczy.

                Uffff, musiaam puścić trochę pary....... dla oburzenia dla głupoty
                Skończyłam kuchnię i wrzuciłam zdjęcia na WNĘTRZA MIESZKAŃ. Vivat LIT
                • 36.a Re: czy można żyć bez znajomych 11.10.11, 20:07
                  big_grinbig_grin to do mnie?

                  tak. nie rozumiem "mam znajomych, żeby mi rec. wykupili".
                  to było do ergo, gwoli ścisłości.
                  a oznaczyć kogoś etykietką "głupi", ha... wiele mówi o oznaczającym.


                  mam wsparcie w rodzinie. to prawda. ale staram się, mocno się staram nie wykorzystywać.
                  z mojej strony, eot.
                  • 36.a Re: czy można żyć bez znajomych 11.10.11, 20:10
                    jeszcze coś. nie zazdroszczę rodziny, nie zazdroszczę dzieci... mój los na moją miarę. bo napisałaś to tak, jakby czytający miał poczuć ukłucie zazdrości. nie nie smile jako osoba bezdzietna "wiem", że ciężaru posiadania rodziny, z dziecmi, nie dźwignę.
                    obawy, co będzie dalej. nic to. to wszystko.
                    • 36.a Re: czy można żyć bez znajomych 11.10.11, 20:19
                      eee, wkręciłam się big_grin to do ergo jednak. i sobie dopiszę, że z koleżanką nie bardzo, skoro Klan ogląda, a co wink
                  • hd_vision Re: czy można żyć bez znajomych 11.10.11, 20:20
                    Odpowiedz byla do ergo na temat "wspolczucia"
                    • 36.a Re: czy można żyć bez znajomych 11.10.11, 20:25
                      ok, sorry, ale mimo to protest. aby nie epatować poczuciem "lepszości".
                      jeśli też chorujesz, a pewnie tak (nie czytałam wszystkich postów) - jedziemy na tym samym wózku. bliskich może zabraknąć. i chociaż protestuję przeciw wykorzystywanu znajomych - nie wiem, jak będzie.
                • ergo_pl Re: czy można żyć bez znajomych 12.10.11, 01:54
                  Kobieto, nie współczuję, ale z kimś, kto ma taką agresję w sobie, nie mam ochoty dyskutować.
                  Właśnie takich znajomych, ludzi unikam...
                  Na marginesie mówiąc, wyobraź sobie, że ja też nie proszę nikogo o pomoc - cytuję: BEZ POWODU. W ogóle nie mam pojęcia, co to jest: prosić bez powodu.

                  Tak, 36a., to chyba oczywiste, że pomoc jest wzajemna.

                  Nie uważam, żeby było coś złego w tym, iż użyłam skrótu myślowego i napisałam, że potrzebni, by odebrać i wykupić receptę. Napisałam też, że nie o to biega wyłącznie, bo zaraz ktoś tam się czepnął tekstu. Chyba wiadomo, że chodziło o to, iż bez bliskich ludzi - czy to w osobach mężów, kochanków, przyjaciół, braci etc., czy też znajomych - nie da się żyć.
                  Uff, tołkowanie wydawałoby się oczywistych rzeczy mnie wkurza.
                  • ergo_pl Re: czy można żyć bez znajomych 12.10.11, 01:57
                    >To spojrz w lustro i scisnij ciasniej klapki. Końskie klapki na oczy.

                    > Uffff, musiaam puścić trochę pary....... dla oburzenia dla głupoty

                    Jesteś nie tylko agresywna, ale i bezczelna.
                    Boże uchowaj od takich typów.
                    • ergo_pl Re: czy można żyć bez znajomych 12.10.11, 02:19
                      a propos, przeczytałam, że idziesz w stronę agresywnej hipo. nie da się ukryć.
                      to się, qrwa, pacyfikuj lekami, zamiast się na ludziach wyżywać.
                      finito.
                      • 36.a Re: czy można żyć bez znajomych 12.10.11, 09:36
                        całus ode mnie, przepraszam.
            • eydur8791 Re: czy można żyć bez znajomych 12.10.11, 00:59
              hd_vision jesteśmy podobni. Bardzo nawet. Jesteś introwertyczką prawda? To tak jak ja. Ja nawet lubię ludzi, ale hm powiedzmy, że umiem się bez nich obejść. Wolę sam podróżować. Nie znaczy to, że nie mam przyjaciół. Mam. Jestem związany blisko z moją dziewczyną. Ale zanim się przed kimś otworzę mija dużo czasu. Porównując się z innymi ludźmi widzę, że większość to ekstrawertycy, potrzebują ludzi, mają więcej ludzi wokół siebie, chcą utrzymywać relacje z ludźmi wieloma. Ja mogę z kilkoma co najwyżej. Znam 2 osoby podobne do mnie. Ludźmi, gdy są ok, ale gdy ich nie ma też ok, a może nawet bardziej, bo coraz częściej mnie męczą.
              -
              Dekalog jest tak zwięzły i prosty, tylko dlatego, że nie pisali go prawnicy.
              Adam i Ewa się nie rozwiedli, tylko dlatego, że nie znaleźli dobrego prawnika.
              • czubata Re: czy można żyć bez znajomych 12.10.11, 20:23
                Ludzie są potrzebni. Poprzez ludzi mamy możliwość poznać samych siebie. Też mocno ten temat ostatnio opracowuję, przebywając z nimi, w jakiś sposób się "hartuję". Myślę po prostu że przebywanie między nimi, zwłaszcza pomiędzy tymi zdrowymi gdzie temat "choroba psychiczna" ich nie dotyczy,pozwala oderwać się od choroby,od myślenia tylko o sobie,uczy czym jest normalność. Od ludzi,zwłaszcza tych starszych,można się dowiedzieć wiele ciekawych rzeczy odnośnie życia i tego jak ono się toczy,co jest w życiu ważne a co nie. Przebywanie między ludźmi to rozwój,rozwój ku normalności pomimo nienormalności. Funkcjonowanie w społeczeństwie jest miarą zdrowia psychicznego człowieka.
                • awanturka Re: czy można żyć bez znajomych 12.10.11, 21:02
                  Tylko co to jest to funkcjonowanie w społeczeństwie.

                  jak powiedzmy jakiś facet nie pracuje bo nie musi,
                  siedzi w domu czyta książki,
                  trochę popracuje w ogródku,
                  pobuszuje po internecie,
                  czasem wyjedzie sam w góry

                  a poza tym kontakty z społeczne ograniczają się do
                  wymiany paru słów codziennie z panią w kiosku gdzie kupuje gazety
                  przekomarzaniu się z panienką w spożywczym gdzie kupuje bułki
                  wymianie grzeczności z sąsiadem
                  oraz składania dwa razy do roku wizyty swojej dalekiej kuzynce

                  to funkcjonuje czy nie funkcjonuje w społeczeństwie?

                  Znam faceta.
                  wg. mnie jest okazem zdrowia psychicznego.
                  • czubata Re: czy można żyć bez znajomych 13.10.11, 16:36
                    > Tylko co to jest to funkcjonowanie w społeczeństwie.

                    To jest czucie się komfortowo w towarzystwie ludzi.

                    > jak powiedzmy jakiś facet nie pracuje bo nie musi,
                    > siedzi w domu czyta książki,
                    > trochę popracuje w ogródku,
                    > pobuszuje po internecie,
                    > czasem wyjedzie sam w góry
                    >
                    > a poza tym kontakty z społeczne ograniczają się do
                    > wymiany paru słów codziennie z panią w kiosku gdzie kupuje gazety
                    > przekomarzaniu się z panienką w spożywczym gdzie kupuje bułki
                    > wymianie grzeczności z sąsiadem
                    > oraz składania dwa razy do roku wizyty swojej dalekiej kuzynce
                    >
                    > to funkcjonuje czy nie funkcjonuje w społeczeństwie?
                    >
                    > Znam faceta.
                    > wg. mnie jest okazem zdrowia psychicznego

                    Bo inaczej się ma rzecz u zdrowych. A ja, jako chora wiem,że im bardziej się izoluje,tym bardziej się izoluje,aż do zdziczenia, aż do odczuwania lęku przed wyjściem gdziekolwiek. Zostaje w czterech ścianach ze swoją chorobą i świat zaczyna kręcić się tylko wokół niej. Nie wychodzę do ludzi,to przestanę wychodzić nawet do tego ogródka,aż nie będę w stanie wychylić nosa poza próg. Ale kiedy wiem że muszę, to nawet kiedy nie mam siły wywlekam się do ludzi. Między ludźmi już nie myślę o sensie swojego życia, o chorobie, i trenuję panowanie nad sobą i nad swoimi zaburzeniami nastroju. Podobno kto się nie rozwija ten się cofa. I tak jest u chorego psychicznie, bycie między ludźmi rozwija.
                • awanturka Re: czy można żyć bez znajomych 12.10.11, 21:31
                  A teraz w innym tonie (innym niż mój poprzedni post).
                  Coraz mi trudniej być bliżej z "całkiem normalnymi ludźmi".

                  - "Normalni" własnie żyją problemami swoich dzieci, które właśnie zaczęły się usamodzielniać (ja nie mam dzieci).

                  - "Normalni" przeważnie pracują zawodowo, mówią o swiich sukcesach w pracy, wściekają się na szefa itd. (ja nie pracuję).

                  - "Normalni" robią jakieś plany na dłuzszy dystans i o nich rozmawiają (ja nie robię takich planów - życie mnie tak nauczyło, ile razy próbowałam coś planować i coś zaczynałam, to przychodziła depresja i wszystkie plany diabli brali).

                  - "Normalni" kombinują jakby tu więcej zarobić, lepiej się urządzić (ja mam swoją rentę i trochę korepetycji i wiem, że powyżej tego pułapu dochodów nie wyskoczę, nawet nie próbuję).

                  - "Normalni" mają normalne święta i dzielą się tym jak je spędzili (ja święta "robię" od przypadku do przypadku jak akurat tak się zdarzy, że nie mam depresji).

                  można by dużo pisać...

                  Oczywiście mogę słuchać "normalnych" i drżeć, żeby nie zapytali mnie o moje życie.
                  Moje życie jest niezrozumiałe dla nich bez kontekstu choroby (pewnie i z tym kontekstem zrozumiałe byłoby dla niewielu)

                  Ja i "Normalni" to inne światy.

                  Dlatego tak naprawdę dobrze to czuję się w towarzystwie "psychicznych".
                  Z tymi potrafię być blisko.
                  Z "Normalnymi" chyba już nie....


                  To jest rodzaj kapitulacji.
                  Tak jest i nie będę tego zmieniać.
                  (bo niby jak? wmawiać sobie, że się świetnie czuję wśród "normalnych, czy jak?)


                  • czubata Re: czy można żyć bez znajomych 13.10.11, 17:02
                    awanturka napisała:

                    > A teraz w innym tonie (innym niż mój poprzedni post).
                    > Coraz mi trudniej być bliżej z "całkiem normalnymi ludźmi".
                    >

                    A przebywasz z takimi?

                    > - "Normalni" własnie żyją problemami swoich dzieci, które właśnie zaczęły się u
                    > samodzielniać (ja nie mam dzieci).

                    Ja mam dzieci,ale nie jestem matką sensacją. Z początku odczuwałam wkurw, bo co mnie interesuje że czyjaś Kasia powiedziała to czy tamto,a co kogo interesuje co zrobiła moja Klaudia. W sumie nic. A jednak musi być jakaś wymiana zdań w towarzystwie,wymiana myśli. Więc z czasem zamiast odczuwać wkurzenie i znużenie zaczęłam dodawać swoje banalne trzy grosze a dany temat,tu nie koniecznie dzieci,prawda? Zależy jaki temat w towarzystwie powstał. Gdy zaczynam istnieć jako mówca,daję siebie poznać, a przez poznanie powstaje akceptacja. Wpierw czułam się odizolowana, bo banalnych gadek nigdy nie lubiłam, teraz gadam i widzę że jestem akceptowana. Więc lepiej się czuję.

                    > - "Normalni" przeważnie pracują zawodowo, mówią o swiich sukcesach w pracy, wśc
                    > iekają się na szefa itd. (ja nie pracuję).

                    Pracują i przeważnie narzekają na pracę. To też mnie wkurzało i wkurza nadal. W każdej pracy w jakiej dotąd byłam słyszałam jęczenie. No ale w ramach integracji pojękuję sobie i ja,chociaż jęczeć toby mi się chciało z całkiem innych powodów,np. z ich jęczenia. Ale gdy sobie z nimi pojęczę, mówiąc o pracy a myśląc o nich, to już czuję się zaakceptowana, przez co lepiej się czuje w towarzystwie.

                    > - "Normalni" robią jakieś plany na dłuzszy dystans i o nich rozmawiają (ja nie
                    > robię takich planów - życie mnie tak nauczyło, ile razy próbowałam coś planować
                    > i coś zaczynałam, to przychodziła depresja i wszystkie plany diabli brali).
                    >

                    Między ludźmi moja choroba nie istnieje. Jeżeli opowiadają o planach, ja mogę opowiadać tak jakbym nie była chora,jakie wtedy miałabym plany?

                    > - "Normalni" kombinują jakby tu więcej zarobić, lepiej się urządzić (ja mam swo
                    > ją rentę i trochę korepetycji i wiem, że powyżej tego pułapu dochodów nie wysko
                    > czę, nawet nie próbuję).

                    Ano kombinują. W pracy np. jest wyścig szczurów, kto da więcej. Nie podoba mi się to,ale nic nie stoi na przeszkodzie by to ignorować.

                    > - "Normalni" mają normalne święta i dzielą się tym jak je spędzili (ja święta "
                    > robię" od przypadku do przypadku jak akurat tak się zdarzy, że nie mam depresji
                    > ).

                    > (bo niby jak? wmawiać sobie, że się świetnie czuję wśród "normalnych, czy jak?)

                    Nie wmawiać sobie niczego,tylko przymykać oko na dziwactwa "normalnych".

                    Jeżeli znalazłam normalnych którzy przymykają oko na moje dziwactwa/a znalazłam takich/ to dlaczego ja nie miałabym na nich patrzeć w podobny sposób. Świat się składa z ludzi różnych,ale wszyscy na tym samym świecie. Więc siłą rzeczy coś wspólnego jest wink

                    Ja znam normalsów którzy świąt nie obchodzą i nie jest im z tym źle.
                    • awanturka Re: czy można żyć bez znajomych 13.10.11, 20:46
                      No właśnie, stosuję taką taktykę o jakiej piszesz, w związku z tym jakieś tam kontakty z "normalnymi" mam. Podobno tak jest dobrze dla zdrowia psychicznego (jak pisałaś). Podobo, bo coraz częściej mam wątpliwości. jakieś kontakty są, ale o jakiejkolwiek bliskości (typu "zaprzyjaźnienie się" chocby trochę nie ma mowy.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja