Dodaj do ulubionych

usprawiedliwione cierpienie

07.06.04, 11:36
Zlinczujcie mnie za to co napisze, ale duzo bardziej wolalabym miec raka.
Wtedy moje cierpienie byloby spolecznie akceptowane, bylabym
usprawiedliwiona, mialabym pelne prawo do cierpienia.

Lezac w lozku, nie myjac sie, ogladajac TV i obzerajac sie, lękając kazdego
wyjscia z domu - dla rodziny jestem pewnie pasozytem a moje cierpienie wydaje
im sie byc moze smiechu warte.
Obserwuj wątek
    • domeniks Re: usprawiedliwione cierpienie 07.06.04, 11:52
      rozumiem Cie... i chcialabym moc przekonac Cie ze nie masz racji z tym ze nie
      jestes pasozytem a cieprienie jest co najmniej prownywalne do umierjacego
      czlowieka... conajmniej... bo tu nie widac do konca cierpienia... ale nie
      przekonam Cie... nie potrafie... rozumiem
    • vinja Re: usprawiedliwione cierpienie 07.06.04, 13:41
      planasana napisała:

      > Zlinczujcie mnie za to co napisze, ale duzo bardziej wolalabym miec raka.
      > Wtedy moje cierpienie byloby spolecznie akceptowane, bylabym
      > usprawiedliwiona, mialabym pelne prawo do cierpienia.
      >
      > Lezac w lozku, nie myjac sie, ogladajac TV i obzerajac sie, lękając kazdego
      > wyjscia z domu - dla rodziny jestem pewnie pasozytem a moje cierpienie wydaje
      > im sie byc moze smiechu warte.


      Nie zlinczuję Cię , bo przyznaję , że sama miewam takie myśli i żal , że nie
      mam choroby -raka , który zaprowadzi prostą drogą do śmierci tylko "coś" co
      życie utrudnia , cierpienie przynosi , a końca nie ma...
      Zdarza mi się wyć w poduszkę z niemocy , pragnąć poczuć ból rzeczywisty na
      który pomógłby Tramal ...

      Ale gdy przychodzą chwile , dni takie jak teraz - chcę zapomnieć , chcę
      żyć ...MIMO WSZYSTKO ...
    • jagoda16 Re: usprawiedliwione cierpienie 07.06.04, 15:09
      Mam dokladnie takie same mysli. Też wolalabym jakakolwiek zrozumiala dla ludzi
      chorobę i czasami wręcz wyje we mnie to poczucie krzywdy i niezrozumienia. I
      braku wspólczucia. I tego ,ze jestem skazana na te powtracające cierpienia az
      do śmierci.
    • matt35 Re: usprawiedliwione cierpienie 07.06.04, 17:24
      planasana napisała:

      > Zlinczujcie mnie za to co napisze, ale duzo bardziej wolalabym miec raka.
      > Wtedy moje cierpienie byloby spolecznie akceptowane, bylabym
      > usprawiedliwiona, mialabym pelne prawo do cierpienia.

      Planasano,
      nie zlinczuję Cię (nie mam takich długich rąk), a poza tym jakąś jedną częścią
      siebie - rozumiem, co piszesz i mogę sobie wyobrażać z nienajgorszym
      przybliżeniem - co możesz czuć.
      Natomiast chciałem powiedzieć i Tobie i innym forowiczom, którzy się tak pod
      tym rakiem podpisali: Kochani, jesteście fajnymi, dobrymi ludźmi, każdy ze
      swoimi zawijasami i zakrętasami, żadne z Was nie uczyniło mi najmniejszej
      krzywdy, a nawet, gdyby się tak zdarzyło: nigdy, przenigdy w życiu nie zyczę
      Wam umierania na raka.
      Nie neguję, że ChAD i depresja są paskudztwami, które mogą być trudne do
      uniesienia, czasem wprost niemożliwe.
      Ale ja widziałem jak się walczy i jak się umiera na raka, kiedy w ostatnich
      tygodniach organizm walczy - dosłownie - o każdy kolejny oddech - i tak przez
      24 godziny, dzień po dniu - jak maratończyk. Tylko, że on biegnie raptem 3- 4
      godziny...
      ...jak się walczy o jeszcze chwilę świadomości, okupionej wyborem - albo
      większa dawka morfiny i wyłączenie, albo potworny ból każdego oddechu...

      Widziałem okrągłe jak spodki, oczy przerażonego dziecka u dorosłego człowieka.
      Dziecka pozbawionego jakiegokolwiek bezpieczeństwa, które zostało już tylko
      samo ze swoim przerażeniem i niemym krzykiem o pomoc, której już nikt nie jest
      w stanie dać...

      Dlatego Planasano,
      nie zlinczuję Ciebie, bo sam przeszedłem przynajmniej jedną poważną (dla mnie)
      depresję i wiem, że ten opis mógłby czasem oddawać to, co można czuć w depresji.
      Ale jednak będę nalegał: nie poddaj się, dopóki jest szansa walcz, albo choćby
      próbuj. I nie przywołuj raka. To też paskudna choroba.

      > Lezac w lozku, nie myjac sie, ogladajac TV i obzerajac sie, lękając kazdego
      > wyjscia z domu - dla rodziny jestem pewnie pasozytem a moje cierpienie wydaje
      > im sie byc moze smiechu warte.

      A jeśli sądzisz, że dla rodziny jesteś >> pasozytem<< , a twoje >>cierpienie
      wydaje im sie byc moze smiechu warte<<, to spróbuj im je przyblizyć, podsuń
      (jeśli masz siłę, albo jak tylko będziesz jej trochę miała) książkę, artykuły
      na ten temat - może za mało wiedzą. A może ich nie doceniasz?
      Może starają się jak tylko mogą? Nie wiem.

      Ale pozdrawiam Cię bardzo serdecznie
      matt
      • empeka Re: usprawiedliwione cierpienie 07.06.04, 18:26
        To samo mialam na myśli, masz wielką rację.

        Dodam tylko, że osoby z depresją są bardziej chorowite somatycznie niż niedepresyjni.
        Pominę wyliczankę tego co odchorowalam, bo mnie to krępuje, ale zapewniam, że trzy razy
        mogłam się przeprowadzić na łono Abrahama, zupełnie bez takiego życzenia.
        Natomiast w epizodzie depresyjnym wiem, że jaki by on nie był, to on minie. On tak ma, że mija.
        Że muszę 'być dla siebie' dobra, jak pisze Awanturka. Że im mniej 'napinam muskuły'
        psychiczne, tym szybciej depresja odejdzie.

        Dlatego doświadczenie w chorowaniu jest takie ważne i daje lepsze perspektywy na przyszłość.
        Niestety jak każde doświadczenie, raczej nie daje się przekazać drogą dyskusji i namawiania,
        trzeba samemu dojrzeć. Liczę na to, że pewien materiał do przemyśleń jednak z naszej pisaniny
        wynika i że jest pomocny.

        Pa
        Marta
    • awanturka Re: usprawiedliwione cierpienie 07.06.04, 17:37
      planasana napisała:
      > duzo bardziej wolalabym miec raka.
      > Wtedy moje cierpienie byloby spolecznie akceptowane, bylabym
      > usprawiedliwiona, mialabym pelne prawo do cierpienia.

      Jak widac nikt Cię tu nie linczuje. Mnie też przychodza czasem do głowy takie myśli. Wiem, że cierpienie psychiczne może przybrac niewyobrażalne dla nikogo z zewnatrz rozmiary. I do tego nie możesz liczyc zrozumienie otoczenia i zmagac się z własnymi myślami, czy to nie aby twoja wina...

      Gdy byłam w Twoim wieku miałam dośc głeboka depresję, nie opuszczałam własciwie łóżka, nie jadłam, nie dbałam o higienę, nie zmieniałam bielizny. Moja matka (która na pewno życzyła mi jak najlepiej) niczego nie rozumiejac z tego co się ze mna działo, chcac mnie z tego stanu wyciagnac postanowiła mna "wstrzasnac".
      Zaczeła spraszac do domu moich znajomych (blizszych i dalszych) i pokazywac mnie im - "popatrzcie do jakiego stanu się doprowadziła...". Myslała, że wstyd i presja innych mnie ulecza...

      Dla niej byłam tak jak to określasz "pasożytem", bo zamiast cieszyc sie życiem, osiagac sukcesy tak jak tego po mnie oczekiwała ("przecież zrobiłam dla Ciebie wszystko, niczego Ci nie brakuje, nie masz powodu..., nie masz prawa czuc się tak jak sie czujesz, nie masz prawa sie tak zachowywac..."), zawalałam kolejne lata studiów i nie robiłam nic poza przesiadywaniem samotnie i bezproduktywnie godzinami w zabałaganionym pokoju, przy zaciagniętych zasłonach i nie pościelonym łóżku...

      Piszę o tym aby ukazac rozmiary niezrozumienia z jakimi można się spotkac ze strony najbliższych.

      Planasano!

      Trzeba, żebyś była dla siebie poprostu dobra...
      Dobra, cierpliwa, wyrozumiała sama w stosunku do siebie, niejako podwójnie, również za tych, którzy niczego nie rozumieje, wyrażaja krzywdzace opinie, nie daja Ci prawa do cierpienia...

      I tego Ci właśnie życzę.
      Pozdrawiam bardzo serdecznie. - awanturka
      • kamikadzeewe Re: usprawiedliwione cierpienie 07.06.04, 22:11
        kurde pewnie duzo osob ktore tu sa wie jak to jest.pragnienie zeby bol ktory
        czujesz stal sie fizyczny,jasny i zrozumialy,pragnienie choroby ,ktora prowadzi
        do smierci i budzi wspolczucie,a nie smiech,irytacja itd....

        ale to uluda...nie ma dobrego cierpienie,kazde cierpienie boli choc inaczej...

        ale trzeba myslec ze sa tez dobre
        chwile...usmiechu,radosci,zzwyciestwa...zrozumienia,wsparcia...i nawet z
        najgorszych rzezy wynikaja dobre.
      • matt35 Morgano... 09.06.04, 01:02
        Morgano,

        napisałem tylko to, co myślę i co czuję, nic więcej, nic mniej.
        Ale to taki miód na serce i okład na skołatane myśli, co napisałaś.
        Pozdrawiam
        matt

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka