tamaryszek44
12.05.12, 12:47
Jak wiecie moja mama jest chora na CHAD, obecnie jest w szpitalu psychiatrycznym po próbie samobójczej.
Chciałam porozmawiać z rodzeństwem na temat opieki nad mamą jak wróci do domu. Z siostrą rozmawiam, ale z bratem od 7 lat nie, natomiast siostra, tak! Prosiłam ją aby dogadała się z jego rodziną na wspomniany temat, żebyśmy się spotkali "służbowo" i obgadali tylko kwestie opieki nad mamą, bo ja sama nie dam rady.......z resztą dlaczego niby tylko ja mam się nią opiekować skoro ma nas troje? Kilka dni temu siostra dzwoniła że będą rozmawiać, ale tylko bratowa i dzieci bo brat nie chce rozmawiać z obawy ze ktoś wybuchnie złością i będzie po rozmowie, a on nie może się denerwować. Ok powiedziałam.
Dziś siostra ponownie zadzwoniła do mnie, ale cisza w słuchawce...potem jakieś czkanie i nagle słyszę płacz i dławienie się łzami ( najpierw pomyślałam że dzwoni ze się otruła i żebym jej syna zabrała, też wam o tym wspominałam kiedyś) z jej urywanych słów zrozumiałam, ze ona już z rodzina brata nie będzie rozmawiać na temat mamy i że mamy się sami dogadać, bo ona ma już dość i brak jej sił i zdrowia itp. że ona się wykańcza przez to.
Że bratowa powiedziała że po tym jak ja ich potraktowałam jak mama się truła to nie będą ze mną gadać. Pytam- jak ja ich potraktowałam? skoro z nimi nie rozmawiałam i że nie wiem o czym mowa, a siostra na to ze nie wie i naszą rozmowę urwało, a teraz nie mogę się do niej dodzwonić bo ma wyłączony telefon.
Zadzwoniłam do bratanka i pytam czy on nie wie o co chodzi, a on że nie wie za bardzo, ale coś tam słyszał że niby ja odnosząc obiad który oni dla mamy znieśli oskarżyłam ich że to oni ja otruli. Matko święta! to po prostu koszmar i chora sytuacja i cała moja rodzina!!!!!!
Było tak......
Jak pojechałam do mamy domu jak ona się truła to ją już karetka zabrała. Ten jej przyjaciel co ją znalazł oddał mi klucze i ja powiedziałam żeby pozabierał spożywkę żeby się nie zepsuła - jakieś tam konserwy otwarte , owoce itp. bo mama teraz tak prędko nie wróci. Wziął opornie, ale wziął, ale stał jeszcze talerz z daniem chińskim i karteczką - chińskie danie na obiad dla babci Smacznego!
To niepracujący mój bratanek jej zniósł ten obiad za moja interwencją. Prosiłam siostrę aby im powiedziała ze czasem mogliby mamę obiadem poczęstować.
Mamy przyjaciel tego dania nie chciał wiec zaniosłam je do góry z powrotem. otworzył mi ten bratanek co go ugotował. Teraz żałuję ze tego jedzenia po prostu nie wyrzuciłam!
Mówię do bratanka że odnoszę jedzenie , bo babcia go nie zje i nawet go nie tknęła, a teraz jest w szpitalu bo znowu się truła. Bratanek powiedział że wczoraj to jej zaniósł, był zdziwiony i tak chwilę pogadaliśmy i poszłam.
No więc że niby ja wtedy dałam do zrozumienia że to oni ją tym nietkniętym daniem otruli !!!
Ja juz nie wiem ale chyba tam wszyscy mają coś z głową i powinni się leczyć. Czego byś tam nie zrobił czy nie powiedział, choćby z najszczerszej sympatii to oni i tak zinterpretują to jak atak.
Mam dość!......mam mętlik w głowie!......sytuacja nie do rozwikłania , tak myślę. Nie dają nic próby negocjacji ani porozumienia.
Bratanek pytał o czym ja chciałam z nimi rozmawiać. Wytłumaczyłam ze tylko w kwestii podziału obowiązków opieki nad mamą, żebym nie tylko ja była obarczona tym, a on że przecież ich prawie nigdy nie ma i pracują i nie mają czasu i niby jak to maja zrobić? że na nich nie można liczyć z tego powodu.
No? i co wy na to?