asertywność - wersja dla mojej rodziny

13.06.12, 11:43
O asertywności wiem sporo, o mówieniu o tym co czuję w danej sytuacji też. Ale teoria asertywności, chyba nie przewidziała mojej rodziny, bądź ja gdzieś nie doczytałam.

Otóż jak mówię jak się czuję w takiej czy innej sytuacji, nieodmiennie słyszę jaka to jestem przewrażliwiona. I przyznam, że już nie wiem co na to odpowiedzieć. Bo wniosek jest taki, że ja powinnam zaakceptować wszystkich z całym dobrodziejstwem inwentarza, bo oni przecież wszystko dla mojego dobra, a sama najlepiej zapomnieć, że można w ogóle cokolwiek czuć.

Naprawdę opadają mi już ręce.
    • mart-tram Re: asertywność - wersja dla mojej rodziny 13.06.12, 15:07
      Może lepiej nie mowić jak się czujesz (choć to jest niby wskazane), a zacząć stawiać granice?

      A jak już komentują, że jesteś przewrażliwiona to możesz powiedzieć, że to jest opinia tej osoby, nie prosiłaś o ocenę i masz prawo czuć się jak się czujesz.
      • tamaryszek44 Re: asertywność - wersja dla mojej rodziny 13.06.12, 19:45
        Nie mam nastroju żeby pisać, ale trzymaj się, jestem z tobą.
        Ostatnio źle się czuję, serce mi w piersiach wali jak oszalałe, mam nerwy, spać nie mogę.....
        • czubata Re: asertywność - wersja dla mojej rodziny 14.06.12, 13:45
          Nie wiedzą jak czynić by wyszło dobrze, to czynią tak jak uważają za słuszne.
          Osobiście też już wolę nie mówić co czuję, bo ja wiem co czuję, bliscy się i tak nie dowiedzą, bo czują inaczej, z różnych powodów,więc nie poczują tego co ja, bo takie jest prawo i porządek by każdy czuł po swojemu,w zależności od punktu siedzenia. Lepiej więc za dużo nie gadać,gdy idzie o samopoczucie (są rzeczy o których jednak mówić trzeba),a jak gadać to żeby sobie pogadać, i robić swoje,in my opinion. Gdy się o samopoczucie rozchodzi, to dobre są krótkie komunikaty jak np. "nie będzie dzisiaj żarcia, bo leżę odłogiem", nie wdając się w opisy czarnych czeluści bytu i mrocznych dróg deprechy osobistej. A skoro samemu się mało mówi,to można oczekiwać że inni też będą w mowie powściągliwi na temat,lepiej tak niż głupot słuchanie.
          • dzedlajga Re: asertywność - wersja dla mojej rodziny 14.06.12, 18:30
            smile
            Dzięki Czubatku. Podoba mi się to, że żarcia dziś nie ma smile

            Ale z mamunią problem jest bardziej zawiły i jeśli chodzi o samopoczucie, to np mam na myśli taki drobiazg jak cholerny ból głowy po trzech dniach jej wrzasków i proszę o odrobinę ciszy. Mamunia jednak o pomoc się domaga głośno i wyraźnie, że aż dziw, że stado sąsiadów nie ustawiło się jeszcze w kolejce pod drzwiami - może w pracy byli. Dla załagodzenia sytuacji pomocy postanowiłam udzielić, jednak najpierw chciałam coś sobie w uszy wsadzić, bo na odległość 20cm hałas był nie do zniesienia. Skończyło się tym, że wyraziłam szczere życzenie, aby ojcu popsuły się słuchawki (nabyłam, coby mógł oglądać rzeczy, które rodzicelce przeszkadzają) i żeby jej łeb rozp.... jak ją będzie bolała głowa a tatuś będzie mecz, czy teleturniej "piiip" oglądał.

            Od tamtej pory zmiana o 180stopni. Zwraca się do mnie uprzejmie, nie krzyczy, nie werczy. Zachowuje się co najmniej znośnie. Czy to aby na pewno właściwe, że jako jedyna w rodzinie mam diagnozę? Dodam, że zamykanie się w małym pokoju i nieodzywanie się do niej było traktowane jako szpila wbijana jej złośliwie i powodowały tylko coraz większe strumienie jadu. Ona zawsze twierdzi, że jest najnormalniejsza w całej rodzinie, ale wszak brak samokrytycyzmu jednym z podstawowych objawów choroby jest. Żeby nie było, wróciłam niedawno z izby przyjęć, bo chciałam skorzystać w charakterze ukojenia nerwów. Niestety dramatyczny brak miejsc, a doktor stwierdziła, że jak na taką diagnozę to ja bardzo zorientowana jestem we wszystkim i ogólnie kumata i ona za bardzo wskazań do hospitalizacji nie widzi. Hydroxyzynę tylko dostałam i jakby po wyjeździe nie było poprawy, mam gonić najlepiej do swojego lekarza. To ostatnie oczywiście swoją drogą, ale poprawa będzie z całą pewnością, bo już się uspokoiłam. A jak wyjedzie, to może sobie przeleżę pół dnia i przepłaczę (choć może uda się bez tego) a potem już tylko lepiej będzie.
          • za_mszowe Re: asertywność - wersja dla mojej rodziny 17.06.12, 18:02
            słusznie postępujesz, po prostu stawiać przed faktem dokonanym, bez zbędnych tłumaczeń. choc ja jestem w sytuacji podobnej jak dzedlajga i tez juz mi brakuje pomyslow....bo to dalej za mało.
        • dzedlajga Re: asertywność - wersja dla mojej rodziny 14.06.12, 18:38
          Dzieki Tamaryszku. Spróbuj wziąć coś na uspokojenie, choćby ziołowego, jakby nie pomagało, to biegnij do jakiegoś doca, może da coś mocniejszego. Mnie na szczęście jakieś rela-mag czy jakoś tak pomaga, w każdym razie zioło + magnez.
          • tamaryszek44 Re: asertywność - wersja dla mojej rodziny 14.06.12, 19:38
            Mam ziołowe Atarax na receptę, ale sporadycznie biorę na noc. Powodzenia życzęsmile
    • xsenia Re: asertywność - wersja dla mojej rodziny 17.06.12, 15:56
      przyznawanie się do uczuć jest bardzo nieroztropne i niedyplomatyczne
      • dzedlajga Re: asertywność - wersja dla mojej rodziny 18.06.12, 09:32
        Wiesz, z moją mamą to jest tak, jakbym miała dwie matki. Jedna jest taka, że można z nią o wszystkim pogadać, zrozumie, wiele rzeczy jej można wytłumaczyć, choć nie wszystko jednak dociera, bo wiek, doświadczenie itp. Rozumiem. Jest naprawdę ok. A czasem w nią diabeł wstępuje. Już bym chyba wolała gdyby zawsze taka była, bo przynajmniej bym wiedziała czego się spodziewać. A tak, to oczekuję, że będzie ok, a ona atakuje znienacka. Jak napisałam o tych dwóch matkach, to się zaczęłam na serio zastanawiać, czy ona jednak nie jest chadowa. Tzn jak nieraz rozmawiałyśmy to miewała jakieś takie drobne manie jak kupienie "kilometra" tasiemek, bo miała jakiś pomysł na ich wykorzystanie - oczywiście nigdy nie zrealizowany. Ale tasiemki są do dziś jak trzeba coś związać itp.

        Do tego nakładają się skomplikowane sprawy rodzinne i one w dużym stopniu przyczyniają się do tego, że jest jaka jest.
        Ale na razie muszę się skupić na tym, żeby nauczyć się sobie radzić z tą gorszą wersją. Jak będzie lepiej, to może uda się ją namówić na jakieś leczenie, ale nie wiem czy to ma sens. Bywa, że jest okropnie depresyjna i wtedy niemal błagam, żeby zaczęła brać antyepy - lekarz jej przepisuje. Ale ona twierdzi, że to bez sensu itp - typowe depresyjne teksty. Ja tego kurczę nie mogę zrozumieć, bo ja się nauczyłam, że jak mam depę, to się bierze leki i jest lepiej. Że te wszystkie depresyjne myśli nie są moje, tylko chorobowe i trzeba je zlikwidować. A ona za każdym razem jest taka, jakby to była jej pierwsza w życiu depresja.

        Ale stop. Nie ciągnę na razie tego wątku, bo znów zaczynam "jej pomagać" i ją tłumaczyć, zamiast skupić się na tym, jak pomóc sobie z nią wytrzymać.
        • lolinka2 Re: asertywność - wersja dla mojej rodziny 18.06.12, 15:22
          heh, przynajmniej wiesz, po kim masz chorobę smile

          podejrzewam, że jakby się historii rodu przyjrzeć, to ekscentryków ujawniłoby się więcej. U mnie przynajmniej tak było - matka, jej matka, ktoś tam inny.... w pokoleniu matki ciocie też niekoniecznie 'halo'. Wszystko naznaczone alkoholizmem i DDA. Ze strony ojca b. podobnie.
          • dzedlajga Re: asertywność - wersja dla mojej rodziny 18.06.12, 18:27
            Tak, tylko nie mam z kim o tym porozmawiać i na pewno w nikim nie znajdę wsparcia. Wszyscy mówią, że mam zaakceptować mamę taką jaka jest. I jak krzyczy, to ma prawo, bo to matka. Czy ja mam im przedstawić prawa człowieka? Powiedzą, że się głupot naczytałam i żebym starej matce spokój dała. No nic, mam nadzieję, że za jakiś czas będzie lepiej i wtedy może uda mi się ją namówić na leczenie. Tylko wstrzelić się między górkę i dołek nie jest łatwo. A teraz jeszcze trzeba focha przeczekać...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja