Boję się...

20.06.12, 15:56
Boję się powrotu męza do domu, brak mi wiary, ze go zaleczą, koszmar który nam zgotował trwał prawie 6 tygodni. On twierdzi, że już na weekend będzie w domu, ale nadal opowiada przez telefon głupoty. Jedyne moje marzenie zabrac dzieci i uciec gdzieś...
    • dzedlajga Re: Boję się... 20.06.12, 21:53
      Tzn w tej chwili to on jeszcze nie jest gotowy do wyjścia na bank, bo to chyba dopiero ok. tygodnia. Nie wiem jakie są zwyczaje w UK, ale może to tylko przepustka. A może to on tak gada. Na Twoim miejscu sama porozmawiałabym z lekarzem i powalczyła o dalszą hospitalizację, jeśli jego gadanie o wyjściu się potwierdzi.

      Po tak krótkim czasie na pewno nie jest zaleczony. Nawet jeśli jest lepiej, to jeszcze jest kwestia, żeby zrozumiał, że to co wyrabiał było chore i że leki trzeba nadal brać. W zasadzie nie powinni go wypuścić, zanim nie zacznie być krytyczny w stosunku do swoich wyczynów - ale to teoria.

      Ale Twoja szansa tkwi w tym, że szybko przyjdzie druga faza czyli depresja i wtedy pewnie łatwiej go będzie nakłonić do kontynuacji leczenia a także dowiedzenia się czegoś o chorobie w miarę jak będzie z depresji wychodził - tak przynajmniej było u mnie.

      To paskudna choroba i największy problem jest w tym, żeby zrozumiał, że jego genialne samopoczucie to choroba i że musi się leczyć. Trzymam mocno kciuki.
    • chinska Re: Boję się... 20.06.12, 21:59
      Mala03 ,wiem co czujesz,ja z tym problemem borykam się tez bardzo dlugo.Musisz myśleć teraz o dziecku i o sobie,bo TY musisz być silna i to TY podejmujesz wszelkie decyzje.Wejdz na forum dla rodzin ludzi chorych,spotkasz tam osoby życzliwe,które i przytula,i poradzą!Nie bój się,poradzisz sobie!!!
      • mala03 Re: Boję się... 20.06.12, 22:30
        Każde dobre słowo wzmacnia. On stwierdził, że z nami koniec i dalej tkwi w tym postanowieniu - dzwoni do dzieci, ze mną nie rozmawia, mnie to w pewnym sensie ułatwia pewne decyzje. Myśłę, że spodobało mu się życie w Pubach powroty o 4 nad ranem. Kiedyś też coś takiego się dziąło, ale nie wuiem, czy to już była ta choroba, czy jeszcze zwuyczajne pijaństwosad(
        • corka-matki Re: Boję się... 21.06.12, 13:22
          Nie martw się, moja mama co tydzień mówiła, że jutro wychodzi, pojutrze i to za każdym pobytem w szpitalu.
          W manii ludzie podobnie się zachowują, maja naprawdę wiele wspólnego. Powroty męża do domu o tej porze to właśnie efekt jego pobudzenia, robienia wariactw i szaleństw-efekt uboczny manii. W stanie remisji pewnie by tak nie postępował. Poczytaj moje posty o mamie, wiele zrozumiesz, zresztą nie tylko moje, czytaj dużo, ja po 4 latach wiele się nauczyłam i inaczej już patrze na to wszystko, wiem czego się mniej więcej spodziewać, wiem kiedy mama jest sobą, wiem kiedy zaczyna być źle, wiem jak postępować. Życzę byś zaznała niedługo spokoju. Będzie dobrze!
    • elutka04 Re: Boję się... 21.06.12, 15:54
      czesc własnie sie zalogowała , mój mąż choruje na tą chorobę już od 12 lat , wiele przeszłam , poradzić mogę tylko tyle żeby słuchać lekarzy nie ulegać namowom męża o zabraniu go do domu bo i tak chorzy potrafią robić będą udawać że wszystko jest już ok a za chwilę jest jeszcze gorzej , aby zaleczyć i wrócić no w miarę normalnego funkcjonowania trzeba czasu i tu nie ma reguły ale dwa miesiące brania leków to minimum , cierpliwość, zdrowy rozsadek i wsparcie to pomogło mi nie zwariować i zrozumieć jak poważna jest to choroba , czasem płakałam czasem się modliłam a czasem byłam zła na cały świat , ale zawsze trzeba znaleźć siły zwłaszcza jeśli są dzieci , mój syn jest już dzisiaj dorosłym mężczyzną ale jak maż pierwszy raz trafił do szpitala miał 10 lat , za duży żeby wciskać mu kit o chorobie ukochanego taty a za mały żeby zrozumieć . pa pozdrawiam
    • elutka04 Re: Boję się... 22.06.12, 13:52
      nie mogę ci powiedzieć że będzie łatwo ale dasz radę wiem to z własnego doświadczenia mój maż też jest chory , ale musisz być konsekwentna w swoich postanowieniach i nie ulec mężowi. Mój maż ma nawrót choroby , wizą kasę poszedł do kościoła i nazamawiał mszy nawet nie wiem w jakiej intencji , jest wierzący ale nie jakiś specjalnie , nei wiem jak to się skończy bo ja już przerabiałam z nim i parę razy szpital i próby samobójcze i zjadł mnóstwo leków żeby uspokoić lęki i agresję i dewastację domu u sąsiada tyle tego było że nawet nie chce mi się wymieniać ale przecież go nie zostawię nadal jest moim mężem i to że jest chory nie może przekreślić moich uczuć do niego , ale wiem ze jak jest źle to trzeba działać i nawet wzywać karetkę czy policję która go odwozi do szpitala, mieszkam w małej miejscowości więc jest sensacja na całego , ja już przywykłam do tego że ciągle jestem na językach ludzi , musisz być silna ale nie dla niego tylko dla siebie i dzieci , jak zrozumiesz to ze można pokonać wszystko dasz rade , czasem nie chce się nawet oddychać ale trzeba uwierzyć w siebie , gdzieś w człowieku drzemie taka siła która pomaga przetrwać najgorsze, teraz skup się na sobie i dzieciach odetchnij po tym koszmarze , i słuchaj lekarzy nie ulegaj mężowi puki nie będzie zaleczony nawet jak będzie ci obiecywał że jest już dobrze i jest zdrowy , wiem bo takie coś też przerabiałam , na zaleczenie trzeba czasu te leki nie działają od razu czasem trzeba nawet 3-5 tygodni zanim leczenie da nawet najmniejsze efekty , trzymam za ciebie kciuki zawsze możesz pogadać ze mną , jak będziesz chciała podam ci mojego mejla albo numer na gg,
      • mala03 Re: Boję się... 22.06.12, 15:34
        Po tygodniu go odsyłają do domu, nie wierzę, ze gouleczyli, twierdzą, że bęą kontrolowac jego leczenie, ale nie będą kontrolować jego w nocy, gdy trzeba spac...
        • mala03 Re: Boję się... 22.06.12, 21:09
          Napisałam na innym wątku - wrócił i jest chyba gorzej niż byłocrying(
Inne wątki na temat:
Pełna wersja