Dodaj do ulubionych

Bunt przeciw biopsychiatrii

11.03.13, 05:06
Pod rozwagę:

nowadebata.pl/2012/08/06/narasta-spoleczny-bunt-przeciw-biopsychiatrii-wywiad-z-robertem-whitakerem/
Obserwuj wątek
    • tlenoterapia Re: Bunt przeciw biopsychiatrii 11.03.13, 22:18

      Świetnie, ze sa tacy zapaleńcy ,którym chce sie poświęcać czas na demaskowanie nieprawidłowości.
      Ale to jeszcze 100 lat potrwa zanim się psychiatria ocknie z samozadowolenia. Może dzięki takim opracowaniom 50lat...

      Jest to smutne, ze niczego nie wymyślono w psychiatrii i farmakologii co by przynosiło długofalowe pozytywne skutki.
      Puki co złapani w pułapkę lekowa ale ze świadomością, ze to własny wybór.
      • tiaaa Re: Bunt przeciw biopsychiatrii 11.03.13, 23:04
        Czy ja wiem?

        Czytałem jedynie ten artykuł, nie czytałem książek tego człowieka. Jednak to, że wytacza argumenty typu badania naukowe vs leki w przypadkach jak mu wygodnie, a gdy mu wygodnie to leki vs moje zdanie "bo tak"... to już można sobie samemu dopisać.

        Pamiętajcie, że np. chorzy na cięższe zaburzenia psychiczne dawniej byli często zupełnie i na zawsze wyłączeni z życia w społeczeństwie. A teraz zazwyczaj tak nie jest. O ile biorą leki.

        Są osoby które nie radziły sobie ze względu na psychozy, omamy, a po lekach jest ok. Gdy próbują odstawiać to znowu jest źle. Oczywiście można postawić tezę, że gdyby ktoś taki nigdy nie zaczął brać leków to może przeszło by bez ich pomocy. Jednak to co już wspomniałem dwa akapity wyżej - praktyka pokazuje, że Ci ludzie gdy nie byli leczeni lekami to zazwyczaj nie funkcjonowali ani na początku choroby ani później.
        • tlenoterapia Re: Bunt przeciw biopsychiatrii 11.03.13, 23:52
          Każdy czyta co chce wyczytać.
          Dobrze by było gdyby takie biologiczne nastawienie do pacjenta i jego dolegliwości kiedyś się skończyło bo nie ma żadnych dowodów, ze przyczyną zaburzeń psychicznych jest nierównowagą serotoniny czy dopaminy...
          Autor pisze ważną rzecz, ze model leczenia powinien się zmienić na rzecz bardziej holistycznej, środowiskowej pomocy. Obecnie pacjent nie ma żadnej pomocy w najważniejszych strefach życia.
          Trzeba zwracać uwagę na to , ze ilość diagnozowanych chorób psychicznych dziwnie stale wzrasta, ze dwulatkom stwierdza się chorobę dwubiegunowa i pakuje się w nie nowe psychotropy dla dzieci. To nie sa wymysły dziennikarza co sobie książki czasem pisze.

          No właśnie jeśli leczenie psychotropami jest skuteczne to czemu liczba chorych psychicznie wzrasta?
          • tiaaa Re: Bunt przeciw biopsychiatrii 12.03.13, 00:50
            Może diagnostyka jest coraz lepsza?

            Kiedyś dawno dawno temu prawie na nic ludzie nie chorowali, a starcami zostawali i umierali w wieku dziś uznawanym za młody. A teraz u każdego prawie coś można znaleźć nie tak ze zdrowiem. Lepsza diagnostyka, a co za tym idzie leczenie wydłuża średni czas życia oraz jakość życia. Oczywiście to nie jedyne czynniki. Podobnie w psychiatrii. Lepsza diagnostyka - to i więcej zdiagnozowanych.

            Co do Twojej wypowiedzi, że nierównowaga serotoniny czy dopaminy... ech - naprawdę wierzysz, że leki zwiększają/zmniejszają jej ilość? Przecież to tylko taki uproszczony model na potrzeby wytłumaczenia masom jak to działa. Wczytaj się dokładniej w sposób działania tego co krytykujesz. Gdyby wyrównanie poziomów kilku hormonów leczyło chorobę to by było to bajecznie proste. Niestety tak nie jest.

            A co do bardziej holistycznego podejścia do leczenia - to tego chyba nikt w dzisiejszych czasach nie neguje. Tak jak samymi lekami nie wyleczy się złamania nogi, ale i samym wysiłkiem woli czy fizycznym też nie, tak samo i z chorobami.

            Najważniejsze to NIE SZKODZIĆ. A IMO takie artykuły szkodzą wielu osobom które w zauważalny sposób przestają funkcjonować gdy odstawiają leki, a odstawiają bo czytają takie artykuły. Z pewną poprawką - lekarze też ludzie i mogą się mylić. Więc można z pewnością znaleźć wiele przypadków w których takie działanie może być z korzyścią dla zdrowia. Jednak uogólnienia tu szkodzą.
            • tlenoterapia Re: Bunt przeciw biopsychiatrii 12.03.13, 15:50
              Ryzykowne jest porównywanie psychiatrii do innych gałęzi nauk medycznych.
              Diagnostyka chorób psychicznych nie opiera się dowodach biologicznych , a stwarzanie coraz większej ilości zaburzeń psychicznych jest wynikiem głosowania. Tak samo glosowaniem uznano homoseksualizm za chorobę psychiczną i tak samo przy pomocy glosowania, sporo lat później uznano, ze chorobą nie jest. Dotyczy to także innych sztucznie stwarzanych chorób psychicznych, na które błyskawicznie znajdują się leki.( nieśmiałość= lęk społeczny= psychotrop z grupy SSRI).

              Nie widzę uproszczenia w wypowiedzi, ze dopamina czy serotonina ma wpływ na przebieg choroby psychicznej bo na biologicznej podstawie psychiatria próbuje wytłumaczyć to co dzieje sie w wymiarze psychicznym z człowieka i zgodnie ze schematami wprowadza psychotropy oddziałujące na mózg = neuroprzekazniki = hormony..

              Naprawdę myślisz , ze schematy leczenia, tego co uznają za zaburzenie to dla psychiatrii nie jest takie proste?

              Nic nie zapowiada, podejścia holistycznego w psychiatrii i długo to tego nie dojdzie bo w przeciwieństwie do modelu biologicznego jest mało intratne. Psychiatrzy, nawet nie muszą się na studiach uczyć, zasad komunikowania z pacjentem, uczą się tego jak diagnozować i jak podawać leki.
              Kazdy rozumny człowiek chce wiedzieć jakie zagrożenia kryją się za leczeniem,w tym pacjenci psychiatryczni wiec chwała takim publikacjom.
              • tiaaa Re: Bunt przeciw biopsychiatrii 12.03.13, 19:16
                Masz całkowitą rację co do podpinania pseudopsychiatrii do psychiatrii i szukania zaburzeń tam gdzie ich nie ma. Tak samo działo się nadużywając, szczególnie dawniej w celu "uziemiania" niewygodnych ludzi.

                Natomiast co do braku ścisłości to się muszę stanowczo nie zgodzić. Jest znaczna różnica między kimś kto nie funkcjonuje w społeczeństwie, słyszy głosy, wykonuje jakieś magiczne "polecenia", etc, a osobą która funkcjonuje normalnie w społeczeństwie (czy w pełni zdrowa czy nie).

                I tu widać wyraźnie pozytywny wpływ leczenia.

                Absolutnie też nie masz racji co do ilości hormonów. Popatrz czemu różnią się leki które niby podobne hormony zmniejszają/zwiększają? To jest niesamowicie silnie uproszczenie i jeżeli się przyjmie je to faktycznie wychodzi nam, że leki to raczej szkodzą niż pomagają.
                • tlenoterapia Re: Bunt przeciw biopsychiatrii 12.03.13, 22:16
                  Nie chodzi o dyskusje na temat ilości hormonów. Istotne jest ze psychiatria opiera swe leczenie na modelu biologicznym nie mającym podstaw naukowych.
                  Leki mogą wywołać szkody w mózgu - znane są skutki brania neuroleptyków , o tym wiedzą też psychiatrzy ,ze w pewnych dawkach wywołują one trwałe zmiany w receptorach dopaminergicznych.

                  Jeśli za kryterium zdrowia psychicznego przyjmie się ze wystarczy nie mieć urojeń i nie słyszeć głosów to leki się sprawdzają, niestety w dużym odsetku chorych tylko na jakiś czas i objawy wracają, leki przestają działać.
                  Przyjmując, ze leki likwidują objawy wytwórcze i tak mały odsetek chorych psychicznie leczących się neuroleptykami funkcjonuje normalnie w społeczeństwie - ma prace, zakłada rodzinę ...Niestety neuroleptyki pauperyzują to jest koszt jaki się płaci za leczenie.

                  Jak się okazuje z niezależnych badan wynika, ze system akceptowania leku jako środka leczniczego jest pełen nadużyć i wręcz zakłamań producentów w powiązaniu z ośrodkami psychiatrycznymi.
                  Spekulowanie, ze nie należy publikować takich opracowań, artykułów bo jakiś pacjent zrezygnuje z leczenia nie jest uzasadnione. Powody dla których pacjenci rezygnują z leczenia to inny temat do rozmowy. A jeśli nawet jakaś mama postanowi dwulatkowi podawać psychotropy to może dzięki tym opracowaniom pomyśli czy to dobra decyzja.

                  • tiaaa Re: Bunt przeciw biopsychiatrii 12.03.13, 23:55
                    A nadużycia i chęć zysku producentów farmaceutyków to już zupełnie inna bajka. I niestety pewnie niejedno może tu zaniepokoić.

                    Natomiast co do badań to powinny być po prostu rzetelne.

                    Jeżeli leki w jakimś przypadku się sprawdzają to, lepiej ich nie podawać? Nawet gdyby dla ochrony pacjenta przed nim samym trzeba go związać w pasy, i dozorować cały czas?

                    Jednak z tego co wiem to ogromy odsetek ludzi funkcjonuje. A jak zaczynają się problemy to często z powodu, że długo czuli się dobrze i próbowali odstawiać leki - które nierzadko będą musieli brać jednak latami jak nie całe życie. Ale coś za coś. Jednak pracują, zakładają rodziny, a nawet jeżeli nie to nie są na banicji w zamkniętych lochach szpitala sprzed epoki leków.
                    • ergo_pl Re: Bunt przeciw biopsychiatrii 13.03.13, 00:54
                      "Leki psychiatryczne w długiej perspektywie zwiększają przewlekłość zaburzeń psychicznych (schizofrenia, depresja, stany lękowe, choroba maniakalno-depresyjna) (...)"

                      A w krótkiej perspektywie bez leków harakiri - to lepsze?

                      "Powinniśmy też w naszym podejściu uwzględnić następujące zasady: po pierwsze, psychiatria musi przejawiać więcej skromności, musi przyznać, że w rzeczywistość niewiele wiemy o „biologicznej” stronie zaburzeń psychicznych".

                      Ble, ble, ble. Jak już będzie ta psychiatria skromna i przyzna, że niewiele wie, to co?
                      Ulży to chorym???

                      "Należy pamiętać, że bycie człowiekiem oznacza również możliwość doświadczania problemów psychicznych. Towarzyszące im objawy (depresja, psychozy, manie, lęki) nie powinny być postrzegane jako choroby, należą bowiem do zbioru nietypowych nastrojów, emocji i stanów psychicznych składających się na całość ludzkiego doświadczenia".

                      Bardzo mu życzę, żeby zachorował. A póki co, niech położy się na zamkniętym i tam swoje teorie wygłasza, niech doprowadza ludzi do stanu używalności bez leków psychiatrycznych. Powodzenia.

                      "Jednak uważam, że stosowanie farmaceutyków powinno być wyłącznie dodatkiem do opieki psychologicznej, nigdy zaś podstawą leczenia".

                      Hi, hi. To może tak wszyscy w czambuł pierdykniemy te leki do kosza? I na terapię Ci, co nie uczęszczają. Tak empirycznie.

                      Już jeden był, co wszystkich leczył marchwią i bieganiem.
                      Cóż, potrzeba mi - jak tej psychiatrii - więcej skromności. Może miał rację? Tylko jakim cudem niejedną osobę doprowadził na skraj?
                        • 39.a Re: Bunt przeciw biopsychiatrii 13.03.13, 02:36
                          Jestem Twoją fanką.

                          Kocham zen. Ale jak czytam "w depresji usiądź i medytuj, przyjmuj to, co się pojawia,
                          oddychaj". A jeśli prawie nie oddycham? Próbuję przyjmować "to, co jest", godzić się na
                          łzy, ból, nie redukować tych doznań na siłę, ale jeśli moim udziałem byłaby schizofrenia
                          to sorry gregory, tłumiłabym misje i powiedzmy bycie Bogiem na siłę lekami.

                          tu kłaniają się wspomniane przez drugikoniecświata książki Arnhild Lauveng i niemal psychoanalityczne rozumienie własnych demonów (np. gryzących wilków). bardzo świadoma osoba. osobiście wolę jednak własny dojmujący i chwilami za duży smutek, żaden napęd regulować farmakologicznie. no cóż.
                          • ergo_pl Re: Bunt przeciw biopsychiatrii 14.03.13, 16:34
                            smile

                            Nie lubię przegięć w czymkolwiek, więc absolutnie nie jestem za tym, żeby od razu, z marszu, przy najlżejszej dolegliwości faszerować człowieka farmakologicznie. Jak ktoś ma subdepresję, to może i dziurawiec mu pomoże (się zrymoawało wink

                            Ale jakby - idąc tropem przekonań autora - w manii zaczynać od psychologa albo też niewstającego, niemyjącego się wlec do tegoż, to pachnie po prostu głupotą.
                  • awanturka Re: Bunt przeciw biopsychiatrii 17.03.13, 15:13
                    tlenoterapia napisała:

                    > Nie chodzi o dyskusje na temat ilości hormonów. Istotne jest ze psychiatri
                    > a opiera swe leczenie na modelu biologicznym nie mającym podstaw naukowych.
                    > Leki mogą wywołać szkody w mózgu - znane są skutki brania neuroleptyków ,
                    > o tym wiedzą też psychiatrzy ,ze w pewnych dawkach wywołują one trwałe zmiany
                    > w receptorach dopaminergicznych. itd. itp.


                    Wspólczesna farmakoterapia przypomina naprawiane zegarka za pomocą młotka, , prawdą też są skutki uboczne (znasz lek, bez skutków ubocznych, zwlaszcza gdy jest przyjmowany stale).

                    Ale jaka jest alternatywa - chorzy latami izolowani w ośrodkach zamkniętych,
                    niektórzy długotrwale w kaftanach bezpieczeństwa lub w pasach, w pustych salach
                    by nie zrobili sobie krzywdy? To jest alternatywa?

                    Ja miałam chorego w rodzinie (schizofrenia? Chad, nie jest to jasne)
                    - to był brat babci, przed erą psychotropów - zmarł w zakładzie dla psychicznie
                    chorych, nie mógł go opuścić, rodzina robila próby by zabrać go do siebie,
                    ale jego stan był bardzo ciężki.

                    Dzisiaj pewnie brał by psychotropy, być może mialy tiki (zespół neuroletyczny),
                    może byłby otyly, może spowolnialy (tak bywa po "ciężkich" neuroleptykach), pewnie nie by łby w stanie pracować - ale bardzo prawdopodobne, że tylko sporadycznie byłby w szpitalu
                    a większość czasu spędzal w swoim środowisku z rodziną

                    Znasz jakąś alternatywę dla psychotropów, którymi tak pomiatasz?
                    (na wiasem mówiąc ja znam - ale dla ciebie to byloby jeszcze bardziej
                    nie do przyjęcia) Znasz alternatywę dla osób poważnie chorych?
                    • tlenoterapia Re: Bunt przeciw biopsychiatrii 17.03.13, 18:39
                      > Znasz jakąś alternatywę dla psychotropów, którymi tak pomiatasz?
                      > (na wiasem mówiąc ja znam - ale dla ciebie to byloby jeszcze bardziej
                      > nie do przyjęcia) Znasz alternatywę dla osób poważnie chorych?

                      Ja nie jestem od rozwiązywania wszystkich problemów psychiatrii czy szukania metod jak ulżyć cierpiącym psychicznie.
                      Myślę ze idealnego stanu nigdy nie będzie, ale warto mieć świadomość własnych decyzji i konsekwencji związanych z leczeniem. Pewne ważne fakty na ten temat przybliża autor cytowanej publikacji.
                      A jeśli już tak osobiście do mnie startujesz, zdziwiła byś jak wiele przeszłam, nawet tych metod leczenia, które uważasz, ze dla mnie by nie były do przyjęcia.
                      • awanturka Re: Bunt przeciw biopsychiatrii 18.03.13, 16:13
                        Co do działania psychotropów nikt nie robi z tego tajemnicy.
                        Wystarczy umieć czytać, żeby wyczytać z ulotek prawie wszystko.
                        Uczciwy lekarz dopowie to czego w ulotce wyczytać nie można
                        (jak jest doświadczony to ma swoją własną wiedzę
                        zdobytą w kontakcie z chorymi).

                        I owszem,
                        są takie ośrodki, sama mam znajomego w takim ośrodku.

                        Byłam nie raz w szpitalu i wiem, że to co potrafi psychiatria najlepiej to
                        "spacyfikować" skrajnie pobudzonych chorych lekami, to działa w 100%
                        (dużo gorzej jest z tym, żeby doprowadzić ludzi
                        do w miarę normalnego funkcjonowania )

                        Powiesz, że to nie dużo. Zależ jak na to patrzeć - jest różnica w zyciu chorego,
                        który został "spacyfikowany lekami" i jakoś tam sobie żyje w takim ośrodku
                        (nawet jak powiemy "ale co to za życie?), a człowiekiem
                        permamentnie pobudzony, którego trzeba zapinać w pasy.

                        To nie była osobista "wycieczka" w Twoim kierunku, chociaż może tak może wyszło.
                        Pytanie - "a znasz inną alternatywę" mogłabym postawić każdemu, nie tylko Tobie.
                        • tlenoterapia Re: Bunt przeciw biopsychiatrii 18.03.13, 17:41
                          > Co do działania psychotropów nikt nie robi z tego tajemnicy.
                          > Wystarczy umieć czytać, żeby wyczytać z ulotek prawie wszystko.

                          Nigdzie w ulotce nie pisze ze np.przyjmując antydepresant można zaburzyć prace neuroprzekaźników tak ,ze po odstawieniu leku powrócą większe zaburzenia depresyjne, które mogą słonic do chronicznego przyjmowania psychotropów.

                          Nigdzie tez nie pisze ze przyjmując neuroleptyki z biegiem czasu mogą przestać likwidować objawy wytwórcze i pod wpływem zmian jakie mogą wywołać w neuroprzekaźnikach, mogą spowodują brak reakcji na leki. A w konsekwencji można się domyśleć ,ze zamkniecie w Tworkach i przywiązanie do łózka.


                          Zacytuje artykuł bo się burzysz, ze wymysły publikuje autor :-

                          " ...w książce Anatomy of an Epidemic przedstawiłem to, co na temat długoterminowych efektów przyjmowania leków psychiatrycznych mówi nam oficjalna, mainstreamowa literatura medyczna. Kiedy się ją przeanalizuje , wyłania się z niej obraz biopsychiatrii jako paradygmatu, który – jeśli chodzi o długoterminowe rezultaty – zawiódł. Można powiedzieć, że opisałem ich własne badania, przedstawiłem ich własne ustalenia."

                          I drugi cytat -
                          "Nie sądzę, aby należało całkowicie zrezygnować z leków psychiatrycznych. Na krótką metę bywają przecież pomocne, i nie można zapominać, że są ludzie, którym pomagają nawet w długiej perspektywie czasowej. Psychiatria powinna zatem wypracować zasady stosowania leków psychiatrycznych ostrożniej i na ograniczoną skalę. Jednak uważam, że stosowanie farmaceutyków powinno być wyłącznie dodatkiem do opieki psychologicznej, nigdy zaś podstawą leczenia."

                          >jest różnica w zyciu chorego
                          > ,
                          > który został "spacyfikowany lekami" i jakoś tam sobie żyje w takim ośrodku
                          > (nawet jak powiemy "ale co to za życie?), a człowiekiem
                          > permamentnie pobudzony, którego trzeba zapinać w pasy.

                          Wiadomo ,ze coś trzeba zrobić z kimś kto szaleje po ulicach i robi obciach rodzinie, ale trzeba mieć świadomość ze to "coś trzeba zrobić " nie równa się faktycznej pomocy czy leczeniu.
                          To co nazywa się leczeniem w psychiatrii jest często barbarzyństwem i nadużyciem.
                          Mozna tu wymieniać przykłady od podawania dwulatkom psychotropów, przez stosowanie pacyfikacji farmakologicznej niedorozwiniętych z ośrodków społecznej pomocy, po niedostrzeganie problemów emocjonalnych stojących u podłoża zaburzeń pacjenta i ograniczeniem pomocy do biologicznego leczenia.

                          Brak znajomości działań długofalowego stosowania leczeń psychiatrycznych, niepewność co do mechanizmów działania psychotropów na mózg , różni psychiatrie od cywilizowanych metod leczenia w innych gałęziach medycyny.
                          • awanturka Re: Bunt przeciw biopsychiatrii 18.03.13, 18:53
                            Nie wiem jak ma się to o czym piszesz do tego, że badania wykazały, że antydepresanty (SSRI) pomagają odbudować się zniszczonym komórkom hipokampa (zniszczonym np. przez przewlekły stres) oraz odbudowują receptory serotoninowe (dlatego nie działają od razu, receptory potrzebują czasu, żeby się odbudować).

                            Człowiek jest trochę bezbronny wobec doniesień naukowych.
                            Nie mam odpowiedniej wiedzy, żeby odnieść się krytycznie do tych i innych badań.

                            Co do reszty - bardzo trudno to udowodnić, bilans strat i zysków przy stosowaniu psychotropów jest ujemny w dłuższej perspektywie czasu. Trzeba by mieć grupę kontrolną leczoną bez psychotropów, lub przyjmujących je rzadko, tylko do czasu ustąpienia objawów oraz grupę leczoną "lekowo" o identycznym profilu.

                            To moim zdaniem niewykonalnym z metodologicznego punktu widzenia.

                            Wiadomo, że psychiatria ocenia stan pacjenta wg. kilku objawów i może ocenić wplyw leku na te objawy. A nasilenie lub oslabienie tych objawów może słabo lub w ogóle nie przekładać na ogólne funkcjonowanie pacjenta w dluższej perspektywie.

                            Lekarz też nie bierze pod uwagę "zasobów pacjenta" (nie bierze, bo nie jest w stanie wziąć pod uwagę) - które mają ogromny wpływ na jego funkcjonowanie po kryzysie psychicznym (np. nawyków i umiejętności wyniesionych z domu rodzinnego, dotychczasowych doświadczeń życiowych, umiejętności społecznych, wykształcenia, zaradności, zdolności adaptacyjnych oraz innych ).

                            Słusznie nie zostawiają na eksperymencie "soteria" suchej nitki.
                            nie ma wg. mnie żadnej wartości naukowej (z tych powodów co powyżej)
                            Natomiast sam w sobie był to eksperyment sam w sobie jest ciekawy.

                            Co do leczenia psychologicznego - będzie tak bardzo osobiście.
                            Jestem chyb jedną z najlepiej "wyterapeutyzowaną pacjentek"
                            w Polsce. (okolo 1000 godzin różnych form terapii).

                            Z perspektywy czasu mogę powiedzieć jedno - generalnie miało to jakiś tam pozywtywny wpływ na moje życie (np. stalam się bardziej świadoma siebie, swoich potrzeb, ograniczeń - nie będę wypisywać wszyskich "zysków"), natomiast nie mialo to wpływu na objawy choroby.

                            Nie wyobrażam sobie jak taka psychoterapia miałaby wyglądać w sytuacji ciężkiej depresji lub skrajnego pobudzenia ze stanem euforii czy dysforycznym. Dla mnie taki stan to coś w rodzaju "bełkotania bez sensu" mojego układu nerwowego, którego nie ma sensu psychologicznie analizować.
          • awanturka Re: Bunt przeciw biopsychiatrii 17.03.13, 14:45
            tlenoterapia napisała:


            > Autor pisze ważną rzecz, ze model leczenia powinien się zmienić na rzecz bar
            > dziej holistycznej, środowiskowej pomocy. Obecnie pacjent nie ma żadnej pomocy
            > w najważniejszych strefach życia.

            Teoretycznie ma.
            W praktyce czasem też.

            Więc nie chodzi o nastawienia na bardziej holistyczne podejście, bo to sprawa oczywista i nikt tego nie neguje a facet wyważa drzwi od dawna otwarte na oścież tylko o jego realizację (a oprócz dobrej woli trzeba niestety na to środków).

            Przy większych poradniach zdrowia psychicznegoi zatrudnienie są "asystenci społeczni", których zadaniem jest pomaganie choremu - i czysto praktyczne (jak nie jest czegoś w stanie zrobić czy załatwić) jak i pomoc w procesie powrotu do normalnego życia z ktorego został wytrącony przez kryzys psychiczny. Tam gdzie sytuacja tego wymaga taki asystent może towarzyszyć takiemu człowiekowii codziennie.

            Są świetlice środowiskowe, oraz różne inne inicjatywy ktore wyciągają ludzi z domów, zapobiegają samotności i izolacji, angażują chorych w różne sprawy (również pracy na rzecz lokalnej spoleczności!)

            Są spóldzielnie socjalne tworzone przez samych chorych, przy zachęcie i wsparciu z zewnątrz, gdzie chorzy nie mogący pracować na otwartym rynku pracy mogą realizować się zawodowo. Taka spółdzielnia może być też dobrym startem do pracy już poza nią.

            To tylko przykłady.
            Niestety, w większości wypadków istniejące tylko na papierze.
            Albo robione w sposób "akcyjny".

            Tutaj gdzie mieszkam są asystenci socjalni, tyle, że
            i nie ma żadnej informacji o tym, że o pomoc do nich mozna się zwrócić
            a poza tym to ludzie, ktorym generalnie się nic nie chce.

            Byl organizowany program "na rzecz społeczności lokalnej".
            kapitalna inicjatywa. Ci, ktorzy weszli w program robili mnóstwo fajnych i pozytecznych rzeczy
            i czuli się potrzebni, dowartościowani...

            I co? - i nic. Pieniądze na program się skończyly (projekt unijni)
            chorzy rozeszli się do domów i jest jak bylo, może tylko wspomnienia zostaly.

            Tutaj gdzie mieszkam jest też spóldzielnia socjalna, której inicjatywa wyszla od fantastycznej kobiety (ktoira nota bene na początek wyłozyła swoje prywatne środki)
            w ktorej pracuje 10 chorych. Zajmują się przede wszyskim małą poligrafią.

            Załozylaby następne - niestety już nie ma prywatnych środków
            a gmina ma ważniejsze potrzeby...

            Więc nie mów, że świadomości potrzeby holistycznego podejścia
            wsród ludzi zajmujących się psychiatrią i będących blisko tematu
            Bo jest - tylko z realizacją kiepsko sad

            > No właśnie jeśli leczenie psychotropami jest skuteczne to czemu liczba chorych
            > psychicznie wzrasta?

            Przyczyn może być bardzo wiele.

            w dużych chorobach psychicznych (CHAD, schizofrenia)
            do ktorych skłonność jest dziedziczona w tej chwili
            tę skłonność przekazuje się następnym pokoleniom

            Przed erą psychotropów czlowiek chory miał praktycznie zero szans
            na zalożenie rodziny i wychowanie dzieci. Biorąc pod uwagę fakt, że
            obie choroby mają przeważnie swój początek w młodości szansa
            a przed erą psychotropów mialy bardzo dramatyczny przebieg
            (a pewnie i samobójstwa częściej się wśród chorych zdarzały)
            na zalożenie rodziny i posiadanie potomstwa szanse byly bardzo nikłe...

            To tylko jeden z możliwych powodów.
            Pewnie jest ich więcej.
            • tlenoterapia Re: Bunt przeciw biopsychiatrii 17.03.13, 18:54
              > Są świetlice środowiskowe, oraz różne inne inicjatywy ktore wyciągają ludzi z
              > domów, zapobiegają samotności i izolacji, angażują chorych w różne sprawy (rów
              > nież pracy na rzecz lokalnej spoleczności!

              Coś tam sie dzieje w wiekszych miastach.. to sa marginalne dzialania, niestety tez sa nadużycia czesto pisza za duze pieniadze z unii programy nieprzydatne chorym w praktycznym życiu.
              Nawiasem mówiąc nie wiem jak pomoc z zewnątrz może być skuteczna gdy chory psychicznie ma rentę 300-400 zł po co nauka usamodzielniania takich chorych jak nie sa w stanie przeżyć za te pieniądze..

              Więcej jest chorych psychicznie mimo ze psychotropy sa niby tak skuteczne,gdybać sobie znowu możną czemu ale badania wykazują, ze psychotropy pomagają na małym dystansie a w długotrwałej terapii powodują pogorszenie ,wiec trzeba szukać alternatyw jak pomagać chorym.
              • za_mszowe Re: Bunt przeciw biopsychiatrii 17.03.13, 20:44
                Ogólnie raczej funduszy wystarcza tylko na takie działania, żeby tworzyć jakieś wsparcie długotrwałe dla najbardziej przewlekle chorych, czyli te ośrodki samopomocy i WTZ (czasem razem są na zajęciach osoby chore psychicznie i niepełnosprawne intelektualnie). Bo np ktoś nie będzie w stanie pracować, a musi jakoś zająć sobie czas i za 400 zł nie przeżyje.
                • awanturka Re: Bunt przeciw biopsychiatrii 18.03.13, 16:30
                  Sprawa jest głównie w braku środków materialnych i "niechciejstwa"
                  a nie tego, że niedocenia się znaczenia szeroko rozumianej terapii i rehabilitacji
                  (autor artykułu tak o tym pisze jakby robił wielkie odkrycie!)

                  A teraz Wam o czymś napiszę.
                  Niedaleko miasta, gdzie mieszkam jest Ośrodek Rehabilitacji Psychiatrycznej
                  (ma status oddzialu szpitalnego. Poza fatalnymi warunkami socjalnymi - bajka.
                  Dwadzieścia osób. Chorzy się rehabilitują przez sporządzanie wspólne przytrządzanie posiłków,
                  mycie naczyń, sprzątanie,, wspólne śpiewnie, gry, zabawy, ognisko.

                  Nie ma psychoterapii jako takiej (można rozmawiać z psychologiem),
                  za to jest "terapia otwarcia" (czy jakoś tak) - mówienie o swoich doświadczeniach,
                  psychoedukacja i socjoterapia

                  Korzysta z tego od lat "stala ekipa", są to ludzie, którzy nie są się w stanie utrzymać (400zł renty) więc jest ich sposób na przeżycie. Co 5 miesięcy muszą wyjść z ośrodka by po miesiącu być przyjętym na nowo. Ośrodek akceptuje taki stan rzeczy.
                • tlenoterapia Re: SONDA - psychotropy a jakość życia 18.03.13, 21:46
                  A czemu nie zadasz tego typu pytań -

                  1. Kto uważa, ze na jego stan psychiczny wpłynęły sytuacje z dzieciństwa z relacji z rodzicami lub przeżycia szczególnie ważne ?

                  2. Kto uważa, ze otrzymał odpowiednią pomoc, wsparcie w rodzinie jak i psychoterapeutyczną zanim rozpoczął farmakoterapie?

                  3. Czy z perspektywy czasu wszystkie decyzje lekarzy o przyjmowaniu leków i stosowaniu terapii psychiatrycznych były korzystne?

                  4. Czy po odstawieni leków nastąpiło pogorszenie mimo, ze problem psychiczny był tylko epizodyczny?

                  5. Czy z biegiem lat potrzebne są coraz silniejsze leki lub ich większa ilość?

                  6. Czy niczego nie trzeba zmienić w psychiatrii i w pomocy dla pacjentów?





                  "Na szczęście organizm ludzki jest tak wspaniały, że wytrzyma prawie każde leczenie."
                  • awanturka Re: SONDA - psychotropy a jakość życia 18.03.13, 22:20
                    Dobre pytania. A więc się przyłączam do Ciebie i zadaję smile
                    Ponieważ to Ty jesteś autorką pytań to może załóż osobny wątek z tą ankietą.

                    Od razu odpowiadam.

                    1. Kto uważa, ze na jego stan psychiczny wpłynęły sytuacje z dzieciństwa z rel
                    > acji z rodzicami lub przeżycia szczególnie ważne ?

                    Nie uważam.
                    A może to, że nie chcialam chodzić do przedszkola, ale musialam?
                    Nic innego co by moglo mieć jakiekolwiek znaczenie nie pamiętam,

                    (przecież chyba nie to, że mialam lekką nadwagę i nie moglam jej zrzucić
                    albo, że chlopak mnie rzucił, albo, że balam się nauczycielki geografii)

                    > 2. Kto uważa, ze otrzymał odpowiednią pomoc, wsparcie w rodzinie jak i psychot
                    > erapeutyczną zanim rozpoczął farmakoterapie?

                    Absolutnie tak, zrobiono wszysko co bylo możliwe. A nawet zrobiono za dużo.
                    Zdecydowanie za późno zorientowano się, że nie tędy droga, że w ten sposób
                    niewiele się nie osiągnie.

                    >
                    > 3. Czy z perspektywy czasu wszystkie decyzje lekarzy o przyjmowaniu leków i st
                    > osowaniu terapii psychiatrycznych były korzystne?

                    Co do leków - trudno powiedzieć.
                    Łatwiej powiedzieć, że nie były "niekorzystne"

                    Co do psychoterapii - uważam, że zupełnie bez sensu było ładowanie mnie
                    przez pewną bardzo młodą lekarkę w psychoterapię grupową dla osób z nerwicą
                    i stanami lękowymi w stanie ciężkiej depresji z objawami psychotycznymi
                    (psychoterapeuci też uważali tak jak ja - czyli, że bez sensu)

                    > 4. Czy po odstawieni leków nastąpiło pogorszenie mimo, ze problem psychiczny b
                    > ył tylko epizodyczny?

                    Nie nastąpilo bo nigdy leków nie odstawialam

                    >
                    > 5. Czy z biegiem lat potrzebne są coraz silniejsze leki lub ich większa ilość?

                    Lekarz wprowadził inne, z innej grupy leków.
                    Jak mam ocenić czy silniejsze?
                    >
                    > 6. Czy niczego nie trzeba zmienić w psychiatrii i w pomocy dla pacjentów?

                    Chyba się nie spodziewasz, że ktoś odpowie, że "nie"?
                    Pewnie, że trzeba. ale jeżeli chodzi o mnie osobiście,
                    że zmiany te nie miałyby jakiegoś większego znaczenia.

                    • tlenoterapia Re: SONDA - psychotropy a jakość życia 18.03.13, 22:39
                      Ironizujesz i zamiast refleksji nad tematem biologicznego podejścia , starasz się być w opozycji za wszelką cenę do tego co jest bardzo ważne by psychiatria mogla rozwijać się do przodu dla dobra ludzi, a nie firm farmaceutycznych.

                      Obawiam się ze jest dużo takich pacjentów bez wiedzy, ufnych w biologiczną formę leczenia, bezkrytycznych.Tak samo jest dożo takich co schematy biologicznego "leczenia" doprowadziły do Kocborowa i Tworek, bo zabrakło pomocy w życiu.

                      Na szczęście są takie ośrodki na świecie gdzie ze skutkiem stosuje sie pomoc również w stanach psychotycznych gdzie nikt nie stosuje przemocy wobec pacjentów i na silę nie wciska leków.A psychoterapia stosowana jest nawet w najcięższych przypadkach i nie jest tak jak u nas przeciwwskazaniem.
                      • awanturka Re: SONDA - psychotropy a jakość życia 19.03.13, 21:11
                        ironią było to co było w nawiasie
                        nie traktuj jako ironii wszystkiego co napisałam.
                        To co poza nawiasem było najzupełniej serio.

                        Ustalmy - co to jest biologiczny schemat leczenia.
                        Z tego co wiem obowiązujący schematem leczenia jest podejście holistyczne
                        powinno się stosować gdy trzeba środki farmakologiczne ale również (a czasem przede wszystkim) psychoterapię, socjoterapię, grupy wsparcia, różnego rodzaju terapie
                        innego rodzaju oraz wsparcie dla pacjenta w jego środowisku.

                        Mniej więcej wiadomo w jakich schorzeniach ma większe znaczenie
                        psychoterapia a w jakich farmakoterapia. Leczenie osób z nerwicą
                        lub zaburzeniami osobowości długotrwale psychotropami jest błędem w sztuce lekarskiej.
                        Wiem, że są tacy lekarze co tak robią, ale nie jest temu winna "biopsychiatria",
                        tylko ignorancja lekarzy.

                        A w ogóle to nie rozumiem pojęcia "biopsychiatria".
                        Wiadomo, że psychikę człowieka można opisywać na sposób biologiczny
                        i psychologiczny - stawianie tych opisów w opozycji (jeden fałszywy, drugi prawdziwy)
                        jest koszmarnym niezrozumieniem - te sposoby się uzupelniają a nie są w opozycji.

                        To tak, jakby osoba przeglądała się w dwóch różnych lustrach ustawionych pod innym kątem
                        - więcej zobaczy niż w jednym lustrze a kłótnia o to, ktore lustro dalo prawdziwy a które falszywy obraz jest bezsensu.

                        Co do rozpowszechnienia się farmakoterapii - stala się tak popularna
                        bo tzw, psychiatria humanistyczna poniosła kompletną klęskę.

                        Tak właśnie było. Setki godzin analizowania każdego treści urojeniowych pacjenta,
                        setki godzin dokopywania traum z dzieciństwa przez pokłady wspomnień, gdzieś w nieświadomości w przypadku schizofrenii nie dały kompletnie nic.
                        okazały się kompletnie bezskuteczne


                        Co do firm farmaceutycznych - masz rację - ale to problem
                        każdej dziedziny medycyny, nie wiem co może mieć wspólnego z "biopsychiatria"
                        chyba to, że "biopsychiatria" stosuje leki"

                        Chciałam zauważyć, że psychoterapia (szczególnie taka, ktora wymaga dlugotrwalego, nieraz wieloletniego kontaktu z pacjentem) to też jest ogromny biznes. I wcale nie rzadko zdarzają się psychoterapeuci, którzy cynicznie mamiąc pacjenta obietnicą poprawy ciągną terapię latami, nawet u pacjentów, którzy powinni dawno trafić pod opiekę psychiatry. Pacjent mający pieniądze to żyła zlota! Tu też jest pole do naduzyć.

                        Z tego co wiem, to nie ma przeciwwskazań do psychoterapii w żadnym stanie,
                        natomiast rzeczywiście pewnych jej form się nie zaleca przy pewnych schorzeniach.

                        Psychoterapię poznawczo-behawioralną mozna stosować u każdego pacjenta.
                        Tylko jak ją stosować u pacjenta z mutyzmem albo stuporem?
                        To nie ironia - pisząc o ciężkich zaburzeniach takie i tym podobne
                        sytuacje miałam na myśli.

                        Co do pomocy psychologicznej - (nie wiem jak Cię przekonać, że mówię prawdę).
                        W większości szpitali w jakich przebywałam (7/8) pacjenci nie chcieli takiej pomocy.
                        Zdecydowanie odmawiali kontaktu z psychologiem
                        (więc kontakt ograniczal się w związku z tym do wypełnienia testów).

                        To daje do myślenia.

                        Byłam jedyną pacjentką, ktora takiego kontaktu chciała.
                        I to wcale nie dla tego, żeby się "psychoterapeutyzować"
                        - wiedziałam, że psycholog "kabluje" lekarzom i byl to sposób sprawienia
                        żeby wiedzieli o moim stanie więcej. (choć trzeba przyznać, że już na wylocie jak już czułam się lepiej to korzystałam faktycznie z psychoterapi).

                        tlenoterapia!

                        ja naprawdę nie rozumiem o co w tym wszystkim chodzi....
                        widzę takie problemy składające się na krytykowany przez Ciebie stanan rzeczy:

                        - niedoinwestowana służba zdrowia
                        - zaniedbania w organizowaniu różnorodnych form
                        pomocy dla ludzi zburzeniami psychicznymi
                        (jednym z powodów jest brak środkow)
                        - nadużywanie farmakoterapii z powodu niekompetencji
                        lub bezradności lekarza (jak nie ma innych form pomocy chorej osobie
                        lub dostępne formy terapii są nieskuteczne to co im pozostaje?)

                        Wyjaśnij mi jak to się ma do tego co nazywasz "biopsychiatrią"?
                        Przecież to wszysko są rzeczy nie wynikające w żaden sposob z jakiejś
                        ideologii "biopsychiatrycznej" a z zupelnie innych przyczyn!

                        Twoje twierdzenie w drugim akapicie twojego postu
                        (ten o Tworkach i Komorowie) jest pozbawione jakichkolwiek podstaw.
                        Skąd to wiesz?

                        Bo ja wiem co innego - wiem, że pacjenci, którzy przed erą psychotropów
                        byli skazani na zakład psychiatryczny dożywotnio, teraz są w stanie funkcjonować poza
                        szpitalem (lepiej, gorzej - ale nie w szpitalu!).

                        Ja naprawdę nie rozumiem o co w tym wszystkim chodzi.
                        W każdym współczesnym podręczniku psychiatrii przeczytasz o bezwzględnej potrzebie holistycznego podejścia do pacjenta. Przecież nikt tego nie neguje! Gdzie ty widzisz jakąś "biopsychiatrię" której naczelną i jedyną zasadą jest "zawsze i tylko farmakoterapia".

                        • awanturka Re: SONDA - psychotropy a jakość życia 20.03.13, 17:11
                          Przeczytałam jeszcze raz artykuł i to co napisalaś.

                          Przyznaję, znalazłam coś co być może można by przypisać
                          temu co nazywasz "biopsychiatrią" (nie mam pojęcia skąd taka nazwa)
                          - mianowicie twierdzenie, że leki należy przyjmować długotrwale.

                          Jest takie powiedzenie w środowisku psychiatrów -
                          "tylko lek i w takiej dawce jaki dał poprawę - podtrzymuje tą poprawę"
                          Co prowadzi do dlugotrwałego przyjmowania leku i zmieniania go na inny
                          jak dzieje się coś złego .

                          Sama wolałabym przyjmować neuroleptyki "interwencyjnie" czyli wtedy
                          gdy dzieje się źle. Mój lekarz by nawet na to poszedł, tak czuję.

                          Ma on od pewnego czasu postawę "mówię pani jak sprawa wygląda
                          w świetle dzisiejszej wiedzyi co bym zalecał - pani decyduje, pani ponosi odpowiedzialność".
                          Póki co sama zadecydowałam o zejściu z ketrelem z 400mg do 300mg.
                          Pewnie zejdę do 200mg - dalej się nie odważę....
                          • tlenoterapia Re: SONDA - psychotropy a jakość życia 21.03.13, 18:54
                            Awanturko, już mi siły opadły ,żeby sie dalej zajmować dyskusja.

                            Wnioskuje, ze część biorących psychotropy, broni sie przed treściami krytykującymi farmakologiczna stronę leczenia bo juz i tak i tak pogodzili sie z własnymi świrami i lekarzami i psychotropami- co cokolwiek ktoś napisze i tak tego nie da sie zmienić, wiec po co czytać takie artykuły i szarpać się z samym sobą jak i tak nic to nie da prócz większego psychicznego zamętu.
                            Jednak dla mnie opinie niezależnych badaczy, naukowców nie związanych z lobby farmaceutycznym czy psychiatrycznym są ważne i w niczym mi nie zagrażają .

                            Awanturko, piszesz dużo na temat własnych przemyśleń czy doświadczeń ale nie przekładają sie one na ogólny stan w psychiatrii. Tak jak powiedzenia wśród psychiatrów nie przekładają się na schematy podawania leków które ich obowiązują.

                            Znając nieco twoje różne wypowiedzi zastanawia mnie czy aby stany psychotyczne z których cie leczono nie były spowodowane lekami trojpierscieniowymi, co do których dziś w świetle dzisiejszej wiedzy wiadomo, ze takie stany mogą wywoływać. Nie bez powodu w końcu po latach uznano, ze leki antydepresyjne nie sa dla ciebie.
                            Sądzę, ze więcej ci zamieszały niż pomogły. To tyle jeśli chodzi o widzenie w kolorach tęczy farmakoterapii.

                            Dodam tylko informacyjnie, ze ketrel jest podejrzany o właściwości uzależniające, schodzenie z niego może przyczynić sie do złego samopoczucia nie tylko dla tego, ze potrzebujesz go jako leku. Będąc w podobnej sytuacji radzę rób to bardzo powoli.
                            • drugikoniecswiata Re: SONDA - psychotropy a jakość życia 23.03.13, 19:44
                              Tak, postawa broniąca status quo (czy to w kwestii leków, czy psychoterapii, czy w innych czasem kwestiach) jest na forum bardzo silna. Nauczyłam się tutaj, że nie ma stereotypu silniejszego niż autostereotyp.

                              Mam natomiast zasadnicze zastrzeżenie do prób oceny zastosowanego leczenia. Oceniający lekarza pacjent patrzy wstecz i posiada "wszystkie" dane. Lekarz, podejmujący decyzje o leczeniu, patrzy do przodu i danych nie posiada. To nie jest ta sama sytuacja. Łatwo jest nagiąć naszą interpretację do pożądanego "co by było gdyby", ale to są oceny nieweryfikowalne. Równie dobrze mogłoby się wszystko potoczyć zupełnie inaczej, niż sobie wyobrażamy.

                              Sądzę, że zasadniczym problemem współczesnej psychiatrii jest to, że próbuje obiecujące wyniki leczenia farmakologicznego pewnej grupy ludzi przenieść na wszystkich chorych, co przy coraz bardziej rozszerzających się kryteriach choroby jest skazane na niepowodzenie. Gdyby dało się jakoś magiczną różdżką rozpoznać, u kogo leki przyniosą trwałą poprawę, a u kogo nie, i faszerować nimi tylko tę pierwszą grupę... to pewnie byłoby z pożytkiem dla wszystkich, a i oszczędniej.
                              • tlenoterapia Re: SONDA - psychotropy a jakość życia 23.03.13, 23:21
                                > Mam natomiast zasadnicze zastrzeżenie do prób oceny zastosowanego leczenia....
                                -> ...Łatwo jest nagiąć naszą interpretację do pożądanego "co by był
                                > o gdyby", ale to są oceny nieweryfikowalne. Równie dobrze mogłoby się wszystko
                                > potoczyć zupełnie inaczej, niż sobie wyobrażamy. -


                                Wszystko jak zwykle masz bardzo przemyślane ale jakoś tak zabarwiło się fatalistycznie.

                                Nie można zanegować, ze nie ma błędów i wypaczeń w psychiatrii i ze nie można im zapobiegać - o tym jest artykuł, próba zracjonalizowania tych problemów w konfrontacji emocjami i doświadczeniami pacjentów, jest mało skuteczna.

                                Ciśnie mi się pytanie - "co by było gdyby wszyscy byli pogodzeni?"




                                "Na szczęście organizm ludzki jest tak wspaniały, że wytrzyma prawie każde leczenie."
                                • drugikoniecswiata Re: SONDA - psychotropy a jakość życia 24.03.13, 17:12
                                  Ja nie jestem pogodzona. Ja co najwyżej nie mam siły walczyć, a może - nie umiem walczyć, nie widząc realnego celu. Im dalej w las, tym mniej wierzę w możliwości psy-leczenia. Co nie znaczy, że uważam, że jest ono niepotrzebne. Coś w stylu demokracji: fatalne, ale lepsze trudno obmyślić.

                                  Nie sądzę, by poza grupą excellent responders lub innymi bardzo zawężonymi wyspecjalizowanymi grupami można było rzetelnie ocenić działanie leków, by dało się oceniać zastosowane procedury lecznicze - w to już w ogóle nie wierzę. Jest za dużo zmiennych, które mają wpływ na zmianę stanu psychicznego, trwała zmiana to okres kilku/kilkunastu lat, a takich badań a) nikt nie finansuje b) tym bardziej trudno o wiarygodną metodologię.

                                  I dużo bym dała za tę pomoc, o której pisze awanturka: wsparcie socjalne, rentę, itd itp. Ich brak tak daje po oczach, że mające zastąpić wszystko piguły siłą rzeczy wypadają słabo.
                                  • czubata Re: SONDA - psychotropy a jakość życia 25.03.13, 23:32
                                    Kiedy przeanalizujemy literaturę naukową dotyczącą długoterminowych wyników leczenia farmakologicznego, z łatwością dostrzeżemy, że leki psychiatryczne zwiększają przewlekłość problemów psychicznych. Jest to szczególnie widoczne w przypadku tzw. zaburzeń afektywnych (depresja i choroba maniakalno-depresyjna). Co więcej, na przykład długotrwałe przyjmowanie antydepresantów typu SSRI przez pacjentów ze zdiagnozowanym zaburzeniem afektywnym zwiększa prawdopodobieństwo, że osoby te będą długotrwale niezdolne do normalnego, codziennego funkcjonowania.

                                    Studiując wpływ leków psychiatrycznych na epidemię zaburzeń psychicznych, zauważymy, że stan znacznej części osób, które przyjmują antydepresanty typu SSRI w związku z wystąpieniem u nich łagodnej depresji, z czasem się pogorszy. Przyjmowane leki wywołają u nich nowe, ostrzejsze objawy, np. manię.


                                    Tak przypuszczałam, od dawna. Mimo wszystko nie wyobrażam sobie powrotu do czasów w których byłam bez leków. Widocznie należę do tych osób które funkcjonują, teraz dopiero. Zastanawiam się czemu wiele osób nie należy do tych którzy funkcjonują. Byłam nie raz i nie dwa w szpitalu, poza szpitalem podpatrywałam również. Niektórzy ludzie są tak naszpikowani wysokimi dawkami leków, że nie sposób funkcjonować. Niektórzy ludzie są tak naszpikowani lekami że nie są w stanie przełykać własnej śliny. Po co? Dlaczego? Po co mają ciągle spać, i po co mają brać tyle by nie móc wstać o poranku? Podoba mi się ta teoria umiaru. Co do opieki socjalnej. Moja siostra mieszka za granicą i ma bardzo dobrą opiekę socjalną, nie taką na papierku, ale konkretną opiekę socjalną. Socjalna pomaga załatwiać sprawy urzędowe, czasem są to drobiazgi jak płacenie rachunków na mieście, zrobienie zakupów, różności. Doszło do tego że socjalna lata i szuka jej pracy, w czasie gdy moja siostra sobie tkwi całymi dniami przed telewizorem zwalając na socjalną że jej od ponad roku nie może załatwić pracy.Sama jest przecież bezradna, jest chora. 10 lat temu też była chora i była w stanie zadbać o siebie. Musiała. Teraz nie musi, bo ma socjalną pomoc i pieniądze z socjalnego.


                                    Sygnaturka
                            • awanturka Re: SONDA - psychotropy a jakość życia 23.03.13, 20:54
                              masz rację - ze swoich doświadczeń (i doświadczeń osób piszących na tym forum)
                              wyciągam zbyt ogólne wnioski.

                              Drugikoniecswiata napisała bardzo mądry post
                              - w nim chyba zawiera się kwintesencja wszystkiego co można o sprawie powiedzieć,
                              niestety psychiatria nie dysponuje póki co "czarodziejską różczką" i w związku z tym
                              bywa, że wali lekami na oślep


                              Co do leków trojpierścieniowych - brałam tylko jeden (przez 6 miesięcy
                              - i zdawałoby się bezskutecznie) i być może to właśnie ten lek wywolał u mnie piękną hipomanię,
                              najdluższą w moim życiu (około 2 miesięczną), była to "hipomania konstruktywna"
                              Byłam w stanie robić rzeczy, których w normalnie nie bylabym w stanie zrobić,
                              - to bardzo popchnęło moje życie do przodu...

                              Piszę "być może" - bo u mnie nawet gdy nie brałam żadnych leków,
                              każda depresja kończyła się hipomanią.


                              Stany hipomanikakalne miałam od 14 roku życia (a niewykluczone, że już wcześniej).
                              Co do pozostałych antydepresantów żadnego związku z hipomanią nie zauważyłam.
                              Najostrzejsze stan psychotyczny miałam bez związku z antydepresantami
                              bo ich wtedy nie brałam...

                              Sama nie wiem po co to wszystko piszę.
                              masz rację - nie można moich doświadczeń uogólniać

                              Zresztą mam też doświadczenia potwierdzające to o czym piszesz.
                              Nigdy nie pomógł mi żaden antydepresant (poza przypadkiem opisanym wcześniej
                              - ale można podejrzewać, że depresja sama przeszła, niezależnie od antydepresanta).

                  • czubata Re: SONDA - psychotropy a jakość życia 25.03.13, 23:55
                    tlenoterapia napisała:



                    > 1. Kto uważa, ze na jego stan psychiczny wpłynęły sytuacje z dzieciństwa z rel
                    > acji z rodzicami lub przeżycia szczególnie ważne ?


                    Ja nie uważam.

                    > 2. Kto uważa, ze otrzymał odpowiednią pomoc, wsparcie w rodzinie

                    Otrzymałam odpowiednią pomoc w odpowiednim czasie od ludzi, którzy pomogli mi znaleźć się u psychiatry.

                    jak i psychot
                    > erapeutyczną zanim rozpoczął farmakoterapie?

                    Jako nastolatka miałam swoją pierwszą próbę samobójczą. Otrzymałam pomoc psychoterapeutyczną polegającą na "przymusowych" regularnych spotkaniach z panią, niewiem czy to psycholog była, czy terapeutka, była od gadania i rozgrzebywania. Okazało się to totalnym fiaskiem. Totalnym. Być może to doświadczenie wpłynęło na to że dotychczas mam opory przed jakąkolwiek terapią. Inne kontakty z terapeutą okazały się wręcz katastrofalne dla mojej psychiki, gorszy stan psychotyczny,psychiczny.

                    >
                    > 3. Czy z perspektywy czasu wszystkie decyzje lekarzy o przyjmowaniu leków i st
                    > osowaniu terapii psychiatrycznych były korzystne?

                    Nie, nie wszystkie były korzystne.
                    >
                    > 4. Czy po odstawieni leków nastąpiło pogorszenie mimo, ze problem psychiczny b
                    > ył tylko epizodyczny?

                    Trudno mówić o epizodyczności mojego stanu, zanim zaczęłam brać leki, mój psychiczny stan był zły od kilku lat.
                    >
                    > 5. Czy z biegiem lat potrzebne są coraz silniejsze leki lub ich większa ilość?

                    Nie. Wręcz przeciwnie. Zestaw się zmniejszył, dawki też są maleńkie.
                    >
                    > 6. Czy niczego nie trzeba zmienić w psychiatrii i w pomocy dla pacjentów?

                    Trzeba. Ale nie wiem czy się da. Niektórzy psychiatrzy sprawiają wrażenie jakby odbębniali robotę na taśmie.
    • breaker03 Re: Bunt przeciw biopsychiatrii 20.03.13, 22:46
      Szczerze?
      Jałowe bicie piany.
      Nie czytałem wszystkich wątków bo to nie ma sensu.
      Ktoś próbuje zaistnieć w jakiejś dziedzinie nauki bez żadnych podstaw edukacyjnych.
      Zarzucenie przynęty (wabika) i obserwowanie (opis) reakcji- banalna, prosta metoda na stworzenie indywidualnego, niepowtarzalnego profilu ChAD-owca.
      Niestety, brutalność rzeczywistości, powoduje rozbicie wszelakich schematycznych analiz poszczególnych przypadków na tematy pokrewne.
      Równanie ChAD=ChAD nie ma sensu.
      Choruję od mniej, więcej 30 lat (może od urodzenia- niewielka różnica smile)
      Zawsze byłem inny: widziałem więcej, czułem więcej, drażnił mnie tłum.
      Tworzyłem obrazy (malowałem), rzeźbiłem, pisałem...
      Mama mówiła, że w kuchni pod stołem (pamiętam) , stworzyłem swój idealistyczny świat.
      Miałem być humanistą,rzemieślnikiem, myślicielem... a zostałem specjalistą cyfrowego obrazowania stomatologii.

      I tak jest.
      Jak to pisała 39a
      Pozdro dla wszystkich, co im się marzenia rozjechały z rzeczywistością.
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka