Dodaj do ulubionych

Jestem rozjechany...

22.05.14, 10:55
... żeby nie powiedzieć dosadniej. Nie, nie mam depresji. Terapia mnie rozwala. A właściwie wnioski, do których na niej dochodzę. Ku*wa czy ja naprawdę jestem kimś takim? Niedojrzałym, infantylnym, bojącym się żyć człowiekiem, który niczego już od życia nie oczekuje poza świętym spokojem od świata i ludzi? Bez ambicji, nadziei i wiary w zmianę swojego życia? Kimś kto boi się przyszłości? Do tego używam swojej choroby do taniego usprawiedliwiania swojej bierności i niepowodzeń, niepodejmowania decyzji, uciekam przed życiem porzucając kolejne szanse, trwając w bezpiecznej i dobrze znanej bylejakości, jakimś cholernym dryfie rozwojowym.
I to naprawdę jestem ja ?!
Obserwuj wątek
    • lolinka2 Re: Jestem rozjechany... 22.05.14, 11:02
      witamy w dorosłym życiu? big_grin

      a na serio: jeśli cię terapia rozjeżdża, to dobrze, bo to pierwszy etap żeby coś sensownego poskładać. Tak jak z chemioterapią na raka - prawie zabije, żeby mogła postawić na nogi, tu jest identycznie. Przeczekać trzeba i dać sobie przyzwolenie na rozpieprzenie. Przejdzie - jak katar, jak ospa etc., wnioski z tobą zostaną, a poskładasz się ładnie sam, nawet niekoniecznie świadomie, na podstawie tych wniosków. Bądź ze sobą, obserwuj, słuchaj, patrz... bo na twoich oczach staje się cud w zasadzie. Stajesz się innym człowiekiem. Pozdro!
      • ergo_pl Re: Jestem rozjechany... 24.05.14, 22:07
        lolinka2 napisała:

        > a na serio: jeśli cię terapia rozjeżdża, to dobrze, bo to pierwszy etap żeby coś sensownego
        > poskładać

        Święte słowa, przechodziłam, a raczej przełaziłam, wytrzymaj.

        eydur8791 napisał:

        > A poważnie: może i masz rację, że ktoś niedojrzały nie idzie na terapię. Wiem t
        > ylko, że moje zachowanie jest niedojrzałe i go nie akceptuję. Chcę to zmienić,
        > ale póki co to raczej się nie udaje mimo 8 miesięcy terapii i spotkań 2 razy w
        > tygodniu.

        Schematów nie ma, komuś innemu może wystarczą 3 miesiące na przykład, moja terapia trwała duuużo dłużej niż 8 miesięcy, także nie załamuj się.

        > Teraz mogę to otwarcie powiedzieć: nie dojrzałem do tego związku. Zachowałem si
        > ę nieodpowiedzialnie i uciekłem. Uciekłem przed wspólnym zamieszkaniem - lęki w
        > ygrały. Głównie poszło o moją niemożność "ogarnięcia" swojego życia.

        No ja jeszcze nie słyszałam, żeby niedojrzały facet miał takie refleksje.
        3-m się.

    • avi_co Re: Jestem rozjechany... 22.05.14, 11:54
      Ja wobec terapeutycznych odkryć jestem bardzo sceptyczna. Poza tym, jeśli nawet po części są prawdziwe, nie jestem skłonna do poddawania się załamaniom. Nasze życie leży w naszych rękachsmile
    • eydur8791 Re: Jestem rozjechany... 22.05.14, 12:19
      Po konsultacjach mój terapeuta mi powiedział, że ma wątpliwości czy rozpocząć ze mną terapię ze względu na mój głęboki sceptycyzm, co do jej przydatności i możliwości pomocy mi poprzez nią. Zdecydował się, bo byłem mocno zmotywowany. Także sceptycyzm jest, ale co by nie mówić ta terapia jest mi pomocna i potrzebna. W przeciwnym razie sobie nie poradzę np. z dokończeniem pracy magisterskiej, zamknięciem rozdziału studia i wzięciem życia w swoje ręce właśnie.
      • 39.a Re: Jestem rozjechany... 22.05.14, 12:45
        W jakim nurcie się terapeutyzujesz?

        Mój drogi, ktoś niedojrzały nie idzie na terapię.

        Jako starsza siostra powiem Ci, że terapia jest żmudna, trudna, ale warto.
        A potem warto ją w którymś momencie zamknąć i zapomnieć o niej smile
        Nieustannie - powodzenia.
        • eydur8791 Re: Jestem rozjechany... 22.05.14, 12:57
          Jeśli Ty jesteś moją starszą siostrą, to wychodzi na to, że jestem... Twoim młodszym bratem big_grin
          A poważnie: może i masz rację, że ktoś niedojrzały nie idzie na terapię. Wiem tylko, że moje zachowanie jest niedojrzałe i go nie akceptuję. Chcę to zmienić, ale póki co to raczej się nie udaje mimo 8 miesięcy terapii i spotkań 2 razy w tygodniu.
          Podobno w psychoanalitycznym. To znaczy tak mówi mój terapeuta. Ja się na tym nie znam i szczerze powiedziawszy jest mi to obojętne. Ważne żeby mi odpowiadało, a odpowiada. Kiedyś próbowałem behawioralno-poznawczej, zdecydowanie mi nie odpowiada. Terapeuta też mi odpowiada, sam chciałem żeby to był facet (feministkom śpieszę wyjaśnić, że nie jestem szowinistą wink)
          Po terapii nie oczekiwałem niczego innego jak tego, że będzie długa, żmudna i bolesna. Ale i tak to co się dzieje przerosło moje przewidywania
          • lolinka2 Re: Jestem rozjechany... 22.05.14, 13:54
            U mnie giga przełom był po 9 m-cach (czyż to nie symboliczne? - jak ciąża) łażenia, gadania, wkurzania się, zalewania potem, omdleń tuż po wyjściu, odruchów wymiotnych i innych rzeczy, że nie wspomnę o siedzeniu w domu tępo przed kompem i 'przetrawianiu'. Potem już normalnie, z górki szło.
            • eydur8791 Re: Jestem rozjechany... 22.05.14, 15:40
              Ja to najczęściej jestem rozbity, wszystko mnie boli w środku i czuję jakby się po mnie walec przejechał po tych sesjach. Płaczu też było sporo. Tylko, że od początku października autentycznie nic, wielkie jebane NIC nie zrobiłem w swoim życiu. Kręcę się w kółko. A nie przepraszam, rozwaliłem swój związek, na którym mi zależało. Po 3 latach bycia razem.
              Serial pod tytułem praca magisterska się ciągnie, bo zwyczajnie się boję, cholera wie dokładnie czego. W wielkim uproszczeniu to chyba dorosłości, tego że sobie nie poradzę, a życie mnie przerośnie (przerasta?). Z tego powodu zaklinam rzeczywistość, czytaj: kłamię, że tak, że praca, że się obronię, że wszystko dobrze, że jakich to ja nie mam planów. A tak naprawdę to za cholerę nie wiem czego chcę. A jak nawet o czymś marzę to głęboko w sobie myślę, że zrobi się samo. I tak okłamuję moich rodziców głównie, wiedząc, że przecież i tak to się rypnie. I siebie też okłamuję. Jak na razie nie mogę zrobić kroku naprzód.
              A najlepsze, że zdaję sobie sprawę, że tak się nie da na dłuższą metę, i że przecież ja taki nie byłem i nie jestem...
              • avi_co Re: Jestem rozjechany... 22.05.14, 21:08
                eydur8791 napisał:

                > rozwaliłem swój związek, na który
                > m mi zależało. Po 3 latach bycia razem.
                Czy nie ma szans, aby to posklejać? O ile mnie pamięć nie zawodzi, był to naprawdę wartościowy związek. Może dałoby radę, zamiast palenia mostów, dać sobie czas na zaczerpnięcie osobnego oddechu? Głębokie relacje z drugim człowiekiem nie są dobrem powszednim.
                • eydur8791 Re: Jestem rozjechany... 22.05.14, 22:21
                  Owszem był bardzo wartościowy. Posklejanie... Szanse oceniam poniżej 5%.
                  Teraz mogę to otwarcie powiedzieć: nie dojrzałem do tego związku. Zachowałem się nieodpowiedzialnie i uciekłem. Uciekłem przed wspólnym zamieszkaniem - lęki wygrały. Głównie poszło o moją niemożność "ogarnięcia" swojego życia.
                  Jeszcze do tego rozstałem się z nią w delikatnie rzecz ujmując nieelegancki sposób. Ostatnio widzieliśmy się. Przeprosiłem ją za to. Wciąż ją kocham, co jej zresztą powiedziałem, ale nie łudzę się, że uda się to poskładać. Mam zbyt wielki burdel w sobie żeby być z kimś na poważnie. Póki co.
                    • eydur8791 Re: Jestem rozjechany... 22.05.14, 22:50
                      Powiedziałem jej to, bo widzieliśmy się trochę ponad tydzień temu. Powiedziała, że ją tym wszystkim zaskoczyłem. Spotkanie skończyło się pokojowo. Czasu to ja jej mogę dać ile chce, ale myślę, że ona już nie ma zamiaru czekać. Czekać na to aż się poskładam, ogarnę, stanę na wysokości zadania i zachowam jak facet a nie jak... Czemu się zresztą nie dziwię.
                  • 39.a Re: Jestem rozjechany... 23.05.14, 02:35
                    Ładne, ale...
                    Uczę się w sobie rozpoznawać "mam depresję" od "nie mam chęci tego zrobić".
                    Absolutnie Ciebie nie oceniam, ale wiemy, że mamy asa w rękawie i jakby co można go wyjąć.
                    • eydur8791 Re: Jestem rozjechany... 23.05.14, 20:23
                      Toteż napisałem w pierwszym poście, że nie mam depresji. Jestem w remisji od prawie roku (brakuje mi miesiąc). I to jest najdłuższa moja remisja w życiu. Daleki jestem od usprawiedliwiania zdarzeń, które się dzieją w moim życiu chorobą. Choć fakt faktem, że ostatnio doszedłem do wniosku, że reaguję zniżką nastroju wtedy kiedy jest mi ciężko, mam jakieś problemy, z którymi sobie nie radzę, po to żeby mieć wymówkę. Żeby nie było, że taki mądry jestem to też dzięki terapii smile
    • moniaaa17 Re: Jestem rozjechany... 23.05.14, 00:37
      Hey. Nazywam sie Monika i choruje na chorobe dwuniegunowa afektywna a tak w zasadzie to na hipomanię. Pierwsze objawy mialam w lipcu 2013r. leczylam sie psychiatrycznie w szpitalu przez 1,5 mies. po wyjsciu ze szpitala psychiatra stwierdzil ze jeszce leki musze przyjmowac przez nastepne 2 lata. Dla mnie to byl jakies niedorzezcne..... nie dość ze przytylam 5kg w szpitalu to jeszcze przez nastepne 2mies nastepne 4 .... moje zycie zupelnie sie zmenilo.....nie widzialam juz sensu mojego życia . Ale pewnego dnia powiedzialam stop! Przeciez nie moge wiecznie siedziec w domu na utrzymaniu rodzicow ,bo oszaleje z nudow !!! a na imprezy i tak nie chodzilam bo przeciez nie moglam mieszac tabletek z alko.... Teraz jestem wgl inna osoba. Wierze w Ciebie! Wierze ze Ci sie uda! nie mozemy zalamywac sie jakas beznadziejna choroba! prosze pisz jak bd chcial pogadac.
    • marysia_live Re: Jestem rozjechany... 24.05.14, 18:16
      hejka, ja też od półtora roku w terapii. Nie będę się licytować kto ma lepiej, kto gorzej, bo to nie ma sensu, ale terapia mnie rozpi.....dala na maxa. Wydaje mi się, że jestem w czarnej d....pie. Im dalej w las, tym więcej drzew. SZkoda mi tylko, tego twojego związku, może da się to jeszcze posklejać? Jak macie ochotę (choć nikogo nie zmuszam) poczytajcie sobie chociaż parę ostatnich postów i zostawcie jakieś komentarze, co o tym myśliciesmile
      pozdrawiam
      ---------
      gorydoliny-xq.blog.pl/
      • eydur8791 Re: Jestem rozjechany... 24.05.14, 19:37
        marysia_live trzymam kciuki żebyś wyszła z tego gęstego lasu na skąpaną w zieleni polanę na której świeci słońce smile
        A co do mojego związku to nie wiem, co miałbym zrobić jeszcze żeby udało się to nawet nie tyle poskładać, co zacząć, spróbować jeszcze raz. Od czasu ostatniego spotkania, które wyżej opisałem nie miałem z nią kontaktu. Myślę, że już nie będziemy razem, szanse bardzo mizerne. Ale nigdy nie wiadomo, co przyniesie życie.
        • marysia_live Re: Jestem rozjechany... 24.05.14, 19:49
          Rozmawiać, rozmawiać i jeszcze raz rozmawiaćsmile nie wiem w jaki sposób zakończyłeś ten związek, bo chyba o tym nie pisałeś, wierzę, że jakiegoś głupstwa nie zrobiłeś...walcz, bo możesz tego później żałować. Mówi do ciebie starsza koleżanka po przejściach. Jeśli się kochacie to może Cię zrozumie. Kto wie?
    • eydur8791 Re: Jestem rozjechany... 05.06.14, 20:39
      Nie mam ochoty na zakładanie nowego wątku więc napiszę to tutaj:
      Rozmawiałem z rodzicami, powiedziałem im prawdę. Matka starała się mnie rozumieć, a ojciec... nie wiem prawie nic nie powiedział. Chyba myśli, że to moje wymysły i fanaberie. W każdym razie zrobiłem kolejny krok do wyprostowania swojego życia. Łatwo nie było, ale jakoś się udało.
      Mimo wszystko czuję złość na siebie i poczucie winy, ale jak to powiedziała moja mama: Teraz nie ma co się już zadręczać. Trzeba patrzeć w przyszłość.
      Ma rację.
      • drugikoniecswiata Re: Jestem rozjechany... 09.06.14, 00:35
        Długoterminowa terapia u dobrego, odpowiadającego pacjentowi terapeuty jest grą wartą świeczki, ale chodzić na terapię psychoanalityczną i spodziewać się szybkich efektów praktycznych to jest nieporozumienie. Radziłabym oddzielić życiowe bilanse i terapeutyczne wglądy od sfery behawioralnej i znaleźć jakiś sposób (praktyczny, logistyczny) na okiełznanie serialu niezależnie od pracy terapeutycznej, bo w takiej konfiguracji to szkoda i mgr, i terapii. Piszę to na podstawie pogłębionego doświadczenia własnego w obu serialowych dziedzinach, mogę się nim podzielić, ale wolałabym jakoś na priv.
    • eydur8791 Re: Jestem rozjechany... 09.06.14, 22:17
      Teraz już jest lepiej. Piszę. Jest plan działania, jest lepiej z jego realizacją.
      A co jest nie tak z psychoanalitycznym nurtem w psychoterapii? Bo napisałaś to jakby to nie było odpowiednie dla CHADowców.
      Pozdrawiam
      • drugikoniecswiata Re: Jestem rozjechany... 09.06.14, 23:03
        ejno, czytanie ze zrozumieniem się kłania. Napisałam, że jest niekompatybilny z presją na szybkie i praktyczne rezultaty. Nie dzielę terapii na dobre i niedobre dla gatunków i podgatunków. Musi być dobra dla egzemplarza, jeśli masz kontakt z terapeutą i widzisz, że coś się dzieje, to pewnie ma to sens i moim zdaniem warto inwestować. Ale w tym nurcie raczej nie pracuje się na akord, więc dowalanie sobie "już x miesięcy chodzę a mgr ciągle leży" jest po prostu bez sensu. Jeśli terapia ma Ci pomóc na napisanie mgr, to wtedy lepszy behawior (albo asystent, albo coach, albo jedno i drugie), a jeśli na długofalowe poukładanie w głowie, to na to zwykle trzeba czasu, czasem więcej, niż by się chciało i faktycznie w tym czasie różne sprawy można zdążyć spieprzyć. Ale szkoda wylewać dziecko z kąpielą.
        • 39.a Re: Jestem rozjechany... 09.06.14, 23:29
          a tu troszkę się nie zgodzę. beh. nie zgłębia przyczyn/y, a ta te są często kluczowe.
          nie mam pojęcia w jakim nurcie płynie* Kolega, ale Freudem to chyba już nikt nie leczy i właściwie nawet pierwsze spotkania są w stanie zrobić człowiekowi BUMM**
          tak, w podręcznikach piszą, że depresja + psychoanaliza to mało trafne połączenie,
          ale raczej sobie nie zaszkodziłam uczęszczając 5 lat jeszcze przed diagnozą (gdy chemicznie byłam dziewicza i leczona byłam li tylko słowem)

          * płynęłam po lacanowsku
          ** dać rodzaj analitycznego oświecenia.

          eot: nie mam z kolei zaufania do coachingu, IMO za płytki. i cholernie drogi...
          • eydur8791 Re: Jestem rozjechany... 09.06.14, 23:36
            Owszem czytanie ze zrozumieniem nie boli, ale tak to odebrałem wink
            Nie dowalam sobie. Byłem wkurzony i dlatego tak napisałem. Nie spodziewałem się po terapii, że to będzie panaceum na wszystkie życiowe problemy. Zdawałem sobie sprawę, że to potrwa. I trwa nadal.
            Ja się nie znam na psychologii, szkołach, nurtach itp. Nie jest mi to potrzebne. Wiem tylko, że ta terapia i ten terapeuta mi pasuje. W przeciwieństwie do behawioralno-poznawczej, którą (jak sama mówiła) stosowała moja poprzednia terapeutka. Teraz widzę efekty. Jeszcze nieśmiałe, ale są. Nie interesuje mnie jaki to jest nurt, ważne żeby mi pasował i przynosił efekt.
            • drugikoniecswiata Re: Jestem rozjechany... 10.06.14, 13:12
              Napisałam to co napisałam na podstawie własnego konkretnego doświadczenia w a) wieloletniej terapii w nurcie raczej bardziej analitycznym niż behawioralnym oraz b) wieloletnich próbach napisania własnej pracy mgr (nie zakończonych powodzeniem) a także c) kilku tego rodzaju historiach w gronie znajomych (raz zakończonych powodzeniem, a raz nie). Napisałam to hasłowo, oferując opcję rozwinięcia wątku na priv. Ogólnie co z tego weźmiesz, z czego skorzystasz to ogólnie twoja sprawa, ale powala mnie, że oboje wkładacie mi w dziób sprawy, których nie mówię i nie próbuję powiedzieć. Widać każdy czyta to, co chce przeczytać, a uszy odmraża się za każdym razem własnoręcznie.

              NIE krytykuję terapii analitycznej.
              NIE gloryfikuję terapii behawioralnej.
              NIE robię też na odwrót.
              NIE mówię, że jedna jest lepsza dla chadowca niż druga.

              MÓWIĘ, że gdy obserwuję twoje zmagania z mgr, to nie wydaje mi się, by w szybkim okresie pomocą mogła być sama tego rodzaju terapia, co nie oznacza, że należy przestać na nią chodzić. Być może moja intuicja jest o kant * potłuc i u Ciebie będzie zupełnie inaczej.

              PS

              "Ja się nie znam na terapiach i nurtach" - wiele osób podnosi taki argument, a jednocześnie w chwilach kryzysu tupie i krzyczy "już tyle czasu chodzę a to nie działa!!!! (vide twój pierwszy post w tym wątku)". To trochę tak, jakby wstawić do piekarnika ciasto chlebowe i po kwadransie oczekiwać, że będzie upieczone, a gdy ktoś zwraca uwagę, że potrzebuje więcej czasu, odpowiadać "ja się nie znam na gotowaniu!!" czasem jeszcze doprawiając "a Kasia piekła i jej kwadrans wystarczył!!!" A to, że jeden piecze chleb, a drugi kruche ciasteczka, to już są szczegóły sztuki kulinarnej, w które się nie będziemy wdawać. No można i tak, tylko imo generuje to niepotrzebną frustrację.

              Cieszę się, że masz fajnego terapeutę, który ci odpowiada i trzymam kciuki - i za terapię, i za mgr, a jeśli za coś jedną nóżkę bardziej, to chyba jednak za terapię wink Tym niemniej sfinalizowania kwestii mgr szczerze życzę, bo poza profitami życiowymi jest to przede wszystkim ogromne ufff, które skutecznie podnosi nadwątloną samoocenę. Gdybyś miał ochotę pogadać o tym, jak ewentualnie można próbować usprawnić ten proces, to ponawiam zaproszenie na priv. Ale i nie nalegam.

              A ostatnia myśl taka, że gdy czytam, co potrafisz wyczytać z mojego posta, to smutno mi, gdy pomyślę, o podsumowaniach na swój własny temat, które przedstawiłeś w pierwszym poście. Mogą mieć podobnie niewiele wspólnego z rzeczywistością, a jednak chyba są bolesne.
              • eydur8791 Re: Jestem rozjechany... 10.06.14, 18:55
                Mam wrażenie, że zbyt osobiście odebrałaś moją wypowiedź. Nie maiłem zamiaru Cię urazić ani zdenerwować. Jeśli tak się stało przepraszam.
                Co do frustracji: miałem ciężki okres na tej terapii, włącznie z tym, że nie miałem ochoty chodzić na spotkania, a jednocześnie byłem zły, że się męczę i nie daje to efektu. Ale to by się tyczyło wszystkich nurtów (tak zakładam) jeśli trwałaby ta terapia długo, a ja bym czuł, że stoję w miejscu, albo nie daje to rezultatów takich jakich oczekiwałem. Nie rzuciłem obecnej terapii, bo jest ciężka, ale i w ostatecznym rozrachunku owocna. To są takie mieszane odczucia: wiem, że na rezultat potrzeba czasu, wysiłku, ale jednocześnie chcę już, od razu żeby było lepiej.
                Chętnie napiszę na priv, ale nie wiedzieć czemu nie mogę się zalogować na pocztę gazetową.
                • drugikoniecswiata Re: Jestem rozjechany... 12.06.14, 22:39
                  Niczym mnie nie uraziłeś wink

                  Raczej poczułam się bezradna w obliczu tego, że słowa, których użyłam do sformułowania komunikatu (w moim odczuciu prostego i czytelnego, życzliwego w intencjach) zostały zinterpretowane zupełnie inaczej i przypisane mi intencje, których w ogóle nie miałam. Nie ma co chyba tego roztrząsać, jak rozumiem teraz, tytułowy post wątku był odzwierciedleniem emocji chwili i nie należy mu się więcej uwagi niż ta, którą już dostał - ?

                  Próbowałam od razu wysłać ci odpowiedź na @ gazetową, ale wróciła, więc może jest to kwestia konfiguracji konta. Ja nie używam adresu gazetowego, jeśli chcesz to odezwij się na limes kropka mundi małpa gmail kropka com
    • eydur8791 Re: Jestem rozjechany... 22.08.14, 19:54
      Nie chce mi się nowego wątku zakładać więc odświeżę stary wink

      Więc obrona na początku października. Do końca pisania pracy został miesiąc. Boję się. Nie wiem wciąż do końca czego. Wiem natomiast, że tkwi to w samej magisterce. Nie jest to strach przed dorosłym życiem - pracy zawodowej się nie boję, ba! mam nawet szanse na zatrudnienie w kancelarii adwokackiej od września (nie chcę zapeszać). Wiadomo, trza się obronić, ale nawet świadomość, że mam szansę na pracę nie pozbawia mnie lęku. Zdarzają mi się napady całkowitej paniki. Otwieram plik i wariuję. Dosłownie. Nie mogę się uspokoić, nosi mnie, wychodzę z domu i spaceruję aż się uspokoję. Nie umiem sobie z tym poradzić. Nie mówię o tym rodzicom. Boję się, że nie zdążę z tą pracą. Na terapii mam wrażenie, że już na wszystkie strony to obgadaliśmy. Ale to nic nie zmienia. Jeśli mam lepsze samopoczucie, spokojniejsze, nie potrafię tego przekuć na działanie. Ciągle te same schematy. Nie umiem się wyrwać. To wszystko rodzi napięcie, wewnętrzny konflikt, który implikuje kolejne negatywne emocje. Nie umiem nad tym zapanować.

      Jak sobie z tym radzić? Na stres pomagał i pomaga sport regularnie pływam i jeżdżę na rowerze. I to niemało. Ale na lęki nie pomaga. Rozmowy też nie pomagają. Nie wiem jak to ujarzmić. Jedyne, co to się przełamuję (albo załamuję, zależy jak wyjdzie).

      Ten lęk to kilka składowych, ale mocno wymieszanych. To co udało mi się zidentyfikować to:
      1 przerażenie ogromem pracy
      2 boję się, że sobie nie poradzę z tym
      3 boję że to co piszę, albo napiszę jest/będzie bezwartościowe
      4 gdy nawet piszę w głowie kołaczę mi się bez przerwy myśl o rzuceniu tego w cholerę i ucieczce
      5 boję się że mam za mało źródeł, że praca nie będzie na temat, że zostanę zjechany od góry do dołu przez promotora

      Wiem, że to jest dla mnie trudne i wywołuję to we mnie powyższe emocje, co rodzi chęć ucieczki od przyczyny tych emocji, czyli od pisania. Ale wiem też, że jeśli tego nie napiszę będę czuł się jeszcze gorzej. Bo co zrobię ze sobą w życiu?
    • eydur8791 Re: Jestem rozjechany... 23.08.14, 18:55
      Dobra rada.
      Wypisałem sobie cele do realizacji, ograniczenia, które mnie powstrzymują w ich osiągnięciu i sposoby radzenia sobie z nimi. Największy problem jak zwykle z realizacją. W teorii wszystko pięknie, w praktyce jest gorzej...
      • za_mszowe Re: Jestem rozjechany... 23.08.14, 19:03
        poćwicz strategie radzenia sobie na różnych życiowych przykładach, i nie tylko przy tym najwznioślejszym celu. aha, i cele rozbij sobie na poszczególne etapy, te naprawdę najmniejsze. będzie Ci łatwiej.
        • czubata Re: Jestem rozjechany... 24.08.14, 01:41
          Jaki jest sens w przyśpieszaniu dojrzewania? Terapia jest tym samym co drób dla dziewczynek. Mają przedwczesne miesiączki z powodu hormonów. A potem zadziwienie, czemu tak, czemu taka jestem, czemu taki jestem. A przecież to kwestia czasu, doświadczenia i zdolności poznawczych. Na co te rozterki? Po prostu żyjcie, jesteście jacy jacy jesteście, na wszystko przyjdzie czas, a cała reszta to...uj. Czasem dobrze jest wziąć na luz. BEZ KITU.
          • eydur8791 Re: Jestem rozjechany... 24.08.14, 21:20
            Czubata: sprawa jest bardzo prosta: nie napiszę pracy->nie obronię się->nie skończę studiów->nie będę adwokatem>
            To żadne przyspieszanie dojrzewania. To bardzo pragmatyczna, życiowa sprawa. I nie chcę tego spieprzyć.
                        • drugikoniecswiata Re: Jestem rozjechany... 27.08.14, 01:27
                          ogólnie rzecz biorąc zainspirowały mnie zajęcia z psychologii uczenia się o warunkowaniu i ćwiczenia, jakie wykonywaliśmy na tych zajęciach. obejrzyj na youtubie parę filmików pod hasłem szkolenie klikerem, szkolenie pozytywne itd, a potem pogłówkuj, jak przełożyć z psa na siebie wink

                          wymyślając hipotetyczny case

                          powiedzmy że nie znosisz zmywać garów i bardzo lubisz pomidory
                          pewnego pięknego dnia postanawiając wypróbować patent pt warunkowanie pozytywne programowo przestajesz w ogóle myśleć o tym, że gary są niepozmywane i nakręcać się jaka to jesteś beznadziejna, że nie zmywasz. są niepozmywane - to są, nie zmywasz, to wychodzisz i myślisz o czymś innym. ale za to umawiasz się ze sobą, że ZAWSZE gdy zdarzy ci się umyć jakiś talerz czy kubek (np dlatego że nie będzie już żadnego czystego a przyjdzie sąsiadka) - to szczerze pogratulujesz sobie sukcesu i odpalisz pomidorka w nagrodę. na to, że w zlewie zalega cała góra - w ogóle nie reagujesz. zmyłaś jeden, jesteś boss, pomidorek. konsekwentnie, za każdym razem.

                          na kurze wygląda to tak:
                          www.youtube.com/watch?v=__vvDLjCt0M
                          pewna dawka dystansu do sprawy jest oczywiście niezbędna,
                          ale jak potrafisz się bawić, to działa wink
      • drugikoniecswiata Re: Jestem rozjechany... 26.08.14, 02:56
        > Wypisałem sobie cele do realizacji, ograniczenia, które mnie powstrzymują w ich
        > osiągnięciu i sposoby radzenia sobie z nimi. Największy problem jak zwykle z r
        > ealizacją. W teorii wszystko pięknie, w praktyce jest gorzej...

        No jak podchodzisz tak hurtowo, globalnie i piętrowo, to faktycznie trudno sprostać. Jutro wypisz jeden cel (osiągalny - polecam zasadę SMART ), zrealizuj go i doceń to, że Ci się udało wink

        zamszowe ma rację, za wzniosła się robi ta sprawa, to generuje presję, presja lęk i koło się zamyka
          • eydur8791 Re: Jestem rozjechany... 26.08.14, 12:20
            Na terapii padł taki wniosek, że oczekuję, iż nie poniosę żadnych kosztów w realizacji zadań życiowych - głównie odnoszone to było do magisterki. Myślę, że coś w tym jest. Ale z drugiej strony czy tak wysokie koszty emocjonalne (lęki, panika, niepokoje) są typowe? Rozumiem stres, obawy czy się uda, jak to będzie. To znam. Ale kosztów w postaci lęków nie potrafię ponieść. A może nie chcę? Czuję się jak "ofiara losu".
            • 39.a Re: Jestem rozjechany... 27.08.14, 10:04
              Jeśli dezorganizują to tja, typowe dla mnie... Skutek znany.
              Z wzniosłością polemizowałabym, chyba że każdą magisterkę nazwiemy wzniosłą.
              Odwołaj się może do chwil, gdy coś się bardzo udało, gdy nazwano Cię piekielnie inteligentnym etc.
              Nie masz raczej szans na to, żeby usłyszeć, że napisałeś żenującą pracę...
              Odnośnie terapii, u mnie to było nie chce Pani wejść w gówno, brnąc przez życie.
              Wchodzę czasem, niestety. Już wchodzę.
              Pisz, Ty musisz wink

    • eydur8791 Re: Jestem rozjechany... 03.09.14, 18:55
      W ramach autoterapii i przypływu szczerości: mam tylko 1 rozdział z 3, a i to niecały. Przykro mi to mówić, ale w 15 dni chyba nie da rady napisać pozostałych dwóch, czyli około 80 stron. Także tego... Dziękuję za uwagę.
      • 39.a Re: Jestem rozjechany... 03.09.14, 22:24
        Weź nie pier..l
        Rozumiem, że nie masz manii, która podobno pozwala pisać prace doktorskie w dwa tygodnie, ale walcz! To jest możliwe. Idź na ten swój rower, przejedź tyle km, żeby Ci złe myśli wywietrzały i do roboty!

        P.S. Esplanada strasznie się popsuła. Piwo można wypić, jeść już nie...

        Działaj! Pilnuję Cię!
      • 39.a Re: Jestem rozjechany... 04.09.14, 22:53
        Weź, przestań. To znaczy rozumiem ten wisielczy nastój, ale spróbuj k____a stanąć obok, pogap się na siebie z dystansem. To, co się dzieje teraz to jakiś etap. Działaj.

        Jaki jest Plan B.? Konkretnie mam na myśli jakąś dziekankę czy inne odroczenia.
        • eydur8791 Re: Jestem rozjechany... 05.09.14, 18:48
          Już mi lepiej. Teraz to chyba plan Z, a nie B big_grin

          Plan Z to podanie o odroczenie złożenia pracy. Max. to jest 2 miesiące. Na razie nie myślę o tym. Walczę. Nieporadnie, nieskładnie, ale się nie poddaję. Choć na razie marne ma to przełożenie na działanie.

          Do planu Z będę musiała zaangażować psychiatrę i swoją chorobę, bo potrzeba jakiegoś powodu, przyczyny przedłużenia. Ale może nie będę musiał.

          Dużo tego...
    • chadokracja Re: Jestem rozjechany... 11.09.14, 19:11
      Jak przemyślenia po tylu ciekawych odpowiedziach ?Chyba trudno jest zanalizować siebie ale w analizę terapeutów też nie wierzę. Nikt nie zna człowieka na tyle ani on sam by móc się w 100 % wypowiedzieć na temat pobudek ,charakteru , mocy i niemocy . Najlepiej było by zapytać tego ,który uczynił nas w łonie matki i zna wszystkie nasze czastki. " To słowa psalmu .



    • eydur8791 Re: Jestem rozjechany... 12.09.14, 20:02
      Mam pytanie do tych, którzy uczęszczali/uczęszczają na terapię: Co mam zrobić z tymi wszystkimi wnioskami? Jak się zmienić? Sama świadomość, wiedza o sobie nie oznacza, że coś ulegnie zmianie. Może nieprecyzyjnie się wyrażam, jeśli tak pytajcie.

      Na terapii ostatnio padły, hm, ciekawe wnioski. Ogólnie terapia przyniosła dużo dla mnie nowych informacji o sobie, często bolesnych i smutnych. Ale wciąż nie mogę zmienić siebie na tyle na ile bym chciał. Wiem, że piszę mało konkretnie, ale konkrety, które się zrodziły na terapii zachowam dla siebie.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka