Dodaj do ulubionych

Meldujemy się, nie milczymy :-)

12.08.16, 00:57
Co u Was słychać? Jak się czujecie?

Mnie jest straszliwie zimno, liczyłam jeszcze na kawałek słonecznego lata, a tu takie buty.
Nastrój chwilami się załamuje, leżę wtedy pod kołdrą i drapię stopą krawedź łóżka, względnie
bujam się jak osierocone dziecko.
Bardzo dużo pracy, każdy wolny dzień staram się więc celebrować (byle nie przeszkadzało załamanie nastroju).
Czytam, czytam. I czytam.
Walczę ostatnio bardzo, aby nie mieć z żadnego powodu poczucia winy. Długa droga przede
mną.

Odzywajcie się, proszę smile
Obserwuj wątek
    • eydur8791 Re: Meldujemy się, nie milczymy :-) 12.08.16, 19:10
      Się żyje: praca, nauka, kołowrotek.
      Trochę stresu, zmęczenia i zwątpienia. Ale karawana jedzie dalej smile
      Samopoczucie stabilne.
      Nie czytam, nie czytam, nie czytam i bardzo mi tego brakuje. Chyba, że za lekturę uznać kodeksy z prawa karnego wink
      Dobrze, że jest długi weekend
    • biala_malpa Re: Meldujemy się, nie milczymy :-) 13.08.16, 08:43
      Hejka!
      U mnie chyba nastąpiła długo oczekiwana równowaga. Boję się jednak czy za bardzo nie idę w górę. Po kiepskich trzech miesiącach zabrałem się za odświeżanie mieszkania, a od przyszłego tygodnia zaczynam terapię grupową. Wakacje... lato bezowocne. Nie dałem rady i nie miałem ochoty jechać na żaden urlop. Zamknąłem się na życie, ale powoli zaczynam znowu otwierać się na Świat. Czytać póki co nie mam czasu, ale kilka wartościowych pozycji czeka na moją uwagęwink.
      Pozdrawiam, 3majcie się ciepło, no i słońca Wam życzę na tą końcówkę wakacji.
    • efka_te Re: Meldujemy się, nie milczymy :-) 13.08.16, 17:22
      smile) Choć jestem tu relatywnie nowa, zaczęłam swoje tu-bycie od wygenerowania niemałej ilości postów i posądzono mnie o hipomanię..., a raczej: "nie jesteś zdrowa", więc pomyślałam, że pomilczę.

      U mnie - stabilnie. W zasadzie to nawet bardzo dobrze (nie mylić z hipomanią!!). Czytam ostatnio blogi ludzików, którzy mimo diagnozy ChAD'u - są wyleczani bez leków (niestety źródła, do którcyh się odwołuję są jedynie w języku angielskim: bipolarorwakingup.wordpress.com/category/healing-stories/).

      Mocno irytuje mnie teoria, że życie z ChAD to życie na lekach dozgonnie. Jest to duże generalizowanie. Sa przypadki diagnozy ChAD typu 1 (z lementami psychotycznymi), które de facto mają się nijak do choroby, a same w sobie są procesem leczenia z traum na przykład. Te przypadki są jak najbardziej uleczalne, i wręcz błedem jest wrzucanie ludzi na leki, czy - co gorsza - do psychiatryka. Mania psychotyczna może być (nie musi) być procesem czyszczenia oragnizmu/duszy z traum, po to tylko by zacząc żyć od nowa; pscyhoza jest znakiem, by zmienić swoje życie. Niestety osoba w psychozie w większości przypadków trafia do psychiatryka, gdzie proces 'czyszczenia' hamowany jest skutecznie przez leki antypsychotyczne. Psychozę (nie każdą, ale w dużej mierze tę maniakalną) można uznać za 'rzyganie prawdą'. Jeśli wymioty zostaną zablokowane, nie oznacza to wyleczenia. Trzeba się wyrzygać do końca.... Niestety antypsychotropy, psychiatryki, itp to blokują, dlatego nigdy nie wyleczą.... i tak sie rozpedziłam.....

      Zgaduję, że wiekszośc o ile nie wszyscy, którzy przeczytają ten post określą to mianem bzdetów i farmazonów. Alternatywnie dojdą do wniosku, że jestem w hipomanii lub manii. Kochani, ... wedle uznań wink
      • dzedlajga Re: Meldujemy się, nie milczymy :-) 13.08.16, 17:55
        Coś może być w tym "rzyganiu". Tylko jeśli nigdy nie miałaś psychozy to nie wiesz jak to jest. Rzyganie niszczy przełyk. Takie psychotyczne rzyganie też niezłe spustoszenie sieje. Jak żyć w tym czasie zanim się wyrzygasz do końca. Ktoś cię zamknie siłą w domu i będzie czekał aż ci przejdzie. No bo na ulicę to się człowiek w tym stanie na pewno nie nadaje. Choćby dlatego, że może sobie krzywdę zrobić. Poza tym zdarzają się też psychozy nieprzyjemne, z lękami itp. Moja ostatnia taka była. Nie chciałabym czekać aż samo mi przejdzie

        Myślę, że do przerobienia traumy lepsza jest jednak terapia
        • dzedlajga Re: Meldujemy się, nie milczymy :-) 13.08.16, 17:58
          dzedlajga napisała:

          Ktoś c
          > ię zamknie siłą w domu i będzie czekał aż ci przejdzie? No bo na ulicę to się c
          > złowiek w tym stanie na pewno nie nadaje.

          Nie mówiąc już o jakiejkolwiek pracy. Kto ma taką osobę utrzymywać i jak długo? W moim przypadku utrzymać mieszkanie i dwa zwierzaki? A kto się zwierzakami zajmie? Bo matka to od razu je do schroniska odda. Wolę rzygać po trochu i w kontrolowanych warunkach. I w międzyczasie normalnie żyć.
          • efka_te Re: Meldujemy się, nie milczymy :-) 13.08.16, 18:18
            Z lekami nie da się wyrzygać. Leki hamują 'proces leczenia psychozą'. Raz jeszcze: uważam że pcychoza jest samoleczeniem. Jak np. lewatywa. Oczywiście większośc woli jej nie mieć, po to tylko by oszyścić organizm z toksyn. Miast tego wolą norrmalną kupkę, a toksyny zostają w środku wink

            Oczywiście nie jest łatwym opiekować się zwierzakami, czy też tym bardziej pracować będąc w stanie psychozy i dlatego potrzebne nam są bardzo zaufane dusze (nie mama), ktore w sytuacji kryzysowej zajma sie psami. Mieszkanie w manii można ogarnac. Z pomoca bliskich najlepiej wziac urlop z pracy. Ja na przykład mam bardzo zaufanego przyjaciela, który mnie kontroluje (moja emocjonalnośc i moje 'jazdy') i ma klucze do mojego mieszkania w razie co. Jesli juz niezbedna bedzie wizyta w psychiatryku, po to tylko, by byc w bezpiecznym otoczeniu/kontolowanych warunkach, jak dla mnie okay, z tym ze bez lekow.

            Wolę mieć sraczkę, niż brać np. węgiel wink...no, ale nie każdy tak musi woleć wink
            • dzedlajga Re: Meldujemy się, nie milczymy :-) 15.08.16, 14:15
              Tylko pamiętaj, że zarówno niekontrolowane wymioty jak i biegunka prowadzą zarówno do odwodnienia jak i fizycznego wycieńczenia organizmu co może skończyć się śmiercią.


              Zarówno wymioty jak i biegunka pełnią co prawda funkcję pozbycia się toksyn z organizmu, jeśli jednak wymkną się spod kontroli, tak jak piszę - mogą nawet doprowadzić do śmierci. Także z tym psychicznym rzyganiem w postaci psychozy byłabym ostrożna.

              Naprawdę uważam, że pozbywanie się traumy i nauka radzenia sobie z emocjami o wiele lepiej wyjdzie na terapii. Bo nie tylko chodzi o to, żeby wyrzucić z siebie toksyny ale też nauczyć się żyć na nowo. Psychozę raczej bym traktowała jako sygnał, że trzeba coś zrobić ze swoim życiem, psychiką, emocjami ale w kontrolowany i w pełni świadomy sposób.

              Oczywiście to tylko moje sugestie i przemyślenia. Zrobisz jak zechcesz.
              • dzedlajga Re: Meldujemy się, nie milczymy :-) 15.08.16, 14:23
                Że już o takim drobiazgu jak znaczne ograniczenie funkcji poznawczych po wyjątkowo długo trwającej i bardzo nasilonej zwłaszcza w końcowej fazie pierwszej manii psychotycznej wspomnę tylko marginalnie.

                Uprzedzę Twoje sugestie, że to po lekach. Otóż po kolejnych epizodach, które były znacznie krótsze i lżejsze tego efektu na szczęście nie było, mimo, że leki oczywiście pojawiały się po każdym epizodzie. Gdybym nie zawzięła się i nie ćwiczyła pamięci do znudzenia, to pewnie z tego ograniczenia bym nie wyszła - miałam duże trudności z wysłowieniem się. Nie dałabym rady tak pracować, bo pracuję głową i do tego humanistycznie.

                Jakby na to nie patrzeć, mnie twoja argumentacja nie przekonuje. Coraz częściej mam myśli, że może kiedyś leki nie będą mi już potrzebne (przeszłam naprawdę długą drogę) ale jeśli będę próbowała je odstawić to na pewno w bardzo kontrolowanych warunkach. I wiem, że to jeszcze nie ten moment. I nie mam pewności, czy ten moment nadejdzie. Ja wolę brać leki do końca życia niż je narażać w imię tego, żeby żyć bez leków.

                Choć szanuję Twój pogląd, że wolisz jedynie zmieniać pozycję przy kiblu z siedzącej na klęczącą - mnie coś takiego nie rajcuje.
                  • sensi47 Re: Meldujemy się, nie milczymy :-) 23.08.16, 22:20
                    Ja też! Ja też!
                    Pierwszy epizod choroby z psychozą i lękami doprowadził do zaburzeń odżywiania, braku snu i kompletnego stuporu(nie jadłam, mało spałam,siedziałam i myślałam).
                    Odkąd zaczęłam się leczyć dwa razy odstawiłam leki-raz decyzją lekarza,drugi-samowolnie.
                    Za każdym razem nastąpił nawrót choroby. Już nie tak drastycznie, bo miałam świadomość istnienia choroby i wiedziałam czym to się skończy. Leciałam do lekarza na skrzydłach po tabsy.
                    Efko_te!Jeżeli lubisz być wrakiem, wyglądać i czuć się jak zombi Twoja sprawa. Ale nie wyśpiewuj peanów o wyższości srania/rzygania psychozą nad lekami p.psychotycznymi, bo możesz zaszkodzić "początkującym" i zaglądającym tu "chaderom"!!
                    PS.Miłego odczuwania.
                • efka_te Re: Meldujemy się, nie milczymy :-) 15.08.16, 17:40
                  Dzedlajga,

                  smile)) tak, wolę zmieniać pozycję przy kiblu niż truć organizm lekami. Również szanuję Twój pogląd. Ja jestem po prostu bardzo na 'nie' jeśli chodzi o farmakologię ogólnie rozumianą. Poza tym twierdzę, że nie wszystkie manie psychotyczne winny być wrzucane w kategorie chorób psychicznych. Jak dowodzi niejaki Stan Grof (który notabene jest dużo lepszy niż ja w swojej argumentacji) gros psychoz jest to tzw. spiritual emergency, które nie wiem, ja tlumaczyć na język polski, ale to, co piszesz, że mania jest drogowskazem do zmiany życia jest bliskie teorii faceta. I jak najbardziej psychoterapia jest wskazaną formą.

                  Problemy z pamięcią, twierdzę i tego zdania nie zmienię, są rezultatem zazywania otumaniających leków, a nie - samej manii.

                  PS. również miałam cięzkie manie psychotyczne. Z kolejnej planuje wyjść bez leków, jeśli taka się zdarzy. Oczywiście przy wsparciu psychoterapii, witaminy B-complex w konskich dawkach i omega-3 smile

                  PPS. Między drugą a trzecią manią bylam w remisji 14 lat z czego 7 bez leków. Daje się smile
                  • dzedlajga Re: Meldujemy się, nie milczymy :-) 15.08.16, 22:14
                    Jeśli dobrze kojarzę, to u Ciebie głównym problemem są dragi, które wywołują kolejne epizody. To trochę co innego.

                    Problemy z pamięcią przez leki? To dziwne w takim razie, że teraz ich nie mam i że w ogóle po kolejnych, dużo lżejszych epizodach ich nie było. Tylko po pierwszym, który był szczególnie ciężki i naprawdę długi. No ale każdy wierzy w co chce.

                    Jeśli jesteś na nie jeśli chodzi o farmakologię, to w pierwszej kolejności zamiast Bcomplex kup drożdże browarnicze, zamiast omega dobry, czysty olej z łososia, tran też możesz dołożyć. Dorzuciłabym jeszcze jakiś cytrynian czy mleczan magnezu. Manii ani psychozy nie wyleczą, ale na pewno poprawią ogólny stan w tym również układu nerwowego. Info dla pozostałych - przy depresji też pomogą.
                    • efka_te Re: Meldujemy się, nie milczymy :-) 03.09.16, 00:30
                      @dzedlajga: slowo dragi kojarzy mi sie z ciezkimi narkotykami (mozliwe, nieslusznie), ale zgadza sie - moje dwie manie wywolane byly marihuana, a trzecia: kombinacja duzej ilosci kawy, rumu, paracetamolu, stresu i z tym zwiazenej bezsennosci. Nie wierze, ze bezsennosc jest symptomem choroby; raczej "choroba" jest rezultatem bezsennosci.

                      Zakladam (mozliwe, ze sie myle), ze moje 3 epizody niekoniecznie winny byc traktowane jako choroba na cale zycie.

                      Dziekuje za rade co do niefarmakologicznych wspomagaczy. Skorzystam smile
                      • dzedlajga Re: Meldujemy się, nie milczymy :-) 03.09.16, 02:39
                        Co do bezsenności to działa w obie strony: zarówno zbyt mała ilość snu może wywołać chorobę, ale też bezsenność albo nadmierna senność mogą być objawem choroby.

                        Nadmierna senność jest częstym objawem depresji w chad, w zwykłej depresji częściej (podobno) jest bezsenność.

                        I z całym szacunkiem, ale Twoja wiara niewiele ma tu do rzeczy. Równie dobrze możesz nie wierzyć, że Ziemia krąży wokół Słońca - faktów to jednak nie zmieni. Z tego co pamiętam, nie wierzysz też, że pogorszenie sprawności umysłowej to efekt leków a nie choroby. W ogóle strasznie dużo spraw dotyczących choroby opierasz na wierze. A choroba, jej przyczyny, objawy i skutki to nie bóg - nie trzeba w nie wierzyć.

                        Natomiast sposób chorowania w pewnym stopniu jest indywidualny dla każdego i każdy może mieć własne obserwacje, które w jego konkretnym przypadku są prawdziwe i składają się po prostu na większą całość.

                        Trochę jak z działaniem ubocznych leków - czytasz ulotkę a tam 3 strony drobnym druczkiem. A u mnie z tej listy są dwa objawy, albo jeden. Czy w związku z tym mam mówić, że nie wierzę, że po tym leku można mieć inne objawy niż te, które wystąpiły u mnie? To co Ty piszesz trochę właśnie tak brzmi.

                        Co najwyżej mogłabyś napisać: uważam, że w moim przypadku bezsenność wywołana kawą, alkoholem, lekami i stresem wywołała chorobę. I z tym zdaniem trudno się nie zgodzić.
        • efka_te Re: Meldujemy się, nie milczymy :-) 13.08.16, 18:08
          Hej dzedlajga. Miałam 3 bardzo silne psychozy również ze stanami lękowymi, wiec wiem, o czym mówię. Masz racje, ze 'rzyganie' wykańcza, ale to kompletne - oczyszcza. I tak, oczywiście, ze w trakcie 'rzygania' (psychozy) nie nadajemy sie do wyjścia na ulice. Powinniśmy być otoczeni ludźmi, którym ufamy i którzy nas znają. Niekoniecznie musi byc to rodzina. Ja swojej nie ufam, bo wiem, ze jak tylko wpadnę w kolejną manię psychotyczna wsadza mnie ponownie do szpitala.

          Przejscie przez psychoze bez psychiatryka i lekow jest niezmiernie trudne (z tego, co obecnie czytam), ale mozliwe (ja jeszcze nie probowalam, ale planuje smile rowniez jestem w trakcie redukcji lekow smile ) Trzeba sie do tego solidnie przygotowac i miec pod reka narzedzia takie jak sport, medytacje i zdrowa dieta. Psychoterpia jak najbardziej pomoze, jeślii tylko jesteś w stanie wyjść z domu. Jeśli nie chcesz czekać aż psychoza Ci przejdzie 'sama', wówczas będziesz skazana na leki i potencjalnie - wizyty w psychiatryku. Ja wolę zaryzykować, niż całe życie wrzucać w siebie blokery otumaniające mój umysł i moją emocjonalność. Wolę być chwiejna, ale autentyczna. Nie chcę byc zombi. smile
    • dzedlajga Re: Meldujemy się, nie milczymy :-) 15.08.16, 22:17
      Odpowiadając na główne pytanie: już jest dobrze, choć całkiem niedawno miałam duże zawirowania emocjonalne i mętlik w głowie. Najgorsze jest to, że w takich momentach zapominam czasem o lekach, ale na szczęście tym razem wszystko dobrze się skończyło. Poprzednie takie zawirowanie skończyło się szpitalem niestety. Ale wszystko już poukładane, posprzątane i korzystam z końcówki wakacji jaka mi została.
      • inwalidka Re: Meldujemy się, nie milczymy :-) 27.08.16, 07:40
        Zazdroszczę ja dalej z atakami paniki i bolami nic nie pomaga wszystko jest obrzydliwe kończą sie wakacje biorę laki próbuje cos z sobą zrobić i ten straszny strach zostaje no i bole nie dają zyc koncowka wakacji wstretna cale życie to wielka meczarnia CHOLERA JAK TEMU ZARADZIC
      • szarowianka Re: Meldujemy się, nie milczymy :-) 02.09.16, 21:59
        tak czytam...i nie dowierzam
        efka-te
        chyba nie zdajesz sobie sprawy z tego jak można sobie rozpieprzyć życie
        w manii--rozwód,zaciąganie kredytów,planowanie przyszłości od nowa...
        jak czytam bzdury o medytacji...no szlag mnie trafia
        chad ma się na całe życie,nie wierzę że bez leków da się normalnie funkcjonować
        to moje zdanie

        • efka_te Re: Meldujemy się, nie milczymy :-) 02.09.16, 23:59
          @ szarowianka: masz prawo do swojej opinii. Ja bylam w remisji 14
          lat, z czego bez lekow 7. Epizod powrocil z tytulu bardzo niezdrowego stylu zycia.

          Zdaje sobie sprawe jak mozna sobie rozpieprzyc zycie bedac w manii. Wierze natomiast rowniez, ze mozna przez manie przejsc bez ingerencji lekarzy i lekow w odpowiednim srodowisku; nie szpitalnym.

          Jest mnostwo zrodel potwierdzajacych, ze sie da m.in. "Rethinking madness", "The spiritual gift of madness" i mnostwo innych.

          Stopniowo schodze z lekow; jestem teraz
          jedynie na lamotryginie (300mg), z
          ktorej niestety bede musiala schodzic bardzo dlugo.

          Zdaje sobie sprawe, ze w miare redukcji
          lekow zwieksza sie ryzyko powtorki manii. Buduje sobie grupe wsparcia i naprostowuje styl zycia tak, by udalo
          mi sie przez kolejna manie przejsc bez wyladowania w psychiatryku. Chce podjac ryzyko.
          • szarowianka Re: Meldujemy się, nie milczymy :-) 03.09.16, 07:18
            efka_te napisała:

            > @ szarowianka: masz prawo do swojej opinii. Ja bylam w remisji 14
            > lat, z czego bez lekow 7. Epizod powrocil z tytulu bardzo niezdrowego stylu zyc
            > ia.

            Z tego co piszesz jeszcze nie próbowałaś przejść manii w warunkach nie szpitalnych.
            Pracowałam na oddziale psychiatrycznym dopóki nie musiałam zrezygnować z powodu choroby.Napatrzyłam się jak kończą się rozbujane psychozy.Pamiętam płacz ludzi gdy po manii!!!
            (bo w niej robi się rzeczy których się czasem nie pamięta!) dowiadywali się co zrobili. Kończyli długoletnie związki nawiązując różne romanse. Rozwodzili się - ok ich prawo ale jeśli były dzieci które patrzyły na ,dziwnie" zachowujących się rodziców to uważam że robili im ogromną krzywdę.To ogromna trauma na całe życie!!!

            Trzeba być odpowiedzialnym rodzicem świadomym choroby, który nie naraża dzieci na ten koszmar.Bo wcześniej czy pózniej dorosły dzieciak wyląduje na ,kozetce' u psychiatry! Oczywiście każdy inaczej przechodzi stany psychotyczne ale tylko marginalna cząstka ludzi pozwala sobie na rozbujanie i wyrzyganie psychotycznego stanu.

            Nie dokładnie pamiętam swoją pierwszą manię ze stanem psychotycznym z objawami wytwórczymi (u mnie tak objawiła się choroba) ale do końca życia nie zapomnę łez i przerażenia na twarzy mojego trzylatka gdy siłą zabierali mnie do szpitala. Na szczęście to mąż był świadomy i wiedział co zrobić z ,rozszalałą" mamą. Wtedy już zawsze wszystkie manie i depresje przechodziłam szybko w szpitalu bo miałam ogromną świadomość i motywację. Bo bliscy czekali.

            Uwierz że nie każdy jest tak wyrozumiały jak mój mąż. Większość nie do końca wierzy że to choroba a nie ty wtedy... zdradzałaś,wyjezdzałaś za granicę,porzucałaś dzieci. I wszystko inne które robili psychotycy bez względu na wykształcenie,wiek i płeć.

            Ja na szczęście nie zdążyłam tego wszystkiego zrobić bo biegusiem leciałam do lekarza i lądowałam w psychiatryku.Tam bezpiecznie i w kontrolowany sposób szalałam i dochodziłam do siebie.

            Na marginesie na ostatek uświadamiam początkującym chaderom że na szczęście niewielki odsetek chorych kończy samobójstwem! Ja straciłam dwoje znajomych którzy przez nie zażywanie leków odebrało sobie życie.

            I tyle...reszta do przemyślenia dla każdego.


            Ps.przepraszam za błędy ale pisałam w ogromnych emocjach i nie sprawdziłam podglądu.

              • dzedlajga Re: Meldujemy się, nie milczymy :-) 03.09.16, 13:05
                Szarowianka, 10/10

                Dopiszę jeszcze od siebie. Leki biorę od 13 lat niestety z kilkoma przerwami, które na szczęście kończyły się w szpitalu, bo aż boję się myśleć jakby wszystko mogło się skończyć. Poza tym cały czas pracuję umysłowo i mam nadzieję, że to co tu piszę choćby w wątkach inwalidki też nie wskazuje na znaczny stopień otępienia umysłowego.

                W czasie od diagnozy udało mi się wyjść trójkąta winy, linkowałam artykuł w tym wątku. Moja relacja z matką przechodzi niesamowitą transformację, choć czasem jeszcze wpadam w stare koleiny. Strasznie trudno wyjść ze starych sposobów reagowania. Potem siedzę i analizuję co powiedziałam nie tak i następnym razem się pilnuję a za którymś razem już wychodzi automatycznie tak jak powinno. A kiedy ja się zachowuję inaczej, to matka też musi inaczej zareagować.


            • efka_te Re: Meldujemy się, nie milczymy :-) 03.09.16, 20:07
              Ponownie, Szarowianka, dziekuję za podzielenie się doświadczeniami.

              Przedstawiasz mocne argumenty, które ciężko mi zbić tym bardziej, że - jak słusznie wnioskujesz - żadna z moich dotychczasowych manii nie obyła się bez interwencji psychiatrycznej, no i jestem kiepska w argumentacji wink

              Myślę, że każdy przypadek diagnozy dwubiegunówki jest inny. Wskazuje na to choćby fakt, że każdy chadowiec ma różne leki w różnych dawkach. Jestem - zdaje mi się - w o tyle bardziej komfortowej (a może nie) sytuacji, że nie mam dzieci i jestem singlem. Mam natomiast wspierających mnie przyjaciół. Rodzice są wyznawcami trendu mainstreamowego, więc jak większość forumowiczów twierdza, że bez leków się nie da. Prawdę powiedziawszy wolę skoczyć z mostu niż być uwiązana lekami i psychiatrami do końca życia. I może tak się skończy. Równiez możliwe, że moje podejście jest symptomem choroby.

              Nie ma twardych dowodów na istnienie czegoś takiego, jak "nierównowaga chemiczna" mózgu. Tego po prostu nie da się zbadać. Leki dobierane są na podstawie zachowania pacjenta. Zachowanie maniakalne, włącznie z psychozami może być przejawem kryzysu natury psychologicznej; a nie - tzw. zaburzeń w mózgu. Zarówno i jedno i drugie to hipotezy. Jesli byłyby badania np. oparte na skanie mózgu, wówczas możliwe, że byłabym bardziej przekonana. Dla mnie (tu przepraszam, że dzielę się niekonwencjonalną opinią) dziedzina psychiatrii jest bardzo śliska.

              W trakcie manii (tej przedszpitalnej) nie narobiłam sobie długów. Pieniądze zaczęłam dopiero wydawać na przepustkach ze szpitala, głównie na taksówki i połączenia telefoniczne (zakladam, że może być to relustat podanych mi leków). Nie odbywałam również dalekich podróży. Nie wdawałam się w romanse. Dopiero, po wyładowaniu w szpitalu zaczęłam mieć halucynacje. W pierwszym tygodniu każdego z moich pobytów byłam tak otumaniona lekami, że z tego okresu nic nie kojarze. I tu, myślę, że leki bardzo źle wplynęły na moje zdrowie psychiczne.

              Wciąż wierzę, że zdiagnozowani (ja) z chadem mogą obyć się bez leków i wizyt w szpitalach. Studiuję literaturę opisującą mnóstwo przypadków ludzi, którym się udało. Poza tym wierzę, że zdrowym stylem życia da się obronić przed epizodem. W moim przypadku, jak już wcześniej pisałam, epizody mialy swoją bezpośrednią przyczynę w używkach. Rozumiem, że u Ciebie mania pojawiała się bez bardziej wyraźnych bezpośrednich przyczyn (?). Nie było stresu, używek (również kawy), rozregulowanego trybu spania, itp. ? Po prostu nastąpiła znienacka (?).

              Wiem, jak okrutnym przeżyciem są manie psychotyczne, tym bardziej, że moje prowadziły do znaczącego oderwania od rzeczywistości.

              Mimo wszystko chciałbym i wciąż planuję podjąć próbę zejścia z leków. Wiem, że dużo ryzykuje. I jak wywnioskować można z mojego postu kwestionuje słuszność diagnozy ChAD'u. Od pierwszej manii kwestionowałam ją, choć bywały momenty, że ze wzgedu na moją chwiejność emocjonalną, że bycmoże się mylę.
              • dzedlajga Re: Meldujemy się, nie milczymy :-) 03.09.16, 22:00
                Dla mnie nie ma tu nic śliskiego, jak to nazwałaś.

                Bez leków jestem bogiem i mimo swojej boskości nic sensownego nie jestem w stanie zrobić. Nawet zapominam jeść i robię mnóstwo innych głupot.

                Na lekach znowu jestem człowiekiem, przestaję mieć głosy i wracam do pracy. Nie liczy się dla mnie czy mój skan mózgu coś pokaże czy nie. Dla mnie powyższe fakty dobitnie świadczą o tym, że leczenie ma sens. I gdyby nie leki nie byłabym w stanie przejść terapii, bo żyję wtedy poza rzeczywistością.

                Twoje podejście jest trochę takie, jakbyś złamała nogę i postanowiła, że przecież sama się zrośnie. Owszem, pewnie się zrośnie. Pozostaje pytanie czy na pewno zrośnie się prawidłowo, jak długo to potrwa i jaki będzie Twój komfort życia po złamaniu. Owszem, żeby zapobiec kolejnym złamaniom warto ćwiczyć, żeby być bardziej elastycznym, bo to mięśnie podtrzymują kości, może sprawdzić czy nie ma osteoporozy i coś działać w tym kierunku. No i może nie skakać przez głębokie rowy, czyli zachować minimum rozsądku. Choć wypadku całkiem uniknąć się nie da.

                Tłumacząc na chorobę psychiczną. Gips to leki. A ćwiczenia itp to terapia. Innymi słowy - leki leczą objawy, terapia przyczynę. I taki schemat ma sens. Przynajmniej dla mnie.

                Może nawet lepszym przykładem jest cukrzyca. Owszem, zmiana diety (terapia) jest szalenie ważna. Ale ponieważ choroba zdążyła już się rozwinąć, to jednak leki są niezbędne. Gdyby udało się dietę zmienić w porę, to choroba by się nie rozwinęła i leki byłyby zbędne A skoro już jest to trzeba ją leczyć. Tzn nie trzeba, bo nikt Cię do tego nie zmusi, ale jest to rozsądne wyjście.

                Co do różnych leków... Pogadaj z chorymi np na serce albo jakąkolwiek inną chorobę przewlekłą. Czy wszyscy biorą dokładnie takie same leki i w takich samych dawkach.

                Każdy ma objawy nasilone w różnym stopniu i każdy potrzebuje indywidualnego podejścia. Gdyby każdy miał dostawać to samo, to po co byłby lekarz? Wystarczyłaby rozpiska: na takie dolegliwości taki lek, na takie inny i sprawa załatwiona. W innych chorobach, mimo, że są badania itp też różne osoby biorą różne preparaty, mimo, że z tej samej grupy. Bo czasem dany lek jest nieskuteczny, albo daje takie objawy uboczne, z którymi nie da się żyć.


                Śliskie to może być wtedy, gdy w szpitalu zamyka się kogoś np. za poglądy polityczne. Ale wydaje mi się, że Ciebie to nie dotyczy.
                • efka_te Re: Meldujemy się, nie milczymy :-) 05.09.16, 00:17
                  @dzedlajga: Nieglupi i przekonujacy jest Twoj post. Mimo to pozwole sobie poki co pozostac w opozycji (zdaje sobie sprawe z ryzyka i chce sprobowac). postaram sie cwiczyc miesnie i nie skakas przez glebokie rowy. Samej sobie chcialabym udowodnic (moze sie nie udac), ze moje manie psychotyczne wywolane byly nie do konca zdrowym stylem, zycia. Moze sie jednak okazac, ze trawka i kombiancja lekow tak zmienily mi glowe, ze bede musiala zyc z etykieta: "chora psychicznie" sad
                  • dzedlajga Re: Meldujemy się, nie milczymy :-) 05.09.16, 11:14
                    efka_te napisała:

                    > bede musiala zyc z etykieta: "chora psychicznie" :-

                    Na szczęście, nie musisz sobie tego przyklejać na plecach ani tatuować na czole wink
                    Życzę Ci, żeby udało Ci się żyć bez leków i z tego co piszesz masz na to pewną szansę. Z tym, że ja - jeśli zaczęłaby się jazda - to jednak grzecznie bym poszła do szpitala i jednak przekonała się do leków. A nie czekała aż mi przejdzie. Bo pewnie przejdzie, tylko w drugi biegun. I tak sobie będzie przechodzić raz w jedną, raz w drugą stronę. Choć nie mam pewności, czy psychoza też samoistnie przechodzi i wolę tego nie sprawdzać.

                    Ja walczę z Twoimi postami głównie dlatego, że piszesz je tak, jakby to była prawda dla wszystkich. Każdy na początku choroby przechodzi etap negacji i zastanawia się, czy nie odstawić leków. Niektórzy nigdy z tego etapu nie wychodzą i regularnie bywają w szpitalu. I po prostu nie chcę, żeby po Twoich postach wszyscy gremialnie zaczęli odstawiać leki.
                    • dzedlajga Re: Meldujemy się, nie milczymy :-) 05.09.16, 11:21
                      Nie masz pojęcia ilu codziennie widzisz chorych psychicznie ludzi. Szacuje się, że chorych na schizofrenię jest 1% społeczeństwa. Ile osób mieszka w Twoim bloku? 100? To jedna na pewno ma schizofrenię. Chad jest o wiele częstszy, więc pewnie ze 3-4 jeśli nie więcej. Depresja? Czy możesz bez wahania wskazać te osoby? Ale jeśli byś je zobaczyła podczas nawrotu wtedy na pewno nie miałabyś wątpliwości. Dlatego leki są fajne, bo pozwalają właśnie żyć BEZ tej etykietki.
                    • efka_te Re: Meldujemy się, nie milczymy :-) 05.09.16, 13:01
                      @dzedlajga. Masz racje, moje opinie faktycznie moga trafic na "poczatkujacych", wiec KOCHANI, mam poprzewracane w glowie. Leki na pewno umozliwiaja "normalne" zycie. Absolutnie nie zachecam do postawy zbieznej do mojej. Nie ryzykujcie! Koniec koncow moze mi sie nie udac.

                      Istotnie moge sie obyc bez tatuazu: "chora psychicznie", z tym ze boli mnie fakt, ze niestety moja rodzina przykleila mi taka etykiete, mimo ze wielu z moich przyjaciol swiadkujacych moim maniom psychotycznym (wydaje sie) tego nie uczynilo. Jak tylko cos mnie zaczyna irytowac i to wyrazam, bo jestem mocno ekstrowertyczna pojawia sie pytanie ze strony mojej rodziny; " czy to nie nawrot choroby?". Po prostu nie moge byc soba tylko dlatego, ze mam diagnoze. Przy rodzinie nie
                      moge sie mocniej cieszyc lub denerwac, bo zwalaja to na karb diagnozy vel choroby. Smutne.
                      • dzedlajga Re: Meldujemy się, nie milczymy :-) 05.09.16, 14:33
                        Moja matka wstydzi się mojej choroby. Ona zawsze chciała mieć idealne dzieci i innej opcji nie przyjmuje do wiadomości. Jak brat się jąkał to nie było dla niej problemem, skąd to jąkanie się wzięło, tylko jak to? Jej dziecko się jąka!?! Jak ja jako małe dziecko miałam jakąś kropkę na nosie, pieprzyk czy coś takiego to chciała mnie wysłać na operację. Bo przecież nie ważne, że dziecku narkoza może zaszkodzić. Najważniejsze, żeby było idealne. No ale na szczęście kropka zniknęła przed wyznaczonym terminem.

                        Więc nie wiem co gorsze. Ale zgodzę się, że wkurzające jest przypisywanie każdego zachowania chorobie. Na dziennym to przerabiałam. Chodziłam czasem latem po oddziale w lekko przyciemniających okularach, bo spinam włosy i jak zakładałam je za uszy, to mi się włosy wyciągały - od razu okazało się, że mam nawrót choroby, bo nadwrażliwość na światło jest jednym z objawów. Tyle że co jak co ale światła to tam akurat nie ma, więc nie wiem na co bym miała być nadwrażliwa.

                        Jak mnie ktoś z personelu zaczepił na zewnątrz gdy rozmawiałam przez telefon i nie byłam tym zachwycona - to też nawrót, bo to przecież normalne, że każdemu się przeszkadza w rozmowie, zwłaszcza, jak nie ma jakiejś pilnej potrzeby, poza własną potrzebą odezwania się do tego kogoś. No i ten ktoś powinien być tym oczywiście zachwycony.

                        A, jeszcze popłakałam się jak zostawiłam po raz pierwszy psa po odebraniu ze schroniska (kochana rodzinka go tam umieściła gdy byłam na całej dobie) i po prostu wiedziałam, że strasznie to przeżywa, bo on i bez takich atrakcji ma straszny lęk separacyjny. Jak prosiłam o wcześniejsze zwolnienie to usłyszałam, że po manii przyszła depresja. Myślałam, że w tej depresji kogoś w łeb zdzielę, zwłaszcza, że dowalili mi depakinę po której mogę spać w dowolnie wybranej pozycji, włączając w to pozycję idącą. A pies był tak zestresowany, że siedział cały czas spięty. Jak tylko mnie zobaczył, to się w końcu rozluźnił i zsiuał. No ale to przecież tylko jakieś głupie zwierzę, kto by się przejmował, że ono coś tam czuje. Czy ono w ogóle coś czuje? Przecież tylko człowiek coś czuje, oczywiście wyłączając chorych, bo oni mają tylko objawy. I ktoś taki jest psychologiem.

                        To ma nawet swoją nazwę - psychiatryzacja zachowań czy objawów - jakoś tak.
                        • dzedlajga Re: Meldujemy się, nie milczymy :-) 05.09.16, 14:36
                          PS - a brat się jąkał, bo jedyna osoba w rodzinie, która okazywała mu zainteresowanie to był dziadek. I dziadek właśnie się trochę jąkał. A brat, co w tej sytuacji dość zrozumiałe, chciał być taki jak dziadek. Więc zaczął celowo się jąkać.
                    • szarowianka Re: Meldujemy się, nie milczymy :-) 05.09.16, 16:43
                      dzedlajga napisała:
                      >
                      > Ja walczę z Twoimi postami głównie dlatego, że piszesz je tak, jakby to była pr
                      > awda dla wszystkich. Każdy na początku choroby przechodzi etap negacji i zastan
                      > awia się, czy nie odstawić leków. Niektórzy nigdy z tego etapu nie wychodzą i r
                      > egularnie bywają w szpitalu. I po prostu nie chcę, żeby po Twoich postach wszys
                      > cy gremialnie zaczęli odstawiać leki.
                      >
                      > OTÓŻ TO!!!
                      > nie odstawiajcie leków bo to co pisze efka-te to jest jakieś bajdurzenie niczym nie poparte
                      ktoś po to wymyslił te lekarstwa żeby podnieść nam jakość życia i zażywanie ich nie ulecza ale pomaga być ,normalnym, smile
                      • efka_te Re: Meldujemy się, nie milczymy :-) 05.09.16, 17:56
                        Tu sie nie zgodze, ze wlasnie po to wymyslono leki. Nie bede sie jednak rozwlekac, bo moglabym "zaszkodzic" potencjalnym nowym forumowiczom, ktorzy sie wahaja.

                        Jednak w moim przypadku leki nie przyczyniaja sie do normalnosci, a jesli przeciwnie twierdza lekarze i rodzina - ja wybieram swoja nienormalnosc uncertain
                        • sensi47 Re: Meldujemy się, nie milczymy :-) 06.09.16, 19:16
                          Mnie też wydawało się,że bycie nerwusem, ciut roztrzepaną, gadałą,jest wpisane w mój charakter.
                          Jakoś teraz mi tego nie brakuje.
                          Dodam(jako sprostowanie) pierwszy rzut choroby miałam w 99roku.Psychoza nie była,aż tak tragiczna(ale znajoma powiedziała, że następnym razem mi przed nosem zamknie.I nie mam do niej o to zalu).Trwało to od października do lutego(głównie irracjonalne lęki).Przeszło samo, nie byłam u lekarza. Kolejny rzut przełom2004-2005- czekałam, bosamoprzejdzie(psychoza zaczęła mnie zabijać,pisałam wyżej). Skończyło się szpitalem. Szybko zareagowałam na Rispolept, potem przytylam25kg w6miesięcy. Obiecano mi,że farmakoterapia będzie trwać2-3lata(stąd pierwsza próba odstawienia leków przez lekarza).Nie mogłam pogodzić się z diagnozą schizofrenzoafektywna. Tu na forum trafiłam bodajże w 2010r.Dzięki forum dowiedziałam się co i jak. Lekarz zaczął się schylać ku diagnozie CHAD, ale nic mi nie powiedział. Leków już nie pozwolił odstawić, bo jakikolwiek stres spowodowałby dekompensację.
                          Byłam mądrzejsza. Odstawiłam w listopadzie, w maju miałam hippo, w czerwcu stres wywołał psychozę. Miałam już świadomość i wspaniałych znajomych stąd i zapas Ketrelu(pozwala mi spać, bo inaczej w ogóle bym nie spała).Lekarza zmieniłam, tylko dlatego,że mój był na urlopie. Potwierdzil CHAD. Leki biorę, na wizytę co pół roku.
                          Wybacz Efka, ale jako żona, matka, babcia, córka, synowa, szwagierka i znajoma nie mam zamiaru serwować wszystkim powtórki z rozrywki.Już nie wspomnę, że po psychozie organizm jest wyniszczony w dwójnasób.
                          Ale Ty?! Twój wybór.
                          • sensi47 Re: Meldujemy się, nie milczymy :-) 06.09.16, 19:49
                            PS1:Znajoma drzwi przed nosem mi zamknie następnym razem.
                            PS2tongue_outsychozę w2005r opisywałam w innym wątku.
                            PS3:Zapomniałam napisać, że jestem też siostrą.
                            PS4: Efka, a może Ty jakąś pracę o chaderach piszesz i tylko prowokujesz?
                            Pozdrawiam serdecznie smile
                            • efka_te Re: Meldujemy się, nie milczymy :-) 07.09.16, 00:51
                              @sensi47: abosolutnie nie pisze zadnej pracy na temat chadu; tym bardziej moim zamiarem nie jest prowokacja. Bardziej szukam wsparcia i potwierdzenia, ze bez lekow sie da. Przestudiowalam kilka niemainstreamowych pozycji, ktore swiadcza, ze sie da. Rowniez sama bylam w remisji bezlekowej 7 lat. Smie twierdzic, ze na moje manie psychotyczne, o czym juz wczesniej pisalam, mialy wplyw uzywki i zly styl zycia, stad nie do konca zgadzam sie/akceptuje diagnoze chadu w moim przypadku. Absolutnie nie chce wywolywac wojny na forum; co najwyzej znalezc sprzymierzencow tudziez tych, ktorzy podejmuja/podjeli probe kontrolowania chadu bez wsparcia farmakologii. M.in. jestem zdania (podejerzewam) ze tzw. depresja pomaniakalna jest raczej efektem silnych antypsychotykow, ktore serwuja w szpitalach na samym wstepie. Szukam ludzi, ktorzy mimo manii psychotycznej obyli sie bez interwencji psychiatrycznej. Literatura opisuje takie przypadki; milo by jednak bylo "porozmawiac" z taka osoba. Z drugiej strony pewnie tego typu ludzie nie wpadaja na forum. uncertain

                              nie-matka i nie-zona
                              • dzedlajga Re: Meldujemy się, nie milczymy :-) 07.09.16, 19:51
                                Osób, które zmagają się z chad bez farmakologii raczej tu nie znajdziesz, bo jeśli się tu pojawiają to naprawdę sporadycznie

                                Ale mogę Ci opowiedzieć o kimś, kto idzie przez życie bez leków. Poznałam go kilka temu i wtedy był zupełnie normalnym, fajnym facetem. Mężczyzna jak dziesiątki i setki innych, jakich spotykamy każdego dnia. Jakiś czas później, zaczął się trochę dziwnie zachowywać. Dziwne, kontrowersyjne poglądy, zero zrozumienia dla argumentów innych itp. No ale przecież ludzie są różni, zbyt powierzchownie go znam, żeby od razu twierdzić, że jest chory. Nawet mi to przez myśl nie przeszło. Uznałam, że po prostu taki jest i już. W zasadzie głębiej się nad tym nie zastanawiałam.

                                Kilka miesięcy później spotykam go, a on unika kontaktu, nie chce rozmawiać, znów dziwnie się zachowuje, ale tym razem jest milczący i wycofany. Smutny. Wtedy połączyłam te dwie sytuacje ze sobą i pomyślałam, że to może być chad. Choć z drugiej strony, ludzie przecież mają różne problemy, swoje życie i niekoniecznie latają po świecie i się nimi chwalą. Ale czasem trudno udawać, że jest dobrze jak nie jest. Więc była to tylko taka przelotna myśl - może chad ale może jednak nie. Zbyt mało się znaliśmy, żeby poruszać takie tematy a ja jestem daleka od stawiania diagnoz.

                                Jakiś czas temu przyznał się do depresji. I od tej pory już miałam niemal pewność. Przy okazji jakiejś rozmowy, spytałam, czy się w kierunku chad diagnozował, zasugerowałam stabilizator. Powiedział, że trzyma się z daleka od leków. I że dopiero jak wyczerpie inne możliwości wtedy może pomyśli o lekach.

                                A teraz słowo o tym, jak postrzegają o znajomi. Mówią o nim wieczne dziecko. Ma problemy z utrzymaniem pracy, są okresy, gdy nie pracuje bo jakaś praca mu nie odpowiada i już. Oczywiście nie on jeden ma kłopoty z pracą itp. Ale być może choroba mu tego po prostu nie ułatwia, nawet jeśli nie jest bezpośrednią przyczyną. Ma żonę i dzieci. Praktycznie wszystko jest na jej głowie. Tyle widać z zewnątrz.

                                Nawiązując do depresji polekowej - on leków nie bierze. Po okresie normalności pod wpływem pewnych wydarzeń życiowych (nie będę pisać jakich, zresztą mogło tego być więcej niż ja wiem) leci trochę w górę. Jest fajnie, bo to nie jest mania psychotyczna, może w zasadzie normalnie funkcjonować w społeczeństwie, ew. dostaje etykietkę dziecka ale jest ok. A potem, zupełnie niespodziewanie depresja.

                                No właśnie nie tak całkiem niespodziewanie. Tak właśnie wygląda chad. Remisja - górka - dołek - remisja. Z tym, że czasem remisji nie ma. A bywa, że górki i dołki potrafią się zmieniać kilkanaście razy w ciągu doby. Albo pewne objawy górki i dołka występują jednocześnie. Bywają lekkie górki i długie, ciężkie depresje i człowiek całe życie leczy się na depresję a hipomanie bierze jako normalne, dobre samopoczucie.

                                • dzedlajga Re: Meldujemy się, nie milczymy :-) 07.09.16, 20:26
                                  Jeszcze jeden przykład jak otoczenie odbiera osoby chore. Z tym, że nie mam pojęcia czy ta osoba się leczy. Lekarka. Przyszłam z inną chorobą, ale w czasie wywiadu mówię na co choruję i jakie biorę leki. I w tym momencie ona zapomina po co tu przyszłam tylko wypytuje jak się czuję na tych lekach, czy jestem stabilna itp. Dobra, może ciekawość. Jednocześnie zachowuje się mega dziwnie, już nie pamiętam jak się do mnie zwracała, w każdym razie nie miało to nic wspólnego z profesjonalizmem. Coś wspomina o zaświadczeniu dla lekarza pierwszego kochania. Tak, ja też uwielbiam żarty słowne, z psem chodzę na psacer itp. Z moimi uczniami żartuję, choć nie ze wszystkimi w takim samym stopniu, bo czuję, że nie wszyscy mają na to ochotę. Ale na pewno nie podczas pierwszego spotkania. Gdybym chodziła do niej 5 lat, to wiadomo, że nie koniecznie trzeba siedzieć sztywno z poważną miną itp. Ale całe jej zachowanie, w dodatku na pierwszej wizycie to wyglądało bardzo nieprofesjonalnie. No ale cóż, co prawda byłam zdumiona, że lekarz może się tak zachowywać, ale naprawdę nie każdy musi być taki sam. Znowu, przez myśl mi nie przeszło, że może być chora.

                                  Następna wizyta odwołana, kolejna chyba też. W końcu pani doktor jest. I jest totalnie odmieniona. Zupełnie normalna. Spokojna i zrównoważona. I dopiero teraz pojawia się myśl, że może jest chora. Oczywiście nie zweryfikowałam tego. Choć oczywiście wytłumaczeń innego zachowania mogło być o wiele więcej niż choroba.

                                  Myślę, nie jestem jedyna, która uznała, że jest trochę inna. Oczywiście ona nie musi się przejmować opiniami innych. Ale z drugiej strony jest lekarzem i jednak ludzie oceniają jej profesjonalizm między innymi po tym jak się zachowuje. Nie wiem czy ma prywatną praktykę. Tu gdzie byłam przyjmuje na NFZ więc na brak pacjentów nie narzeka.

                                  Nie mam pojęcia, czy się leczy. Być może, że tak. Być może bez leków w ogóle by nie mogła pracować, bo każdy choruje inaczej. Być może odstawiła z jakiegoś powodu i wylądowała w szpitalu. Zresztą bez odstawiania ludzie też lądują w szpitalu. Być może przeszła ostatnio ogromny stres, który nakręcił chorobę tak, że leki nie utrzymały jej w ryzach. Tego wszystkiego nie wiem. Mówię tylko o moich odczuciach

                                  Wiem tylko, że do momentu, kiedy pomyślałam, że może być chora myślałam po prostu, że jest nieprofesjonalna.

                                  Pojęcia nie mam jak jest w Twoim przypadku. Nie znam Cię, nie widziałam Cię nawet przez chwilę. Zresztą krótka chwila a nawet kilka spotkań to zwykle o wiele za krótko, żeby nawet wieloletni diagnosta coś mógł powiedzieć, a co dopiero ja. Ja mogę co najwyżej snuć podejrzenia, które co najmniej raz się potwierdziły. Ale reszta społeczeństwa ma zerowe niemal pojęcie o chorobach psychicznych i nie wnika, tylko mówi: dziwak. Albo o wiele ostrzej.

                                  Oczywiście nie każde dziwne zachowanie jest chorobą, tak jak nie każda radość i nie każdy smutek są chorobą. Jeden objaw czy jedno zachowanie to trochę za mało do postawienia diagnozy. A nawet jeśli już jest diagnoza to nie można w każdej radości widzieć nawrotu. Nawet jak ktoś skacze do góry i szczęście go rozsadza

                                  Być może Twoja remisja bez leków była prawdziwa. Może też być tak, że bez substancji psychoaktywnych Twoje wahania nastroju są niewielkie i subiektywnie odbierasz jako niechorobowe. Może nie miewasz depresji a jedynie lekkie górki, które większość ludzi odbiera jako świetne samopoczucie, a które już są chorobą o małym nasileniu, która w każdej chwili może się nasilić. Tego wszystkiego nie da się ocenić przez internet.

                                  Decyzję o odstawieniu musisz podjąć sama i być gotowa na każdy scenariusz.

                                  Fajnie jest porozmawiać z kimś, kto ma podobne zapatrywania zwłaszcza w kontrowersyjnej kwestii. Bo co innego jest czytać relacje a co innego porozmawiać z kimś żywym, choćby przez neta i uzyskać potwierdzenie: mnie się udało. Tobie też na pewno się uda.

                                  Jednak zastanów się, czy nie ma w tym takiej potrzeby, żeby podzielić się z tym kimś odpowiedzialnością, gdyby jednak się nie udało. Czy jeśli znajdziesz kogoś, komu się udaje żyć bez leków i powie że Ty też możesz, to będziesz mogła trochę go obwiniać, że Cię namówił do odstawienia leków?

                                  Niektórzy bardzo czegoś takiego potrzebują. Bo wtedy nie muszą sami ponosić odpowiedzialności za własne życie i własne decyzje, tylko spokojnie mogą zwalić winę za różne rzeczy na kogoś lub coś zewnętrznego. Bycie ofiarą przeróżnych splotów okoliczności jest dla wielu ludzi sposobem na unikanie odpowiedzialności.

                                  Taka postawa wydaje się kusząca - bo to nie ja jestem winna/winny tylko ktoś inny, ale jest bardzo złudne. I w gruncie rzeczy szkodliwe. Bo nie daje możliwości kierowania swoim życiem świadomie. Jesteś jak ta łupinka na oceanie i dryfujesz gdzie Cię fale poniosą. Gdybyś się przesiadła na okręt lub przeniosła z tą łupinką na kałużę wtedy sama byś świadomie zmieniła coś w swoim życiu i gdyby Ci się nie udało musiałabyś powiedzieć: podjęłam głupią decyzję. Dlaczego się tego boimy? Przecież jedna głupia decyzja nikogo nie skreśla. Po prostu podejmuję następną, która - o ile wyciągnęłam wnioski z poprzedniej - jest już na pewno lepsza. Ja mam poczucie, że panuję nad swoim życiem i zyskuję coś bardzo cennego. Jeśli odniosę sukces to jest to MÓJ sukces. Nie wiatr powiał w dobrą stronę i miałam szczęście. To wszystkie moje porażki i wnioski z nich wyciągnięte doprowadziły do tego, że kolejna decyzja była już bardzo dobra i odniosłam sukces. Nie dlatego, że miałam szczęście, tylko dlatego, że na niego zapracowałam.

                                  To co napisałam, nie znaczy, że masz brać leki. Nie znaczy też, że masz ich nie brać. Znaczy tylko tyle, że to Ty musisz podjąć decyzję i zobaczyć co się wydarzy. I albo się okaże, że wystarczy nie szaleć z "dopalaczami" (co jest zależne od Ciebie) i unikać stresu (niezależne od Ciebie). Można też uczyć się radzić sobie ze stresem, ale to też wzięcie odpowiedzialności za siebie. Ty, przed drugim epizodem byłaś w dużym stresie i chciałaś go zagłuszyć alkoholem czy lekami, co tylko pomogło rozkwitnąć chorobie. Wniosek jaki mogę z tego wysnuć jest taki, że nie umiesz konstruktywnie radzić sobie ze stresem (łatwo powiedzieć, są sytuacje, że ja też sobie nie radzę, tyle że ja akurat wtedy gadam i piszę - wyrzucam emocje w ten sposób).

                                  A ponieważ nie możesz przewidzieć kiedy dopadnie Cię kolejna stresująca sytuacja istnieje spore ryzyko, że po odstawieniu leków znów będziesz miała nawrót.

                                  Ale to jest tylko moje zdanie. Cokolwiek kto by nie napisał decyzję i tak podejmiesz sama. Pamiętaj, nawet jak ktoś Ci powie: ZRÓB TO, to i tak WŁAŚNIE Ty to robisz i Ty podejmujesz decyzję. I Ty ponosisz odpowiedzialność i konsekwencje tego co zrobisz.

                                  Gdybym Ci kazała kogoś zabić, to owszem ja będę odpowiadać za podżeganie do przestępstwa, ale za zabójstwo będziesz odpowiadać Ty. Nawet jeśli to ja włożyłam broń do Twojej ręki. No, chyba, że trzymałbym Cię na muszce i ratowałabyś własne życie. Ale takie sytuacje w normalnym życiu zdarzają się niezwykle rzadko. I cokolwiek ktokolwiek Ci powie, to odstawienie leków będzie wyłącznie Twoją decyzją.

                                  Pozdrawiam Cię

                                • efka_te Re: Meldujemy się, nie milczymy :-) 12.09.16, 20:27
                                  @dzedlajga:

                                  Dziękuję za przytoczenie przypadku znajomego, choć przyznam, że sam opis słabo mnie przekonuje do przytaknięcia, że znajomy zmaga się faktycznie z ChAD'em (nieleczonym) i opisuje raczej ChAD typu II, do którego jest mi się ciężko odnieść, bo mój - jest zdiagnozowany jako typ I, którą to diagnozę od lat kwestionuję.

                                  W zeszłym tygodniu miałam wizytę u nowego lekarza, który zgodził się (zresztą tak, jak wielu jego poprzedników), że w mój przypadek - ze względu na tak długoletnią remisję (14 lat, z czego 7 bez leków) - jest bardzo rzadki i mało ksiązkowy. Ze względu na to, i fakt, że zarówno na używki, jak i przeróżne leki mój organizm reaguje niestandardowo, istnieje prawdopodobienstwo, że moje 3 manie psychotyczne, były po prostu trzema niezaleznymi epizodami, do których doprowadziłam się sama. Podejrzewa, że mój system dopaminowy jest mocno nadwrażliwy, stąd wszelkie stymulanty, tudzież cięzkie choroby i rozregulowany sen mogą prowadzić do epizodów psychotycznych (może tak być, że wpisuje się to w ChAD).

                                  W połowie sierpnia odstawiłam antydepresanty, a tydzień później antypsychotyki (bez konsultacji z lekarzem). Trafiając do nowego byłam jedynie na stabilizatorze w postaci lamotryginy (300mg). We czwartek wyszłam z receptą na 250mg, którą za 10 dni mam zredukować do 200mg smile

                                  Mam nadzieję, że nowy lekarz (z polecenia) wesprze mnie w zejściu z leków i utwierdzi w przekonaniu, że ChAD I to może nie mój przypadek. Jeśli próba się nie powiedzie - zaakceptuję diagnozę i mimo przytaczanych tu, jak i w literaturze, wielu przypadków, będę starała się walczyć bez leków, przy odpowiednim stylu życia i suplementacji.
                              • sensi47 Re: Meldujemy się, nie milczymy :-) 07.09.16, 23:33
                                @Efka_te- opisałam swoje doświadczenia. Wymieniłam całą rodzinę &znajomych, ponieważ wszyscy(za wyjątkiem wnuka) byli zaangażowani kiedy było ze mną źle. Także dokładnie przeanalizowałam sytuacje kiedy zaczynało mną "targać". Stres jest niestety zapalnikiem. Nie da się go wyeliminować, bo wpisany jest w nasze życie. Dlatego wybieram tabsy, pozwalają na w miarę normalne życie, nie dają stresowi mnie zabijać.
                                Pozdrawiam serdecznie i trzymam kciuki.Odważna jesteś smile
                                • inwalidka Re: Meldujemy się, nie milczymy :-) 11.09.16, 19:46
                                  A ja dalej przechodzę koszmar biorę leki robię wszystko co musze zrobić i nic nie pomaga czytam książki 📚 i mysle ze juz nigdy nie wyjde z tej cholernej choroby a najgorsze jest to ze mam ciągle bole mięśni stawów dtetwienia kolatania serca i wiele innych juz nawet myślałam ze to może od psychotropów juz sama nie wiem od czego leki pomagają na 2 miesiące i znowu koszmar i nowe leki dama nie wiem co lepsze leki czy życie w strachu bez nich ale żaden lekarz nie może mi dopadowac leków kiedy czytam wasze posty widzę ze wiele osób tak cierpi ale najgorsze jest to ciągle latanie do lekarzy kiedy die nie ma sily . Czekam na wizytę z nadzieja ze cos się zmieni na lepsze i znowu klapa ciągle zle .Napiszcie proszę czy tez macie dolegliwości bolowe i jakie ? Pozdrawiam wszystkich nerwuskow .
                                  • dzedlajga Re: Meldujemy się, nie milczymy :-) 11.09.16, 20:07
                                    Jestem pewna prawie na 100%, że Twoje dolegliwości to tak zwana maska. Ból psychiczny, który wypierasz i którym nie chcesz się zająć wychodzi pod postacią bólu w ciele. Nie wyleczysz tego lekami tylko psychoterapią. Wiem, że to wydaje się dziwne, ale tak to działa.
                                    • inwalidka Re: Meldujemy się, nie milczymy :-) 11.09.16, 20:21
                                      Ale ja chce zrobić wszystko uważnie notuje każdy twój wpis i staram się wprowadzić go w życie udaje mi sie zrobić to co zaplanowałam jestem ciągle zajeta żeby nie myśleć ale ból nie mija to dziwne bo niewiele osób pisze o dolegliwościach bolowych .
                                      • dzedlajga Re: Meldujemy się, nie milczymy :-) 11.09.16, 21:35
                                        No właśnie nie chodzi o to, żeby nie myśleć, tylko żeby rozwiązać problem. A żeby go rozwiązać to trzeba myśleć. Im bardziej będziesz uciekać od problemu, który jest w Tobie bym bardziej ciało będzie Ci dokuczać. Od strony stanów lękowych też
                                      • dzedlajga Re: Meldujemy się, nie milczymy :-) 12.09.16, 01:51
                                        Miałam o tym nie pisać, ale widzę, że się nie da. Twoim problemem paradoksalnie jest to, z czego najprawdopodobniej jesteś dumna. Dobrze wiesz, że nie jest rolą dziecka zajmowanie się rodzicami w takim stopniu jak Ty to robiłaś. I starasz się tego oszczędzić własnej córce. A Ty robiłaś to do 40 roku życia o ile dobrze pamiętam. To nie jest normalne, żeby nie wyjść za mąż, zwłaszcza że miałaś za kogo i czekać aż matka umrze. A jakby żyła jeszcze 20 lat? Nigdy byś za mąż nie wyszła? Nie można odkładać własnego życia aż ktoś umrze.

                                        Słyszysz jak to brzmi? Ale dokładnie to właśnie zrobiłaś - czekałaś z rozpoczęciem własnego życia na jej śmierć. Domyślam się, że nigdy nie myślałaś o tym w ten sposób, no ale tak to wygląda.

                                        Żeby żyć życiem matki musiałaś zapomnieć o sobie. O swoich potrzebach, bo na pierwszym miejscu były zawsze potrzeby matki. Nie założyłaś rodziny, bo matka Cię potrzebowała. Ja wiem, że masz poczucie dobrze spełnionego obowiązku. I wszyscy wokół zapewne stawiali Cię innym dzieciom za przykład. Taka zaradna, troskliwa córka, żeby moja była taka... Tylko że jego córka miała własne życie a nie złożyła je w ofierze rodzicom. Tak, rodzicom trzeba pomóc. Na starość. I pomóc, a nie oddać za nich życie. A ile Ty miałaś lat jak zaczęłaś się opiekować matką? Byłaś w wieku swojej córki czy młodsza? Z ilu rzeczy musiałaś zrezygnować bo matka Cię potrzebowała? Pewnie nawet nie myślałaś o tym, że mogłabyś czegoś chcieć. Bo zawsze na każdym kroku to matka była najważniejsza. Taka postawa jest konieczna w odwrotną stronę - to rodzice rezygnują z wielu rzeczy dla dzieci. Ale też nie całe życie, bo można po prostu zwariować. Obecnie coraz częściej się mówi o tym, że nawet jak dziecko jest malutkie, żeby jednak wyjść z domu na kilka godzin a malucha zostawić z kimś, kto się nim zajmie. Dziecku przez parę godzin z babcią czy nianią nic się nie stanie a matka złapie niezbędny dystans. Przypomni sobie, że jest czymś więcej niż maszyną do przewijania i jadłodajnią. Ty nie miałaś szansy, żeby złapać oddech, a w dodatku to Ty byłaś dzieckiem.

                                        No i stąd Twoja nerwica. Zagłuszasz ją lekami, ale to mało skuteczne zwłaszcza, że jak dobrze wiesz xanax uzależnia i powinien być przepisywany tylko doraźnie. Poza tym on nie rozwiązuje problemu, bo leki uspokajające są jak lek przeciwbólowy na złamaną nogę. Więc zaczyna chorować ciało. Bo wszystko w Tobie krzyczy, żebyś zajęła się sobą. Tylko to nie chodzi WYŁĄCZNIE o takie zajęcie się, że pójdziesz na grzyby. Owszem to też, ale bardziej chodzi o psychikę. Żeby bardziej zobrazować, co się z Tobą dzieje porównam to do wrzodu. To co Ci dokucza najbardziej to jest taki wrzód. I im bardziej udajesz, że go nie ma tym bardziej on właśnie jest i się rozrasta. Jedyny sposób, żeby się go pozbyć, to przeciąć, usunąć ropę i pozwolić się zabliźnić. Nie wiem czy już tego Ci nie pisałam. Dopóki tego nie zrobisz będzie coraz bardziej bolało. I ciało, i ataki lęku będą silniejsze. Twoje ciało będzie robiło wszystko, żeby Cię przekonać, że bez przecięcia wrzodu nie da się dalej żyć. To znaczy da się. Pocieszę Cię, że możesz jeszcze żyć naprawdę długo. Tylko ja nie wiem, czy chciałabym żyć w ten sposób

                                        To może też być taka podświadoma projekcja, czy jak to się tam nazywa. Skoro matka była chora i dostała Twoją opiekę, to podświadomie "liczysz" na to, że jak Ty będziesz chora to też tę opiekę dostaniesz. Tylko, że świadomie wcale tej opieki nie chcesz, bądź chcesz, ale jej po prostu nie dostajesz. I tak naprawdę czyjaś opieka niewiele zmieni, bo musisz dotrzeć do tych emocji, których jako dziecko nie mogłaś czuć. Bo gdybyś je czuła po prostu nie mogłabyś zajmować się matką. I tak Ci było ciężko, gdybyś czuła to wszystko co normalny człowiek czuje w takiej sytuacji po prostu nie udźwignęłabyś tego wszystkiego. A tak już jesteśmy skonstruowani, że z punktu widzenia ewolucji priorytetem jest przeżyć do okresu rozrodczego i rozmnożyć się. Więc cały organizm zrobi wszystko, żeby za wszelką cenę dać radę przeżyć. Nawet za cenę zdrowia. No ale znów, ewolucyjnie lepiej być chorym a przeżyć niż umrzeć przed wydaniem na świat potomstwa, bo to z kolei grozi wyginięciem gatunku, a celem natury jest przetrwać i przekazać swoje geny dalej. Tak by świat mógł trwać.

                                        I to w sumie już dziś nie jest ważne, czy słusznie robiłaś poświęcając matce pół swojego życia. Ważniejsze jest to, żebyś poczuła to wszystko co musiałaś wyprzeć ze swojej świadomości, żeby przeżyć do dziś. Złość, przerażenie, smutek i żal. Nawet radość. Również poczucie winy, że nie dajesz rady sprawić, żeby matka wyzdrowiała. Dopóki nie dotrzesz do tamtych uczuć niestety możesz liczyć jedynie na to, że będzie gorzej.

                                        I podkreślę jeszcze raz jedną rzecz. To, że Ty nawet przyjmiesz teraz do wiadomości to co napisałam, że zrozumiesz i zgodzisz się to jeszcze niczego nie zmienia. To tak jakby anorektyk zgodził się, że dla własnego zdrowia i życia powinien jeść przynajmniej kanapkę na śniadanie i zupę na obiad. Po czym przez tydzień nie wziął ani kęsa do ust.

                                        Te wszystkie uczucia o których pisałam musisz POCZUĆ. Ale niestety nie da się tego zrobić tak na pstryk. Ja, na przykład będąc świadoma, że muszę poczuć dziecięcy smutek wkurzałam się, bo nijak nie mogłam dotrzeć do niego. A wiedziałam i czułam, że jest mi to potrzebne, żeby iść dalej. Na szczęście świat jest tak fajnie skonstruowany, że jak się czegoś szuka to się to znajdzie. I znalazłam zajęcia, podczas których dotarłam do tamtych emocji i zaopiekowałam się tamtą małą Dzedlajgą. Choć idąc na nie nie wiedziałam co się tam wydarzy. Ale poszłam.

                                        Nie da się tego też zrobić przez internet. W każdym bądź razie ja nawet nie zamierzam próbować. Choć nie mam wcale pewności, że by mi się udało. Ale to zbyt trudne rzeczy, żeby je robić na odległość. Jeśli nie potrafisz tego zrobić sama, a życie pokazało, że nie - i to wcale nie jest zarzut, bo zdecydowana większość ludzi tego nie potrafi, to musisz iść na terapię i ją skończyć. Wtedy, kiedy wspólnie z terapeutą uznasz, że to już koniec terapii. Mam naprawdę duże przekonanie graniczące z pewnością, że na każdej rozpoczętej terapii docierałaś do takiego momentu, że byłaś bardzo blisko dokopania się swoich dziecięcych emocji. I wtedy uciekałaś, bo się ich po prostu boisz. I ja to rozumiem, bo zmierzenie się z nimi jest strasznie trudne, ale bez tego się nie da ruszyć z miejsca. Nie wymyślono dotąd innego sposobu. I nie wiem czy w ogóle jest jakiś inny sposób.


                                        I jeszcze o bólu. To nie jest tak, że nieważne jaka choroba ale skoro dotyczy głowy to znaczy, że ma u każdego tak samo wyglądać. To tak jakbyś oczekiwała, że atak wyrostka robaczkowego będzie przebiegał dokładnie tak samo jak na przykład żółtaczka - bo oba schorzenia dotyczą ciała. To jest forum chad i większość osób tutaj choruje właśnie na chad. Choć są też tacy, co mają inne diagnozy. Ja na przykład jestem chora na chorobę, której od paru lat już nie ma. Śmieję się, że jak nie ma choroby, to znaczy, ze jestem zdrowa i powinnam odstawić leki wink Unia uzdrawia nawet lepiej niż ZUS bo robi to bardziej systemowo big_grin big_grin big_grin

                                        W dodatku nawet chad nie jest u wszystkich taki sam, bo jest co najmniej kilka odmian a i tak każdy choruje trochę inaczej.

                                        Widocznie akurat w przypadku "naszej" choroby, organizm uznał, że ból nie jest niezbędny do poradzenia sobie z problemem. Za to dał nam inne atrakcje, których Ty nie doświadczasz. Więc nie szukaj u nas opisów bólu, za to u siebie raczej nie znajdziesz manii ani psychozy. Nie mówię, że są gorsze od bólu całego ciała, ale na szczęście nie wszyscy dostaliśmy wszystkie atrakcje, bo tego to by już nikt nie zniósł.
                                • efka_te Re: Meldujemy się, nie milczymy :-) 12.09.16, 20:36
                                  @sensi47. Tak jak Ty jesteś przekonana do leków, tak ja jestem przekonana do alternatyw smile. Niekoniecznie nazwałabym siebie odważną. Po prostu odwołuję się do mojej własnej wieloletniej remisji, podczas której nie miałam ni większych górek, ni dołków. Wahania były raczej w normie, panowałam nad nimi. Czasem jedynie, w sytuacjach stresowych, reagowałam nieadekwatnie do bodźców. Wydaje mi się, że w moim przypadku tego typu wahania można kontrolować bez udziału leków.
                              • drugikoniecswiata Re: Meldujemy się, nie milczymy :-) 10.10.16, 19:00
                                Cześć. Parę lat temu dużo pisywałam na tym forum. Na jakimś etapie mojego życia wsparcie piszących tu osób (wielu z tamtego okresu już nie ma, ale niektórzy ciągle tak) bardzo dużo mi dało - zwłaszcza w okresie zamętu przy pierwszych próbach korekty diagnozy w kierunku chad i jakiejś próbie oswojenia tej dziwnej rzeczywistości. Jestem szczerze wdzięczna tym osobom, zwłaszcza tym z Was, z którymi nawiązałam kontakt osobisty, czy to f2f, czy @, czy przez telefon. Dzięki tym spotkaniom i rozmowom czuję się w codziennej szamotaninie mniej samotna. <3 <3 <3

                                Myślę, że w czasie aktywnego pisywania na forum dużo dostałam, ale i bardzo dużo z siebie dawałam. Ponieważ miałam tendencje do tego, by wciągać się w niekończące się dyskusje w tematach, w których zdania są podzielone, w których to dyskusjach następnie bezsensownie się spalałam, spędzając pół doby w wirtualu, na jakimś etapie postanowiłam się wycofać. Teraz zaglądam na forum sporadycznie, głównie jak mam doła uncertain

                                Z perspektywy czasu widzę, że kilkuletnia obecność na forum zarówno bardzo mi pomogła, jak i - równie bardzo - zaszkodziła. Otoczona spójną forumową narracją, która z pewną dozą #ironii zamknęłabym w zdaniu "zanim pierdniesz skonsultuj to z lekarzem i upewnij się, ze na pewno bierzesz właściwy lek na pierdzenie" nie wpadłam na to, że historii jest wiele, tyleż narracji i języków opisywania doświadczenia. A może wpadałam, ale ten Jedyny Słuszny po prostu je wchłonął. Moment, w którym uświadomiłam sobie, że to ja wybieram język, perspektywę poznawczą, filozofię, za którą się opowiadam, i że nie mam obowiązku wybierać tej lansowanej na forum czy w szpitalach psychiatrycznych, bo nie jest jedyną słuszną właśnie - no, to był ważny moment, lub raczej okres i proces w moim życiu. Który ciągle trwa i chwała mu za to.

                                Nie chciałabym, żeby to co napisałam zostało zrozumiane tak, że pisują tu osoby, które niepotrzebnie biorą leki. Może tak, może nie. Takich rzeczy nie da się stwierdzić patrząc do przodu, a jedynie ex post, i nikt z nas tego nie wie, dopóki nie sprawdzi. Każdy ma prawo do własnego bilansu strat i zysków, szacowania ryzyka i ochoty na eksperymenty. Szanuję więc osobiste wybory. Ale jednocześnie wierzę w jednostkowość naszych historii i nie wierzę w dogmat diagnozy, zwłaszcza w obliczu ciągle się rozszerzających kryteriów diagnostycznych.

                                Moim zdaniem w polskim internecie nie znajdziesz takich środowisk, jakich coraz więcej pojawia się w internecie anglojęzycznym. U nas ciągle dominuje medyczny model myślenia. Na forum pisuje grupa osób, która w jakiś sposób odnalazła się w życiu z diagnozą i lekami, wybrała takie postrzeganie świata, i najprawdopodobniej będzie cię nieustannie - w ten czy inny sposób - strofować, gdy będziesz lansować inny pogląd. Takie w każdym razie są moje doświadczenia.

                                Wsparcia na pewno warto szukać, ale na podstawie własnych doświadczeń wydaje mi się, że znalezienie go akurat tutaj w akurat tych dywersyjnych klimatach jest mało prawdopodobne. Mogę się mylić. Ja zarejestrowałabym się na którymś z forów amerykańskich.

                                Polecam stronę www.comingoff.com (moim zdaniem bardzo sensowne wytyczne, jeśli odstawiasz leki, przeczytaj je koniecznie)

                                ...jak również hasło open dialogue, książki Arnhild Lauveng, Antoniego Kępińskiego i Kazimierza Dąbrowskiego, a z eventów Otwarte Seminaria Filozoficzno-Psychiatryczne, najbliższe w listopadzie w Lublinie. A, jeszcze zajęcia Jakuba Tercza na uniwersytecie otwartym UW też polecam.

                                Sama buntowniczo czytuję portal www.madinamerica.com - czasem z sensem, czasem bez, ale dużo wartościowych teksów i zupełnie inna perspektywa od tej, którą spotkać można w PL. No, to się rozpisałam w ramach solidarności z wolnomyślicielką wink

                                Last but not least, to co napisała dzedlajga o odpowiedzialności jest ważne. To podkreślają również autorzy stron amerykańskich. To my bierzemy leki i to my podejmujemy decyzję, czy chcemy, czy nie chcemy ich brać. Godząc się na odpowiedzialność z tej decyzji wynikającą.
                                • 39.a Re: Meldujemy się, nie milczymy :-) 11.10.16, 20:53

                                  Cześć. Zgadzam się mocno z tym, że polskojęzyczny net to nikły promil wiedzy/informacji, jeszcze bardziej uświadomił mi to jeden z odcinków SciFun na YT. Wykresik piękny. Polski net --, anglojęzyczny -----------------------------------------------------. Chcesz wiedzieć więcej - chociaż biernie, ale w stopniu zaawansowanym znaj angielski. To moje przykazanie z ostatnich dni.
                                  Odnosząc się do dywersji: niech każdy robi co chce, leczy się jak chce, ale fatalne jest namawianie innych, aby
                                  robili to samo. Jeszcze gorzej jeśli robią to osoby korzystające z bardzo wątpliwych źródeł. I widać, że "nie mają się dobrze". Niech sobie robią, ale niech nie indoktrynują. (Podałaś przykłady swojej aktywności a propos zaburzenia, szanuję, namawiania mimo wszystko nie widzę)
                                  I na koniec: osobiście oddzielam się od zżycia się z chorobą i odmawiam utożsamiania się z etykietką "chadowiec", jest masę znacznie ciekawszych obszarów życia/aktywności itp.
                                  Obracanie się w kręgu choroby obecnie wydaje mi się dość straszne. Zbyt mroczne. Szanuję jednakże, jeśli ktoś ma taką potrzebę. Może jeszcze kiedyś będę musiała znów zanurzyć się "w".
                                  Leki biorę, pomagają trzymać się w ryzach. Forum śledzę, bardziej z przyzwyczajenia. Czuję, że rozkwit fora gazeciane miały wg moich obliczeń miały w latach 2000-2007. Jest sporo miejsc być może ciekawszych, w które rozpierzchliśmy się. Ja też.


                                  Życzę wszystkim najlepszego, jak zawsze.
    • 39.a Re: Meldujemy się, nie milczymy :-) 12.09.16, 01:04

      Piękna pogoda - tak jak chciałam.
      Bardzo źle reaguję na hałas i przypomniało mi się dobrodziejstwo używania stopperów.
      Kupilam 3 paczuszki i jestem...przeszczęśliwa. Odpoczywają uszy. Zastanawiam się
      nad kupnem profesjonalnych, aby jeszcze bardziej wytlumić otoczenie (mieszkam
      przy potwornie głośnej ulicy). Aż niedowierzam, że człowiekowi może tak bardzo
      poprawić się humor, bo nie niszczy go hałas. Przypomniała mi się szkoła podstawowa,
      cierpiałam bardzo podczas przerw, pewnie teraz wyciszone dziecko otrzymałoby
      jakąś pomoc i byłoby odizolowane od nadmiaru decybeli.
      Polecam bardzo wytlumienie hałasu, jeśli kogoś dręczy podobny problem.
      ODŻYŁAM. Dotąd wypoczywałam od hałasu dopiero od 22:00...
      Pozdrowienia i życzę wszystkim zdrowia.
    • szarowianka Re: Meldujemy się, nie milczymy :-) 13.09.16, 06:37
      Dałaś mi do myślenia określając mój stan zblazowaniem. Zmusiłaś do rozmów z przyjaciółką. Posiadanie wszelkich dóbr materialnych tylko w mojej! głowie jest ogromne.Przez głupie poczucie winy że nie należy mi się nic dobrego w życiu- wdrukowane w dzieciństwie w głowie cały czas kołacze przypominając że na to nie zasługuje. Ona zaś twierdzi że to normalny poziom. A że do wszystkiego doszliśmy sami też nie podnosi mnie na duchu.
      Pięknie piszesz że walczysz ,aby nie mieć z żadnego powodu poczucia winy. To mi uświadomiło w którym kierunku powinnam pracować nad sobą.Też długa droga przede mną.
      Dzięki Ci za to smile dobra kobietosmile
      Pozdrawiam wszystkich
    • cos_nie_w_smak Re: Meldujemy się, nie milczymy :-) 17.10.16, 10:59
      Co u Was słychać? Jak się czujecie?

      Mnie jest straszliwie zimno, liczyłam jeszcze na kawałek słonecznego lata, a tu takie buty.
      Nastrój chwilami się załamuje, leżę wtedy pod kołdrą i drapię stopą krawedź łóżka, względnie
      bujam się jak osierocone dziecko.
      Bardzo dużo pracy, każdy wolny dzień staram się więc celebrować (byle nie przeszkadzało załamanie nastroju).
      Czytam, czytam. I czytam.
      Walczę ostatnio bardzo, aby nie mieć z żadnego powodu poczucia winy. Długa droga przede
      mną.

      Odzywajcie się, proszę

      Fajnie napisanesmile
      39.a
      Ja uporałem się z chorobą nareszcie.
      Wpadnij czasem na powroty z otchłani.
      Kiedyś przez chwilę pisałaś,nie wiem czy lubisz pisać tam lub ze mną.
      Ale od twojego ostatniego razu zmieniło się wszystko o 180 stopni.
      Lubię pisać z tobą i czytać ciebie czasami.
      Ale to co ja nie liczy się właściwie.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka