Dodaj do ulubionych

depresja i słodycze od razu

26.10.04, 07:15
Bylam u pani doktor. Stwierdzila objawy depresji (fizyczne objawy). Zapisala
antydepresant - Lexapro. Twierdzi, że siegam po slodycze, bo serotoniny mi
trzeba. No i dzisiaj sobie popusicilam - jest siodma rano a ja juz zdazylam
zjesc 5 Grzeskow w czekoladzie i 2 drozdzowki. Mam dosc, zaslodzilam sie.
Postanowilam, ze nie bede sie samobiczowac z powodu obzarstwa. Najwyzej
odrobine przytyje (mam nadzieje, ze tylko odrobine). Potem znowu schudne
troche. Wierze, ze ten antydepresant zadziala. Musi do cholery!
Co ciekawe - psychicznie czuje sie niezle. Tylko bym jadla i spala. Teraz tez
tylko marze o tym, by sie polozyc do lozka, najbezpieczniejszego miejsca na
swiecie i nic nie musiec.
Musze jakos wytrzymac w pracy.
pozdrawiam Was z drugiego bieguna wink
sheila
Obserwuj wątek
    • sheila_take_a_bow chce spac 26.10.04, 09:12
      Pracowac mi sie nie chce.
      Chce do domu.
      Pod kremowy koc z Ikea sie schowac.
      Zeby nikt sie mnie o nic nie pytal.
      Spac jak szalona, duzo godzin.
      Albo przynajmniej - polezec w lozku, pod kocem, nie pod koldra, kulturalnie pod
      kocem. wink
      Czuje sie zmeczona i przymulona.
      Najchetniej wzielabym tydzien wolnego i wysypiala sie dowoli.
      Najchetniej zwolnilabym sie z pracy, zeby moc spac i lezec. ie no, tu
      przesadzilam.
      Niestety - nie moge wziac wolnego.
      • nevada_blue Re: chce spac 26.10.04, 09:17
        <przytul>
    • awanturka Re: depresja i słodycze od razu 26.10.04, 10:35
      Dziewczyny!

      Jak sie też tak czuję. Dokładnie tak!

      Moje ulibione zajecie to spanie, apetyt na słodycze przeogromny (a nie wolno mi - mam poczatki cukrzycy). No i nastrój taki jakiś dziwny, w sumie jest mi nawet dobrze tylko ta sennosc, to spowolnienie, taki letarg... Dochodzę do wniosku, że taki rodzaj depresji możnaby sobie spokojnie przeczekać pod kołderka (lub kocykim) gdyby nie to, że pracować trzeba...

      Chyba powinny byc organizowane zajęci "szkoła przetrwania w pracy dla osób z depresja atypowa". Co Wy na to?

      A swoja drogaa ciekawe, że nas to tak równocześnie dopadło. Może to wpływ jesieni, bo mnie taka postac depresji systematycznie dopada w październiku.

      A Nevadzie współczuję, wiem jak to jest jak się studiuje majac takie objawy. Ja przy takich własnie objawach pisałam i broniłam magisterkę. No, nie było łatwo (delikatnie mówiac...)

      Trzymajacie się jakoś! pozdrowienia od awanturki!

      • sheila_take_a_bow Re: depresja i słodycze od razu 26.10.04, 11:04
        czesc awanturko,
        To witaj w klubie. W klubie Spiaco - lezaco - jedzacych.
        Jeszcze 4 godziny w pracy.

        A od soboty zaczynam zajecia na uczelni - jestem przerazona jak ja to fizycznie
        wytrzymam (z tym spaniem). Na sama mysl mi sie odechciewa. 10 godzin w sobote i
        pol niedzieli. O Boze, ja nie chce!!!

        pozdrowienia dla Ciebie awanturko i dla Ciebie nevado (spijcie dobrze, Kochane)
        i w ogole dla wszystkich,
        cholernie_dwubiegunowa_sheila
        • sheila_take_a_bow Re: depresja i słodycze od razu 26.10.04, 11:44
          Dzisiaj sie tutaj strasznie uzalam, przepraszam Was.

          Przed chwila sie pomylilam w pracy, spojrzalam na niezadowolna mine szefowej,
          wszystko sie we mnie zagotowalo. Mialam ochote sie nazrec czegos slodkiego.
          Natychmiast.
          Nie lubie tej roboty, to inna sprawa. Ale ja jestem kompletnie nieprzytomna,
          mysle tylko o tym, jak wreszcie stad wyjde do bezpieczenstwa lozka i ciastek
          ewentualnych.
          Szlag mnie tu trafia, a roboty mnostwo.
          dzieki, ze sie moglam wygadac.
          Jak mozecie, gadajcie i Wy.
          sheila_marudna
          • nevada_blue Re: depresja i słodycze od razu 26.10.04, 11:50
            nie przepraszaj
            <przytul sheile>
            • sheila_take_a_bow Re: depresja i słodycze od razu 26.10.04, 12:00
              Dziekuje, Kotku.
              >>nevade tez przytul.<< I to mocno.
    • nevada_blue :( 26.10.04, 11:38
      resztę lepiej przemilczę...
    • blue_a To ja mogę przytulać :) 26.10.04, 13:03
      Na misia smile

    • awanturka do Sheili - https://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html 26.10.04, 18:55
      Masz coś ode mnie na temat objadania się na "Kompulsywnym Forum".
      A tak na marginesie, ciekawe, że odwiedzamy te same fora, prawda?

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12051&w=16643703&a=17062379
      • sheila_take_a_bow awanturko -dziekuje 27.10.04, 07:18
        awanturko, dziekuje!!!
        Rzeczywiscie to niezwykle, ze spotykamy sie na tym samych forach.

        A Ty jak sobie teraz radzisz / nie radzisz z apetytem, slodkosciami? Poddajesz
        sie temu, czy jakos szczegolnie z tym walczysz?

        pozdrawiam Cie bardzo
        • awanturka Re: awanturko -dziekuje 27.10.04, 10:16

          Radzę sobie różnie, raz lepiej raz gorzej. Ale chyba jest lepiej niż bywało kiedyś. U mnie to nie tylko sprawa przytycia lub nie ale wprost sprawa zdrowia bo mam poczatki cukrzycy. Apetyt na słodycze mozna zmniejszyc zwiekszjac ilośc wolnowchłanialnych węglowodanów w diecie (pieczywo, kasze, makaron, ryż). Wtedy organizm w sposób ciagły ma dostep do węglowodanów (bo sie wolno wchłaniaja w tej postaci) i mniej potzrebuje "bomb weglowodanowych" w postaci słodyczy. To trochę pomaga. Jeżeli musisz już jeśc słodycze to raczej unikaj takiej formy w jakiej sa połaczone z tłuszczami. Takie połaczenie powoduje produkcję galaniny, która działa przymulajaco, nasennie a na takim efekcie Ci chyba teraz nie zależy. Lepsze jest poprostu słodkie pieczywo (np. ciasto drozdżowe) niż wafelek w czekoladzie.

          - awanturka
          • awanturka Re: awanturko -dziekuje 27.10.04, 10:20
            I jeszcze jedno.
            U mnie taktyka "walki" i "mocnych postanowień" nie sprawdza sie w ogóle. A nawet pogarsza sprawę. Tutaj trzeba opracowac jakaś wyrafinowwana strategię. cały czas nad tym pracuję. Efekty są różne, niestety, ale jak juz pisałam jest lepiej niż było.

            awanturka
            • sheila_take_a_bow poczatek konca 27.10.04, 10:50
              Wlasnie wtrzachnelam 3 drozdzowki z serem. Niby juz nie moge wiecej, ale juz
              obmyslam ile sie najem jak tylko przyjde do domu. To jest poczatek konca. Za
              chwile bede gruba i wstretna.
              Do tego w pracy ciagle czegos ode mnie chca - chcialabym zeby mnie zostawili w
              spokoju, chcialabym zamknac sie w domu, nie dociera do mnie to, co mowia.
              Jeszcze chwila i wszystko pozawalam.
              • nevada_blue Re: poczatek konca 27.10.04, 10:58
                trzymaj się Kotku
                <przytul sheile>
              • awanturka Re: poczatek konca 27.10.04, 18:23
                No to ja dzisiaj na przerwie zamknęłam sie w toalecie dla nauczycieli - płakałam i klęłam na przemian. Mam dość tego, że z niczym nie daje sobie rady, że zawalam tyle spraw, że nie przygotowuję sie do lekcji jak trzeba, że kartkówek nie poprawiam w terminach, że jedyna rzecz o której myślę w pracy to to, że jestem cholernie znurzona i marzę kiedy bedę wreszcie w domu i wejdę pod kołdrę. I codziennie rano wygrzebujac sie spod kołdry do pracy ide jak na skazanie.

                Znowu w pracy narobie sobie tyłów i bede miała kłopoty. A nikt nie wie co mi jest i patrza na mnie jak na ostatniego lenia i obijboka...

                Mam dosyć! Tak bym chciała juz czuc się w miarę dobrze.
                Niestety na razie nie widac symptomów poprawy...


                Nie jest lekko...
                powtarzam sobie jak mantrę: "przeczekać","to minie", "przeczekać", "to minie", "przeczekać".....

                awanturka
                • nevada_blue Re: poczatek konca 27.10.04, 19:37
                  mocno i baaaardzo ciepło przytulam!
                  nie wiem co jeszce mogę..
                  trzymaj się jakoś!
                  jeszcze będzie lepiej!
                  • sheila_take_a_bow Re: poczatek konca 28.10.04, 07:24
                    Nevada, DZIEKUJE!!!
                    Tez Cie przytulam, gdziekolwiek tam jestes, Dobry Duszku,
                    pewnie sama masz malo sil,
                    jestes bardzo dzielna, Kochanie.
                • belpo Re: poczatek konca 27.10.04, 22:31
                  mantra jest ważna.
                  bardzo ważna.
                • sheila_take_a_bow Re: poczatek konca 28.10.04, 07:21
                  awanturko, jak Ciebie czytam, to czuje, ze nie jestem sama z takimi myslami, z
                  takim samopoczuciem. Niesamowite jest to podobienstwo! Napisalas: >> jedyna
                  rzecz o której myślę w pracy to to, że jestem cholernie znurzona i marzę kiedy
                  bedę wreszcie w domu i wejdę pod kołdrę. I codziennie rano wygrzebujac sie spod
                  kołdry do pracy ide jak na skazanie.>>
                  Czuje sie dokladnie tak samo!!!!

                  Wspolczuje Ci dodatkowo, bo w Twoim zawodzie trudno sie ukryc z gorszym
                  samopoczuciem, jestes wyeksponowana przed grupa ludzi (uczniow). Dzielna jestes
                  bardzo!!!

                  W najblizszy weekend mam zajecia na uczelni (bo zaocznie). 10 godzin w sobote i
                  7 w niedziele. JESTEM PRZERAZONA!!! Jak ja wytrzymam tyle czasu, bez mozliwosci
                  ucinania sobie drzemek, bez spokoju? Do tego nowa grupa, nowi ludzie i obawiam
                  sie, ze nie bede zbyt "fajna" i wystarczajaco wesola, nie dam rady zalapac
                  kontaktu. Bede sie zmuszala do usmiechu... Marze zeby juz byla niedziela
                  popoludniu i po wszystkim. Nie chce tych studiow, chyba nie mam na nie sily.
                  Staram sie to robic dla mamy.

                  Wczoraj zadzwonil moj tato i mowi: "Sprobuj patrzec bardziej optymistycznie,
                  nie przejmuj sie". Wiem, ze chcial dobrze, ale wkurwil mnie tymi slowami.
                  Tlumaczylam mu tyle razy, ze musze brac leki, ze chocbym sie zesrala - nie dam
                  rady sila woli spojrzec optymistycznie (O Boze!!!!) Jak zaczelam mu mowic ze
                  musze brac leki (coraz bardziej wkurwiona), to sie wycofywal, jakby nie
                  przyjmowal do wiadomosci, ze to nie moja wina, ze sie zapadam coraz bardziej.
                  Niby nie musi tego pojac, ale to wkurwiajace strasznie, brak zrozumienia,
                  przytakuje mi i niby rozumie, ale mam wrazenie, ze gowno rozumie.
                  Bo rodzice juz wiedza, ze znowu mam depresje. I teraz zaczna sie ich podchody,
                  telefony...Nie chce mi sie z nimi gadac. Cale szczescie sie wyprowadzilam z
                  domu. Czuje sie winna, ze taka niesympatyczna sie robie wobec nich, wiem, ze sa
                  bezradni i pewnie zmeczeni tymi zmianami u mnie.

                  pozdrawiam Cie cieplo, awanturko Kochana,
                  Trzymajmy sie jakos,
                  jesli masz sily - odzywaj sie tutaj,
                  Tez zaczne powtarzac Twoja mantre "przeczekac" "TO MINIE".
                  • sheila_take_a_bow to juz tak bedzie 28.10.04, 07:31
                    pomyslalam - to juz tak bedzie wygladac moje zycie. Jakas praca, na sile, w
                    obecnosci mamy, jakies meczenie studiow. Co sie wygrzebie z depresji, naciesze
                    sie hipo, to znowu mnie dopadnie. I znowu - czekanie az lek zadziala...i znowu
                    gorka i strach, kiedy dobry czas sie skonczy. I wychodzenie do ludzi,
                    oczarowywanie nowych (w hipo), a potem zamykanie sie w domu, uciekanie w sen i
                    slodycze. Tycie i chudniecie naprzemian....Znowu nie mam pomyslu na swoje
                    zycie, na siebie. I bede tak zyla - wstawala rano, leciala do jakiejs pracy (o
                    ile mnie z niej nie wywala)wracala z pracy.....TO JEST STRASZNE....
                    • nevada_blue Re: to juz tak bedzie 28.10.04, 12:23
                      rozumiem Cię..
                      też się boję..
                      <przytulam ciepło>
                  • nevada_blue Re: poczatek konca 28.10.04, 12:21
                    znów nie poszłam na zajęcia sad
                    po kilku godzinach walki ze sobą w końcu wstałam
                    i już załuję
                    i myślę tylko o tym, żeby wrócić pod kocyk..
                    gdybym mogła płakać, pewnie siedziałabym i ryczała
                    ale jakoś nie mogę
                    za to coś w środku łka, szarpie się i krzyczy
                    choć już coraz ciszej..

                    niedługo muszę isć na jedne zajęcia
                    w zeszłym tygodniu nie byłam
                    jeszcze raz i mnie wywalą
                    jakoś mi już chyba nie zależy..
                    ale pójdę..

                    i znowu ludzie
                    znów się uśmiechać, rozmawiać
                    jakby nigdy nic
                    udawać, że cos umiem
                    i tłumaczyć pokretnie dlaczego nie..

                    rodzice
                    ojciec nie wie, że mam deprechę
                    ale moja mama tak - przypadkiem się dowiedziała
                    mniej więcej, bez szczegółów
                    dzwoniła przedwczoraj
                    pytała jak jest
                    powiedziałam, że ciągle jestem na lekach
                    nie, nie zapisałam się na żadną psychoterapię
                    [nie mam ochoty się z nikim widzieć ani rozmawiać o tym, co się dzieje..]
                    usłyszałam, że za mało robię, żeby z tego wyjść
                    bo na samych prochach się nie da
                    a mi już wszystko jedno
                    i przykro mi było z nią rozmawiać..

                    nie wiem po co to piszę..
                    rozumiem Cię Sheila
                    i trzymam kciuki za Ciebie!
                    nie daj się!
                    póki wierzysz - powtarzaj sobie, że to minie..
                    ja już przestałam..

                    przytulam ciepło
                    • sheila_take_a_bow Re: poczatek konca 28.10.04, 13:06
                      nevadka, cholernie Cie ROZUMIEM.
                      Wszystko o czym piszesz jest mi tak dobrze znane, ze az strach.
                      To jesli Ty nie wierzysz, to ja bede wierzyc za Ciebie, dobra?
                      Duzo o Tobie myslalam.
                      Kochana - to jest nasze haslo (awanturki, moje, innych forumowiczow) -
                      PRZECZEKAC, PRZECZEKAC, PRZECZEKAC. Nawet pod tym kocem...
                      Latwo mi mowic, zapomne o tym jutro rano, kiedy bede probowala zwlec sie z
                      lozka o 5:50 razem ze swoim strachem i niechecia.
                      Jesli Ci to przynosi ulge, to pisz jak najwiecej, jesli masz sily, by pisac.
                      TO MINIE, zeby powrocic znowu....Marne to pocieszenie, marniutenkie.
                      Ale ZA jakis czas NA jakis czas minie. Przyjdzie nagroda w postaci hipo i znowu
                      bedzie tak pieknie i lekko. I znowu nas wycisza stabilizatorem, zeby potem
                      znowu przyszla sennosc i niemoc, a potem znowu hipo....Najgorsza jest ta
                      dwubiegunowosc WLASNIE. Pieprzony prezencik gratis od natury. Kto wie, moze nam
                      sie poszczescilo (chyba sama nie wierze w to co pisze), bo moglysmy dostac cos
                      znacznie gorszego....Sama pierdole glupoty, przeciez nie mozna tego porownywac
                      z cierpieniami innych...
                      Kochana, przetrwaj razem z nami wszystkimi, nie masz obowiazku wierzyc, nie
                      masz obowiazku zmuszac sie do optymizmu. Nie bede Ci pieprzyc banalow, ze
                      bedzie dobrze, to drazni, prawda? Ale to kurestwo lubi odpuszczac, samo znika i
                      samo sie pojawia...
                      Myslami bardzo bardzo jestem z Toba, choc wiem, ze niewiele moge zrobic, jak
                      nic, zeby Ci bylo lzej.
                      Trzymajmy sie razem.
                      pa.
                      • nevada_blue Re: poczatek konca 28.10.04, 13:56
                        wiesz, najciekawsze jest to, że nie mam doła jako takiego
                        i nastrój całkiem niezły..
                        tylko..
                        ja już po prostu nie chcę..
                        coś we mnie zgasło
                        i wypełnia mnie przerażająca pustka
                        i wszystko wokół
                        pustka i cisza..
                        nie chcę już
                        budzić się rano
                        czekać
                        mieć nadzieję
                        tonąć w poczuciu bezsensu
                        zmuszać się do czegokolwiek
                        rozmawiać
                        milczeć
                        patrzeć
                        oddychać
                        myśleć
                        być..
                        • sheila_take_a_bow Re: poczatek konca 28.10.04, 14:04
                          Jakbysmy mialy skserowane objawy, no naprawde.
                          U mnie tez - nastroj nie wisielczy, raczej niechec, zmeczenie, rozdraznienie.

                          Ale z tego co napisalas, jak to czytam, to na niezly nastroj mi to nie wyglada.
                          • nevada_blue Re: poczatek konca 28.10.04, 14:10
                            po prostu jestem zmęczona
                            szarpaniną z własnymi myślami
                            i poddałam się..
                            nie ma w tym nic smutnego -
                            to raczej mieszanka rezygnacji, obojętności, pogodzenia się
                            cichego spokoju, który wypełnia duszę..
                            nie martw się
                            ja już się nie martwię..
                            • sheila_take_a_bow Re: poczatek konca 28.10.04, 14:19
                              OK, rozumiem.
                              Jednak rezygnacja kojarzy mi sie ze smutkiem.
                              Czy naprawde jestes pogodzona?
                              • nevada_blue Re: poczatek konca 28.10.04, 14:20
                                pogodziłam się z własnymi myslami..
                                • sheila_take_a_bow Re: poczatek konca 28.10.04, 14:27
                                  Nie bardzo rozumiem, wybacz...
                                  Pogodzilas sie z myslami, czyli pogodzilas sie z tym jakie one sa?
                                  • nevada_blue Re: poczatek konca 28.10.04, 14:33
                                    pogodziłam się ze swoimi myślami
                                    znaczy przestałam z nimi walczyć
                                    bo to nie ma sensu..
                                    są silniejsze..
                                    • sheila_take_a_bow Re: poczatek konca 28.10.04, 14:41
                                      jakie sa te mysli?
                                      • nevada_blue Re: poczatek konca 28.10.04, 14:46
                                        spokojne
                                        ciche

                                        nie pytaj..
                                        • sheila_take_a_bow Re: poczatek konca 28.10.04, 14:53
                                          OK. Przepraszam, ze zapytalam.
                                          Juz nie bede.

                                          Sciskam Cie bardzo mocno,
                                          uciekam do domu,
                                          tam jest bezpiecznie
                                          w miare...
                                          • lucyna_n znajome objawy.... 28.10.04, 17:58
                                            moge dolaczyc do klubu?
                                            wczoraj sie lekko rozbujalam, ale dzisiaj resztaka sil zapisalam plan dzialan remontowych i zaleglam
                                            pod kocem i kimam,nawet nie mam sily w klaiwsze klepac,
                                            trzymcie sie dziewczyny,
                                            to naprawde minie, tyle razy juz tak bylo i minelo, tym razem tez scenariusz znany i powtarzany od lat,
                                            nic sie nie martwcie,
                                            trzymam kciuki za Wasze studiowanie i pracowanie, mam nadzieje ze lexapro i inne cudenka
                                            zadzialaja szybko i bedzie lepiej, energii przybedzie i sie rozkrecicie.
                                            pozdrawiam serdecznie
                                            • sheila_take_a_bow kolejny dzien w raju.... 29.10.04, 06:59
                                              Wczoraj odwiedzila mnie przyjaciolka. Dlaczego tak bardzo chcialam, zeby juz
                                              sobie poszla?
                                              • sheila_take_a_bow mama 29.10.04, 07:33
                                                Im bardziej sie troszczy, wypytuje, zapewnia, ze moge sie zawsze zwrocic o
                                                pomoc (a w czym ona mi pomoze?), tym bardziej tego nie chce, tym mocniej mnie
                                                to wkurwia.
                                                • sheila_take_a_bow to jest jak wyrok 29.10.04, 07:36
                                                  To tak juz bedzie wygladalo moje zycie. Od zakopania sie pod kocem, po czerwone
                                                  maniakalne sweterki...
                                                  NIE MAM SZANS NA NORMALONSC.
                                                  NIE MAM SZANS ULOZYC SOBIE ZYCIA.
                                                  NIE MAM WYJSCIA i musze sie z tym pogodzic.
                                                  Nawet sen nie przynosi juz ulgi.
                                                  Bo potem trzeba sie obudzic niestety.
                                                  • sheila_take_a_bow bredze 29.10.04, 07:42
                                                    Brakuje mi poczucia bezpieczenstwa.
                                                    Nasluchuje tramwajow i odglosow ulicy.
                                                    I musze pracowac w pracy.
                                                    Ciagle wchodze na to forum.
                                                    Sprawdzam nowe posty.

                                                    Bede tkwila w tej pracy.
                                                    Bede dostawala taryfe ulgowa.
                                                    Tu jest tez moja mama.
                                                    I beda mi odpuszczac kolejne dni zwolnienia.
                                                    Ze zrozumieniem, choc zrozumiec sie tego nie da.
                                                    JESTEM SPOLECZNIE NIEPRZYDATNA.
                                                    I jeszcze tyle lat zycia przede mna.
                                                    TO STRASZNE.
                                                    Nie mam odwagi sie zabic, bo nie chce wyladowac w Wariatkowie.
                                                    Wiec musze zyc, zeby nie zamieszkac w psychiatryku.
                                                    Jedyna motywacja do zycia?

                                                    Ale bredze.
                                                    Czy tak zaczyna sie szalenstwo?
                                                  • sheila_take_a_bow forum 29.10.04, 07:43
                                                    pisanie tutaj przynosi ulge.
                                                    Bo tutaj mozna.
                                                  • sheila_take_a_bow rano 29.10.04, 08:01
                                                    Rano budzi mnie lęk.
                                                    Czuje go w scisnietym brzuchu.
                                                    A moze to raczej niechec.
                                                  • sheila_take_a_bow musze 29.10.04, 08:03
                                                    Musze dzisiaj isc na zajecia.
                                                    I jutro.
                                                    I pojutrze.
                                                    Boje sie, ze nie wytrzymam, nie wysiedze, to za trudne.
                                                  • sheila_take_a_bow BOJE SIE 29.10.04, 08:52
                                                    boje sie wszystkiego i wszystkich.
                                                    Boje sie ludzi.
                                                  • awanturka Re: BOJE SIE 29.10.04, 11:44
                                                    Sheilo! Zdobadź się na dystans do własnych myśli. One są jakie są, nie ma sensu z nimi walczyc (o tym juz pisała Nevada), ale można zachowac swiadomość, że takie myśli przepełnione poczuciem beznadziei to wynik choroby. Rożwazanie na temat tego jak bedzie wygladało Twoje życie zostaw na czas, kiedy Twój mózg bedzie funkcjonował normalnie. Teraz to nie ma sensu...

                                                    A ja juz nie jestem dzielna, dzisiaj skapitulowałam i nie poszłam do roboty...

                                                    Pozdrawiam Ciebie i Nevadę bardzo, bardzo ciepło...

                                                    awanturka
                                                  • sheila_take_a_bow Re: BOJE SIE 29.10.04, 12:04
                                                    Jak zwykle masz racje, awanturko.
                                                    Tylko przeraza mnie to, ze moze i za jakis czas znowu zafunkcjonuje normalnie i
                                                    zaczne pozytywnie myslec, zeby potem wszystko wzielo w leb i nastala kolejna
                                                    depresja...I tak juz bedzie zawsze ?!

                                                    Odpoczywaj
                                                    Rowniez cieplo pozdrawiam,

                                                    sheila
                                                  • lucyna_n Re: BOJE SIE 29.10.04, 12:43
                                                    Sheila a moge kiedys do Ciebie przyjsc, tak bardzo potrzebuje kogos kto zrozumie bez zbednych slow,
                                                    jak dla mnie mozesz sobie te pol godziny siedziec pod kocem i sie nie odzywac, ja sobie wypije herbate
                                                    opowiem cos albo nie i pojde i nie bede zadawala pytan, ani dawala rad.
                                                    Jak Ci sie znudze to zobacze i sama pojde bez obrazania i z pelnym zrozumieniem sytuacji.
                                                    To jak , moge Cie kiedys odwiedzic?
                                                  • sheila_take_a_bow Re: BOJE SIE 29.10.04, 12:54
                                                    Sama nie wiem....nie chce niczego obiecywac...Chyba czulabym sie skrepowana, ze
                                                    mialabym tak tylko lezec pod kocem, albo nic nie mowic. Jak znam siebie,
                                                    staralabym sie naciagac rozmowe.Pewnie niepotrzebnie.
                                                    Rozumiem, ze potrzebujesz tak pobyc z kims, tak? Pomilczec, posiedziec.
                                                    Nie wiem lucyna, nie wiem czy dam rade...
                                                  • lucyna_n Re: BOJE SIE 29.10.04, 14:07
                                                    rozumiem, ale jak poczulabys sie za jakis czas zdziebko lepiej to dasz mi znac? bo ja od jutra jestem
                                                    odcieta od netu i sama nie wiem jak to bedzie, troche sie boje ze sama to nie dam rady.
                                                    na razie przytulam Sheile pod kocykiemsmile
                                                    dobry kocyk nie jest zly!
                                                  • sheila_take_a_bow Re: BOJE SIE 29.10.04, 14:19
                                                    odtulam lucyne.
                                                    dziekuje za zrozumienie.
                                                  • sheila_take_a_bow Re: BOJE SIE 29.10.04, 14:25
                                                    Lucynka, a moze bede Ci puszczac gluchacze, co?
                                                    Po prostu ze dwa sygnaly, bez odbioru i jak bedziesz chciala, to odgluchaczysz,
                                                    co?
                                                    Takie gluchacze - wspieracze. Co Ty na to?
                                                  • lucyna_n Re: BOJE SIE 29.10.04, 22:04
                                                    Gluchacze wspieracze sa coolsmile)))
                                                    podoba mi sie ten pomyslsmile

                                                  • sheila_take_a_bow rezygnuje ze studiow 31.10.04, 13:34
                                                    Wczoraj wysiedzialam na zajeciach. Dzisiaj - ucieklam. Przestraszylam sie.
                                                    Przyznalam sie mamie i myslalam, ze nie zrozumie, a zrozumiala. Ze to za
                                                    trudne, ze to za duzy wysilek, ze powinnam zyc na swoja miare. Kamien spadl mi
                                                    z serca.
                                                    Trudno - ide na latwizne, jestem leniwa, a moze to nie tak. Moze bede zyla
                                                    inaczej. Bez studiow, inaczej niz inni, spokojniej.
                                                    Czuje, ze stres zwiazany z uczelnia spowodowal u mnie dol. Wywolala w kazdym
                                                    razie.
                                                  • awanturka Re: rezygnuje ze studiow 01.11.04, 09:31

                                                    Sheilo!

                                                    Jeżeli jesteś jeszcze w depresji wstrzymaj się z rezygnacją, jest stara dobra zasada, że ani w depresji ani w hipomanii nie podejmuje się żadnych waznych decyzji. Nie wykluczone, że gdy depresja minie też Twoja decyzja będzie taka sama. Zrezygnowac możesz przecież w każdej chwili...

                                                    Twoje argumenty brzmią rozsądnie. Mnie na taką decyzję nie było stać i ciagnęłam studia do końca (8 lat) aż je zrobiłam. Pierwszy raz w życiu , jak przeczytałam to co napisałaś, zastanowiłam się czy było warto...I na "pierwszy rzut oka" stwierdzam, że nie. Studiowanie z CHAD to było koszmar...Ale z drugiej strony przez lata całe czerpałam satysfakcję z tego, że dałam radę mimo wszystko...A może nie była to dzielność, tylko głupota? Może Ty jesteś mądrzejsza, dojrzalsza. Nie wiem.

                                                    - awanturka
                                                  • sheila_take_a_bow Re: rezygnuje ze studiow 01.11.04, 10:23
                                                    Awanturko, ja jestem bardziej leniwa od Ciebie.
                                                    Trudno, bede miala marniejsze prace niz inni, ci z dyplomami. No trudno.
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka