Mam nadzieję

20.02.05, 13:50
Witam
Od paru dni czytając to forum dociera do mnie że mogę mieć CHAD i prawdę
mówiąc czuję ulgę na taką ewntualność.
Trafiłam do pierwszego lekarza psychiatry ponad 8 miesięcy temu,chyba w
końcowej fazie 1,5 rocznej chyba depresji-spanie całymi dniami ,na szczęście
mam pracę która mi dobrze robi na glowe-pracuję rekami,i tylko dlatego chyba
mam tą pracę.Sciemniać itd,starałam sie ale życie przerastało,wyłączyli mi
prąd,bo nie pamiętałam o rachunkach,cały czas mam coś do tyłu,nie odbierałam
poczty 8 miesięcy,jaksobie uświadomiłam że może potrzebuję pomocy ,minęło 1,5
roku.Pierwzy lekarz u którego byłam z NFZ chyba nie dał wiary albo ja nie
potrafiłam powiedzieć co mi jest,pamiętam że spytałczy pracuję ,uznał że
skoro mam jeszcze pracę to nie jest żle,wyszłam rozczarowana ii nie poszłabym
do kolejnego gdyby nie
koleżanka w pracy.
Kolejny już prywatnie przepisał lekką ręką Cital po ktorym poczułam
sieświetnie przez jakiś czas potem poczułam sie za pewnie,aże już nie miałam
pieniędzy na kolejne wizyty,zaczęłam sama odstawiać.To było w
listopadzie.Teraz ponowiłam próbę i poszłam dokolejnego przypadkowego lekarza
prywatnie-pracuje ponoć na Nowowiejskiej.
Ta rozpoznała zaburzenia nastroju i możliwe że CHAD,ale jak stwierdziła,są to
lekkie zaburzenia dostałam Depakine-biorę tydzień.
Czytając to forum Praktycznie siedzę i płaczę ,bo ma spieprzone życie,chociaż
nie mam 40-stki,mam za sobą trzy nieudane małżeństwa,sama borykam sie z
wychowaniem córki.
Nikt nigdy minie powiedział że jestem chora,nikogo przy mnie nie ma żeby to
zauważyć.Chciałam studiować -nie mogłam-Dwa lata mogę a potem wiele miesięcy
dół.
Zawsze sie obwiniałam i zawsze obwiniałi mnie partnerzy.
Chciałabym wierzyć że obecny lekarz w końcu mnie zdiagnozuje,nie trafiłam do
szpitala chociaż uważam teraz że powinnam bo przetrwałam tą depresję
(przynajmniej 4-tą w moim życiu tak długą)niezauważona nie mam na tyle
bliskich osób.A raczej mam jak jestem wesoła i mam sukcesy.
A mam je rzadko .Jak mam lepszy czas próbuję wszystko nadgonić.
Szczerze mówiąc mam nadzieje że w końcu skończy sie ten koszmar i bedzie
lepiej.Bezpieczniki już dawno mi sie poprzepalały.
Pozdrawiam
    • smutaska3 Re: Mam nadzieję 20.02.05, 13:59
      kurcze mnie to zadziwiwa jak mozna zyc z jakoms choroba i nie czuc ze cos jest
      nie wporzadku,przejmowac sie tym tak mali by moc normalnie funkcjonowac

      • awanturka Re: Mam nadzieję 20.02.05, 14:25
        mozna,mozna...jak najbardziejCzuje się, ze cosjest nie tak, ale nie wiesz co, nie masz zadnego pomysłu do kogo z tym pójsć i tak zyjesz lata całe... męczysz sie niewyobrazalnie, ale żyjesz...żyjesz dopóki juz wszystko nie zawali sie na dobre....tak było ze mną....

        jak widać mozna tę chorobę przezywac róznie...
        • nevada_blue Re: Mam nadzieję 20.02.05, 14:45
          tak, jak najbardziej można. dokładnie jak napisała Awanturka czujesz, wiesz, że
          cos jest nie tak, ale nie wiesz co - nie umiesz tego nazwać, sprecyzować. nie
          wiesz do kogo się zwrócić, gdzie szukać pomocy i czy w ogóle. męczysz się, ale
          jakoś ciągniesz - w moim przypadku były to studia i rzeczy z nimi związane
          przede wszystkim. u mnie może nie całe lata, ale długie miesiące. tylko
          dlatego, że znalazł się ktoś, kto mi do znudzenia powtarzał, że trzeba do
          lekarza.

          choruję od ok. półtora roku bez przerwy. ale tylko przez dwa tygodnie pod
          koniec października, przy zejściu z hipo/manii w depresję, przez stan mieszany
          nie byłam w stanie już w miarę chociaż funkcjonować. a bywało przecież już
          różńie, czasem bardzo ciężko. moją lekarkę zawsze to dziwi. mnie także jak się
          temu czasem przyjrzę przez ramię wstecz..
      • neverending_story Re: Mam nadzieję 20.02.05, 14:26
        Można czuć że jest SIĘ nie w porządku,i starać sie to naprawić=ciągłe poczucie
        winy.
        Przez przypadekposzłam do psychiatry-brałam Tabex na rzucanie palenia i pod
        wpływem citiziny zmieniła mi sie rzeczywistość,wtedy dotarło domnie że mogę być
        chora.
        MÓj ostatni partner opuścił mnie bo nie mógł znieść mojego "lenistwa ".Bardzo
        chciałam studiować więc zaczełam socjologię,wiem sporo o innych rzeczach na
        psychiatrii się nie znam to nowy temat dla mnie.
        • planasana Re: Mam nadzieję 02.06.05, 10:36
          neverending_story napisała:

          > MÓj ostatni partner opuścił mnie bo nie mógł znieść mojego "lenistwa ".

          Bardzo mi bliskie jest to, co napisałaś. Zawsze czułam się jakaś
          życiowo "leniwa". W szczególności jeśli chodzi o uczelnię (zaczynałam studia ze
          trzy razy i podobnie jak u Ciebie, bardzo szybko pojawiał się dół...)

          > chciałam studiować więc zaczełam socjologię,

          I znowu mamy coś wspólnego. Mam za sobą półtora roku socjologii...

          Pozdrawiam Cię serdecznie i mam nadzieję, że teraz, kidy już WIESZ co Ci jest,
          będzie jakoś łatwiej... Że Twój lekarz Ci nie zaszkodzi...





    • awanturka Re: Mam nadzieję 20.02.05, 14:19
      neverending_story!

      Bardzo poruszyło mnie to co napisałaś.


      Wiem jak to jest jak w życiu wszystko dzieje sie nie tak, a ty czujesz sie wobec tego bezsilna, nie wiesz nawet o co w tym wszystkim chodzi.

      Też z ulga przyjełam wiadomośc o diagnozie - znikło przynajmniej poczucie winy. No i to, że ma się chorobę w kalkulowana w swoje plany tez pomaga uniknąć kłopotów. Dla niektórych (niestety,tylko dla niektórych) leki staja się wybawieniem.


      Dzisiaj juzwiecej napisaćdo Ciebie nie mogę, ale obiecuję, ze się jeszcze odezwę! awanturka
      • neverending_story Re: Mam nadzieję 20.02.05, 14:37
        Bardzo dziekuje ci Awanturko.
        Ja jeszcze nie mam diagnozy,tylko może....
        I tego sie panicznie boję,skoro ta psychiatra już mnie klasyfikuje na łagodny
        przypadek, bo co bo przyszłam umalowana i mowiłam rzeczowo nawt sie nie spytała
        jak to odbiera moja 11-letnia córka,syn ma to samoo co ja a od roku włóczy sie
        po lekarzach i psychologach(syn nie mieszka ze mną).Od dwóch tygodni nie
        wychodzi z domu.
        Ja może piszę horrory ale ja nie mam nikogo kto uznałby że cośś jest nie
        tak,szukam po omacku.
        Sorry ,nie chcę sprawiać wrażenia ciemnej masy ale to naprawde jest dla
        mniemało zrozumiałe dlaczego...
        Tych dlaczego jet teraz bardzo wiele,i dosyć bolesnych
        Ale jak trafie do lekarza który mam nadzieję da mi rozpoznanie ,leki ,to może
        po pierwsze tak jak napisałaś awanturko wkalkulować ta chorobe w swoje życie i
        zaakceptować ,to jednak łatwiejsze niż ciągle poczucie winy ,odrabianie
        zaleglości ,brak zaufania do siebie
        • nevada_blue Re: Mam nadzieję 20.02.05, 14:53
          na początku zawsze jest ciężko, trudno, szuka się po omacku, nie wiadomo o co w
          tym chodzi, na czym polega. z czasem człowiek uczy się siebie rozumieć,
          akceptować, siebie i chorobę. uczy się z tym żyć. powoli staje się to nieco
          łatwiejsze, choć zupełnie łatwe nie będzie nigdy. to nieprosty proces, ale
          możliwy. pamiętam siebie z początku choroby. i jeszcze niedawno gdy usłyszałam
          diagnozę - nie przyjęłam jej tak gładko, choć też nie jest do końca pewna.
          teraz sie właśnie uczę. i powoli zaczynam widzieć jakieś efekty. Tobie też się
          uda. powodzenia!

          [nevada]
          • neverending_story Re: Mam nadzieję 20.02.05, 15:18
            Dzieki nevada_blue.
            Ja po prostu bardzo boje sie zostać bez pomocy.
            Ja wróciłam teoretycznie na studia podwuletniej przerwie ale jakoś nie moge sie
            uczyć ,jak tak dalej pójdzie znowu zawalę.Liczę że może zdąże jak dobiorę leki.
            Mam pytanie:po jakim czasie można stwierdić czy dawka Depakine jest
            odpowiednia.Biorę od tygodnia najmniejszą czyli 300mg.
            Czy można wypić np.pół piwa do obiadu od czasu do czasu.
            Od 2-óch miesiecy nie palę i od tego czasu lubie piwo w małych ilościach.
            • nevada_blue Re: Mam nadzieję 20.02.05, 15:49
              masz o tyle gorszą sytuację, ze jak piszesz, nie ma w Twoim otoczeniu nikogo,
              kto by mógł zaobserwować u Ciebie jakieś niepokojące zmiany czy wesprzeć w
              razie potrzeby - przynajmniej tak zrozumiałam
              na pewno nikogo? zupełnie?
              wtedy tym bardziej kiedy czujesz się lepiej powinnaś zrobić wszystko, żeby
              sobie tę pomoc zapewnić - znaleźć zaufanego lekarza (nie tylko do przepisywania
              na bieżąco leków, ale też potem w razie gdyby jakieś pogorszenie) i moze kogoś
              ze swojego otoczenia.. jeśli się da..

              cieżar nauki rozumiem bardzo dobrze
              mi bardzo pomagają przepisywane mi przez moją lekarkę leki nootropowe -
              nootropil, lucetam - poprawiają krążenie i dotlenienie mózgu, a przez to pamięć
              i koncentrację (to nie psychotropy)
              choć i tak to już nie to, co kiedyś, ale tak przynajmniej jakoś te studia
              ciągnę smile
              ale można też spróbować preparatów ziołowych - strzelam, bo nie pamiętam: np.
              miłorząb japoński? - może trochę magnezu.. smile

              co do depakine, niestety nie wiem po jakim czasie
              zazwyczaj leki zaczynają działać po 2-4 tygodniach - tak jest w przypadku
              antydepresantów
              ale jak jest ze stabilizatorami, jak depakine - nie wiem
              przeczytałam kiedyś opinię, że skuteczność takiego leku ocenia się dopiero po
              ok. roku jesli nie ma nawrotów - nie wiem ile w tym prawdy
              w każdym razie 300mg to bardzo malutka dawka
              ja na wstępie przy podejrzeniu diagnozy dostałam 1000, niedawno podwyższoną do
              1300mg (biorę razem z antydepresantem)
              nie mogę jeszcze chyba z pewnością powiedzieć jakie są efekty, chociaż biorę
              czwarty miesiąc, bo po drodze zdarzało mi się odstawiać i owocowało to całkiem
              sporymi wahaniami nastroju
              ale od prawie miesiąca jem grzecznie 1300 i wszelkie huśtawki jakby ustały
              więc może jednak coś podziałała

              lekarze i ulotki ostrzegają wprawdzie, że nie można pić alkoholu do tych leków,
              ale zdarza mi się czasem, choć dość rzadko, wypić piwo i nic złego się nie
              dzieje, więc nie ma strachu. staram się jedynie utrzymać jakiś czas między
              wypiciem tego piwa, a wzięciem tabletek, żeby tych dwóch rzeczy nie mieszać.
              • neverending_story Re: Mam nadzieję 20.02.05, 16:21
                nevada_blue napisała:

                > masz o tyle gorszą sytuację, ze jak piszesz, nie ma w Twoim otoczeniu nikogo,
                > kto by mógł zaobserwować u Ciebie jakieś niepokojące zmiany czy wesprzeć w
                > razie potrzeby - przynajmniej tak zrozumiałam
                > na pewno nikogo? zupełnie?
                Jedyną osobą jest 11-letnia córka,cośkolwiek potrafi powiedzieć i w zasadzie to
                ona wyłapuje najprędzej różnice w moich nastrojach ,jak mam depresję to musi
                sobie radzić sama.
                Może jeszcze jedna osoba w pracy choć nie wiem jak dlugo będę tam pracować.
                Trudno ,na razie muszę sobie radzić sama.
                Wiem że Depakine 300 to mało dlatego nie wiem co o ty sadzić czy ja mam ten
                CHAD czy nie czuję sama Ze 300 to za mało ile mam czekać żeby lekarz zwięksyła
                dawkę mam obsesyjne myślenie i najchetniej nie wychodziłabym z domu.
                Dajcie mi znać czu wy chodzicie prywatnie do lekarza czy byliście u jednego
                który od razu postawil diagnozę czy długo szukaliście lekarza?
                Sprawa jest jasna jak ląduje sie w szpitalu ,ale ja nie chcę być w takim stanie
                miałoby to katastrofalne skutki dla córki.
                Dzięki za pomoc i zainteresowanie.
                M.
                Czy robiliście sobie EEG co ono ewentualnie pokazuje.

                • neverending_story Re: Mam nadzieję 06.03.05, 09:57
                  Czy ktoś zechciałby ze mną porozmawiać mailowo?
                  Awanturko?
                  Nevada?
                  • nevada_blue Re: Mam nadzieję 06.03.05, 13:15
                    jeśli chcesz pogadać, po prostu napisz
                    moja skrzynka jest otwarta smile
                    pozdrawiam
                  • awanturka Re: Mam nadzieję 06.03.05, 15:44
                    Dobrze, że się odezwałaś!

                    Mogę spróbować trochę pomailować, ale z góry uprzedzam że regularnej korespondencji nie obiecuję bo ostatnio ze mna kiepsko i zaniedbałam bardzo nawet tych z którymi e-mailuję od dawna. Poza tym nie wiem czy koresondencja z osobą, która własnie przezywa zaostrzenie chorobyto dobry pomysł, raczej potrzebujesz jakiegos "bardziej optymistycznego" przykładu przebiegu choroby..

                    Napisz co u Ciebie,czy diagnoza się potwierdziła, jak się teraz czujesz?




                    A tak korzystajac z okazji - Przepraszam Abdona, Jagodę, Nevadę, Planasanę za brak odpowiedzi na listy -jestem w stanie bardzo niestabilnym i pisanie uniemożliwia mi albo głeboka depresja albo króciutkie hipomaniakalne epizody.

                    Dzisiaj odpoczywam po dwudniowej hipomaniii już czuję, że czai się depresja....

                    Co do EEG mózgu to ma ono wykryc patologiczna czynność bioelektryczną i ewntualne choroby neurologiczne, których objawy czsem przypominają choroby chorób psychicznych. A z własnego doswiadczenia wiem, że jeżeli w EEG zostaną wykryte jakies nieprawidłowości,które nie wpisuja sięw zadną ze znanych chorób neurologicznych to i tak z tego nic nie wynika za równo ze co do diagnozy jak i co do przebiegu leczenia.

                    awanturka


                    awanturka
                    • nevada_blue Re: Mam nadzieję 06.03.05, 16:03
                      nie przepraszaj Awanturko, nie ma za co, rozumiem
                      wszyscy tutaj rozumieją przecież..
                      przykro mi, że znów jest źle
                      też się mam ostatnio dość niestabilnie - od zwiastunów hipomanii po dosyć
                      głęokie doły mimo, iż grzecznie biorę leki
                      też zaległości w korespondecji i ze wszystkim
                      może to coś wisi w powietrzu?
                      może to zwiastun nadchodzącej wiosny?

                      w każdym razie trzymaj się ciepło i nie przejmuj niczym
                      jeśli nie możesz, nie pisz
                      dopiero jak znajdziesz siły
                      będę się wtedy podwójnie cieszyć widząc maila od Ciebie smile
                      myślę ciepło i przytulam kiss
                    • planasana Re: Mam nadzieję 02.06.05, 10:39
                      Kochana Awanturko,

                      Nie masz za co przepraszac... Przykro mi czytać, że nie czujesz się dobrze...
                      Myślałam, że się nie odzywasz, bo jest tak dobrze...
                      Zresztą - przecież ja też się nie odzywałam, choć u mnie akurat wszystko w
                      porządku.

                      Pozdrawiam Cię bardzo ciepło,

                      planasana
    • jagoda16 Re: Mam nadzieję 06.03.05, 14:25
      Mnie tez poruszyla Twoja historia. I wiem jak to ciezko gdy w chorobie nie ma
      sie ( lub wydaje sie, ze nie ma )wsparcia od nikogo. Wiec trzeba koniecznie
      kogos szukac, gdy jest sie w lepszej formie. Na pewno ktos taki sie znajdzie w
      Twoim otoczeniu, moze w rodzinie, moze sasiadka, ktos z pracy, kolezanka z
      dawnych lat, ktos poznany w przychodni. Tylko musisz dac sobie szanse i
      zauwazyc to. Wierze, ze zauwazysz takie swiatelko.

      Ja czasami tez tak mysle, ze nie mam wsparcia w nikim. Zwlaszcza jak jestem
      dluzej w glebszej depresji.( obecnie w niej jestem od ok. 17 miesiecy,
      przeplatanej stanami mieszanymi).

      Ale gdy czuje sie lepiej spogladam na to z troche innej strony i zauwazam
      swiatelka w tunelu.
      I wtedy widze ze:
      1. w pewnym sensie najwiekszym oparciem jestem sama dla siebie. Choc to moze
      paradoksalne. Mam poczucie ze tyle juz przeszlam, przecierpialam i mimo to
      jeszcze nie poddalam sie, staram sie jakos funkcjonowac ( np. pracuje i jakos
      mi to nienajgorzej wychodzi) mam dzieci calkiem udane .Wiec chyba jednak jest
      we mnie duza sila i wtedy mowie sobie, ze cenie siebie za to. Widze, ze inni ,
      zdrowi ludzie poddaja sie sie , gorzej radza sobie nie radza sobie w duzo
      lzejszych sytuacjach.
      Oczywiscie moje funkcjonowanie jest czesto bardzo kiepskie, no i przede
      wszystkim nic nie sprawia mi przyjemnosci, ale jednak....

      2. oparciem jest dla mnie niewatpliwie lekarz, mimo braku skutecznosci lekow.
      Tez paradoks, czyz nie? To wazne zeby miec stalego lekarza, ktory pozna Cie i
      prowadzi cie przez lata, a nie dorywczo. Jest on osoba ktora napewno wie jak
      ciezka to choroba, jak czasem gleboka jest depresja i jakim wyzwaniem jest
      zycie z ta choroba.

      3. jest forum i swiadomosc ze iles osob boryka sie z tym samym i ROZUMIE.
      Bo wazne jest ,zeby wiedziec ze ktos to rozumie

      4. mam jedna przyjaciolke , ktora choc mieszka w innym miescie jest mi bliska,
      martwi sie o mnie, moge jej wyplakac ( przez telefon) i jestem dla niej kims
      waznym mimo mojej choroby, bardzo cieszy sie gdy mnie widzi.

      5. jest iles osob ktore cos niecos wiedza i z kontaktu z nimi czasem czerpie
      nieco otuchy, sily. Czasami tylko kropelke, ale to juz cos, zbieram te kropelki
      od roznych przypadkowych osob czasami.

      6. sile, choc nie oparcie daja mi czaem dzieci. Czuje ze mnie potrzebuja nawet
      chorej, czuje plynaca od nich milosc. No moze raczej od mlodszego 9- latka, bo
      z starsza corka to juz raczej najczesciej darcie kotow. Oczywiscie jak jestem w
      glebokim dole to prawie nie mam z nimi kontaktu emocjonalnego i mam takie
      mysli, ze jestem beznadziejna matka, ze moj wplyw na dzieci jest niszczacy itp.
      itd. ze lepiej by bylo, zeby mnie nie bylo itp. itd. Ale wiem tez ze to sa
      typowo depresyjne mysli, ze one nie sa MNA. I staram sie przetrwac.

      Zauwaz ,ze nie mam oparcia ani w mezu, ani rodzicach, ani rodzenstwie, ani w
      nikim w pracy. Ale samo to ze pracuje jest cholernie wazne, pomaga przetrwac
      kolejne dni.
      Ta choroba zaburza chyba najbardziej kontakty wlasnie z najblizszymi osobami.
      Przeciez to jest bardzo ciezko wytrzymac z osoba chora w ten sposob przez cale
      zycie. Jak ktos jest chory somatycznie to trwa zazwyczaj krocej , mozna cos
      konkretnego zrobic, zeby pomoc. Latwo o tym mowic, ze boli serce, kregoslup,
      mozna sie wyzalic. A depresji raczej nikt nie rozumie, wiele osob uwaz ja za
      przejaw slabosci, niestety. Ja w depresji permanentnie tez zaniedbuje kontakty
      nie tylko towarzyskie ale i rodzinne, nie pamietam o imieninach itp, katorga sa
      dla mnie swieta, wiec inni tez odsuwaja sie ode mnie. A kiedys rozmawialam o
      tym z mama, wyrzucajac jej ze nie interesuje sie, nie pyta nigdy jak sie czuje,
      tylko zawsze czy dzieci zdrowe? A ja mam ochote zawyc, ze wszyscy zdrowi tylko
      ja jestem najbardziej chora! Powiedziala mi kiedys ze czuje sie tak bezsilna
      wobec mojej choroby, ze odsuwa to od siebie, boi sie o tym nawet myslec , boi
      sie ze ja ta moja rozpacz i beznadzieja wciagnie. Wiec w tych pytanich o dzieci
      pewnie posrednio kryje sie i zamaskowana troska o mnie. Troche ja chyba
      rozumiem i juz nie mam za zle.

      Od czasu kiedy wiem, ze to CHAD coraz mniej siebie winie za rozne rzeczy,
      wiecej wybaczam sobie. Nawet , a zwlaszcza wtedy gdy inni maja do mnie
      pretensje. Tak, dawniej przez wiele lat czulam sie ciagle winna. Teraz nawet
      jak tak czuje to powtarzam sobie, ze to objaw choroby.
      • nevada_blue Re: Mam nadzieję 06.03.05, 14:57
        uśmiech dla Ciebie Jagodo smile
        ściskam bardzo, bardzo ciepło smile
        • jagoda16 Re: Mam nadzieję 06.03.05, 16:12
          I ja Ciebie tez sciskam serdecznie, corko marnotrawna ;-}
          Widze, ze ostatnio powrocilas po okresie buntu i sprzeciwu.
          • jagoda16 awanturko! 06.03.05, 16:20
            Wiesz, u mnie jest troche podobnie z tym ze zamiast hipo mam stany mieszane. To
            paskudna rzecz bo wtedy odczuwam taka irytacje, zlosc , wrecz wrogosc do swiata
            i do ludzi. Staram sie jakos to trzymac w ryzach , zeby nie nabroic i nie
            narobic sobie wrogow, ale to jest trudno. I widac, chocby po wyrazie twarzy.
            Ale za to energie raczej mam.
            Dla mnie pisywanie mailowe, bezposrednie tez jest trudniejsze i czuje w tym
            jakies zobowiazanie do kontaktu, ze nie powinno sie nieodpowiadac, no i wieksza
            odpowiedzialnosc za slowo kierowane do konkretnej osoby zazwyczaj w kiepskiej
            formie. Forum to co innego. Chce to pisze, nie to tylko czytam. Nie ma co
            dodawac sobie napiec i stresow. Zreszta uwazan, ze osobiste kontakty e-mailowe
            musza byc bardzo absorbujace czasowo. A ja czasu i energii na jakie takie
            funkcjonowanie miewam malutko, wiec jakos staram sie rozsadnie wykorzystywac
            dane mi chwile i zazwyczaj nadrabiac zaleglosci.
          • nevada_blue Re: Mam nadzieję 06.03.05, 16:36
            ano wróciłam - konsekwencja to moje drugie imię wink
            ale dużo rzadziej bywam na forumach niż dawniej
            i trochę inaczej..

            mówią, że z okresu buntu się wyrasta
            ale ja zamierzam pozostać wiecznie młoda wink
            choć aktualnie ucichł na chwilę i nie czuję potrzeby
            może go kiedyś nawet skieruję w inną stronę..? smile

            (dla jasności w swój rzekomy CHAD dalej nie bardzo wierzę wink )

            ciepło ściskam Jogodo i mocno zaciskam kciuki, żebyś wreszcie mogła poczuć się
            lepiej! bardzo, bardzo Ci tego życzę! kiss
      • awanturka Re: Mam nadzieję 06.03.05, 16:17
        Pozdrawiam Cię ciepło... awanturka
      • neverending_story Re: Mam nadzieję 06.03.05, 23:25
        Dzień dobry
        Dziekuje wszystkim którzy zgodzili się na prywatną rozmowe i tym którzy
        odpowiedzieli.
        Przed chwilą skasowałam swojego posta-cała strona bełkotu.
        Krótko mówiąc-czuję sie bardzo niepewnie-nie mam diagnozy .
        W czwartek lekarz.
        Wczoraj dokumentnie zawaliłam sesje,chociaż myślałam że sobie poradzę.
        BYłam na lepszych obrotach i właśnie miałam zakuć jak dostałam ataku furii na
        dziecko.
        CZuję sie cały dzień strasznie....
        Chciałabym wierzyć że leki mogą to zmienić i że mogę jakoś żyć normalnie.
        Może to nie CHAD tylko paskudny nie konsekwentny leniwy charakter
        Dzieki Jagodo za słowa bliskie również mojej prawdy.
        Biore za mała dawkę depakine...jeśli to CHAD
        Prosiłam o możliwość pisanie prywatnie bo chciałam skonfrontować fakty ze
        swojego życia.
        Nie ufam do końca sobie ale też lekarzom mam przykre doświadczenia
      • neverending_story Re: Mam nadzieję 06.03.05, 23:44
        Tylko musisz dac sobie szanse i
        > zauwazyc to. Wierze, ze zauwazysz takie swiatelko.
        > Masz rację jest światełko .
        > Ja czasami tez tak mysle, ze nie mam wsparcia w nikim. Zwlaszcza jak jestem
        > dluzej w glebszej depresji.( obecnie w niej jestem od ok. 17 miesiecy,
        > przeplatanej stanami mieszanymi).
        Myślę że mój stan to przeważnie depresja z lekka hipomanią(zaczynam sie
        diagnozować)
        >
        > Ale gdy czuje sie lepiej spogladam na to z troche innej strony i zauwazam
        > swiatelka w tunelu.
        > I wtedy widze ze:
        > 1. w pewnym sensie najwiekszym oparciem jestem sama dla siebie
        Trudno mi być teraz oparciem dla siebie .Przez te wszystkie lata nauczyłam sie
        sobie nie dowierzać,dziś widzę to tak jutro inaczej zero konsekwencji
        >
        > 2. oparciem jest dla mnie niewatpliwie lekarz, mimo braku skutecznosci lekow.
        > Tez paradoks, czyz nie? To wazne zeby miec stalego lekarza, ktory pozna Cie i
        > prowadzi cie przez lata, a nie dorywczo. Jest on osoba ktora napewno wie jak
        > ciezka to choroba, jak czasem gleboka jest depresja i jakim wyzwaniem jest
        > zycie z ta choroba.
        Jak długo jesteś z jednym lekarzem?
        >

        >
        > 6. sile, choc nie oparcie daja mi czaem dzieci. Czuje ze mnie potrzebuja
        nawet
        > chorej, czuje plynaca od nich milosc. No moze raczej od mlodszego 9- latka,
        bo
        > z starsza corka to juz raczej najczesciej darcie kotow. Oczywiscie jak jestem
        w
        >
        > glebokim dole to prawie nie mam z nimi kontaktu emocjonalnego i mam takie
        > mysli, ze jestem beznadziejna matka, ze moj wplyw na dzieci jest niszczacy
        itp.
        Problem dzieci jest dla mnie bardzo bolesny.Niudane związki które jak teraz to
        widzę wynikły zchoroby,przypadkowe...
        > itd. ze lepiej by bylo, zeby mnie nie bylo itp. itd. Ale wiem tez ze to sa
        > typowo depresyjne mysli, ze one nie sa MNA. I staram sie przetrwac.
        > Kocham moje dzieci ale u syna widzę potworne problemy a córka czasem cierpi
        przeze mnie
        Unikam kontaktu ,całymi miesiącami żyje jak automat..
        > Zauwaz ,ze nie mam oparcia ani w mezu, ani rodzicach, ani rodzenstwie, ani w
        > nikim w pracy. Ale samo to ze pracuje jest cholernie wazne, pomaga przetrwac
        > kolejne dni.
        Mi tez praca dużo daje..jestem o dziwo bardzo dobra wtym co robię.
        > Ta choroba zaburza chyba najbardziej kontakty wlasnie z najblizszymi osobami.
        > Przeciez to jest bardzo ciezko wytrzymac z osoba chora w ten sposob przez
        cale
        > zycie. Jak ktos jest chory somatycznie to trwa zazwyczaj krocej , mozna cos
        > konkretnego zrobic, zeby pomoc. Latwo o tym mowic, ze boli serce, kregoslup,
        > mozna sie wyzalic. A depresji raczej nikt nie rozumie, wiele osob uwaz ja za
        > przejaw slabosci, niestety. Ja w depresji permanentnie tez zaniedbuje
        kontakty
        > nie tylko towarzyskie ale i rodzinne, nie pamietam o imieninach itp, katorga
        sa
        Co za ulga nie jestem wyjątkiem!!!!!!!!!!

        >


        >
        > Od czasu kiedy wiem, ze to CHAD coraz mniej siebie winie za rozne rzeczy,
        > wiecej wybaczam sobie. Nawet , a zwlaszcza wtedy gdy inni maja do mnie
        > pretensje. Tak, dawniej przez wiele lat czulam sie ciagle winna. Teraz nawet
        > jak tak czuje to powtarzam sobie, ze to objaw choroby.
        Ja mam spore poczucie winy .Jeżeli okaże się to chorobą a pewnie tak bedzie to
        będzie trzeba dużo zmienić w sposobie myślenia,planowania(zawsze się uczyłam
        będąc w manii a jej teraz nie miewam)
      • planasana Re: Mam nadzieję 08.03.05, 09:32
        >> w pewnym sensie najwiekszym oparciem jestem sama dla siebie. >>

        TAK!!!!

        >> Od czasu kiedy wiem, ze to CHAD coraz mniej siebie winie za rozne rzeczy,
        wiecej wybaczam sobie. Nawet , a zwlaszcza wtedy gdy inni maja do mnie
        pretensje. Tak, dawniej przez wiele lat czulam sie ciagle winna. Teraz nawet
        jak tak czuje to powtarzam sobie, ze to objaw choroby. >>


        Jagodo, ogromnie dziekuje Ci za to, co napisalas.
        Jestes przedzielna i do tego madra kobieta!
        Nie zapominaj o tym!

        pozdrawiam Cie serdecznie

        planasana
        • jagoda16 Re: Mam nadzieję 08.03.05, 10:02
          Dzieki, Planasano to mile. Ale wiesz , tu na tym forum przekonuje sie ze
          wszyscy z ta choroba sa, lub predzej czy pozniej staja sie dzielni, jesli chca
          dalej zyc i zmagajac sie z tym swinstwem, walczyc chocby o to troche dobrego,
          ktore mozemy miec z tego zycia. Widzac zmagania innych doceniam i swoje. Wiele
          sie tu nauczyalam. Bo przedtem nie znalam ani jednej osoby chorej na ta chorobe
          i nie wiedzialam jak inni to przezywaja, wydawalo mi sie ja jestem taka slaba,
          ze inni sobie jakos radza a drudzy sie poddaja i leza plackiem w szptalu. Dzis
          wiem, ze to w niewielkim stopniu zalezy ode mnie, jak tych nieszczesnych
          neuroprzekaznikow bedzie mniej to tez pewnie sie nie podniose z wyrka, a jak
          jest lepiej to gory przeniose, ale to tez nie bedzie wynik jakiejs tam mojej
          silnej woli. Nie mam wplywu na to ze moje zycie to jak jazda samochoem po
          gorzystym terenie, tego nie zmienie, moge tylko starac sie nie wypuszczac z
          dloni kierownicy.
          Teraz jasniej widze, jak wiele moich zachowan, odczuc jest objawem choroby bo
          sa dokladnie takie same jak u innych chorych, albo bardzo podobne. Wiec jedyne
          czasami co moge zrobic to wspolczuc sobie i nie winic sie za to ze jestem
          chora, nie dokladac sobie ciezaru. Bo przeciez podziwiamy, pisze sie o tych co
          walcza z rakiem ( to ostatnio nawet modne dawac temu swiadectwo). A to co
          dzieje sie z nami to taki rak duszy.
          • planasana Re: Mam nadzieję 08.03.05, 11:53
            jagoda16,

            Odzywaj sie jak najczesciej na forum, prosze!!!
            Pewnie nie zdajesz sobie sprawy jak pomagasz innym!!
            Ile otuchy dodajesz innym 'poczatkujacym' w chorobie.
            A samej Ci przeciez ciezko!
            Twoje posty sa uporzadkowane i pelne zdrowego rozsadku (tak!)
            Lubie Cie czytac...

            pozdrawiam Cie bardzo cieplo

            planasana w hipomanii sad
            • awanturka Re: Mam nadzieję 08.03.05, 14:50
              planasana napisała:

              > jagoda16,
              >
              > Odzywaj sie jak najczesciej na forum, prosze!!!
              > Pewnie nie zdajesz sobie sprawy jak pomagasz innym!!
              > Ile otuchy dodajesz innym 'poczatkujacym' w chorobie.
              > A samej Ci przeciez ciezko!
              > Twoje posty sa uporzadkowane i pelne zdrowego rozsadku (tak!)
              > Lubie Cie czytac...


              Popieram apel Planasany.
              Pisz jak najwięcej, bardzo duzo mozesz dać nam wszystkim!

              awanturka
            • awanturka Re: Mam nadzieję 08.03.05, 14:50
              planasana napisała:

              > jagoda16,
              >
              > Odzywaj sie jak najczesciej na forum, prosze!!!
              > Pewnie nie zdajesz sobie sprawy jak pomagasz innym!!
              > Ile otuchy dodajesz innym 'poczatkujacym' w chorobie.
              > A samej Ci przeciez ciezko!
              > Twoje posty sa uporzadkowane i pelne zdrowego rozsadku (tak!)
              > Lubie Cie czytac...


              Popieram apel Planasany.
              Pisz jak najwięcej, bardzo duzo mozesz dać nam wszystkim!

              awanturka
          • planasana Re: Mam nadzieję 08.03.05, 11:54
            Nie uwierzysz, ale wydrukowalam sobie Twoje dwa posty.
            Zamierzam je pokazac mojej kolezance, ktora potwornie sie obwinia z powodu
            choroby.
            Twoje slowa moga dodac jej otuchy!

            pzdr

            p.
    • abdon Re: Mam nadzieję 06.03.05, 16:35
      Awanturka napisała:
      Przepraszam Abdona

      Awanturko!
      Przecież kto jak kto, ale ja to świetnie rozumiem
      • neverending_story Re: Mam nadzieję 18.03.05, 11:44
        Witam ponownie
        W końcu dotarłam do lekarza
        Nadal potwierdza diagnozę CHAD ale jeszcze chyba ostrożnie.Zwiększyła mi dawke
        Depakine z 300 na 900 i kazała przyjść jak coś będzie nie tak.Ale na razie jest
        coraz lepiej.Zaczynam robić zwykłe najprostsze rzeczy zupełnie mimochodem,coraz
        rzadziej atakuje mnie obsesyjne myśleni,trochę posuwam sie do przodu razem z
        życiem anie zapętlam padając z wyczerpania.
        Chyba mam szczęście że trafiłam na tą lekarkę.Od pierwszej wizyty,podejrzewała
        CHAD.
        EEG w porządku.
        Wczoraj nawet pobawiłam sie z córką lalkami co misie nie zdarzyło od nie
        pamiętam jak dawna..
        Mam nadzieje że wszystko będzie lepiej
        Skoro przeżyliśmy tyle bez leków to teraz musi być tylko lepiej
        Pozdrawiam wszystkich
        Małgorzata
    • rudzika Re: Mam nadzieję 01.06.05, 12:54
      Witam ponownie .
      Nareszcie moge sie pochwalić ze zaczynam czuć sie dobrze wraca mi energia i
      wola życia po depakine -jestem na 1200 i po krótkij kuracji
      stimulotonem.Zaczynam nawet zabierać sie powoli do odgrzebywania zaległych
      spraw ,ale robie to powoli i z jakas dbałościa o siebie.Choć oficjalnie mam
      wpisane w karcie zburzenia nastroju a nie konkretnie CHAD to leki pomagaja .Za
      nic nie chciałabym ich odstawiać ,wystarczajaco sie nameczyłam,musząc
      żyć ,mając dzieci na wychowaniu.
      Pozdrawiam wszystkich.
      Małgorzata
    • rudzika Re: Mam nadzieję 01.06.05, 13:20
      Acha-rudzika to ja neverending_story
Pełna wersja