Dodaj do ulubionych

Re: Najcięższe dla żyjącego z chorym na ChAD

22.03.05, 00:03
Witam! Weszłam na chwilę, bo już późno i zaraz zniknę, ale..... Ja też żyję z
człowiekiem chorym na CHAD...Mieszkamy razem od prawie roku.. znamy się od
dwóch lat..pokochałam go mimo choroby, mimo świadomości tego, że nigdy nie
będzie tak do końca normalnie w naszym życie, że zawsze będzie "to" trzecie-
CHAD..Ale czasem się boję... boję się bo ta choroba to dla mnie wciąż dużo
pytań, wątpliwości, niewiadomych... Jak żyć, by widzieć .....
Jak patrzeć, by zobaczyć na czas.....Jak pomóc by nie cierpiał...
Jak......? Czasem to trudne, ale tak bardzo go pokochałam....Szukam na forum
rozmowy, porady,informacji.....jak to jest u innych osób...bo książki to nie
to samo .Może ja nie mam dobrego obrazu rzeczywistości tej choroby...
Pozdrawiam wszystkich, którzy "mnie" przeczytają i postanowią odpisać
cokolwiek..i całą resztę bywających także..M.
Obserwuj wątek
    • mirra Re: Najcięższe dla żyjącego z chorym na ChAD 22.03.05, 08:56
      Witaj malizno68,

      Przeczytałam Twój post; Piszesz, że się boisz, bo nie wszystko wiesz - ale
      czego boisz się konkretnie? Jeśli masz jakieś pytania, napewno postaramy Ci się
      pomóc i odpowiedzieć; Z czym sobie nie radzisz, bądź z czym Ci jest zbyt ciężko?
      Bo co do odczuwania - myślę, że u każdego chorego na ChAD objawy widoczne są
      nieco inne i czego innego oczekują... Tego myślę - trzeba się zwyczajnie
      nauczyć; Obserwować...

      Pozdrawiam Cię cieplutko
      mirra
      • malizna68 Re: Najcięższe dla żyjącego z chorym na ChAD 23.03.05, 18:21
        Witam!
        Dzięki Ci Mirro za reakcję i odpowiedź :0)
        Poprzednio napisałam rzeczywiście trochę ogólnie o tym, co mnie niepokoi, bo
        nie byłam pewna, czy ktoś mi odpowie. Zdaję sobie sprawę z tego, że każdy
        człowiek z problemem ChAD może być jedynym w swoim rodzaju przypadkiem z
        indywidualnym przebiegiem choroby, remisji i trudno szukać gotowych rozwiązań.
        Ale chyba wiesz jak trudno jest ze wszystkim na początku drogi..
        Mój partner ma 30 lat ale tak naprawdę zdiagnozowany został dopiero w 2003
        roku, tak że on sam jest jeszcze na etapie rozpoznawania swojego samopoczucia,
        zachowań i reakcji na nie. Kiedy go poznałam był „w dołku” i nie widział
        sposobu wyjścia z tej sytuacji. Akurat ja też nie byłam w dobrej formie
        psychicznej no i może dlatego znaleźliśmy „wspólną płaszczyznę”. Właściwie to
        ja namówiłam go na konkretne leczenie – choć wtedy jeszcze nie było jeszcze
        mowy o czymś takim jak ChAD. Po jakimś czasie był szpital a wcześniej
        rozpoznanie choroby. Już wtedy chcieliśmy być razem i po kilku miesiącach
        zamieszkaliśmy ze sobą.
        Trochę o NIM.
        Ostatni poważny atak manii był chyba w czerwcu ubiegłego roku. Potem bardzo
        zmiennie stany hipomanii (chyba tak bym to określiła) i obniżonego nastroju.
        Wszystko jest bardzo pomieszane i trudno mi ustalić nawet czasokres
        poszczególnych faz. I właśnie tej zmienności się boję…
        Nie umiem zawsze rozpoznać, czy aktualne zachowanie to zwykłe dobre
        samopoczucie, czy też początek „górki” i przeciwnie, czy jego smutek, zgaszony
        humor, przesypianie dnia to przymiarka do stanu depresji, czy po prostu gorszy
        dzień. Czy jakieś niezaplanowane zakupy to po prostu „spontaniczne niegroźne
        szaleństwo” aby sprawić mnie czy też nam przyjemność , czy to jeden z objawów
        manii.. za dużo tych „nie wiem”....
        Obserwuję, a gdy mnie coś zaniepokoi to rozmawiamy o tym, ale czasem się
        zastanawiam, czy nie jestem za bardzo przeczulona, czy nie usiłuję sprawować
        nad jego życiem zbyt dużej kontroli.....
        Wiem, że ja mogę wiele zrobić swoją obserwacją, niejednokrotnie zapobiec – no
        może nie dosłownie, ale przynajmniej rozpoznać jakieś symptomy zbliżających się
        faz choroby. Ale czasem czuję ten ciężar odpowiedzialności na sobie...
        Z drugiej strony... tak wiele od niego otrzymuję i nie mam tu na myśli
        materialnych spraw. Jest szczery, troskliwy, czuły, wrażliwy, opiekuńczy..
        kochany. Nigdy od nikogo nie doświadczyłam tyle ciepła.... ups....
        zagalopowałam się..
        Po prostu pragnę byśmy mogli być szczęśliwi mimo jego choroby. I dlatego
        zaczęłam szukać wszystkiego i wszystkich, którzy mogliby coś do tego dołożyć –
        wiedzą... doświadczeniem... praktyczną mądrością.... sobą...
        Pozdrawiam cieplutko.
        Maria (malizna)


        • mirra Re: Najcięższe dla żyjącego z chorym na ChAD 24.03.05, 09:40
          Mario,
          Napisałaś, że boisz się tej zmienności; Nie wiem jednak z jakiego względu się
          jej boisz, a powodów może być wiele; Ponadto czy Ty sobie radzisz z tą
          zmiennością?
          Z tego co mogę wywnioskować - to fazy trwają po kilka msc? Czy rozdzielają je
          okresy remisji?
          Jeśli mowa o rozróżnianiu przejść - u mnie jest nieco inaczej - bowiem mój
          mężczyzna nie a okresów remisji - zmiany są zaterm nieustanne i przeplatające
          się - z czasem nauczyłam się rozpoznawać po wielu rzeczach, np.: ton głosu (u
          mojego mężczyzny w okresie depresji głos jest cichszy), sposób prowadzenia
          rozmowy (głos nieco roztrzęsiony, wyczuć możnma problemy ze skupieniem się,
          rozmowa jest dla niego męcząca), wyraz spojrzenia (zazwyczaj "przytłumiony",
          niewyraźny, zamglony)... Z czasem - jak się "poobserwuje" X zmieniających się
          faz - przychodzić Ci to będzie bez problemu; Daj sobie czas;
          Co do wyczulenia - myślę, ze w pewien sposób wyczulonym być trzeba - bo musimy
          wiedzieć, kiedy możemy o coś prosić, czegoś wymagać - by nie obciążać i nie
          pogłębiać stanu depresji;
          Piszesz też, że zastanawiasz się czy nie starasz się sprawować nad jego życiem
          zbyt dużej kontroli - skoro bez problemu rozmawiacie - to myślę, że i taka
          rozmowa nie zaszkodzi, a wręcz pomoże;

          Pozdrawiam Cię cieplutko
          I trzymaj się
          mirra
        • mskaiq Re: Najcięższe dla żyjącego z chorym na ChAD 25.07.05, 18:46
          Mysle ze rozumiesz kiedy zaczyna cos byc zle. Masz racje, sen to zly objaw. Nie
          pozwalaj na to aby przesypial dzien, zabierz go wtedy na spacer, do kina, do
          znajomych. W ten sposob nie dopuscisz do powstania dolka.
          Twoje drobne dzialania moge zmienic bardzo wiele.
          Kiedy pojawia sie gorka staraj sie aby kontrolowal ja, zeby nie zamienila sie w
          euforie i utrate kontroli. Duzy wysilek fizyczny zwykle zatrzymuje euforie.
          On musi nauczyc sie kontrolowac te gorki i dolki. On moze to zrobic. Cwiczenia
          fizyczne, codzienny spacer, bieg, rower, itp zmiejszaja emocje. Przy niskiej
          emocjonalnosci te dolki i gorki sa znacznie lagodniejsze, mozna je kontrolowac.
          Mysle ze Twoja milosc, cierpliwosc to najlepsze lekarstwo, mozesz Mu pomoc
          pozbyc sie ChAD.
          Serdeczne pozdrowienia.
        • galazka100 Re: Najcięższe dla żyjącego z chorym na ChAD 02.07.17, 22:29
          Jestem z chadowcem 10 lat.Po wielu negatywnych przezyciach, probach empatii i zrozumienia,przeczytania specjalistycznych ksiazek doszlam do wniosku: musze zostac soba, niedac si wciagac w zmiany humorow, skupiac sie natym co dla MNIEjest dobre, pozostac przy mojej ocenie sytuacji. To ja jestem normalna. I jeslichce mu pomoc - musze trwac przy moich wartosciach, nie jego zmiennych. Tylko tak przetrwam, oboje przetrwamy.
    • apycelka Re: Najcięższe dla żyjącego z chorym na ChAD 25.07.05, 10:11
      ja też jestem z kimś od roku i wydaje mi się, że on am podobny problem. kilka
      razy próbowałam poruszać z nim tene temat, ale on nie chce o tym rozmawaić.
      mówi, że to nic istotnego, że chodzi o coś co jest niepotwierdzone (bierze
      depakine chrono 500) nie widzę jakichś szczególnych problemów, objawów,
      J.pracuje, radzi sobie całkiem nieźle, między nami też jest ok... są tylko
      chwile, kiedy zupełnie go nie rozumiem. bywa bardzo niemiły, nieuprzejmy, taki
      dysforyczny, czasem ma 1000 pomysłów na minutę, raz chce wyjeżdżać za granicę,
      potem wstępować do zakonu, raz chce otwierać sklep, potem kanjpę... no i nie
      jest w stanie powiedzieć mi czy chce ze mną być czy nie. i to jest dla mnie
      najgorsze. czy on naprawdę nie wie, gdzie jest jego miejsce w życiu, czy po
      prostu nie chce mnie w to wszystki wplątywać. mało z tego rozmumiem.... smutno
      mi.
    • tezeusz321 Re: Najcięższe dla żyjącego z chorym na ChAD 26.07.05, 11:46
      Witam!
      Idziecie po krawędzi... To twój wybór, więc tak jak ja, sama będziesz potem
      płacić. Niestety ten wybór jest jednym z trudniejszych... Mam tylko jedną radę,
      staraj się nie stać jego wrogiem, zresztą to zależy bardzo mało od ciebie, jak
      mu nadepniesz na odcisk, możesz się stać jego najgorszym wrogiem...
      Mnie na końcu oskarżono, że byłem przyczyną choroby... No cóż, byłem z nią
      kiedy nawróciła choroba, teraz żałuję tego, że związałem się z tą kobietą...
      Teraz wiem, że stereotypowe obawy przed chorymi psychicznie skutecznie chronią
      ludzi przed niebezpiecznymi związkami. Natomiast zapewnienia, że ludzie z taką
      chorobą żyją normalnie, mijają się z prawdą. Dam ci pod zastanowienie takie
      punkty:
      1) Jeżeli pragniesz bezpieczeństwa materialnego, ryzykujesz wiecej niż inni,
      2) Jeżeli zależy ci na stabilności uczuciowej partnera, zapomnij o tym,
      3) Jeżeli pragniesz dzieci, ryzykujesz poważnie, że odziedziczą tę chorobę
      4) Jeżeli pragniesz regularnego i częstego współżycia z chłopakiem wg np zasad
      naturalnego planowania rodziny masz małe szanse na realizację tego celu

      Masz zreszta wlasne potrzeby, ile wytrzymasz???
      • danuski Re: Najcięższe dla żyjącego z chorym na ChAD 29.07.05, 19:09
        tezeusz321 napisał:

        > Witam!
        > Idziecie po krawędzi...

        tak-balansujemy na krawędzi
        to strasznie wyczerpujące
        z jednej strony przepaść z drugiej ściana jak mur nie do zdobycia
        a przecież trzeba ten mur przebić, albo obejść, albo przeskoczyć zeby żyć
        normalnie
        aa to "mormalne zycie" ciągle buduje mury pomiędzy ludźmi
        pamiętam....pierwsze cegły tego muru pomiędzy mną i kochanym pierwszą miłością
        czy ja ten mur też budowałam?
        z kamienia w jakie zmieniało się moje serce, bo zyć trzeba było ...pomimo...
        żyć z nie chorym na CHAD, ale z innymi "normalnymi" uzależnieniami jest chyba
        nie mniej ciężzkie i...można zwariować

        >
        > Masz zreszta wlasne potrzeby, ile wytrzymasz???
      • mirra Re: Najcięższe dla żyjącego z chorym na ChAD 04.08.05, 15:07
        tezeusz321,
        Pomimo że post chyba nie jst skierowany do mnie, pozwolę sobie odpowiedzieć;

        "> Teraz wiem, że stereotypowe obawy przed chorymi psychicznie skutecznie
        chronią ludzi przed niebezpiecznymi związkami. Natomiast zapewnienia, że ludzie
        z taką chorobą żyją normalnie, mijają się z prawdą."

        Przykre jest to, co piszesz; Nie ze względu na prawdę bynajmniej; Stereotypowe
        obawy sprawiają, że czesto od chorych odwracają się rodziny; Uważasz zatem
        takie stereotypowe postępowania za usprawiedliwione? To stereotypy sprawiają w
        ogromnej mierze, że ludzie chorzy psychicznie nie żyją normalnie; Bo czują się
        czesto na marginesie; W jednym masz rację - nie żyją normalnie; Ze wzglu na to,
        co napisałam powyżej, a przede wszystkim na chorobę, z która często sobie nie
        radzą; Z Twoich słów wynika, że trzeba uciekać; Cóż; Pozostawię bez komentarza;

        " 1) Jeżeli pragniesz bezpieczeństwa materialnego, ryzykujesz wiecej niż inni,
        > 2) Jeżeli zależy ci na stabilności uczuciowej partnera, zapomnij o tym,
        > 3) Jeżeli pragniesz dzieci, ryzykujesz poważnie, że odziedziczą tę chorobę
        > 4) Jeżeli pragniesz regularnego i częstego współżycia z chłopakiem wg np
        zasad naturalnego planowania rodziny masz małe szanse na realizację tego celu
        >
        > Masz zreszta wlasne potrzeby, ile wytrzymasz???"

        Ad.1. Ciekawe, że na pierwszym miejscu wymieniasz bezpieczeństwo materialne;
        Być może po prostu mam inna chierarchię wartości; Nie widze też problemu, żebym
        to ja pracowała; Dlaczego mamy oczekiwaniami obciążać drugiego człowieka? Jeśli
        oczekuję czegoś od kogoś, to najpierw od siebie;

        Ad.2. Na stabilność EMOCJONALNĄ liczyć nie mogę; Nie wiem jednak dlaczego
        podważasz uczuciową? Ja takich podstaw nie mam; Nie jestem też zupełnie
        przekonana, aby można było "podciągać" to pod ChAD; Może to była kwestia TEJ
        kobiety w zakresie cech temperamentalnych, osobowościowych, a nie zaburzenia
        psychicznego?

        Ad.3. Pragnę być szczęśliwa z Nim; Jestem; To dla mnie najważniejsze; Z dzieci
        zrezygnowaliśmy;

        Ad.4. Na szczeście nie jestem katoliczką;

        Po co odpowiedziałam? Żebyś zauważył inna perspektywę - raz; Dwa - że Twoje
        problemy w odnajdywaniu się w roli partnera człowieka chorego na ChAD
        niekoniecznie są wspólne dla innych;
        Nikt nie dał/da mi tyle szczęścia i bezpieczeństwa, co mój Ukochanuy Mężczyzna
        chory na ChAD;

        Mam własne potrzeby - owszem; Realizuję je; Wiem bowiem też, że dzięki temu On
        nie ma poczucia, że JEgo choroba mnie ogranicza; Jestem w stanie rezygnować z
        wielu - bo przecież to Jego kocham i On jest dla mnie najważniejszy; Wytrzymuję
        zatem - myśle że bardzo dobrze; Co dzień na nowo bowiem i ja sie utwierdzam i
        On mnie utwierdza swoim zachowaniem, że to własnie TO; Tylko te momenty
        trudniejsze nie są "standardowymi";

        Nie rozumiem dlaczego starasz sie odwodzić innych od ich związków; Bo Tobie sie
        nie udało? Smutne;

        Pozdrawam
        mirra

        • malgo33 Re: Najcięższe dla żyjącego z chorym na ChAD 25.02.19, 07:28
          Napisal prawde ja mam dziecko kupe kredytòw maz od dwuch lat leży i "prowadzi interes"kiedy w koncu poszedł do pracy po 3 dniach okazalo sie ze ma przepukline kregoslupa
          Ani chorobowego ani zadnych dochodow ja ciezko pracowalam na magazynie pokonala mnie ciesń nadgarstka po zabiegach obu rak okazały się cięcia w pracy niestety nie chce zeby moje dzieci spłacaly nasze dlugi za chwilę wyrzucą nas z mieszkania.chad ma to do siebie ,ze w chwilach wzwyżki nie miwię,ze wszyscy ale mój mąż kożystał z usług prostytutek.Kredyty brał bez mojej wiedzy jak i pożyczki
          Więc nie jest to takie proste.Dziecko mialo 7 lat gdy maz zachorował teraz cierpi na netwice natręctw wyrywa brwi i rzęsy ma myßli natrętne
          Moja miłość tego nie wytrzymala jest litosc i szacunek
      • gerry1 Re: Najcięższe dla żyjącego z chorym na ChAD 04.08.05, 18:02
        tezeusz jesteś cieciem. sam choruję to wiem jak jest a jeśłi chcesz tu komuś
        prawić moralniaki czy aspirować do mega mistrza proponuję ci bezpośrednią
        ustawkę celem wpierdolenia ci. tym co piszesz a sam mam dziecko zachowujesz się
        jak cymbał giertych. zatem albo nie będziesz już stresował dziewczyn które nie
        mają do kogo się zwrócić o pomoc albo podam ci swój numer telefonu i jeśłi
        będziesz supermanem zadzwonisz. wtedy wyznaczę ci miejsce na którym swoje
        zasady zjesz w formacie a4 (wydrukuję je) w 1000 nakładzie. pasuje? jeśłi nie
        to nie strugaj ważniaka tylko leć na czat "wygolonych klatek" . zrozumiałeś.
        over ps. dymyślam się, ze jesteś kobietą i nie chciałem wprost, zamień sobie po
        prostu rodzaj na żeński.
      • agape Re: Najcięższe dla żyjącego z chorym na ChAD 16.11.05, 13:49
        Wrogiem? Tezeusz zlituj się, chyba nie wierzysz, w te głupoty, że ty byłeś
        przyczyną choroby? Nie żałuj tego, co było, bo nie ma sensu. Choroba jest
        okropna, okrutna nie tylko dla chorych, ale także dla tych, którzy są blisko...
        Tylko, że Ci chorzy mają na co zwalić: są chorzy i wsio jasne, a Ci, co przy
        nich dreptają: żony, dzieci, rodzina nie mają nic, poza wielką rozpaczą, że na
        to nie zasłużyli i żalem do losu. Ale czasami nie ma innego wyjścia jak dreptać
        obok i wyciągać rękę - czasami opluwaną, czasami olewaną, ciągle nie taką...
        ale trzeba. Powtarzam to jak mantrę od 15 lat. Mam tatę chorego na tą
        chorobę.
      • tristezza Re: Najcięższe dla żyjącego z chorym na ChAD 04.08.05, 23:56
        A ja tam rozumiem Tezeusza. Sytuacja go przerosla jak wielu innych. Ma prawo do
        takiego podsumowania swoich doswiadczen. Jego post nie budzi sympatii, ale
        chyba tez wszyscy wiemy, ze partner z chad to nie jest najwspanialszy podarunek
        od losu.
        Za to Ty, Mirro, jestes wielka! Coraz bardziej Cie podziwiam.
        pozdrawiam
        t.
        • loki20 Re: Najcięższe dla żyjącego z chorym na ChAD 05.08.05, 13:20
          Ja też rozumiem Tezeusza. Mnie obecnie chyba taka sytuacja przerasta. Mam chorą
          na CHAD mamę. Przebywała parokrotnie w szpitalu (bardzo ciężko było nakłonić do
          wizyty u lekarza psychiatry - (wylałam chyba morze łez, a na leczenie zabrano
          prawie "siłą"). Po paru miesiącach sytuacja ustabilizowała się. Po ok. 2 latach
          sytuacja zaczyna się powtarzać (krzyki, wyzwiska, publiczne awantury itp. to
          codzienność).Teraz mama nie bierze leków (no bo po co "przecież ja jestem
          zdrowa to wy jesteście chorzy, popier... itd.".). Skarży się na najróżniejsze
          bóle ("umieram"). Wzywam karetki pogotowia, karetki cofają się, bo mama nie
          pozwala zbadać się (bez dobrowolnej woli leczenia - nie mogą nic zrobić, nie
          zagraża naszemu życiu, a wiec też nic nie można). A sytuacja pogarsza się i
          pogarsza. Najgorszym wrogiem stałam się ja, która ją bardzo kocha i stara się
          pomóc ale nie wiem już co robić (wykrzykuje (często głośno na balkonie dla
          sąsiadów)"najgorsze" sytuacje w naszym życiu (oczywiście oskrżając o wszystko
          mnie - za wszystkie nieszcześcia w życiu jej i naszych bliskich,"żałuje że Cię
          urodziłam, ty ....",następnego dnia na chwilę jest ok. czyli mówi już
          spokojniej ale nadal mocno nienawidzi (ale już nie mnie ale innych ludzi (szcz.
          moich teściów). Sytuacja jest bardzo skomplikowana. Leczyć się nie chce, a cała
          rodzina (małe dzieci, mąż) cierpi (w myśl jej słów "dobrze wam, bo ja też
          cierpię"). Ja to jeszcze mogę znieść(po kilku tabletkach uspokajających) ale
          moje dzieci i mąż nie. O gościach w domu nie ma mowy, bo zaczyna wykrzykiwać na
          mnie różne rzeczy przy nich (wszyscy zazwyczaj milczą i mówią, że
          współczują).Naprawdę nie jest "łatwo" mimo szczerych chęci. Trzeba mieć bardzo
          silne nerwy żeby też nie zachorować.
    • nunka26 Re: Najcięższe dla żyjącego z chorym na ChAD 12.12.05, 13:52
      Czesc
      Mam na imię Magda. Chorowałam 5 lat na CHAD. teraz jestem juz zdrowa. Z tego
      naprawde można wyjsc. Trzeba tylko trafic na naprawde dobrego lekarza. Mnie
      wyleczyla dr Huplik z Krakowa ona przyjmuje na ul. Śląskiej 5. Zarzywałam różne
      leki które tak naprawde niewiele dawały. przychodzil czas gdy nie bylam soba
      robilam okropne rzeczy których wstydze sie do dzis. Dopiero psychoterapia
      polaczona z lekiem Depakine Chrono mi pomogła. Teraz jestem juz zdrowa nic nie
      zarzywam nie chodze juz do lekarza bo nie ma takiej potzreby. Jestem w ciazy i
      naprawde jestem szczesliwa.Kiedys myslalam ze nie mozna wyjsc z tej choroby ale
      to nieprawda. Jak masz jakies konkretne pytania to pytaj. Pozdrawiam goraco.
      • kasia6661 Re: Najcięższe dla żyjącego z chorym na ChAD 19.12.05, 13:56
        Witam wszystkich a przede wszystkim Magdę!
        Jestem pierwszy raz na forum,z tego względu, że jest mi potrzebna porada i
        dobry lekarz.Mam na imię Małgorzata.Na Chad zachorowałam nagle po śmierci
        mamy.Najgorsze mineło szybko.Ale teraz mam dolegliwości, które utrudniają mi
        życie i normalne funkcjonowanie i mimo różnych leków ,stan ten nie
        przechodzi.Ogólnie czuję sie dobrze, chodzę do pracy, skończyłam studia.
        Madziu jesteś moją nadzieją na cud, bo jeśli Tobie się udało to czemu nie
        mnie...Korzstałam psychoterapii, hipnozy, leków homeopatycznych, poprawa była
        minimalna.Jeśli możesz mi podać tel. do tego lekarza, będe ogromnie wdzięczna.
        Pozdrawiam Cię gorąco i Twojego dzidziusia.
        Ja dotąd nie odważyłam się na założenie rodziny i dziecko,bo bałam się,że może
        urodzić się chore (z powodu leków).

        Przesyłam życzenia świąteczne, zdrowia, szczęścia i wszelkiej pomysności w
        życiu osobostym i zawodowym.

        Małgorzata
        • rainbow_73 Re: Najcięższe dla żyjącego z chorym na ChAD 23.04.15, 13:41
          Podobny wyrok do chadowców mają cukrzycy, nadciśnieniowcy i nie wiem kto jeszcze z przewlekłą chorobą. Lek, który pomaga, na ogół z czasem udaje się odnaleźć i działa on skutecznie przez długie lata. Wyleczenia z chadu - niestety - nie ma. Można natomiast nauczyć się z nim żyć.
      • glicea2 Re: Najcięższe dla żyjącego z chorym na ChAD 20.12.05, 14:51
        czesc

        Zyc z osoba chora na chad sie da pod warunkiem,ze masz w sobie tyle
        samozaparcia, jestes w stanie poswiecic!!! wiele.. i siebie. Z chorym bywa jak
        z dzieckiem, trzeba czuwac, opiekowac sie, tlumaczyc, kontrolowac itd.
        Milosc ... pieknie ale miloscia nie wyleczysz.
        Bylam z taka osoba, po latach odeszlam,poczatki byly piekne mimo
        choroby,przymykalam oko na jego wybryki, tlumaczylam czesto jego
        zachowanie ,kiedy to narobil sobie wstydu, przed znajomymi. W manii byl
        niestety , nie do wytrzymania. Gnebil i wyniszczal rodznine.
        Wiadomo,ze po latach piekny okres mija, zycie ze soba staje sie normalnoscia,
        wkrada sie rutyna, tak jak w wielu, wielu malzenstwach. Z chorym jest to
        dwukrotne a moze nawet trzykrotne.
        Staralam sie jak moglam , sil nie starczalo, zalamywalam rece, po latach
        wspolnego zycia, o ile to mozna nazwac zyciem, mialam dosc.
        Nikt mnie wiec nie przekona ze zycie z osoba chora psychicznie moze byc takie
        samo jak ze zdrowa. Nie jest i nigdy nie bedzie.

        Jesli chodzi o wartosci materialne, sa bardzo istotne, jasne, mozna sie
        calkowicie poswiecic i harowac na wspolne zycie, na leki, terapie, oplaty a
        takze przyjemnosci. Mozna sobie wyprowac zyly i chuchac , dmuchac na partnera.
        Tylko,ze zycie wyglada inaczej... chesz miec rodzine, w miare spokojnie sobie
        zyc musisz miec za co. Milosci dzieci, siebie, partnera nie nakarmisz. Milosc
        nie rozwiaze problemow fiansowych.
        Bylam strzepkiem czlowieka, po latach , zatracilam siebie, poswiecilam siebie
        dla drugiego czlowieka w imie milosci,opieki....
        Skonczylo sie to terapia , no coz bylam uzalezniona i zniszczona.

        Zycie z osoba psychiczna, nie wazne czy ma chad, schizofrenie itp, chora to
        cierpienie, tego czlowieka i najblizszych...wieczne cierpienie....


        • malgo33 Re: Najcięższe dla żyjącego z chorym na ChAD 25.02.19, 06:45
          Zyję z męzem od 6 lat chruje na chad ostra psychoza 3 miesiace szpitala potem lata depresji złosliwosci zniszczył mi córkę ma nerwicę nayręctw wyrywa brwi i rzęsy następny szpital 7 tygodni dopiero niedawno postawiono diagnozę pogotowie z policjà go zabierali bo szalał . nasze życie to piekło ja jestem na skraju uzależnilem się od benzo nie potrafie z tego wyjsc ..odwyk a corka z nim w domu..jeszcze jest dorosla córka ktora sie cięla jest po dwuch terapiach..przeźywa to bardzo
          Nie daję rady tak żyć zostawić ..wiem że nie ma dokad pojsć ,zostac...to gehenna przesypiam cale dnie aby uciec od tego źycia a córka...muszę cos zrobić co nie wybiore bedzie żle...nie mam juz na to sily tak bardzo chcialabym wrocic do normalnosci.
            • poetkam Re: Najcięższe dla żyjącego z chorym na ChAD 27.02.19, 22:10
              Malgo33, przepraszam że wcześniej nie odpisałam na Twoje posty. Ostatnio mam spore zawirowania na polu zawodowym i prywatnym. Biję się w piersi...

              Do rzeczy więc. Po krótkiej rozmowie z moim mężem (ma ChAD) wysnuliśmy wniosek, że w każdym związku najważniejsze są dzieci i zarówno matka jak i ojciec mają o nie dbać, to ich zasrany obowiązek. Czy Twój mąż się leczy? Jeśli nie, to trwanie w tym związku to krzywa dla Ciebie, córki i dla niego samego też! Twój mąż musi zacząć się leczyć, musi wiedzieć, że jest chory, że dzieje się źle.
              Uciekaj!
              Ratuj siebie i córkę.
              Nawet nie zdajesz sobie sprawy, że uciekając pomożesz i jemu. Będzie musiał w końcu zająć się sobą sam. Poproś o pomoc swoją rodzinę.
              Daj znać, co postanowiłaś.
              Mocno trzymam za Ciebie kciuki!
                • poetkam Re: Najcięższe dla żyjącego z chorym na ChAD 01.03.19, 16:32
                  Rozumiem, że to trudna sytuacja i decyzja również. Nie zmuszam Cię do niczego. To musi wyjść przede wszystkim od Ciebie.
                  Powiem Ci tylko, że czasem takie radykalne decyzje bardzo się sprawdzają i wychodzą wszystkim na zdrowie. Ja mam taką decyzję za sobą i z perspektywy czasu widzę, że moje życie jest zdrowsze i pełniejsze. Dla byłego męża (ChAD, a właściwie zaburzenia schizoafektywne) to było najpierw silne zderzenie z rzeczywistością i wielki szok, ale teraz radzi sobie dobrze.
                  Trzymam kciuki!
    • stonoga2014 nienawidze siebie 01.11.13, 14:13
      Nienawidzę siebie za to,że muszę patrzeć jak cierpi moja córka z powodu mojego cholernego chad.My się nie nadajemy do życia w społeczeństwie.Na ch..żyć skoro sami cierpimy i wykańczamy najbliższych?
      • awanturka Re: nienawidze siebie 02.11.13, 13:29
        A ja myslę o moim mężu. Może trzeba było nie wchodzić w to małżeństwo dla jego dobra - takie myśli plączą mi się po głowie.

        To fajny facet - mógłby sobie życie ułożyć (w tym znaczeniu w jakim przewaznie uzywa się tego słowa). Najbardziej myślę o tym na ile jest dla niego problemem, że nie mamy dzieci (nie zdecydowaliśmy się ze względu na moją chorobę - decyzja było podjąć łatwo, nie zastanawialiśmy się nad tym długo - widać było "gołym okiem", że nia damy rady ich wychować).

        Między układem mąż żona a córka matka jest o tyle różnica, że żonę się wybiera (mozna by powiedzieć o moim mężu - "chciał - no to ma, wiedział w co się pakuje") a matki się nie wybiera.

        Rozmawiasz na ten temat z córką
        (na ten temat co czujesz jak widzisz, że ona cierpi z Twojego powodu?

        • stonoga2014 Re: nienawidze siebie 02.11.13, 23:11
          skoro już weszłaś w jakikolwiek związek mając chad musisz mieć jaja żeby to ogarnąć.Nie będę ściemniać,jest cholernie trudno.Mnie opuścili wszyscy oprócz córki,odbijam to sobie w pracy,gdzie jestem "nakręcona",co też jest jednym z objawów.Napisz mi więcej o sobie.Może pogadamy prywatnie?Mój e-mail: Untaba-76@wp.pl
    • stonoga2014 nienawidze siebie 02.11.13, 22:52
      rozmawiam,wydaję mi się że ona 'odbija' od tematu bo ma tego dość.Bardzo stara się pomóc mi,ale ją to przerasta.Izoluję się od niej świadomie,bo ona nie zasłużyła na to żeby w takim cyrku uczestniczyć.Do diabła,zwalam to wszystko na nią,to perfidne,wiem.Byłam znowu na krawędzi odwalenia się,wzięłam dobrą dawkę ....zepamu i teraz mam wy...bane,nawet zaczęłam sprzątać.Panicznie boję się co będzie następne?Hipermania,dół,czy może będę przez chwilę ''normalna''?To jest piekło!
      • za_mszowe Re: nienawidze siebie 03.11.13, 14:53
        ile młoda ma lat? zgadę, że między a 16, czy się pomyliłam? nie taki zły pomył z ustanowieniem na wszelki wypadek (nie jestem prawnik, ale z nam różne przypadki "z życia") jakiejś opieki zastepczej - w sensie, że gdybyś poszła do szpitala, córka nie trafia z automatu do pogotwaia opiekuńczego czy innego domu dziecka - skoro naprawde nie macie nikogo, absolutnie nikogo.

        . tobą husta tak mocno, że chyba jednak o jakiejś wspólnej terapii rodzinnej dla was obu nie ma w tej chwili w ogóle mowy. (nie wiem czy dajesz wszytsko z siebie w pracy duuuzo powyżej normy żeby właśnie przez te /domniemane/ nadgodziny zarobić na przezycie wam obu, czy to tylko jedna z metod ucieczki) . nie mnie tu Ciebie diagnozowaćwink

        w ew korespondencje mailowa nie wchodze, mam zbyt dużo zbyt osobistych przezyć w temacie bycia dzieckiem dwójki rodziców ze sporymi problemami, diagnoza chad mi sie kiedys przydarzyla, ale koniec koncow byla bledna. doprowadzenie sie do normalnosci po takich przezyciach zajmuje bez mala 8-10lat, niestety.
        znajdz dobrego lekarza i ustaw sobie leczenie na poczatek - bo albo zbyt ekspresyjnie /wyolbrzymiajac swoje wahania nastroju/ o tym wszytskim piszesz, albo naprawde niedobrze. córka musi, koniecznie musi miec jakies oparcie na zewnatrz, poza Tobą. nie spieprz tego.
        • stonoga2014 Re: nienawidze siebie 03.11.13, 16:51
          moja córka ma 28 lat,jest w pełni samodzielna,mogłaby mnie kompletnie olać.Pogotowie opiekuńcze jej nie grozi,prędzej mi zakład opiekuńczy.Podziwiam ją za to że jeszcze ma ochotę wogóle mnie widzieć.Co do lekarza-próbowałam trzech,żaden tego cholerstwa nie przeskoczy.
          • za_mszowe Re: nienawidze siebie 03.11.13, 17:23
            OK, pisalas to w taki sposob, ze mozna bylo wywnioskowac, ze córka jest znacznie mlodsza i jeszcze od Ciebie zależna. poza tym zmyliło mnie "76" w adresie mailowym - osoba mająca 37 lat (niby rok urodzenia) nie moze byc matką 28-latki.
          • za_mszowe Re: nienawidze siebie 03.11.13, 17:50
            nie żebym się wyzłosliwiała, ale po prostu we wczesniejszych postach podałaś za mało informacji nt Twojej sytuacji /na innym forum była ostatnio dyskusja o ambiwalnetnym stosunku do macierzyństwa jakiejś chorującej kobiety, sama mam wyjątkowo nieciekawe wspomnienia, i stad pewnie takie, a nie inne rady/.

            to chyba dobrze, ze córka chce Ci pomagać?
    • stonoga2014 nienawidzę siebie 02.11.13, 23:40
      A co to za problem padaczka?Zasmakuj chadu!Ta odrobina ironii może pomoże spojrzeć Ci na brak problemu.To co masz Ty nie jest dziedziczne,tylko okołoporodowe.Zyczę zdrowego bangla,przez cesarkę oczywiście.Ale chad będzie Was ścigał....
    • paulinska1244 skąd to nagłe zachowanie?i rozstanie ??? :( 21.06.14, 12:57
      Witam smile najpierw kilka słów o sobie,od kilkunastu lat zjmuje sie pomoca bezdomnym zwierzętom.Przy adopcji jednego z psów poznałąm miłość swpjego życia. Obydwaj wpadliśmy sobie ''w oko''i zaczęliśmy się spotykać. Po 3msc mój partner stwierdził,że mam się do niego wprowadzić. Częśc moich zwierząt zostalo w domu u rodziców,a ja przeprowadziłam sie do niego z kilkoma. Było nam cudownie,on wiecznie okazywał mi swoją milość,przytulenia,pocałunki i notorycznie miłe słowka,po jakimś czasie nagle stwierdził,że dla mnie anjważniejsze są zwierzęta i kazał mi się wyprowadzić (dla niego zostawilam kilka psów w domu-by móc z nim zamieszkać,zrezygnowałam z wolontariatu w Fundacji prozwierzecej i bycia domem tymczasowym psow i kotow-dodam,ze nigdy dla nikogo bym z tego nie zrezygnowala)Po przeprpwadzce pisalam do niego,pislam i pisalam i prosilam o powrot. Zgodzil sie,ale warunkiem bylo zrezygnowanie z fb,bo jak twierdzil tam sie ankrecam na pomoc zwierzetom,wyslanie mojego psa na szkolenie(z tym sie akuarta zgodze,bo byl troche łobuzwink)i wizyty u psychologa wspólne. Spotkaliśmy się i poszliśmy na wizyte do psycholog,Pani psycholog po pierwszej wizycie powiedziała,ze widzi,ze nie widzimy po za soba świata... Spowrotem zamieszkalismy razem. Na drugiej wizycie Pani Psycholog po słuchaniu nas powiedziała,ze widzi,ze on daje mi warunki,a sam od siebie nic nie daje.. WTedy on zrobil sie czerwony i zły i stwierdził,ze robi. PO wyjściu od niej powiedziała,z eona nie ma kompetencji i już nigdy tam nie pójdziemy. Potem było spowrotem tak jak kiedyś,zdarzały sie jakieśnieporozumienia,ale to przecież norma w związkach. Dodam,ze miał ojca alkoholika,który nie żyje już ponad 20 lat i matke alkoholiczkę,która jak stwierdziła psychiatra jest niereformowalna.Kuzyn ma schizofremie. On wieku 23 lat probowal sobie odebrac życie i ciął się.Teraz ma 37lat. Od kilku tygodni zaczął sie często robić zły,miał problemy ze snem,budził sie 3,4 nad ranem i już nie mógł spać.Cały czas powtarzał do mnie,ze ja nic nie umiem po za praniem,sprztaniem,gotowaniem-bo takie rzeczy to on sam by sobie robił,że nie może na mnie polegać.Cały czas się wyzyższał,mówił,zę on wszytsko umie( w sumie tak było) ale przy tym mi pokazywał,ze jestem beznadziejna,bo nie potrafie zbudować drewutni czy naprawić sobie motorku..Miał mi za złe,ze nie raz nazywałam go Alfem,bo miał duża grzywkę-to przeciez nic obrazliwego..On tez na mnie mowil po przezwisku..Wszystko po za tym było dobrze,stale miłe słówka,przytulenia,ze mnie kocha. Widzialam,że często obrażą sie o pierdoły np,ze mu zwróciłam uwage,ze boje się jeździć jego motorem to się tak obraził,że cały dzień się do mnie nie odzywał..albo jak byłam w pracy i wyszedł z obroży mu mój pies to się na mnie obraził,ze to przezemnie,bo go niczego nie nauczyłąm i 2 dni był na mnie zły. i takich błachostek było mnóstwo przez kilka tyg. Zaplanowalam spontana wyjazd w góry na dwa dni(sob-ndz).Było cudownie,w pon byliśmy u moich rodzicó ze zdjęciami,w śr moi rodzice byli i przedstawił ich sąsiadom jako przyszli teściowie,a ja zażartowałam chyba tata i mama konkubiny.. czw i pt o.k. W sobote poszłam do pracy,rano pożegnał mnie łądnie,pocałował powiedział Pa Kochanie. Jak wróciłam stało się coś niewarygodnego.. Zrobiłam obiad,on przyszedł przyniósł jedną szklankę i pytam go,a mi nie przyniosłeś,a ona na to"kur..,a kwaty nie podlane?''aż zaniemwołam,on rzadko kiedy wogóle przeklinał.. za chwile mówi do mnie''jak Ty starsznie wygladasz z tymi pryszczami''..poszedł sobie,poszłąm do niego kazał mi jechać po pape..po czym swtierdzil"przynies mój telefon ,bo pewnie będziesz 10razy dzwonić,bo nawet nie umiesz papy kupić,az w koncu swtierdził-sam pojade''i pojechal,ale wrócił bez papy,bo sa dwa rodzaje i sam nie wiedział która kupić. Poźniej poszliśmy do sasiadów,bo nas na grilla zaprosili.. Tam zaczęła mu leciec krew z nosa o wyszedl na chwile,poszłąm go zapytać ''jak sie czujesz pomoc Ci cos?'a on na to'teraz kur..'' zaniemowilam,poszłam do domu do niego,a on powiedziała,ze jutro sie wyprowadzaic mam od niego. Usłyszałam kilka niemiłych słów,ze np.brzydzi się mna,bo nic nie umiem..że w ogóle mu nie pomagałam,a te pranie,zakupy,sprzątenie to on sam może sobie robić.. ryczałam całą noc,myślałam,ze mu przejdzie do rana..ale niestety podtrzymał swoja decyzje.. wyprowadziłam się,a przez 5 dni przyjeżdżałam karmić swpje koty,bo dopiero wzięłam je po tygodniu.. Zachowyał sie noramlnie jak by się nic nie stało,to,że ja ryczałam,nie mogłam się uspokoić,trzęśłam sie z nerwowo w ogole na niego nie działalo,raz włączył sobie techno i ścierał kurze.. nie wierze,że człwoiekowi z dnia na dzień tak sie zmienia w głowie...ja nie wierze,ze on przestal mnie kochac ,tak z dnia na dzien.. Wyczytalam gdzies w necie '' Stan maniakalny prowadzi do zaburzeń myślenia i obniżonego krytycyzmu, a w związku z tym skłonności do podejmowania złych decyzji, które mogą prowadzić do poważnych problemów w życiu chorego. Typowe jest też myślenie wielkościowe, np. chory uważa się za najlepszego w dziedzinie, w której może nie mieć wystarczającej wiedzy, lub sądzi, że wszystko mu się zawsze uda.'' bardzo to do niego pasuje.. Dwa tygodnie juz jestem bez niego,schudlam 3kg,prawie nie jem,mam stale biegunki,rycze... jade motorem i krzycze... na fb wklejam smutne sentensje,a on milczy. Powiedzial mi tylko,ze chcialby ,zebym zostala jego przyjaciółką.. On od 6lat korzysta z porad terapeutki,mówił,ze w ostatnim pół roku 2 razy się widzieli,ale były to wizyty w sparwie jego mamy. On traktuje ja jak koleżanke,ona mu się zwierza ze swojego życia,są ze sobą po imieniu i piszą sobie esemesy. Sam kiedys powiedzial,mpgłem jej posłuchać i nie wracac do Ciebie.. Poprosilam ja o spotkanie,ze martwie się o niego,bo źle sie z nim dzieje.. a ona odp. ''sory Kuba nie upowaznil nikogo do udzielania informacji na temat swojego stanu zdrowia,ytakze nie pomoge'' Odp,ze ja nie chce,zeby ona mi mówiła o nim tylko chce jej pwoiedzieć co sie żaczęło z nim dziać,ze robi sie nerwowy,nie może spać.. To juz nie odp. Jak dla mnie dziny jest taki kontakt terapeutki z pacjentem.. Niech mi ktoś pomoże,ja nie moge normalnie funkcjonować,jak mam spowrotem znim być,jak sie zachowywac,co powiedzieć,by on wrócił do mniesad ?
    • an.na34 Re: Najcięższe dla żyjącego z chorym na ChAD 12.02.15, 07:19
      Witam. Wiem co czujesz,od osmiu miesiecy jestem ze swoim partnerem,ktory od 20roku zycia choruje na chad. ja podobnie jak Ty mam wiele pytan,bo rowniez malo wiem o tej chorobie,mam takze obawy z tym zwiazane,ale wiem tez ze bardzo go kocham,bo nawet moj byly maz przez 12 lat malzenstwa nie okazal mi tyle milosci i szacunku co on przez te kilka miesiecy bycia razem. Czasem zastanawiam sie tylko co dalej,bo musze brac pod uwage dobro swoich dzieci,dodam tylko,ze moje dzieci zaakceptowaly mojego partnera z wzajemnoscia . Bardzo kocham swojego partnera i czuje ze to jest odwzajemnione uczucie i pragne z calego serca wspierac go w chorobie ,tylko chce wiedziec wiecej,zeby byc dla niego dobrym wsparciem .
      • poetkam Re: Najcięższe dla żyjącego z chorym na ChAD 19.02.15, 09:45
        Przez parę miesięcy jesteście już razem, a czy razem też mieszkacie? Akceptacja drugiej strony jest znacznie łatwiejsza, kiedy widujesz się z nią od czasu do czasu, dzieli was jakaś odległość. Szczególnie dzieciom łatwiej jest wtedy zaakceptować nowy związek rodzica. Jeśli chcesz wspierać swojego partnera w chorobie, rozmawiaj z nim o tym jak najwięcej, pytaj, proś o rady np. : jak chce abyś reagowała w czasie manii, depresji. Pytaj tu, na forum, zarejestruj się też na forum dla rodzin: forum.gazeta.pl/forum/f,74622,CHAD_Grupa_wsparcia_rodzinom.html
        No i nie zapominaj o sobie, dzieciach.
      • malgo33 Re: Najcięższe dla żyjącego z chorym na ChAD 07.03.19, 08:17
        Znam to moj maz jskieś dwa laya przed psychoza tez mnie dreczył psychicznie wszystko robilam zle dziennie jak doprowadził mnie do lez to mu przechodzilo potem poleciał w ostrą psychozę i tak sie zaczelo szpital raz i drugi w miedzy czasie depresja calymi dniami spal w psychozie nabral dlugow kredytow dzis jestesmy na dnie ja wykonczona psychicznie on zombi a corka sie pochorowala nerwica natrectw
        Wiec bylam w 3ech zwiazkach uwierz to boli ale prxejdzie uciekaj od niego to niezroenowazony cxlowiek i chory napewno
        Nie xaslugujesz na takie traktowanie jestes dobra osoba skoro tak kochasz zwierzeta i zaslugujesz na kogos kto cie bedzie traktowal dobrze prosze nie pakuj sie w to wiem u cb.serce ponad rozsadkiem tez tak mialam i ma m i tylko cierpie moj pierwszy maz mnie lał i zastraszal a mialsm z nim corke bylo ciezko ale uwolnilam sie czekaj tylko na pierwszy raz kiedy cie udeży. Znajac zycie tak bedzie .psychol nie ma ns kim wyladowac frustracji.NIE DAJ SIE UCIEKAJ ZNISZCZY CIE
      • dzedlajga Re: Najcięższe dla żyjącego z chorym na ChAD 20.02.15, 14:22
        Ktoś tu chyba został mocno skrzywdzony forum.gazeta.pl/forumSearch.do?pageNumber=1&query=&author=+rozdrapana&title=&forum=

        <współczuję>

        ale to jeszcze nie znaczy, że każdy w jakiś sposób odmienny czy chory od razu jest psychopatą, który niszczy innych ludzi. A takie bieganie po wszystkich forach i krzyczenie o swoim problemie to też zakrawa na jakieś zaburzenie, choćby nawet to było tylko czasowe
          • 39.a Re: Najcięższe dla żyjącego z chorym na ChAD 20.02.15, 15:37
            Aha.
            Przeczytałam ostatnio wyniki świeżych badań dwóch pań z uniwersytetu.
            Wynika z nich, że wciąż większość kobiet uważa, że mężczyzna w związku
            jest najważniejszy. Ja pierdolę!

            Ten którego opisuje koleżanka na blogu, o ile nie jest postacią fikcyjną (jest
            tam gdzieś sugestia, że to zlepek blogów zagranicznych) to psychol pełną gębą.
            • czareg Re: Najcięższe dla żyjącego z chorym na ChAD 20.02.15, 22:26
              > Wynika z nich, że wciąż większość kobiet uważa, że mężczyzna w związku
              > jest najważniejszy. Ja pierdolę!

              Przez wiele pokoleń była to strategia na zwiększenie szans potomstwa.
              Atawizm obecnie askuteczny - a zbyt często szkodliwy by go akceptować.

              Czy było rozbicie wyników na rejony?
              Bo na Śląsku to raczej matriarchat jest normą.
        • czareg Re: Najcięższe dla żyjącego z chorym na ChAD 20.02.15, 22:13
          Pseudowiedza, pseudonauka.
          Fizjonomika.
          W forum to wilczy dół na co bardziej wrażliwych (czyli od czasu do czasu na każdego z nas - niestety).
          Wnoszę o likwidację wpisu i pchodnych
          __________
          <Joe> (wynurza się z zarośli) - Szalony Pączku... ajlowiu!
          <Szalony Pączek> - Dziękuję, ale teraz nie czas na miłość.
          <Joe> - Sory. (znika wśród zarośli)
    • matlove2211 Re: Najcięższe dla żyjącego z chorym na ChAD 24.03.17, 15:19
      Witam proszę was o pomoc.
      Jestem z dziewczyną która ma Chad ale dowiedziałem sie o tym dopiero wczoraj. Od kilkunastu dni się do mnie nie odzywa nie dzwoni odcina się od świata .... a nieraz pisze i dzwoni co chwilkę .... często bywa zła a drugim razem chodzi jak w skowronkach ... ostatnio dowiedziałem się że powoli czuje się zniechęcona do wszystkiego łącznie ze związkiem ... pomóżcie mi i doradźcie co mam zrobić aby związek z taką osoba był w dobrym stanie .... liczę na waszą pomoc. pozdrawiam smile
    • gosiaczek3_2008 Re: Najcięższe dla żyjącego z chorym na ChAD 06.03.18, 14:44
      Witaj.
      Mój mąż przebywa obecnie w szpitalu po drugim juz ataku mani ma urojenia mowi od rzeczy narobił dlugow Poerwszy atak mial miejsce 5 lat temu,poprzedzalo go obnizenie nastroju pozniej sie rozkrecal i nie bylo sposobu by do niego dotrzec biegał ciagle krzyczal wprowadzal haos i nerwy nie spal nie jadł ciagle cos robil.Trafil do szpitala z rozpoznaniem psychozy Tam przyznal mi sie ze wielokrotnie mnie zdradzal płacił za sex....Po szpitalu bylo 5 lat depresji stal sie zlosliwy zachowywal sie jak ziecko.Dodam ze nasza corka miala wtedy 7 lat niewiele rozumiala z choroby meza odsunela sie od niego nie chciala nawet wyjsc z nim na spacer.
      Dwa lata temu mój skarb coreczka ktora jest dla mnie wszystkim zachorowala na nerwice natrectw potem doszly mysli natretne cos niewyobrazalnego dla matki nastepnie trichotilomania wyrywa sobie rzesy i brwi teraz zaczyna wlosy tiki nerwowe i wokalne krzyczy ryczy wyje nie jestem w stanie tego opisac.
      Leczy sie od dwuch lat jest coraz gorzej doszly ogromne problemy z nauka i rowiesnikami w szkole
      Co przysparzalo stresu.
      Wracajac do męża nigdy mu nie wybaczylam jego zdrad odsunelam sie ..po pieciu atach depresji gdy czul sie lepiej wiedzialam e to dobry moment by odejsc i stworzyć corce spokojny dom w ktorym bedzie wracac do zdrowia ale nie zdazylam on znowu w psychozie trafil do szpitala nie wiem co robic by jego nie zostawic w horobie bo wiem ze nas kocha a nie zniszczyc zycia dziecku ktore potrzebuje spokoju zeby zdrowiec...
      • dybosia1 Re: Najcięższe dla żyjącego z chorym na ChAD 15.07.18, 10:31
        Zostałaś z mężem? Mam 7letnie dziecko . Mąż ma chorobę dwubiegunową . Pomimo terapii i stabilizatorów wpada w manię . Miałam ogromna nadzieje ,że da radę , bo analizował siebie i potrafił o chorobie ze mną rozmawiać. Wydawało się ,że jest szanasa .Teraz kolejna górka , sytuacja materialna tragiczna, ja najgorszy wróg . W dobrych okresach jest dobrym ojcem , w złych róznie bywa , ale ta huśtawka , niepewność co będzie rano, kto będzie rano.....
        • juliap1 Re: Najcięższe dla żyjącego z chorym na ChAD 13.09.18, 01:31
          Do Gosiaczek3_2008 i Dybosia1,
          Czytam Wasze wpisy i widzę zagubienie, bezsilność, bezradność, jak u wielu bliskich osób z ChAD... Nie wiem, skąd jesteście, ale w Warszawie pojawiła się oddolna inicjatywa utworzenia grupy wsparcia dla rodzin/partnerów cierpiących na ChAD.
          26-go września ma odbyć się pierwsze informacyjne spotkanie (z udziałem psychiatry, psychologa i edukatora). Jeśli jesteście zainteresowane, to dajce znak tutaj lub na adres e-mail: dachowcy2018@wp.pl
        • malgo33 Re: Najcięższe dla żyjącego z chorym na ChAD 27.02.19, 03:26
          Nigdy nie byl dobrym ojcem wvdolach dobijał corkę zdradzał mnie
          Zal mi a le nie dam rady dluzej sama choruje corka nerwica natrectw ti za duzo potrzebuję spokoju
          On jest jak ma łe dziecko
          Tak biegał za pieniedzmi ze rodziny nie było byly dz..ki
          Nie jestem w sta nie tego udzwignać dokuczanie robienie na zlosc kredyty długii zero wdziecznosci ws zystko moja wina to za duzo moze jestem piz..da cieniarą ale ani z nim ani nie potrafię go zostawić...muszę podjąć decyzję najtrudniejszą w życiu
      • malgo33 Re: Najcięższe dla żyjącego z chorym na ChAD 25.02.19, 07:07
        Moj maz tez mial dwie psychozy a córcia zachorowala na nerwicę natręctw nikt tego nie zrozumie kto nie przeżyl na mysli natrętne szysbko pomogł jej MirawilTeraz ma 13 lat od jakichś 5u wyrywa brwi i rzęsy serce peka .To jak moja historia pogotowie z policja odwozili go drugi pobyt7tygodni bylam przed praca po pracy u niego pomagalam i tak wszystko bylo nie tak.moja corka dostaje szalu na jego widok dokuczal jej bardzo i to samo dlugi kredyty zdrady nie potrafie juz z nim tak zyc jedtesmy wkurzajacymi na siebie sie sublokatorami jak trzeba to pomoge ale mam dosyc czytajac zastanawialam sie czy to nie moj post.Kochasz go?ja mysle o ratowaniu siebie i corki lekarz powiedzial ze jesli tak dalej pojdzie moze nie wytrzymac i rozwinie sie jakas schizofrenia czego bym nie przeżyl a to za duzo dla niej dla nas 5 lat walczylam xeby jej nie dokuczal juz nie mam sily uzaleznilam sie od lekow nie podolalam zawiodlam wszystkich i co dalej...
    • kociaczek456 Re: Najcięższe dla żyjącego z chorym na ChAD 13.03.18, 14:02
      Na pewno nie jest i nie będzie lekko- mam znajomego chorego na CHAD i jego żona już ledwo daje radę, ale czy to spowodowała choroba nie wiadomo. Dla osób chorych bardzo ważne jest, by bliscy umieli okazać zrozumienie, bez tego "więdną", dlatego jeśli go kochasz to walcz (ale walczyć będziesz też z CHAD-em).
      • malgo33 Re: Najcięższe dla żyjącego z chorym na ChAD 07.03.19, 07:53
        Nie kocham to litosc zdradzal mnie i gdyby nie choroba nigdy bym sie nie dowiedziala żal mi go bardzo bo wiem ze kocha i cierpi chyba zrobilam blad nie zostawiajac go po szpitalu ale nie mialam serca i tsk to trwa tylko razem mieszkamy. Nie dam rady mu wybaczyc wielu zdrad mimo wszystko jestesmu razem 14 lat trudno mi go zostawic to najciezsza decyzjs w moim zyciu zawsze mowi ze straci sens zycia....
    • afq Re: Najcięższe dla żyjącego z chorym na ChAD 13.09.18, 10:45
      witam Was,

      czytam i czytam, pomyślałem, że napiszę
      jestem trzeźwym alkoholikiem, w którymś momencie zerwałem kontakt z siostrą
      ma zdiagnozowane CHAD
      zerwałem bo uznałem że jeśli mam poradzić sobie ze swoim problemem a nie zapaść się w jeszcze głębsze dno
      to muszę się odciąć od jazd, humorów, słownych napaści przeplatanych chyba szczerą troską, grzecznymi ale interesownymi gestami i wpędzaniem w poczucie winy.

      a piszę bo to sprawa która spokoju mi nie daje..
      z jednej strony zdaje sobie sprawę że jest chora, boje się że swoim konsekwentnym trzymaniem się na dystans robię jej coś złego
      ale nie radze sobie w kontakcie z nią

      trochę czekam na skutki leczenia, regularnie chodzi podobno do lekarza, bierze leki, podobno jeździ na terapie, raz w roku jest w szpitalu na kilka tygodni, ale skutków z tego co słyszę brak
      rodzice powoli już też wymiękają
      kiedyś wykrzyczałem jej że tak się zachowuje że sama zostanie, że wszyscy się od niej odwrócą i tak się dzieje, ze znajomymi także

      moje pytanie
      domyślam się ż pomimo tego że wyjasniłem jej czemu sie odwracam, niekoniecznie to do niej przemawia?
      czy zeby jakoś to znosić trzeba sie w cierpliwosc uzbrajac przysłowiową?
      czy ja mogę coś zrobic?
      czy powinienem sie sobą konsekwentnie zajmowac?

      rozmawiałem o tym z moim terapeutą
      o jej chorobie, usłyszałem "twoje alkoholowe loty to pikuś przy jej lotach"
      ja pamiętam swoje loty.... przerażające że to pikuś

      jestem bezradny, boje się jej nieprzewidywalności bo tak ją odbieram, a z drugiej strony.. co tu dużo mówić, to siostra

      help
      • awanturka Re: Najcięższe dla żyjącego z chorym na ChAD 13.09.18, 11:38
        Uważam, że nie masz wyjścia, musisz się od niej psychicznie odciąć bo się wykończysz. Jej nie pomożesz a sobie zaszkodzisz. Co nie znaczy, że masz ją zostawić samą sobie. W naprawdę kryzysowych sytuacjach (spowodowanych chorobą i nie tylko) powinna móc na Ciebie liczyć gdy trzeba cos konkretnego dla niej zrobić. I trzeba jej to powiedzieć. A tak przy okazji interesowne gesty i szantaże, o ile występują permamentnie, to raczej wynik zaburzeń osobowości a nie CHAD. Sądzę, że Twoja siostra ma jedno i drugie i dlatego tak słabo reaguje na leczenie.
        • afq Re: Najcięższe dla żyjącego z chorym na ChAD 13.09.18, 11:52
          kiedy dzwoni do mnie z czymś, z jakąś prośbą to zależy z jaką, bywa że pomogę
          ale zazwyczaj wygląda to tak, że dzwoni 50raz z czymś co od lat co poł roku jej sie przypomina że musi załatwić
          przygotowywałem dla niej dokumenty do załatwienia tej sprawy i przekazałem. potem dokumenty zgubiła wiec przemailowałem. potem znowu zgubiła w mailu wiec znowu odszukałem i przemailowałem itd.. co kilka miesiecy taka sama akcja. teraz jej tylko powtarzam "nie wiem gdzie to mam, ale wiele razy ci mailowałem, musisz po prostu poszukac u siebie"
          po pól roku sprawa wraca i rozmowa jest taka sama. bo sprawy nie załatwiła poprzednio
          gdybym powiedzial ze ok, złoze za ciebie te dokumenty co moglbym zrobic... to mialbym lawine telefonow co tak dlugo, zrob cos z tym urzedem itd... gdzies tak dwa razy dziennie, z pretensjami do mnie, wiec nie biore na siebie rzeczy ktore nalezą do niej
          to jeden z wielu przykładów jak funkcjonuje ona a jak ja odpowiadam
          oczywiście bywa ze z lękiem odbieram telefon i jednak pomogę

          dziekuje za odpwiedz
          • juliap1 Re: Najcięższe dla żyjącego z chorym na ChAD 13.09.18, 16:42
            Ależ to typowe dla ChAD-owców... Coś, co u zdrowych osób nazywamy słomianym zapałem, a tu to wynik choroby. ChAD-owcy zapalają się do czegoś, upierają się, że koniecznie tu i teraz muszą coś zrobić, a za chwilę tracą tym zainteresowanie, porzucają w połowie itd. A za jakiś czas znowu im się może przypomnieć, więc znów się nakręcają i tak w kółko.
            Słuchaj, wydaje mi się, że dobrze by było, gdybyś poszukał fachowej literatury, poczytał nawet artykuły w internecie o ChAD, jest ich coraz więcej w sieci. Mam wrażenie, że może trochę brakuje Ci wiedzy na temat tej choroby. I to też Cię przybija, osłabia Waszą rodzinę, bo Twoja siostra robi typowe rzeczy dla ChAD-owców, a Ty starasz się to odbierać, jak irytujące zachowania zdrowej osoby.
              • juliap1 Re: Najcięższe dla żyjącego z chorym na ChAD 13.09.18, 19:30
                Absolutnie nie twierdzę, że nic nie wiesz... Nie myśl w ten sposób. Mam jedynie na myśli, że może pogłębienie tej wiedzy dotychczasowej mogłoby Wam pomóc. Wiesz, to trzeba najpierw w sobie przetrawić, oswoić się, by potem wyłapywać niuanse i właśnie nie dać chorobie rządzić nami. Ktoś choruje, a my poniekąd z nim... Trzeba jakoś to w ryzach trzymać, nie dać się temu wszystkiemu wciągać. I nie na zasadzie, odsunięcia się od osoby chorej, tylko wyrobienia sobie pewnego rodzaju mechanizmów rozpoznających, co jest objawem choroby i reakcji na to. Spokojnej, tak, by nie dać się wyprowadzać z równowagi. Wiesz, nie potrzeba swoich problemów, by ta choroba dawała się we znaki osobom zdrowym. Po prostu, ChAD destabilizuje życie, to taka huśtawka, ale nie tylko dla chorujących, ale i dla ich bliskich. Także to, co czujesz, to nic dziwnego. Ale im większa wiedza, tym lepiej można sobie z tym brakiem równowagi, huśtawkami u drugiej osoby radzić. A co do Twojej siostry, ona bardzo potrzebuje tego wsparcia, nawet, jeśli powodowana chorobą, w złości powie coś zupełnie innego. To jest ważne dla niej, ale i dla procesu jej leczenia. W końcu jej ta równowaga jest najbardziej potrzebna.
      • juliap1 Re: Najcięższe dla żyjącego z chorym na ChAD 13.09.18, 16:32
        Życie z osobą mającą ChAD to jedna wielka sztuka cierpliwości. Myślę, że po obu stronach musi być wiele dobrej woli. Dobrej woli do zrozumienia choroby u osoby, która jest zdrowa, ale i u osoby, która ma ChAD. Musimy pojąć, że za większość kwestii odpowiada choroba i osoba ją mająca jej sobie nie wybrała sama, nie chce jej. A zachorować mógł każdy. Tobie nie muszę tego tłumaczyć, bo sam jesteś uzależniony i wiesz jaka to droga przez mękę, by wyjść z tego. Przy czym nałóg jest jednak możliwy do opanowania, bo człowiek ma świadomość swego stanu. Może nie chcieć zmieniać swej sytuacji, może zabrnąć tak daleko, że jest to bardzo trudne. Jednak możliwe i świadomość jest. Osoba chora psychicznie traci świadomość momentami, dłuższymi, krótszymi. A ChAD to tak specyficzna choroba, że ta świadomość jest w jakiś tam sposób jeszcze bardziej uśpiona i zarówno chory, jak i otoczenie czasem nie wiedzą, co jest czym. Spójrz, Ty, Twoi rodzice gubicie się już w tym wszystkim, nie wiecie gdzie przebiega granica między zdrowiem a chorobą. Twoja siostra zapewne ma nierzadko podobne myśli. ChAD jest bardzo, bardzo specyficznym schorzeniem... Dla osób z zewnątrz może się wydawać, że jakaś osoba jest po prostu taka a nie inna, ma taki sposób bycia, charakter osobowość i nie wiążą tego z chorobą czy mocnymi zaburzeniami. Tylko najbliżsi wyłapują te wszystkie "niuanse". A żeby samemu nie wpędzić się w nieciekawe stany, należy umieć sobie przetłumaczyć, że to choroba, która wygląda tak i tak, ma taki a nie inny przebieg itd.itp. I nie brać wszystkiego do siebie, nie roztrząsać. Oczywiście, gdy przychodzi remisja, czy łagodniejsze stany, tłumaczyć wszystko osobie chorej, jak to na nas wpływa. I tu miejsce na dobrą wolę drugiej strony, osoby chore muszą walczyć o świadomość, samoświadomość. Bez tego nie ma mowy o prawidłowym, skutecznym leczeniu i ułożeniu sobie życia z innymi. A wracając do rodziny, otoczenia ChAD-owców, to na chłodno patrzenie na stany, zachowania wynikające z choroby, chronimy nie tylko siebie w danym momencie, ale i ogólnie. Ważne jest, aby zdawać sobie sprawę z całego spectrum tej choroby, wyłapywać w miarę na spokojnie pewne zachowania, zmiany, by uchronić się przed nieszczęściami, które często w wyniku choroby się pojawiają.
            • juliap1 Re: Najcięższe dla żyjącego z chorym na ChAD 13.09.18, 19:48
              Jasne, nic dziwnego. Tak, jak pisałam, ludzie najbardziej stabilni psychicznie, gdy choruje na ChAD ktoś z ich bliskich, wyłapują prędzej czy później różne stany. A jeśli Ty masz problem z uzależnieniem, to na pewno i sam z siebie jesteś bardziej podatny na wszelkie czynniki wpływające na Twoją psychikę. I oczywiście w związku z tym wzrasta także ryzyko powrotu do nałogu. Ale nie daj się. Słusznie napisałeś, że potrzeba Ci własnego wzmocnienia. I na tej terapii, o której piszesz ważne byś zaznaczył, że masz siostrę z ChAD i potrzebujesz wiedzy o chorobie, o radzeniu sobie z nią.
              A tym bardziej, że podatność na uzależnienia (która też z czegoś przecież wynika) plus kłopoty w rodzinie związane ze zdrowiem siostry, powodują kolejne lęki, niepokój, zmartwienia, nerwy u Ciebie.
              Nie daj się i myśl o swoim zdrowiu, by przezwyciężyć kryzys swój oraz będąc wzmocnionym móc też pomóc siostrze.
              A swoją drogą, dla niej to też powinien być pretekst, by chciała panować nad swoją chorobą. Razem możecie być silniejsi i się wspierać wzajemnie.
    • juliap1 Re: Najcięższe dla żyjącego z chorym na ChAD 14.03.19, 16:31
      Mam pytanie, czy są na tym forum osoby, których dzieci mają ChAD?
      Piszę, ponieważ w Warszawie działa samopomocowa, nieformalna, bezpłatna grupa wsparcia dla osób, których bliscy cierpią na ChAD i wśród nich są także rodzice ChAD-owców. Szukamy kontaktu z ludźmi z podobnymi problemami i ze stolicy i nie tylko stąd. Czy jest ktoś chętny podzielić się swoimi doświadczeniami, chociażby w formie wirtualnej (na tym forum, mailowo)? Każde doświadczenie, uwaga, porada, wymiana myśli i opinii może się przydać. Proszę o kontakt osoby mające w rodzinie dzieci z ChAD w różnym wieku, także już dorosłe w tej chwili, tu lub pod adresem: juliap1@interia.pl
      Pozdrawiam smile
        • kurachb Re: Najcięższe dla żyjącego z chorym na ChAD 02.05.21, 19:23
          Po kilku lata postanowiłam wejść na to forum. Kiedyś zaglądałam tu często, gdy nie radziłam sobie z chorobą męża. Czytając posty wiedziałam że nie jestem sama. W swoim środowisku nie znałam nikogo z takim problemem. Mąż przegrał walkę z tą okropną chorobą 3 lata temu. W wieku 55 lat popełnił samobójstwo. Chorował ponad 10. Był osobą wrażliwą, bystrą i tak zwany dobry człowiek. Bardzo go kochałam i wiem że on też mnie. Choroba tak go zmieniła że pod koniec życia był inną osobą. Sam się dziwił w depresji, jak może być taki głupi i tak postępować. Leczenie nie skutkowało bo nawet po systematycznym braniu leków mania przychodziła. Nie wiem, może lekarz źle go prowadził. Żyjąc z taką osobą przeszłam piekło. Sama też zachorowałam na depresję. Były dzieci więc z pomocą rodziny pozbierałam się. Nie mogłam męża zostawić, tak było by łatwiej ale go kochałam i wiedziałam że to choroba. Mąż zaciągał kredyty, nie pomagał w utrzymaniu rodziny, dla mnie i dzieci był okropny. Postanowiłam że to ja dla dzieci muszę być głową rodziny. Męża kochałam nadal i traktowałam go jako osobę chorą na którą nie mogę liczyć. Stawałam się coraz silniejsza. Mąż w liście pożegnalnym napisał m.in .... wie że zawsze może na mnie liczyć, podziękował mi za wszystko, poprosił o wybaczenie ale jego choroby są górą... . Teraz gdy porównuje się z innymi wdowami to "dla mnie wypicie kawy na tarasie w samotności jest spokojne gdy dla nich to jest okropione łzami". Róbcie dla swoich bliskich chorych wszystko aby później mieć spokojne sumienie. Wy sami wiecie czy dacie radę dalej z nimi być. Ja byłam silna i miałam wsparcie rodziny. Słuchajcie swojego wewnętrznego głosu a nie podszeptów osób trzecich. Pozdrawiam i życzę dużo zdrowia, siły i mądrości

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka