kiedy bliscy opuszczaja CHAD

19.05.05, 20:38
Ahoj,
poczytuje to forum od kilku miesiecy. Zagaduje sporadycznie i zazwyczaj kasuje swoje
wypowiedzi zanim je wysle, ale dzis chcialam Was o cos zapytac.

Wiekszosc z Was z trudem i męką, ale przebija sie przez zycie w jakies utrwalonej
konstelacji, macie bliskich, macie rodziny, nie tylko rodziców, ale też partnerów i dzieci. Jest
tu trochę wątków o tym ze rodzinom CHAD-owych lekko nie jest, ale jakos chyba niewiele o
tym ze CHAD-owi bywają opuszczani. Nie nie mówię o tym, gdy skandalicznie zmasakrują
swój związek, mówie o tym, ze choroba nawet gdy trzymana w miarę w karbach, dla
partnerów bywa sygnałem do odwrotu.

Wczoraj uslyszalam od kolezanki o dziewczynie "ktora rozwodzi sie z cyklofrenikiem" ("żaden
tam nowomodny CHAD, cyklofrenia i tyle!"), ton nie pozostwial cienia watpliwosci, ze to tak
jakby rozwodzila sie z pijakiem, albo przestępcą, choc pikantnych historyjek nie było do
opowiedzenia. Tzn. mam namysli, ze wyskoki nie były na tyle spektakularne, by się nawet w
plotce rozwinąć.

Moj mąz tez odplywa. Niby nic, ale czuję to. I czuję się po prostu opuszczona w chorobie. I
nie powiem zeby mi to dodawalo sil.

No więc jak to jest - tylko nieliczni bohaterowie, tylko młodzi na parę lat się poświęcą
zauroczeni, a starość trzeba planować samotną?
    • colubra Re: kiedy bliscy opuszczaja CHAD 20.05.05, 00:43
      Kazdy z nas ma zswoje dobre i zle chiwile. Lepsze i gorsze doswiadczenia. Wiazac
      siez kims, nie patrz na to co ma napisane w wypisie, czy co mowi jego/jej
      psychiatra. Jesli czujesz, ze zachowanie partnera/ki przerasta twoje mozliwosci,
      ze wiecej dajesz niz odbierasz, ze sie eksploatujesz i zostajesz z pustymi
      rekoma, jesli Twoim zdaniem nie ma takie poswiecenie sensu-odejdz.
      Prosze Cie, odejdz.
      Pozdrawiam
      M.

      • colubra Re: kiedy bliscy opuszczaja CHAD 20.05.05, 14:28
        Przepraszam za moja wczorajsza wypowiedz ktora chyba nijak sie miala do Twoich
        watpliwosci. Na swoje usprawiedliwienie powiem tylko tyle, ze skulam sie wczoraj
        w trzy d... Widzialam sie wczesniej z moim polskim psychiatra, ktory podtrzymal
        swoja diagnoze chad mimo ze nie potrafil jej uzasadnic.
        Powiedzialam mu, ze moja holenderska lekarka zmienila mi diagnoze, ze byc moze
        jestem w spectrum ale nie choruje. A on na to "Taka jest madra? A ja sie zaloze,
        ze za pare tygodni bedziesz w manii jak dzwon".
        Zna mnie facet krotko, niecaly rok. Nie rozumie (albo nie chce rozumiec) ze mam
        osobowosc hipo, ze normalnie caly czas latam jak na amfie, odkad pamietam.

        W kazdym razie to wszystko wczoraj wkurzylo mnie na tyle, ze sie skulam. A potem
        wrocilam do domu, zajrzalam na forum i napisalam bzdury w odpowiedzi na twojego
        posta.
        Wybacz.
        • jagoda16 Re: kiedy bliscy opuszczaja CHAD 20.05.05, 16:00
          tak to dla partnera b. ciezka proba. Nie wiem jak ja np. bym wytrzymala z
          partnerem chorym tak jak ja. A ile lat jestescie juz w zwiazku? Macie dzieci?
          bardzo czesto to odpowiedzialnosc za dziecko trzyma partnerow razem. ja licze
          sie z tym, ze kiedys moge zostac sama. I wcale nie wiem czy bedzie mi wtedy
          gorzej. Brak zrozumienia i wsparcia w rodzinie jest bardzo bolesny.

          Do Colubry; nie moja sprawa , Ty sama przeciez jestes psychologiem, ale mi
          pachniesz na 10 km chadem, cos o zaprzeczaniu zapewne slyszalas? Na wszelki
          wypadek proponuje nie odstawiaj stabilizatora, dlaczego holenderska lekarka ,
          ktora widziala Cie pare razy ma byc madrzejsza od lekarza, ktory prowadzil Cie
          do tej pory? Jest jeszcze bariera jezykowa. Dla mnie to, jak piszesz o sobie,
          swoich stanach jedzie chadem z daleka nie od dzis . Pisze to nie po to , zeby
          Cie dolowac, ale ostrzec bys nie odstawiala stabilizatora. Tym bardziej ze
          bedziesz za granica, stres takze ten pozytywny pewnie niezle Cie podkreca. A
          teraz jak stara ciotka: "gdy bylam w Twoim wieku" tez mialam zdecydowanie
          wiecej manii i szlam przebojem do przodu, depresje byly krotsze i znosniejsze,
          dawaly sie wytlumaczyc sytuacjami zyciowymi. Ktos mi cos mowil o osobowosci
          maniakalnio - depresyjnej, ale nie sluchalam tego, a niestety nikt wczesniej
          nie zaproponowal leczenia farmakologicznego. I swinstwo z czasem zrobilo sie
          coraz gorsze. Wiec pomysl o tym co moze byc za pare lat. Ok?
          • colubra do jagody16 21.05.05, 14:30
            jagoda16 napisała: >
            > Do Colubry; nie moja sprawa , Ty sama przeciez jestes psychologiem, ale mi
            > pachniesz na 10 km chadem,

            jagodo dzieki, gdybysmy sie spotkaly, na pewno wyrobilabys sobie bardziej
            realistyczne zdanie na moj temat.Od czasu do czasu wpada na to forum moja dobra
            przyjacioka (citalinka;-D ktora W KLIMATACH PSYCHIATRYCZNO-PSYCHOLOGICZNYCH
            SIEDZI DOSC MOCNO I ZNA MNIE SWIETNIE.
            Wg citalinki nie mam chad, tylko jestem byc moze jedna z najbardziej szalonych i
            zwariowanych osob na swiecie.
            Masz racje-jestem psychologiem, uwierz mi, ze nie amatorem. Nie mam chad. A
            Holenderska lekarka jest sensowna i ma swietna renome na Oxfordzie. To jej wierze.
            Nie wracam do depakiny i jest mi dobrze.
            Natomiast dziekuje za to, co piszesz i pozdrawiam goracowink
            • nena72 Re: do jagody16 21.05.05, 15:18
              Colubro, gdybyśmy się spotkały na pewno pomyślałabyś o mnie wszystko tylko nie
              to, że od 14 lat mam CHAD.
              • tristezza Re: do jagody16 21.05.05, 15:51
                Colubro,
                choruje od ponad 20 lat, przez pare lat nie mialam diagnozy. Bylam pacjentka
                sensownej i majacej swietna renome w IPiN w Wwie lekarki, doswiadczonej i
                utytulowanej. Wg. niej moje zmiany nastroju byly najprawdopodobniej w
                tzw.granicach osobowosci. Az pewnego dnia wyladowalam u niej w klinice z
                rozpoznaniem manii. Ten chyba moge to tak nazwac blad w sztuce bardzo zawazyl
                na moim i nie tylko moim zyciu.Bardzo zaluje, ze nie postawila mi wczesniej
                diagnozy, bo przeciez nie wykluczala chad. Wybacz, ale Twoja holenderska
                lekarka wcale nie wydaje mi sie rozsadna.U osoby ktora zna sie pare miesiecy, z
                osobowoscia jak sama o sobie piszesz hipo rozsadny lekarz nie moze wykluczyc
                chad, moze sie co najwyzej wstrzymac z diagnoza. Zycze Ci abys wolna byla od
                tej choroby, chociaz wiele z tego co o sobie napisalas na tym forum wskazuje ze
                jednak raczej ja masz.
                A jesli pozostaniesz dluzej z brakiem diagnozy (bo wykluczenie chad wydaje sie
                naprawde w Twoim przypadku niepowazne) to postaraj sie pamietac o moim przykrym
                doswiadczeniu.
                pozdrawiam Cie serdecznie i zycze jak najlepiej
                t.
                • nevada_blue Re: do jagody16 21.05.05, 16:24
                  noo, ja też nie mam chad..
                  to w sumie po co to forum..?
                  a raczej.. czemu tak usilnie na nie wracacie/my?

                  tak czy inaczej pozdrawiam Wszystkich kiss
                  • colubra do jagody, neny, tristezzy, nevady 21.05.05, 18:07
                    Dziewczyny,

                    Sprawa jest skomplikowana, nie chcaialabym Was zanudzac moim przypadkiem,
                    dlatego postaram sie jak najkrocej.

                    Ze wzgledow zawodowych fascynuje sie chad od paru ladnych lat. Jest to wg mnie
                    najciekawsza (jakkolwiek to glupio brzmi) choroba psychiczna, z wielu wielu
                    wzgledow. Moja fasynacja przejawia sie m.in. w czytaniu wszystkiego co
                    "podejdzie" na temat bipolar, na ogladaniu filmow dokumentalnych i fabularnych
                    majacych zwiazek z bipo, na czytaniu ksiazek (nie tylko podrecznikow
                    psychiatrii), na bardzo dobrym kontakcie z ludzmi, ktorzy byli pacjentami
                    oddzialu, na ktorym pracowalam, niektorzy z bylych pacjentow sa do dzisiaj moimi
                    przyjaciolmi. Owa fascynacja-nevado-to glowny z powodow dla ktorego wracam na to
                    forum. Mam zreszta nadzieje, ze nie macie nic przeciwko temu.
                    Sledze zwiazki bipo z uzywaniem substancji psychoaktywnych, interesuje mnie
                    roznica w objawach tzw. major depression i depresji jako fazy chad. Interesuje
                    mnie w koncu temat samobojstw w chad, zwlaszcza w manii-niestety na ten temat
                    jest bardzo niewiele jeszcze badan.
                    Byc moze to co teraz napisze wyda wam sie nienormalne, ALE moja fascynacja
                    zaburzeniami afektywnymi przersola mnie sama. Byl taki czas, okolo 2 lat temu,
                    kiedy PRAGNELAM zachorowac, pragnelam zobaczyc JAK TO JEST. Oczywiscie dzisiaj
                    wiem, jak bardzo bylo to niedojrzale i glupie, pozbawione najmniejszego sensu.

                    Od kiedy pamietam bylam dzieckiem niesfornym i nieposlusznym, brykalam i
                    fikalam, kiedy nie moglam czegosdostac walilam glowa w sciane tak dlugo az
                    osiagnelam cel. Moj tata nazywal mnie (nazywa do tej pory) awanturniczka. Kocham
                    nagle zrywy, kocham zycie na pelnych obrotach, kocham zdobywanie celow, mam
                    silna iskre wspolzawodnictwa, kiedy kocham, to umieram z milosci, a kiedy
                    nienawidze, to jestem w stanie zniszczyc. Mam wielu wrogow, ale ci, ktorzy sa
                    moimi przyjaciolmi, kochaja mnie i mowia mi o tym.
                    Ludzie mowia, ze jestem dosc ekscentryczna, choc ja tak nie sadze. Nie boje sie
                    po prostu zyc-i byc soba. Kocham zycie.
                    Taka bylam od zawsze-az w 2000 roku, kiedy to utracilam mezczyzne, ktorego
                    kochalam nad swoje, kazde zycie i z ktorym wiazalam stabilne plany-walnela we
                    mnie potezna depresja niczym piorun. Byla ciezka, gdzies juz opisywalam, ze nie
                    wstawalam z lozka tygodniami.
                    Po wielu perypetiach i z pomoca przyjaciol udalo mi sie z tego bagna wyjsc.
                    Powoli wracalam do swojej normy, ktora-gdy po 3 latach ustanowila sie dokladnie
                    na tym poziomie co sprzed depresji-zaczela byc widziana przez jednego madrego
                    specjaliste jako mania-hipomania-nie pamietam. Dosc na tym, ze takie
                    przypuszczenie przestraszylo mnie ale i...ucieszylo zarazem. Mam co chcialam.
                    Poszlam do psychiatry, ktory widzial mnie po raz pierwszy w zyciu i po 10
                    minutowej rozmowie wystawil rozpoznanie.
                    Mam swoj chad-pomyslalam, choc swiadoma bylam tego, ze sama sobie jestem winna,
                    gdyz sporo doktorkowi "nasciemnialam".
                    Kochani, jednoczesnie pracowalam w PZP i na oddziale, prowadzilam sesje
                    terapeutyczne z pelnym spokojem bez jakichkolwiek oznak chad, wyciagnelam pare
                    dziewczat z bulimii, a zaden z psychiatrow w moim teamie nie mial najmniejszych
                    podejrzen, ze moge miec jakiekolwiek zaburzenia afektywne.

                    Wiem, nie jestem do konca normalna, ale kto jest? Ze wzgledow zawodowych
                    musialam pozbyc sie wymyslonej sobie przez sama siebie diagnozy.
                    Poszlam do Holenderki, i opowiedzialam wszystko od samego poczatku, szczerze i
                    uczciwie, jak wam teraz tutaj.
                    Reszte znacie.

                    Dziekuje za wysluchanie mnie. Jesli nadal sie upieracie ze mam chad, nie bede
                    sie juz spierac. Dziekuje tym, ktorzy zycza mi zdrowia-ja zycze wam tego w
                    szczegolnosci. Wazna rzecza jest, zeby pogodzic sie z trafna diagnoza, aby nie
                    zaprzeczac. Ale mysle jeszcze wazniejsza-nie dac sobie wciskac bzdur lub nie
                    igrac z wlasnym zdrowiem psychicznym, jak to ja czynilam. Coz, zblakana jestem
                    owieczka.
                    Na zakonczenie maly horrorek: W moim rodzinnym miescie dziewczyne strasznie
                    bolal zoladek. Na oddziale gastrologicznym powiedziano jej, ze ma anorexia
                    nervosa. Nic wielkiego ;# bo nic somatycznego (!)

                    Minelo pare miesiecy i dzisiaj dziewczyna umiera w hospicjum na raka. Nowotwor
                    zoladka.Sprawa jest oczywiscie w sadzie.

                    PS Prosze nie badzcie na mnie zle za to wszystko.


                    • nevada_blue Re: do jagody, neny, tristezzy, nevady 21.05.05, 18:18
                      Żuczku drogi smile toż ja nie znając Ciebie, ani za dobrze przebiegu Twojej
                      choroby - nawet nie próbuję Ci wmawiać czy też nie, że masz Chad lub go nie
                      masz. to może zrobić tylko lekarz po dłuższej obserwacji - to sama wiesz. a na
                      forum sama wracam - trochę z przyzwyczajenia, trochę z chęci wywiadu jak się
                      mają różne osoby stąd, a w dużej mierze z ciekawości właśnie smile

                      osobiście sama uważam, że Chad nie mam, choć niewykluczone, że i to jest lekko
                      dyskusyjne wink

                      w każdym razie, cokolwiek by się nie działo - życzę Ci życia pełną piersią i
                      takiego, żebyś była z niego po prostu zadowolona smile
                      • tristezza do Colubry 21.05.05, 19:02
                        Przeczytalam Twoja opowiesc z bardzo mieszanymi uczuciami. Napisalas na tym
                        forum sporo postow o swoich stanach obnizonego i podwyzszonego nastroju radzac
                        sie, zwierzajac itd. Poslugiwalas sie nazwami mania i depresja piszac o sobie
                        jako osobie chorej. Czy to znaczy ze caly czas sciemnialas,ze w ramach Twojej
                        fascynacji chad weszlas tutaj aby prowadzic tzw. obserwacje uczestniczaca?
                        • colubra Re: do Colubry 23.05.05, 13:29
                          tristezza napisała:
                          Czy to znaczy ze caly czas sciemnialas,ze w ramach Twojej
                          > fascynacji chad weszlas tutaj aby prowadzic tzw. obserwacje uczestniczaca?

                          NIE!!!! Ostatnia rzecza na jaka moglabym sobie pozwolic bylby jakikolwiek
                          eksperyment.
                          Troche bylo tak jak pisal neo, a wlasciwie bardzo tak.
                          Wtedy kiedy pisalam o swoich stanach, bylam przed wizyta u Vanessy (Holenderki),
                          natomiast bylam pod wrazeniem i wplywem poslkiego doktora. Trudne to do
                          wytlumaczenia, ale kiedy dostalam na czolo nalepke z napisem "chad", to niejako
                          wszystkie moje dotychczasowe i aktualne stany zaczelam widziec w kategoriach
                          choroby. Poczytawszy o waszych doswiadczeniach-gdzies tam zaczelam odnajdywac
                          sama siebie, choc nie do konca.
                          Opowiedzialam nawet o forum Vanessie. Powiedzialam jej, ze opowiesci, ktore tu
                          czytam sa fascynujace, czasami straszne, ale ze nie do konca sie w nich odnajduje.
                          To fakt-mialam wielki epizod depresyjny i pozniej pare pomniejszych. Tyle, ze
                          to, co bylo w przerwach pomiedzy nimi polski doktor wziaz blednie, jak sadze, za
                          hipomanie, podczas, gdy byly to zwykle remisje, podczas ktorych dochodzila do
                          glosu moja zwykla wesola natura.
                          Pozdrawiam

                    • neo422 Re: do jagody, neny, tristezzy, nevady 21.05.05, 22:52
                      Zaskocze Cie tez szukalem wielu ksiazek publikacji chcialem poruwnywac
                      przewyzszac przyklady.Fascynowalem sie ta choroba bo to wcale nie glupie ze
                      najlepsza z chorob psychicznych zwana choroba krolow.Eksperymentowalem z
                      lekarzami podswiadomnie szukalem w sobie choroby zazdroscilem.No i obudzilem
                      sie z reku w nocniku.Juz sam nie wiedzialem co jest falszem a co prawda.Co
                      sciemniam gdzie mowie prawde.Cholernie chcialem chorowac i sobie zachorowalem
                      stracilem kilkanasie lat zycia na dochodzeniu do jakiejs prawdy.Przemawiaja za
                      mna liczne proby samobujcze wpierw dla zwrocenia uwagi potem ze stanow z
                      ktorymi sobie kompletnie nie radzilem.Zaczalem wszystko odkrecac ale nie
                      wiedzialem juz co jest prawda co nie.Dzis ciesze sie bo powrocilem zza swiatow
                      nie biore lekow i jestyem szczesliwy z kazdej remisyjnej chwili.
                      Czy jestem szczesliwy ze znalazlem chorobe czy sie ciesze czy kogos oszukalem
                      czy to mnie jeszcze fascynuje .Nie nie fascynuje mnie juz myslalem ze jestem
                      tak madry ze przechytrze wszystkich .Zreszta mialem niezly podklad cudowne
                      dziecko swietne wyniki w szkole podstawowej specjalny tok nauczania w szkole
                      sredniej szkola srednia w 2 lata swietny na studiach i co dalem sie zlapac w
                      tak prymitywna pulapke jaka zatawilo zycie? Chyba nie wydaje mi sie to troszke
                      glebsze.Od kilku lat jestem na rencie pierwszej grupy.Czy sadzisz ze ten swiat
                      irracjonalny sam sobie zbudowalem . Jesli tak to nie wyskoczylem z niego w
                      odpowiednim momencie. Pozdrawiam serdecznie ))
                      • colubra do neo i kilku innych ;) 23.05.05, 13:41
                        Wiesz neo, to zaskakujace, mam bardzo podobny podklad do Twojego.
                        W podstawowce-genialne dziecko. W liceum-prezes szkoly. Wygrana olimpiada. Wstep
                        na studia na UW bez egzaminow. Elitarna specjalizacja. itp itd.
                        Malo kto wie, ze niewiele sleczalam nad ksiazkami. Material do rocznego egzaminu
                        przyswajalam w jedna noc. Mialam absolutna pamiec sluchowa-zapamietywalam slowo
                        w slowo godzinne wyklady.
                        Do dzisiaj nie robie zadnych notatek z sesji terapeutycznych.
                        Przyznasz, ze jak sie ma taki podklad, to..zal z niego nie skorzystacwink

                        Najbardziej w Twoim poscie zaskoczylo mnie to, ze przyznales sie do
                        "sciemniania", do pewnej nadbudowy, jaka sobie stworzyles w zwiazku z "choroba
                        krolow", choc mnie bardziej przekonuje chad jako "choroba artystow", a na pewno
                        ludzi wielkich.
                        Malo kto ma odwage mowic o tym wprost. Choroba to choroba, nie sposob
                        polemizowac z tym, ze dla osoby cierpiacej z powodu chad jest to prawdziwy
                        koszmar. Mysle jednak, ze osob takich jak my, ktorych trudno jest wlasciwie
                        sklasyfikowac, ktorym prawda subiektywnie odczuwana miesza sie z
                        przypuszczeniami lekarzy, ktorzy na pewno sa emocjonalni i szaleni w pewien
                        sposob, ale niekoniecznie chorzy...ktorzy niebezpiecznie igraja z ogniem, po to
                        aby pozniej padac w ukorzeniu na kolana.. jest znacznie wiecej. Byc moze nawet
                        na tym forumwink
                        Pozdrawiam, dzieki, ze napisales.
                        • neo422 Re: do neo i kilku innych ;) 23.05.05, 14:12
                          Taak.
                          Widze podobienstwo w podkladzie.Powiem wiecej czytajac twoje posty jakbym sie
                          cofnal o kilka lat i zobaczyl siebie.Nawet jak odpowiadasz na temat znaku
                          zodiaku jestes perfekcyjnie przygotowana stawiasz pytanie ale nie oczekujesz
                          odpowiedzi.Znasz ja doskonale.To niebezpieczna gra to gra o zycie.
                          Pewnie jeszcze nie Chad ale napewno osobowosc cyklotymiczna.
                          Co z tym zrobisz nie wiem wszak to Twoje zycie.
                          Zycze ci duzo szczescia i dystansu do tego i trzymaj sie racji typu wszak to
                          nie mania a moja wesola natura.Pozdrawiam serdeczniesmile)))))
                          • colubra Re: do neo i kilku innych ;) 23.05.05, 15:56
                            neo422 napisał:
                            To niebezpieczna gra to gra o zycie.
                            > Pewnie jeszcze nie Chad ale napewno osobowosc cyklotymiczna.

                            Dzieki stary. Jak widze moje doswiadczenie zwodowe w porownaniu z Twoim to
                            pstryczek. Nigdy nie odwazylabym sie postawic wirtualnej diagnozy, obarczonej w
                            dodatku slowkiem "na pewno".
                            Mysle, ze to dopiero moze byc gra o zycie.

                            Trzymaj sie, trozhe ostroznosci, kolego po fachu wink


                            • neo422 Re: do neo i kilku innych ;) 23.05.05, 16:43
                              Osobowosc-calosc stalych cech psychicznych i mechanicznych wewnetrznych
                              regulujacych zachowanie sie czlowieka indywidualnosc.Czy osobowosc
                              cyklotimiczna to choroba nie wiec nie ma tu mowy o diagnozie.Wszak kazdy z nas
                              posiada jakas osobowosc.Gdybym powiedzial cyklotym
                              ia to uwazam sluszna uwaga.Mowiac o twojej osobowosci nie mam zadnych zlych
                              intencji lecz staram sie wyciagac logiczne wnioski z twoich postow wszak moze
                              to skaza po wykonywanym zawodzie.(Z wyksztalcenia jestem matematykiem)
                              Hm zapewne nie jestem twoim kolego po fachu i daleko mi do tego.
                              A juz napewno nie celuje w jakiekolwiek doswiadczenie zawodowe.
                              Moglbym co prawda odwrocic ta romowe wowczas wskoczyla by ona na wlasciwy tor
                              ale niestety nie chce mi sie prowadzic akademickiej dysputy.
                              Pozdrawiam serdecznie i zycze milego popoludnia napewno nie kolega po fachusmile))
                              I nie dlatego ze cie lekcowaze a dlatego ze zapewne doprowadzilo by to do
                              pyskowki na forum czego che uniknac.
                              • neo422 Re: do neo i kilku innych ;) 23.05.05, 17:03
                                Przytrafil sie czeski blad w moim poscie pozdrowienia powinny byc ostatnim
                                zdaniemsmile
                              • colubra Re: do neo 23.05.05, 19:12
                                Masz racje, ale jedna rzecz musze sprostowac. Diagnostyka w psychiatrii dotyczy
                                nie tylko chorob psychicznych. Diagnoza to po prostu oparte na odpowiednich
                                badaniach stwierdzenie aktualnego stanu psychicznego osoby.
                                Jesli wiec masz w papierach "Brak podstaw do stwierdzenia choroby psychicznej",
                                tudziez "zaburzen osobowosci", czyli, po naszemu, napisali ci, zes zdrowy-to
                                rowniez jest diagnoza.
                                Gdybym dostala "zaburzenia osobowosci o charakterze itd.."to tez bylaby
                                diagnoza. Poki conie mam takiej diagnozy, gdybym nawet miala zaburzenia
                                osobowosci to na pewno nie cyklotymiewink (Nie powiem cowink)
                                Dobra, juz siedze cicho.
                                Zgadzam sie z Toba, ze trzeba byc ostroznym, ze nigdy nic nie wiadomo. Nie moge
                                tez wykluczyc przeciez ze kiedys nie zachoruje, ale wierze, ze nie. Bardzo sie o
                                to modle.
                                Ja tez pozdrawiam.
                                • neo422 Re: Do colubry 23.05.05, 21:54
                                  Sprawdz pocztesmile))
                                  • colubra Re: Do colubry 24.05.05, 14:32
                                    neo422 napisał:

                                    > Sprawdz pocztesmile))
                                    Czytalam, ale nie uzywam tej poczty.
                                    Odpowiedz znajdziesz tutaj:

                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15184&w=24143982&a=24271692
                                    Pozdrawiam
                                    PS Dzieki za ten list.
    • nena72 Re: kiedy bliscy opuszczaja CHAD 21.05.05, 16:39
      oczywiście, takim związkom jest trudniej jak wszystkim, gdzie jest choroba, ale
      nie tylko jednego z parnerów, czasami mężczyźni nie wytrzymują też sytuacji,
      gdy chore "na zawsze" jest jego własne dziecko, ale w większości związków,
      które się rozpadają wszyscy są zdrowi, więc jakie wtedy wytłumaczenie?
      Podsumowałabym tak - jest nam trudniej, ale nie ma reguł nigdy, tak samo jak
      zaciągnięcie mężczyzny nie gwarantuje, że Cię nie zostawi, tak samo choroba nie
      musi oznaczać, że Cię opuści. Głowa do góry, będzie dobrze
      • nena72 Re: kiedy bliscy opuszczaja CHAD 21.05.05, 23:50
        "...jest nam trudniej, ale nie ma reguł nigdy, tak samo jak
        zaciągnięcie mężczyzny nie gwarantuje, że Cię nie zostawi, tak samo choroba
        nie..." gdzie zaciągnięcie pewnie się zastanawiacie... oczywiście do ołtarza big_grin
        oprócz CHAD mam początki Alzhaimera wink
        • abdon Re: kiedy bliscy opuszczaja CHAD 22.05.05, 00:34
          Zaciągnięcie mężczyzny do ołtarza gwarantuje tylko jedno, że ucieknie
          niezależnie od tego, czy ona ma chad, czy alzheimera
          • buriatka Re: kiedy bliscy opuszczaja CHAD 22.05.05, 11:38
            Abdonie słusznie. Jak zawsze masz rację. Zaglądaj częściej na to forum.
            Duplikat właściwie Tobą stoi. A w ogóle to stereotyp - "zaciągnięcie mężczyzny
            do ołtarza". Jakby mężczyźni nigdy nie ciągnęli kobiet przed ołtarz lub przed
            oblicze urzędnika USC. Rezultaty w obu wypadkach są podobne. Pozdrawiam. A.
          • nena72 Re: kiedy bliscy opuszczaja CHAD 22.05.05, 13:52
            Mam nadzieję Abdon, że miałeś na myśli sytuację, kiedy osoba "zaciągnięta"
            decyduje się nie mówić tak i ucieka od ołtarza ew z USC zostawiając
            niedoszłą/niedoszłego i gości w zrozumiałym szoku. Bo jeśli już powie TAK to
            kwestią odpowiedzialności i honoru jest sprostanie sytuacji, zresztą prawo też
            tak stanowi - nie można iść do sądu i powiedzieć, że się żąda rozwodu bo
            małżonek się rozchorował, lub gdy był chory już wcześniej, że mu się
            pogorszyło. Jest to zaprzeczenie całego sensu instytucji małżeństwa i sąd tak
            uzasadniony wniosek oddali. Choroba, czy to psychiczna, czy rak czy Alzhaimer
            polega na tym samym - konieczności leczenia, opieki, kosztów związanych z
            lekami, przejęcia większej ilości obowiązków w domu itp, itd I też po to
            właśnie się poślubia kogoś - żeby być na dobre i złe i mieć na kogo liczyć "w
            razie czego", a nie tylko na dobre a jak się zaczynają schody to "zabrać
            zabawki i iść się bawić na inne podwórko".
            • abdon Re: kiedy bliscy opuszczaja CHAD 22.05.05, 14:34
              Miałem na myśli tylko zdarzające się sytuacje, kiedy jedna ze stron rozmaitymi
              zabiegami (płaczem, udawaniem, że jest w ciązy, groźbami popełnienia
              samobójstwa) wymusza zawarcie małżeństwa, a nie sytuacje, w których jedna ze
              stron jest chora psychicznie, a druga z tego powodu porzuca tamtą. Po prostu
              mam złe wspomnienia.
            • tristezza Do Neny 23.05.05, 00:24
              Jesli sie powie TAK, to bardzo roznie bywa ze sprostaniem sytuacji, a prawo
              niestety stanowi inaczej niz sugerujesz.
              Stosowny paragraf kodeksu rodzinnego i opiekunczego mowi: Uniewaznienia
              malzenstwa z powodu choroby psychicznej albo niedorozwoju umyslowego jednego z
              malzonkow moze zadac kazdy z malzonkow.

              Rozwodu czy uniewaznienia malzenstwa mozna scislej rzecz biorac domagac sie nie
              z powodu choroby, ale rozkladu zwiazku spowodowanego choroba, a to udowodnic
              przeciez nie jest trudno.
              Z tego samego artykulu kodeksu dowiedziec sie mozna, ze osoba dotknieta choroba
              psychiczna nie moze zawrzec malzenstwa. A jesli stan zdrowia lub umyslu takiej
              osoby nie zagraza malzenstwu ani zdrowiu przyszlego potomstwa to sad moze
              laskawie na malzenstwo zezwolic...O ile nie jest ubezwlasnowolniona calkowicie.
              A wiadomo ze stan zdrowia osoby chorej zagraza i malzenstwu i potomstwu. Wiec
              te nasze malzenstwa sa jakby na bakier z prawem, chociaz to w zasadzie przepis
              martwy i na szczescie nikt nas nie bedzie scigal.
              A i Kosciol niezbyt dla nas przychylny. Z Polityki (7/2005) dowiedzialam sie o
              istnieniu kanonu 1095n.3 (wprowadzonym do kodeksu prawa kanonicznego w 1983 r.)
              o niezdolnosci do podjecia istotnych obowiazkow malzenskich z przyczyn natury
              psychicznej. Na podstawie tego wlasnie paragrafu uniewaznia sie sluby
              koscielne.Bohaterowi artykulu nawet sad koscielny zasugerowal, aby podal jako
              powod prosby o uniewaznienie malzenstwa nawracajace depresje pierwszej zony. No
              i uznano kobiete za niezdatna do malzenstwa. Zeby bylo smieszniej (i straszniej)
              to podstawa do uniewaznienia malzenstwa z tego paragrafu moze byc takze
              alkoholizm, narkomania, bulimia, anoreksja a nawet niedojrzalosc...

              Takie buty droga Neno, niestety. Pewnie Ci sie to nie spodoba, ale takie sa
              fakty.
              pozdrawiam
              t.
              • mirra Re: apropos zw. małżeńskich i ChAD 23.05.05, 09:41
                Uznałam, że powinnam wypowiedzieć się w tej kwestii, jako ta druga strona
                właśnie;
                Jak wiecie już napewno, prawie 2 lata żyję i mieszkam ze swoim ukochanym
                mężczyzną chorym na ChAD; Jak wiecie też, bo pisałam, dzieci mieć nie będziemy;
                A co do samego małżeństwa (żyjemy w tzw. "wolnym związku") - to mój mężczyzna
                twierdzi, że nie chciałby poprzez ślub zrzucić na mnie wielu problemów; Że
                miałabym obowiązek do wszystkiego (opieki, etc) a nie wciąż robić to
                dobrowolnie... Rozumiem to - po części; Napewno nie do końca; Dla mnie
                małżeństwo (jakkolwiek nieprawne by ono było) pozwala mi "mieć coś do
                powiedzenia" w sprawie zdrowia mojego mężczyzny; W tym momencie - oddalmy się
                nieco od samego ChAD - sytuacja normalnego związku; Dwoje zdrowych ludzi;
                Wypadek; Bez małżeństwa nie ma się nawet prawa do informacji... etc, etc.
                Zapewne wiecie, o co mi chodzi;
                Nie zgodzę się również, ze związek "na kocią łapę" - jest zawsze związkiem, w
                którym się jest jedynie jak jest dobrze; Nie; U nas jest często źle - biorąc
                pod uwagę stany depresyjne, pojawiające się obecnie co ok. tydzień półtora (i
                tyle też trwające); Nie jest mi wtedy dobrze i łatwo; Ale wiem po co jestem;
                Wciąz nieustannie; Kocham tego człowieka, dlatego tym bardziej boli bezsilność,
                bezradność... Pisałam tez jakiś czas temu, że mi również zdarza się popadać
                wtedy w dołki; Ja również wtedy się odcinam; Nie wychodze za bardzo z domu (do
                pracy muszę, z uczelnią bywa czesto już gorzej); Chcę być; Jakby mnie
                potrzebował; Cokolwiek; Pokazać, że pomimo tego, że dzieli nas teraz coś tak
                bardzo, co nie zależy od nas, że pomimo tego wszystkiego ja jestem obok; Że
                poniekąd jestem razem z nim w tym...
                Owszem; Czasem jest mi tak ciężko, że samą mnie to przeraża; Kiedy jest gorzej,
                wracając np. z pracy, patrzę czy pali się światło... jeśli jest zgaszone, wiem
                już że nie jest dobrze... bywało tak, że nie mógł mówić; fizycznie; i powiem
                Wam że rozdzierało mnie to...porozumiewanie się za pomoca gestów... bywało tak,
                że się nie podnosił z łóżka/podłogi... kładłam się wtedy razem z nim... i
                przytulałam...
                I nic poza tym nie mogę zrobić... Prawie nic; A cięzko mi wtedy myśleć o sobie,
                o swoich problemach, sprawach do załatwienia...
                Nie zbieram zabawek, nie przenosze się na inne podwórko; To jest moje podwórko;
                Tylko czasem zabawek jest zwyczajnie mniej niż na innych... ale uczucia,
                dojrzałego, myślę że więcej jest, niż w normlanych związkach...
                Nawiązuję do tego - że ja już się zdecydowałam; Zdecydowałam się dawno, choć
                trudne to były lekcje do wzięcia od życia; Nie mogłabym traktować, ze dopiero
                ślub, ustanawia jakby moją decyzję; Nie; Ta decyzja jest we mnie; I ona wciąz
                konsekwentnie się dzieje; I daje wiele satysfakacji. Ze szczęścia; Z miłości;
                Pomimo trudności; To trudna miłość; I może dlatego m.in. jest warta większego
                wysiłku...

                Przepraszam, że tak się rozpisałam
                I dziękuję za przeczytanie
                Pozdrawiam Was ciepło
                Mirra
                • abdon Re: apropos zw. małżeńskich i ChAD 23.05.05, 21:36
                  I nic poza tym nie mogę zrobić..

                  Wierz mi, że to jest bardzo dużo i wcale nie musisz więcej.
                  • mirra Re: apropos zw. małżeńskich i ChAD 24.05.05, 15:50
                    abdon - bardzo bym chciala więcej; tylko nie mogę;

                    teraz znów dołek; cięższy dołek niż ostatnimi czasy się zdarzało...

                    pozdrawiam cieplutko
                    mirra
              • nena72 Re: Do Neny 24.05.05, 13:04
                Tristezza, cieszę się, że możemy na te tematy "pogadać" - nie tak dawno
                interesowałam się par.12 KRiO dotyczącego nas, o którym piszesz do tego
                stopnia, że weszłam w posiadanie orzeczenia SN dot.jednej ze spraw wytoczonej
                właśnie na podstawie tego przepisu (jeśli interesuje Cię ono mogę w jakiś
                sposób przekazać - to całe 6 stron więc nie streszczę tutaj). Owszem,
                małżeństwa bez wcześniejszego wyrażenia na nie zgody sądu są w jakiś sposób
                wadliwe ale nie znaczy, że nieważne. Sąd rozpatruje różne okoliczności -
                zapewne i dzieci, i dotyczasowy staż i inne. I to, i inne komentarze prawników
                jakie czytałam, chociażby na łamach różnych pism, powodują, że wyrobiłam sobie
                zdanie, że "nie jest tak źle". Przynajmniej pod względem prawnym smile Nie zgadzam
                się też z Tobą, że przypuszczalny, spowodowany przez chorobę, rozkład związku
                olbliguje sąd do wydania wyroku rozwodowego. Ale czy można osobę nie "nadającą
                się" do podejmowania w życiu odpowiedzialności zmusić do pozostania to zupełnie
                inna sprawa... I cały czas również mam na myśli sytuacje, gdy mężczyzna (bo to
                chyba ponad 99% przypadków) nie jest w stanie zaakceptować kalectwa własnego
                dziecka i zostawia go z matką odchodząc w siną dal.
                • tristezza Re: Do Neny 24.05.05, 16:45
                  Neno,
                  wcale nie sugerowalam, ze malzenstwa bez zgody sadu sa niewazne,wspomnialam ze
                  to jest przepis martwy. Chodzilo mi o te ewentualna zgode sadu(o ktora zapewne
                  nikt nie wystepuje), bo przeciez praktycznie zaden biegly sadowy ( w tym
                  wypadku psychiatra)nie moze orzec, ze choroba nie zagraza malzenstwu ani
                  zdrowiu potomstwa skoro jednemu i drugiemu ewidentnie zagraza.
                  A calkowity i trwaly rozklad pozycia jest podstawa do uzyskania rozwodu
                  niezaleznie od istnienia jakiejkolwiek choroby. Do pozostania istotnie nie
                  mozna nikogo zmusic, m.in. dlatego zgoda wspolmalzonka na rozwod lub jej brak
                  jest dla sadu bez znaczenia.
                  Nie interesuja mnie kodeksy prawne, znam te przepisy z podrecznika
                  psychiatrii.Twoj post zabrzmial mi tak idealistycznie, ze nie podejrzewalam Cie
                  o znajomosc art.12 KRiO i dlatego go przytoczylam.
                  Jesli to orzeczenie SN jest ciekawe, to wyslij mi je prosze na priva.
                  A wrazliwcy, ktorzy opuszczaja kalekie dziecko to wg mnie troche inny temat.
                  jeszcze raz pozdrawiam
                  t.
                  • nena72 Re: Do Neny 24.05.05, 22:46
                    Dalej bym się z Tobą nie zgodziła - są jeszcze aspekty tzw dobra dzieci, i to
                    czy występuje o rozwód małżonek winny rozkładowi pożycia, wtedy jak najbardziej
                    zgoda małżonka niewinnego ma znaczenie (a trudno chyba chorobę uznać
                    za "winę"). Czy znasz może jakiś prawdziwy, z życia wzięty przypadek
                    zastosowania przepisów dot.unieważnienia małżeństwa lub rozwodu, kiedy to
                    właśnie analizowany przez nas art.miał główne znaczenie dla wyroku?
                    • tristezza Re: Do Neny 24.05.05, 23:44
                      Zgadzam sie co do dobra dzieci, a jesli chodzi o reszte spuscmy moze zaslone
                      milosierdzia.
                      Nie znam osobiscie zadnego takiego przypadku, ale z tego co czytalam przepisy
                      te bywaja stosowane.
                      t.
    • abdon Mirro @ 24.05.05, 21:01

      • mirra Re: Mirro @ 25.05.05, 13:08
        Abdonie - dziekuję;
        Odpisałam;

        Pozdrawiam cieplutko
        mirra
        • abdon Re: Mirro @ 25.05.05, 20:08
          Odebrałem. Dziękuję.
Pełna wersja