twoinone
19.05.05, 20:38
Ahoj,
poczytuje to forum od kilku miesiecy. Zagaduje sporadycznie i zazwyczaj kasuje swoje
wypowiedzi zanim je wysle, ale dzis chcialam Was o cos zapytac.
Wiekszosc z Was z trudem i męką, ale przebija sie przez zycie w jakies utrwalonej
konstelacji, macie bliskich, macie rodziny, nie tylko rodziców, ale też partnerów i dzieci. Jest
tu trochę wątków o tym ze rodzinom CHAD-owych lekko nie jest, ale jakos chyba niewiele o
tym ze CHAD-owi bywają opuszczani. Nie nie mówię o tym, gdy skandalicznie zmasakrują
swój związek, mówie o tym, ze choroba nawet gdy trzymana w miarę w karbach, dla
partnerów bywa sygnałem do odwrotu.
Wczoraj uslyszalam od kolezanki o dziewczynie "ktora rozwodzi sie z cyklofrenikiem" ("żaden
tam nowomodny CHAD, cyklofrenia i tyle!"), ton nie pozostwial cienia watpliwosci, ze to tak
jakby rozwodzila sie z pijakiem, albo przestępcą, choc pikantnych historyjek nie było do
opowiedzenia. Tzn. mam namysli, ze wyskoki nie były na tyle spektakularne, by się nawet w
plotce rozwinąć.
Moj mąz tez odplywa. Niby nic, ale czuję to. I czuję się po prostu opuszczona w chorobie. I
nie powiem zeby mi to dodawalo sil.
No więc jak to jest - tylko nieliczni bohaterowie, tylko młodzi na parę lat się poświęcą
zauroczeni, a starość trzeba planować samotną?