magdalenakajdas
12.04.06, 12:32
Od 7 lat jestem żoną chorego na zaburzenia schizoafektywne. Właściwie to leczy się od 3 lat, przed ślubem nie przyznał mi się , że choruje, zbagatelizował to. Dobrze, ale wróćmy do obecnej chwili.Mąż jest na rencie i jest osobą niepełnosprawną, ma 30 lat. W jego zachowaniu przejawia się dużo agresji, szczególnie na mnie z byle drobnych powodów, które dla niego urastają do rangi mega problemów. Zażywa zalastę, zrezygnował samowolnie z anafranilu, mówiąc, że nie ma zamiaru spać do 12 w dzień. Najbardziej męczy mnie jego agresja -słowna i fizyczna. Mamy małe 3,5-letnie dziecko. Mała często jest świadkiem jego agresji wyładowywanej na mnie, nie wiem co wtedy robić, jak się zachować? Mąż zajmuje się dzieckiem, i chorym ojcem a ja pracuję. Bez zajęcia spałby cały dzień. Celowo nie posłałam małej do przedszkola, aby miał zajęcie. Na małej nie wyładowuje się nigdy, mam nadzieję, że to się nie zmieni...Jest jeszcze wielkie maniactwo-mąż ma manię brania rzeczy na które nas nie stać na raty. Na początku ulegałam, ale teraz mamy masę długów przez to. Lekarz mówił, że mąz mną manipuluje, jak sobie z tym poradzić? Co dzień prosi mnie: weż mi telefon na raty, weż mi rower dla dziecka itp. W czerwcu skończy mu sięrenta, a później być może przedłużą mu ją .Co zrobię, kiedy on będzie mógł brać na raty? Boję się że popadniemy w kolosalne długi! Proszę o pomoc, bo na razie jestem twarda, ale jak długo można? Magdalena Kajdas