To już jest koniec, nie ma już nic....

27.08.07, 18:23
... jesteśmy sami, możemy iść....
tak śpiewały Elektryczne Gitary w czasach mojej młodości.
Małe podsumowanie:
nadaję się tylko na oddział (wg doktorka)
jestem wariatką, ergo:
nie mam szans na faceta
czyli: z szatynem mogę sobie dać spokój (czytaj: skończyło się zanim się
zaczęło, ja nie wiem czy on cokolwiek, wolę nie sprawdzać. Zresztą, kto by
chciał być z wariatką)
Dzieci mieć nie będę, bo nie jestem dżdżownicą (one są obojnakami), a problem
faceta - patrz wyżej (ogólnie, to nie chodzi o szatyna, tylko żaden facet nie
będzie chciał być z wariatką, która do końca życia musi żreć psychotropy, a w
ciąży zeświruje z powodu niebrania psychotropów. I urodzi psychiczne dziecko
(40% szans)
A zatem, skoro możemy iść - vide Elektryczne Gitary - no to idę. Na drugą
stronę słońca. Nie zniosę dłużej ani choroby, co do której doktorek mnie dziś
zapewnił, że nieuleczalna, ani samotności, ani braku przytulenia.
Uściski.
Mi.
    • planasana Re: To już jest koniec, nie ma już nic.... 27.08.07, 18:31
      Kotus, Ty mozesz isc, ale co najwyzej do: sklepu, do innego lekarza,
      do wypozyczalni dvd albo do biblioteki. Albo z psem na spacer. Ale
      nigdzie indziej mi nie chodz!!!!

      Tez tak kiedys myslalam - ze skoro jestem niezdrowa na umysle, to
      zaden facet itp. Wierz mi, sa na tym swiecie faceci, ktorzy lubia
      takie wariatki jak my. Jakbym mogla, to bym skserowala mojego dla
      Ciebie wink
      Spotkasz kogos, o to jestem spokojna.

      Tule jak zawsze czule

      P.
    • poetkam Re: To już jest koniec, nie ma już nic.... 27.08.07, 19:21
      Przede wszystkim: witaj Słoneczko z powrotemwink
      Może zwolnij trochę tempo i nie galopuj tak?
      Planasana dobrze Ci radzi: zmień lekarza i tyle.
      (Zresztą Planasana ostatnio bardzo dobrze radzi i pocieszasmile -
      dzięki również.)
      Dla nas jesteś kochaną wariatkąsmile
    • bluelagoon Re: To już jest koniec, nie ma już nic.... 27.08.07, 19:39
      miriam to nie koniec, przeciez tyle ludzi (nawet na tym forum) z tym
      zyje

      ludzie zazywaja cale zycie leki na rozne choroby

      znajdziesz faceta, ktory zrozumie chorobe przeciez sa tacy (mam
      nadzieje)



    • czareg Re: To już jest koniec, nie ma już nic.... 27.08.07, 20:09
      A Szatyn dlaczego niby nie? A chociaż uśmiechnęłaś się do niego (starej daty jestem). Jak już chcesz iść na całość - zakiwaj na niego - a co ci szkodzi? Jak nie trafisz, to zaczniemy się martwić. Życie przeważnie składa się z problemów i kłopotów (ale yntelygetny jezdem), a najpiękniejsze są chwile których jeszcze nie znamy.
      • miriam11 Re: To już jest koniec, nie ma już nic.... 27.08.07, 20:46
        Drogi Yntelygentny Czareguwink (jak widać jeszcze sie czołgam po tym padole, do
        czasu)
        Zakiwałam, a jakże. Nawet odkiwał, tzn. przyszedł z butelką wina. Potem
        pojechałam na urlop, a teraz wróciłam i nie wiem co dalej.
        Tzn. wiem. Jestem mądrą dziewczynką - wszystkie niewykorzystane psychotropki
        składowałam grzecznie w szufladce. Pozostaje dokupić butelczynkę %. I mam
        nadzieję, że to wystarczy do przeniesienia na tzw. łono Abrahama.
        Bo mam w dupie szatyna i resztę.
        Interesuje mnie to, że nie mam siły na nieuleczalny ChAD, wariactwo, stygmatyzm.
        Bo nie wiem za co. Kara jaka, czy co?
        Dlaczego ja?
        Chyba jakiś bunt, albo dół, albo totalne załamanie psychiczne.
        Nieważne.
        Ważne, że brak sił.
        Dobił mnie doktorek dzisiaj. Wiem, że nie chciał, ale tak wyszło. Waryjaty
        wrażliwe są, co nie?

        Buziaki. Nie bierzcie przykładu z durnej adminki.
        • planasana Re: To już jest koniec, nie ma już nic.... 27.08.07, 20:57
          Miriam, Kochana, jak zaczniesz mieszac te dropsy z procentami, to juz
          na pewno odwioza Cie na wczasy wiesz gdzie. Sorry, moze to glupie co
          napisalam, ale w czasie mojej proby samobojczej tak mnie ta mysl
          przerazila, ze zrezygnowalam z kontynuacji zamiaru.

          Postaraj sie to przeczekac jakos, bardzo Cie prosze.
    • kotomysza Re: To już jest koniec, nie ma już nic.... 27.08.07, 21:15
      ej - nie popuszczaj Szatynowi.

      a reszta - luzzzzzz. jakaś cholera wisi w powietrzu. serio.

      jeszcze raz tulę.

      z cyklu: inni maja gorzej. moja kochana córunia powiela wszelkie
      moje zachowania - co mam o tym myśleć. moja ciotka mówi, że jest
      dokładnie taka jak ja... ha! fajnie będzie
    • drugikoniecswiata Re: To już jest koniec, nie ma już nic.... 29.08.07, 05:30
      ehhh... nieśmiało się tu poruszam, ale odpiszę. Czyli moje słuszne poglądy na
      wszystko smile

      1) ad prochy.
      ja też mam tendencję do chomikowania, paradoksalnie czuję się, jakby był to mój
      wentyl bezpieczeństwa, po który zawsze mogę sięgnąć. Ale mnie też powstrzymuje
      myśl o tym, że zrobić skuteczną mieszankę wcale tak naprawdę łatwo nie jest
      (farmakologia idzie do przodu), a płukanie żołądka, szpital i drwiące komentarze
      po mieszance nieskutecznej mam jak w banku... Teraz gdy przychodzi mi to do
      głowy staram się sobie przypomnieć, jak funkcjonuję w stanie względnej
      równowagi, i czy wtedy też mam takie pomysły. Jeśli nie, wiem że to chory łeb a
      nie prawdziwe pragnienie, i próbuję przeczekać. Nie wiem czy Cię to co napisałam
      przekona, ale może. Dobrze że jesteś, nie idź sobie. Jesteś tu potrzebna.

      2) ad lekarz.
      Łatwo mówić "zmieniaj", trudno z jednego postu wywnioskować, jaka była calość
      przekazu, komunikat pozawerbalny, itd itp. Może coś niefortunnie powiedział.
      Może miał zły dzień. Może go żona rzuciła. Lekarz też człowiek... Wydaje mi się,
      że najważniejsze to zachować dystans, i nie traktować go jak Pana Boga, alfy i
      omegi. Nie oczekiwać, że będzie przytulał, bo nie od tego jest, ale i egzekwować
      to, czego się oczekuje, np. rzetelnego odpowiadania na pytania, kultury,
      delikatności, dyskrecji. Szczególnie jeśli prywatny. Piszę tak, bo sama czasem
      mam ochotę zostawić moją panią dr w cholerę - a z drugiej strony tłumaczę sobie,
      że ona jednak widzi mnie od tych 4 lat, ma już jakieś porównanie, punkt
      odniesienia... Zmiana to zaczynanie od początku, bez gwarancji, że trafi się na
      lepszego. Oczywiście są przypadki gdy zmieniać trzeba i to szybko. Ale to ważna
      decyzja, a ważnych decyzji nie podejmuje się w dołku.

      3) ad facet
      Przez wiele lat byłam sama i było mi z tym bardzo źle. Sama też byłam gdy po raz
      pierwszy musiałam zmierzyć się z depresją. Jedyna osoba, od której miałam odwagę
      przyjąć wtedy tulenie i doglądanie (np. cierpliwe przynoszenie mi codziennie
      zupy i wlewanie jej we mnie codziennie przez 2 miesiące), była mama, z którą
      moje stosunki wcale nie były idealne. To było trudne, strasznie trudne. Przez te
      wszystkie lata myślałam, że gros moich problemów wynika właśnie z samotnośi.
      Zwłaszcza gdy wokół wszyscy zaczynają się żenić, mieć dzieci, a ja na widok
      kobiety z brzuchem albo malucha w wózku czuję jakiś dziwny ścisk w gardle. Że
      jeśli wreszcie trafię na faceta, który będzie chciał ze mną być, i będę mogła
      urodzić dziecko, to będzie zupełnie inaczej, to moje życie nabierze sensu...

      Od trzech lat jestem z facetem, który mnie bardzo kocha. Któremu nie
      przeszkadzają moje psychotropy [niestey przeszkadza mu moje leżenie w i
      patrzenie w sufit jak mam doła, więc komunikat nie do końca jest spójny], który
      nie jest zafiksowany na posiadanie dzieci, ale i nie mówi nie, który twierdzi że
      kocha mnie taką, jaka jestem. Problem w tym, że... ja nie wiem, czy kocham. Nie
      raz zastanawiam się, czy w takim stanie dalsze bycie razem jest w ogóle
      uprawnione. On twierdzi że tak. Że tak łatwo zbyć się nie da. A ja... nie wiem,
      ile w tej niepewności strachu przed miłością, a ile - przed samotnością. I czy
      lepiej być z kimś w takiej niepewności, czy samemu sobie - wolnym i prawdziwym,
      ale i bez oparcia na co dzień. Nie umiem odpowiedzieć sobie na to pytanie.

      4) ad dzieci
      vide wyżej. Przez x lat marzyłam o dziecku i bałam się, że to marzenie nigdy się
      nie spełni. Byłam przekonana, że gdy tylko trafię na "tego" faceta, natychmiast
      będę chciała zajść w ciążę. I gdy wreszcie stało się to realne, to jakoś...
      pojawiła się też niepewność. Potem zrozumiałam, że moja chęć posiadania dziecka
      po to, by mieć dla kogo żyć, by znaleźć w życiu sens, jest czymś tak potwornie
      egoistycznym i dla tego dziecka zabójczym (ciężar nie do uniesienia...), że
      najpierw muszę zachcieć żyć, a dopiero potem pragnąć dzieci. I przystopowałam.

      Nie wiem na ile to co napisałam może Ci w czymś pomóc. Nie jestem przyzwyczajona
      do takiego ekshibicjonizmu w necie, ale znalazłszy to forum poczułam się tu
      ciepło i bezpiecznie. Jeśli moje doświadczenio-przemyślenia mogą się na coś
      przydać, to dobrze.

      Głasków wirtualnych dużo smile
      • drugikoniecswiata Re: To już jest koniec, nie ma już nic.... 29.08.07, 05:32
        cholera, rozpisało mi się smile
        • miriam11 Re: To już jest koniec, nie ma już nic.... 29.08.07, 06:52
          Miły Drugikońcu, rozpisało się, nie szkodzi, ja Ci bardzo dziękuję. Jak tutaj
          się wypłakiwałam, to mi było bbbbbb. źle, więc tym bardziej doceniam i dziękuję.
          Ekshibicjonizmem się nie martw, tu sami swoi, jak słusznie zauważyłaś jest tu
          dość przytulnie i ciepło na forum. Co prawda otwarte, ale niełatwo nas znaleźć
          smile no a jeśli kto nieproszony by przylazł i pisał nieładnie, obrażał, to się
          wytnie, albo i zbanuje, masz to u mnie smile i u innych adminek też.
          Wirtualne uściski.

      • planasana Re: To już jest koniec, nie ma już nic.... 29.08.07, 10:19
        Bardzo dobrze mi sie czytalo Twoj wpis. Fajnie potrafisz ujac w
        zgrabne zdania sedno sprawy.

        drugikoniecswiata napisała:

        >>a płukanie żołądka, szpital i drwiące komentarze po mieszance
        nieskutecznej mam jak w banku... >>

        Otoz to. Wiesz,ja mysle,ze skoro w zyciu idzie mi marnie, to nawet
        samobojstwa nie potrafilabym porzadnie popelnic i skonczyloby sie
        tak, jak piszesz powyzej. (kiedys planowalam skok z mostu,mialam
        upatrzony,o ktorej godz.nawet, ale pomyslalam, ze pewnie zle skocze,
        rozwale sobie kregoslup i wyladuje w psychiatryku na wozku. Poza tym
        bylam juz tak gruba, ze watpilam w to, ze sie wgramole na barierki
        mostu wink)

        >> 2) ad lekarz. Zmiana to zaczynanie od początku, bez gwarancji, że
        trafi się na lepszego. >>

        Racja.
        Wiesz, czasem ludzie ida do drugiego, by miec pewnosc co do
        diagnozy. Ale fakt, zanim doktor by ja postawil, musialby obserwowac
        pacjenta przez kilka lat. Cholera, co lekarz, to inna diagnoza.

        >>nie traktować go jak Pana Boga, alfy i omegi. Nie oczekiwać, że
        będzie przytulał, bo nie od tego jest>>

        Racja.

        Co do tego, co napisalas o facetach i posiadaniu dziecka, to nic na
        sile, nie ma sensu ogladac sie na kolezanki. Wiesz dobrze, ze na
        okres ciazy musialabys odstawic leki i mogloby byc zle z Toba. Plus
        mozliwosc odziedziczenia choroby przez dziecko...

        I nie warto wychodzic za maz ze strachu przed samotnoscia, bo nie
        bedziesz szczesliwa. To trudne byc samemu, ale z dwojga zlego chyba
        lepsze od zwiazku na sile. (Czasem chcialabym odejsc od mojego
        faceta nie dlatego, ze go nie kocham, ale by oszczedzic mu ciezaru,
        jakim dla niego jestem przez chorobe).

        Czy procz Mamy i chlopaka, masz jeszcze kogos zaufanego, kto
        wspieralby Cie, gdybys nie byla w zwiazku?

        Pozdrawiam i pisz jak najczesciej. Tez jestes tu bardzo potrzebna.
        • planasana I jeszcze do Miriam 29.08.07, 10:27
          Tez mysle, ze nie jestes pelnoetatowa wariatka wink
          Nie znam Cie, ale czytajac Twoje wpisy odnosze wrazenie, ze msz w
          sobie duzo zdrowego rozsadku i jestes realistka. Moze sie myle. I masz
          w sobie duzo sily. Nie wiem czemu, ale mam wrazenie, ze zajmujesz sie
          naukami scislymi (?) (znowu - zabij mnie, jesli sie myle).

          Co do roznych paranoi, to wydaje mi sie, ze schizofrenicy moga nie
          zdawac sobie sprawy, ze to tylko ich urojenia, tak widza rzeczywistosc
          ???(znowu - prosze mnie skorygowac, jesli sie myle).
          • miriam11 Re: I jeszcze do Miriam 29.08.07, 13:51
            Nie mylisz sie, jestem cybernetykiem smile
            • morja13 Re: I jeszcze do Miriam 29.08.07, 14:45
              O cholera, zaimponowałaś mi. Ale tak mi coś wyglądałaś na
              inteligentną i uczoną babęwink

              Jeszcze Ci tylko powiem, że jest sporo facetów, którzy bardzo lubią
              wariatki, lekkie niezrównoważenie emocjonalne działa na niektórych
              jak niezły afrodyzjak. Nie bez przyczyny wielka popularność motywu
              pięknej szalonej w sztucewink Zresztą sama o tym pewnie dobrze wiesz.
              Twoja ścisła dziedzina w połączeniu ze szczyptą szaleństwa (bo Ty
              naprawdę nie jesteś świrem) musi intrygować. Więc nie załamuj mi się
              tu i nie gadaj jakichś głupotsmile
              • planasana Re: I jeszcze do Miriam 29.08.07, 14:53
                Yahooo!!! Trafilam!!! wink

                A Morja dobrze napisala, ze niektorzy faceci lubia "szalone" kobiety
                pelnee sprzecznych emocji, a nawet i chimer i humorow. Sa na swiecie
                tacy cierpliwi faceci, ktorzy maja tez bardzo silny instynkt
                opiekunczy i sa niezwykle troskliwi wobec swoich kobiet i wspieraja
                je w trudnych chwilach.

                Jeden moj znajomy powiedzial, ze taka, potocznie mowiac, "trudna"
                kobieta, bywa dla mezczyzny wyzwaniem, i to go wlasnie moze krecic.
                Poza tym nudno to mu nigdy z Toba nie bedzie! wink
                • miriam11 Re: I jeszcze do Miriam 29.08.07, 16:01
                  Moje baby kochane, on mnie i tak już olał, więc o czym Wy tu gadacie?
                  Ech, idę pranie z pralki wyciągnąć, prać trzeba,nawet jak facet poszedł w siną
                  dal sad
                  A potem wracam do roboty.
                  • planasana Re: I jeszcze do Miriam 29.08.07, 16:55
                    Ale ja nie o nim pisalam, tylko o tym nastepnym, fajnym, madrym,
                    czulym i cierpliwym, co lubi kobiety z emocjonalna hustaweczka.
                    I Ty bedziesz nastawiac to pranie, a on bedzie je wieszal, a potem
                    bedzie zmiana.... wink A jak bedziesz miala niz, to on Ci zrobi dobrej
                    herbaty i nie powie, zebys wziela sie w garsc.

                    Juz wrocilas do pracy, czy sezon na sesje poprawkowa sie zaczyna?

                    • miriam11 Re: I jeszcze do Miriam 29.08.07, 17:35
                      Teraz haruję naukowo, bo w trakcie semestru siłą rzeczy mniej czasu na to. No to
                      teraz nadganiam.
                      A ten inny - a zobaczymy, ładnie o nim piszesz smile Póki co pranie z pralki
                      wyciąga mój pies i ucieka, powiewając mokrymi majtasami, na przykład. I cieszy
                      się jak głupi smile))))
                      • planasana Re: I jeszcze do Miriam 29.08.07, 17:47
                        miriam11 napisala:

                        >> pranie z pralki wyciąga mój pies i ucieka, powiewając mokrymi
                        majtasami, na przykład. I cieszy się jak głupi smile)))) >>

                        Juz lubie Twojego psa. Fajnie ma, takiemu to niewiele do szczescia
                        trzeba wink Wyciagnie majtasy i ma radoche pomykajac przez pola i lasy
                        wink
                        • miriam11 Re: I jeszcze do Miriam 29.08.07, 18:02
                          Pozdrowie potworka od Ciebie smile On ma "angielski" w nazwie rasy, nawet do
                          Ciebie pasuje... ale nie oddam wink
                          • planasana Re: I jeszcze do Miriam 29.08.07, 18:26
                            To moze mi go skserujesz? wink

                            Fajny taki woof-woof w domu.
                            • miriam11 Re: I jeszcze do Miriam 29.08.07, 19:01
                              Jak mi skserujesz swojego mena to pogadamy wink
                              • drugikoniecswiata Re: I jeszcze do Miriam 29.08.07, 22:26
                                hihi, co do xero to poproszę po dodatkowym egzemplarzu każdego smile
                                a co do prania, to chyba lepsze to niż moja Szczeżuja (=królik), która
                                przybiega, kopie w praniu norę (wszystko jest jedno, czy w czystym czy brudnym),
                                a potem je demonstracyjnie obsikuje. No z brudnym to jej odpuszczam, ale jak
                                takie czyściutkie wysuszone i poskładane przybiegnie, złapie w pyszczek,
                                porozrzuca dookoła, poprzebiera łapkami coby sobie pokopać, a potem podniesie
                                ogon i nasika.... eh, wtedy bliska jestem zrobienia z niej pasztetu smile)

                                A rudy potwór wygląda tak:
                                fotoforum.gazeta.pl/photo/5/sc/kd/bkg4/g2fCBRf1on99EQEC6B.jpg
                                • miriam11 Re: I jeszcze do Miriam 30.08.07, 07:05
                                  Rudy potwór prześliczny! Ty się ciesz, że nie włazi do tej nory, bo by się
                                  uprał(a) niechcący i co? Nie wiem, jak króliki znoszą pranie w pralce wink)))
                                  • kotomysza to ja się podłączę z rudym potworem - ale mym 30.08.07, 09:00
                                    www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/e90182458e4d0e8a.html
                                    www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/a8cc3b50703fbb4a.html
                                    to jest kot Bazyl smile
    • kapuzda Re: To już jest koniec, nie ma już nic.... 02.09.07, 02:32
      hmmmmm wink
Inne wątki na temat:
Pełna wersja