planasana
28.08.07, 11:23
Od miesiaca nie pracuje. Dluga historia - nie wytrzymalam stresu,
narobilam sporo karygodnych bledow w pracy, nic dziwnego, ze szefowa
pozegnala mnie z radoscia. Odeszlam sama, zanim by mnie wyrzucono.
Siedze w domu, na utrzymaniu mojego chlopaka

Jestem od niego
zalezna. Nie robie nic, procz wycieczki do sklepu po slodycze. Na
nie wydaje swoje ostatnie pieniadze. I na pojscie do sklepu mam
sily, ale juz posprzatac, ugotowac, zrobic pranie, czy nawet umyc
sie to juz mi sie nie chce. Calymi dniami siedze w necie, albo
podsypiam. Udaje, ze mnie nie ma w domu przed naszym wspollokatorem.
Mam paranoje, ze wszyscy na pewno juz WIEDZA i WIDZA, ze jestem
nienormalna. Ukrywam sie w swoim pokoju i wstrzymuje oddech.
Martwie sie o mojego chlopaka, ma tyle na glowie - stres w pracy, ja
w beznadziejnym stanie, opiekuje sie tez rodzina. On nie robi z tego
problemu, ze mnie chwilowo utrzymuje, jest wobec mnie lagodny i
wyrozumialy. Moze az za bardzo. Moze powinien mnie kopnac w tylek.
Martwie sie, ze go wykanczam, dokladam mu zmartwien, ze nie jestem
dla niego zadnym wsparciem. tak bardzo bym chciala, zeby
przynajmniej mna nie musial sie martwic. Im bardziej jest kochany i
troskliwy, tym badziej serce mi peka.
Mam nadzieje, ze rozumiecie jak to jest. Nie szukam pocieszenia,
szukam zrozumienia, potwierdzenia, ze nie jestem z tym sama na
swiecie, ze moze inni tez tak cierpia. Ze nie jestem jakims
wybrykiem natury.
Dzieki za przeczytanie - wysluchanie.
p.s. Co sie dzieje z Com_sui? Odezwij sie!