Dyskretność miejsca

11.11.07, 07:59
Właściwie to mam problemy ze sformułowaniem tematu.
Chodzi mi o to, co czareg napisał w innym wątku -
o zdiagnozowanie się, leczenie też w dużym ośrodku
miejskim. Chodzi o anonimowość. No tak. Ja też. Nie
leczę się w swoim mieście, chodzę tam, gdzie jeszcze
nigdy nie udało mi się spotkać znajomej twarzy. Nie
chodzę do prywatnego gabinetu, nie stać mnie na to,
wtedy właściwie nie ma problemu z anonimowością.
Przyglądam się ludziom w poczekalni. Są mili, wyciszeni,
nikt się nie gorączkuje. Albo z rzadka. Czasem próbuję
zgadnąć diagnozę...Nietrudno jest, gdy ktoś ma nerwicę,
nietrudno jest poznać osoby z depresją. Podkrążone oczy
i bezgraniczny smutek. Nie umiem rozpoznawać chadowców smile
    • czareg Re: Dyskretność miejsca 11.11.07, 08:17
      Mam pewność że masz dobre oko:
      mleczko.interia.pl/galerie/o-krakowie/zdjecie,427911,2
      big_grin big_grin
      • drugikoniecswiata Re: Dyskretność miejsca 11.11.07, 08:44
        czareg --> smile))))))

        Ja chodzę prywatnie, choć też nie za bardzo mam za co. Mieszkam w Warszawie i
        paradoksalnie pierwszy raz do psychiatry poszłam do poradni studenckiej. To była
        już bardzo, bardzo ciężka depresja, pierwsza w życiu, więc i przeżywana jak
        prawdziwy koniec świata. Chciałam wziąć dziekankę. Ale sytuacja, w której pani -
        skąd inąd sympatyczna - przez 40 minut zadawała mi pytania i wpisywała
        odpowiedzi w kartę, ani raz nie spojrzawszy mi przy tym w oczy, po to, żeby
        potem stwierdzić "ale pani chyba nie ma depresji, pani jest po prostu
        przemęczona, przecież nie ma pani problemów z nauką..." - dla mnie było to nie
        do przejścia. Wybiegłam stamtąd ze łzami w oczach, receptę (którą jednak dała)
        podarłam na kawałeczki, i powiedziałam sobie "nigdy więcej". Nie wiem dlaczego,
        chociaż pani i wszyzscy inni byli mili, to było takie... upokarzające. Może
        powinnam sobie przetłumaczyć, ze ta pani po prostu musi te rubryczki
        powypełniać, że nie ma czasu robić tego po moim wyjściu, albo że nie spamięta,
        ale nie umiałam. Mimo wszystko mówiłam jej o najtrudniejszych rzeczach w moim
        życiu, byłam zdezorientowana i nie wiedziałam co się ze mną dzieje... w takiej
        chwili oczekuję wsparcia, uspokojenia, a nie sprawnej stenotypii.

        Zastanawiałam się ostatnio, czy może nie spróbować drugiego podejścia. W końcu
        już mądrzejsza jestem o te 4 lata, wiem czego mogę się spodziewać - po lekarzu,
        po sobie, po depie/ChaDzie?, co najważniejsze... Ale tak naprawdę to jednak
        największa kasa idzie mi na terapię, a terapeutkę mam świetną i jestem u niej
        już 1,5 roku, widzę efekty, więc zmiana teraz bez sensu. Jeśli chodzi o panią
        psy którą widuję raz na 1-2 miesiące to da się to przeżyć, więc "kopa" do zmiany
        nie mam. A luksus jest taki, że ktoś mi patrzy w oczy, słucha i nie wypełnia
        papierków. Tzn. wypełnia, ale po tym, jak wyjdę. Cholera, żeby za to trzeba było
        tyle płacić.....
        • 17.a Re: Dyskretność miejsca 11.11.07, 09:03
          Ha, zazdroszczę. Jestem w tej samej poradni 4 lata. Wytrenowałam
          ostatnio jednak "wejście", wolno, z obrotem, pani dr ma przynajmniej
          czas na obserwację pacjentki. Dlaczego oni, do diabła, nie szanują
          naszej inteligencji? Nie rozumiem.

          Czareg, wzrok po korekcie, ale OK smile)
          Jest taki fajny rys. Mleczki, który zresztą wisi sobie w "mojej"
          poradni. Pan u wróżki, która: - A teraz weźmie pan fluoksentynę,
          a potem pozna pan wspaniałą kobietę.

          Otóż to.

          Przy okazji coś takiego:

          mleczko.interia.pl/galerie/o-sluzbie-zdrowia/zdjecie,428745,4
          smile

          Czytacie "Sigmunda"? Zaburzony jak swoi pacjenci doktorek mówi:

          - Następny idiota poproszę!
        • cassis Re: Dyskretność miejsca 11.11.07, 13:06
          drugikoniecswiata napisała:

          terapeutkę mam świetną i jestem u niej
          > już 1,5 roku, widzę efekty

          hej,

          też jestem z Wawy i szukam dobrego terapeuty długoterminowego

          możesz się ze mną podzielić na priv bliższą informacją i
          namiarami? smile
          • drugikoniecswiata Re: Dyskretność miejsca 24.11.07, 00:18
            Dopisałam namiary w wątku "superlekarz/superterapeuta".
            Jeśli chcesz wiedzieć coś więcej, pytaj mailem, tylko daj znać, bo poczty na
            gazecie normalnie nie sprawdzam.
            • cassis Re: Dyskretność miejsca 25.11.07, 01:31
              czy to rzeczywiście jest na Pl. Zbawiciela czy to tylko nazwa?

              bo jezeli tak to rzut beretem od mojej pracy co by mi bardzo pasowało
              • drugikoniecswiata Re: Dyskretność miejsca 25.11.07, 02:23
                Rzeczywiście smile O rany, mam nadzieję że mnie nie zabije jak się dowie że ją po
                sieci rozsławiam smile))
    • poetkam Re: Dyskretność miejsca 11.11.07, 13:47
      Wiesz, ja też lubię obserwować ludzi, nie tylko przed gabinetem
      psychiatry. I wiesz, że też się pokuszam o własną diagnozę? Jeśli
      chodzi o Chadowców- to łatwo jest ich zdiagnozować w okresie manii
      (lub hipo), są pobudzeni, energiczni, radośni. W depresji ciut
      łatwiej, aczkolwiek tu nie trudno o pomyłkę- mogą być przecież
      pacjenci z samą depresją. A wiesz, że zaburzenia schizoafektywne
      jest dość łatwo "wyczuć"? U mojego męża "na oko" widać tę chorobę.
      Znajomi i nieznajomi pytają mnie często, co z nim jest nie tak...
Pełna wersja