Wizyta u psychiatry

14.01.08, 01:09
Jutro, a właściwie dziś już czeka mnie wizyta u psychiatry. Mam
lekkie obawy. Trochę się denerwuję...Bo:
1.Popełniłam samowolkę- zwiększyłam sobie sama dawkę stabilizatora
2.Nie wiem, czy odważę przyznać się pani doktor o moich ostatnich
ekscesach: mania taka, że o matko jedyna! Natłok myśli totalny,
jedna za drugą, jedna w drugą.... Ekscesy seksualne. Nie piszę
jakie, każdy wie, he he he.

Wszystko mówić, czy nie?
Jak Wy robicie?
    • maciusiko Re: Wizyta u psychiatry 14.01.08, 01:44
      Magda-jesli nie mowic jak sie rzeczy maja-to po co tam isc?
      • beatrix-kiddo Re: Wizyta u psychiatry 14.01.08, 06:25
        Popieram Maciusiko - jeśli lekarz jakikolwiek, a już psychiatra w szczególności,
        ma skutecznie pomóc, to trzeba mu mówić wszystko absolutnie. Inaczej szkoda
        czasu własnego i lekarza, a potem szkoda pieniędzy na leki, niekoniecznie
        odpowiednio dobrane.
        Magda, lekarka nie takie rzeczy słyszała, nie takich pacjentów widziała. Uszy do
        góry i zeznawaj jak i co. Przecież Cię nie zje.
        • oskar53 Re: Wizyta u psychiatry 14.01.08, 08:29
          Ja na Twoim miejscu niczego bym nie ukrywał, szczególnie tego, że
          biorę większą dawkę leku. Powiedz wszystko, może nie wdawaj się w
          jakieś krępujące szczegóły, ale napomknąć wypada. W razie czego
          zawsze możesz zerwać się i uciec z krzykiem.
          • beatrix-kiddo Re: Wizyta u psychiatry 14.01.08, 08:58
            oskar53 napisał:

            > W razie czego
            > zawsze możesz zerwać się i uciec z krzykiem.
            >

            Ha ha ha, dobre, Oskar!
    • i_am_the_army Re: Wizyta u psychiatry 14.01.08, 12:18
      Mówić wszystko.
      Ja przed wczoraj powiedziałam wszystko - i nie pożałowałam.
      A jeśli pożałujesz, to świadczyć to będzie tylko o lekarzu.
      • drugikoniecswiata Re: Wizyta u psychiatry 14.01.08, 17:05
        Popieram przedmówców. I, OT - armio gąsienniczych nóg, myślę cieplutko. Lepiej
        troszkę? Ja sobie polatałam 4 dni, a teraz chyba niestety przymusowe lądowanie sad
        • i_am_the_army Re: do DrugiegoKońcaŚwiata 14.01.08, 22:31
          Drogi DrugiKońcuŚwiata, u mnie najogólniej rzecz ujmując do bani jest, wciąż, nadal i przez cały ten czas. Wprawdzie jakiś czas temu ciut się polepszyło, ale w sumie co to za poprawa, jak ja niewiele ją odczuwam i stwierdzić nadal muszę, że do bani.
          Cieszy mię niezmiernie, że miałaś troszkę latania, ale mam nadzieję, że to przymusowe lądowanie to niezbyt bolesne? Wierzę gorąco i zapalczywie, że nie, bo drugi koniec świata w mojej wyobraźni to zawsze było przyjemne i nie-depresyjne miejsce big_grin
          Pozdrawiam serdecznie, a ja ze swej strony mogę zapewnić, że mimo mego szanownego do dupy (za przeproszeniem) samopoczucia nie wyciągam w beznadziei swych gąsieniczych nóg, lecz maszeruję na nich żwawo i pewnie po zwycięstwowink
          (bo optymistyczny akcent zawsze musi być!)
          • drugikoniecswiata Re: do DrugiegoKońcaŚwiata 15.01.08, 13:41
            Eh, do bani to niefajna rzecz. Ja ląduję od niedzieli i na razie wygląda średnio
            optymistycznie, czyli jak na powrót do stanu sprzed odstawienia depakiny. więc
            już widzę triumfalny uśmiech pani psy: "widzisz, to nie przez depakinę tak się
            czułaś", a jutro sprawdzę, czy właśnie tak mi powie. Ale może to po prostu
            kontrast latania i nielatania, i gdzieś się teraz zatrzymam, eh, zobaczymy. Boję
            się, że wobec oprotestowania depy zatrzymam się dużo poniżej poziomu
            poprzedniego lądowania - no ale to była "tylko" kwestia bonusowych 7 dni, więc
            może należy je odżałować.
            Co do końca świata drugiego - ten mój to faktycznie miejsce piękne, acz
            paradoksalnie pełne nostalgii, w którym przemieszkałam rok, i za którym tęsknię
            okrutnie. Zupełnie pozbawione depresji to nie było, ale był to czas zbierania
            nóg po kryzysie pierwszym i najgorszym z najgorszych, grzania się słońcem w
            zimowych miesiącach i zamarzania w kraju, w którym nie używa się kaloryferów.
            Były pomysły na skok w odmęty Tagu, były dni paskudne, ale jak się wspomina po
            paru latach to jakoś paskudność się zaciera, a tęsknota odzywa. Tym bardziej, że
            wtedy wierzyłam, że kryzys był jeden, a prochy chronią przed następnymi. O
            lataniu nic nie było mi wiadomo. Z tamtych czasów pozostał nick na gazecie, hehe...
            • i_am_the_army Re: do DrugiegoKońcaŚwiata 15.01.08, 19:35
              smile)
              Iza, trzymam kciuki, aby wszystko było OK! <uścisk>
    • poetkam Re: Wizyta u psychiatry 14.01.08, 19:17
      Jestem już po wizycie.
      Wyznałam samą prawdę i li prawdę.
      Nie zostałam potępiona za nic. A właściwie pochwalona za zwiększenie
      dawki stabilizatora.
      Depakina chrono 1000 mg dziennie. Badanie krwi za miesiąc czasu.
      Seksualne ekscesy- non coments.
      Skierowanie do psychologa- odmówiłam, brak czasu.
      Haloperidol na uspokojenie mnie- odmówiłam, pracuję, muszę myśleć.
      Zresztą pani doktor po krótkim namyśle przyznała mi rację. He he ,
      zagadałam ją prawie na śmierć...
      Wspólnie z panią doktor zakładamy Grupę wsparcia dla osób z
      problemami psychicznymi i ich rodzin- ona ma być nota bene opiekunem
      tejże. Także nie trzeba było przeżywać...
      • kuczwis Re: Wizyta u psychiatry 14.01.08, 20:19
        wy tylko o tych psychiatrach, pigułach i problemach a tak naprawdę
        to tylko dołuje byłem u niego miesiąc temu i zaproponował
        mi "leżakowanie" a ja mu odpowiedziałem "przepraszam za moją
        bezpośredniość ale pan doktor chyba zwariował"
    • vinci28 Re: Wizyta u psychiatry 14.01.08, 20:20
      zyj na luzie droga nie lekaj sie niczego ,niepokoj wyklucza z
      gry ,sciskam mocno
      • kuczwis Re: Wizyta u psychiatry 14.01.08, 20:26
        spytałem ponadto "czym pan wie co to chad" odpowiedział że tak a
        ja "panie doktorze tak naprawde nic pan o tym nie wie bo nigdy pan
        tego nie przeżyl" i biedaka zatkało
        • poetkam kuczwis 14.01.08, 20:42
          Żal mi Cię. Bardzo. Życzę Ci z całego serca, abyś za bardzo
          nie "latał". Upadki mogą być bolesne. Zaręczam Ci. Coś o tym
          wiem....Mnie zmęczyło moje latanie tak, że zapragnęłam po ziemii
          pochodzić....
          Trzymaj się!!!
          • kuczwis Re: kuczwis 14.01.08, 20:50
            juz to napisałem że w odpowiednim momencie otworzę spadochron
            przeczytałaą o Bobie?
            • kuczwis Re: kuczwis 14.01.08, 21:02
              ja na praykład jak mam problemy to idę do "Najlepszego Lekarza" i
              proszę o pomoc jak do tej pory nie pozwolił mi upaść tak nisko zebym
              nie wstał a zawsze wstawałem jeszcze silniejszy i jeszcze bardziej
              zdeterminowany
      • poetkam Vinci 15.01.08, 01:12
        zyj na luzie droga nie lekaj sie niczego ,niepokoj wyklucza z
        gry ,sciskam mocno


        Staram się, K., staram się. Ale nie wiem, czy nie na za dużym luzie
        ostatnio żyję...W każdym razie na baaardzo wysokich obrotach Dodge
        Vipera Model Venom...
        Pozdrówki, K. dla Ciebie i J.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja