mam dość

16.02.08, 11:30
witam wszystkich pewnie mnie tu zlinczujecie ale muszę powiedzieć co
czuję co czuje żona człowieka chorego na chad.od 20 lat jesteśmy
małżeństwem[mam wstręt do instytucji małż]dwa lata po slubie się
zaczęło...na dobre[wydaje mi się że wcześniej też byly objawy ale
łagodne]bardzo mu współczułam ,opiekowałam się,wspierałam,zawoziłam
do szpitala,do lekarza,przejęłam rolę opiekunki,pielęgniarki.i tak
przez 20 lat...od 10 lat czuję że jestem z nim tylko z
litości.przestałam dawno temu kochać.nie ma sexu ,nie rozmów nie ma
nic.wszystko za niego całe życie załatwiałam,cały dom .dzieci na
mojej glowie,pracuję kiedyś nawet na dwa etaty.nikt mi się w tym
wszystkim nigdy nie zapytal ...JAK JA SIĘ CZUJĘ???????ŻADNEGO
WSPARCIA znikąd.on jest jak pijawka emocjonalna.wysysa ze mnie
resztki zycia,szantażuje że jak go zostawię to sobie coś
zrobi...ciągle smutna nieszczęsliwa ,bez milości,bez nadzieji.nie
mam własnego zycia,uśmiechu,muszę się tłumaczyć z każdego smsa.on
mówi że mnie kocha...a gdzie był jak dzieci były małe nigdy się nimi
nie interesował.mnie potrafił poniżać przed swoją rodziną.od qwielu
lat zmuszałam się do sexu[dla świętego spokoju]ale od pół roku nie
sypiam z nim,nie mogę ,czuje wstręt.powiedziałam mu że już dłużej
nie potrafię tak zyć ,chcę rozwodu,chcę normalności,chcę być
usmiechnięta i szczęśliwa.i się zaczęło.....ryczy,szantażuje,kupuje
róże ,nagle chce sprzedać budowę [ktora jest jego]i kupić dla nas
mieszkanie.ale jak ja mam żyć z taka pijawką ,nie kocham go,i wiem
że nic z tego nie będzie.JESTEM TOTALNIE ZMĘCZONA ŻYCIEM Z NIM!!!
    • czareg Re: mam dość 16.02.08, 12:25
      To, że się ma ChAD, to nie powód, by niszczyć komuś innemu życie. Choroba
      wystarczająco niszczy, jak chory dokłada swoje, to już jest przechlapane. Wbrew
      pozorom rozumiem Cię, i jak jest tak jak piszesz, to nie dla siebie, ale dla
      swoich dzieci,nawet jak już zaczynają się usamodzielniać, odseparuj się od męża.
    • i_am_the_army Re: mam dość 16.02.08, 13:38
      to nie bądź z nim, po co się męczyć
      tak jak napisał czareg, problemy psychiczne nie dają uprawnienia by komuś
      zatruwać żywot
    • poetkam Re: mam dość 16.02.08, 13:40
      megan.margaritka napisała:

      > witam wszystkich pewnie mnie tu zlinczujecie

      Nikt tu nikogo nie linczuje, jak już zdążyłaś zauważyć. Bardzo Ci
      współczuję. Wiem co to znaczy agresja męża- mój mąż choruje na zab.
      schizoafektywne ok 10 lat, jeśli nie dłużej. Ja mam niedawno
      stwierdzony ChAD( dziedzictwo po mamie)Litość w stosunku do męża
      aktualnie przerabiam. Też myślę o separacji, bądź rozwodzie. To
      normalne, kiedy ktoś robi Ci krzywdę-myślisz o obronie siebie i
      dzieci. Nie zadręczaj się tak.
      Korzystałaś z opieki psychologa? Może spróbuj?
      Trzymaj się ciepluto.
      • megan.margaritka Re: mam dość 16.02.08, 13:56
        on się teraz stara...z dnia na dzień stał się aniołkiem,ale to na
        mnie nie działa..mógłby stanąc na rzęsach i nic by to nie
        dało,wyjdzie na to że to ja jestem wredna,bezduszna,bo zostawiam
        chorego człowieka.zdążył już objechać rodzinkę swoją i moją i
        poużalac i wypłakać na swój los.nawet moja matka patrzy na mnie
        dziwnie....chyba ją ujął za ''serce''.szkoda tylko że ja jej jestem
        obojętna i nigdy mi sie nie spytała jak sobie radzę i jak sie
        czuję.poza tym słyszę dużo stwierdzeń że mogę nie dostać rozwodu
        ponieważ sąd może uznać iż to co teraz jest to efekt jego
        choroby.jestem załamana.obcy ludzie mnie wspierają .rodzina ma to
        gdzieś.znowu ryczę....
        • i_am_the_army Re: mam dość 16.02.08, 14:04
          kurde, faktycznie kiepsko
          rób tak by Tobie było dobrze, czasem po prostu nie można siebie przeskoczyć, nie
          da się na siłę
          jeśli Cię męczy on za bardzo, coś tu jest nie tak i takie małżeństwo to chyba
          nie jest ok
          a z rodzinką to tylko na zdjęciu wiesz co wink
          • asiuniaa36 Re: mam dość 19.02.08, 10:08
            Kurcze..a moze ludzie chorzy na CHAD nie powinni sie wiazac? Znacie takich w
            szczesliwych zwiazkach? Smutne...
            • mea-22 Re: mam dość 19.02.08, 10:17
              kategorycznie mowie nie....nie da sie zyc...rozgoryczenie,
              frustracja, poczucie osamotnienia, wykorzystania ....to moje
              doswiadczenie... sprawdzone...niepolecane, Amy Winehouse ma ciekawa
              piosenke Stronger than me...powinienes byc silniejszy ode mnie,
              jestes tu 7 lat dluzej niz ja.....cholera idealnie pasuje...tez
              chcialam zeby byl silniejszy, odpowiedzialny i zatroszczyl sie o
              mnie....topie smutki w butelce wodki....pale jak lokomotywa ale nie
              placze....i tylko czasami wysylam mu wredne smsy ale cholera wie czy
              go to boli...pewnie zlewa wszystko jak zawsze.....sadsadsad
              • poetkam Re: mam dość 19.02.08, 12:18
                mea-22 napisała:

                > kategorycznie mowie nie....nie da sie zyc...rozgoryczenie,
                > frustracja, poczucie osamotnienia, wykorzystania ....to moje
                > doswiadczenie... sprawdzone...niepolecane

                Właśnie, to Twoje doświadczenie. Nie będę pisać o swoim, bo
                forumowicze mają już przesyt, są mną już znudzeni.
                Ale są tu ludzie, którzy są szczęśliwi w związkach z takimi
                partnerami. Szczęście, swoją drogą, to pojęcie względne, dla każdego
                znaczy co innego. Poza tym cały czas, nawet w tzw. normalnym związku
                nie może być sielsko i anielsko, prawda? Chyba, że się mylę.
                Poczekaj trochę, a zobaczysz, że pojawią się na Twój post odpowiedzi
                ludzi szczęśliwych w takich związkach.
                • asiuniaa36 Re: mam dość 19.02.08, 12:23
                  Ciekawe..czy sie pojawia...
            • poetkam Asiuniu... 19.02.08, 12:25
              asiuniaa36 napisała:

              > Kurcze..a moze ludzie chorzy na CHAD nie powinni sie wiazac?
              Znacie takich w
              > szczesliwych zwiazkach? Smutne...

              Słoneczko, a Ty znowu smutna jesteś? Spróbuj w małych rzeczach
              znajdować choćby maleńkie radości, z których można się cieszyć.
              Zobaczysz, od razu poprawi Ci się nastrój. Popatrz na swoje dzieci,
              na pewno robią w czymś postępy, to już jest powód do radości,
              popatrz na swój kwiat w doniczce- masz choć jeden (mnie wszystkie
              gniją, nie wiedzieć czemu...), prawda? Rośnie? Już można się
              uśmiechnąć. Przecież wrócił do Ciebie Twój przyjaciel, prawda?
              Porozmawiaj z nim, podziel się z nim swoimi troskami, jeśli nie
              zrozumie od razu, to postara się zrozumieć. Doceń to.
              Uśmiechnij się smutasku, nie szukaj dziury w całym. (I kto to mówi :-
              ))
            • kotomysza niebezpieczne związki ;-) 19.02.08, 13:24
              Asiu, z moim mężem jestem od około 16 lat związana. małżeństwem
              jesteśmy od 12 lat. mam ChAD, mąż nie jest człowiekiem, który liczy
              się z opinią innych. jeżeli by nie wytrzymywał moich odlotów, to by
              odszedł.
              czy jesteśmy szczęśliwi - chyba tak. potrafimy cieszyć się sobą,
              mamy wspólne pasje - podróże, meblarstwo. podzieliliśmy się tak
              życiem, że ja wymyślam dziwne rzeczy, a M. je cywilizuje.
              on ma sporą tolerancję dla moich odpałów, ja staram się nie zauważać
              za często, że ma galopującą sklerozę i jest bałaganiarzem. on
              czasami zapomina, że ten mój motorek w tyłku to efekt choroby
              niestety. ja zapominam, że on nie lubi wrzasków.
              mamy córę. i żeby było śmieszniej, to ja jestem cierpliwszym
              rodzicem, jego ponoszą nerwy.
              związki z ChAD-owcami są możliwe, ale ChAD-owiec musi słuchać, tego
              co ludzie do niego mówią. i nie może być pijawką emocjonalną. i nie
              powinien chować się non stop za swoją chorobę. ja np. doskonale
              wiem, kiedy coś wypływa z mojego świra, a kiedy coś z ogólnej
              wredności.
              M. mówi, że niezmiernie sie cieszy, gdy projektuję, rysuję itp. bo
              wg niego są to objawy dobrej formy. a gdy siedzę milcząca zaczyna
              się bać.
              a do założycielki wątku - jeżeli siez nim czujesz paskudnie zostaw
              go. zasadniczą częśćią życia nie powinno być poświecenie się wbrew
              sobie.
              pozdrawiam
              • dol_inka Re: niebezpieczne związki ;-) 20.02.08, 14:05
                Można tworzyć dobry,bywa nawet szczęśliwy związek. To tak a'propos
                odzewu na pozytywne przykłady. Gdy zaczęliśmy być razem miałam
                leczoną depresję (li i jedynie...). Po kilku latach okazało się, że
                tak jak podejrzewałam chad.
                Bywa naprawdę trudno, partner lepiej sobie radzi ze mną gdy mam
                górkę, raz że jestem wtedy weselsza,optymistyczna, mnóstwo energii.
                Sprowadza mnie na ziemię dopiero,gdy pomysły moje są już zbyt dziwne.
                Nie lubię gdy ktoś mną rządzi, więc to "sprowadzanie" bywało
                okupione wieloma "walkami".
                Czas depresji jest gorszy, bo on nie wie jak może mi pomóc. Pilnuje
                abym brała leki. Paradoksalne,ale bardziej ten stan rozumie niż
                hipomanię! Bo górki uspokaja ze względu na wrodzone poczucie
                zdrowego rozsądku a nie znajomość tematu.
                Ja natomiast, staram się aby dołki nie były tak widoczne (zazwyczaj
                pełna mobilizacja przd jego powrotem z pracy)i martwię się, że On
                się martwi.
                Podsumowując: cały czas uczymy się właściwie postepować, dużo
                wzajemnej tolerancji, wiele pracy (w sensie starania się).
    • dol_inka Re: do Megan 20.02.08, 14:19
      Zabrakło podsumowania w poprzednim moim poście. Megan,aby w związku
      było ok, potrzeba długiego procesu i chęci z obydwu stron. Jeżeli
      mąż przez tyle lat nie reagował na "współpracę", kompromisy z Twojej
      strony to nie ma sensu tego ciągnąć dalej. Jesteś kłębkiem nerwów i
      jeszcze masz poczucie winy i strach że nawet my Cię źle ocenimy, bo
      przecież przy chorym mężu trzeba trwać...Choroba nie usprawiedliwia
      perfidnego egoizmu. Megan, jesteś człowiekiem, zrobiłaś wszystko co
      mogłaś, czas zająć się sobą!Może zacząć od terapii dla
      współuzależnionych...
    • i_am_the_army Re: mam dość 23.02.08, 23:27
      To chyba zbyt drastyczny osąd. Nie zgadzam się do końca. Zgadzam się częściowo
      (wiedząc, jak sama potrafię być aspołeczna, itd.). Ale widzę też, jak niby
      zdrowi ludzie łamią życie swoim bliskim, wielu takich jest. Podobnie uważam, że
      i nie wszyscy spośród nas są aż tak niezdolni do normalnego życia z drugą osobą.
      Na pewno jest nam trudniej, ale - do licha - to nie znaczy, że jesteśmy skazani
      na samotność!
      Nie jesteśmy!
      Ja przynajmniej bardzo, ale to bardzo chcę w to wierzyć...
      Głowa do góry... swoją też postaram się podnieśćuncertain
      • asiuniaa36 Re: mam dość 25.02.08, 08:14
        Nie wyobrazam sobie byc sama z tym potworem (choroba).
        • i_am_the_army Re: mam dość 25.02.08, 12:27
          A to też jest moim zdaniem zgubne podejście - druga skrajność.
          Pierwsza skrajność: kiedyś stroniłam od bliskich kontaktów, by nie pogmatwać
          przez to sobie i innym życia, zwyczajnie tchórzyłam.
          Druga skrajność: gdy już weszłam w bliski kontakt, zaczęłam panicznie bać się,
          że zostanę sama, która to wizja była dla mnie niemal jak apokalipsa.
          Obecnie uczę się być sama z tym potworem. Nie wykluczając, że być może nie będę
          do końca musiała być sama.
          Tkwię teraz raczej w tej drugeij skrajności i stwierdzam, że wcale nie jest ona
          "lepsza" od pierwszej, a może nawet jeszcze bardziej obezwładniejąca...
          Mam nadzieję, że się nauczę.
Pełna wersja