35.a
21.03.08, 11:13
Mam problem. Jeśli ktoś podpowie słowem, dwoma - ucieszę się.
Od roku i 8 m-cy jestem sama. Jak palec. Było przez ten czas różnie,
lepiej, gorzej. Teraz jest to drugie. Moje pytanie jest króciutkie:
jak sobie radzić z codziennym niemal płaczem pod hasłem "nie ma
miłości"? w pracy jestem skoncentrowana na tym, co mam zrobić. źle
się zaczyna robić po wyjściu z niej. uczucia dochodzą do głosu.
uznać, że mam depresję i zwiększyć antydepresant?
uznać, że to smutek, ale aby zahamować łzy antydepresant?
wreszcie uznać, że ten smutek jest naturalny i dać mu przez siebie
przejść?
ale...jak długo jeszcze?
nie daję sobie z tym rady