gabry-sia72
28.03.08, 04:05
Juz kiedys tu pisalam , tak jakos zawsze jak mi jest zle, wracam
tutaj i szukam od Was jakiejs pomocy , wytlumaczenia . Niby jest
wszystko dobrze , zazywa leki , ani depresji , ani manii nie bylo od
ponad poltora roku . Ale te ciagle pretensje do mnie o byle g... ,
ciagle zwracanie uwagi o nic , potrafi zepsuc atmosfere w
sekundzie . Siedzimy sobie , chce mnie przytulic czy poglaskac , ja
wtedy nie mam ochoty , wzdrygam sie i juz slysze cale kazanie , ze
go nie kocham , ze nie traktuje jak normalnego czlowieka , ze nie
zachowuje sie jak zona itp.....koszmar.
Staram sie nie reagowac , siedze cicho , ale kiedy to sie powtarza ,
nie wytrzymuje i wybucham ....no i slysze ze o byle co sie rzucam ,
ze jestem wariatka , nienormalna i ze to ja powinnam sie
leczyc .Codziennie rano caluje mnie na dzien dobry gdy wychodzi do
pracy , jest mily i kochany jak dzwoni ...ale wieczorem inny
czlowiek . Nie wiem jak dlugo to jeszcze wytrzymam , myslalam ze dam
rade , w koncu mamy dziecko , planowalismy drugie .....ale jak tak
dalej bedzie ...nie wiem